annex88
03.12.07, 18:37
Witam,
odnalazlam to forum dopiero nie dawno, jeszcze nie zdazylam zrobic
rekonesansu, jednak mam nadzieje ze trafilam we wlasciwe miejsce z
moimi.... nazwijmy to.... sprawami.
Sprawa tyczy sie moich relacji z innymi. Jestem osaba do ktorej
raczej lgna ludzie, z pozoru nie mam problemow z nawiazywaniem
kontaktow. Jednak to wszystko co dzieje sie dookola mnie jest takie
sysntetyczne, sztuczne pod kazdym wzgledem, czuje jakby to wszystko
co mnie otacza bylo niedopasowanym, dusznym i smierdzacym ubraniem
ktore krepuje moje cialo. Mianowicie- nawet jesli podejmuje rozmowe
ze znajomymi, razem sie uczymy, czy tez gdzies wychodzimy, to nie
potrafie czerpac z tego zadnej p[rzyjemnosci-meczy mnie to. Nawet
jesli zartuje, kontynuje rozmowe- innym chyba wydaje sie ze ze mna
jest wszystko w porzadku- a w srodku mnie siedzi taki maly ludek
ktory chce uciec jaknajdalej i tylko powtarza mi w glowie-
"usmiechaj sie". Punkt kulminacyjny mojej rozpaczy osiagam kiedy
widze ze inni udaja kogos kim nie sa, tylko dla tego ze wydaje im
sie ze zdobeda sympatie innych.
Czy tylko ja tak mam ze po powrocie do domu ryczec sie chce z bolu
nad tym ze nie ma innego swiata, gdzie ludzie nie ronbia nic na sile
przed innymi? Moze sa jakies sposoby zeby z tym walczyc ? (chociaz
wcale nie mam ochoty tegio zwalczac- ironia losu) Czy specjalista
bedzie potrafil mnie zrozumiec?