2nadq
23.12.04, 00:08
już chyba ze 3 lata, do tego choroba alkoholowa od lat ponad 10, miotam się
walczę , staram się jakoś funkcjonować , ale jesień (szczególnie ta
poprzednia to zwał jakiemu nikomu nie życzę)i czuje, że nadchodzi jej
nastepny atak. Od kilkku miesięcy przestało mnie cokolwiek cieszyć, nie
wychodzę z domu, godzinami patrzę bezmyslnie w tv, marząc aby nadeszła noc-
noc która oszukam jakimś prochem i wyłacze sie na kilka godzin z życia.Kopce
jak lokomotywa koło 60szt dziennie, niemam apetytu ani jakiegokolwiek celu w
życiu. Mam żone, dwie córki i wyć mi się chce bo nie wiem jak im zapewnić
jakąkolwiek egzystencje. Od 2 lat nie pracuje, nie potrafie w sobie wskrzesić
chęci do działania-zatraciłem wiarę we własne umiejętności, boje sie
podejmowania decyzji. Żona od roku też bez pracy...czy to juz zmierzch życia?