Gość: Kaaza
IP: *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl
26.08.01, 20:52
Chcialbym opisac tu moj problem, nie wiem moze juz kiedys byl opisywany podobny
a moze nie. Moze ktos mial podobne problemy?
Mam 21 lat, jestem studentem. Tak wlasciwie to jestem strasznie skomplikowanym
osobnikiem, trudno komukolwiek do mnie dotrzec (o takim jak ja mowi sie ze
ciezko go wyczuc).
Jestem cholernie niesmialy.
Ale nie tak normalnie niesmialy, tylko niesmialy do potegi - powiedzmy setnej.
Nie wiem nawet czy w moim liscie przekaze wszystko to co chcialbym, ale w moim
umysle dzieja sie rozne rzeczy: od totalnej pustki, klebka mysli, do
niemoznosci wyslowienia sie.
W ogole teraz tak jest, ze jak pisze jakis list (obojetnie do kogos z rodziny
czy tutaj na forum) to po prostu nie wiem o czym pisac, ciezko mi zebrac mysli,
zlozyc zdania itp. Tak wiec przepraszam tych, ktorym moj list wyda sie
chaotyczny.
Cholera nie wiem nawet od czego zaczac............... Cos tam pisalem o
niesmialosci... Chyba to wpedzilo mnie w ten stan w jakim sie teraz znajduje.
Niesmialy bylem od zawsze, odkad pamietam.
Tak do 17 roku zycia bylo w miare OK, funkcjonowalem w miare normalnie.
Uprawialem sporty, chodzilem do kina. Jedynie z dziewczynami byl problem, z
ktorym nie poradzilem sobie do dnia dzisiejszego (nie jestem niestety
atrakcyjny). Moj stan spotegowal sie jeszcze tym, ze mialem
kolegow o ktorych sie mowi ze moga miec kazda dziewczyne. Cholera jak mnie to
bolalo wtedy, widzac kumpli z dziewczynami. Rozesmianych, rozmawiajacych
normalnie. Niestety ja normalnie porozmawiac nie moglem, moze nie umialem? Moze
sie balem? Nie wiem...
Doszlo do takiego stanu, ze zerwalem prawie wszystkie kontakty z tymi kolegami.
Nie chcialem byc tym, ktory nie ma dziewczyny lub tym ktory chcialby bardzo ja
miec, ale wie ze to jest nierealne do spelnienia. Niestety prawie 99% dziewczyn
patrzy najpierw na wyglad, no bo jak pokazac sie z kims takim jak ja na ulicy?
Naprawde nie uzalam sie teraz nad soba w tym momencie (choc moze komus sie to
moze tak wydawac). Pisze to co zaobserwowalem przez te lata.
Od 18 roku zycia zaczalem opadac coraz nizej. Niesmialosc spotegowala sie i
doprowadzila mnie do nerwicy (nie bylem u lekarza). Tzn. pierwsze objawy
nerwicy mialem juz w wieku 5-6 lat, ale wtedy to byla jeszcze "delikatna
nerwica" (utajona, ktora zaatakowala mnie dopiero pozniej).
W ogole przestalem wychodzic z domu, jedynie do szkoly i ewentualnie do urzedu
(ciagle te same trasy). Nie pamietam nawet kiedy bylem ostatni raz w sklepie
(chyba 5 lat temu).
Wyobrazacie sobie ze nawet nie wiem jak rozbudowalo sie przez ten czas moje
miasto? Raz jechalem samochodem i gdy zobaczylem te nowe budynki, nowe sklepy,
bloki to jakos tak dziwnie mi sie zrobilo...
Najgorzej jest gdy mam gdzies wyjsc niespodziewanie np. do urzedu. Od razu
robie sie bardzo niespokojny i zdenerwowany. Kolacze mi serce, przychodza
jakies czarne mysli ze sie tam zblaznie, ze ludzie beda sie na mnie gapic caly
czas. Zreszta zauwazylem jeszcze kiedys i teraz tez, ze jak wchodze do budynku
pelnego ludzi (w moim przypadku zostaje tylko uczelnia) to wydaje mi sie ze
wszyscy sie na mnie patrza, obserwuja mnie. I czesto jest tak, ze wiele ludzi
mnie obserwuje naprawde. Po prostu sie na mnie gapia! A dlaczego? Ano dlatego
ze zachowuje sie nietypowo: robie sie niespokojny, wierce sie, moj wzrok tasuje
wszystkich dookola. Boze nienawidze tego uczucia! Mam uczucie ze zaraz zemdleje
lub cos w tym stylu. Chcialbym sie zapasc pod ziemie, zeby tylko oni nie gapili
sie na mnie...
Tak w ogole od tego momentu w ktorym wpadlem w dolek ( w wieku 17 lat) zaczalem
sie obwiniac za to jak wygladam. Dlaczego nie jestem przystojny, madry. Tu
jeszcze starzy mieli wysokie wymagania odnosnie nauki itp. Przestalem sie
usmiechac, na twarzy zawital smutek, zorgoryczenie, jakis bol...
Jedynie kiedy kolega wpadnie z piwkiem, wtedy jestem soba: zartuje, jestem
pewny siebie, no po prostu zdrowy facet! Niestety wiem, ze to tylko maska -
zeby koledzy nic nie podejrzewali jakie mam problemy ze soba. Gdy jestem w
nowym towarzystwie, to tak jak by mnie nie bylo. Jestem niezauwazalny. Nic nie
mowie, zreszta jak bym cos powiedzial w tym momencie to i tak by to przeszlo
niezauwazone. Znam to z autopsji. Moje zdanie nie liczy sie. A przeciez wiem,
ze nie jestem jakims tam ostatnim debilem. Studiuje, idzie mi naprawde niezle.
Wiem, ze gdyby nie moj stan, to osiagalbym o wiele lepsze wyniki niz teraz.
Doprowadzilem sie do takiego stanu, ze na mojej twarzy widac ta cala panike,
ten strach, ten smutek, oczy robia mi sie jakies takie dziwne.
Ktos tam madry powiedzial kiedys, ze oczy sa odzwzierciedleniem duszy. Mial
racje. W oczach jest wypisane wszystko. Dlatego nie patrze nikomu w oczy od
dluzszego juz czasu. Kilka razy mialem takie zdarzenia, ze podchodzily do mnie
osoby z pytaniem czy ja placze. A dziewczyny mowily: ''Ale smutny chlopak'' lub
''Ale dziwny chlopak''. Chyba nie zdawaly sobie sprawy ze maja racje...
Opisze moze jeszcze takie przypadki, ktore sa normalne dla kazdego: stoje sobie
przy scianie budynku np. na uczelni. Podchodzi do mnie od tylu ktos nieznajomy
i pyta sie np. jak dojsc w dane miejsce.
Wtedy ja sie odwracam, wzrok kieruje na tego kogos, cos tam mowie. Wtedy temu
komus (wyczuwam to) robi sie jakos dziwnie w moim towarzystwie, zaczyna mi sie
przygladac dziwnie, potem opuszcza wzrok i juz go nie podnosi. Pospiesznie
opuszcza moje towarzystwo z przekonaniem ze rozmawial z kims dziwnym, moze
nienormalnym. Juz nie wiem czy sie smiac czy plakac... Najgorsze jest z
dziewczynami: podchodzi taka i zaczyna mi sie przygladac. W takich momentach w
ogole nie podnosze wzroku, bo efekt przerabialem juz nieraz - moj wzrok ploszy
je, nie wiem moze sie mnie boja? Cholera wie, a ja przeciez bym muchy nie
skrzywdzil. Boze, 21 lat a nie mialem nigdy dziewczyny, nigdy z zadna nie
rozmawialem (moze jedynie kilka zdan)... Makabra.
No i to ciagle zdenerwowanie, jakis stres ktory mnie objal w swoje sidla.
Ostatnio wszystko robie szybko: szybko jem, szybko myje zeby itp. Tak jak bym
sie gdzies spieszyl. Nie wyobrazam siebie gdzies w pracy, jak pracuje. Ja sie
nie nadaje do zadnej pracy! Od razu bym wszystko popsul i Bog wie co jeszcze.
Gdy mam cos zrobic pomalu, to po prostu nie moge! Od razu trafia mnie szlag. No
i jak ktos bedzie chcial takiego pracownika? Dochodzi jeszcze pamiec: kiedys
nigdy nie mialem z nia problemow. Natomiast teraz w stresie, w tym stanie w
jakim jestem, czuje ze cos jest nie tak. Najgorzej jest w czasie sesji:
potworne nerwy, meczarnia. Najgorsze jest to, ze w zaden sposob nie moge sie
wyluzowac, zrelaksowac. Ktos tam mowi: "Wez gleboki oddech, policz do trzech".
Kur** denerwuja mnie takie slowa. Nie pomagaja mi zadne slowa, ziolka,
tabletki. Ide sobie do profesora, w domu w miare niezle umie wszystko, a przed
profesorem w cztery oczy nie umiem nic lub prawie nic. Zaczynam sie jakac,
dukam i probuje sobie przypomniec co sie uczylem.
To wszystko sprawilo, ze jak byscie mnie zobaczyli teraz, to od razu
powiedzielibyscie - FACET Z PROBLEMAMI. I TO DUZYMI. Tak jak napisalem powyzej:
mam to wszystko wypisane na twarzy.
Chcialbym sie jakos usmiechac zeby zmienic ten posepny wyraz twarzy, ale nie
potrafie. Nie mam sily, stracilem cale swoje poczucie humoru. Stalem sie
opryskliwy, wszystko mnie denerwuje.
Napisze jeszcze, ze od jakiegos czasu stracilem kontakt z moja mama. W tym
sensie, ze tak jakby urwala sie miedzy nami jakas wiez. Kiedys duzo rozmawialem
z mama, a teraz prawie nie mamy zadnych wspolnych tematow. Jakos dziwnie sie
czuje w jej obecnosci. Nie wiem moze jestem za bardzo przewrazliwiony? No i to
odnoszenie sie do rodzicow: czasami po chamsku. Wiem ze to ich pewnie rani, ale
oni chyba nie wiedza co sie ze mna dzieje. Jedynie kiedys mama spytala co mi
jest, ale ja powiedzialem ze jest wszystko super, ok.
Ot, taki ze mnie ludek, nie wiem n