Dodaj do ulubionych

Dziwny jestem... (dlugie)

IP: *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl 26.08.01, 20:52
Chcialbym opisac tu moj problem, nie wiem moze juz kiedys byl opisywany podobny
a moze nie. Moze ktos mial podobne problemy?
Mam 21 lat, jestem studentem. Tak wlasciwie to jestem strasznie skomplikowanym
osobnikiem, trudno komukolwiek do mnie dotrzec (o takim jak ja mowi sie ze
ciezko go wyczuc).
Jestem cholernie niesmialy.
Ale nie tak normalnie niesmialy, tylko niesmialy do potegi - powiedzmy setnej.
Nie wiem nawet czy w moim liscie przekaze wszystko to co chcialbym, ale w moim
umysle dzieja sie rozne rzeczy: od totalnej pustki, klebka mysli, do
niemoznosci wyslowienia sie.
W ogole teraz tak jest, ze jak pisze jakis list (obojetnie do kogos z rodziny
czy tutaj na forum) to po prostu nie wiem o czym pisac, ciezko mi zebrac mysli,
zlozyc zdania itp. Tak wiec przepraszam tych, ktorym moj list wyda sie
chaotyczny.
Cholera nie wiem nawet od czego zaczac............... Cos tam pisalem o
niesmialosci... Chyba to wpedzilo mnie w ten stan w jakim sie teraz znajduje.
Niesmialy bylem od zawsze, odkad pamietam.
Tak do 17 roku zycia bylo w miare OK, funkcjonowalem w miare normalnie.
Uprawialem sporty, chodzilem do kina. Jedynie z dziewczynami byl problem, z
ktorym nie poradzilem sobie do dnia dzisiejszego (nie jestem niestety
atrakcyjny). Moj stan spotegowal sie jeszcze tym, ze mialem
kolegow o ktorych sie mowi ze moga miec kazda dziewczyne. Cholera jak mnie to
bolalo wtedy, widzac kumpli z dziewczynami. Rozesmianych, rozmawiajacych
normalnie. Niestety ja normalnie porozmawiac nie moglem, moze nie umialem? Moze
sie balem? Nie wiem...
Doszlo do takiego stanu, ze zerwalem prawie wszystkie kontakty z tymi kolegami.
Nie chcialem byc tym, ktory nie ma dziewczyny lub tym ktory chcialby bardzo ja
miec, ale wie ze to jest nierealne do spelnienia. Niestety prawie 99% dziewczyn
patrzy najpierw na wyglad, no bo jak pokazac sie z kims takim jak ja na ulicy?
Naprawde nie uzalam sie teraz nad soba w tym momencie (choc moze komus sie to
moze tak wydawac). Pisze to co zaobserwowalem przez te lata.
Od 18 roku zycia zaczalem opadac coraz nizej. Niesmialosc spotegowala sie i
doprowadzila mnie do nerwicy (nie bylem u lekarza). Tzn. pierwsze objawy
nerwicy mialem juz w wieku 5-6 lat, ale wtedy to byla jeszcze "delikatna
nerwica" (utajona, ktora zaatakowala mnie dopiero pozniej).
W ogole przestalem wychodzic z domu, jedynie do szkoly i ewentualnie do urzedu
(ciagle te same trasy). Nie pamietam nawet kiedy bylem ostatni raz w sklepie
(chyba 5 lat temu).
Wyobrazacie sobie ze nawet nie wiem jak rozbudowalo sie przez ten czas moje
miasto? Raz jechalem samochodem i gdy zobaczylem te nowe budynki, nowe sklepy,
bloki to jakos tak dziwnie mi sie zrobilo...
Najgorzej jest gdy mam gdzies wyjsc niespodziewanie np. do urzedu. Od razu
robie sie bardzo niespokojny i zdenerwowany. Kolacze mi serce, przychodza
jakies czarne mysli ze sie tam zblaznie, ze ludzie beda sie na mnie gapic caly
czas. Zreszta zauwazylem jeszcze kiedys i teraz tez, ze jak wchodze do budynku
pelnego ludzi (w moim przypadku zostaje tylko uczelnia) to wydaje mi sie ze
wszyscy sie na mnie patrza, obserwuja mnie. I czesto jest tak, ze wiele ludzi
mnie obserwuje naprawde. Po prostu sie na mnie gapia! A dlaczego? Ano dlatego
ze zachowuje sie nietypowo: robie sie niespokojny, wierce sie, moj wzrok tasuje
wszystkich dookola. Boze nienawidze tego uczucia! Mam uczucie ze zaraz zemdleje
lub cos w tym stylu. Chcialbym sie zapasc pod ziemie, zeby tylko oni nie gapili
sie na mnie...
Tak w ogole od tego momentu w ktorym wpadlem w dolek ( w wieku 17 lat) zaczalem
sie obwiniac za to jak wygladam. Dlaczego nie jestem przystojny, madry. Tu
jeszcze starzy mieli wysokie wymagania odnosnie nauki itp. Przestalem sie
usmiechac, na twarzy zawital smutek, zorgoryczenie, jakis bol...
Jedynie kiedy kolega wpadnie z piwkiem, wtedy jestem soba: zartuje, jestem
pewny siebie, no po prostu zdrowy facet! Niestety wiem, ze to tylko maska -
zeby koledzy nic nie podejrzewali jakie mam problemy ze soba. Gdy jestem w
nowym towarzystwie, to tak jak by mnie nie bylo. Jestem niezauwazalny. Nic nie
mowie, zreszta jak bym cos powiedzial w tym momencie to i tak by to przeszlo
niezauwazone. Znam to z autopsji. Moje zdanie nie liczy sie. A przeciez wiem,
ze nie jestem jakims tam ostatnim debilem. Studiuje, idzie mi naprawde niezle.
Wiem, ze gdyby nie moj stan, to osiagalbym o wiele lepsze wyniki niz teraz.

