negatywista
11.06.04, 02:30
Patrzę na mój regał - ugina się pod stosem makulatury. Wszystko to książki.
Wszystkie kiedyś przeczytałem. Żadnej nie pamiętam. Żadna nie odcisnęła
piętna na moim życiu, ani nie uczyniła mnie ni odrobinę mądrzejszym. Dobrze
było w nie uciekać. Niczym cegiełki straconego czasu przyczyniły się na pewno
do budowy (tak jest!) watersowskiego muru okalającego moje marne jestestwo.
Prawdę mówiąc, żałuję, że je czytałem - każdą z osobna. Może powiniennem
przestać czytać w ogóle, jak sądzicie? Wszak jedyny przekaz dobrej literatury
to tylko zawoalowane, zmetaforyzowane i uestetyzowane stwierdzenie, że życie
nie ma sensu i że świat to absurd. Czyli artyzm polega wyłącznie na
masturbacji formą, bo treść jest truizmem dość dobrze już przeze mnie, na
drodze takiego, a nie innego rozwoju osobowości, przyswojonym.
Tylko zła literatura odwołuje się do wartości, przedstawia je i gloryfikuje.
Dobra literatura te wartości niszczy, konfrontuje z absurdem, dobra
literatura jest wyłącznie nihilistyczna. Takie są moje wnioski. Nie warto
czytać złej literatury przez sam fakt, że jest zła, ale dobrej rónież nie
warto, ponieważ mimo, że perfekcyjna formalnie, od strony treściowej niewiele
unaocznia. A jakie są wasze wnioski? Czego szukacie w literaturze?