Dodaj do ulubionych

Mój przypadek

04.10.07, 19:58
Witam,
kiedyś byłam osobą bardzo pogodną, ambitną i pełną pozytywnej energii do
działania. Od kilku raz obserwuję powolny spadek tego entuzjazmu. Przestałam
wierzyć w siebie, kiedy próbuję przekonać sama siebie hasłami "jesteś zdolna",
"nie rozczulaj się nad sobą", "pokaż co potrafisz" - zbiera mi się na ponury,
szyderczy śmiech z samej siebie. Mam coraz mniej motywacji do rozwoju, wszyscy
wydają mi się bardziej bystrzy ode mnie.

Obawiam się, że pewne sprawy urosły w moim umyśle do rangi lęków, a może nawet
nerwicy. Sama myśl o nich powoduje łzy w oczach i ścisk w gardle. Ciężko jest
mi ująć to w kilka zdań, w jednym poście, ale zauważyłam, że moje myśli w
ciągu całego dnia ukierunkowane są na sprawy, które mnie martwią - myślę o
nich także kiedy zasypiam, pojawiają się często w moich snach.

Jakiekolwiek funkcjonowanie w społeczeństwie powoduje u mnie ogromne zmęczenie
psychiczne i fizyczne. Wystarczą 2-3 godziny wykładu lub rozmowy ze znajomymi,
bym czuła ścisk w głowie i ogólne spięcie, marzyła o powrocie do domu. Nie
umiem tego napięcia rozładować, w domu jestem nerwowa, płaczliwa, wegetuję i
czekam tylko na moment snu. Wstaję znów nerwowa, zlękniona.. Mam wrażenie,
choć często nawet nie potrafię tego uargumentować, że jestem nielubiana,
ciągle krytykowana i oceniana. Mam kompleksy, o których ciągle myślę będąc
wśród ludzi.

Nerwy puszczają mi praktycznie codziennie, z błahych powodów płaczę lub czuję
okropny ścisk w gardle. I nie umiem sobie poradzić.

Myślicie, że to może być depresja/nerwica, czy tylko przewrażliwienie? Pomoże
mi na to kupno jakiegoś Deprimu etc..?

Po prostu nie wytrzymam dłużej. Czuję, że męczę sama siebie.
Dziękuję, jeśli ktoś odpowie :)
Obserwuj wątek
    • puppet_of_masters Re: Mój przypadek 04.10.07, 20:07
      > Jakiekolwiek funkcjonowanie w społeczeństwie powoduje u mnie ogromne zmęczenie
      > psychiczne i fizyczne.

      to calkiem naturalne.

      podstawowa komorka spoleczna jest rodzina. a rodzina to organizacja przestepcza.
      tak wiec kontakty spoleczne musza bolec.

      zaprzyjaznij sie z kamieniem albo z szyszka.
    • wisienkaa2 Re: Mój przypadek 04.10.07, 20:10
      moze Twoj organizm chce troche wolnego od tego stresujacego zycia,
      moze wystarczy odpoczac, bo chyba nie przezylas nic zlego w
      ostatnich tygodniach? bynajmniej o tym nie wspomnialas.
      • bella_donna5 Re: Mój przypadek 04.10.07, 20:22
        nie potrzeba traumy, aby załapać ten syf,
        nie leczona nerwica przechodzi w depę,
        pędź kobitko do lekarza,
        pozdrawiam i gratuluję czujności,
        w końcu chodzi o Twoje Dobro,
        mój przypadek jest/był identyczny
        • syfek17 Re: Mój przypadek 04.10.07, 20:29
          ło matko Boska !!
          • syfek17 Re: Mój przypadek 04.10.07, 20:31
            bella ciebie nie ukradli czasami ??
            • wisienkaa2 Re: Mój przypadek 04.10.07, 20:45
              bella ale ludzie nie rodza sie z nerwica skad ona sie bierze? czemu
              akurat ja mam i Ty? faktycznie nie przezylam zadnej traumy ale wciaz
              szukam przyczyny nerwicy i depresji... mysle ze to troche przez
              narkotyki ale wczesniej tez jakas lękliwa bylam.
              • aldrei Re: Mój przypadek 05.10.07, 13:00
                Dzięki za odpowiedzi:) Nie, nie przeżyłam ostatnio żadnej traumy ani nawet
                małego niepowodzenia, wręcz przeciwnie - teoretycznie wszystko mi się udaje.
                Tylko że dawno przestało mnie to cieszyć.

                Odpoczynek od stresującego życia miałam - 4 miesiące nicnierobienia na malutkiej
                irlandzkiej wyspie.. ale kilka dni po powrocie wszystko zaczęło się od nowa.

                Tylko czy się zbiorę w sobie, żeby pójść do lekarza..
              • bella_donna5 Re: Mój przypadek 05.10.07, 19:53
                u mnie z przepracowania i nadwrażliwości
        • lukibiker Re: Mój przypadek 07.10.07, 12:06
          To dobra rada, teraz medycyna potrafi naprawę pomóc w tym temacie.
    • mskaiq Re: Mój przypadek 05.10.07, 13:13
      Nie mozna sie smiec z Siebie kiedy probujesz przekonac Siebie do
      pozytywnego dzialania.
      Masz racje kiedy mowisz nie rozczulaj sie nad Soba, bo rozczulanie
      sie nad Soba przynosi zal a to powoduje ze placzesz i tracisz
      kontrole nad Soba.
      Mysle ze u tracisz kontrole nad Swoimi negatywnymi uczuciami takimi
      jak strach, zlosc i zal. Musisz odzyskac kontrole nad nimi a to
      mozna zrobic tylko wprowadzajac cwiczenia fizyczne. Moze to byc
      codzienny bieg, rower, dlugi spacer, itp.
      Kiedy odzyskasz kontrole nad uczuciami staraj sie motywowac Siebie
      pozytywnie, szukac radosci, satysfakcji i byc aktywna. Bardzo wazne
      sa pozytywne kontakty z ludzmi, dobre kontakty z ludzmi to najlepsza
      psychoterapia.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • aldrei Re: Mój przypadek 05.10.07, 19:30
        Dziękuję :)

        Pozytywne kontakty z ludźmi mam - kiedy jestem na uczelni, rozmawiam z wieloma
        osobami, ale to wszystko to są rozmowy powierzchowne, udawane. Brakuje mi
        przyjaciół, z którymi mogłabym pójść na imprezę/do teatru/kina/cokolwiek,
        zadziwia mnie jak to innym łatwo przychodzi. Czuję się samotna.

        Ale ćwiczenia fizyczne to dobry pomysł, zapisuję się na kurs salsy i kupuję
        karnet na basen! Już przez chwilę myślałam, że nie mam szans wyjść z tego sama,
        że będę musiała uzależnić się od tabletek lub terapeuty. Zrobię wszystko, żeby
        tego uniknąć!

        Dzięki, dzięki, dzięki.
        • nt.85 Re: Mój przypadek 05.10.07, 19:35
          basen jest mmmm- super
          ale musi byc duży
    • piotr2284 Re: Mój przypadek 05.10.07, 21:25
      Takie uciekanie od swoich uczuć, żeby się tylko nad sobą nie rozczulać, jeszcze
      pogłębia takie problemy. Dlaczego tak trudno jest być dobrym dla siebie i
      wybaczać sobie potknięcia ? Ja wolę hasła w stylu "nic się nie stanie jak się
      nie uda", zamiast "pokaż co potrafisz".
      • aldrei Re: Mój przypadek 05.10.07, 22:55
        bo wybaczanie sobie własnych potknięć wymaga sporej samoakceptacji i lubienia
        siebie takim, jakim się jest... czego większości z nas brak.

        Zresztą o ile na wygląd czy wewnętrzną osobowość wpływ mamy niewielki i w tej
        materii pozostaje nam tylko rozżalenie, o tyle powodzenia/niepowodzenia wynikają
        bardziej bezpośrednio z naszych działań. Może podświadomie chcemy podreperować
        poczucie własnej wartości poprzez osiąganie wyznaczonych sobie celów, a kiedy i
        to zawodzi, czujemy się nikim.
        • piotr2284 Re: Mój przypadek 05.10.07, 23:39
          Tak, masz rację, osiąganie jakiś celów jest ważne. Ale te wyznaczone cele nie
          powinny być ponad siły lub okupione długotrwałym stresem. Wtedy znika
          satysfakcja z ich osiągnięcia. Równie ważny jest odpoczynek i umiejętność
          zapominania na jakiś czas o problemach. Ale to czasami jest bardzo trudne, tym
          trudniejsze, im bardziej komuś zależy na osiągnięciu swojego celu.
          • mskaiq Re: Mój przypadek 06.10.07, 01:23
            Piotr napisal
            >Ja wolę hasła w stylu "nic się nie stanie jak się
            >nie uda", zamiast "pokaż co potrafisz".
            Moim zdaniem nie jest dobrze zakladac na samym poczatku ze moze sie
            nie udac. Kiedy dopuszczamy taka mozliwosc zwykle sie nie udaje bo
            akceptujemy taki rezultat.
            Zwykle zakladam ze sie zawsze uda. Kiedy sie nie udaje to wiem ze
            popelnilem gdzies blad i szukam go.
            Nigdy nie obwiniam siebie za popelniony blad bo popelniam go dlatego
            ze nie rozumiem czegos albo nie wiem. W taki sposob nie musze nawet
            wybaczyc sobie bo wiem ze nie popelniam bledow specjalnie.
            Jesli chodzi o rozczulanie sie nad soba to trzeba unikac tego.
            Rozczulanie oznacza zal a ten eksponuje kazde niepowodzenie,
            wzmacnia poczucie winy i cierpienie. Negatywnych uczuc nalezy
            unikac, trzeba bronic sie przed strachem, zalem i zloscia a
            najlepsza metoda jest nie dopuszczanie tych odczuc.

            Jesli chodzi o cele ponad sily to nie ma takich celow. Tu nie chodzi
            o sile ale o cierpliwosc i wiare w to co chcemy osiagnac. Realizujac
            cele czesto napotykamy na przeciwnosci. Te przeciwnosci potrafia nas
            zniechecic, przekonac ze cel jest ponad sily.
            Nigdy nie poddaje sie przeciwnosciom, szukam innego sposobu, czasem
            musze zawiesic dzialanie i poczekac az rozwiazanie stanie sie
            mozliwe.
            Jesli chodzi o zapominanie o problemach na jakis czas to nie robie
            tego. Zapomienie problemie powoduje ze narasta w nas niepokoj
            zwiazany z nim a takze pojawia sie niechec przed rozpoczeciem
            rozwiazywania problemu i wtedy potrafimy odkladac rozwiazanie i
            bardzo czesto calkowicie rezygnujemy z rozwiazania. Kiedy
            rezygnujemy pojawia sie negatywna opinia o nas samych, niska
            samoocena a takze zaczynamy siebie nie lubic i tracimy zaufanie do
            siebie. Trudno sie kocha siebie kiedy nie mamy szacunku do siebie a
            na taki szacunek musimy zasluzyc, bez tego nie bedziemy go mieli do
            siebie.
            Mysle ze lepiej gleboko wierzyc ze rozwiazemy kazdy problem bo tak
            dlgo jak wierzymy tak dlugo rozwiazanie jest mozliwe. Jesli nie
            wierze poddam sie, zakceptuje ze rozwiazanie jest niemozliwe.
            Serdeczne pozdrowienia.


            Takie uciekanie od swoich uczuć, żeby się tylko nad sobą nie
            rozczulać, jeszcze
            pogłębia takie problemy. Dlaczego tak trudno jest być dobrym dla
            siebie i
            wybaczać sobie potknięcia ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka