Dodaj do ulubionych

Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi?

08.02.06, 14:49
Czy ktos choruje na depresje, ktora rozwinela sie po wyjezdzie do innego
kraju i nie chce minac? Mieszkam za granica od paru lat, na poczatku bylo ok,
ciezka praca, studia, zamazpojscie, praca i kiedy mialo byc juz lzej i
lepiej, nagle zaczelam sie zapadac w dno, bez konca, czarna dziure. Nic nie
cieszy, rzeczy ktore do niedawna byly proste i zwyczajne, sprawiaja kosmiczna
trudnosc. Wszystko sie zapetla, codziennosc jest mroczna, nic nie ma sensu.
Czuje, ze po paru latach spedzonych w innym kraju, juz nie umiem znalezc
sobie miejsca w Polsce, a obczyzna nigdy prawdziwym domem sie nie stala.
Rodzina, drodzy ludzie, przyjaciele, wszyscy sa daleko. Maz mowi - wszystko
bedzie ok, wez sie w garsc, zrob cos - a ja nie mam sily nawet mowic ani
konstruktywnie myslec. Czy ktos ma podobny problem na emigracji?
Obserwuj wątek
    • lida82 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 08.02.06, 22:01
      mam takie chwile, ze ogarnia mnie wielka tesknota..
      staram sie robic duzo rzeczy, praca, rozrywki, zakupy
      i sporadyczne wyjazdy do Polski po ktorych wracam ze swiadomoscia jak w POlsce
      jest ciezko jak wszyscy narzekaja, denerwuja sie z byle powodu..
      i zarobki sa nieporownywalane
      glowa do gory
    • mskaiq Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 09.02.06, 08:51
      Mysle ze Twoja depresja ma bardzo wiele wspolngo ze zmiana aktywnosci. Kiedy
      jestesmy zajeci wtedy nie ma czasu na zle mysli, w Twoim przypadku byla to
      ciezka praca, studia, spotkania z Osoba ktora jest obecnie Twoim Mezem.
      Teraz masz wiele wiecej wolnego czasu, wtedy przychodza zle mysli, ulegasz im,
      czesto nie zdajesz Sobie nawet sprawy z tego.
      Te zle mysli moga wiazac sie z tesknota za Polska, z krytyka tego co jest wokol
      Ciebie. Tych zlych mysli jest coraz wiecej a tych dobrych coraz mniej, coraz
      mniej radosci za to coraz wiecej braku sensu.
      Postaraj sie wrocic do starej aktywnosci, zacznij rowniez unikac wszystkiego co
      kreuje zly mysli. Jesli Ci sie to uda Twoja depresja skonczy sie bardzo szybko.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • onion11 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 09.02.06, 14:00
        Dziekuje za pocieche i rowniez pozdrawiam. Mysle, ze jest bardzo duzo racji, w
        tym co mowicie o zmianie poziomu aktywnosci... Niby wiecej czasu wolnego - a
        tak naprawde wiecej czasu na rozmyslanie, analizowanie i tym podobne zajecia,
        ktore niczemu dobremu nie sluza. Nikt zapewne nie chce miec depresji, ale
        wlasnie to nieuleganie negatywnym watkom we wlasnej glowie jest najtrudniejsze.
        Jakis czas temu moj maz cierpial na depresje, bral leki, chodzil na terapie, ja
        bylam wsparciemitd i wyszedl z tego. Obecnie cieszy sie zyciem na maxa - za to
        ja sie smuce za nas dwoje na maxa. Wydaje mi sie, ze ta terapia pozwolila mu
        wypracowac sobie strategie na przetrwanie, co wcale nie jest takie proste.
    • rebekka Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 13.02.06, 00:17
      moja depresja nieco sie zwiekszyla po wyjezdzie do nowego kraju, ale teraz po
      kilku latach jednak jest mniejsza - mimo tego nadal biore leki.
    • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 13.02.06, 09:52
      Ja wyjechalam z kraju rok temu i od pól roku nie moge sobie ze soba poradzic.
      W weekendy leze w lozku, nie potrafie sie do niczego zmobilizowac. Nic mnie nie
      cieszy. Nie widze swojej przyszlosci w obcym kraju a do Polski tez nie mam do
      czego wracac. I tak petla sie zaciska.
      • anatemka Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 13.02.06, 12:09
        wielcy nazywali to: nostalgia
    • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 13.02.06, 18:39
      Sądzę że jest nas wielu. Sporo osób ma do czego wracać do Polski, więc kiedy
      tylko poczują się źle i maja odłożone trochę pieniędzy, pakują walizkę i
      wyjeżdżają. Gorzej jeśli ktoś spalił wszystkie mosty, wtedy to jest męczarnia!
    • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 21.02.06, 16:48
      onion11 jak tam samopoczucie?
      • onion11 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 21.02.06, 22:51
        Bary - dziekuje za zapytanie. Jak Ty sie masz? Czy juz podjelas decyzje -
        zostajesz - czy wracasz do kraju... Sory, ze tak prosto z mostu, ale czytalam
        Twoje posty ostatnio i myslalam o Tobie.
        U mnie - well, mogloby byc lepiej, tzn. psychicznie, staram sie bardzo walczyc
        depresje, zapisalam sie na yoge i ze wszystkich sil unikam dolujacych
        sytuacji... Dostalam od lekarza antydepresanty - nie zaczelam ich jeszcze -
        boje sie skutkow ubocznych, bo w pracy musze byc bardzo przytomna (o ile wogle
        mam sile myslec i skupic sie - ale to osobna historia).
        Jeszcze raz dzieki za pytanie, trzymaj sie i nie dawaj sie, walcz i glowa do
        gory, jak juz jest tak strasznie zle - to potem moze byc tylko lepiej!!! A tak
        swoja droga, to chyba nikt z nas zyjacych na emigracji nie zdawal sobie sprawy
        z tego, jaka cene sie za to placi...
        • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 22.02.06, 14:40
          onion11, decyzji jeszcze nie podjelam. Mam jeszcze miesiac, bo potem
          niewskazane jest latanie samolotem. Czuje sie fatalnie. Moj partner stracil
          wczoraj prace i bedzie musial szukac nowej, a ja mam juz dosc jego tymczasowych
          zajec. Ta niepewnosc jutra pograza mnie jeszcze bardziej, choc on twierdzi ze
          jakas prace zawsze znajdzie. Mnie to podejscie kompletnie nie odpowiada.
          Tak wiec wciaz rozmyslam o szczesliwej przeszlosci, a na przyszlosc pomyslu
          jeszcze nie mam. I boje sie czy w tym stanie bede mogla cos wymyslic.
          • aaeryn Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 12:54
            Witajcie,czytając was,to tak jakbym czytała siebie..mam dokładnie to samo :
            (..mieszkam za granica 2 lata z mezem, nie mam tu zadnych
            znajomych,pracy,/szukam juz bezskutecznie czegokolwiek/ ,auta,co utrudnia mi
            znalezienie pracy,maz zarabia grosze,że miasto musi nam dopłacac do
            zycia,zaczynam wpadać w obłęd,czuje sie tak,jakbym,,nic juz nie czuła",nie
            zyła,lecz wegetowała,do tego żałuje wyjazdu z polski,gdzie miałam
            zajecie,prace,rodzine,znajomych,może nie było bogato,ale i nie biednie i
            swojsko,a tu !!- porazka ,nie zycie,a powrotu juz nie mamy:(((((..zaczynam
            dusic sie sama ze soba,prawie codziennie płacze z bezsilności i żałuje,ze
            pomysł na wyjazd z Polski,był moim najgłupszym pomysłem,który doprowadził mnie
            na skraj załamania..a miało być tak dobrze:(((
            • lillys Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 13:04
              podobno zawsze są dwa wyjścia....
              Może nie dostrzegasz ich?
              Jak to nie można wrócić do Polski??


            • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 13:09
              Dokladnie to samo mam ja. Nie kazdy nadaje sie na emigracje, a myslalam ze
              bedzie tak rozowo. Ja sporo pracowalam ale to byly prace tymczasowe.
              aaeryn, a gdzie mieszkacie?
              Jesli masz ochote to napisz do mnie na priva.
              • aaeryn do bary14!! :) 23.02.06, 13:35
                napisze do ciebie na meila ..pzdr..
    • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 13:11
      lillys, sa takie sytuacje ze naprawde nie ma do czego wracac.Uwierz mi ja
      jestem w takiej, wiec wiem co aaeryn ma na mysli.
      • martola80 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 13:20
        Ja wróciłam po roku, też do niczego, tam mialam znajomych, prace, życie, tu
        siedze w domu i sie lecze, ale zdrowie ważniejsze, zawsze jak sie poprawi można
        pomyślec od nowa, zacząć coś tutaj albo znów na wojaże.pozdrawiam
        • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 13:30
          martola, mozesz mi napisac jak wygladala sprawa ubezpieczenia zdrowotnego w
          Polsce? Zarejestrowalas sie w Urzedzie Pracy i od razu mialas dostep do uslug
          NFZ?
          • martola80 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 13:54
            Najpierw trzeba sie zglosic po NIP( ja nawet nie mialam)do Urzędu Skarbowego i
            z tym NIPem wystarczy sie zrejestrowac jako bezrobotny w Urzędzie Pracy, i już,
            każby bezrobotny ma prawa do leczenia.
      • dorcia1974 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 13:27
        A ja jestem w takiej sytuacji iz musze od czasu do czasu wyjechac za granicę
        zarobic,siedze tam ok 3 m-ce potem na ok tyle wracam.Tu tzn.W P-sce mam rodzinę
        za którą okropnie tęsknie gdy jestem TAM:( i ta męcząca nas wszystkich sytuacja
        doprowadziła mnie do depresji.Aktualnie biorę leki i jako tako się trzymam lecz
        jesli tylko pomysle o niedalekim wyjeździe TAM to wpadam w dół :( Najgorsze
        jest to ze nie ma wyjscia z sytuacji,wiem ze nie znajde tu pracy a jesli tak to
        nie bede mogła wywiazac się z obowiązków z powodu tej cholernej depresji!poza
        tym zarobki są o wiele nizsze i tak koło się zamyka....
      • aaeryn Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 13:29
        To żadna tajemnica,dlaczego nie mozemy wrócic:
        1. nie mamy tam mieszkania, a nie da rady mieszkac z rodzicami,nie wchodze juz
        głebiej-dlaczego..
        2.nie mamy juz pracy w polsce,zadnego meldunku
        3. nie mamy tez nawet pieniedzy,zeby sie gdzies ,,zahaczyc',nie licząc,ze nie
        mamy gdzie:(
        4.mamy tu zobowiazania,typu raty,jak je spłacic od zaraz,jesli ledwo przedziemy
        i tak sobie znów wrócic do Polski??!!
        Wierze,ze jak sie cos czyta,to moze to tak beznadziejnie nie wyglada,jednak
        trzeba byc w okreslonej sytuacji ,zeby wiedziec,co mysle...sprawa powrotu nie
        wchodzi wiec w rachubę..Co do zycia tutaj- nie liczyłam na manne z
        nieba,kokosy,lecz na mozliwosc pracy i normalne zycie,obecnie szukam jej
        bezskutecznie i własnie to doprowadza mnie do fatalnego samopoczucia,bezsensu
        takiego zycia,frustracji ,ze mam to na własne,,zyczenie',gdyz to ja namawiałam
        meża na wyjazd za granice i poprawienie sobie losu..a tymczasem pogorszyłam go
        w moim mniemaniu..teraz idealizuje co straciłam w Polsce,jakie miałam spokojne
        zycie ,a zachciało mi sie ,,przygód", innego zycia....jedyna szansa,ze jak
        znajde prace,to mi przejdzie to wszystko,lecz nie majac tu auta bedzie to
        bardzoooo trudne,wiec koło sie zamyka..Polskie studia sa tu raczej
        bezwartosciowe,to tez powoduje,ze czuje sie tu nikim ,a szukam pracy po
        zakładach,przy tasmie,juz obojetnie w sumie...w moim zyciu stało sie : co
        innego marzenia=co innego realne zycie za granicą...dodam ,ze nie mamy tu
        znajomych,przyjechalismy z 2 walizkami,i w sumie,startowalismy od zera..to
        chyba tez jeden z powodów takiej sytuacji,do tego naprawde trudna sytuacja na
        rynku pracy w niemczech..:( ale sobie ulzyłam,,dzieki za uwage:)
        • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 13:36
          Ja teoretycznie moglabym wrocic do mieszkania z Rodzicami.
          Problem polega na tym ze jestem w ciazy a moj chlopak wracac nie chce. Troche
          racji ma, bo tam jest tak potwornie trudno o prace. Ja sama wrocic nie moge.
          Tutaj wpadlam w taka depresje, ze boje sie jak urodzi sie dziecko czy dam rade
          sie nim dobrze opiekowac.
          • aaeryn bary 14 23.02.06, 13:45
            ..może byc jednak tak,ze po urodzeniu dziecka wszystko ci minie,bedziesz miała
            zajecie, jakąs małą istotke,chyba nie bedziesz miała czasu na myslenie i
            depresje..zazdroszcze ci tej ciazy, my niestety mamy problemy ,zebym została
            mamą i dobija mnie też to,ze w sumie nic w zyciu nie mam:(((( a zrobiłam
            wszystko co mozliwe w zyciu,zeby nie byc w takiej syt.jakiej
            jestem /studia,kursy,język itp..a to tutaj jest nic nie warte/...Napewno
            bedziesz super-mamą,zobaczysz,ze sie tobie wszystko odmieni,jak bedziesz miała
            małego/małą na rekach..:)
            • bary14 aaeryn 23.02.06, 14:07
              Ja tez skonczylam studia, mialam stabilna prace i "zachcialo" mi sie przygody.
              Ty masz przy sobie Meza, kochacie sie - to bardzo wazne. Ja niestety
              rozczarowalam sie moim partnerem. Jestesmy razem, ale bardziej ze wzgledu na
              dziecko. Ja tez mialam problemy z zajsciem w ciaze, wiec wiem co to znaczy.
              Obawiam sie ze jezeli teraz mam depresje, to po porodzie moze jeszcze dodatkowo
              dojsc depresja poporodowa, a ja bede tu sama i nikt nie bedzie mi mogl pomoc.
              Wiec nie jestem taka optymistka. Gdyby nie ciaza spakowalabym walizke i
              wyjechala chocby jutro, a tak ...
          • martola80 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 14:02
            Radziłabym wracac, choćby na rok albo pół, żeby odchować maleństwo. Moja
            siostra byla w podobnej sytuacji, bo jej mąz wyjeżdżał na pół roku na
            stypendium i ona miała z nim jechać, ale została i bardzo dobrze, mieszka z
            nami, a z dzieckiem jest tyle roboty, że tam w życiu by sobie nie dała rady , w
            dodatku było niedotlenione przy porodzie i trzeba je rehabilitować, mama jej
            też dużo pomaga.Aj, pewnie to troche inna sytuacja, ale pomyśl jeszcze,
            pozdrawiam
            • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 14:12
              oj, mysle, mysle martola, i nic nie moge wymyslec. Zyje w wolnym zwiazku i
              obawiam sie ze jak wyjade to on nie przetrwa proby czasu i odleglosci. Za
              chwile mysle, ze zdrowie moje i dziecka jest wazniejsze. Potem znowu wraca lek
              ze zostane sama, i tak w kólko.
              • martola80 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 14:24
                To naprawde trudna sytuacja, ale już piszesz że jesteście ze sobą ze względu na
                dziecko, to po wyjeździe sie nnie zmieni, a po urodzeniu maleństwa przydałby
                sie ktos do pomocy i wsparcia, albo żeby chociaz zakupy i pranie zrobić, obiad
                ugotować.
              • anya8 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 15:05
                Witam wszystkich,odważyłam sie napisać bo jak czytałam wasze posty to mi sie
                lżej zrobiło że ktoś wie co ja czuje...
                Chciałabym zwrócić się szczególnie do bary14.Domyślam się tylko jak musi ci być
                cieżko.Ja nie jestem w ciąży i nie umiem nic zadecydować a co dopiero
                ty.Napiałaś że zawiódł cię partner i po trochu jesteście ze sobą z powodu
                dziecka.Przemyśl może kto mógłby być dla ciebie większym wsparciem przy
                dzdziusiu...on czy rodzina.Bo wiesz... jakiejs pomocy bedziesz potrzebowala -
                to normalne.A dodatkowo ze względu na depresje. Może być tak ze dziecko
                cię "uniesie" czego ci serdecznie życzę ale wiadomo depresja poporodowa tez
                jest możliwa szczególnie przy problemach teraz(co nieoznacza konieczna:))
                Jeżeli masz możliwość wrócić do Polski na jakiś czas to może byłoby to dobre
                dla ciebie i dziecka... Ważne jest gdzie ty czułabyś się pewniej i
                bezpieczniej.Na to sobie odpowiedz.Lek przed samotnoscia to oropieństwo ale czy
                teraz nie czujesz sie samotna?Ja chętnie spróbuje cię jakoś wesprzeć słowem.
                Sama sobie nie umiem pomóc to może komuś sie przydam:)Twoj stan(ciąża) jest
                piekny i trzeba cos wymyslić żebyś nie zamartwiała się tylko:) Pozdrawiam
            • aaeryn Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 14:19
              A coż zmieni to,ze bary 14 wyjedzie na rok,lub pół do polski?/w czy miałoby jej
              to pomóc??/ Nie sadze też,zeby mąż zgodził się puścić zone z nowonarodzonym
              dzieckiem,gdzie w takich momentach chce się być razem-do polski!!! inna
              sprawa,ze kobiety tutaj tez rodzą,pozbawione rodziny,bliskich i daja sobie rade
              bo poprostu muszą,wychowuja dzieci same bedac cudzoziemkami,czesto bez
              mężów,znajomosci jezyka ,a wychowuja dzieci,wiec nie w tym chyba rzecz..:)
              Napewno rodzina pomoze jak jest w poblizu,jednak sa czesto sytuacje,ze jej nie
              ma i trzeba ,,radzic" sobie samemu..ja uważam,ze nic taki wyjazd nie da...
        • martola80 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 13:45
          No to rzeczywiście kiepsko wygląda. Wiem jak to jest, nigdzie nie jest sie tak
          samotnym jak na emigracji, trzymam za ciebie kciuki, może coś sie wkońcu
          znajdzie, a jak sie uda cos odłożyć to może da sie wrócić, a na prace sie z
          regóły "troche" czeka, nawet tam gdzie nie ma z nią problemów.
          • aaeryn Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 14:24
            sorry,napisałam ostatniego posta nie czytajac co przed nim napisałaś,nie znajac
            bardziej twojej syt.... ale watpie tez,zeby powrót był taki łatwy,jak to sie
            wydaje...tez moze nas z drugie strony rozczarowac,jak sie wróci,niekoniecznie
            miło..
      • lillys Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 14:09
        bary14, mysle, że to bardzo subiektywne jest to "coś" do czego można lub nie
        możan wrócić, ja spędziłam w UK 18 miesięcy jednym ciągiem, wróciłam tu, żeby
        się podleczyć, ale nie z depresji emigracyjnej tylko z lęko prześladujących
        mnie od dzieciństwa.
        To prawda, że nie każdy nadaje się na emigrację, to jest zasadniczy problem,
        tylko ciągle nie mogę
        • onion11 Do Bary14. 23.02.06, 19:17
          Nie wiem w jakim kraju mieszkasz i jak wyglada sprawa Twojego ubezpieczenia za
          granica. I jak by to bylo, gdybys z dzidzia mieszkala z Rodzicami w Polsce? Czy
          Rodzice sa w stanie pomoc Ci? Czy Twoj partner znalazl juz prace? Napewno cos
          znajdzie, nie martw sie o to. Wiem z doswiadczenia, ze trudne momenty pojawiaja
          razem z problemami z praca, finansami i innymi powazniejszymi decyzjami. To
          cos, przez co mozna przejsc i co z reguly mija. Staraj sie myslec racjonalnie a
          nie uczuciowo, choc wierze, ze jest to bardzo trudne w stanie depresji. Masz
          dla kogo zyc i walczyc z deprecha. Ja jestem juz na emigracji ladnych pare lat
          i wiem, ze ma to bardzo powazny wplyw na nasze zdrowie psychiczne (i fizyczne),
          ale rowniez zauwazylam, ze czesto myslac o Polsce idealizuje ta wizje. Jak juz
          wiesz, walcze z deprecha i czasami wygrywam a czasami nie. Pozdrawiam Cie
          serdecznie.
        • aaeryn Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 22:25
          masz racje onion,ja tez idealizuje Polske,kazdy znajomy mi to mówi,że nie
          pamietam juz dlaczego wyjechałam,ze gdyby tak naprawde było mi dobrze,to nigdy
          bym nie wyjechała,ze oni na moim miejscu ,gdyby mieli mozliwosc wyjazdu-
          uczyniliby to odrazu,czesto mi powtarzają,ze mam sie nie obracać do tyłu,lecz
          patrzec do przodu,w przyszłośc...jednak mimo,ze wiem,że maja racje,czesto mam
          depresje,za czesto płacze,poddaje sie,nie wierze juz za bardzo w moje siły i
          mozliwosci tutaj,czuje sie beznadziejnie...i wtedy żałuje,że tu
          jestem ...znajomi z Polski pisza do mnie i mówia:,,poczytaj co sie tu dzieje,po
          co chciałabys tu wracać,do czego?/,przeczekaj zły czas,ułozy sie,nikt od razu
          nie ma kokosów za granica,to proces, na który długo trzeba czekac...i też
          wiem,ze maja racje,wtedy łatwiej mi jest tłumaczyc sobie,ze moze nie jest tak
          żle,że powinnam byc cierpliwsza i nie poddawać sie....Jednak jestem tu sama,bez
          znajomych na miejscu,pracy,rodziny-tego mi brakuje najbardziej.....rozmawiam ze
          znajomymi na gg,telefonicznie,jednak to nie to samo,bo tu nie mam z kim
          porozmawiać..chociaż na forum mozna sobie ulzyć i czujesz,ze wiele osób ma
          podobne problemy,i w tym ,,swiecie'nie jestes sam,inni maja gorzej....wiec
          pomagajmy sobie dobrym słowem na forum,to zawsze pociecha dla skołatanej
          duszy..pzdr..:)
          • martola80 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 23.02.06, 22:46
            Oj, jakie to dziwne, teraz mi sie wydaje, jak już jestem w domciu, że może
            pojade sobie jeszcze tu i tam, tak jakbym już nie pamiętała, że to tylko tak
            pięknie stąd wygląda, bo wiezie się ze sobą wszystkie problemy a dochodzą
            jeszcze większe.Przyjechać tez nie bylo łatwo, rodzina sie musiała natrudzić,
            żeby mnie ścciągnąć, bo mi sie wydawalo że juz tylko najgorsze jest
            najlepsze...Nie docenia sie tego tutaj, bo to takie podstawy, których jak są to
            sie nie widzi, a jak nie ma to żyć trudno, mimo wszystko ciągle myśle o
            wyjeździe...hmmm...to wciąga
    • aaeryn hej wszyscy!!! :) 24.02.06, 21:43
      ..jak wam minął kolejny dzień na emigracji,miałyscie chociaz dobry
      nastrój,wydarzyło sie cos milszego??bo u mnie ciagle załamka...byłam dzis pytac
      w pizzeri o prace..facet sie zgodził,na czarno,ale za stawke- 4,50 euro
      BRUTTO !!! chyba oszaleje....nie bede sie poniżać i robic sobie problemów
      jeszcze z urzedami...toż to wyzysk w Europie!!! nie nadaje sie do ciemnych
      interesów,boje sie takiej pracy..jednak wole zyc skromnie,ale spokojnie..szukam
      dalej normalnej pracy...dobranoc wam..miłego dnai nastepnego w tym dalekim
      swiecie..
      • bary14 Re: hej wszyscy!!! :) 24.02.06, 21:46
        Piątek nie różnił sie niestety od innych dni tygodnia. Wielki Dół!
        • aaeryn Re: hej wszyscy!!! :) 24.02.06, 22:01
          bary 14- a w sumie to rozmawiałas ze swoim facetem,jak on widzi wasza
          przyszłosc??/jak zachowuje sie wobec ciebie??cieszy sie na dziecko,??/jak widzi
          przyszłosc i gdzie??.... Ja mogłabym wrócic do rodziców może,ale wiem,ze jesli
          bym to zrobiła,mój maz by sie załamał,nie dośc,ze jest nam bardzo trudno,to
          jeszcze ,,uciekłabym"od probemu,zostawiając go samiutkiego tutaj,,,wiem,co ja
          bym czuła,gdyby mnie tu zostawił,wiec obojetniie juz jak będzie,nie zostawie go
          tu samego...nigdy..trzeba byc odpowiedzialnym i wczuc sie ,co czuje druga
          strona ,wiec musze tu juz jakoś zyc,znów mi sie chce beczec,mam z polski jakies
          tabl.uspokajajace,wtedy znów jestem otepiała i wszystko mi ,,wisi" ..nie chce
          tak jednak zyc!!!!!!!
          • bary14 Re: hej wszyscy!!! :) 25.02.06, 20:52
            mój partner jak to powiedział nie chce wpływać na moje decyzje, ale uważa że
            najlepiej byłoby mi w Polsce. Mam do wyboru 3 opcje:
            1/ pojadę i będę wychowywać dziecko sama, on obiecał przysyłać mi pieniądze;
            jeśli znajdę pracę- byłabym szczęśliwa (ale obawiam sie umowy ustnej)
            2/ zostaję i wychowujemy dziecko wspólnie, bez angażowania się w związek; chore,
            ale może dla dziecka najlepsze?
            3/ on wychowuje dziecko sam, tzn. oddaje swojej mamie na wychowanie-okaleczyłoby
            mnie to psychicznie
            Już chyba pisałam że on czuje się bardzo dobrze zagranicą, więc wspólny powrót
            nie wchodzi w grę. Cokolwiek zrobię ja to on i tak zostanie tutaj. Myślałam że
            może jakoś przeczekamy ten kryzys, ale nie wiem czy damy radę.
            Ja tutaj póki co pracuję tymczasowo. potem miałabym prawdopodobnie parę funtów
            zasiłku, ale byłabym wtedy uziemiona minimum do końca roku - zanim nie wyrobimy
            dziecku paszportu.
            • aaeryn haj bary 25.02.06, 22:10
              ..smutne ,to co piszesz..zycie jest pokrecone strasznie...zaden ze mnie
              doradca ,ale mysle,ze musisz miec dziecko przy sobie,nie dałabys zreszta rady
              go oddac...z innej strony mysle,ze moze wart by było,aby dziecko miało tez
              paszport irlandzki i polski,róznie w zyciu bedzie,moze kiedys sie to dziecku
              BARDZO przydac,warto by mięc 2 paszporty..A co czeka cie w Polsce,powiedz!!
              możesz miec prace??dasz rade sama??..dajcie sobie szanse spróbowac byc jeszcze
              razem,moze was los mile zaskoczy po narodzinach dziecka,nie o takich
              przypadkach wiem z autopsji..przynajmniej TRZEBA dac temu szanse,zeby kiedys z
              czystym sumieniem powiedziec,ze sie zrobiło wszystko co w mocy,ale nie dało
              rady..a jesli jeszcze jest nawet mini szansa,-spróbujcie....w sumie,czy te pare
              miesiecy cie zbawi??poczekaj troszke,wyluzuj,daj na jedynke..zawsze mozesz
              wrócic,choc to tez nie bedzie pewnie łatwe...zycze wszystkiego dobrego bary..
            • o_ren_ishii Re: hej wszyscy!!! :) 25.02.06, 22:11
              barry, czytam Twoj watek. Nie wiem czy dobrze zrozumialam, wole sie upewnic - co
              znaczy "bez angazowania sie w zwiazek"? Czy wasza relacja sie wypalila?
              Jestescie razem tylko ze wzgledu na dziecko? jesli tak, nie jest dobrym pomyslem
              pozostawanie razem. Pomysl troche o sobie i wlasnej przyszlosci. Dziecko i tak
              bedzie czulo,ze cos pomiedzy rodzicami nie gra, a takie "zdroworozsadkowe"
              uklady i tak czesto sie rozpadaja. NIe chce Ci udzielac rad, bo to Twoje zycie
              i Twoje decyzje, ale... Na Twoim miescu rozwazylabym poworot i usankcjonowane
              prawnie alimenty, zeby nie miec stresu - wysle kase, czy nie wysle. Trzymam
              kciuki i powodzenia!!!
              • bary14 Re: hej wszyscy!!! :) 25.02.06, 22:23
                Dziecko nie będzie miało paszportu UK, tylko paszport polski-takie sa przepisy;
                ważne jest obywatelstwo Rodziców, a obydwoje jestesmy Polakami.
                Traktujemy sie teraz jak dobrzy znajomi, zobaczymy co czas pokaże. Ale bardzo
                się boję cokolwiek by to miało być: powrót czy pozostanie tutaj...
                • onion11 do Bary 14. 25.02.06, 23:38
                  Hi Bary, a koncu chyba zlapalam, ze rowniez mieszkasz w tym pokreconym kraju
                  (Anglia, jesli dobrze rozumiem). A czy w przypadku powrotu do Polski masz
                  szanse na pomoc finansowa z jakiejkolwiek strony? Bo w Anglii z tego co mowisz
                  masz szanse na zasilek wychowaczy(macierzynski).
                  A tak wogle jak sie czujesz dzisiaj?
                  Bo ja dzisiaj czuje sie okropnie (wiele czynnikow sie na to zlozylo - i na
                  dodatek mam interview w poniedzialek i na sama mysl o tym robi mi sie slabo).
                  Staraj sie myslec trzezwo, czy w Polsce bedzie Ci latwo finansowo? Mozesz
                  liczyc tam na wsparcie na poczatku i pomoc przy Malenstwie? Pozdrawiam Cie
                  serdecznie.
                  • bary14 Re: do Bary 14. 26.02.06, 11:36
                    Wydaje mi się że w Polsce moja Rodzinka by mi pomogła w opiece nad
                    dzieckiem,choc dla nich sytuacja w jakiej się znalazłam jest tragedią. Ja mam
                    trochę zgromadzonych oszczędnosci,więc finansowo nie byłoby mi źle na początku,
                    tylko obawiam się jak będzie potem z pracą. Poza tym nie jestem pewna co do
                    ubezpieczenia w Polsce, czy będąc w ciąży mogę się zarejestrować w Urzędzie Pracy.
                    Tutaj pewnie dostałabym jakieś benefity, ale nie wiem jeszcze w jakiej
                    wysokości. Poza tym pracuję tymczasowo i mam możliwość pracy do kwietnia. Ojciec
                    dziecka pewnie pomógłby w opiece nad dzieckiem. Tylko ten dystans jaki sie
                    między nami wytworzył jest nie do zniesienia.
                    • onion11 Re: do Bary 14. 26.02.06, 20:59
                      Dystans jaki sie wytworzyl zapewne jest wynikiem okolicznosci w jakich oboje
                      sie znalezliscie. Stary, sprawdzony sposob na to to rozmowa, pod warunkiem ze
                      oboje chcecie ze soba rozmawiac - a wydaje mi sie, ze warto sie postarac.
                      Czy jesli pojedziesz do Polski i bedziesz jednak chciala wrocic za granice -
                      bedzie to mozliwe?
                      Aby tylko wyjazd do Polski nie byl przyslowiowym z deszczu pod rynne. Tak jak
                      juz tu mowilam, jak dlugo nie jezdze do kraju i jak mam doly tutaj, to wydaje
                      mi sie ze Polska to raj wspanialej rodziny, przyjaciol i dobrych ludzi. Ale jak
                      tak spedze tam ze 2 tygodnie i sie naslucham i napatrze, to jednak chce wracac.
                      I podobnie jak dla Ciebie, dla mnie powrot do Polski oznaczalby zycie bez
                      partnera, bo on do Polski nigdy na stale nie wyjedzie, wiec ja zostaje tutaj.
                      Trudna jest decyzja o emigracji - ale czy wogle istnieja cudowne
                      rozwiazania ... nie sadze... A moze ktos z Polski moglby przyjechac do Was na
                      troche, na czas porodu itd? Pozdrawiam.
                      • bary14 Re: do Bary 14. 26.02.06, 23:39
                        Ja nie obawiam się życia bez partnera, tylko boję się braku pracy. Mam wrażenie
                        że byłabym szczęśliwsza bez niego. Chcę jednak uniknąć sytuacji w której ja
                        pojadę do Polski a potem będę szukała go po świecie aby płacił jakieś pieniądze
                        na dziecko. Jedynie to mnie tu trzyma.
                        • feather Re: do Bary 14. 27.02.06, 21:55
                          Bary, zastanow sie czy nie warto by bylo na chwile do Polski wrocic - rodzina
                          napewno sie ucieszy dzieckiem, nawet jesli maja zastrzezenia ze bez slubu.
                          Pomoga ci w pierwszych miesiacach,ktore moga byc trudne,szczegolnie dla ososby
                          ktora nie ma na ten temat pojecia, a jesli bedziesz chciala to wrocisz znow do
                          Anglii zeby tam pracowac, partner powinien pomoc ci w oplaceniu zlobka czy
                          opiekunki /najlepiej znajomej polki,bo sie lepiej dogadacie/.
                          Tez mieszkam za granica,mailnij na priva jesli chcesz.
                          • bary14 Re: do feather 27.02.06, 22:48
                            Napisałam do Ciebie na priva
    • martabg Chyba ja... 28.02.06, 15:11
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=32117362&a=32117362
      Od tamtej pory znacznej poprawy nie ma. Praca magisterska ciągle nie rozpoczeta.
      • feather Re: Chyba ja... 28.02.06, 15:58
        Gdziekolwiek mieszkasz, idz do lekarza pierwszego kontaktu zeby ci zapisal
        leki.trzeba sie podleczyc zeby zebrac sily do pisania mgr.Masz jeszcze
        wystarczajaco duzo czasu,ale zabierz sie za leczenie od razu, bo leki dzialaja
        dopiero po 2 tygodniach.
        • sneeper nie przejmuje się lekarzem 28.02.06, 17:01
          1.skuteczność antydepresanta /kazdego z osobna/ to 75%,
          2.ostatnio farmakogenetyka /powtarzam to/-podaje kilkakrotne ,aż do 10
          zróżnicowanie poziomów leku we krwi po tej samej dawce u roznych pacjentów,
          3.nieselektywne reakcje lekarza wobec relacji rodziny,powodują wszczepianie i
          wzmacnianie ich [złych relacji] farmakologicznie w pacjencie , zamiast leczyć
          4.jedynie depresyjny pacjent bywa zadowolony z leczenia i leku
          -tylko ta psychoza(to może być UROJENIE winy, smutku, kary itp),
          ale tylko depresyjny pacjent domaga, prosi się natrętnie,nalega na leczenie,
          [Boga się nie boi i z ludżmi się nie liczy taki system -

          w sumie: wypadałoby,dla SAMOOBRONY przed wejściem do szpitala
          przestudiować choćby pare rozdzialów psychopatologii,chemii leków,
          socjologii.
          Pozostaje ~6% szansy na to,że ananke agora klepto nerwica astenia poprawią się i
          nie zaczną się zapadać w dól ,albo zmieniać w diagnozę -"bez poczucia choroby",
          co zresztą jest nieprawdą ( za dużo krwi w alkocholu), i pewnie dlatego,że
          nieprawda,dodam jeszcze pare promili

          Na koniec zapomniałem zastanowić się nad tym czy szpital nie odrywa się od
          rzeczywistości...( leki psychotropowe szkodzą na głowę,a
          wszystkie trucizny wg Hahnemanna działają według zasady podobne leczy podobnym
          w dawce podprogowej
          • sneeper Re: nie przejmuje się lekarzem 28.02.06, 17:17
            proponuję temat "jak zdemagnetyzować głowicę ,niekoniecznie w magnetofonie
            -a ja mam na to sposób ,
            nawet jak powiedzą:"pan nie wie,że pan NIE MA depresji :)",
            nawet jak dostajesz tony leków neuroleptycznych
            jeszcze jest tkzw. "nisza ekologiczna"[ zobacz w słowniku psych]
            i tam /im/ stosujesz odczulanie na jad, szczepienie ochronne,
            -taką homeopatyczną "szarlatanerię",
      • bary14 Re: Chyba ja... 28.02.06, 18:05
        Wróciłaś do Polski na stałe? Czy tylko odwiedziłas w zeszłym roku Rodziców?
        Rozmawiałaś z Mężem?
        • bary14 do martbag 28.02.06, 18:37
          Wróciłaś do Polski na stałe? Czy tylko odwiedziłas w zeszłym roku Rodziców?
          Rozmawiałaś z Mężem?
        • martabg Re: Chyba ja... 28.02.06, 20:29

          Ciągle mieszkam tutaj, byłam ostatnio dwa tygodnie w Polsce, miałam sesję
          egzaminacyjną. Mąż wie, co mnie boli. Ma tu jednak dużo zobowiązań, na razie o
          powrocie razem nie mam co marzyć.
          • bary14 Re: Chyba ja... 28.02.06, 21:03
            Trochę Ci się poprawiło?
            • martabg Re: Chyba ja... 28.02.06, 21:59
              Jest źle, ale czasami w tym byciu źle się poprawia, a czasami pogarsza.
              Czuję się jednak ciągle nieszczęśliwa, najchętniej nie wychodziłabym z domu.
              • bary14 Re: Chyba ja... 28.02.06, 22:05
                Powiem Ci że ja też tak mam, szczególnie w niedzielę kiedy nie musze iść do pracy.
                Teraz jest troche więcej słońca i może to mnie pobudzi do życia.
                A wolny czas spędzacie w domu sami, nie spotykacie się z jakimiś znajomymi?
                • martabg Re: Chyba ja... 28.02.06, 22:09
                  Ja nie pracuję, mąż wraca do domu ok. 18. Pracuje też w soboty.
                  Jak mamy wolne to spotykamy się z jego siostrą i szwagrem.
                  Ja bardzo tesknię za domem, bo tutaj to tylko ze strony męża jest pare osób.
                  Dzisiaj po raz pierwszy dopadło mnie coś takiego, że bałam się właczyć
                  odkurzacz, bo za głośny, a ja nie usłyszę jak ktoś będzie do mieszkania
                  wchodził a jak nie usłyszę i przegapię, to się ktoś u mnie w domu schowa i
                  będzie mnie chciał straszyć. Chcę zlikwidować też akwarium, bo jest za głośne i
                  podobnie mnie nastraja.
                  • bary14 Re: Chyba ja... 02.03.06, 11:42
                    A moze pojechalabys na jakis czas do Polski, czy tam sie lepiej czujesz?
                    • martabg Re: Chyba ja... 02.03.06, 13:06
                      W Polsce czuję się bardzo dobrze, jestem przy rodzinie, znajomych, widuję
                      znajome sklepikarki, rozmawiam z ludźmi na ulicy:) Ale ja jestem tu by wspierać
                      męża, jestem tutaj mu potrzebna.
                      Tutaj mieszkam w dzielnicy przemysłowej, bez sklepów, parków, poruszanie się
                      ograniczone samochodem tylko.
                      Ale postanowiłam wziąć się w garść, jak tak dalej będę siedzieć to naprawdę
                      zwariuję. Jak tylko przybędzie mi kasy, zapiszę się na kurs języka, poznam
                      ludzi, wyjdę z domu, będę miała zajęcie.
                      A jeżeli taka aktywność nie pomożę, to zastanowię się nad wizytą u lekarza.
                      • bary14 Re: Chyba ja... 02.03.06, 14:52
                        Jezeli bedziesz w takim stanie to chyba nie bedziesz w stanie go wspierac.
                        Dobrze ze kombinujesz jak z tego wyjsc:)
                        Mnie zaden sposob nie pomogl. Ja ide do lekarza w przyszlym tygodniu.
    • alf19 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 28.02.06, 18:21
      Wiatm, dzis po raz pierwszy napotakalm sie na to forum. Interesujace to co
      piszecie, to tak jak bym slyszala sama siebie.
      Od kilkunastu lat mieszkam za granica, moje zycie jest udane. Mam dziecko i
      dobrego meza, a nawet stala prace od kilku lat, ale ciagle czegos mi brakuje.
      Najgorzej dzieje sie po powrotach z Polski. Przez kilka dni nie moge sie
      pozbierac i jest mi strasznie ciezko wrocic do mojego "normalnego" zycia.
      Doszlam do wniosku,ze przyczyna tego wszystkiego jest poprostu nostalgia za
      Polska, rodzina itd...
      Jest jeszcze jeden problem samotnosc. Mimo,ze pracuje, chodze na plac zabaw z
      moim dzieckiem, spotykam znajomych to jednak czuje,ze to nie to samo co bylo w
      Polsce. Wiem,ze nie mam wyjscia,ze musze to zakceptowac bo o powrocie do Polski
      narazie nie ma mowy, chocby ze wzgledu na dziecko, bo dla niego domem jet kraj
      w ktorym mieszkamy.
      • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 02.03.06, 11:43
        alf19, jezeli Ty przy stalej pracy, dziecku i mezu ktorego kochasz czujesz sie
        tu zle, to dla mnie chyba nie ma nadziei:(
        • aaeryn Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 02.03.06, 12:30
          alf- ,,zazdroszcze"ci pracy stałej,dziecka..ja nie mam tu NIC,wiec pomysl jak
          czuja sie osoby za granica,pozbawione tego,co ty...chciałabym ,,miec' to co ty
          mieszkajac za granica,wtedy moje zycie byłoby sielanka i BARDZO
          szczesliwe,pozbawione leków na nerwice...Dobrze,ze masz to wszystko,jednak nie
          rozumie ,ze w twojej syt.jesteś nieszczęsliwa..ja za to dałabym wiele...
          • onion11 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 02.03.06, 14:57
            Wlasnie przeczytalam to, co Aaeryn powiedziala. Nie zgadzam sie z tym, co
            mowisz. Moim zdaniem depresja, czy tez poczucie samotnosci nie zaleza od pracy,
            czy tez sytuacji rodzinnej. Uwazam, ze kazdy z nas, kto zyje na emigacji
            przechodzil lub przechodzi przez trudne momenty, szczegolnie na poczatku, kiedy
            trzeba zorganizowac cale zycie od poczatku i to na dodatek w obcym kraju, w
            obcym jezyku itd.
            Rowniez, czesto sie zdarza, ze chcemy wlasnie tych rzeczy, ktorych nie mamy i
            myslimy ze jak juz to osiagniemy, to bedziemy szczesliwi. Otoz, z mojego
            doswiadczenia wynika, ze wcale tak nie jest. Ani stala praca, ani dobry maz,
            nie wyleczy z depresji i nie sprawi, ze zycie stanie sie mniej samotne i
            pozbawione problemow. I nie powinnismy porownywac sie do innych ludzi, czy
            jednej "depresji" do "drugiej" - bo kazdy z nas jest inny i zyje inaczej.
            • aaeryn Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 02.03.06, 15:24
              wiem, ze każdy ma swoje problemy i osobliwa sytuacje...nie napisałam,ze czyjas
              depresja jest gorsza,a czyjas lepsza,lecz,ze maja tu prace,kogokolwiek,zeby
              porozmawiac,nie byc samemu ,z jakakolwiek nadzieja na ,,lepsze jutro"-czułabym
              sie tu całkiem dobrze,nie brałabym leków,mój swiat wygladałby o wiele
              lepiej..starałam sie tylko porównac sytuacje:,ze ja wiele bym dała mając tu
              prace,która umozliwiłaby nam normalne zycie,pozwoliła oderwać od
              MYŚLENIa ,pomogła nawiazac jakies kontakty,umozliwiła ODEZWANIE sie do ludzi,a
              nie gadanie samej z soba....to było tylko porównanie,nic wiecej....Akurat w
              moim przypadku moja nerwica jest bardzo uzalezniona od pracy,syt.finansowej, a
              jestesmy w ogromnym DOLE...od poznania i wyjscia do ludzi ,porozmawiania z
              kims,a nie mam z kim,bo ciggle jestem sama..Więc jak widzisz Onion- w moim
              przypadku jest tak..u innych-pomimo,ze mają tu prace,znajomych,dziecko-czyli
              to,czego jak tak bardzo potrzebuje tutaj do normalnego zycia -maja depresje
              mimo tych wszystkich,,dobrodziejstw" ,to zapytałam tylko, jak może czuc sie tez
              osoba,która nie ma nawet 1/10 tego,co inni,a tez czuja
              sie ,,nieszczęsliwi"..Zycze wszystkim jak najlepiej,ta,,zazdrośc" o
              prace,dziecko, wynika z z beznadzieji w jakiej jestem,..pewnie pisze niezbyt
              juz logicznie,bo sama nie wiem juz,co zrobic z moim beznadziejnym zyciem
              tutaj,a naprawde sie staram...
              • onion11 Do Aaeryn. 03.03.06, 01:23
                Tak Aaeryn, ja to rozumiem, tyle ze kazdy chce czegos innego i totalnie Cie
                rozumiem, w tym co piszesz o samotnosci - bo ja w zasadzie przez wiekszosc dnia
                jestem sama w domu... Pracuje z domu, wiec nie wychdze do pracy jako takiej,
                mieszkam w malutkiej miejscowosci i czasami na koniec dnia sie zastanawiam -
                czy ja aby jeszcze umiem mowic...?
                Tyle tylko, ze czasami czyjas sytuacja wydaje sie nam "dobrodziejstwem", co
                wcale nie musi nim byc.
                Ja tez sie borykam z kredytami, rachunkami i dolami i tak naprawde tylko ja
                wiem, ile wysilku mnie to kosztuje, aby chociazby wstac rano z lozka.
                Wierze ze napewno dajesz z siebie bardzo duzo. Czy Twoj Partner/Maz rozumie to
                i czy stara Ci sie pomoc? Czy dlugo juz mieszkasz zagranica? Pozdrawiam Cie
                serdecznie,
                • aaeryn onion 11 :) 03.03.06, 13:44
                  Tak Onion, mam bardzo dobrego meża,powiem szczerze,ze gdyby nie
                  on ,wyjechałabym juz dawna stąd..mój mąz wyjechał,bo ja nalegałam,zeby wyjechac
                  z Polski,wiec teraz nie mogłabym go zostawic jak starego buta i wyjechac do
                  rodzinki,do domu...Ale i jemu jest bardzo trudno,widze to:( Kazdy nam mówi,ze
                  przyjechalismy w najgorszym dla Niemiec okresie/jestesmy tu 2 lata/,mąz ma
                  beznadziejna prace,pracuje wszystkie weekedny,zarabia dosłownie za,,miche",bo
                  Urzad Pracy dopłaca nam do życia,na nic nie mozemy sobie pozwolic,ja szukam juz
                  tak długo pracy..najpierw miałam 1,5 roku kurs jezyka,potem praca
                  dorywcza,niezapłacona mi zresztą:(..brak auta znów skutecznie utrudnia
                  znalezienie pracy,bo sama wiesz,ze tezba dojechać..i kółko sie zamyka...:( Nie
                  mam ochoty wyjśc nawet z domu,bo nawet nie mam gdzie i z kim...przynajmniej sie
                  tu wyżale..paaaa
                  • martabg Re: onion 11 :) 03.03.06, 16:02
                    A gdzie mieszkasz w Niemczech?
                    • aaeryn martabg:) 03.03.06, 18:31
                      Mieszkam na południu Niemiec,koło ULM ok.25 km a do Stuttgartu ok40..pisze
                      orientacyjnie miasta,zeby pokazac ,,okolice" w której mieszkam..a dlaczego
                      pytasz..mieszkasz gdzies w poblizu:)
                      • martabg Re: martabg:) 04.03.06, 11:42
                        Ja jestem z Dusseldorfu.
                        Więc też daleko do domku...
        • alf19 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 03.03.06, 16:52
          Wiecie co, macie racje. Czytajac wasze posty doszlam do wniosku, ze chyba nie
          powinnam nazekac. Moi rodzice tez mi powatrzaja,ze na swiecie jest zawsze ktos,
          komu wiedzie sie gorzej.
          Dzieki.
          • onion11 Aaeryn. 04.03.06, 00:12
            Hi Aaeryn, dzieki za odpowiedz, jestem za granica troche dluzej, na takie
            malutkie pocieszenie powiem Ci, ze chyba taki maxymalny kryzys nastepuje po ok
            2 - 2,5 roku. Z tego co pamietam, dla mnie byl to czas, kiedy zaczelo do mnie
            docierac, ze raczej do Polski niepredko wroce i ze musze zaczac ukladac sobie
            zycie na nowo w obcym kraju (nauka jezuka, wizy na pobyt, znalezienie pracy i
            tego podobne trudnosci). Przeszlam pieklo tutaj, moj maz, a owczesny narzeczony
            (czy wtenczas jeszcze chlopak) staral sie jak mogl pomoc mi, chociaz duzo czasu
            uplynelo zanim zamieszkalismy razem. Potem byl slub, ja nadal uczylam sie
            jezyka, studiowalam i jednoczesnie pracowalam na czarno jako sprzataczka (w
            Polsce skonczylam Ekonomie...). Dopiero niedawno zaczelam pracowac na wlasny
            rachunek, jestem tlumaczem, dlatego w wiekszosci pracuje z domu i dlatego tez
            moja deprecha i samotnosc nabieraja rozpedu. Nie mam pojecia jak to wyglada w
            Niemczech, ale w Anglii (mieszkam w malutkiej wioseczce) - bez samochodu - to
            koszmar. Rodzina w Polsce i ich klopoty, ktore i mnie nie oszczedzaja (choroby,
            problemy)+ Rodzina meza, ktorym sie wydaje, ze powinnam byc super szczesliwa -
            czasami to wszystko jakby za duzo, biorac pod uwage, ze nam na emigracji,
            zyjacym w obcym - jakby nie bylo kraju jest przynajmniej 3 razy ciezej niz w
            normalnych okolicznosciach i zajmuje to o wiele wiecej czasu, aby wypracoac
            sobie wlasny sposob na przetrwanie (zarowno materialne jak i mentalne).
            Staraj sie nie poddawac i wychodzic do ludzi za wszelka cene. Mysle, ze pisanie
            na forum jest tez pewnego rodzaju pomoca. Pozdrawiam Cie serdecznie, nie jestes
            sama - jest nas miliony, tyle ze na rozne sposoby sobie radzimy...
            • aaeryn onion11 04.03.06, 09:52
              Droga Onion- powiem szczerze,że moje zycie tutaj wygladałoby bardzo
              dobrze,gdybym miała ta prace i auto,zeby gdzies czasem wypasc z mezem,oraz
              jakas koleżanke...juz sie przyzwyczaiłam do tego kraju, odpowiada mi
              tu ,,zycie",obyczaje itp...jednak nie odpowiada mi ,,nasz styl zycia",czyli
              brak pracy,brak tego auta,dzieki któremu mogę ja znaleźć i własnie to poczucie
              beznadzieji,ze koło sie zamyka..Wysyłam podania o prace, stawiam sie
              osobiscie,ale wszedzie słysze:jak dojedzie Pani do pracy?? Pociągi i autobusy
              nie sa az tak popularne jak w Polsce,ludzie tu raczej dojeżdzaja
              samochodem...Wiec podobnie jak w Angli,tutaj bez auta jak bez reki:(
              Zeby tu pracować w zawodzie,musze zdac prawo niemieckie,jednak nie czuje sie
              jeszcze na siłach pod względem językowym..o ile moge sie porozumiewac,to to
              prawo,to wyzsza szkoła umiejetności jezykowych,nie jestem gotowa....Każdy z
              nas ,na emigracji ma swoja ,,historie" do opowiedzenia,co przeszedł wie tylko
              on,każda z nas ma swoja historie..mam nadzieje,ze to sie kiedys zmieni,bo
              inaczej zamknął mnie tu w jakims miłym szpitaliku:( pzdr.,dzieki za wsparcie
              onion..:)))))
              • onion11 Re: onion11 04.03.06, 23:05
                Droga Aaeryn,
                dobrze, ze mamy internet...
                Dziekuje za odpowiedz.
                Wierz w siebie, umiejetnosci jezykowe napewno z czasem sie poprawia, wszystko
                zajmuje duzo czasu, jesli moge cos poradzic, staraj sie cos robic w niemieckim
                kazdego dnia, tak jakbys chodzila do pracy... Ja dlugo szukalam pracy i bywaly
                takie dni (myslalam ze wariuje i trace zwiazek z rzeczywistoscia), ale
                wstawalam codziennie rano z lozka, ubieralam sie, robilam maly makijaz i
                wychodzilam do pracy (hi hi) - ktora byla w drugim pokoju - i czytalam rozne
                rzeczy po angielsku, wypelnialam podania o prace, uczylam sie - i tak
                codziennie przez okolo 8 godzin dziennie. Dawalo mi to poczucie pracy (bez
                dochodu), ale bylo to lepsze od tego co robilam wczesniej, tzn. siedzenia w
                domu, ogladania tv, martwienia sie, plakania i rozmawiania przez telefon z
                Rodzina i przyjaciolmi z Polski.
                A zycie towarzyskie - hm, tak naprawde po ladnych paru latach tutaj - jest
                ubogie... mamy kilku znajomych, widujemy sie nieregularnie, ja widuje czasami
                moje kolezanki (mam tu 3) - a w Polsce mialam o wiele, wiele wiecej... Staram
                sie to sobie tlumaczyc, ze zylam w Polsce ponad 25 lat i na przestrzeni tych
                lat zawieralam przyjaznie i pewnie teraz tez musze poczekac, aby miec znajomych
                i ulozyc sobie zycie towarzyskie na nowo. Dzis ma akurat dobry dzien, byla
                ladna pogoda, slonce, wiec i deprecha przybladla, ale w dni deprechy wcale nie
                widze tego w ten sposob... Zawsze jest taka przerzucanka od radosci wielkiej do
                smutku jeszcze wiekszego (to nie moje slowa ale S. Stachury - zapamietalam
                jeszcze z ogolniaka...).
                Nie dawaj sie, jeszce raz dziekuje za odpisanie, pozdrawiam Cie serdecznie ( a
                i jeszcze jedna dobra rzecz - piszesz, ze podoba Ci sie sposob zycia tam gdzie
                mieszkasz - to chyba dobre, bo ja po 2 - 3 latach w Anglii nienawidzilam tu
                wszystkiego - juz mi to przeszlo... i akceptuje ten kraj)
                • aaeryn Re: onion11 04.03.06, 23:24
                  Droga onion-masz racje, CUDOWNIE,ze jest internet,dla wielu w cięzkich czasach
                  jest ogromnym,a czasem jedynym ,,przyjacielem',ułatwia mi przynajmniej
                  porozumiewanie sie z kims z zewnatrz,nawet z miła Polka z Anglii np.;),tu nie
                  mam nikogo bliskiego...Jak cię czytam, to w takim razie jestem na tym etapie, w
                  którym ty byłas na poczatku,czyli: 1. siedzenie w domu,bo zadaje sama sobie
                  pytanie: z czym i z kim mam gdzies wychodzic,wiec zostane w domu,
                  2. juz rzadko ogladam Tv,ale mam właczony, bo stwarza mi poczucie ,,nie
                  bycia"samej
                  3.dokładnie -becze prawie co dzien,pogadam z familia przez telefon,ale tez nie
                  moge godzinami,choc bym chciała..:)
                  4.nawet nie chce mi sie zrobic makijazu,bo ledwo schodze z łózka,na nic nie mam
                  ochoty,czuje sie jak umarła za zycia,a mam dopiero 30 lat...mam depresje,jestem
                  tego prawie,ze pewna,uratowac mnie moze praca i kontakt z ludzmi,inaczej
                  zwariuje,ale jak narazie dostaje same odmowy..:(ja również w Polsce miałam
                  wiecej niz tu, ale zachvciało mi sie zyc jeszcze lepiej i przedobrzyłam w druga
                  strone..:( ale mimo tego wszystkiego trzymam sie przysłowia,które powtarzam
                  jak modlitwe:,,zycie jest jak koło, raz miesza cie z błotem ,innym razem wynosi
                  na wyrzyny"..może mój czas jeszcze nadejdzie i ujrze wreszcie słonce??? Zycze
                  tego wszystkim,którym jest źle ,czuja sie fatalnie,obojetnie gdzie są-nie sa
                  sami.. dobrze jest wywalić z siebie na forum co cie boli,i spotkac sie ze
                  zrozumieniem a nie osądzaniem ,często to nasza jedyna ucieczka przed totalna
                  samotnoscia..dzieki onion,pzdr,!!:)))
    • bary14 Re: Depresja emigracyjna - czy ktos na to cierpi? 05.03.06, 14:15
      Ja wracam, niech sie dzieje co chce. Juz dluzej nie wytrzymam. Czuje sie coraz
      gorzej.
      Musze tylko dopiac sprawy organizacyjne i nie ma mnie tu. Maksimum za miesiac
      bede w PL:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka