niewidzialna5
28.11.12, 21:34
Jest mi źle, nie wiem, czy to już depresja, czy tylko przedłużający się zły nastrój. Dzisiaj w pracy wytrąciła mnie z równowagi jedna historia, może nie ważna, ale łzy same zaczęły mi płynąć, wyszłam z pracy i szłam ok 5 km na piechotę płacząc po drodze. Do autobusu wsiadłam nie daleko przed mostem inaczej nie wiem co by mogło się stać, jakbym była na moście nad rzeką, ale jestem sobie w stanie zrozumieć ludzi, którzy nagle znikają. Po drodze do domu kupiłam piwo i pije je teraz, a to z kolei najszybsza droga do alkoholizmu, czy nie tak. To tylko dzisiaj, ale od dłuższego już czasu czuję się coraz samotniej, a do tego coraz częściej wszyscy wytykają mi, że mam 34 lat i jestem sama, jeszcze pół roku temu mi to nie przeszkadzało, ale powoli już nie umiem się bronić, przed tego typu zarzutami. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że tak naprawdę nikt mnie nie zna, moi znajomi, przyjaciele mają mnie za zawsze uśmiechniętą, pozytywną osobę, a ja z dnia na dzień coraz bardziej zapadam się w sobie. Czy powinnam szukać pomocy w psychologa, kogokolwiek, może też tak mieliście?