Dodaj do ulubionych

hipersomnia...

15.05.05, 16:42
czyli nieustanna senność - dosłownie nieustanna :|
i dobijająca
ma ktoś pomysł jak sobie z tym radzić?

kawa - odpada, po tym zawsze spałam od razu
zimny prysznic - tylko na chwilę i nie zawsze się da
guarana - kiedyś działała, teraz już chyba w żadnych ilościach
szlugi - też na chwilę, ale łatwiej z nimi niż z prysznicem
zielona herbata - bez różnicy

nie wiem co jeszcze..
brakuje mi koncepcji - a rzecz dość pilna - sesja idzie :|

dzięki za wszelkie pomysły
[nevada]
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: hipersomnia... 15.05.05, 17:25
      Cwiczenia fizyczne, nie duze ale takie aby wzmocnily krazenie. Nawet nie musisz
      wstawac z krzesla, zawsze znajdziesz takie cwiczenia. Pomoga na pare mimut ale
      znow pojawi sie sennosc. Wtedy zrob znow cwiczenia i ucz sie dalej. Po pewnym
      czasie te sennosc i zmeczenie beda ustepowaly. Mialem tego pelno Nevado.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • lucyna_n Re: hipersomnia... 15.05.05, 17:30
        Jezeli mozesz prosze napisz mi na priv ile miales lat kiedy zachorowales i po jakim czasie uporales sie
        z depresja?
      • nevada_blue Re: hipersomnia... 15.05.05, 18:05
        wiedziałam, że napiszesz mi o ćwiczeniach i masz rację, że pomagają, ale na
        krótko, na chwilę
        a nie mogę poświęcić większości dnia na ćwiczenia, po to, by jakąś jego drobną
        część tylko móc przeznaczyć na pracę
        a niestety nie sprawdza się Twoja obietnica, że to po pewnym czasie ustępuje...

        też pozdrawiam
        • sopelku_dokad_idziesz Re: hipersomnia... 15.05.05, 19:24
          Ja coprawda nie cierpie na ta przypadlosc, ale uwielbiam dlugo spac. Ostatnio
          zdarzylo mi sie pare razy biegac. Po dosyc sporym wysilku fizycznym bylam
          jeszcze nabuzowana i nie moglam zdecydowanie zasnac.
          • nevada_blue Re: hipersomnia... 15.05.05, 19:33
            a ja niemal zasypiam w biegu :(
            ćwiczenia pomagają na chwilę i w ograniczonych ilościach, bo po jakimś czasie
            jestem tylko dodatkowo zmęczona fizycznie - a senność jak była, tak jest :|
    • fermina84 Re: hipersomnia... 15.05.05, 22:12
      Nevadko,

      próbowałam już chyba wszystkiego.
      Kawę piłam zmieszaną z coca-colą (bez coli mnie usypia). Ale po trzecim kubku
      tak mną trzęsło, że nie mogłam nic zrobić.

      Dobrze działa magnez z witaminą B6 (w aptece bez recepty, coś około 11 zł za
      opakowanie). To naprawdę polecam. Oprócz tego dobrze przy sesji jest jeść
      orzechy i czekoladę.

      Próbowałaś pić czerwoną herbatę (pu-erh na przykład)? Albo baaaardzo mocną
      herbatę, taką zwykłą z torebki?

      Ja jak czuję, że zaraz usnę idę prasować, dzwonię do kogoś, albo piszę maila. I
      senność ucieka. Ostatnio zaczęłam robić brzuszki :D, pozniej wskakuję pod
      chłodny prysznic i jest lepiej.

      Trzymaj się dzielnie,
      buziaki :)
      A.
      • lucyna_n Re: hipersomnia... 15.05.05, 23:11
        szkoda ze tak daleko mieszkasz, ja mam tyle ciuchow do prasowania:)

        a macie tak ze w dzien ledwo nogami powloczycie tak sie chce spac, a w nocy nagle czlowiek trzezwieje
        tak kolo 22-ej i nijak nie idzie zasnać, a na robienie czegos konstruktywnego nie ma juz sily?
        Ja w ten sposob zmarnowalam juz nie wiem ile tygodni, nic na to nie pomaga, w zaden sposob moj
        zegar biologiczny nie chce sie przestawic na wlasciwe godziny. Wszystko jest przez to jeszcze bardziej
        rozmamlane i wymyka sie spod kontroli.
        • marenta Re: hipersomnia... 16.05.05, 01:03
          ja też to mam
          a masz jakieś rytuały przygotowujące Cię do spania?
          np. kolejno spacer, prysznic, net, książka + relaksująca maseczka na twarz i
          takie tam, wszystko o ściśle określonej porze, taka "autohipnoza"
          • lucyna_n Re: hipersomnia... 16.05.05, 01:38
            nie mam rytua?ow, bo wszystko co sprowadza moje mysli na moment polozenia sie do lozka powoduje
            strach i bezsennosc. Przed za?nieciem gonitwa mysli jest nie do zatrzymania kiedy nie ma sie do roboty
            nic innego jak gapic sie w sufit. Tak wiec probuje "zwiesc przeciwnika" kladac sie spac znienacka kiedy
            juz padam na twarz, przewaznie zasypiam wtedy byle gdzie, czesto na podlodze w ciuchach,
            przykryta tym co sie znajdzie w promieniu metra ode mnie , ot tak jak stalam.

            Wieczorem niestety takie rzeczy jak spacer wprawiaja mnie w drgawki, siedzenie w bezruchu z
            maseczka tez raczej nie relaksuje, prysznic albo jeszcze lepiej ciepla k?piel i ksiazka- tak, pod
            warunkiem ze jestem w stanie przemieszczac sie swobodnie po mieszkaniu, a wieczorem bywa ze nie
            jestem.
            Zreszta dosc trudno sie czyta w napadach paniki, cos jakby czytac w czasie porodu.
            Moim jedynym skutecznym rytualem jest zazycie doxepiny i clono po ktorych przewaznie udaje mi sie
            szybko i bezbolesnie zasnac.

            Rytualy podobno powinno sie miec, zwlaszcza te przed zasnieciem, ale ja jeszcze pamietam czasy
            kiedy po prostu czlowiek wslakiwal pod prysznic, potem siup pod kolderke , gasil swiatlo i zanim
            przylozyl glowe do poduszki juz spal. Teraz nie ma mowy o zgaszeniu swiatla, nigdy bym chyba nie
            zasnela w ciemnosci, musi tez cos gadac, jakis film albo muzyczka, cichutko, tak ledwo doslyszalnie ale
            jednak, zupelnie nie toleruje ciszy.
            • marenta Re: hipersomnia... 17.05.05, 00:52
              wiesz, u mnie jest tak, że nie mogę spać, jeśli nie czuję, że miniony dzień
              został _zamknięty_, że jakoś tam się zrealizowałam; muszę być choć trochę
              zmęczona fizycznie (w górach po całodniowych b.ciężkich marszach problemy ze
              snem nie istnieją, co ciekawsze po powrocie do domu przez dłuższy czas też
              dobrze mi sie śpi), muszę się trochę komuś wygadać, albo jakoś tam wyrazić
              itp. i nie zasnę jak mi za zimno. Szalony pomysł, ale jak będziesz miała
              urlop, to może z ciekawości pomyśl o jakichś odludnych górach, beskid żywiecki
              jest zawalisty. A nie ciągnie cię do jakiegoś malowania? albo tanców flamenco?
              itp. coś co by przed nocą pozwoliło ci uchwycić na spokojnie swoje emocje?
              pozdrawiam
              • lucyna_n Re: hipersomnia... 17.05.05, 11:19
                rozbroiąś mnie tymi tańcami flamenco:D :D

                a moj Stary na to "te flamenco łap sie za mopa, bo obiadu nie dostaniesz" ;)

                takie pomysly to nie dla mnie,ledwo wystarcza mi energii na obowiazkowe czynnosci.
                • marenta Re: hipersomnia... 17.05.05, 12:07
                  jeszcze mam jednego sposoba, na siłę myślę o jakichś strasznie "ekscytujących"
                  mnie rzeczach, typu miniony dzien w komisji śledczej, im więcej szczegółów tym
                  lepiej, albo inne rownie ciekawe spotkania i rozmowy, albo co mam jutro do
                  posprzątania w domu w szczegółach, itp.
                  • lucyna_n Re: hipersomnia... 17.05.05, 12:24
                    kazdy ma jakis tam własny sposob, ale co jednemu miód drugiemu trucizna.
                    • marenta Re: hipersomnia... 18.05.05, 12:28
                      co trucizna? ruch na świeżym powietrzu? Z mojej strony był sam mniut, mniut z
                      mlekiem, dobry na sen, dobranoc
                      • lucyna_n Re: hipersomnia... 18.05.05, 13:00
                        nie rozumiemy sie ..
                        • marenta Re: hipersomnia... 18.05.05, 13:09
                          nie rozumiemy się, bo bierzesz moje flamenco zbyt dosłownie
                          a ja chciałam tylko napisać - jaki dzień - taki sen
                          wiem, że te nieudane dni narastają w człowieku jak nowotwór, ale jakoś trzeba
                          ruszyc z miejsca
                          pozdrawiam
                          • lucyna_n Re: hipersomnia... 18.05.05, 13:33
                            nadal sie nie rozumiemy.
                            • marenta Re: hipersomnia... 18.05.05, 13:52
                              ale o co ci chodzi?:)
                            • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 14:33
                              to milczenie jest wymowne
                              jasna sprawa, znaczy się w wyższym kręgu wtajemniczenia dążenie do normalności
                              jest niezdrowe
                              pozdrawiam
                              • lucyna_n Re: hipersomnia... 19.05.05, 15:06
                                coś sobie projektujesz.
                                • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 15:17
                                  nie mówi mi o mnie tylko o sobie
                                  • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 15:17
                                    *mów
                                    • lucyna_n Re: hipersomnia... 19.05.05, 15:19
                                      dlaczego mam Ci mówić o sobie?
                                      • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 15:21
                                        bo chciałabym zrozumieć
                                        • lucyna_n Re: hipersomnia... 19.05.05, 15:26
                                          to ja może odpowiem śpiewająco.

                                          "You can't always get what you want
                                          but if you try sometimes
                                          you'll get what you need"

                                          Chcesz mnie zrozumiec no to czytaj, dosyc duzo o sobie napisalam na tym forumie, dosyc już mam
                                          podtykania gotowych opisow i recept pod nos i wywalania bebechow na forum.
                                          • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 15:37
                                            spodziewałam się podobnej odpowiedzi, dzięki, Lucynko, za poświęcony mi czas

                                            ---
                                            >marenta napisała: > te, ludożerca, co byś wolał: anoreksię czy fobie społeczną?
                                            rzeźnia_nr_5: Ja bym wolał żeby mnie brzuch bolał Baby by mnie smarowały a ja
                                            bym się rozwolał. Znalazłem w Księdze Przysłów Polskich.
                                            • lucyna_n Re: hipersomnia... 19.05.05, 15:56
                                              że też chce Ci sie wymuszac dialogi kiedy interlokutor wyraznie nie ma nic do dodania.
                                              uwżaj bo za nadmiar energii przekopią Cie na forum Chad.
                                              • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 15:58
                                                ciekawość ludzi to coś złego?
                                              • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 16:23
                                                a choroby to se sama wkręcaj
                                                już nie ciekawam ciebie
                            • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 15:14
                              jest w nas tyle samo zwierzęcia co człowieka, z natury co i z kultury
                              mamy w sobie coś z psa, który musi się wylatać na dworze, obsiusiać wszystkie
                              drzewa w okolicy
                              mamy w sobie coś z kota, który musi się wylizać po jedzeniu
                              coś z lwa, który WIE, że może uderzyć łapą natrętne hieny, które go podgryzają,
                              ale tego nie robi, bo POZNAŁ moc swojej łapy

                              niezależnie od tego jak bardzo czujesz się ponad naturę to nie zabijesz w sobie
                              tego zwierzaka, co więcej to ten zwierzak w Tobie daje Ci siłę i chęć życia

                              ---
                              K.Janda, Dziennik
                              17 maja 2005, wtorek, 07:15
                              Weroniki, Brunona, Sławomira - wszystkiego dobrego


