Dodaj do ulubionych

nierozwiązany problem...

23.05.06, 23:57
Piszę ponieważ od kilku lat nie mogę znaleźć odpowiedzi na pewne pytania...
Otóż boję się, że jak znajdę partnera, zakocham się i powiem o nn to on mnie
po prostu zostawi... Pomysli, że po co mieć żonę biorącą psychotropowe
leki... Jetsem podobno bardzo atrakcyjną, inteligentną kobietą a jestem i
będe sama... Boję się, że mężczyzna mnie zostawi z powodu nn a na 1 randce
tego nie powiem, jeśli już to gdy będzie już uczucie, tak mi radzi moja Pani
Doktor... Panicznie boję się też, ze w przypadku rozwodu mąż odbierze mi
dzieci, a byłam w szpitalu psychiatrycznym, próbowałam odebrać sobie życie,
więc nie miałby z tym problemu... Może to się wydać strasznie głupie,
irracjonalne, ale wystarczy spojrzeć na wskaźniki rozwodów. A ja dodtakowo
mam taki charakter, zę wielu rzeczy bym nigdy nie wybaczyła np. zdrady, więc
prawdopodobieństwo zakończenia małżeństawa w moim przypadku jest duże. Chyba
zbyt wiele w zyciu przeszłam, żeby mysleć kategoriami miłości na wieki itp.
Myslę, że nigdy nie można być pewnym drugiej osoby...

I tak jestem sama... Koleżnaki żyją w związkach, planują wspólną przyszłośc i
barzdo się cieszę z ich szczęścia:)) Ale wiem, że teraz jakoś moje zycie
płynie, ale za kilka lat znajomi będą wieli dzieci , a ja...??? Mam
nawracające depresje, mimo iż jestem wulkanem energii, podobno optymistka za
mnie wielka. Nauczyłam się zamykać swoje problemy w swoim domu i gdy wychodzę
do ludzi ich ze mną nie ma, nie żalę się tylko pocieszam innych. Ostatnio
moja promotorka zauważyła (nie mam pojęcia na jakiej podstawie), że jestem
fdla innych piorunochronem emocjonalnym. Ale ja się boję założyć rodziny,
mieć dzieci bo nie dam rady fizycznie i psychicznie. Przepraszam, ze Was
zanudzam, ale jeśli ktoś z Was ma podobne obawy, bądź ma jakis pogląd na to
co tu napisałam to będe wdzięczna bardzo za jakiegoś posta... Dodam, żę
większy problem mam z depresją aniżeli z nn, ponieważ z nn lepiej sobie radzę.
jesli ktoś to przeczytał to barzdo dziękuję...
Obserwuj wątek
    • mattias29 Re: nierozwiązany problem (odp: podobny problem..) 24.05.06, 02:17
      Czesc nieznajoma kolezanko

      Mam na imie Mattias (Maciej), mieszkam w poludniowej Szwecji i mam 28 lat. Tak
      sobie wlasnie czytalem na internece rozne artykoly, informacje itd. na temat
      nerwicy natrectw i wpadlem na twoj text, ktory przeczytalem z duzym
      zaciekawieniem i poczuciem ze laczy nas pewne podobienstwo w zakresie problemow
      zdrowotnych, jak i ich konsekwencji zyciowych. Pracuje naukowo, jako doktorant
      politologii, i jestem ogolnie odbierany przez moich znajomych (rowniez moja
      promotorke) jako osoba tryskajaca optymizmem, zawsze wesola i zrelaksowana. W
      zyciu towazyskim potrafie byc "wyluzowzny", zadowolony i nie okazywac
      prawdziwego stanu mojego zdrowia, ktore to jednak jest zachwiane przez nn oraz
      depresje. Przedewszystkim meczy mnie nn a stany depresyjne pojawiaja sie
      epizodami, po prostu raz jest lepiej a raz nie. Ostatnio bylem u dobrego
      psychologa i czuje sie duzo lepiej ale mam tak jak ty obawy co do przyszlosci.
      Martwie sie czasami ze nie uda mi sie ulozyc sobie zycia osobistego, majac tego
      typu klopoty zdrowotne. Bylem w stalym zwiazku z dziewczyna przez kilka lat,
      ale zwiazek ten sie rozpadl co nasililo objawy mojej choroby. Wiem jednak ze
      mozemy sobie pomoc, a sam fakt ze ja ostatnio czuje sie lepiej jest dowodem na
      to ze mozna z tego wyjsc, mozna poprawic swoje samopoczucie i nauczyc sie zyc z
      depresja oraz z nn. Mozna rowniez wyleczyc sie z tego typu klopotow calkowicie
      i mam wielka nadzieje ze zarowno mnie jak i tobie sie to uda. Jezeli masz
      ochote wiecej pogadac to pisz prosze smialo na adres mattias29@gazeta.pl

      bardzo serdecznie pozdrawiam i przepraszam za ewetualne bledy ortograficzne:-),
      zadko pisze ostatnio po polsku..

      trzymaj sie
      mattias

    • kot9912 Re: nierozwiązany problem... 24.05.06, 19:20
      Macieju, dziekuję za odpowiedź, wysłałam mailika do Ciebie, ale miałam kłopoty
      ze skrzynką i poszło kilka zamiast 1... przepraszam za zapchanie skrzynki...
      • natretna Re: nierozwiązany problem... 25.05.06, 00:50
        Samotnosc jest okropna. Przez ludzi jestem postrzegana jako mila radosna obrotna
        osoba ale co z tego kiedy jestem sama.
        Wracam z imprezy i ogarnia mnie pustka i brak sensu calkowity bezsens.
        Jestem sama od zawsze nie liczac przelotnych romansow to strasznie smutno.
        A co do tego ze ktos mi kiedys wyciagnie moja chorobe to jestem pewna :) Juz
        teraz pewnej osobie zdarza sie urzywaz NN jako argumentu przeciko mnie.
        Ale widze ze nie tylko mi doskwiera samotnosc .
        Pozdrawiam
        • kot9912 Re: nierozwiązany problem... 25.05.06, 09:35
          Natrętna, ale jesteś sama bo nie chcesz z nikim być, czy nie znalazłaś
          kochanego cudownego mężczyzny? Czy ta samotność wynika z czegoś innego a nie z
          braku partnera? wiesz, ja nie jestem w sumie sasmotna, mam znajomych, jestem
          szczęsliwa momentami bardzo, np w tym tygodniu na jednych zajęciach popłakałam
          się ze śmiechu:)) w takich chwilach czuję się na maksa szczęśliwa:) ale wiem,
          żę za kilk alat jak koleżanki będą miały rodziny, wtedy ja będę sama... I tego
          się obawiam...

          O ile dobrze kojarzę to Ty moja droga maturkę teraz zdawałaś tak??? choć nie
          wiem czy dobrze pamiętam bo ostatnio mam zawrót głowy:)

          Marta
          • natretna Re: nierozwiązany problem... 25.05.06, 19:01
            Tak w tym roku matura ale mam to juz za soba.
            Nie jestem samotna mamznajomych przyjaciol i naprawde mam wiele powodow do
            zadowolenia ale to mało. Mam 20 lat i pustke
            • kot9912 Re: nierozwiązany problem... 25.05.06, 21:42
              po pierwsze gratuluję zdanej maturki:)))) bardzo sie cieszę:) a teraz co
              planujesz (jeśli mogę spytać). Moja lekarka mówi, ze w przypadku osób z takimi
              specyfixcznymi dolegliwościami najlepiej jest aby jak najdłużej się uczyły, bo
              jest to jednak mniejszy stres niż praca, choć to oczywiście ależy od kierunku,
              bo np na medycynie jest bardzo ciężko, duzo nauki... ale to już lepiej wie Doc,
              który niestety się nie odzywa:(((((( a szkoda... wielka szkoda...

              A jak myslisz Natretna, ta pustka ma jakiś związek z nn, czy to jakoś inaczej
              jest...? bo ja np. zawsze lubiłam pobyć sama i rozmyslać o życiu...

              Jeszcze raz gratyuluję zdania egzaminu dojrzałości, a jak wrażenia po maturce???

              pozdro cieplutkie

              Marta
              • natretna Re: nierozwiązany problem... 26.05.06, 00:42
                Matura była dla mnie okropnym stresem ale potrafilam sie opanowac. Na ustnym
                musialam mowic 15 min moja prezentacje i udalo mi sie "odplynac" byłam tylko ja
                i przygotowany tekst
                A co do samotnosci, lubie ja lubie spedzac czas sama, cenie to. I chyba bardziej
                niz moi rowiesnicy lubie to. samotny odpoczynem przy muzyce.

                A jesli chodzi o partnera. To nie wiem NN tez sie bardzo do tego przyczynia.
                Jestem nie ufna wymyslam jakies paranoje wpadam z skrajnosci w skrajnosc i
                strasznie szybko sie mudze ludzmi ktorzy nie sa moimi przyjaciolmi.
                Zreszta jestem otwarta na nowe znajomosci ale juz co raz mnie mi sie chce.
                Nie chce mi sie wychodzic tak jak kiedys bo to i tak nie ma sensu ..i kolo sie
                zamyka
                • ipresume Re: nierozwiązany problem... 27.05.06, 11:46
                  Pustka i poczucie bezsensu jest według mnie wynikiem zablokowania pewnych
                  uczuć, a co za tym idzie specyficznego sposobu myślenia - jestem Ja oraz gdzieś
                  trochę z boku pozostały Świat w którym nie do końca chcę/mogę uczestniczyć.
                  Ważne jest żeby zdać sobie z tego sprawę, żeby poczuć że Ja wraz z tym Światem
                  to na wyższym poziomie logicznym Jedność w której człowiek ma udział i która
                  jest jego udziałem. Zdaję sobie sprawę że być może nie do końca wyraziłem się
                  jasno - staram się opisać po prostu to co niekiedy zaczynam odczuwać. Dodam że
                  nie biorę żadnych substancji psychoaktywnych :)))
                  Co do uczuć: u zdrowego człowieka są onę kontrolowane przez jego wolę i
                  podlegają jej wpływowi. Neurotyczne zablokowanie ich sprawia że tak naprawdę są
                  one kontrolowane przez lęk; z której to zależności nie zdajemy sobie sprawy.
                  Stąd jak każdy z nas wie, na nic nie zdają się próby powstrzymywania
                  obsesyjnych myśli czy czynności. Tak więc wyeliminowanie lęku to podstawa.To co
                  zostało stłumione ujawni się i podda kontroli naszej woli. To pokrótce.
                  Zdając sobie sprawę z zastosowania tutaj wielu skrótów myślowych które mogą
                  zniekształcać sens, nie kontynyuję dalej, a zainteresowanych odsyłam do
                  literatury o której to była mowa w innym poście. Pozdrawiam
                  • kot9912 Re: nierozwiązany problem... 27.05.06, 12:16
                    "Pustka i poczucie bezsensu jest według mnie wynikiem zablokowania pewnych
                    > uczuć, a co za tym idzie specyficznego sposobu myślenia - jestem Ja oraz
                    gdzieś
                    >
                    > trochę z boku pozostały Świat w którym nie do końca chcę/mogę uczestniczyć."

                    Zgadzam się, lepiej bym tego nie ujęła:)
                    Trzymaj się:)
                • kot9912 Re: nierozwiązany problem... 27.05.06, 12:00
                  Jeśli chodzi o maturę- to jest to stres dlatego, że nauczyciele w wielu
                  szkołach od 1 klasy straszą maturą, jaka to ona trudna itp.I potem ludzie
                  często niepotrzebnie sa przerażeni. Baaaaaaaardzo się cieszę, ze masz to za
                  sobą i że udało Ci sie pokonać ten stres. Domyslam się, ze mówienie przez 15
                  min to duży wysiłek. Ale Tobie się udało:)))))

                  Wiesz, nn na pewno ma wpływ na nasz stosunek do związków, ale myślę, że jeśli
                  trafimy na partnera, który zaakceptuje naszą dolegliwość i pokocha nas
                  bezwarunkowo to spędzimy życie z naprawdę wspaniałą osobą, wartościową,
                  wrażliwą i dobrą. Myślę, ze na dłuższą metę nie zainteresuje się nami jakiś
                  lovelas itp którzy chcą mież laseczjkę bez problemów, piękną, ale niezbyt
                  inteligentną i totalnie niedojrzałą życiowo (żeby czasem nie zorientowała się,
                  ze ją zdradza) i to jest akurat dobre. Ja zauważyłam na swoim przykładzie, zę
                  uciekają ode mnie faceci, dla których sposobem na życie sa zdrady, zabawa it.
                  ponieważ my, osoby z takimi przypadłościami widzimy świat inaczej, widzimy
                  więcej i oni czują, że po zachowaniu i innych symptomach poznamy, że nas
                  oszukują. Troszkę zamotałam z tym wywodem... ale mam nadzieję, ze "Natrętna"
                  rozumiesz mnie mniej więcej??? wydaje mi się, ze łatwiej takie osoby jak my
                  potrafią rozszyfrować drugiego człowieka, ponieważ wielu z nas musiało nauczyć
                  się zrozumieć siebie i netręctwa, które często sa absurdalne. Miałam zajęcia z
                  psychiatrii z taką kobitką(fantastyczna osoba)i ona pracowała 20 lat w
                  przychodni zdrowia psychicznego. 20 lat próbowała zrozumieć i zdiagnozować
                  osoby z zaburzeniami i po takim doświadczeniu wielu ludzi było dla niej jak
                  otwarta książka. Wydaje mi się, chociaż oczywiście MOGĘ SIE MYLIĆ, żę my także
                  mamy ten dar wnikliwego patrzenia na życie, ludzi, świat... To po części widać
                  w postach, które są "przesączone" dojrzałością, mądrością życiową i wyjątkowym
                  spojrzeniem na świat. Sama nerwica jest bardzo przykra, ale to sa jakieś
                  pozytywne aspekty tej przypadłości...

                  Wiesz "Natrętna", kiedyś znalazłam w takiej książce piekny cytat o samotności.
                  I okazuje się (według tego autora), że samotnie potrafią i lubią spędzać czas
                  raczej osoby, które są wartościowe, ponieważ w samotności człowiek dobitnie
                  czuje jaki jest naprawdę - jeśli niewiele są bą prezentuje to czuje to z wielką
                  siłą wówczas i ucieka do ludzi, by samotność mu o tym nie przypominała. Ty
                  natomiast lubisz pobyć sama z własnymi myslami, bo masz najwyraźniej piekne,
                  bogate wnętrze... Nie chce oceniać czy ten autor ma rację, po prostu
                  przytoczyłam jego teorię.

                  Ale się rozpisałam.... pozdrawiam:)))))
                  • natretna Re: nierozwiązany problem... 27.05.06, 19:18
                    Kot dzieki za odpowiedz.
                    Wspomnialas że ludzie z NN z latwoscia rozgryzaja drugich ludzi. To fakt. Nie
                    mam problemu zeby ocenuc sytuacje zamiary.
                    Ale jesli piszesz np o zdradach to powiem Ci jeszcze jedno nie wiem czy wy to
                    macie ale ja np nagminie, poczucie ze ktos przeciwko mnie spiskuje ze cos o
                    mnie mowi , zdradza mnie ...moze własnie dlatego szybciej wylapuje czasem
                    realne "zagrozenie"
                    Ale chorobliwa nieufnosc i podejrzliwosc jest tez straszna i ma wiecej - niz +.

                    Fakt czasem lubie pobyc sama , ale po pewnym czasie czuje sie winna uwazam ze
                    powinnam wyjsc ze nie wolno mi siedziec w domu. Mam fajnych znajomych. (nikt z
                    nich nie wie o nerwicy) ale mimo wszystko brakuje tej drugiej osoby.
                    Po tylu latach samotnosci wydaje mi sie ze zdziczalam i trudno mi bedzie
                    stworzyc zwiazek. Denerwuja mnie czeste dlugie odwiedziny, wiem ze to dziwne
                    ale tyak jest. Lubie znajomych ale do pewniego monetu kiedy staje z boku ,
                    odplywam np na imprezach i juz chce sie znalesc w swoim lózku. Wszystko mnie
                    smuci wszystko widze jak by z boku. wlansie wtedy czuje bezsens i wychodze.
                    Tak naprawde bawie sie tylko wtedy dobrze kiedy kolo mojej osoby wciaz cos sie
                    dzieje. wiem ze to moze zabrzmiec dziwnie i prozni, ale tak nie jest.
                    Chodzi mi o to ze jesli tylko poczuje nude odplywam w swiat fantazji ktory nie
                    moze konkurowac z swiatem rzeczywistym bo jest zbyt kolorowy.
                    Teraz juz dałam sobie spokoj bede z kim to bede ,chociaz wiem ze w tym roku to
                    sie jeszcze nie zdarzy. Przezyje jeszcze 1 neudany romans moze 2 i tak bede
                    sobie zyla.
                    Skupie sie nad soba chce popracowac nad swoimi wybuchami. Nie jestem agresywna
                    ale czasem mowie cos co powinnam pozostawic dla siebie.
                    Poproacuje nad swoim zyciem praca studia itp i bede zyc z dnia na dzien.
                    • kot9912 Re: nierozwiązany problem... 27.05.06, 22:14
                      Wiesz "Natrętna", ja też mam czasem takie podejrzenia, ze każdy jest przeciwko
                      mnie, ale to sa natręctwa i ignoruję te mysli. Rozgraniczyłabym chorobliwą
                      nieufność z jakimiś zachowaniami, które pod jej wpływem podejmujesz - tzn. czy
                      jesteś tylko nieufna czy coś robisz pod wpływem takich myśli, emocji? Bo ja np.
                      jestem uczulona na zdradę, uważam to za plagę w stosunkach damsko - męskich,
                      ale w ogóle nie okazuję zazdrości (bo wiem, ze to nic nie zmieni i wolę
                      bardziej produktywnie wykorzystać tą energię) i zastanawiam się jak to jest u
                      Ciebie?

                      Kochana, myślę, ze Twoje uczucie zdziczenia jest jak najbardziej subiektywne i
                      nieprawdziwe bo jakoś nikt z forum tego nie zauważył:) Fakt, iż masz bogate
                      życie wewnętrzne nie oznacza jeszcze zdziczenia. Byc może odzwyczaiłaś się od
                      bycia w pewnych relacjach, ale to można zmienić i ponownie się tego "nauczyć":)
                      To fakt, wymaga to czasu i zaangażowania, ale jest to dość naturalna obawa,
                      która dotyka wielu ludzi. Wiesz, człowiek myślący tyle co Ty, bogaty
                      wewnętrzenie ma dużą samoświadomość, a to jest moim zdaniem punkt wyjścia do
                      zawierania znajomości z innymi. Bo jak być i poznawać kogoś skoro nie zna się
                      samego siebie??? Oczywiście nie poznamy siebie nigdy do końca, ale uważam to za
                      Twój duży plus:)

                      A jeśli chodzi o Twoje zachowanie na imprezach to ja mam podobnie. Zawsze
                      urywam się na spacer i sobie chodzę np. nad Brdą i rozmyślam... A to, ze czasem
                      mówisz coś czego nie powinnaś była powiedzieć to zdarza się każdemu
                      człowiekowi... Pewnie istotny jest tu m.in. temperament, a skoro lubisz być w
                      centrum to chyba masz duży temperamencik...
                      Napisałaś, że bedziesz żyć z dnia na dzień... zastanawiam się tylko czy tego
                      chcesz naprawdę czy nie widzisz innej możliwości? Bo zabrzmiało tak jakbyś nie
                      do końca tego chciała...

                      Sorry za chaos wypowiedzi, ale uczę się od kilku godzin i już nie myślę chyba:)
                      Cieplutkie pozdro:)
                      Marta
                      • natretna Re: nierozwiązany problem... 28.05.06, 15:13
                        Mi własnie trudno ignorowac takie podejrzenia, zwlaszcza ze jak wszystko czasem
                        i one sie potwierdzaja.
                        Wciąż mysle ze ktos o mnie mówi. Jakis czas temu mialam wciaz slyszałam glosy a
                        konkretnie swoje imie. To bylo zanim poszlam sie leczyc i kiedy obnizylam stres
                        glosy tez umilkły. Czasem szukam spisku ktorego nie ma. Jest to uciazliwe ale
                        nie chorobliwe. Czasem niszczy mi to relacji z innymi ludzmi ale przyzwyczaiłam
                        sie. Wymyslam bezsensowne teorie ze np ktos cos robi dla mnie z łaski, ze tak
                        naprawde mnie nie lubi itp.

                        Co do zazdrosci to nie jestem jakos szczegolnie zazdrosna o cos, np o druga
                        osobe czy rzeczy. To mnie nie meczy.

                        To fakt odzwyczaiłam sie od pewnych relacji i nawet jak chce nie potrafie sie
                        czyms lub kim zainteresowac na dluzej, wszystko i wszyscy szybko mi sie nudza.
                        Ale pewnie jak sie zakocham w odpowiedniej osobie ktora zrozumie moje zachowanie
                        , moja podejrzliwosc i ciagle posadzanie o cos czego nie zrobił nie pomyslał.

                        Tak kazdemu zdarza sie palnac cos glupiego ale wydaje mi sie ze mi za czesto i
                        ze czasem ranie tych ktorych kocham, moze i jest to naturalne ale mi nie odpowiada.

                        A chec bycia w centrum wynika pewnie z jakis kompleksow i silnego charakteru
                        ktory niestety pozostaje nie nasycony przez wstyd i obawy przed zlym odebraniem
                        przez otoczenie. Jestem soba radosna i lubiaca zarty i zabawe ale mimo wszystko
                        strasznie sie ograniczam.
                        Dla ludzi ktorzy znaja mnie dobrze jest to fałszywe ze w domu i wsrod bliskich
                        pozwalam sobie na wszystko nie krepuje sie potrafie byc ostra w slowach i
                        zachowaniu a gdy wchodze w troche mniej znane srodowisko jestem bardzo wyciszona
                        trudno mi "wyluzowac sie" I nie chodzi o to ze oni sa obcy bo tak nie jest
                        tylko nie jestem z nimi az tak blisko. Boje sie pozniejszych kometarzy
                        "zobaczcie jaka ona pewna siebie" (ludzie nie lubia pewnych siebie) lub sa zli
                        ze ktos lepiej niz oni odnajduja sie w towarzystwie.
                        Boje sie komentarzy ale nie potrafie wyposrodkowac. wczoraj np kolega mowi zebym
                        sie usmiechnela , nie wiem czemu tak powiedzial bo bawilam sie dobrze a mimo
                        wszystko innym wydawlao sie ze jest inaczej moze dlatego ze siedzialam spokojnie
                        wygldajac jak ktos kto sie krepuje.

                        A co do zycia z dnia nia dzien , nie jest to szczyt marzen ale wiem ze nie moge
                        na zaduzo liczyc. Zajme sie soba , przestalam juz wygladac odpowiedniego faceta.
                        sa ludzie ktorzy ida przez zycie sami bez drugiej polowy i moze i ja taka bede.
                        Nie wiem nie interesuje mnie juz to.


                        • ipresume Re: nierozwiązany problem... 28.05.06, 19:46
                          przepraszam że się wtrącam, ale odnoszę wrażenie że odpuściłaś sobie. Według
                          mnie takie podejście pogrąży Cię w jeszcze większej apatii. Nie daj się:
                          " To co łatwo przychodzi nisko cenimy. Niebiosa wiedzą jaką cenę wziąć za
                          swoje dobra". Pozdrawiam
                          • natretna Re: nierozwiązany problem... 28.05.06, 22:38
                            Tak odposciłam sobie w sferze damsko meskiej. Przestalam sie na tym skupiac. Nie
                            mowie ze nie zamierzam interesowac sie facetami flirtem seksem itp ale nie
                            czekam juz na tego jedynego. Wiem ze tego nie dostane w przeciegu tego roku i
                            juz. A i nie masz za co przepraszac milo ze sie "wtraciłas" :)
                          • natretna Re: nierozwiązany problem... 28.05.06, 22:39
                            ten cytat jest bardzo trafny "To co łatwo przychodzi nisko cenimy. Niebiosa
                            wiedzą jaką cenę wziąć za swoje dobra" z tym tylko ze nie wiem jak mozna
                            zaperacowac sobie na milosc ? To moze odnosic sie do przyjazni pracy ale nie
                            milosci.
    • perlonta Re: nierozwiązany problem... 04.06.06, 00:47
      "Myslę, że nigdy nie można być pewnym drugiej osoby..."

      Marto,
      ludzie bez OCD i depresji mysla podobnie.
      Tylko my te mysli odbieramy inaczej, wyolbrzymiajac problem.
      To nasza domena.
      Depresja nakreca OCD, OCD depresje i juz mamy bledne kolo.
      Na tyle na ile poznalam Cie na tym forum uwazam, ze masz duze szanse spotkac
      czulego i troskliwego mezczyzne, ktory uszanuje Cie za to KIM jestes, nie
      zwazajac na chorobe.
      A jestes bardzo wartosciowa osoba, wyjatkowo wrazliwa i czula.
      Wszelkie watpliwosci odnosnie innych ludzi pochodza od nas samych, bo przeciez
      MY nawet sobie nie ufamy!
      Bedzie dobrze Kochana, tylko kieruj sie swoja niezawodna intuicja przy doborze
      partnera.
      Jestem z Toba.

      serdecznie
      P.
      • natretna Re: nierozwiązany problem... 04.06.06, 11:12
        Mysle ze znalezienie mezczyzny ktory zakceptuje NN nie jesy az tak trudno.
        trudno jest zakceptowac tego mezczyzne
      • kot9912 Re: nierozwiązany problem... 04.06.06, 14:39
        Droga Perlonto:))

        Dziękuje za miłe słowa:)Cieszę się, ze znowu piszesz na forum bo jakiś czas Cię
        nie było. Wiesz, nawet moi wykładowcy mi czasem mówią, ze ja niekiedy daję sie
        wykorzystywać ludziom... Nie wiem skąd takie wnioski, bo ja znimi nie rozmawiam
        o takich sprawach, ale czasem sama odczuwam takie wrażenie. Np. w związku daję
        pełną swobodę, nie kontroluję, pozwalam na realizację drugiej osobie, na wypady
        z kolegami, a mój były chłopak (planowalismy przyszłość) zdradził mnie ze swoją
        byłą dziewczyną i był ze mną tylko dlatego, ze nie mógł być z nią i cały czas
        próbował rozbić jej związek i wrócic do niej... Chyba nie muszę mówić jak to
        zabolało... Ja sama sobie nie wyobrażam jak tak można kogoś potraktować... Ale
        już jest ok:)))) Tylko że trudno mi teraz zaufać komuś. Generalnie nawet nie
        pozwalam się zbliżyć do siebie żadnemu mężczyźnie. Może kiedyś się to zmieni.
        Ale teraz czeka mnie 3 miesiące pracy i szkoła. Zmieniłam temat magisterki,
        promotorka mnie to zaproponowała i czeka mnie dużo pracy... Poza tym mam szanse
        na doktorat i wolę na razie tym się zająć:)))) Profesor chce żebym pracowała z
        nią po studiach:)) Nie wiem co z tego wyjdzie, ale to miłe:)

        Dosyć o mnie - ale się rozpisałam. powiedz co u Ciebie słychać? Sporo czasu Cię
        nie było na forum, mam nadzieję, ze wszystko w porządku u Ciebie? Wiosna za
        oknam więc chyba i w sercu powinna zawitać wiosna, co?

        serdeczne pozdro, buziaki i podziękowania:))) pa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka