IP: *.wroclaw.ppp.tpnet.pl 27.03.01, 02:19
Wiem na pewno, że przyczyną mojej depresji jest zdrada małżeńska.
Jak sobie z tym poradzić?
Obserwuj wątek
    • Gość: Michal pytanie do Andrzeja IP: *.246.99.191.NewYork1.Level3.net 27.03.01, 07:26
      Jestem z Toba chlopie, ja mam problem tego rodzaju, ze "tylko" sie domyslam,
      (mam powody, to nie jest chora zazdrosc.)I ta niepewnosc jest najgorsza,
      jestesmy rozdzieleni ,tymczasowo kazdy zyje w innym panstwie, i dostaje
      przecieki, ze dzieje sie duzo niewyjasnionych zachowan. Brak kontaktu,uniki
      lakoniczne odpowiedzi i notoryczny brak "osoby" w domu, zadreczam sie.
      Boje sie jeszcze na szczera rozmowe,ktora moze zniszczyc caly zwiazek.
      Ale boje sie rowniez o przyszlosc (przyjade wyteskniony i dowiem sie ,ze
      nie umialem walczyc o milosc, bo bylem za granica itd). Wpedzam sie w stan
      w ktorym trudno funkcionowac. Trudno radzic, ale staraj sie realizowac,
      i teraz skupic na sobie (jak egoista, to czasem pomaga, duzo sportu,
      i badz otwarty na "zycie", jesli ci zalezy....., no to walcz i przebaczaj,
      jesli masz sile i wiare. Gorzej kiedy sa dzieci, dla ich dobra powstaje
      chory udawany zwiazek w ktorym kazdy z was ma swiadomie kogos na "boku"
      jesli potrafisz tak zyc i glowny cel to wychowanie dzieci i stworzenie im
      domu?.......ale czy w takim domu dzieci czuja cieplo i radosc, czy wychowaja sie
      z doswiadczeniem obopulnego przyzwolenia na jawna zdrade.....?
      Ale walcz ,facet musi byc twardy, walcz chlopie jak wilk o SWOJE zycie,
      jesli kobieta to twoje zycie ,to walcz ,pamietaj rana pozostanie,ale
      doswiadczenia ucza a czas jest najlepszym nauczycielem. Mozna dalej kochac
      z dystansem ale z godnoscia i pokora ,miec nadzieje,ze jesli osoba dojrzy
      jak wielka krzywde spowodowala ,to zaplacze nad swoim czynem i postara sie
      zmienic, jesli nie.......trudno, po mesku trzeba sobie powiedziec, szkoda
      czasu, stracisz cenne miesiace ,lata na pytaniach,, MYSL O SOBIE Z WIEKSZA
      MILOSCIA DO SAMEGO SIEBIE. Powodzenia, ja walcze caly czas i czekam na obudzenie
      "osoby", walcze o swoje zycie - ona nim jest .......tez!!!.
      Uszy do gory.
    • fibin Re: zdrada 27.03.01, 11:58
      Jeśli możesz, to napisz coś więcej, proszę. Czyja
      zdrada? Twoja? Jej? Obojga? Wiem z własnego
      doświadczenia, jak bardzo bolesny jest to temat i jak
      trudno z tym żyć. Ale pojęcie zdrady jest bardzo
      szerokie... Pzdr:)
      • Gość: Andrzej Re: zdrada IP: *.wroclaw.ppp.tpnet.pl 06.04.01, 00:20
        Zdrada- nie moja ,ona stracila juz wszelkie hamulce,
        traktuje mnie z obojetnoscia i wysyla do psychiatrow.
        Musze przemyslec dalsze branie sulpirydu jak ostrzega
        jeden z uczestnikow.Rozmawiamy na ten temat juz od
        miesiaca .Kazda proba zblizenia psychicznego konczy sie
        stwierdzeniem,ze wszystko juz sobie powiedzielismy.
        Tak naprawde to mysle ze po 18 latach opadla kurtyna
        i zobaczylem swoja porazke.Tym dotkliwsza ze mamy troje
        dzieci. Pozdrawiam wszystkich ktorzy to cztaja.
        • Gość: Artur Re: zdrada IP: *.sasknet.sk.ca 06.04.01, 17:37
          Napisze Ci Andrzeju troche inaczej to co napisalem juz raz. Twoja zona jest
          zakochana w kims innym wiec twoje psychiczne zblizanie sie do niej wlasnie
          teraz nie ma zupelnie sensu. Wrecz przeciwnie pogarsza tylko sytuacje. Jest
          dla mnie rowniez jasne ze wszystko sobie dawno powiedzieliscie i nie ma o czym
          gadac. Musisz to przeczekac - jej zakochanie nie bedzie trwalo wiecznie albo
          jezeli wolisz, bo nie masz cierpliwosci, szybko sie rozwiesc dla dobra wlasnego
          zdrowia psychicznego. Jej obecny stan swiadomosci nie pozwoli na nic innego -
          Czy ty byles kiedys zakochany?
          Przepraszam jezeli ci daje nie chciana rade zwlaszcza, ze tym forum jestem w
          jakiejs dziwnej mniejszosci- wielu uwaza, ze mozna to zalatwic na drodze
          rozmowy i porozumienia. Ja uwazam,ze to najwiekszy blad.
          • Gość: Artur Re: zdrada IP: *.sasknet.sk.ca 06.04.01, 17:44
            Jezeli musisz sie wygadac to nie chodz teraz w tym celu do swojej zony tylko
            znajdz sobie innego powiernika ktoremu ufasz. Mozesz nawet isc, tak jak
            sugeruje twoja zona, do psychiatry lub psychologa. Mozesz wreszcie pisac
            pamietnik - tak, niektorym to pomaga -jezeli nie maja z kim szczerze rozmawiac.
            Jestem na ciebie zly ze sie tak rozklejasz, ale Ci naprawde dobrze zycze.
            Pozdrawiam.
            Artur
            • Gość: Andrzej Re: zdrada IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.01, 00:04
              Dziekuje Ci Andrzeju, Arturze i wszystkim, ktorzy dodali mi otuchy. Tylko,ze
              nie mozna wszystkiego wyrazic w kilku zdaniach. Nic nie napisalem o narkotykach
              ktore ona bierze.I o tym , ze jestem bez pracy.
              Mimo wszystko wierze, ze wstane pewnego dnia i powiem sobie -zaczynam calkiem
              nowy dzien, nowe zycie bez filtrow. Jeszcze raz pozdrawiam.Andrzej
              • Gość: Artur Re: zdrada IP: *.sasknet.sk.ca 07.04.01, 00:24
                Gość portalu: Andrzej napisał(a):

                > Dziekuje Ci Andrzeju, Arturze i wszystkim, ktorzy dodali mi otuchy. Tylko,ze
                > nie mozna wszystkiego wyrazic w kilku zdaniach. Nic nie napisalem o narkotykach
                >
                > ktore ona bierze.I o tym , ze jestem bez pracy.
                > Mimo wszystko wierze, ze wstane pewnego dnia i powiem sobie -zaczynam calkiem
                > nowy dzien, nowe zycie bez filtrow. Jeszcze raz pozdrawiam.Andrzej

                To ze nie masz pracy prawdopodobnie odegralo role. Kobiety latwiej kochaja
                mezszczyzn ktorym sie dobrze powodzi a mniej tych ktorzy maja klopoty. Nie
                zamierzam tu nikogo obrazac ale tak nas wyksztalcila ewolucja-kobieta szuka
                oparcia i srodkow utrzymania dla potomstwa. Ewolucja nie dziala jednak
                bezposrednio. Kobieta nie mysli o potomstwie kiedy szuka "silnego" partnera.
                Podobnie facet nie mysli o potomstwie kiedy co kilka minut swojego swiadomego
                zycia mysli o seksie. Ewolucja nas troche oszukuje.
                Innymi slowy stan dobrze na nogach a bedziesz sie musial opedzac od kobiet.
    • Gość: Artur Re: rada na zdrade IP: 142.165.18.* 28.03.01, 17:06
      Wg tego co wiem zdrada malzenstwa jest bardzo czesta. Kiedys zdobyla prase
      praca genetyczna pewnego Anglika ktory przypadkiem wykryl ze az 30% wszystkich
      dzieci pochodzi z nieprawego loza. Shocker!
      Zdrada ma szereg uwarunkowan socjalnych. Bardziej sklonni do zdrady sa ci
      lepiej zarabiajacy w zwiazku. Ewolucja wytworzyla kobiete w ten sposob,ze szuka
      ona najlepszych genow dla swojego potomstwa, ale wiedzac ze "lepsze geny" nie
      dadza jej oparcia w procesie wychowywania czesto jest szczesliwa majac innego
      samca, ktory dba o ten wlasnie aspekt spraw.
      W Polsce jest moze troche mniej zdrad ale tez pewnie wiecej niz myslimy.
      Wiekszosc tzw zdrad pozostaje na zawsze tajemnica. Ty przyjacielu niestety nie
      mozesz zyc w nieswiadomosci bo ktos ci powiedzial albo sam zauwazyles. Trudno,
      teraz masz moze wiekszy problem, ale nie jestes pepkiem swiata. Wiele zdrad
      jest po prostu wybaczanych ale zawsze jest dolek ktory trwa miesiace albo lata.
      Nie traccie do siebie szacunku, awantury przynosza dodatkowe urazy ponad to co
      sie juz stalo. Jezeli nienawisc zacznie rosnac skonczy sie to rozwodem.
      Kazde malzenstwo ma lepsze i gorsze czasy. Te ostatnie trzeba przeczekac jezeli
      zalezy nam na zwiazku.
      Ile? Daj sobie co najmniej wiele miesiecy jak nie lat. Szczera rozmowa od serca
      nie wydaje mi sie konieczna, ale to zalezy od tego jacy jestescie.

      • Gość: ola Re: rada na zdrade IP: 213.25.84.* 28.03.01, 19:44
        Jeśli dochodzi do zdrady, to znaczy, że w związku już dawno było coś źle.
        Tylko szczera rozmowa może wyjaśnić problemy, czy je usunie, nie wiem. Może być
        za późno.
        • Gość: Artur Re: rada na zdrade IP: *.sasknet.sk.ca 06.04.01, 17:47
          Gość portalu: ola napisał(a):

          > Jeśli dochodzi do zdrady, to znaczy, że w związku już dawno było coś źle.
          > Tylko szczera rozmowa może wyjaśnić problemy, czy je usunie, nie wiem. Może być
          >
          > za późno.

          Niestety droga Olu to dziala tylko wtedy jak ta druga osoba nie jest zakochana w
          kims innym.

    • Gość: Budda Do Andrzeja IP: *.unl.edu 28.03.01, 21:38
      Witaj Andrzeju. Jesli pozwolisz, postaram Ci sie przedstawic moje stanowisko
      w sprawie zdrady, zaczynajac jednak od czegos, co w moim nmiemaniu pozwoli Ci
      uzmyslowic sobie mechanizmy jakie zadzialaly, zanim doswiadczyles czegos takigo
      jak ZDRADA. Cofnijmy sie wiec do czasu, gdy napotykamy swego wybranego partnera
      zyciowego. Na pierwszy rzut oka wyglada to tak, ze mamy dwie osoby, ktore
      w jakis cudowny sposob, zakochuja sie w sobie, pomijajac inne osoby na swej
      drodze. Dlaczego dzieje sie tak, ze wpadamy po uszy z powodu panny X a nic nas
      nie obchodzi panna Y ? Czy myslales kiedys o tym Andrzeju ? Najprostrza
      odpowiedzia bedzie zapewne...no bo, ona mi w jakis sposob pasuje. Co to jest
      ten jakis sposob ? Czy ten jakis sposob nie jest przypadkowo przyczyna dla
      ktorej wielu z nas sie odkochuje ? Przypatrzmy sie temu dokladniej wiec.
      Dla naszego modelu przyjmijmy, ze miedzy Andrzejem i Panna X stoja jeszcze dwie
      osoby. Jedna, blizej Andrzeja i druga blizej Panny X. Ta blizej Andrzeja to
      filter czy maska, filtrujaca dochodzace bodzce do Andrzeja, stad wlasnie
      poprzez ten filtr dochodza tylko wrazenia, ktore "w jakis sposob pasuja
      Andrzejowi" i Andrzej zaczyna ogladac sie za ta a nie inna panna. Taki sam
      filtr czy maska stoi przed Panna X. Ale te filtry czy maski maja rowniez inne
      zadanie. Nie tylko odbierac to, co ma frekwencje, ktora jestesmy w stanie
      zaakceptowac, ale rowniez wyemitowac to CO UWAZAMY O SOBIE, bez wzgledu na to
      jak to ma sie do rzeczywistej osoby. Lapiecie ten punkt ? Przechwytujemy od
      innych to, na co nasz filter pozwoli i co "w jakis sposob nam pasuje" i
      emitujemy to, co rowniez w jakis sposob nam pasuje. Jaki jest efekt tych
      dzialan? Ze obraz drugiej osoby jest z gruntu falszywy. Nie tylko poprzez
      wybiorczosc naszego filtra odbiorczego ale przede wszystkim dzieki falszywemu
      obrazowi wyslanemu przez partnera. Schodzac na ziemie, ten ktos kogo kochamy,
      to nie ktos realny, tylko ktos z "makijazem" i do tego przefiltrowanym przez
      nasze personalne oczekiwania. Wiec przystepujac do jakiejkolwiek relacji z
      drugim czlowiekiem, jest juz 0:2 na nasza niekorzysc. Jak z tym zyc ? Chyba nie
      jest juz tajemnica dla Was, ze tzw zakochanie sie od pierwszego wejrzenia,
      to w wiekszosci wypadkow, zakochanie sie w naszych WYOBRAZENIACH a nie w
      realnym czlowieku. W miare uplywu czasu, nasze maski spadaja, i zaczyna sie
      emisja prawdziwego oblicza partnera, oblicza, ktore nie miesci sie w filtrze
      wykalibrowanym tak a nie inaczej. Zaczyna sie wiec proces niedopuszczania
      do nas samych widoku jaki mamy - czyli widoku relanego partnera.
      Dlatego wiele par naprawde nie ma szans na pojednanie, bo to jest tak jakbys
      chcial podejsc do pierwszej lepszej dziewczyny i zaproponowac jej malzenstwo.
      Z pominieciem filtra. To nie pracuje. A zdrada ? To jest nic innego jak
      nastawienie swojego psychicznego filtra na obiekt, ktory bedzie emitowal
      takie czestotliwosci, do jakich zdolny jest nasz filter, a dzieje sie to juz po
      opadnieciu maski partnera. Czyli generalnie Andrzeju, o ile nie narozrabiales
      ponad miare, to sobie nic nie zarzucaj, bo jestes teraz bardziej naturalny
      niz kiedys, nie masz juz maski, nie czarujesz nikogo, jestes soba.
      Spojrz na swoja partnerke w ten sam sposob, czy jest to jeszcze ta sama osoba,
      za ktora szalales, czy jest wlasnie juz ta "bez makijazu", naturalna.
      Uwazam, ze prawdziwa milosc nie zna zdrady, ale tez nie zna masek, filtrow,
      i wyobrazen o partnerze. Mysl o tym Andrzeju. O to prosze. Jesli uwazasz, ze
      pisze bzdury, masz do tego prawo. W kazdym razie, trzymaj sie mocno,
      i glowa do gory.
      Pozdrowienia, Budda.
      • Gość: aga Re: zdrada czy samotność? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.03.01, 21:46
        Co wy na tak postawione pytanie?
        Najgorsza jest przeciez samotność przy czyimś boku. Ja dla swojego męża jestem
        przeźroczysta. Właściwie to już powinnam być w głebokiej depresji. No więc może
        postaram się nie być samotna.
        • Gość: Budda Do agi IP: *.unl.edu 28.03.01, 22:01
          Droga ago. Nie wiem, czy czytalas co napisalem do Andrzeja. Stalo sie dokladnie
          to co tam opisalem. Nie masz juz maski "makijazu" i Twoj maz, nie ma juz tego,
          co kochal. Czy widzisz to ? Stad ta Twoja przezroczystosc dla niego.
          Samotnosc ? To zalezy jak jestes naprawde odporna psychicznie, bo jest wielu,
          ktorych znam, ktorzy poszliby do grobu za swoim oprawca, byle by nie byc samemu.
          To tez chyba cos nie tak, nieuwazasz. Porozmawiaj szczerze ze swoim mezem,
          choc wiem ze prawdopodobnie juz to zrobilas. Ja osobiscie jestem za tym zeby
          ludzie sie rozchodzili w takich sytuacjach. Choc idealnie byloby, gdyby
          umieli wreszcie zrozumiec, czym jest a czym nie jest milosc. Samotnosc
          jest wielkim tematem, do ktorego chcialbym wrocic niedlugo.
          Budda.
          • Gość: aga Re: Do agi IP: *.katowice.ppp.tpnet.pl 29.03.01, 11:26
            Drogi Andy, czytam wszystko co piszesz. Tylko powiedz mi, jak mam w to wszystko
            uwierzyć? Powiedz mi , jak wierzyć?
            Bo ja jestem z tego świata jak najbardziej. Żyję mocno tu i teraz.
            A samotność to taka straszna trwoga. Jak mogą medytacje pomóc komuś kto nie ma
            już nic wewnątrz, bo wszystko to kurz, to pył, to piasek. I tysiące masek.
            • Gość: ala Re: Do agi IP: 193.0.66.* 29.03.01, 13:18
              Zdrada z powodu samotnosci istnienia mimo bliskości
              drugiego człowieka jest chyba znacznie bardziej
              dotkliwa niż zdraga czysto seksualna. Napewno wraz z
              latami trwania w związku atrakcyjność seksualna
              partnerów maleje, i często mysli się o jakieś odmianie
              i nowych doznaniach. Tych zdrad bym za bardzo gorliwie
              nie tropiła i nie ewidencjonowała w pamięci - mozna by
              je potraktować jako przypadek czysto biologiczny.
              Gorzej jest z samotnoscią i brakiem bratniej osoby,
              która odbiera na tych samych falach co Ty. Jesli
              dzieje się tak od wielu lat trudno będzie się zbliżyć
              ponownie do siebie. Może nie warto klieić na siłę, jak
              i tak jesteś samotna i zdana na siebie? Poza tym radzę
              Ci nie zdradzać z zemsty -będziesz miała kaca, lepiej
              dla własnej przyjemności. Pozdrowienia.
              • Gość: Aga Re: Do agi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.03.01, 18:44
                Napisales gdzies, ze nie nalezy niczego oceniac. Tu sie troche gubie. Jak moge
                nie odcinac sie od zła? a przecież warunkiem jest najpierw je dostrzec czyli
                ocenic. Jak moge miec w sobie obojetnosc wobec faktu, ze rodzice zadreczyli
                wlasne dziecko? jak moge podac reke gwalcicielowi?
                Taka indyferencja jest nieludzka. A obojetnosc wobec zła jest jak przyzwolenie
                na nie.
                A pojecie dobra? Tez nie mozna go sobie uswiadomic bez wczesniejszej oceny. a
                jak zyc bez dobra, bez swiatla?
                Nie potrafilabym dostosowac sie do tej rady i zyc tak, by nie widziec i nie
                slyszec, nie oceniac, nie miec emocji. To przypomina egzystencje szczypiorku.
                Tak, odczuwam wiele negatywnych emocji, lecz jestem.
            • Gość: Budda Do agi IP: *.unl.edu 29.03.01, 16:44
              Gość portalu: aga napisał(a):

              > Drogi Andy, czytam wszystko co piszesz. Tylko powiedz mi, jak mam w to wszystko
              >
              > uwierzyć? Powiedz mi , jak wierzyć?
              > Bo ja jestem z tego świata jak najbardziej. Żyję mocno tu i teraz.
              > A samotność to taka straszna trwoga. Jak mogą medytacje pomóc komuś kto nie ma
              > już nic wewnątrz, bo wszystko to kurz, to pył, to piasek. I tysiące masek.

              Droga Ago. NIE MASZ W NIC WIERZYC TYLKO SPROBOWAC. Oto recepta !!!
              Kazdy z nas jest tu, teraz z tego swiata. Ja Ci chcialem tylko podpowiedziec,
              ze to nie jedyny swiat w ktorym istniejemy. Spojrz na swoje zdanie: "Jak moga
              medytacje pomoc komus, kto nie ma juz nic wewnatrz". Chce Cie zapewnic, ze jednym
              z celow medytacji jest wlasnie pozbycie sie tego co wewnatrz (no moze wlasciwiej,
              nie zwracanie uwagi na to co wewnatrz), takze o to nie powinnas sie martwic.
              Tylko podejrzewam, ze naprawde znaczenie tego zdania jest inne, co tlumaczy druga
              czesc wypowiedzi: "bo wszystko to kurz, to pyl,to piasek. I tysiace masek"
              Wiec pomedytacyjna "pustka wewnertrzna" nie jest tym o czym mowisz. Mowisz raczej
              o braku pozytywnych mysli, inspirujacych do ciekawych akcji. I ten brak wlasnie
              odczuwany jest jako pyl, kurz i piasek. Moja rada: nie miej zadnych oczekiwan,
              czy to od ludzi, czy od sytuacji, a ze zdumieniem stwierdzisz, ze coraz wiecej
              niespodzianek Cie spotka. Badz naturalna, nie wydawaj zadnych sadow o kimkolwiek
              czy czymkolwiek. Uwierz w to ze jestes na drodze swej duchowej odnowy. Patrz na
              innych, tych ktorzy bladza jako na mlodszych braci, i okaz im pomoc. Usmiechaj
              sie do wszystkich i do wszystkiego i wiedz ze wszystko jest tak jak powinno byc.
              I ago, prosze NIE WIERZ w nic, tylko wszystkiego doswiadczaj, az do momentu,
              kiedy posiadziesz WIEDZE, z ktorej przesiadziesz sie kiedys na MADROSC.
              Pozdrowienia sle Budda.

              • Gość: Co za ro Do pana "Buddy" IP: *.246.86.139.NewYork1.Level3.net 29.03.01, 17:09
                Juz sam pseudonim wystarczy......
                Po drugie, jak sie ciebie czyta to tylko sie odechciewa.
                Ty dolujesz ludzi swoimi przemowami. Facet idz na piwo i zacznij realnie
                patrzec na swiat, nie przez fizyczne filtry wewnetrzne ,ktore otaczaja nasza
                wykreowana energie ,prowadzaca do mistycznych oczyszczen w kazdej komorce
                ciala i wyzbycia sie elektrostatycznego ducha zla, co to kurcze jest.
                Ty musisz miec duzo wolnego czasu, moze dasz rade jak zarobic aby tak dlugo
                siedziec na internecie, i co robic aby nic nie robic tylko pouczac.
                Jak masz tyle spokoju w sobie ("buddo") to dlaczego tak ciezko przyjac ci slowa
                krytyki pod swoim adresem?, sam wielu krytykujesz, i nie liczysz sie z ich
                stanem psychicznym. Zawsze gotowy wzorek, przepis na dusze. Idz na impreze
                i wroc do rzezcywistosci. Czy masz zone i dzieci, czy masz rodzenstwo,
                ile ty masz lat.
                • Gość: Budda Do co za ro IP: *.unl.edu 29.03.01, 18:04
                  Nie jest ciezko mi przyjac slowa krytyki po moim adresem, tylko chcialem
                  pokazac, ze jesli czesci tego audytorium nie odpowiada moj styl podchodzenia do
                  zycia, to z latwoscia moge sie usunac, nie forsujac nic na sile i nie
                  przekrzykujac innych "swoimi madrosciami". Przeciez mi za to nikt nie placi,
                  i nie musze wytrzymac do konca kontraktu. Powrocilem jednak, bo lubie pomagac
                  innym, w szczegolnosci, gdy ci ktorzy najgorecej mnie atakowali sami wyrazilic
                  chec do ponownego "ujrzenia" mnie na forum, zwracajac uwage, i slusznie, na moj
                  kategoryczny sposob podchodzenia do pewnych rzeczy. Polknalem ta pigulke, i
                  wiecej sie kontroluje, dziekujac innym za te uwagi. Zdaje sobie sprawe, ze
                  to co przedstawiam innym, czasami brzmi jak nie z tego swiata, ale gdybys
                  chcial choc troche czasu poswiecic temu o czym mowie, dostrzeglbys wiele
                  ciekawych rzeczy. Widzisz, Twoje rady pojscia na piwo, i powrot do tzw.
                  rzeczywistosci, zostawilem juz dawno poza soba. Nie intersuje mnie Twoj swiat,
                  swiat przepoconych barow, oparow papierosowych, najnowszych horrorow
                  holywodzkich, i granie w Game Boy. Spedzilem dostatecznie duzo czasu w oparach
                  tej rzeczywistosci, zeby zrozumiec ze to bezsens. Jak Tobie wystarcza,
                  zes w prostej linii potomek Adama i Ewy, to niech tak bedzie, albo,
                  ze twoim dalekim przodkiem byla malpka, to niech tak bedzie. Nikt na sile,
                  nie zmusi Cie do zadawania pytan i poszukiwania odpowiedzi. 90 procent ludzi
                  przychodzi na ten swiat, nie wiedzac po co. Malo tego. Niewielu zadaje sobie
                  trudu zeby dowiedziec sie "po jak cholere tu jestem ?" Wielu pyta, ale nie wielu
                  zrobi choc pierwszy krok do poznania. To jest indywidualny wybor.
                  Ja wiem, ze nie jestem tu by pic piwo. Wierze w gleboki sens kazdej egzystencji,
                  i robie wszystko zeby odhipnotyzowac sie. Ty rob to co uwazasz. To nie ma dla
                  Ciebie znaczenia czy ja mam dzieci i zone. Dla Ciebie wazne jest Twoje zycie
                  i co z nim zrobisz. Przestan sie oszukiwac ze "imprezy" cos zalatwia. Jedyna
                  demokracja jaka znam jest nasze, bez wyjatku, uczestnictwo w tym jednym,
                  jedynym momencie, gdy przed oczami stanie nam kres naszego zycia. Nie oszukasz
                  siebie w tym momencie, i na piwo tez juz nie pojdziesz.
                  Dlatego warto dzisiaj zastanowic sie, jak zyc. Oplaci sie. Mozesz mi wierzyc.
                  Zdrowka od Buddy.
                  • Gość: Do buddy Re: Do co za ro IP: *.152.172.249.NewYork1.Level3.net 29.03.01, 22:31
                    Czlowieku, bardzo mi pomogles ,tlumaczac ,ze kiedys umre,zastanawiam sie jakie
                    zycie ma z toba twoj zyciowy partner. Nie obrazisz mnie ,bo jestem za stary
                    na prowokacje, a Game-Boy-a ,w rekach nie miale ,ale musialo cie kiedys
                    wciagnac. Zapocone bary? ,prostackie podejscie, Adam i Ewa ,malpy ,zdrowo sie
                    ubawilem, dzieki. Ja zyje pelnia zycia ,staram sie, a problemy mam jak kazdy.
                    Tak sie sklada ,ze zyje w artystycznym swiecie, i cala nasza paczka znajomych
                    ma wielki dystans do wszystkich przyziemnych brudow. Gazetki, porady i post-
                    komunistyczne oszustwa ludzi ,ktore maja doprowadzic do ich szczescia?,widzimy
                    ten "syf" i staramy sie smiac , smiac i cieszyc ,ze to widzimy. Muzyka, milosc
                    zapach wiosny, szczere oczy i wiara w Boga , mam napelnione wnetrze radoscia.
                    A ty sobie pisz wypracowania, zawsze to jakies zajecie , za bardzo mnie nie
                    ruszaja twoje wyszukane uszczypliwe uwagi, kiedy ty tak medytujesz, skoro caly
                    czas spedzasz na sledzeniu co inni pisza?. Skocz na spadochronie albo z mostu
                    na linie ,poczujesz co znaczy przelamac strach i poczujesz ,ze zyjesz.
                    Tak wiem co powiesz , ale od tego jestes.
                    • Gość: Budda Re: Do co za ro IP: *.unl.edu 29.03.01, 22:54
                      A jednak chyba masz problem. Co Ci w tym przeszkadza, ze staram sie pomoc
                      ludziom jak umiem ? Co Ty dla nich zrobiles? O bozi, muzyce, i szczerych oczach
                      kazdy pieprzyc potrafi, ale zrob tak, by inni mogli to czuc. Tu juz sie konczy
                      Twoje zaangazowanie. Odpowiedz Fibinowi, ktory ma problem z alkoholem,
                      innym, ktorzy chca sie zabic, odpowiedz im cos. Ze ptaszki spiewaja, ze Ty masz
                      fajna paczke, Ty tylko pleciesz o sobie, jak Tobie dobrze. Ja nie mowie ze moje
                      porady maja absolutna moc, ale ja cos proponuje, a Ty ? Cos Cie za bardzo boli,
                      ze ja mam tyle czasu dla innych. Ja sobie na to zapracowalem, dlatego teraz
                      mam czas, ale jak ja sie uczylem, Ty imprezowales. Domyslam sie ze, troche
                      wyzszy, abstrakcyjny sposob rozumowania jest niedostepny dla Ciebie, ale
                      najlepsza droga jest nie krytykowanie, tylko zrozumienie o czym inny mowi.
                      Do kosza wrzucasz wszystko, co Ci danego dnia zawadza i tyle przyjacielu.
                      Wesolej zabawy. Jak Cie znowu najdzie, napisz do mnie.
                      Budda.
                      • Gość: Magg Witam IP: 62.21.18.210, 62.21.99.* 30.03.01, 23:00
                        Witam wszystkich!
                        Chcialabym przylaczyc sie do dyskusji. Buddo i Do co za ro, sluchajcie panowie
                        kazdy z Was po trosze ma racje. Buddo: Twoje "filtry" sa zaskakujace nie wiem
                        czy kiedykolwiek spojrzalabym na swiat w ten sposob. To dalo mi do myslenia.
                        Trzymaj tak dalej! Do co za ro: rozumiem Twoje podejscie do zycia. Celebrujesz
                        kazdy dzien. I to jest fajne!.
                        Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
                        Magg czyli jeszcze nowa.
                        • Gość: Budda Do Magga IP: *.unl.edu 31.03.01, 00:04
                          Witaj. Podoba mi sie Twoj obiektywizm , uwierz mi. Ja tez nie mam nic do stylu
                          zycia Co za ro. Kazdemu zyczylbym tego samego, tylko.... ze to nie mozliwe,
                          wzyscy wiemy o tym. A te filtry ? Widzisz Magg, one istnieja, dlatego mamy tyle
                          klopotow w stosunkach miedzyludzkich. Nikt z nas nie przyjmuje innych takimi
                          jacy naprawde sa, tam , gdzies w glebi. I nikt z nas nie emituje siebie samego
                          takim jaki jest, tak naprawde, gdzies w glebi. Chrystus byl takim, Budda,
                          i paru innych mistykow, moze Franciszek z Asyzu, moze Matka Teresa. Zauwaz
                          jedna rzecz jednak, zadna z tych postaci nie WESZLA W ZWIAZKI MALZENSKIE.
                          Jednak to co ONI prezentowali, to byla bezwarunkowa, czysta milosc do
                          WSZYSTKICH. Prawdziwa milosc jest miloscia do wszystkich i wszystkiego,
                          natomiast to co my nazywamy miloscia, jest wybiorczym, selektywnym,
                          PRZEFILTROWANYM produktem naszego EGO. Przyjrzyj sie temu dokladnie. To byl moj
                          apel do Co za ro i innych, zeby zaczac analizowac, doglebnie, wtedy zobaczy sie
                          rzeczy "o ktorych filozofom sie nie snilo". Wierze, ze te filtry istnieja.
                          Gdy spojrze na siebie, to gdy tego nie kontroluje, dopuszczam do siebie
                          tylko to, co moje ego jest w stanie zaakceptowac, a jednoczesnie "wypuszczam
                          siebie na rynek" takim jak moje ego najchetniej widzialoby mnie, gdyz tak mowi
                          mi wewnetrzne doswiadczenie, ze takim a nie innym oczekuja ode mnie zebym byl.
                          Dzieki za Twoje uwagi Magg.
                          Budda.
                          • Gość: aga Re: Do buddy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.03.01, 18:49
                            Przeczytaj prosze moj list z 31.03., ktory zostal umieszczony wyżej, "do agi"
                            Pozdrawiam.Aga
                            • Gość: pedagog zdrada IP: 212.191.70.* 01.04.01, 17:39
                              Wszyscy nieszczesliwi i zdradzani zajrzyjcie pod hasla:
                              samotnosc, kobieta i sex, czy domy publiczne powinny
                              byc legalne. Tam daje sposoby na zycie. Pozdrawiam .
                          • Gość: Magg Do Buddy IP: 62.21.18.210, 62.21.99.* 31.03.01, 19:12
                            Wiekszosc z ludzi rozumie "Twoje filtry" jako "maski". O zjawisku "masek" pisze
                            Eichelberger, o ktorym na pewno slyszales i czytales niejedna jego pozycje. Ja
                            uslyszalam o nim niedawno i zaluje ze nie wybralam sie na spotkanie z nim,
                            ktore odbylo sie w Katowicach. Mysle, ze facet ma zdrowe przemyslenia a
                            jednoczesnie dystans do siebie i otoczenia, to powoduje ze "nie gubi sie" w
                            rzeczywistosci. CZy myslales kiedys w takiej katwegorii: Maski sa w nas wpisane
                            niczym geny?. Co powodowaloby uproszczenie sprawy bo mozna to wytlumaczyc jako
                            dysonas poznawczy w ten sposob czlowiek niewiele by sie zastanawial nad tym
                            tematem. Eichelberger pisze, ze "maska" to jeden z grzechow jakim jest pycha.
                            Mysle, ze czesto ludzie wiedza, ze tak wlasnie jest ale nie potrafia tego
                            nazwac, nadac "temu" odpowiedniej kategorii. Licze na kontynuacje dyskucji
                            Buddo. Swoja droga skad taki intrygujacy nick? zamilowania, dazenia, pasje,
                            wspomnienia?
                            Pozdrawiam serdecznie
                            MAgg
                            • Gość: Budda Do Agi IP: *.navix.net 01.04.01, 00:25
                              Droga Ago. Poruszylas ogromnie wazny temat, ktory
                              praktycznie podejmuje
                              slynne "nie sadz, abys nie musial byc sadzony". Jest
                              pewnego rodzaju nieporozumienie w zwiazku z
                              "osadzaniem". Tu nie chodzi o to, by zlo nie bylo
                              UKARANE. Zlo musi byc ukarane, i jesli widzimy
                              dziejace sie zlo, powinnismy zawiadomic odpowiednia
                              organy lub samej zareagowac. Tu chodzi o inna sprawe,
                              o pominiecie NASZEJ WLASNEJ oceny zdarzenia z punktu
                              widzenia naszych EMOCJI.
                              Dlatego miedzy innymi sady w cywilizowanych krajach
                              odstapily w zasadzie
                              od wymierzania kar, gdzie motywem ukarania bylyby
                              emocje, badz poszkodowanych
                              bezposrednio badz posrednio. Co sie kryje za owym "nie
                              sadz, aby nie byc sadzonym", albo "jak posiejesz, tak
                              zbierzesz", albo "jak sobie poscielesz,
                              tak sie wyspisz" i tak dalej ? Dlaczego EMOCJE sa
                              czyms, co powinnismy trzymac na wodzy ? Wszystkie
                              doktryny religijne zgodza sie, ze emocje, wysylane
                              intencyjnie w kierunku drugiej osoby, powroca,
                              wczesniej czy pozniej, jak bumerang do osoby
                              emitujacej je. Skad to przekonanie, w mysli Jezusa,
                              Buddy,
                              i wszystkich wielkich mistykow ? Czy ONI wiedzieli cos
                              wiecej niz my jestesmy pojac ? Co na to np. fizyka ?
                              Czyz to nie fizyka poucza nas, ze kazda akcja
                              spotka sie z rowna pod wzgledem sily reakcja ? Wiemy
                              juz dzis ze istnieje praktycznie znak rownosci miedzy
                              materia i energia, czy wiec emocje, ktore sa
                              forma energii, nie spotkaja sie z "rowna" odpowiedzia
                              badz zaraz, badz wtedy
                              gdy nastapia sprzyjajace warunki do "odwzajemnienia" ?
                              Ago, dostrzeganie nie jest ocenianiem. Dostrzeganie
                              czy postrzeganie czegokolwiek, jest funkcja naszych
                              zmyslow, ktore dostarczaja materialu dla mozgu. Mozg z
                              kolei dokonuje kategoryzacji owych danych i to jest
                              Twoje postrzeganie. Masz zbior danych czy obrazow,
                              dopiero potem nastepuje ich ocena.
                              I masz wybor, albo uzyjesz swego intelektualnego
                              paliwa albo emocjonalnego.
                              Dam Ci przyklad, dlaczego EMOCJE powinny byc
                              pozostawione na boku, innymi slowy, nie powinnismy
                              miec zadnych INTENCJI dzialania bazujac na emocjach.
                              Kazdy z nas mial sytuacje taka, ze az reka swedziala,
                              by komus przywalic, jednak po momencie, gdy emocje
                              opadly, cos innego zaczelo grac role, MYSLENIE. I
                              wtedy rezygnujemy z akcji, ktora moglaby przyniesc
                              bardzo przykre konsekwencje. W czasie, gdy emocje sa w
                              akcji, nie myslimy, no moze nie jest racjonalne
                              myslenie.
                              Ago, zagadnienie to jest w centrum zainteresowania
                              wszelkich duchowych dyscyplin,
                              dla przykladu, kara za grzechy w chrzescijanstwie,
                              doktryna karmy w hinduizmie
                              i buddyzmie.
                              Emocje sa nie tylko negatywne. Pozytywnymi emocjami
                              sa milosc i wspolczucie.
                              Twoim i wszystkich zadaniem jest uruchamianie tych
                              wlasnie emocji, gdyz to one wlasnie wroca do Ciebie.
                              Wiem o czym mowisz Ago, ale wierz mi, wszedzie tam
                              gdzie
                              mozna to zrobic, powinnismy powstrzymac negatywne
                              emocje, ktore wlasnie towarzysza
                              OCENIANIU. Kazda ocena jest mniej lub wiecej
                              zabarwiona naszymi emocjami.
                              Zamiast oceniac, powinnismy raczej wysylac impulsy
                              milosci i zrozumienia.
                              Co wcale nie znaczy, powtarzam, ze winni nie powinni
                              byc nieukarani. Ale nie powinnismy ich NIENAWIDZIEC.
                              Widzisz Ago, gdyby ludzie stosowali nauki Chrystusa,
                              dzisiaj nie mielibysmy tego
                              forum, o depresji, o zydach, o "ruskich", o
                              homoseksualistach, o Millerze,
                              o Milosewiczu i tak dalej. A wiec dystans o ktorym
                              mowie, to nieodkrecanie glowy
                              od zla, to przeciwdzialanie zlu, jak najbardziej, ale
                              z kontrola swoich emocji.
                              Chcialbym Cie zachecic do studiowania teorii karmy,
                              ale z powaznych zrodel.
                              I studiuj slowa Chrystusa i Buddy. Ich slowa, nie z
                              pulpitow ksiezy. Piszesz:
                              "Tak, odczuwam wiele negatywnych emocji, lecz jestem"
                              Mozesz mi wierzyc, ze jak zastapisz te negatywne
                              emocje miloscia, to o sobie napiszesz : J E S T E M
                              To tyle. Pozdrowienia od .... (po co mi ten pseudonim
                              ?) Buddy.