                              NAUCZ SIĘ ŚMIAĆ Z SIEBIE, ABYŚ SIĘ UŚMIECHNĄŁ DO INNYCH. Pitagoras z Abdery



                              Spędziłam z konieczności także, na skutek różnych rodzinnych obowiązków, dwa
                              dni w ogrodzie. Co to były za dwa dni! Jaka rozkosz! Co tam się dzieje!!!Ptaki
                              uczą się fruwać, wszystko rośnie tak, że aż szeleści, z hukiem rozwijają się
                              liście i pąki, z szumem rosną drzewa, koty i psy mają tak dużo roboty z
                              obserwowaniem tego zgiełku i pilnowaniem porządku, że padają ze zmęczenia. Cały
                              dzień pracuja , w nocy nie dośpią, a tu od światu znów ptaki się drą,
                              awanturują i trzeba znów wstawać do roboty.... Ptaki zresztą drażnią się z
                              psami, bo szczególnie Jagoda dostała obsesji i nie pozwala żademu z nich siąść
                              nawet na chwilę na ziemi w ogrodzie, gania za nimi od świtu do nocy a te
                              starsze ewidentnie się z nią bawią, siedzą do ostatniej chwili i tuż przed jej
                              pyskiem z wrzaskiem podrywają się i odfruwają na najbliższe gałęzie, skąd
                              wyśmiewają się z niej na cały głos. Wczoraj niestety zagapiły się dwa małe
                              wróble i poniosły śmierć, pogrzeb wróbli odbył się w asyście dwóch milczacych
                              psów, dwóch kotów i gromady lamentujących ptaków na gałęziach dookoła, potem na
                              jakiś czas zapanowała cisza. Ptaki i wiewiórki mają chwile wytchnienia od
                              pogromców z ziemi, kiedy trwają posiłki, bo zaczęliśmy już jadać w ogrodzie.
                              Podczas obiadu, zwierzęta asystują nam przy stole, nie spuszczaja zokan naszych
                              sztućców i ust, a wtedy reszta ogrodowego towarzystwa baluje. Gołębie ośmielają
                              się wtedy do tego stopnia, że spadają prawie na głowy psów z powietrza, albo
                              przechadzają się prowokacyjnie tuż koło nich, czesto jej wyzywając. W
                              warzywniku trwa walka mojej mamy z ptakami o wydziobywanie z ziemi sadzonek,
                              szczególnie zielonego groszku, i z kotami o rozdrapywanie ziemi na grządkach.
                              Kiedy mama wchodzi do warzywnika psy siedzą pod furtką , bo nie mają tam wstępu
                              i obserwują stamtąd poczynania mamy, z taką uwagą jakby śledziły podział
                              diamentu u jubilera, a mama opryskuje drzewka, podlewa, okopuje szczęśliwa,
                              wciąż przeganiając koty, które umieją przecisnąć się przez szczeble ogrodzenia.
                              W niedzielę mama dostała do nas na Dzień Matki dziesięć dorodnych krzaków jej
                              ulubionych hortensji, do posadzenia pod oknami jej pokoju, i te nowo przybyłe
                              hortensje zajęły wszystkich mieszkańców ogrodu tak że było trochę spokoju.
                              Wczoraj obyło się wielkie sadzenie, podlewanie, podsypywanie korą, umęczyli się
                              wszyscy tak że kiedy wróciłam wieczorem z Warszawy mama, psy i koty, wszyscy
                              spali jak zabici, chrapiąc głośno. Po raz pierwszy swoją drogą widziałam
                              chrapiącego kota.

                              Uwielbiam wiosnę i to wiosenne ogrodowe uwijanie się co roku. Patrzę na to z
                              wielką przyjemnością a "świat w garniturach" wydaje mi się tak odległy i mało
                              ważny….to przynosi prawdziwą ulgę.

                              Dobrego dnia.

                              • mskaiq Re: hipersomnia... 19.05.05, 16:53
                                Pieknie napisane Marento, tak pieknie pisze tylko milosc. Ja tez znam ogrod,
                                byl taki czas ze spedzalem w nim kazdy dzien. W moim ogrodzie nie bylo tylko
                                ptakow. Myslalem nawet ze tak jest lepiej bo nie niszcza tego ogrodu, byl
                                bardzo piekny.
                                Pozniej kiedy zrozumialem dlaczego nie ma ptakow, postanowilem to zmienic.
                                Wybudowalem karmik, sypalem ziarno i nic. Nie chcialy przylatywac. W koncu
                                pojawily sie papugi, sa najodwazniejsze. Za nimi przyszly inne, bylo ich pelno.
                                Nigdy nie niszczyly ogrodu.
                                Mysle ze tam Marento powinnas uzywac Swojej lopaty, nie myslisz ze to wlasciwe
                                miejsce?
                                Kocham rowniez gory, zrobilem wiele wspanialych wycieczek i tutaj w Australi i
                                tam w Polsce.
                                Tutaj wychodzilem w Niebiesjkie Gory moglem wedrowac dwa dni i poza cisza nie
                                napotkam nikogo. Ta cisze zawsze przynosilem do domu.
                                Teraz kiedy nie mam czasu aby wyjechac w gory ide pobiegac na plazy. Zabieram
                                ze Soba starsza Pania, ma 80 lat. Ona biega rowniez i karmi mewy. Kiedy
                                przychodzimy na plaze mewy zbiegaja sie ze wszystkich stron aby przywitac sie z
                                Trudi. Ona biegnie i rozrzuca chleb a nad Nia unosi sie chmura ptakow, chwytaja
                                chleb zanim opadnie na piasek.
                                Kiedy weracamy widze milosc w oczach Trudi, Ona kocha Swoje ptaki. Kiedy jest
                                na plazy cieszy sie jak dziecko, razem z Nia ciesza sie mewy.
                                Serdeczne pozdrowienia.

                                • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 17:11
                                  dzięki:) wreszcie ktoś napisał mi coś miłego
                                  może z Tobą uda mi się porozmawiać
                                  Widzisz Maskaiq, w pewnych punktach się zgadzamy, w pewnych nie
                                  kontemplacja przyrody, dbanie o formę to jest potrzebne, trzeba akceptować
                                  zwierzaka w siebie, ustalić sobie zdrowe granice między naturą a kulturą
                                  ale widzisz z mojej strony to jakoś tak wygląda, że gdy ktoś zaczyna stawać
                                  twarzą w twarz ze swoim problemem na Twoje rady (moje chyba też) reaguje
                                  zdenerwowaniem, ale może jestem uprzedzona, chcę to wiedzieć. Tak jak ja wtedy
                                  na Ciebie wyjechałam z tą łopatą -przepraszam za tamto. Dlaczego jest tak, że
                                  czasami uspokojenie i wyciszenie przynosi ulgę, a dlaczego czasem tylko krzyk i
                                  wyjście poza siebie, walenie łopatą, rozwiązują problemy. Ja rozumiem, że ja
                                  wtedy czegoś nie rozumiałam, ale już to rozumiem i jednak zostawię u siebie tę
                                  łopatę. Czy można się zmienić samą myślą? czy trzeba dokonać aktu przemocy (na
                                  sobie, ludziach), żeby zrozumieć prawdziwy sens pokoju? Czy może jest tak, że
                                  to, co dla jednego to dobro to dla drugiego zło? że dla jednych miód dla
                                  drugich trucizna? Proszę porozmawiajcie o tym ze mną
                                  ja już nic nie rozumiem
                                  • mskaiq Re: hipersomnia... 19.05.05, 18:15
                                    Mysle Marento ze lopata bierze sie ze strachu. Nam sie wydaje ze kiedy mamy ja
                                    w rekach pokonamy w taki sposob strach. Inni ludzie mysla bardzo podobnie,
                                    wtedy dochodzi do walki na lopaty.
                                    Jesli chodzi o przemoc to ona nie przyniesie Ci zrozumienia prawdziwego sensu
                                    pokoju. Ona poglebia strach, czesto oznacza to ze zaczynamy wierzyc ze przemoc
                                    uzyta przez nas byla nie wystarczajaca. To sie dzieje kiedy ktos nas pobije,
                                    wtedy myslimy o tym ze gdybym mial noz to przegralaby ta druga osoba.
                                    Prawdziwy sens pokoju mozesz zrozumiec tylko przez milosc, przez radosc. Wtedy
                                    kiedy jestes w ogrodzie czy w gorach jest w Tobie wiele milosci. Czujesz ja,
                                    jestes z nia bezpieczna, dlatego tak dobrze sie z nia czujesz. Kiedy ta milosc
                                    odchodzi, pojawia sie strach i wtedy bierzesz lopate bo bez niej ten strach
                                    jest zbyt silny.
                                    Ja sie przestalem bac, nie pozwalam odchodzic milosci, jestem z nia bezpieczny.
                                    Ja bywam bardzo czesto w trudnych miejscach i wiem ze gdybym pozwolil odejsc
                                    milosci, gdybym zaakceptowal strach to doszloby do konfrontacji.
                                    To jest ludzki dylemat, milosc ma tyle piekna i tak mocno przyciaga ale
                                    akceptujemy strach i jego lopate bo zdaje sie nam ze w ten sposob bedziemy
                                    bezpieczni. To bardzo pozorne uczucuie bezpieczenstwa, bezpieczna jestes tylko
                                    wtedy kiedy jest z Toba milosc.
                                    Serdeczne pozdrowienia.
                                    • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 18:36
                                      > Prawdziwy sens pokoju mozesz zrozumiec tylko przez milosc, przez radosc.
                                      ale żeby utrzymać pokój potrzebne jest niestety wojsko
                                      żeby dobro było dobrem, potrzebna mu jest walka ze złem?
                                      • marenta Re: hipersomnia... 19.05.05, 18:50
                                        Zło - Dobro
                                        Miłość - Nienawiść
                                        ...
                                        ile jeszcze takich dylematów?
                                        • aneta10ta Re: hipersomnia... 19.05.05, 21:04
                                          Żeby tylko antynomie. Zawsze jest jeszcze coś pośrodku. Aliści nazywają owo
                                          uśrednienie strefą zmroku. A przecież nie ma moralności bez wyraźnego
                                          oddzielenia dobra od zła. Czym skutkuje przyznanie innym prawa do schronienia
                                          się w ciepłym mroku przy osobistym rozpięciu się pomiędzy czernią a bielą?
                                          Aneta
                                        • aneta10ta Re: hipersomnia... 19.05.05, 21:06
                                          marenta napisała:

                                          > ile jeszcze takich dylematów?
                                          Tyle, że łeb spuchnie i zdrowia nie starczy.
                                          Aneta
                                    • mskaiq Re: hipersomnia... 20.05.05, 08:44
                                      Wojsko, wojna to argumenty strachu. Bardzo czesto po nie siegamy, probujemy w
                                      taki sposob dodac sobie odwagi. Boimy sie innych ludzi i innych panstw.
                                      Popatrz, Gandhiemu sie udalo przeprowadzil rewolucje bez jednego strzalu. Sila
                                      dobra okazala sie wieksza niz sila strachu.
                                      My zazwyczaj nie wierzymy ze mozna osiagnac cos pokojowo, probujemy wymusic cos
                                      na innych strachem czy sila. Mozemy wygrac w ten sposob ale ta wygrana nigdy
                                      nie jest trwala. Podbite kraje odzyskuja wolniosc, kwitnie terroryzm ktory jest
                                      odpowiedzia na sile, ludzie nienawidza swoich gwalcicieli.
                                      Za to moge Ci zapewnic ze kazda dobra rzecz ktora ktos zrobi nam pamietamy
                                      rowniez. To piekna pamiec, przynosi radosc.
                                      Serdeczne pozdrowienia.
                                      • marenta Re: hipersomnia... 20.05.05, 15:42
                                        Mskaiq, ja rozumiem "dobrą stronę mocy", chyba tak...
                                        ale człowiek to tylko człowiek, żeby żyć i przetrwać potrzebna mu i ta ciemna
                                        strona mocy, potrzebne jest mu wyskalowanie w sobie dobra i zła, ustalenie
                                        jakiejś równowagi z otoczeniem,
                                        Jeżeli zlikwidowałbyś w tej chwili całe wojsko w kraju (Polsce), to by tu do
                                        nas wleźli (jeśli uważasz, że nie, to pomyśl o czasach stanu wojennego), to
                                        oczywiste. I nie przekonasz mnie W ŻYCIU, że nic by się wtedy nie zmieniło.
                                        Równowaga ja-świat jest chwiejna. Cokolwiek w sobie niesiemy, świat się do nas
                                        natychmiast dostosuje, to jest tak pewne jak prawa fizyki, i to dostosowanie
                                        będzie w jakiś tam sposób sprawiedliwe, zasłużone, zapracowane, to może lepsze
                                        słowo. Mogę być dobra posiadając na zapleczu wojsko, ale dobry człowiek bez
                                        zaplecza to tratwa na oceanie
                                        • mskaiq Re: hipersomnia... 21.05.05, 01:06
                                          To wojsko na zapleczu to strach. Musisz miec cos co trzyma ten strach w szachu.
                                          Czasem jest potrzebny kij, czasem noz, czasem pistolet. Kiedy bylem w
                                          Poludniowej Afryce namawiano mnie abym kupil pistolet, nie kupilem chociaz
                                          wtedy strach byl ze mna na kazdym kroku. Nie kupilem bo koncept strzelania do
                                          innej osoby byl dla mnie trudny do akceptacji.
                                          Ten strach Marento przesladowal mnie przez cale zycie. Balem sie innych ludzi,
                                          bylem zamkniety bo strach zamyka nas bo buduje nieufnosc. Z powodu strachu
                                          jestesmy podejrzliwi, probujemy klamac, dzialamy przeciwko innym, walczymy z
                                          innymi itp.
                                          Bardzo wiele osob to robi, w taki sposob budujemy swiat ktorego sie boimy,
                                          ktorego nie chcemy i ktory przynosi depresje.
                                          Jednego dnia postanowilem sie nie bac wiecej. Pracuje nad tym juz 5 lat i w
                                          koncu udalo sie. To nie bylo latwe, pare razy umieralem ze strachu ale go
                                          przetrzymalem. Zaczal sie zmiejszac, stawal sie coraz slabszy az odszedl.
                                          Czasem jeszcze potrafi przyjsc ale natychmist go odrzucam.
                                          Dzieki temu wiem ze jestem wolny, nie ma wiekszego opresora niz strach. Dzisiaj
                                          wiem ze juz jest poza mna.
                                          Serdeczne pozdrowienia.
                                          • marenta Re: hipersomnia... 29.05.05, 21:58
                                            Dom mój nie tam gdzie kładę swój kapelusz
                                            Korzenie zapuszczone mam głęboko
                                            Dobrze mi tam gdzie rozumiem co do mnie mówią
                                            Nie wąsko rozumiane, ale szeroko
                                            W tym jednym miejscu całe życle moje mija
                                            A takich drzew się, nie przesadza
                                            Nie chciej odebrać mi tej całej duszy mojej
                                            Nie sięga tam już twoja władza
                                            To właśnie czuję wyraźnie
                                            To właśnie czuję tak
                                            Co rano widzę to jaśniej
                                            To miejsce to mój znak
                                            Mój dom to moja twierdza
                                            Chleb mój jest z pieca mojego własnego
                                            A moja woda ze stawu mojego
                                            Najlepiej jest mi tam gdzie zadaje swojsko
                                            Inaczej latem, a inaczej wiosną
                                            Im jestem dalej tym się, czuję bardziej obco
                                            Jestem zwierzęciem arcyarcydomowym
                                            Boję się, tylko świata, który coraz bardziej grozi
                                            Ale moje fobie nie są niczym nowym
                                            To właśnie czuję wyraźnie
                                            To właśnie czuję tak
                                            Co rano widzę to jaśniej
                                            To miejsce to mój znak
                                            Mój dom to moja twierdza
                                            W twierdzy tej jem i pierdzę
                                            Moje obawy nie sa niczym nowym
                                            To moja część, której nie lubię lubić
                                            Nie wiedzie mnie na pokuszenie błysk z oddali
                                            Ja już się chyba nie potrafię zmienić
                                            Dom mój nie tam gdzie kładę swój kapelusz
                                            Korzenie zapuszczone mam głęboko
                                            Za każdym razem coraz mocniej to potwierdzam
                                            Mój dom to moja twierdza
                                            Kazik/Mój dom to moja Twierdza
    • mskaiq Re: hipersomnia... 16.05.05, 08:44
      Cwiczenia fizyczne podczas uczenia sie czy czytania bylo jedynym sposobem abym
      mogl cokolwiek przeczytac. Kiedy bralem ksiazke to w ciagu minuty spalem.
      Zaczalem wiec robic cwiczenia fizyczne, pomagalo, moglem czytac. Nie jest to
      wygodne bo robisz dwie czynnosci. Po pewnym czasie przywkniesz i bedzie Ci to
      szlo coraz lepiej.
      Jesli chodzi o zmeczenie cwiczeniami to po pewnym czasie przywykniesz do nich,
      wzmocnisz Swoje cialo i nie bedziesz odczuwala zmeczenia. Poza tym te cwiczenia
      sa lekkie, to nie 100 pompek, mozesz robic rowerki nogami, Sama zreszta
      znajdziesz dla Siebie to co Ci bedzie odpowiadalo.

      Napisalas ze mowie ze wszystkie problemy odejda z czasem. Jest to prawda.
      Zwykle gubi nas niecierpliwosc, zaczynamy cos co moze nam pomoc ale mija
      tydzien, dwa i nie widac zmian. Wtedy przestajemy, po prostu przyjmujemy ze to
      nie pracuje.
      Nerwica to wie, wie ze wystarczy poczekac i sami zrezygnujemy z tego co moze
      nam pomoc. Mialem to samo, powiedziano mi jednak ze nie moge stawiac sobie
      limitow. Nie mozesz odbierac telefonu przez tydzien a jesli lek przed
      telefonowaniem ciagle bedzie to przestaniesz. Te zmiany musza byc na stale,
      odbieram telefon i ignoruje strach. On w koncu odejdzie bo nauczysz sie go
      ignorowac. W pewnymm momecie zlapiesz sie na tym ze telefonujesz i zapomialas
      sie bac.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • ssskkkuuurrrwwwiiiieeelll Re: hipersomnia... 17.05.05, 21:06
        mskaiq napisał:

        > Cwiczenia fizyczne podczas uczenia sie czy czytania bylo jedynym sposobem abym
        > mogl cokolwiek przeczytac. Kiedy bralem ksiazke to w ciagu minuty spalem.
        > Zaczalem wiec robic cwiczenia fizyczne, pomagalo, moglem czytac. Nie jest to
        > wygodne bo robisz dwie czynnosci. Po pewnym czasie przywkniesz i bedzie Ci to
        > szlo coraz lepiej.

        z czasem dodasz do tego kręcenie piłki na nosie i możesz już wystepowac w cyrku
        • aneta10ta Re: hipersomnia... 17.05.05, 21:31
          A jakby doszyć płetwę, to foka jak znalazł.
          Aneta
          • euforyk Re: hipersomnia... 17.05.05, 21:59
            widziałas kiedyś czytającą foke? na to sie nikt nie nabierze.
        • 10ii Re: hipersomnia... 18.05.05, 01:20
          Jeeest Ok ,na potworną alerrrgię dodac jeszczs basenik w razie duszności
          • 10ii Re: hipersomnia... 18.05.05, 01:22
            potupie w dywan to kkurzzzsi.sie bedzie unosił
    • twoinone Re: hipersomnia... 17.05.05, 21:02
      Ha, to wiecej nas niz myslalam.

      Chwilowo mam "wolne" i w miare wyregulowalam swoj rytm dobowy. Nie zasypiam juz w dzien,
      nie katuje sie napadami aktywnosci po 22.00. Nie wiem na jak dlugo, ale wyglada ze sie utrwala.
      Jesli to komus pomoze spisuje to, co uwazam, ze ma wplyw na to dziejowe osiagniecie.

      - Na poczatku (jeszcze byla zima) zmuszalam sie do bardzo wczesnego wstawania. O 2-3
      godziny wczesniej niz musialam - dawalo bezpieczny bufor przed wejsciem w dzien, i
      zapobiegalo oddalaniu sie pory wieczornej sennosci

      - teraz jesli zarwe noc - tez sie zmuszam do takiego duzego porannego zapasu (niby paradoks,
      ale jakos dziala), a na co dizen wstaje troche wczesniej niz musze.

      - tak sie zlozylo ze rzucilam palenie

      - zamienilam kawe na bezkofeinowa, niby nonsens ale chyba pozyteczny

      - pije mniej herbaty, trzymam w kuchni rozne ziolka ekspresowe i jak mam ochote to je parze.

      - nadal unikam wieczornej kapieli, za to rano wrocilam do bardzo zimnych prysznicow, ale nawet
      bez nich nie musze sie tak gwaltem dobudzac

      - udalo mi sie tak zorganizowac dom, ze moge polozyc sie nawet o 21.00 i od razu usnac, bo
      jesli przetrwam do nocy to jak dawniej nieomal boje sie isc do lozka, ale tu tez jest teraz mimo
      wszystko lepiej - skonana jestem teraz o 0.30 a nie o 3.30

      - staram sie o jaka taka aktywnosc fizyczna (to najtrudniej z powodow czasowych)

      I staram sie myslec co bedzie jak znowu ze strachu przed dniem nie wstane rano.



      • fermina84 Re: hipersomnia... 17.05.05, 21:35
        > - Na poczatku (jeszcze byla zima) zmuszalam sie do bardzo wczesnego
        > wstawania. O 2-3 godziny wczesniej niz musialam - dawalo bezpieczny bufor
        > przed wejsciem w dzien, i zapobiegalo oddalaniu sie pory wieczornej sennosci


        brrr, nie wyobrażam sobie, żeby wstać o 5tej rano!

        ja mam jeszcze takie coś dziwnego, że im krócej śpię tym bardziej jestem
        wyspana, mam więcej energii i humoru też! dziwna jakas jestem :)
        ale... spróbuję z tym wstaniem rano, a co! :D

        - kawę piję tylko jedna dziennie, ale za to w 0,5 litrowym kubku :D
        - papierosów nie palę (jeśli już to średnio jednego na miesiąc)
        - piję zieloną herbatę, bo lubię :)
        - gorący prysznic wieczorem i rano... muszę, bo mi ciągle zimno // zimny
        prysznic tylko po ćwiczeniach - 3 x tydzień

        Twoinone, a o której kładziesz się spać?

        Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka