Dodaj do ulubionych

Czekając na nicość.....

18.07.05, 09:27
Jak wyglądają wasze poranki? Bo u mnie występują dwa rodzaje, oba
dramatyczne... a pragnienie ROZPŁYNIĘCIA SIĘ W PORANNEJ MGLE , to już moje
jedyne marzenie....
Obserwuj wątek
    • laura38 Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 09:43
      kiedy budze sie rano czuje skurcz w zoladku z nerwow i ogolny niepokoj. zalezy
      tez co mnie czeka danego dnia. ale na ogol jest to wlasnie strach i uczucie
      wielkiego ciezaru.dopiero wieczorem zaczynam czuc sie lepiej
      • shangri-la Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 09:58
        Ja już po południu zaczynam myśleć inaczej, czytaj normalnie.....bardzo boję
        się powrotu do pracy, poniewaz właśnie rano powinnam wykazać się maksymalną
        uwagą....koszmar nie ma końca:(
    • laura38 Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 10:07
      mi z rana najbardziej pomaga muzyka. psycholog polecil cwiczenia oddechowe,
      ale one nic mi nie daja. moze ktos zna sposoby na zlagodzenie porannego gniota?
      a moze twoj dol jest zwiazany z praca, ktora ci nie odpowiada?
      • shangri-la Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 10:22
        W tej chwili nie pracuję, ale będę musiła wrócić od września....dół jest
        zwiazany z facetem, który mnie wykopał ze swojego życia w bardzo perfidny
        sposób....to spowodowało drugi już w życiu atak depresji z którego od czterech
        miesięcy wygrzebać się nie mogę pomimo famakoterpii i psychoterapii.
        • drugi_biegun Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 18:14
          shangri-la napisała:

          > W tej chwili nie pracuję, ale będę musiła wrócić od września....dół jest
          > zwiazany z facetem, który mnie wykopał ze swojego życia w bardzo perfidny
          > sposób....to spowodowało drugi już w życiu atak depresji z którego od
          czterech
          > miesięcy wygrzebać się nie mogę pomimo famakoterpii i psychoterapii.

          Sangri-la
          to ciągle ja, ta sama subtelna i te same danuski i ta sama Aspolecznie i
          niegdysiejsze 100krotki
          czemu tych nicków tyle aż przybrałam?
          to taka moja autorska terapia.
          zamiast ćwiczenia oddechów przebierałam się w nickowe sukieneczki
          pomagało
          w czym?
          ze zrzuceniem kazdej z sukieneczek tak jak u węża wchodziłam jakby w nową
          skórę, a starą....precz za siebie
          może tej metody popróbujesz?
          to taakie małe kroczki podobne do zapisywania na karteczce tego co boli, a
          potem...podrzeć i spalić i...ocalić co w tobie dobre było przez te wszystkie
          lata
          takie...zrzucanie złych łusek, które jak...w łuszczycy usadawiają się na naszym
          mózgu i robią z nim to czego nie chcemy i co nam SZKODZI-zwłaszcza nocą w
          czasie snu.
          spróbuj Sangri

          pozdrawiam Cię serdecznie i uwierz mi
          nawet przy zachmurzonym niebie świeci słońce
          i w ciemną noc też....na drugim biegunie
          • shangri-la Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 18:25
            ...tak, i dla kogoś innego...
            Pozdrawiam:)
            • drugi_biegun Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 18:32
              shangri-la napisała:

              > ...tak, i dla kogoś innego...
              > Pozdrawiam:)

              ...dziś dla kogoś innego...aby jutro zaświecić TYLKO dla Ciebie
              tak to już jest na tym świecie
              a pogoda bywa nie tylko dla bogaczy i...normalnych z normalnymi problemami
              może nasze problemy są....mniej normalne dla naszej wrazliwości?.
        • drugi_biegun Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 18:28
          Sangri-la
          czy bierzesz jakieś leki?
          mi ostaatnio pomogło zarzywanie dodatkowo ampułek kwasy tłuszczowego omega3.
          nie pamiętam jużz kto polecał tu taką kurację, aale u mnie efekty są
          zaskakująco pozytywne. jeszcze nie skończyłam pierwszej buteleczki ze 100
          ampułkami a już po tygodniu łykania czułam subtelną (to też mój nick) poprawęe.
          poza tymi ampułkami z omega3 łykam na noc zerpexe5mg po której lepiej spię i
          mam mniej koszmaarne sny.
          poranki zaczęły sprawiać mi znowu radość.
          to miłe uczucie dawno już zapomniane przeze mnie.
          • shangri-la Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 20:59
            Po kompozycji seroxatu z lerivonem dostałam zapaści....ciśnienie spadło do
            niezbędnego minimum i kładałam sie spać z nadzieją , że się nie
            obudzę.....poszły w kosz wszelkie medykamenty przepisane przez pana doktora od
            psyche.....Skąd wzięłaś ten cudowny omega? czy można takie coś kupić bez
            recepty? Skusiłabym się na NOEWIEMCO , aby tylko mieć inne poranki:(
            • danuski Re: Czekając na nicość..... 19.07.05, 05:58
              shangri-la napisała:

              > Po kompozycji seroxatu z lerivonem dostałam zapaści....ciśnienie spadło do
              > niezbędnego minimum i kładałam sie spać z nadzieją , że się nie
              > obudzę.....poszły w kosz wszelkie medykamenty przepisane przez pana doktora
              od
              > psyche.....

              paarę lat temu,może z pięć,mialam podobnie po lerivonie i coś tam jeszcze-nie
              pamiętam już.tydzień w szpitaaalu i...wtedy właśnie postanowiłam...leczyć się
              sama tz mieć baardzo ograniczone zaufanie do tego co mi przepisują psychiatrzy.
              zaczęłam słuchać "mowy mojego ciała" i brać leki podług tej "mowy". od tamtej
              pory tylko dwa razy miałam poważniejszy problem wymagający niedługiej przerwy w
              pracy. sporadycznie, kiedy wyczułam w sobie zbyt duży niepokój postresowy
              aplikowałam sobie lorafen.długuuugi sen...i wychodziłam z dołka.
              kiedy z koleei sen nie chciał naadejśsć lub był przerywany wybudzaniem naagłym
              w nocy z nieokreślonum poczuciem strachu i niepokoju-zażywałam przez następne
              kilka wieczorów zolafren. i taak od około roku jak się samaa leczęe moje
              zdrowwwie ulegało stopniowej poprawie i choroba przestała nade mną panować.
              mój psychiatra wie o tym. baaardzo mu się to nie podoba, ale przecież sam
              widzi, że ...daję sobie radę i go NIE OSZUKUJĘ.
              aale naajwięcej to mi daje mojaa praca nad samą sobą tz nad tym co myślę, naad
              moim charakterem,nad moim stosunkiem do życia itd.
              przede wszystkim unikam stresu ile mogęe, bo stres jest dla mojej osłabionej
              chorobą psychiki zabójczy. unikam teżz ludzi,dawne psiaapsiółki, które lubiły
              wykorzystywać to, że....byłam jak śmietnik dla ich problemów.

              Skąd wzięłaś ten cudowny omega? czy można takie coś kupić bez
              > recepty? Skusiłabym się na NOEWIEMCO , aby tylko mieć inne poranki:(

              ten kwas tłuszczowy omega3 to po prostu tłuszcz rybi i można go kupić w każdej
              aptece. ja wybrałam tran islandzki o nazwie LYSI za cenę około 20 zł za 100
              ampułek.

              Sangri
              nie mogęe Ci polecać mojej indywidualnej metody leczenia, bo wymaga ona bardzo
              wyczulonej obserwacji "mowy swojego ciała" a przede wszystkim "wyłapania"
              samemu nawet najsubtelniejszych odchyleeńn w myśsleniu o sobie i otoczeniu. to
              subtelne wwyczucie nabywa się po wielu latach walki z chorobą, o ile oczywiście
              się tego chce. tą "pracę" można wykonać tylko samemu. tego chyba nie da się
              naauczyć na kursach. to są efekty lat mojej samotniczej medytacji i modlitwy.
              • shangri-la Re: Czekając na nicość..... 19.07.05, 08:12
                Dzięki, poszukam tego preparatu...może i z moją przypadłością da sobie
                radę...Ja też bardzo uważnie siebie obserwuję i doskonale wiem, na ile ten atak
                choroby różni się od poprzedniego, sprzed dwóch lat.
                Ludzie z najbliżeszego otoczenia albo odchodzą sami, bez ogródek mówiąc, co im
                się nie podoba, tak jak moja wieloletnia "przyjaciółka", która stwierdzila, że
                jestem DEPRESJOGENNA.....już nigdy więcej do niej nie dzwonię,albo unikam
                ich....Podobnie jak Ty unikam stresów, w tym spotkań ze swoją apodyktyczną
                matką, ale życie bez stresów jest niemożliwe, tak więc boję się....Boję się
                nieustannie, że zrobię jakiś krok ostateczny, że znajdę się w szpitalu, boję
                sie , ze ktoś zaobserwuje zmiany we mnie i zada mi niewygodne pytanie....Mój
                strach objawia się sposobem spania.....od 4 rech miesięcy nie rozkladałam
                kanapy, śpię na połówce, skurczona w pozycji płodowej....wiem, ze to śmieszne ,
                ale boję sie nawet przestrzeni w łóżku......
                Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję:)
                • danuski Re: Czekając na nicość..... 19.07.05, 11:45
                  shangri-la napisała:

                  > Dzięki, poszukam tego preparatu...może i z moją przypadłością da sobie
                  > radę...Ja też bardzo uważnie siebie obserwuję i doskonale wiem, na ile ten
                  atak
                  >
                  > choroby różni się od poprzedniego, sprzed dwóch lat.
                  > Ludzie z najbliżeszego otoczenia albo odchodzą sami, bez ogródek mówiąc, co
                  im
                  > się nie podoba, tak jak moja wieloletnia "przyjaciółka", która stwierdzila,
                  że
                  > jestem DEPRESJOGENNA.....już nigdy więcej do niej nie dzwonię,albo unikam
                  > ich....Podobnie jak Ty unikam stresów, w tym spotkań ze swoją apodyktyczną
                  > matką, ale życie bez stresów jest niemożliwe, tak więc boję się....Boję się
                  > nieustannie, że zrobię jakiś krok ostateczny, że znajdę się w szpitalu, boję
                  > sie , ze ktoś zaobserwuje zmiany we mnie i zada mi niewygodne pytanie....Mój
                  > strach objawia się sposobem spania.....od 4 rech miesięcy nie rozkladałam
                  > kanapy, śpię na połówce, skurczona w pozycji płodowej....wiem, ze to
                  śmieszne ,
                  >
                  > ale boję sie nawet przestrzeni w łóżku......
                  > Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję:)

                  to niee jest śmieszne....z tym spaniem...ja też tak miałam.
                  syn mi wtedy ścielił łóżko, ale były noce, że go przekonywałam, iż tylko tak
                  mogę jakoś spokojniej zasnąć.
                  a DEPRESJOGENNA?
                  podejdź do tego w taki sposób, że to INNI są dla Ciebie też DEPRESJOGENNI i to
                  jeszcze baardziej, bo to Ty chorujesz a nie ONI
                  ty chorujesz ZA NICH!
                  • danuski Re: Czekając na nicość..... 19.07.05, 11:50
                    danuski napisała:

                    > to nie jest śmieszne....z tym spaniem...ja też tak miałam.
                    > syn mi wtedy ścielił łóżko, ale były noce, że go przekonywałam, iż tylko tak
                    > mogę jakoś spokojniej zasnąć.
                    > a DEPRESJOGENNA?
                    > podejdź do tego w taki sposób, że to INNI są dla Ciebie też DEPRESJOGENNI i
                    to
                    > jeszcze baardziej, bo to Ty chorujesz a nie ONI
                    > ty chorujesz ZA NICH!

                    i w takim momencie...jeden kroczek do przodu i...DOŚĆ TEGO!
                    teraz Ty rozdasz karty, ale najpierw...trzeba je przetasować "pod siebie", ale
                    uczciwie...ze swoimi Asami w rękawie
                    a te Asy?
                    to Twoje priorytety i Twój upór...by żyć dla dla potrzebującego Cię dziecka

                    powodzenia
              • shangri-la Pytanie do Dan....;) 19.07.05, 11:45
                Udało mi sie to kupić....powiedz mi proszę , jak to dawkowałaś , ponieważ tam
                nie ma żadnej ulotki;)
                Dzięki:)
    • niealkoholik Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 19:03
      Mój poranek?
      Zaciśnięte gardło, jak pętla drutem kolczastym, straszny strach co zrobię, jak
      stracę pracę za 1200 słotych. Jestem sama, na nikogo nie liczę, straciłam
      wszystko.
      Okropne złorzeczenia i bluźnierstwa do tzw. siły wyższej, jakkolwiek ją
      rozumiem lub w ogóle nie rozumiem - 30 lat starań, poszukiwań, modlitwy na swój
      sposób, żebym znalazła to czego tak nie mam - szacunku od ludzi, akceptacji,
      pozwolenia na bycie z nimi, prawa do życia, żeby się tak ode mnie nie
      odwracali, żeby dali pozwolenie na odmienność, inność, niekonwencjonalność,
      superantymieszczańskość, bezkompromisowość, ziejące wyrazy bycia
      nieszczęśliwym, niedopasowanym i niepogodzonym.
      Muszę być taka jak oni - inaczej zeżrą, zagryzą, odrzucą. Jesteś biała wrona?
      Nie masz żadnych szans.
      Szukałam - Niestety nic nie znalazłam, pukałam, waliłam, łomotałam - nikt mi
      nic nie otworzył.
      Lęk i przerażenie - jestem w pułapce bez wyjścia, nie mam sposobu, jestem
      bezsilna, bezradna, moja choroba jest silniejsza ode mnie. Tyle już o niej
      wiem, a nic z tego nie wynika, nie mogę jej spacyfikować, to ona wykańcza mnie.
      Nigdy tych zdrowych basiorów nie dogonię, ileż wysiłku kosztuje udawanie, że
      nadążam, żeby przez chwilę się nie zorientowali.
      Na nic, już nigdy nie nadążę za nimi - wszystkie moje potencjały i zdolności
      zostały zniszczone i wyżarte.
      Homo efectus, nieubłagany i nastawiony na konkurencję i wyścig, nigdy mi nie
      daruje, że nic nie mam. Nie ma pojęcia, ile kosztowało mnie to, żeby jeszcze
      jeden dzień być tutaj, o nie, on mnie rozliczy z tego, że nie mam kariery,
      majątku, pozycji. Wyśmieje moje "osiągnięcia" do szpiku kości, do śmierci,
      udławi się swoją pogardą dla mnie. Jeżeli pluje nawet na Małysza za 1 metr
      mniej, to co dopiero na mnie?
      Boję się ich. Uwierzyłam w ich kryteria, że jestem nic nie warta.
      Taki jest mój poranek 366 dni w roku i niektóre noce - że jutro muszę się
      zabić, bo oni nie pozwolą mi tu przebywać. Nie dadzą mi miejsca. Wypchną,
      wygryzą, zniszczą, wykończą. Zawsze tacy będą, żadna edukacja psychologiczna od
      przedszkola nie zmieni ich ludzkiej natury w walce o byt, w eliminowaniu
      słabszych, nie nauczy ich empatii i współczucia.
      Zachowują się identycznie jak Hitler: słabych, wariatów, homoseksualistów,
      chorych, odmiennych, nie spełniających powszechnych kryteriów - do gazu.
      Dlatego każdy poranek jest tym, który sama sobie podarowałam: jeszcze dziś mnie
      nie dopadli, jeszcze chwilowo mnie nie zamęczyli. Ale nie mam żadnych szans.
      Więc wolę sama się zabić tak jak ja chcę, zanim oni mnie zajebią.
      I gorycz: jaki sqsyn tak urządził ten świat. Dlaczego? I ja mam się POGDODZIĆ z
      takim padołem? Ja mam na to przystać? Ja mam o nic nie pytać, tylko morda w
      kubeł i do garów? Dlaczego? Dlaczego?
      To jednak Darwin miał rację, że kaleki na śmietnik, bo psują światowy materiał
      genetyczny?
      • danuski Re: Czekając na nicość..... 19.07.05, 06:08

        niealkoholik napisała:"Boję się ich. Uwierzyłam w ich kryteria, że jestem nic
        nie warta."

        nie ma innej rady jak....pozbyć się tego strachu.
        znam ten strach dobrze.
        dobrze i prawdziwie opisałaś....chyba wszystko jak ten strach się w nas
        rodzi....
        ale można go pokonać
        mnie pomogło...kiedy ssobie uświadomiłam, że to ja mogę mieć rację...naprzeciw
        wszystkim i wszystkiemu co mnie otacza, bo akurat tak się stało, ze...nie
        paasuję do tych układów i MAM PRAWO nie pasować...jak "malowany ptak" do stada
        wron czy kruków. uświaadomiłam sobie, że NIE JESTEM GORSZA tylko po prostu
        inna, bardziej wrażliwa oraz...
    • laura38 Re: Czekając na nicość..... 18.07.05, 21:06
      moj dol rowniez jest spowodowany facetem. to juz trzecia z kolei moja
      nieszczesliwa milosc.do tego zawiodlam sie na najlepszej przyjaciolce.jestem
      sama a do ludzi czuje wstret. nic mi nie wychodzi, mam cholernego pecha,
      chociaz naprawde sie staram. tez nie moge pogodzic sie z tym swiatem i mam
      pretensje do tego kto go stworzyl. czemu jest on tak cholernie niesprawiedliwy?
      jest we mnie coraz mniej wiary, ze cokolwiek ma sens.czuje, ze puszczaja mi
      nerwy, jestem coraz bardziej rozgoryczona i przepelniona zloscia. ale ludzmi
      znowu tak bardzo sie nie martwie. staram sie za wszelka cene nie przejmowac
      nimi.najlepiej po prostu miec ich w dupie i im wspolczuc,ze sa tacy denni. ale
      z drugiej strony trzeba przeciez zyc wsrod nich, znosic ich. nie wiem czemu to
      zycie jest tak cholernie ciezkie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka