martyna2525
16.04.19, 14:33
Chcialam sie czyms podziekic, moze ktos spojrzy na cala syt z zew a ja dostane naglego olsnienia.
W swoim zyciu zawodowym cenie sobie niezaleznosc, podejmowanie decyzji, bedac swoim sterem i okretem.
Przez ostatnie dziesiec lat pracowalam w medycznej korporacji, procedury ponad wszystko, wyciskani jak cytryny, haos, ale mialam swoja niezaleznosc wiec czego chciec wiecej? Otoz dolozylam kolejne dwa zajecia, w bwzsenne noce moglam wiele zrobic. Do tego drugi kierunek studiow, pozniej specjalizacja i egz panstwowy miedzy czasie szkolenia kursy. Nie wiem kiedy stalam sie osoba z najlepszymi kwalifikacjami w mojej grupie zawodowej w firmie. W listopadzie rzucilam wszystko, po perypetiach zwiazanych ze zwolnieniem bo próbowałem mnie tam zostawic w rozny sposob.
Od paru mies mam nowa prace, w sumie nie ma sie do czego przyczepic ale sie w niej dusze. Nie potrafie sie podporzadkowac stalym zasadom jak argumentem jest "nie bo nie". Obrywam bo ide na reke pacjentom gdy nie widze przeciwskazan by tego nie robic. Jednoczesnie mam zastepowac koordunujaca na czas nieobecnosci. Otwarcie mowie, ze inaczej nie potrafie, ze dla mnie czlowiek jest najwazniejszy a nie papiery. Od czasu do czasu chodze sobie na rozmowy kwalifikacyjne by poczuc sie lepiej.
Wg moich ustalen musze wytrzymac jeszcze kilka miesiecy. Tylko pytanie jak?
Nie moge rozwinac skrzydel, nie moge korzystac z wlasnych doswiadczen i wiedzy, malo tego czesto procedury sa sprzeczne z moja wiedza i konsultantami krajowymi.