Doprowadzilem sie do takiego stanu, ze na mojej twarzy widac ta cala panike,
ten strach, ten smutek, oczy robia mi sie jakies takie dziwne.
Ktos tam madry powiedzial kiedys, ze oczy sa odzwzierciedleniem duszy. Mial
racje. W oczach jest wypisane wszystko. Dlatego nie patrze nikomu w oczy od
dluzszego juz czasu. Kilka razy mialem takie zdarzenia, ze podchodzily do mnie
osoby z pytaniem czy ja placze. A dziewczyny mowily: ''Ale smutny chlopak'' lub
''Ale dziwny chlopak''. Chyba nie zdawaly sobie sprawy ze maja racje...
Opisze moze jeszcze takie przypadki, ktore sa normalne dla kazdego: stoje sobie
przy scianie budynku np. na uczelni. Podchodzi do mnie od tylu ktos nieznajomy
i pyta sie np. jak dojsc w dane miejsce.
Wtedy ja sie odwracam, wzrok kieruje na tego kogos, cos tam mowie. Wtedy temu
komus (wyczuwam to) robi sie jakos dziwnie w moim towarzystwie, zaczyna mi sie
przygladac dziwnie, potem opuszcza wzrok i juz go nie podnosi. Pospiesznie
opuszcza moje towarzystwo z przekonaniem ze rozmawial z kims dziwnym, moze
nienormalnym. Juz nie wiem czy sie smiac czy plakac... Najgorsze jest z
dziewczynami: podchodzi taka i zaczyna mi sie przygladac. W takich momentach w
ogole nie podnosze wzroku, bo efekt przerabialem juz nieraz - moj wzrok ploszy
je, nie wiem moze sie mnie boja? Cholera wie, a ja przeciez bym muchy nie
skrzywdzil. Boze, 21 lat a nie mialem nigdy dziewczyny, nigdy z zadna nie
rozmawialem (moze jedynie kilka zdan)... Makabra.

No i to ciagle zdenerwowanie, jakis stres ktory mnie objal w swoje sidla.
Ostatnio wszystko robie szybko: szybko jem, szybko myje zeby itp. Tak jak bym
sie gdzies spieszyl. Nie wyobrazam siebie gdzies w pracy, jak pracuje. Ja sie
nie nadaje do zadnej pracy! Od razu bym wszystko popsul i Bog wie co jeszcze.
Gdy mam cos zrobic pomalu, to po prostu nie moge! Od razu trafia mnie szlag. No
i jak ktos bedzie chcial takiego pracownika? Dochodzi jeszcze pamiec: kiedys
nigdy nie mialem z nia problemow. Natomiast teraz w stresie, w tym stanie w
jakim jestem, czuje ze cos jest nie tak. Najgorzej jest w czasie sesji:
potworne nerwy, meczarnia. Najgorsze jest to, ze w zaden sposob nie moge sie
wyluzowac, zrelaksowac. Ktos tam mowi: "Wez gleboki oddech, policz do trzech".
Kur** denerwuja mnie takie slowa. Nie pomagaja mi zadne slowa, ziolka,
tabletki. Ide sobie do profesora, w domu w miare niezle umie wszystko, a przed
profesorem w cztery oczy nie umiem nic lub prawie nic. Zaczynam sie jakac,
dukam i probuje sobie przypomniec co sie uczylem.
To wszystko sprawilo, ze jak byscie mnie zobaczyli teraz, to od razu
powiedzielibyscie - FACET Z PROBLEMAMI. I TO DUZYMI. Tak jak napisalem powyzej:
mam to wszystko wypisane na twarzy.
Chcialbym sie jakos usmiechac zeby zmienic ten posepny wyraz twarzy, ale nie
potrafie. Nie mam sily, stracilem cale swoje poczucie humoru. Stalem sie
opryskliwy, wszystko mnie denerwuje.
Napisze jeszcze, ze od jakiegos czasu stracilem kontakt z moja mama. W tym
sensie, ze tak jakby urwala sie miedzy nami jakas wiez. Kiedys duzo rozmawialem
z mama, a teraz prawie nie mamy zadnych wspolnych tematow. Jakos dziwnie sie
czuje w jej obecnosci. Nie wiem moze jestem za bardzo przewrazliwiony? No i to
odnoszenie sie do rodzicow: czasami po chamsku. Wiem ze to ich pewnie rani, ale
oni chyba nie wiedza co sie ze mna dzieje. Jedynie kiedys mama spytala co mi
jest, ale ja powiedzialem ze jest wszystko super, ok.

Ot, taki ze mnie ludek, nie wiem n
Obserwuj wątek
    • Gość: Kazaa Dziwny jestem... (dlugie) bis IP: *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl 26.08.01, 21:03
      Chcialbym opisac tu moj problem, nie wiem moze juz kiedys byl opisywany podobny
      a moze nie. Moze ktos mial podobne problemy?
      Mam 21 lat, jestem studentem. Tak wlasciwie to jestem strasznie skomplikowanym
      osobnikiem, trudno komukolwiek do mnie dotrzec (o takim jak ja mowi sie ze
      ciezko go wyczuc).
      Jestem cholernie niesmialy.
      Ale nie tak normalnie niesmialy, tylko niesmialy do potegi - powiedzmy setnej.
      Nie wiem nawet czy w moim liscie przekaze wszystko to co chcialbym, ale w moim
      umysle dzieja sie rozne rzeczy: od totalnej pustki, klebka mysli, do
      niemoznosci wyslowienia sie.
      W ogole teraz tak jest, ze jak pisze jakis list (obojetnie do kogos z rodziny
      czy tutaj na forum) to po prostu nie wiem o czym pisac, ciezko mi zebrac mysli,
      zlozyc zdania itp. Tak wiec przepraszam tych, ktorym moj list wyda sie
      chaotyczny.
      Cholera nie wiem nawet od czego zaczac............... Cos tam pisalem o
      niesmialosci... Chyba to wpedzilo mnie w ten stan w jakim sie teraz znajduje.
      Niesmialy bylem od zawsze, odkad pamietam.
      Tak do 17 roku zycia bylo w miare OK, funkcjonowalem w miare normalnie.
      Uprawialem sporty, chodzilem do kina. Jedynie z dziewczynami byl problem, z
      ktorym nie poradzilem sobie do dnia dzisiejszego (nie jestem niestety
      atrakcyjny). Moj stan spotegowal sie jeszcze tym, ze mialem
      kolegow o ktorych sie mowi ze moga miec kazda dziewczyne. Cholera jak mnie to
      bolalo wtedy, widzac kumpli z dziewczynami. Rozesmianych, rozmawiajacych
      normalnie. Niestety ja normalnie porozmawiac nie moglem, moze nie umialem? Moze
      sie balem? Nie wiem...
      Doszlo do takiego stanu, ze zerwalem prawie wszystkie kontakty z tymi kolegami.
      Nie chcialem byc tym, ktory nie ma dziewczyny lub tym ktory chcialby bardzo ja
      miec, ale wie ze to jest nierealne do spelnienia. Niestety prawie 99% dziewczyn
      patrzy najpierw na wyglad, no bo jak pokazac sie z kims takim jak ja na ulicy?
      Naprawde nie uzalam sie teraz nad soba w tym momencie (choc moze komus sie to
      moze tak wydawac). Pisze to co zaobserwowalem przez te lata.
      Od 18 roku zycia zaczalem opadac coraz nizej. Niesmialosc spotegowala sie i
      doprowadzila mnie do nerwicy (nie bylem u lekarza). Tzn. pierwsze objawy
      nerwicy mialem juz w wieku 5-6 lat, ale wtedy to byla jeszcze "delikatna
      nerwica" (utajona, ktora zaatakowala mnie dopiero pozniej).
      W ogole przestalem wychodzic z domu, jedynie do szkoly i ewentualnie do urzedu
      (ciagle te same trasy). Nie pamietam nawet kiedy bylem ostatni raz w sklepie
      (chyba 5 lat temu).
      Wyobrazacie sobie ze nawet nie wiem jak rozbudowalo sie przez ten czas moje
      miasto? Raz jechalem samochodem i gdy zobaczylem te nowe budynki, nowe sklepy,
      bloki to jakos tak dziwnie mi sie zrobilo...
      Najgorzej jest gdy mam gdzies wyjsc niespodziewanie np. do urzedu. Od razu
      robie sie bardzo niespokojny i zdenerwowany. Kolacze mi serce, przychodza
      jakies czarne mysli ze sie tam zblaznie, ze ludzie beda sie na mnie gapic caly
      czas. Zreszta zauwazylem jeszcze kiedys i teraz tez, ze jak wchodze do budynku
      pelnego ludzi (w moim przypadku zostaje tylko uczelnia) to wydaje mi sie ze
      wszyscy sie na mnie patrza, obserwuja mnie. I czesto jest tak, ze wiele ludzi
      mnie obserwuje naprawde. Po prostu sie na mnie gapia! A dlaczego? Ano dlatego
      ze zachowuje sie nietypowo: robie sie niespokojny, wierce sie, moj wzrok tasuje
      wszystkich dookola. Boze nienawidze tego uczucia! Mam uczucie ze zaraz zemdleje
      lub cos w tym stylu. Chcialbym sie zapasc pod ziemie, zeby tylko oni nie gapili
      sie na mnie...
      Tak w ogole od tego momentu w ktorym wpadlem w dolek ( w wieku 17 lat) zaczalem
      sie obwiniac za to jak wygladam. Dlaczego nie jestem przystojny, madry. Tu
      jeszcze starzy mieli wysokie wymagania odnosnie nauki itp. Przestalem sie
      usmiechac, na twarzy zawital smutek, zorgoryczenie, jakis bol...
      Jedynie kiedy kolega wpadnie z piwkiem, wtedy jestem soba: zartuje, jestem
      pewny siebie, no po prostu zdrowy facet! Niestety wiem, ze to tylko maska -
      zeby koledzy nic nie podejrzewali jakie mam problemy ze soba. Gdy jestem w
      nowym towarzystwie, to tak jak by mnie nie bylo. Jestem niezauwazalny. Nic nie
      mowie, zreszta jak bym cos powiedzial w tym momencie to i tak by to przeszlo
      niezauwazone. Znam to z autopsji. Moje zdanie nie liczy sie. A przeciez wiem,
      ze nie jestem jakims tam ostatnim debilem. Studiuje, idzie mi naprawde niezle.
      Wiem, ze gdyby nie moj stan, to osiagalbym o wiele lepsze wyniki niz teraz.
      Doprowadzilem sie do takiego stanu, ze na mojej twarzy widac ta cala panike,
      ten strach, ten smutek, oczy robia mi sie jakies takie dziwne.
      Ktos tam madry powiedzial kiedys, ze oczy sa odzwzierciedleniem duszy. Mial
      racje. W oczach jest wypisane wszystko. Dlatego nie patrze nikomu w oczy od
      dluzszego juz czasu. Kilka razy mialem takie zdarzenia, ze podchodzily do mnie
      osoby z pytaniem czy ja placze. A dziewczyny mowily: ''Ale smutny chlopak'' lub
      ''Ale dziwny chlopak''. Chyba nie zdawaly sobie sprawy ze maja racje...
      Opisze moze jeszcze takie przypadki, ktore sa normalne dla kazdego: stoje sobie
      przy scianie budynku np. na uczelni. Podchodzi do mnie od tylu ktos nieznajomy
      i pyta sie np. jak dojsc w dane miejsce.
      Wtedy ja sie odwracam, wzrok kieruje na tego kogos, cos tam mowie. Wtedy temu
      komus (wyczuwam to) robi sie jakos dziwnie w moim towarzystwie, zaczyna mi sie
      przygladac dziwnie, potem opuszcza wzrok i juz go nie podnosi. Pospiesznie
      opuszcza moje towarzystwo z przekonaniem ze rozmawial z kims dziwnym, moze
      nienormalnym. Juz nie wiem czy sie smiac czy plakac... Najgorsze jest z
      dziewczynami: podchodzi taka i zaczyna mi sie przygladac. W takich momentach w
      ogole nie podnosze wzroku, bo efekt przerabialem juz nieraz - moj wzrok ploszy
      je, nie wiem moze sie mnie boja? Cholera wie, a ja przeciez bym muchy nie
      skrzywdzil. Boze, 21 lat a nie mialem nigdy dziewczyny, nigdy z zadna nie
      rozmawialem (moze jedynie kilka zdan)... Makabra.

      No i to ciagle zdenerwowanie, jakis stres ktory mnie objal w swoje sidla.
      Ostatnio wszystko robie szybko: szybko jem, szybko myje zeby itp. Tak jak bym
      sie gdzies spieszyl. Nie wyobrazam siebie gdzies w pracy, jak pracuje. Ja sie
      nie nadaje do zadnej pracy! Od razu bym wszystko popsul i Bog wie co jeszcze.
      Gdy mam cos zrobic pomalu, to po prostu nie moge! Od razu trafia mnie szlag. No
      i jak ktos bedzie chcial takiego pracownika? Dochodzi jeszcze pamiec: kiedys
      nigdy nie mialem z nia problemow. Natomiast teraz w stresie, w tym stanie w
      jakim jestem, czuje ze cos jest nie tak. Najgorzej jest w czasie sesji:
      potworne nerwy, meczarnia. Najgorsze jest to, ze w zaden sposob nie moge sie
      wyluzowac, zrelaksowac. Ktos tam mowi: "Wez gleboki oddech, policz do trzech".
      Kur** denerwuja mnie takie slowa. Nie pomagaja mi zadne slowa, ziolka,
      tabletki. Ide sobie do profesora, w domu w miare niezle umie wszystko, a przed
      profesorem w cztery oczy nie umiem nic lub prawie nic. Zaczynam sie jakac,
      dukam i probuje sobie przypomniec co sie uczylem.
      To wszystko sprawilo, ze jak byscie mnie zobaczyli teraz, to od razu
      powiedzielibyscie - FACET Z PROBLEMAMI. I TO DUZYMI. Tak jak napisalem powyzej:
      mam to wszystko wypisane na twarzy.
      Chcialbym sie jakos usmiechac zeby zmienic ten posepny wyraz twarzy, ale nie
      potrafie. Nie mam sily, stracilem cale swoje poczucie humoru. Stalem sie
      opryskliwy, wszystko mnie denerwuje.
      Napisze jeszcze, ze od jakiegos czasu stracilem kontakt z moja mama. W tym
      sensie, ze tak jakby urwala sie miedzy nami jakas wiez. Kiedys duzo rozmawialem
      z mama, a teraz prawie nie mamy zadnych wspolnych tematow. Jakos dziwnie sie
      czuje w jej obecnosci. Nie wiem moze jestem za bardzo przewrazliwiony? No i to
      odnoszenie sie do rodzicow: czasami po chamsku. Wiem ze to ich pewnie rani, ale
      oni chyba nie wiedza co sie ze mna dzieje. Jedynie kiedys mama spytala co mi
      jest, ale ja powiedzialem ze jest wszystko super, ok.

      Ot, taki ze mnie ludek, nie wiem naw
      • Gość: Kazaa cd textu ktory mi ucielo na samym dole... IP: *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl 26.08.01, 21:07
        Ot, taki ze mnie ludek, nie wiem nawet czy ktos przeczytal te moje wypociny,
        ktore sprawdzalem, poprawialem kilka razy itp. Nie wiem tez czy ktos zrozumial
        o co mi chodzilo. Jezeli nie to biore to na siebie - po prostu chyba nie umiem
        sie wyslowic. Najsmiejszniejsze w tym jest to, ze tak naprawde nie wiem do
        konca co mi jest... Nie wiem czy to tylko apatia, czy nerwica, fobia, moze
        depresja. A moze hipochondria?
        Dodam, ze nigdy nie szukalem pomocy specjalistow, lekarzy. Po prostu boje sie,
        ze wezma mnie za wariata, wyrobia zolte papiery. A ja chce skonczyc studia,
        zalozyc rodzine kiedys...
        Czytalem kilka listow na tym forum i musze powiedziec, ze jest kilka osob ktore
        naprawde wiedza o co w tym chodzi. Moze ktos cos napisze, choc pare zdan...
        Bede wdzieczny...
        • Gość: Anna Re: cd textu ktory mi ucielo na samym dole... IP: 10.128.131.* / *.acn.pl 27.08.01, 20:45
          Jak czytałam Twój text to myślałam do połowy, że to mój syn pisał.Może nie jest
          aż tak nieśmiały ale pozostałe zachowania i historia są identyczne. Straciłam
          z nim kontakt mniej więcej ok.jego 17-go roku.Dziś ma 21 lat.Wielokorotnie
          próbowałam porozmawiać ale on jest ciagle zamknięty w sobie,bąka
          monosylabami.Byłam sama u wspaniałego psychologa po poradę, jak
          postępować.Jestem pewna,że gdyby udało mi sie namówić syna na wizytę, otworzył
          by się przed tym człowiekiem bo zawsze łatwiej zwierzać się obcemu, szczególnie
          ze swoich dziwnych fobii czy zachowań i na dodatek człowiekowi, który umie
          słuchać,zadawać właściwe pytania.To nie prawda,że zaraz będą jakieś "papiery" i
          zapaprany życiorys.Musisz się zmobilizować do takiej wizyty i to jak
          najprędzej.Terapia indywidualna czy grupowa pozwoli Ci uwierzyć w siebie,
          zobaczyć siebie oczami innych a nie swoją wyobraźnią.Poza tym pozwól, a
          przynajmniej spróbuj,porozmawiać swojej matce ze soba.Jest to osoba, której
          najbardziej na Tobie zależy i która kocha Ciebie bez względu na to jaki jesteś.
          A jeżeli masz problemy, zrobi wszystko, aby Ci pomóc.Jestem pewna, że tak jak
          ja, martwi się ale nie wie jak do Ciebie dotrzeć.Jestem też pewna, że wcale nie
          jesteś mało atrakcyjny.Rozejrzyj się któregoś dnia wokół siebie na ulicy,
          przyjrzyj się facetom w telewizji, wyjrzyj przez okno. Zobacz, jakie "pokraki"
          chodzą po świecie.Poza tym nie masz pojęcia, co się podoba kobietom w
          mężczyźnie.Zapewniam,że nie jest to ani uroda, ani zewnętrzne walory.Przecież
          piszesz,że dziewczyny podchodzą same do Ciebie, ale Ty się ich boisz.Dlatego
          musisz koniecznie,jak najszybciej skorzystać z porady psychologa i terapi aby
          nie doprowadzić się do bardzo silnej depresji.Jeszcze jest czas,skoro masz
          świadomość swojego stanu i potrafisz to klarownie opisać. Masz świadomość,że
          nie jest dobrze a to połowa drogi do sukcesu.Może poradzisz mi, co mam zrobić w
          przypadku mojego syna? Na jakie zapytanie czy zagadnięcie z mojej strony
          zareagowałbyś pozytywnie i porozmawiał ze mną, gdyby na moim miejscy była Twoja
          mama? Pozdrawiam
          • Gość: Kazaa Re: Do Anny IP: *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl 28.08.01, 16:48
            Witam.
            Przeczytalem z ciekawoscia Pani list w ktorym m.in. prosi
            o jakies rady. Naprawde bardzo chcialbym pomoc z calego serca, bo
            poczulem jakas nić sympatii do Pani (jesli to tak mozna nazwac).
            Ale nie wiem jak... Totalna pustka... Nie wiem, moze gdybym mial
            jakis punkt zaczepienia?
            Napisze moze jeszcze, ze kazda probe zblizenia sie do mnie mojej mamy
            odbieram jako moja porazke, jako cos nienormalnego. Po prostu czuje ze
            jak sie jej zwierze ze swoich problemow, to zobaczy wtedy jaki jestem
            slaby i jakie ze mnie zero. To chyba bierze sie z bardzo, bardzo niskiej
            samooceny. Byc moze podobnie jest z Pani synem.
            Zdaje sobie sprawe, ze moja mama na pewno chce mi pomoc i sie martwi, ale cos
            wewnatrz mowi zdecydowanie: NIE. No bo przeciez jest wszystko ok i co ona tak
            naprawde ode mnie chce? Przeciez jestem silny i poradze sobie sam!
            Ale przeciez doskonale wiadomo ze to nieprawda. Samemu sie nie wygra.
            Potrzebna jest pomoc kogos bliskiego, drugiej osoby zyczliwej. Pomalu
            dociera to do mnie...
            Chcialbym jeszcze napisac, ze czlowiek z takimi problemami jak np. ja -
            musi sam dojrzec do tego ze cos z nim nie tak i ze znalazl sie w tak
            beznadziejnym stanie, ze juz naprawde strasznie ciezko jest zyc na tym
            cholernym swiecie. Nie wiem czy mam racje, pewnie nic odkrywczego
            nie napisalem, ale w moim przypadku zdalem sobie sprawe ze musze cos
            z tym problemem zrobic, bo nie mam zamiaru tak dalej egzystowac. To jest
            po prostu wegetacja.

            Musialem to z siebie wyrzucic...

            Pozdrawiam, Kazaa
            ====
            • Gość: Anna Re: Do Anny IP: 10.128.131.* / *.acn.pl 29.08.01, 00:11
              Dziekuję za odpowiedź i jednocześnie gratuluję, ponieważ podjąłeś decyzję i to
              niezwykle ważną. Trzeba coś z tym zrobić. Życzę powodzenia i pozdrawiam.
              Anna
      • Gość: Burgos Re: Dziwny jestem... (dlugie) bis IP: *.toya.net.pl 26.08.01, 23:22
        Czesc, ja mam w ogle inne problemy, ale mysle ze masz fobie spoleczna, boisz
        sie ludzi itp. Coz ,sa na to leki (Aurorix), ale mysle ze leki tylko by
        doraznie rowiazaly Twoj problem. Nie znam sie na fobi spolecznej za bardzo,
        aczkolwiek radzilbym Ci udac sie do psychologa, jesli Twoje mozliwosci
        finansowe by Ci pozwalaly to proponuje psychoterapie,po prostu jest chyba
        bardziej skuteczniejsza od lekow a poza tym to inwestcja w siebie, na cale
        zycie.......
        • Gość: Mar Psychoterapia IP: 213.25.197.* 13.10.01, 17:06
          Aby skorzystać z psychoterapii, trzeba mieć predyspozycje. Osoba z natury
          sceptyczna, której sceptycym jeszcze się zwiększył na skutek depresji nie ma po
          co chodzić do psychoterapeuty. Ja w takie pierdoły nie wierzę. I co mi
          psychoterapeuta pomoże, skoro ja wiem dlaczego mam depresję - np. jestem
          zadłużony, mam dużo pracy, nie mam pracy, rzucił mnie mąż, jestem za gruba, mam
          za małe piersi itd itp. Tu pomogą TYLKO PROCHY!
    • Gość: Ped Re: Dziwny jestem... (dlugie) IP: 212.191.70.* 27.08.01, 09:28
      Czy cierpiales moze na migreny ? Problem masz dosc
      czesto spotykany . Podaj swoj e-mail.
      • Gość: Kazaa Re: Dziwny jestem... (dlugie) IP: 192.168.11.* / *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl 27.08.01, 10:03
        Gość portalu: Ped napisał:
        > Czy cierpiales moze na migreny ? Problem masz dosc
        > czesto spotykany . Podaj swoj e-mail.

        Oj, to chyba nie to. Nigdy nie mialem migreny. Glowa bolala mnie w zyciu bodajze
        zaledwie kilka razy. Ale dzieki za sugestie...
        kazaa@poczta.fm

        =
    • Gość: wer Re: Dziwny jestem... (dlugie) IP: 213.25.93.* 28.08.01, 14:33
      masz niesamowitą okazję, żeby uzdrowić swoją sytuację. Piszesz że jesteś
      studentem. Zamieszkaj w akademiku, nie męskim, ale mieszanym, mto Cię zmusi do
      bliższego współżycia z różnymi ludźmi. Dobrze ci idzie nauka. siadaj na
      wykładach, ćwiczeniach koło ludzi, jeżeli ktoś czegos nie rozumie zaproponuj
      pomoc, ale się nie wymądrzaj. Może trzeba wytłumaczyć jakiejś koleżance zadanie
      z fizyki. NIE Siedź przed komputerem, to tylko pogłębia samotność, wyobcowanie.
      Zawsze po egzaminie pada chasło idziemy na piwo - idź, przyłączaj sie do ludzi
      wybierajacych się na imprezy. studenci codziennie chodzą do knajp - chadź i ty
      ze znajomymi z grupy, roku, uczelni. to nieprawda, że dziewczyny zwracaja tylko
      uwage na wygląd zewnetrzny. W każdym człowieku jesty coś, czym może zaimponować
      innym. Poza tym wynajduj sobie zajęcie. Może trzeba pomalowac sąsiadce płot na
      ogródku, może umyć okno u babci? Szukaj przyjaciół wśród rówiesników, ale też
      starszych i młodszych. Może masz fajnego wujka, z któym mógłbys pogadać, albo
      ciotkę, albo kuzyna?
      Wykorzystaj okazję, studia to najpiękniejszy okres w życiu.
    • Gość: faustyna jestem taka sama jak ty - samotna IP: 157.25.172.* 28.08.01, 15:11
      Rad nie udzielę ci bo wiesz co masz robić (iść do psychologa, kontaktować się z
      ludźmi , aktywnie studiować na uczelni i pokazywać się - łatwo powiedzieć)ja
      powiem ci że mam podobne objawy jak ty i myślę że to samotność nie ma z kim
      pogadać i przez to jesteśmy dziwni - ja mam do tego dziwne drgawki całego ciała
      jak coś załatwiam w urzędzie banku czy gdzieś gdzie są ludzie - okropność -
      serce mi kołacze jakby chciało się wyrwać, kilka razy przeżyłam to w autobusie
      ale pomogłam sobie tak że próbowałam się z tymi moimi lękami (nadal mam te
      drgawki) ale jestem odważna - poszłam do dentysty - wiesz jak się bałam ale
      poszłam mówię to z dumą wyleczyłam sobie zęby chociaż kosztowało mnie to dużo,
      zaczęłam być miła dla osób najbliższych - sąsiadów i tych których widziałam
      często - patrzyłam im prosto w oczy i mówię dzień dobry gdy coś odpowiedzą
      podejmuję krótką rozmowe, zaczęłam rozmawiać z obcymi ludźmi (przecież oni mnie
      widzą pierwszy i ostatni raz) gdy mam okazję odzywam się np do staruszki która
      siedzi obok w PKSie lub kobiety z dziećmi na dworcu PKP. Podbudowuję się.
      Nie czytam już książek w zaciszu pokoju - wycgodzę i siadam gdzieś na ławce i
      tam czytam - na świeżym powietrzu wśród ludzi. Pozdrawiam cię serdecznie i
      życzę wytrwałości w pokonywaniu własnych lęków - ja niektóre moje potwory już
      zniszczyłam
      • Gość: Ped Re: jestem taka sama jak ty - samotna IP: 212.191.70.* 29.08.01, 17:17
        Odsylam i was pod adres www.buteyko.com gdzie podane
        sa metody leczenia za pomoca regulacji oddechu aby
        wzbogacac krew w dwutlenek wegla. Podobno skuteczne
        przy wielu dolegliwosciach psychosomatycznych .
        • Gość: Kazaa Re: jestem taka sama jak ty - samotna IP: *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl 29.08.01, 21:15
          Ped napisał(a):
          > Odsylam i was pod adres www.buteyko.com gdzie podane
          > sa metody leczenia za pomoca regulacji oddechu aby
          > wzbogacac krew w dwutlenek wegla. Podobno skuteczne
          > przy wielu dolegliwosciach psychosomatycznych.
          ===========
          Szkoda tylko ze nie ma polskiej wersji...
          Co nieco wyczytalem tam, ale nie wiem czy prawidlowo.

          PS: Dzieki za Twojego maila do mnie :)

          Kazaa
          ===
          • Gość: Ped Re: metoda Buteyki IP: 212.191.70.* 30.08.01, 11:37
            Metoda Buteyki polega na cwiczeniu plytkiego oddychania
            i wstrzymywaniu oddechu mozliwie jak najdluzej np. do
            30 sekund. Takie cwiczenia nalezy przeprowadzac co
            najmniej po 15 minut dziennie Pozwalaja one na mozliwe
            duze wzbogacenie krwi w dwutlenek wegla . Obecnosc tego
            gazu dziala hamujaco na uklad nerwowy sympatyczny
            odpowiedzialny za przyspieszenie akcji serca i
            czestosci oddechu. A wlasnie gdy czujemy sie stremowani
            lub oniesmieleni przed publicznym wystapieniem ,
            ezaminem czy w innych stresujacych okolicznosciach to
            akcja serca i puls przyspiesza sie a cisnienie krwi
            wzrasta . Wzrasta tez zapotrzebowanie organizmu na tlen
            . A my przez wstrzymywanie oddechu ilosc tgo tlenu mu
            ograniczamy i nie dopuszczamy w ten sposob do tej
            zbednej i szkodliwej mobilizacji organizmu . Dexter
            zaleca zakladanie na glowe worka foliowego i oddychanie
            powietrzem wewnatrz niego zawartym , tez mozliwie jak
            najdluzej . Te metode polecaja tez lekarze francuscy w
            ksiazce o migrenie . Ma ona tlumic w zarodku
            zapowiadajacy sie napad bolow migrenowych .
            • Gość: tramp do peda IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 12.09.01, 18:01

              hej,

              mam w sumie podobne objawy co kazaa.zdziwilo mnie twoje pytanie o
              migrene.rowniez i na nia cierpie, choc ataki sa stosunkowo rzadkie (1 na
              miesiac).ma to jakies znaczenie?czemu poruszyles kwestie migreny?
            • Gość: tramp Re: metoda Buteyki IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 12.09.01, 18:48


              tez studiuje, i mam dokladnie ten sam problem co ty kazaa.nawet w tym samym
              wieku wszystko sie rozpoczelo.z dziewuchami tez nie potrafie rozmawiac, choc
              one sie pojawialy.coz...swieta prawda...oczy sa zwierciadlem duszy, i zwykle
              wolalem uciec, jakos sie wytlumaczyc, niz dac komus (jej) mozliwosc
              spostrzezenia, ze jestem dziwny, jakis wystraszony.dziewczyny, ktore wyrazaly
              elegancko swoje zainteresowanie po prostu (slusznie) uznawaly mnie pewnie
              pozniej za aroganta, i zreszta chyba mialy racje.ale co lepsze arogant, czy
              dziwak?
              ja na poczatku postawilem na aroganta, choc w zasadzie jestem milym
              gosciem.moim celem stalo sie "byc anonimowym".no i wykopalem pod soba dolek, w
              ktory sam wpadlem.to bylo bledem.
              za czwartym podejsciem udalo m i sie wejsc do psychola (czytaj psycholog).teraz
              odwiedzam rowniez psychatre.jest poprawa, coraz wiecej lepszych dni, aczkolwiek
              droga chyba jeszcze daleka.
              bardzo wazne jest niewatpliwie byc aktywnym.najgorsze, to chyba zamknac sie w 4
              scianach.mysle, ze jak sie glebiej zastanowisz, to sam stwierdzisz, ze stan
              depresji, smutku, spowodowany jest wlasnie izolacja, samotnoscia.
              aaaa, i dziewczyny cenia sobie przede wszyzstkim nie wyglad, a
              naturalnosc.owszem na poczatku studiow na uni pojawiaja sie jeszcze rzesze
              naiwych panienek, ale z biegiem czasu te same panie zaczynaja deceniac cos
              wiecej.zdodzicie sie?pewnie ze tak...
              pomieszkac w akademiku?hmm, chcialbym, ale sie jeszce boje.na razie wynajmuje
              mieszkanie.akademik to w pewnym sensie walka o pozycje w stadzie.nie jest tak?
              nie wiem.na razie malymi metoda malych kroczkow staram sobie organizowac dzien,
              czesciej bywac z ludzmi, i cwiczyc na nich, najlepiej na przypadkowo spotkanych.
              pewnie ze nie raz przegram jeszce bitwe, spoce sie, zdeneruje, w oczach pojawi
              sie strach, i bede marzyl o ucieczce, ale wojne zamierzam wygrac.pozdrawiam
              wszystkich goraco.tramp


              • Gość: Kazaa Do Trampa IP: 192.168.11.* / *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl 13.09.01, 08:50
                Hej!
                Moglbys podac swoj e-mail? Chcialbym sie cos zapytac...

                Kazaa
                -
                • Gość: Ped Re: Do Trampa IP: 212.191.70.* 13.09.01, 09:26
                  Depresja moze stanowic alternatywe dla migreny - albo
                  jedna albo druga na przemian . Trzeba nauczyc sie zyc z
                  tymi dolegliwosciami ale i podejmowac leczenie . Obie
                  powstaja przy zakloceniach poziomu neuroprzekaznika
                  serotoniny w mozgu .
              • Gość: tramp do kazaa IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 14.09.01, 18:31


                jasne bracie, moj mail to
                tomi1804@yahoo.de

                pozdrawiam
                • Gość: edyta Re: do kazaa .... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.11.01, 18:08
                  Pozdrawiam Was chlopaki , trzymajcie sie !edyta
                  • Gość: ella Re: do kazaa ....i innych IP: 10.132.128.* 03.01.02, 20:41
                    Wlasciwie niegdy nie mialam takich problemow jak Wy. chociaz powszechnie
                    uwazaja mnie za nadwrazliwa osobe. Bardzo imponuje mi ,ze odwazyliscie sie
                    napisac o Waszych problemach i chcialam Wam powiedziec, ze na swiecie jest
                    mnostwo dziewczyn, ktorym imponuja tacy chlopacy jak Wy!!!!!
                    Jestem pewna, ze niedlugo sie o tym przekonacie....czego Wam serdecznie zycze
                    Pozdrawiam!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka