Gość: tom
IP: *.dtvk.tpnet.pl
19.03.01, 17:45
Mam 21 lat i do sierpnia zeszłego roku byłem zabawnym, wesołym młodzieńcem, po
prostu duszą towarzystwa. Jednak od początku września moje samopoczucie powoli
ale systematycznie zaczęło się pogarszać, dodatkowo co raz częściej pociły mi
się dłonie (praktycznie non-stop) i wpadałem w panikę(przerażenie) gdy musiałem
nawiązać rozmowę z ludźmi (nawet bardzo bliskimi). Zacząłem gubić wątek,
przerywać mowę w połowie zdania, szczególnie gdy wygłaszałem dłuższy monolog.
Chwilami myślałem, że wariuję, że rozwija się u mnie jakaś choroba psychiczna,
czułem się fatalnie. Ale nawet w najgorszych momentach gdy ogarniało mnie
ogromne poczucie samotności i wydawało mi się, że to jest już koniec nigdy nie
uciekłem od ludzi, nie zacząłem się izolować, mimo że nic mnie nie bawiło i
wszystko było szare to ja starałem się wykonywać wszystkie moje obowiązki cały
czas nie tracąc nadziei i wygrałem z tym "cholerstwem"!!! Na szczęście nie
poddałem się i od początku roku z tygodnia na tydzień czuję się coraz lepiej i
żyje nadzieją, że już niedługo wszystko będzie o.k. i zapomnę o tym co się ze
mną działo. Mimo, że nadal jeszcze mam lekkie syndromy "tego czegoś" (troszkę
pocą mi się dłonie(szczególnie gdy wspominam tamten okres) i czasem wpadam w
panikę z byle powodu) to jestem na wznoszącej. Nasuwa się mi tylko pytanie: co
to było i jak działać aby nie wróciło? Proszę o radę.