awakening
07.03.04, 23:43
W zasadzie to sprawa wygląda prosto: zwiazek trwający 2 lata, wszystko ok,
poza tym, że laska nie wierzy w to, że pomimo tego iż skończyłem studia i
jestem młodym inteligentnym abslowentem, znajde prace. No wiec zrywa ze mna,
ja zmeczony poszukiwaniami nie mam sil protestowac. Zaraz po tym, wszystko
sie zmienia, znajduje dobra prace. Mam ochote nigdy wiecej jej nie zobaczyc,
ale nie potrafie :(( z jednej strony nie chce z nia byc, bo wiem ze jest
eogistyczna materialstka nidojrzalą emocjonalnie, a zdrugiej strony sam chyba
jestem jakis dziwny, bo nie umiem powiedziec żegnaj i pozbyc sie wszystkiego
co z nia zwiazane i zaaczac nowe zycie. zreszta byloby to juz po raz drugi,
tyle ze pierwszy raz nie bylismy wlasciwie razem. MAm dosc tej sytuacji, chce
byc z nia, ale meczy mnie jej "pieniezne" podejscie, nie jej milosc bo kocha,
tylko "szantaze" w stylu ze jest ze mna bo mam perespektywy, Z drugiej strony
jest duzo fajnych kobiet, dobrych, madrych i kochanych. Ale mnie wpienia sama
mysl, ze ona bedzie z kims innym, ze ona nie bedzie matka moich dzieci, nie
jestem w stanie (nawet jelsi od jakiegos czasu teraz nie jestesmy razem) nie
jestem w stanie przejsc nad tym do przadku dziennego, Kocham Ja po prostu, i
nie chce zeby byla z kims innnym, tylko dlatego ze wkraczajac w dorosle zycie
nie zarabiam kilku tysiecy zlotych. a z drugiej strony czuje ze powininem
oddacej jej ostatnich kilka rzeczy, a potem wywalic wszystkie zdjecia, listy
i inne pamiatki i zapomiec. Jej mozna zwariowac