odtracona
24.05.06, 16:22
Mam 47 lat i samotnie wychowuję 18-letniego syna. Nie powodzi mi się
najlepiej, ale nie narzekam na swój los. Mieszkam z Rodzicami, bo nie
stać mnie na mieszkanie. Ostatnio leżałam chora w łóżku i wtedy mój
Tata (normalny człowiek, nie jakiś z marginesu) powiedział mi, abym
zdechła albo wyprowadziła się z domu. Świat się dla mnie zawalił, mam
ochotę skoczyć z mostu albo wpaść pod TIR-a. Jestem normalną osobą,
spokojną, uczynną, bardzo uczciwą i potrafiącą zapewnić ciepło rodzinne.
Jestem też jedynaczką i nie mam się komu wyżalić. Nie jestem osobą prze-
bojową, mającą mnóstwo przyjaciół, raczej nieśmiałą, choć bardzo pogodnie
nastawioną do życia. Chciałabym zamieszkać z samotną osobą, dla której by-
łabym jak członek rodziny. Nie stać mnie na wynajęcie mieszkania. Ale oczy-
wiście pokryłabym koszty światła, gazu itp. A może jest jakieś inne wyjście
z sytuacji?
PS. Gdyby jeszcze tak znalazło się miejsce dla mojego syna, to byłabym
szczęśliwa. Niestety w mojej dalszej rodzinie nie ma dla mnie miejsca.
Nie nadaję się do pracy polegającej na opiece nad niemowlęciem lub przy
osobie przewlekle leżącej. Moje zdrowie tez nie jest najlepsze (częste
bóle kręgosłupa i astma), ale nie tak tragiczne, jakby się wydawało.