                              • Gość: aga Re: Do Agi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.01, 12:29
                                Hallo buddy, nice to hear from you again. Choć wywód prosty nie był. Przerasta
                                mnie pojmowanie tej ambiwalencji pojeć - moge ocenić,ze cos jest zlem, nie moge
                                jednak negatywnie wzgledem tego zla czuc. Otóz musze ci wyznac, ze chciałabym
                                kiedys w innym wymiarze przybrac postac aniola msciwosci za wszystkich
                                niewinnych skrzywdzonych i sponiewieranych. Niech mi Bog wybaczy. Amen.
                                • Gość: Budda Re: Do Agi IP: *.navix.net 01.04.01, 19:38
                                  Gość portalu: aga napisał(a):

                                  > Hallo buddy, nice to hear from you again. Choć wywód
                                  prosty nie był. Przerasta
                                  > mnie pojmowanie tej ambiwalencji pojeć - moge
                                  ocenić,ze cos jest zlem, nie moge
                                  >
                                  > jednak negatywnie wzgledem tego zla czuc. Otóz musze
                                  ci wyznac, ze chciałabym
                                  > kiedys w innym wymiarze przybrac postac aniola
                                  msciwosci za wszystkich
                                  > niewinnych skrzywdzonych i sponiewieranych. Niech mi
                                  Bog wybaczy. Amen.

                                  Hello Aga. Wlasnie tak to wyglada. Postrzegajac zlo,
                                  powinnismy wystrzegac sie oceniania tego zla, gdyz
                                  uruchamiamy swoje emocje, ktore wroca do nas wczesnie
                                  czy pozniej. Powinnismy zareagowac uzywajac swoj umysl,
                                  ktory jest chlodniejszy w swej naturze i prowadzi do
                                  rozsadniejszych rozwiazan. Choc to moze wygladac jako
                                  naturalna odpowiedz, gdy ktos posilkujac sie swoimi
                                  emocjami, msci sie zaciecie, jednak w ostatecznym
                                  rozrachunku, ta cala zemsta, chocby nie wiem jak dobrze
                                  umotywowana, wroci do tego kto ja wymierza. Przypomnij
                                  sobie sytuacje, gdy przed oblicze Jezusa przyprowadzono
                                  kobiete przylapana na zdradzie. Zgodnie z prawem miano
                                  prawo ja ukamieniowac. Reszcie przyjrzyj sie sama.
                                  Ago lepiej przyjmij postac Aniola Milosci.
                                  Tego Ci zyczy Budda.



                                  • Gość: aga Re: Do Agi IP: *.katowice.ppp.tpnet.pl 01.04.01, 20:21
                                    Najdziwniejsze, ze juz teraz jestem kwintesencja milosci. Chodzi o milosc do
                                    dziecka, wiec nie ma tu mowy o filtrach. Trzyma mnie przy zyciu, daje radosc,
                                    jest bezwarunkowa i potezna. Czasem mysle, ze cale moje zycie bylo i jest po to
                                    by tego czlowieka wydac na swiat i chronic. Jest wyjatkowy, dobry i radosny.
                                    milo na niego patrzec. Czasem dziwie sie, ze dobry Bóg przysłal go mnie, tak
                                    pełnej wad i sprzecznosci. Za niego dziekuje Bogu, o jego spokoj prosze, o jego
                                    spokoj walcze. Kazdy szczesliwie przezyty dzien to kolejna z kolekcjonowanych
                                    pereł. Nie ma tu mowy o poswiecaniu sie, zyje pelnia zycia, czuje je kazdym
                                    zmysłem. Czesto jest mi bardzo źle na swiecie, lecz moje mysli robia sie
                                    pastelowe, gdy przypomne sobie po co tu jestem. sorki za te osobiste wynurzenia
                                    ale to same sie cisnie na klawiaturke.
                            • Gość: Budda Do Magga IP: *.navix.net 01.04.01, 00:45
                              Dziekuje za slowa Twoje. Moj pseudonim to przypadek,
                              ktos gdzies na forum nazwal sie Jezusem, a ja na to,
                              "jak ty taki Jezus, to ja Budda". I tak zostalo.
                              Na imie mam Andrzej, i wiem ze choc troche przykrych
                              postow zaoszczedzilbym sobie, gdybym podpisywal sie
                              np. Jedrus. Ale zostawmy to.
                              Faktem jest, ze od lat studiuje i praktykuje wschodnia
                              mysl spiritualna, jak joge, zen, buddyzm, hinduizm,
                              taoizm, ale tez teozofie, new age, i wszystko co rzuca
                              nowe swiatlo na zrozumienie swiata przeze mnie, na
                              przyklad fizyka kwantowa, archeologia. W szegolnosci
                              interesuje sie powstaniem zycia na ziemi,
                              zagadnieniami karmy, zycia po zyciu, itp.
                              Ale rowniez sprawa Atlantydy, Lemurii i innymi
                              "prawdopodobienstwami". Nie wiem nic o Twoim angielskim
                              i nie wiem czy przetlumaczono na polski Garry Zukava
                              "Seat of the soul", ale ta ksiazke polecalbym jako
                              kapitalny start na drodze odrodzenia duchowego.
                              Ta ksiazka pozwoli zrozumiec roznice miedzy osobowoscia
                              a dusza i stad najlepiej zaczac swa podroz do wielosci
                              swiatow w jakich zyjemy. Garry Zukav nie jest
                              mistykiem, ksiedzem, misjonarzem czy czarownikiem.
                              Jest fizykiem z Harwardu i "trzezwym" facetem.
                              Jesli masz jakies konkretne pytania, prosze pytaj,
                              mam wielka radosc w pisaniu do Ciebie.
                              Pozdrawiam, Budda.
                              • Gość: Magg do Anrzeja (Buddy) IP: 62.21.18.210, 62.21.99.104, 150.254.173.* 01.04.01, 16:59
                                Przyznam sie, ze wszystkie nurty o ktorych pisales sa mi obce. Nie znam ruchu
                                new age, o buddyzmie slyszalam ale nie wglebialam sie w jego tajniki. Mozna to
                                tlumaczyc brakiem czasu, innymi pasjami. Ale no wlasnie, to tylko tlumaczenie...
                                Bardziej interesuje mnie psychologia mediow. Moze dlatego, ze zainteresowanie
                                tym zagadniem zostalo mi "wpojone" na studiach.
                                Ostatnio interesuje mnie "zdrada", to wlasnie dlatego znalazlam sie na forum. Z
                                pewnoscia bylo tu juz wiele powiedziane, ale nadal zastanawiam sie czy mozna
                                kochac i zdradzic. Mysl ta przesladuje mnie od paru miesiecy, bo jest ku temu
                                powod. czy sadzisz, ze to jest mozliwe?.
                                A tak poza tym mam na imie Magda.
                                Hej!
                                • Gość: Budda Do Magg IP: *.navix.net 01.04.01, 19:56
                                  Witaj. Nie Magdo. To niemozliwe, zeby KOCHAC i zdradzic. Celowo pisze kochac
                                  duzymi literami. Zdradzic mozna tylko wtedy gdy kochamy "nierealnego"
                                  partnera, gdyz wczesniej czy pozniej ta nierealnosc, maska czy jak to tam
                                  nazwac, opadnie i przed naszym obliczem stanie ktos, kto nie byl celem
                                  naszej milosci. Wtedy nawet nie mozemy mowic o zdradzie, gdyz tego kogos
                                  nierealnego dawno juz nie ma. Wiec kogo w takim razie zdradzamy ?
                                  KOCHAC to znaczy przedrzec sie poprzez gaszcza swojego i partnera EGO.
                                  To co wtedy kochamy, jest najczystrza ludzka natura, natura, ktora jest
                                  jednakowa dla nas wszystkich, co z pewnoscia wielu nie spodoba sie. Ale tak
                                  jest. Dlatego zdrada nie moze istniec w tym wymiarze czystej natury,
                                  gdyz tak jak absurdem jest ( z logicznego punktu widzenia)wymiana nowego
                                  plaszcza na nowy plasz (tylko dlatego ze wisi na wieszaku troche bardziej na
                                  poludnie)tak samo absurdem bylaby wymiana partnerow. Czysta milosc jest poza
                                  cialem, seksem, i umyslem partnera. Niestety, my mamy przekrecona percepcje.
                                  Uzywamy slowa milosc tam gdzie, wystarczyloby slowo fascynacja, pozadanie, seks.
                                  Milosc to kategoria uniwersalna i najwyzsza, to prawo ktore kladzie u swych stop
                                  wszelkie inne. Kto jest uczestnikem tego stanu, nie zna slowa ZDRADA.
                                  To tyle Magda. Zdrowia od Jedrusia.
                                  • Gość: Magg Do Buddy IP: 62.21.18.210, 62.21.99.* 03.04.01, 09:57
                                    Niezupelnie sie z Toba zgadzam. Mysle, ze mozna
                                    zdradzic, kochajac kogos. Tylko zastanawiam sie
                                    dlaczego. Przeciez czesto sie zdarza, ze ludzie sie
                                    zdradzaja, a moze chodzi Tobie o to ze zdradzaja nie
                                    osobe z ktora sa od pewnego czasu (meza) tylko, ze
                                    zdradzaja swojego kochanka. troszke to zamieszane.
                                    Wydaje mi sie, ze trudno patrzec na ludzi przez
                                    pryzmat masek. Zradzam bo moj facet zdjal swoja maske
                                    i okazal sie byc inny?..nie sadze. Caly czas pytam sie
                                    dlaczego, dlaczego zdradzamy kochajac. Moze dla
                                    poczucia wlasnej wartosci, albo dlatego zeby nie czuc
                                    sie samotnym. To uczucia towarzyszy kazdemu z nas w
                                    kazdej sekundzie. Kazda samotnosc jest indywidualna a
                                    zarazem globalna. Jest czescia nas a zarazem czescia
                                    rzeczywistosci w ktorej zyjemy. A moze zdradzamy bo
                                    czujemy litosc lub zal w stosunku do drugiej osoby lub
                                    kochanka. A moze jest to po prostu przyjemnosc?. Nie
                                    wiem. A moze wszystko po trochu....
                                    Serdecznosci
                                    Magda
                                    • Gość: Budda Do Magg IP: *.unl.edu 03.04.01, 16:50
                                      Czesc Magg. Naszym , ziemskim przykladem milosci jest milosc matki do dziecka.
                                      I w wiekszosci przypadkow, jest to naprawde najczystsza forma milosci.
                                      Czy umialabys sobie wyobrazic, ze ta kochajaca matka, dla masy powodow,
                                      ktore podajesz jako mozliwy powod do zdrady, w tajemnicy przed swym dzieckiem,
                                      udawalaby sie na "schadzke" z innym dzieckiem ? Czy wyobrazasz sobie taka
                                      sytuacje. Sa matki, ktore porzucaja swe dzieci, ale nie slyszalem jeszcze
                                      o przypadku, ze matka zostawilaby swoje dziecko, w imie innego, nieswojego
                                      dziecka. Jest to tak absurdalne, ze az nierealne. Teraz porownaj ten typ,
                                      matczynej milosci do tzw milosci do drugiej osoby. Milosc matki do dziecka
                                      jest czyms co nazywamy BEZWARUNKOWA MILOSCIA, natomiast to co czujemy do
                                      naszych partnerow, to WARUNKOWA MILOSC. Jest to swego rodzaju kontrakt mowiacy,
                                      (choc nie na pismie), ze dopoki spelnione sa warunki, na ktorych weszlismy
                                      w nas zwiazek, tak dlugo bede w tym zwiazku, nie szukajac innego partnera.
                                      Uderzcie sie w piersi: ilu z nas oddaloby zycie za swoich partnerow ?
                                      Niewielu. Natomiast wiekszosc matek zrobiloby to dla swoich dzieci. Dla tych,
                                      ktorzy sa chrzescijanami, Jezus zrobil to dla wszystkich. Czy widzisz teraz
                                      stopniowanie tego uczucia, ktorym tak szafujemy ? Nam sie niestety wydaje,
                                      ze kochamy naszych partnerow. Niektorzy moze i tak, ale to sa wyjatki,
                                      zupelnie jak wyjatkami sa niekochajace matki.
                                      A zdrada ? Nie oszukuj sie Magg, ze kogos kochasz i jednoczesnie chcesz byc
                                      choc na chwile z kims innym. Musimy miec w naszych zyciach jakis punt referencji
                                      czy odniesienia, a tym punktem jest bezwarunkowa milosc matki czy Jezusa dla
                                      ludzkosci. Po to, by widziec jak daleko w wiekszosci wypadkow jestesmy od tego
                                      idealnego punktu.
                                      Pozdrowienia, Budda.
                                      • Gość: Magg do Buddy IP: 62.21.18.210, 62.21.99.104, 150.254.173.* 03.04.01, 18:39
                                        Hej Andrzej! I znowu niezupelnie sie z Toba zgadzam. Nie wiem czy mozna ujmowac
                                        milosc w kategoriach milosc warunkowa czy bezwarunkowa. Czy milosc wyznaczajaca
                                        jakies granice moze byc nazwana MILOSCIA, ja mowie stanowczo nie! Wobec tego
                                        czy mam rozumiec, ze Ty nie wierzysz w milosc partnerska, w milosc ktora bedzie
                                        w stanie "przeniesc gory" byc blisko ukochanej osoby? A moze zle Ciebie
                                        zrozumialam? Oza tym powiem Tobie na jednym przykladzie jak wyglada rzekoma
                                        milosc warunkowa. Mam kumpele, ktora ma zaborcza matke. Matka, czasami mowi ze
                                        ja kocha a czasmi "odycha ja od siebie" tak jak by nigdy jej nie znala. Moja
                                        kumpela jest ma mieszne uczucia w stosunku do swojej matki, bo nie wie jak sie
                                        zachowac. iedy matka mowi jej zeby zwierzala sie z jej problemow, kumpela
                                        zamyka sie w sobie. Nie czuje sie przy niej bezpiecznie. Z dugiej strony kiedy
                                        kumpela potrzebuje pomocy, chocby prozaicznej, matka ja odpycha i mowi radz
                                        sobie sama. Moja kumpela ma czeste depresje, a ja probuje jej pomoc i nie wiem
                                        jak. Prosilam zeby pogadala z matka, ale ona nie potrafi "przebic muru". Boi
                                        sie osmieszenia, odepchniecia ze strony matki. Kiedy zaczynala rozmawiac z
                                        matka, ta mowila ze sie poprawi, ale to byly obietnice bez pokrycia!.
                                        Dziewczyna sie meczy, i chociaz dochodzi do 30-ki tkwi w tym beznadziejnym
                                        ukladzie. Ale ma faceta, ktory jest dla niej wszystkim, kocha ja bez
                                        ograniczen. Taka jaka jest. Zna jej problemy i probuje dzielic je z nia. Ja
                                        rowniez chcialabym jej pomoc. ........
                                        Swoja droga jezeli matki kochaja swoje dzieci bezwarunkowo to jak wytlumaczyc
                                        fakt tylu zabojstw dokonywanych wlasnie przez matki???. Dlatego rozroznienie
                                        milosci na warunkowa i bezwarunkowa wydaje mi sie absurdalne. Milosc jest albo
                                        jej nie ma. To tyle.
                                        Mile Pozdrowionka
                                        Magg
                                        • Gość: Budda Do Magg IP: *.unl.edu 03.04.01, 19:01
                                          Magg, milosc jest kategoria abstrakcyjna, ktorej nie mozemy zmierzyc, mozemy
                                          tylko miec tylko swoje wyobrazenia o tym, czym jest, bazujac na naszych
                                          wlasnych obserwacjach. W naszych odczuciach jest to takze kategoria bardzo
                                          indywidaulna i nie spotkasz dwoch ludzi, ktorzy maja ta sama opinie o tym
                                          zjawisku. Dlatego potrzebny jest jakis model, do ktorego mozemy sie odniesc.
                                          Nie probuj udowodnic, ze matka, ktora zabija wlasne dziecko, czyni to kochajac
                                          swe dziecko, po to tylko, zeby wyprowadzic stad dowod na to, ze kochajac
                                          partnera, mozemy jednak skoczyc na bok. MATKA, KTORA ZABIJA DZIECKO, nie kocha
                                          tego dziecka. I partner, ktory skacze na bok, nie jest osoba kochajaca.
                                          Nie mam zadnych watpliwosci w tym wzgledzie. Wielu z nas zyje w ILUZLI, myslac
                                          ze kocha, w gruncie rzeczy bedac UZALEZNIONYM psychicznie od drugiej osoby,
                                          co nie jest miloscia. Milosc nie jest uzaleznieniem, milosc jest wolnoscia
                                          nie DO POSIADANIA KOGOS, tylko wolnoscia OD POSIADANIA SIEBIE, (patrz EGO).
                                          Dlatego milosc w swym modelowym wydaniu nie zna chorob psychicznych, nie zna,
                                          EGO, jest poza bariera UMYSLU. To co Ty Magg oipsujesz z ta kumpela,
                                          to wskazuje na conajmniej emocjonalne problemy jej mamy, a gadanie o milosci
                                          do kogos, nie jest miloscia. Ludzie sami siebie od tysiacleci wkladaja we wnyki
                                          wlasnego EGO, plota androny o milowaniu, a w rzeczywistosci, zyja w iluzji.
                                          Pozdrowienia od Buddy.
                                          • Gość: Magg Re: Do Buddy IP: 62.21.18.210, 62.21.99.104, 150.254.173.* 04.04.01, 09:47
                                            Hej! Ok, zostawmy temat zdrady. Nie zgadzam sie z Toba w paru kwestiach o
                                            ktorych pisalam i nie sadze zebym nmienila zdanie, moze tkwie w jakiejsc
                                            iluzji, a moze to po prostu moj prywatny swiat. Nadal bede sie zastanawiala nad
                                            tym co powoduje zdrade itd. Jednoczesnie ciesze sie, ze rozmawiamy (a wlasciwie
                                            piszemy). A teraz Andrew powiedz mi jak bys wyjasnil sprawe mojej kolezanki o
                                            ktorej pisalam Tobie w poprzednim mailu, masz jakas koncepcje? Naprawde
                                            chcialabym jakos pomoc, tylko jak? Nie chcialabym zaszkodzic ani jej matce,
                                            ani jej facetowi, ani jej samej. widzisz jakies wyjscie?. tylko nie mow szczera
                                            rozmowa, bo to juz probowala i nic z tego, mur nadal istnieje i to gruby mur. Z
                                            gory wielkie dzieki.
                                            Pozdrowionka
                                            Magg
                                            • Gość: Budda Do Magg IP: *.unl.edu 04.04.01, 17:39
                                              Czolem Magg. Masz racje., zostawmy temat zdrad. Jedna rzecz tyllko.
                                              Jest roznica pomiedzy "co powoduje zdrade" a "dlaczego zdradzamy".
                                              Jesli jakies przyczyny powoduja powstanie sytuacji dogodnej do zdradzenia,
                                              to jeszcze nie znaczy, ze musimy zdradzic. Nie mozemy stawiac siebie w sytuacji
                                              zwierzatek, kierujacymi sie li tylko odruchami, na ktore nie mamy wplywu.
                                              Wracajac do Twojej kumpeli. Moze mowic o szczesciu, ze spotkala takiego dobrego
                                              faceta. Nigdy nie powinno sie wypowiadac definitywnych sadow o kimkolwiek,
                                              ale jest duza szansa ze jej mama, to niedorosly emocjonalnie czlowiek,
                                              i jedyna rada wedlug mnie jest zaakceptowanie tego faktu i WYDOROSLENIE.
                                              Co rozumiem przez to wydoroslenie ? Danie sobie spokoju ze zwierzeniami w
                                              obecnosci mamy, gdyz cos co nie pracowalo cale zycie, ma nikle szanse
                                              na zmiane teraz. Jej uwaga powinna sie zwrocic na owego mezczyzne ale rowniez
                                              a moze przede wszystkim na sama siebie. Powinna uswiadomic sobie swa
                                              odrebnosc od mamy i zaprzestac prob w starym stylu. Jest szansa, ze mama
                                              jej potrzebuje rowniez tego dystansu. Gdy dobiega sie do 30tki, najwyzszy juz
                                              czas by usamodzielnic sie nie tylko materialnie ale i emocjonalnie.
                                              A mama ? No coz, nikogo nie da sie namowic na prawdziwe kochanie.
                                              ZAAKCEPTUJMY to. Let it go, jak mowili starozytni Amerykanie.
                                              Pozdrowienia od Buddy.
                                              • Gość: Magg Bez tematu bo nie mam koncepcji IP: 62.21.18.210, 62.21.99.* 06.04.01, 17:17
                                                Witaj. Wczoraj spotkalam sasiadke. Kobieta stracila
                                                meza i ostro popija. Mowila, ze ma chandre..zal mi sie
                                                jej zrobilo. Rozumiem jej powod picia, sama nie wiem
                                                jak bym zareagowala w tej sytuacji. Zdziwilo mnie to,
                                                ze chcialam z nia o tym porozmawiac, ale z drugiej
                                                strony cos mnie powstrzymywalo. Zastanawiam sie
                                                dlaczego nie zaprosilam jej do siebie i nie
                                                porozmawialam z nia. Czy to "ten" mur we mnie mi na to
                                                nie pozwala?. Odpowiedzi brak.
                                      • Gość: Magg do Buddy IP: 62.21.18.210, 62.21.99.104, 150.254.173.* 03.04.01, 18:40
                                        Hej Andrzej! I znowu niezupelnie sie z Toba zgadzam. Nie wiem czy mozna ujmowac
                                        milosc w kategoriach milosc warunkowa czy bezwarunkowa. Czy milosc wyznaczajaca
                                        jakies granice moze byc nazwana MILOSCIA, ja mowie stanowczo nie! Wobec tego
                                        czy mam rozumiec, ze Ty nie wierzysz w milosc partnerska, w milosc ktora bedzie
                                        w stanie "przeniesc gory" byc blisko ukochanej osoby? A moze zle Ciebie
                                        zrozumialam? Oza tym powiem Tobie na jednym przykladzie jak wyglada rzekoma
                                        milosc warunkowa. Mam kumpele, ktora ma zaborcza matke. Matka, czasami mowi ze
                                        ja kocha a czasmi "odycha ja od siebie" tak jak by nigdy jej nie znala. Moja
                                        kumpela jest ma mieszne uczucia w stosunku do swojej matki, bo nie wie jak sie
                                        zachowac. iedy matka mowi jej zeby zwierzala sie z jej problemow, kumpela
                                        zamyka sie w sobie. Nie czuje sie przy niej bezpiecznie. Z dugiej strony kiedy
                                        kumpela potrzebuje pomocy, chocby prozaicznej, matka ja odpycha i mowi radz
                                        sobie sama. Moja kumpela ma czeste depresje, a ja probuje jej pomoc i nie wiem
                                        jak. Prosilam zeby pogadala z matka, ale ona nie potrafi "przebic muru". Boi
                                        sie osmieszenia, odepchniecia ze strony matki. Kiedy zaczynala rozmawiac z
                                        matka, ta mowila ze sie poprawi, ale to byly obietnice bez pokrycia!.
                                        Dziewczyna sie meczy, i chociaz dochodzi do 30-ki tkwi w tym beznadziejnym
                                        ukladzie. Ale ma faceta, ktory jest dla niej wszystkim, kocha ja bez
                                        ograniczen. Taka jaka jest. Zna jej problemy i probuje dzielic je z nia. Ja
                                        rowniez chcialabym jej pomoc. ........
                                        Swoja droga jezeli matki kochaja swoje dzieci bezwarunkowo to jak wytlumaczyc
                                        fakt tylu zabojstw dokonywanych wlasnie przez matki???. Dlatego rozroznienie
                                        milosci na warunkowa i bezwarunkowa wydaje mi sie absurdalne. Milosc jest albo
                                        jej nie ma. To tyle.
                                        Mile Pozdrowionka
                                        Magg
    • Gość: Magg Do Buddy IP: 62.21.18.210, 62.21.99.* 07.04.01, 16:25
      Hello Buddo, bywasz jeszcze na forum?.
      Pozdrawiam
      MAgg

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka