tristezza
29.05.08, 18:27
Formulowiczow (Stasiu, gdzie jestes???!!!) moglby sprobowac
skutecznie zniechecic mnie do slodyczy?
zaznaczam, ze nie interesuja mnie zadne argumenty zdrowotne,
opowiastki o bialej truciznie itp.
to musi byc cos mocnego, chodzi o to, zeby ktos mi je obrzydzil
przyklad: chyba w jakims reportazu czytalam o takim wydarzeniu w
cukierni: jeden pan cukiernik przyszedl do pracy w stanie mocno
wskazujacym i chcial opowiedziec szczegoly imprezki koledze
mieszajacemu ciasto w wielkiej misie. nachylil sie do ucha tego
kolegi, zeby szefowa nie slyszala opowiastki no i niestety(albo i
stety, zalezy jak na to patrzec) puscil pawia do tej miski. szefowa
widziala cala te scenke z oddali. aczkolwiek nie wykazala sie
przesadnym zrozumieniem dla stanu pracownika wykluczyla ewentualnosc
spisania zawartosci miski na straty i kazala mieszac dalej.
na jakis czas to na mnie dzialalo, ale przestalo:(
dla zwyciezcy przewidziana nagroda plus oczywiscie dozgonna
wdziecznosc