Dodaj do ulubionych

jak zyc po odrzuceniu???

06.05.03, 09:58


Jestem, bylam (???) z mezczyzna od dwoch lat.
Nigdy nie bylo rozowo - to on mie zdobyl, moje zaufanie
i bezgraniczne oddanie, bo ja kocham tylko tak - calym sercem!
Poznalam go na wylot, jego rodzine, przyjaciol..
ich stosunek do niego - czesto - "dziwak"
A ja tego dziwaka pokochalam, zapomnilam o sobie, o swoich pragnieniach, o
bezpieczenstwie, o tym, ze jestem inna, ze drazni mnie wegetarianizm, ze
wole seriale a nie inne programy - ale bylo - czasem lepiej - gdy
ustepowalam we wszystkim gdy kochalam jego wady...
Najczesciej gorzej - gdy wykrzyczalam swoje stanowisko.
Oj wtedy sie dzialo!!!
Wyzwiska, awantury, ze jestem niereformowalna, ze nie wiem o ludziach nic
i mnostwo innych rzeczy.
Czlowiek ktory nigdy nie powiedzial PRZEPRASZAM
Nawet wowczas gdy bylo dobrze, probowalam wytlumaczuc mu, ze powinien uczynic
ten gest... nic z tego konczylo sie to nastepna awantura i wyrzucaniem mnie z
domu, nie odbieraniem telefonu.
I tak w kolko, ja potem dzwonilam, przepraszalam, ( ja przepraszalam - to
chore, wiem )i znowu - moje "zmienie sie, ja sie zmienie - a Ciebie nie bede
zmieniala Kocham Cie."
Swiadkiem tego sa nasi przyjaciele, szczerzy czy nie? Nie wiem .
Oni mowia - rzuc, zostaw, nie dzwon.
Ale ja do cholery jestem chyba niereformowalna bo dzwonilam po raz kolejny i
kolejny.
I slowa jego rodzicow - daj spokoj sobie z nim - jego wybuchy zlosci i
agresji ( nie tylko slownej ), wiemy o tym - na nas tez krzyczy jak cos jest
nie po jego mysli.
dajcie sobie troche czasu.
A ja jak na zlosc - samarytanka - bylo mni szczerze szkoda jego matki ktora
plakala i mowila - "co mam robic"
A teraz - teraz jest kolejna klotnia
Znowu dzwonie uspokajam, znowu mowie KOCHAM, TESKNIE, WROC...
w kolko, w kolko...
wiem on jest rozdrazniony! On ma problem ze stosunkami miedzyuludzkimi.
W swoim 33 letnim zyciu 14 krotnie zmienial prace.
Teraz znowu pracuje, zlozeczy na wszystko!
Ja mam swietne stanowisko pracy, pewna dobrze platna posade, to ja jestem
jego ostaja.
Ale od dwoch tygodni tkwie w zawiaszeniu
Od tygodnia juz uskuteczniam jakas glupia glodowke, czy tez odchudzanie, pale
na potege!
Nie wiem co mam ze soba robic, chodze z kata w kat - w pracy zaleglosci rosna
w zastraszajacym tempie a mi sie nie chce zyc...
Blagam, portadzcie mi jak mam dotrzec do takiego czlowieka, jak wytlumaczyc
ze jestem jadyna osoba na swicie ktora tak bardzo stara sie go zrozumiuec i
pomoc i byc zawsze na wyciagniecie reki gdy np. nastepny szef okaze sie
imbecylem, a On nie bedzie pracowal z debilami i rzuca to.
Bierze co raz to fajniejsze kredyty, zeby oddac pieniadze mi, potem znowu
pozycza..
Cholera - kiedys mu to powiedzialam.
Ze najbardziej to w ostatecznym rozrachunku bije po kieszeni mnie !!!\
Koszmar!
Zero odpowiedzialnosci
jak z takim czlowiekiem zyc???
Niech ktos mi poradzi, blagam.
Prosze tylko nic w stylu " olej go "
"wroci jak zateskni" - przerabialam to juz wielokrotnie
zawsze niestety to ja wracalam i nowu przepraszalam.
Kocham go i tesknie, jak mam do niego dotrzec???
Jestescie moja ostatnia deska ratunku.
Dzisiajszej nocy nie spalam, mialam mysli samobojcze, mialam garsc tabletek w
reku...
a w tym wszystkim jest jeszcze dziecko, moje dziecko...
Ktore sie bardzo do Niego przywiazalo i teskni.
Cos ze mna sie dzieje dziwnego - stracilam ochote by sie ruszac, by
cos zjesc, by spac...

Pomocy, jak mu wytlumaczyc???
Jak przekonac ze Go kocham???
Gubie sie we wszystkim
Dlaczego napisalam tu?
Bo nie wiem do kogo mam sie zrocic.
Bo wszyscy kpi, bo kaza mi zapomniec - ale ja nie chce.
Bo kocham.


















































Obserwuj wątek
    • pk74 Re: jak zyc po odrzuceniu??? 06.05.03, 11:40
      Znam cos takiego.
      Sa dwie metody:
      1. Porozmawiac i powiedziec, ze musi sie to zmienic.
      2. Jezeli 1. nie skutkuje - odejsc.

      Jezeli nie odejdziesz, a bedzie dalej tak samo pograzysz siebie i dziecko.
      Gdyby nawet obiecal bez przerwy, ze sie zmmieni, a nic by sie w tym kierunku
      nie dzialo, mozesz byc pewna, ze tak juz zostanie.
      Jezeli chcesz miec normalne zycie i chcesz zeby dziecko wyroslo na czlowieka,
      ktory bedzie wiedzial jaka droga ma w zyciu isc, znajdz kogos, przy kim to sie
      da zrealizowac.
      Poczytaj wypowiedzi osob, ktore sie zdecydowaly na podobny krok. Lepiej zrobic
      to teraz niz potem doprowadzic sie do stanu, w ktorym nie bedziesz potrafila
      zapewnic opieki nie tylko sobie ale i dziecku.

      Zycze ci wielu sukcesow i mam nadzieje, ze zrobisz to, co jest najlepsze w tej
      sytuacji dla CIEBIE.
    • ispa Re: jak zyc po odrzuceniu??? 06.05.03, 11:45
      Wiesz co, w tym co piszesz, chce podkreslic dwie rzeczy:
      jesli faktycznie kochasz go za oryginalnosc, pomimo wad i
      roznych odchylek to super. Znam podobne odczucie, kiedy
      nie rozumiem jak mozna kochac np. obrazek modelki, chocby
      nie wiem jak piekna byla. Czlowiek z krwi i kosci, z
      wadami zaletami,tajemnicami i sekretami to jest ktos kogo
      naprawde mozna kochac. Po drugie: on NIGDY nie
      przeprasza. Znam ten typ czlowieka. Z reguly wpojone od
      dziecka albo taki po prostu charakter ze powiedzenie
      PRZEPRASZAM od tak jakby odjecie swojej sily i dumy,
      czesto brak takiego slowa swiadczy o niedojrzalosci
      czlowieka, kompleksach itd. bo umiejetnosc mowienia tego
      slowa, szczerze i gdy potrzeba to wielka zaleta, naprawde
      klasa czlowieka. PRZEPRASzAM to nie jest ujma, to slowo
      ktore ma pokazac drugiej stronie, ze sie o niej mysli,
      czuje, zaluje tego co sie zrobilo. Przepraszam to nie
      znaczy: moja energia i duma -20%. Jesli go naprawde
      kochasz, postaraj sie zrozumiec, postaraj. Bo jesli
      zaakceptowalas go jako czlowieka, zrozum ze moze nie
      potrafi robic rzeczy oczywistych dla Ciebie....ciezko ale
      warto chyba:)
      • iwona731 Re: jak zyc po odrzuceniu??? 06.05.03, 13:38
        Dziekuje za zrozumienie
        szczegolnie za te slowa o czlowieku, o jego innosci,
        o tym, ze nie mowienie "przepraszam" nie jest najwieksza wada.
        Bo ja jestem dojrzala kobieta i zdaje sobie sprawe ze nie wypowiedane przez
        niego slowo nie znaczy wcale ze nie zaluje.
        Gubie sie w tym wszystkim.
        Z jednej strony obiecuje sobie, ze nie bede juz dzwonic, ze nie odezwe sie
        Z drugiej jednak pragne rozmowy i tego by ustapic mu.
        Nie w mysl "byle jaki byleby byl" ale w imie milosci.
        Boje sie jednak jego przykrych slow i nie wiem jak najlagodniej poprostu
        zagadac, zapytac o cos, myslalam moze o wspomnieniu milych chwil, zeby
        przypomnial sobie, zeby wiedzial, ze kocham i ze wybacze....
        Tylko jak to zrobic?
        Czy napisac, czy zadzwonic?
        Jakie slowa dotra do niego.
        Wiem takze ze jest samotny beze mnie, ze gdy jest miedzy nami dobrze jest
        CUDOWNYM czlowiekiem, ze problemy z praca go zupelnie przytlaczaja, ze nie
        potrafi dogadac sie z rodzicami, ma do nich jakis zal.
        Wielokrotnie zreszta mowil mi o tym.
        O dziecinswie w rodzinie niby inteligentnej, niemniej jednak z alkoholoem i
        zwiazanymi z tym problemem ekscesami, bicie, wyzywanie.
        A ja chce powiedziec, ze ja tez przez to przeszlam, ze rozumiem.
        Ze do mnie mama nigdy nie powiedziala "kocham Cie"
        dlatego czesto to powtarzam swojej corce, mowie jej to na kazdym kroku.
        I pragnemowic do do niego - albo dostac zaniku pamieci!!!
        Zeby nie pamietac jaki bywal czuly.
        Zle sie z tym wszystkim czuje
        Nie potrafie byc szczesliwa bez niego a z nim tez bywa roznie.
        Moja corka tez nie bedzie szczesliwa gdy ja nie bede wiec twierdzenie, rzuc
        zapomnij jest nie calkiem na miejscu.
    • potter2 Re: jak zyc po odrzuceniu??? 06.05.03, 19:26
      Ciesz się, że rozstaliście się teraz. Z agresywnym mężczyzną nie będziesz miała
      życia, będzie tłumił swój lęk i agresję alkoholem albo będzie wyżywał się na
      Tobie i Twoim dziecku. Lepiej mieć spokój. Uwierz mi, bo piszę mając własne
      doświadczenie w życiu z agresywnym mężczyzną - wpadłam w depresję, straciłam
      poczucie własnej wartości, uważałam, że nie mogę mieć własnych potrzeb,
      znajomych itd. Zawsze mnie krytykował, wszystko było źle.
      Najlepiej nie dzwoń, nie pisz, nie widuj go. Musisz sobie zapewnić okres
      ochronny i być dobra dla siebie, przede wszystkim nie obwiniać się - na
      początku będzie strasznie, ale jak przetrwasz to zobaczysz, że świat nie jest
      taki zły, a wokół są inni mężczyźni.
      Powodzenia.
      • iwona731 Ale jak przetrwac te pierwsze dni??? 08.05.03, 09:12
        Od trzech dni Go nie slyszalam i nie wiedzialam.
        Mniej wiecej tyle juz czasu zyje bez snu.
        Co jeszcze - bez jedzenia - co w moim przypadku mnie szczegolnie nie martwi
        bo co nieco przydaloby sie zrzucic;-)
        Duzo pale, wlasciwie wiecej niz zawsze.
        Wysylam do niego rozpaczliwe SMS-y i co najgorsze nie kontroluje tego - jedno
        klikniecie - WYSLIJ
        i znowu wyrzuty do siebie, ze to zrobilam.
        Potrzebuje jakiegos zapomnienia, zaniku pamieci.
        Kocham go i tesknie okropnie.
        Wspominam kazdy jego dotyk, ten czuly i zupelnie zapominam te zle.
        W glowie mam tylko jego imie, numer telefonu, placze calujac jego zdjecie.
        Zupelnie mi odbija. Ciagle nie moze do mnie dojsc prawda o tym, ze on mnie juz
        nie kocha.
        Ze swoja natarczywoscia niszcze to co jeszcze zostalo i depcze szanse by sie
        jeszcze raz do mnie odezwal.
        Chce napisac list - mysle o tym jak dotrzec do jego powiklanej duszy.
        Do tej pory kazdy dzien, kazda chwila byla tylko z NIM teraz te dni i chwile sa
        mi nie potrzebne.
        Grzesze wypisujac takie rzeczy, nie myslac o corce.
        Ale ludzka rzecza jest grzeszyc.
        Kiedy to sie skonczy?
        Kiedy sie do mnie odezwie?
    • uzus Re: jak zyc po odrzuceniu??? 08.05.03, 09:06
      iwona731 napisała:

      >pomocy, jak mu wytlumaczyc???
      > Jak przekonac ze Go kocham???
      > Gubie sie we wszystkim
      > Dlaczego napisalam tu?
      > Bo nie wiem do kogo mam sie zrocic.
      > Bo wszyscy kpi, bo kaza mi zapomniec - ale ja nie chce.
      > Bo kocham.

      Może weź go głodem...


      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      • iwona731 Re: jak zyc po odrzuceniu??? 08.05.03, 09:15
        dlaczego ze mnie kpisz?
        Czy cos Ci zlego zrobilam?
        • ispa Re: jak zyc po odrzuceniu??? 08.05.03, 10:57
          Iwona, wiem ze moze byc Ci ciezko i naprawde wspolczuje.
          wiedz jednak i zmus sie do zrozumienia pewnego
          mechanizmu. Im bardziej bedziesz sie starac i nalegac,
          tym bardziej on bedzie przeswiadczony ze nie musi robic
          kompletnie nic a Twoje zainteresowanie i pamiec jest
          gwarantowane. Jezeli go troche "przyglodzisz" i sprawisz
          pozory ze Ty nie pamietasz, odezwie sie szybciej niz
          myslisz. To taki prosty mechanizm miedzyludzki. Trzymaj sie
          • iwona731 Re: jak zyc po odrzuceniu??? 08.05.03, 11:31
            przeglodzic mowisz, nie w pore, wlasnie wyslalam pelen rozpaczy list o tym ze
            nie potrafie bez niego zyc.
            Moze nie bedzie az tak zle bo nie nie oddzwonil z awantura tzn. ze moze
            przeczyta. Pozdrawiam goraco - tak jak na dworze.
        • uzus Re: jak zyc po odrzuceniu??? 08.05.03, 20:36
          iwona731 napisała:

          > dlaczego ze mnie kpisz?
          > Czy cos Ci zlego zrobilam?

          Chcę Ci jakoś pomóc.
          Skoro to taka twierdza, trzeba strategicznie.
    • emelaine Re: jak zyc po odrzuceniu??? 08.05.03, 16:30
      Kobieto zacznij szanowac siebie. Przeciez Ty doslownie zebrzesz o jego milosc.
      Gdzie Twoja godnosc? Twoje poczucie wlasnej wartosci? idz na psychoterapie.
      Odbuduj siebie. Bo bedziesz cierpiec i czekac na ochlapy milosci ze strony tego
      czy innych facetow ktorych w zyciu spotkasz.
      Przeczytaj ksiazke: Norwood: "Kobiety ktore kochaja za bardzo", "Dlaczego on
      nie kocha, a ona za nim szaleje" plus wszystkie o poczucie wlasnej wartosci.
      Trzymaj sie!!
      jestem naprawde po Twojej stronie i zycze ci z calego serca wszystkiego
      dobrego.

      iwona731 napisała:

      >
      >
      > Jestem, bylam (???) z mezczyzna od dwoch lat.
      > Nigdy nie bylo rozowo - to on mie zdobyl, moje zaufanie
      > i bezgraniczne oddanie, bo ja kocham tylko tak - calym sercem!
      > Poznalam go na wylot, jego rodzine, przyjaciol..
      > ich stosunek do niego - czesto - "dziwak"
      > A ja tego dziwaka pokochalam, zapomnilam o sobie, o swoich pragnieniach, o
      > bezpieczenstwie, o tym, ze jestem inna, ze drazni mnie wegetarianizm, ze
      > wole seriale a nie inne programy - ale bylo - czasem lepiej - gdy
      > ustepowalam we wszystkim gdy kochalam jego wady...
      > Najczesciej gorzej - gdy wykrzyczalam swoje stanowisko.
      > Oj wtedy sie dzialo!!!
      > Wyzwiska, awantury, ze jestem niereformowalna, ze nie wiem o ludziach nic
      > i mnostwo innych rzeczy.
      > Czlowiek ktory nigdy nie powiedzial PRZEPRASZAM
      > Nawet wowczas gdy bylo dobrze, probowalam wytlumaczuc mu, ze powinien uczynic
      > ten gest... nic z tego konczylo sie to nastepna awantura i wyrzucaniem mnie z
      > domu, nie odbieraniem telefonu.
      > I tak w kolko, ja potem dzwonilam, przepraszalam, ( ja przepraszalam - to
      > chore, wiem )i znowu - moje "zmienie sie, ja sie zmienie - a Ciebie nie bede
      > zmieniala Kocham Cie."
      > Swiadkiem tego sa nasi przyjaciele, szczerzy czy nie? Nie wiem .
      > Oni mowia - rzuc, zostaw, nie dzwon.
      > Ale ja do cholery jestem chyba niereformowalna bo dzwonilam po raz kolejny i
      > kolejny.
      > I slowa jego rodzicow - daj spokoj sobie z nim - jego wybuchy zlosci i
      > agresji ( nie tylko slownej ), wiemy o tym - na nas tez krzyczy jak cos jest
      > nie po jego mysli.
      > dajcie sobie troche czasu.
      > A ja jak na zlosc - samarytanka - bylo mni szczerze szkoda jego matki ktora
      > plakala i mowila - "co mam robic"
      > A teraz - teraz jest kolejna klotnia
      > Znowu dzwonie uspokajam, znowu mowie KOCHAM, TESKNIE, WROC...
      > w kolko, w kolko...
      > wiem on jest rozdrazniony! On ma problem ze stosunkami miedzyuludzkimi.
      > W swoim 33 letnim zyciu 14 krotnie zmienial prace.
      > Teraz znowu pracuje, zlozeczy na wszystko!
      > Ja mam swietne stanowisko pracy, pewna dobrze platna posade, to ja jestem
      > jego ostaja.
      > Ale od dwoch tygodni tkwie w zawiaszeniu
      > Od tygodnia juz uskuteczniam jakas glupia glodowke, czy tez odchudzanie, pale
      > na potege!
      > Nie wiem co mam ze soba robic, chodze z kata w kat - w pracy zaleglosci rosna
      > w zastraszajacym tempie a mi sie nie chce zyc...
      > Blagam, portadzcie mi jak mam dotrzec do takiego czlowieka, jak wytlumaczyc
      > ze jestem jadyna osoba na swicie ktora tak bardzo stara sie go zrozumiuec i
      > pomoc i byc zawsze na wyciagniecie reki gdy np. nastepny szef okaze sie
      > imbecylem, a On nie bedzie pracowal z debilami i rzuca to.
      > Bierze co raz to fajniejsze kredyty, zeby oddac pieniadze mi, potem znowu
      > pozycza..
      > Cholera - kiedys mu to powiedzialam.
      > Ze najbardziej to w ostatecznym rozrachunku bije po kieszeni mnie !!!\
      > Koszmar!
      > Zero odpowiedzialnosci
      > jak z takim czlowiekiem zyc???
      > Niech ktos mi poradzi, blagam.
      > Prosze tylko nic w stylu " olej go "
      > "wroci jak zateskni" - przerabialam to juz wielokrotnie
      > zawsze niestety to ja wracalam i nowu przepraszalam.
      > Kocham go i tesknie, jak mam do niego dotrzec???
      > Jestescie moja ostatnia deska ratunku.
      > Dzisiajszej nocy nie spalam, mialam mysli samobojcze, mialam garsc tabletek w
      > reku...
      > a w tym wszystkim jest jeszcze dziecko, moje dziecko...
      > Ktore sie bardzo do Niego przywiazalo i teskni.
      > Cos ze mna sie dzieje dziwnego - stracilam ochote by sie ruszac, by
      > cos zjesc, by spac...
      >
      > Pomocy, jak mu wytlumaczyc???
      > Jak przekonac ze Go kocham???
      > Gubie sie we wszystkim
      > Dlaczego napisalam tu?
      > Bo nie wiem do kogo mam sie zrocic.
      > Bo wszyscy kpi, bo kaza mi zapomniec - ale ja nie chce.
      > Bo kocham.
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      • wawai Re: jak zyc po odrzuceniu??? 09.05.03, 09:01
        No i jak Ci pomóc? To nie jest takie łatwe. Rozumiem Cię doskonale bo sam
        przeżywam podobne problemy. W moim przypadku nie jest to aż taki wielki problem
        ale wiem jak bardzo cierpisz. Na pewno jesteś dobrym człowiekiem, bardzo
        wrażliwym i potrafiącym kochać. To się widzi od razu, wystarczy przeczytać
        jeden z Twoich tekstów. Gdyby na świecie byłoby więcej takich ludzi jak Ty
        byłoby po prostu lepiej. Rzecz w tym żeby ktoś te Twoje bardzo pozytywne i
        ważne cechy potrafił docenić. Brakuje Ci poczucia własnej wartości i
        asertywności. W związku z tym zachowujesz się jak dziecko i myślisz jak
        dziecko, nie potrafisz opanowac emocji. Jakie bylo Twoje dziecinstwo?
        Wspomnialas cos o alkoholu w rodzinie? Sam jestem DDA, wychowywalem sie w
        niezdrowych warunkach, jeden z rodziców pil przez cale moje dziecinstwo. Wiem
        jak wielki jest to problem. Sam musze czasem mocno walczyc z zyciem bo nie
        radze sobie z pozornie blahymi problemami. Jestem bardzo emocjonalnym
        czlowiekiem, w dodatku facetem. Jak sobie radze? Mam wspaniala dziewczyne i
        jezeli miedzy nami jest wszystko w porzadku to jestem szczesliwy. Niestety
        wszelkie konflikty przezywam bardzo zle. Wtedy sobie nie daje za bardzo rady.
        Ale pracuje nad tym. Czytam ksiazki o asertywnosci, o pracy nad soba. Daj sobie
        wycisk fizyczny, moze to troche glupio brzmi ale naprawde pomaga. Jakis
        rowerek, czy bieganie, plywanie. Tak do bolu! Zobaczyz ze pomoze. Choc na
        chwile spojrzysz na swiat inaczej. Popracuj nad soba i przede wszystkim nad
        soba. Poczekaj az on sie pierwszy odezwie. Jezeli Cie kocha to na pewno sie
        odezwie. On ma pewnie podobne problemy.
        Trzymaj sie
        • iwona731 Re: jak zyc po odrzuceniu??? 09.05.03, 10:31
          Dzieki za tak mile slowa i przede wszystkim
          za zrozumienie, ze nie kazdy potrafi, CHCE - rzucic, zapomniec
          Bo ja nie chce. Znam swoj problem - samotnosc i wszelkie mozliwe sposoby z nia
          zmagania sie. Moze wlasnie z powodu tak silnego pragnienia nalezenia do KOGOS
          jestem zgodna na wszelkie ustepstwa. Faktem jest rowniez to, ze jestem ugodową
          malo konfliktową osobą. Co jeszcze - rozumiem, ze dwoje ludzi nie moze tylko
          brac, tylko krzyczec " ja jestem najwazniejsza, kocham siebie !!!"
          Ze trzeba czasami przemilczec zlosc drugiej osoby, bo ona mysli i czuje inaczej.
          Co do nie odzywania sie. Niestety bylam zmuszona dzisiaj zadzwonic.
          Sprawa dosc wazna, finansowa. Jest zdenerwowany, i co dziwne - przepracowany.
          Jednak nie bylam nachalna. Powiedzialam co mialam powiedziec, na koniec
          dodalam, ze ciagle mysle i ze nie jest mi obojetny.
          Smutny bedzie to weekend, ale jakos sobie poradze.
          Dziekuje za odpowiedz i pozdrawiam serdecznie.
          A moze rzeczywiscie jestesmy zbyt wrazliwi...
    • potter2 Re: jak zyc po odrzuceniu??? 09.05.03, 10:47
      Iwona, ja też znam ból odrzucenia. Ale od dwóch miesięcy "zaparłam się" i nie
      dzwonię, nie piszę, "nie żebrzę" o miłość. Najgorsze były pierwsze dwa
      tygodnie - wspomnienia wracały, chciało mi się płakać, byłam rozdrażniona. Za
      to teraz jest rewelacyjnie, jestem spokojniejsza, pomału odzyskuję poczucie
      własnej wartości i staram się zadbać o siebie, o swój rozwój. I też polecam Ci
      książkę "Kobiety, które kochają za bardzo". Poza tym nikogo nie zmusisz do
      miłości, a tylko stracisz Jego szacunek. I paradoksem jest, że gdy sobie
      odpuścisz, kto wie, może On zmądrzeje i pożałuje. A jak nie, to pomyśl sobie,
      że są tacy, co Cię lubią.
      • iwona731 Re: jak zyc po odrzuceniu??? 09.05.03, 11:21
        Ja tez nie zwariuje - bez obaw.
        Ale ciesze sie, ups, zle slowo w kontekscie tego co przezylas - ze wiesz co
        znaczy tak czuc sie po odrzuceniu.
        natomiast mimo calej sympatii do osoby Twojej jak i odpowiedzi śmiem
        twierdzić, że książki które polecasz , wybacz - bzdurne poradniki żerujące na
        naiwności i nie zaradności czytających je, odrzucam to własnie!
        Chcę przeżyc życie sama - mimo schodów, namacalnie poczuc każde uczucie, każde
        pragnienie. I choć teraz jestem w dołku to za ( ile mi dajesz - dwa miesiące -
        pocieszające, naprawde, przeżyje ) za dwa miesiące bez poradników zacznę
        widzieć wszystko w innych barwach.
        A to juz bedzie LATO!!!
        Planuje wydatki - to moja metoda - i okazuje sie, ze bez Niego ( a dokladniej
        bez wydatkow na niego ) - Huraaaa NA WIECEJ MNIE STAC! Juz sie ciesze!


        • potter2 Re: jak zyc po odrzuceniu??? 09.05.03, 11:45
          Dzięki za miłe słowa. Co do książek masz rację, one raczej nikomu nie pomogą,
          ale fajnie jest poczytać, że nie tylko samemu ma się problem, że jest istnieją
          inne kobiety, które mają ten sam problem.
          Pozdrawiam
          • iwona731 Do potter2 09.05.03, 13:01
            Slowo do potter2
            Czytalam inne posty i zauwazylam ze dość często się wypowiadasz.
            Masz duża wiedzę na temat różnych rodzajów leków, ich zastosowania.
            Nie chce byc natrętna ale chętnie wzięłabym coś na odprężenie.
            Wizyta u psychologa nie wchodzi w gre.
            I na jakiej zasadzie działają takie środki, chyba chodzi tu o środki
            uspakajające.
            Widziałam i bralam niejednokrotnie mnóstwo ziołowych, ale to chyba nie to samo.
            Mam moja bierze dużo relanium. Może to?
            Chcę jak najszybciej i jak najmniej boleśnie ZAPOMNIEĆ.
            • potter2 Re: Do potter2 09.05.03, 13:33
              Niestety, nie znam leków bez recepty poza Melissaną i herbatką z melisy - obie
              dobrze na mnie działają.
              • ispa Re: Dla Iwonki na odprezenie 10.05.03, 10:07
                1) Wiesz Iwona jest pewna, jak dla mnie cudowna,
                substancja ktora kiedys doskonale uzmyslowila mi jak
                bardzo na naszym nastroju ciazy tzw. Chemia mozgu.
                Calkiem naturalna, bezpieczna a wierz mi - daje super
                efekty. To bialko tyrozyna. Uzywa sie w sporcie i przy
                chandrze, w obu przypadkach ma zastosowanie. Ilekroc mam
                spadki nastroju, wracam to tyrozyny i juz po tygodniu
                nastepuje ....po prostu takie PSZTYK w mozgu i widzeniu
                swiata. Autentycznie to bardzo ok substancja. Mnie bardzo
                uspokaja i powoduje ze promieniuje optymizmem, a to
                przeciez tylko "glupie" bialko, aminokwas.
    • ania_chmielewska Re: nie badź męczennicą! 10.05.03, 15:14
      Żyj normalnie, powiedz mu co czujesz, powiedz jak rani Cię jego postępowanie i
      zachowanie. Nie oceniaj go, nie używaj komunikatów typu "TY...", mów jak ty się
      czujesz,gdy on sie tak zachowuje np. "Ja czuje lekceważona, jest mi smutno gdy
      nie odbierasz moich telefonów. Powiedz mu, że Ci na nim zależy, ale nie
      potrafisz funkcjonować w takim związku. Badź asertywna i konsekwentna. Jeśli to
      nie pomoże to może spytaj go wprost czy mu na Tobie zależy. Nie ulegaj, nie
      dzwoń. Jeśli on zadzwoni pierwszy powiedz mu, że cieszy Cię jego telefon, ale
      musicie porozmawiać poważnie o Waszym związku. Skorzystaj z pomocy fachowca -
      terapeuty to bardzo pomaga przetrwać ciężkie chwile. Zadbaj o siebie, spraw
      sobie prezent np. coś o czym marzyłaś od dawna. Jeśli masz możliwośc wyjedź
      sama na urlop, zrelaksuj się, wycisz. Weź kartkę i spisz to co Ci przeszkadza w
      postępowaniu ukochanego a co sprawia radość. Bez emocji łatwiej ocenić swój
      związek. Nie rób z siebie męczennicy, nie gódź się na takie traktowanie. Jeśli
      będziesz się na to godzić to w praktyce jest tak, że druga strona zachowuje się
      coraz gorzej. Twierdzenie "ja sie tak poswięcam a on....". Miłość nie jest
      poswięceniem i aktem męczeństwa lecz radością wzajemnego dawania. Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka