blue_a
22.09.03, 09:57
Psychiatrzy, że depresję wyleczą tylko tabletki.
Cholera, nie!!! Nie zgadzam się.
Tak by było, gdyby depresja była wyłącznie pochodzenia organicznego. Dobrze
wiemy, że tak nie jest!
Sprowokował mnie w pewien sposób wywód Loo i - może to nieetyczne - ale mam
ochotę tę kobietę namówić na krzyk. Na wrzask. Na wywalenie bólu krzykiem.
Nie odkrywam Ameryki (chyba, że w puszkach). Depresja to uwewnętrzniony/ z i
n t e r n a l i z o w a n y :) gniew. Na innych, na warunki życia (boli
najbardziej, gdy niewiele można zdziałać dla ich poprawy :(, na okoliczności..
Loo? Wiesz? Kolega o mnie, gdy moje leczenie już trochę trwało:
- Wygladasz jak balonik, z którego zeszło powietrze i wreszcie może swobodnie
oddychać.
Moja "zabawa" jest dwutorowa: jeden tor, z przeszkodami :) (...) i drugi -
farmakologia. I dopiero w tym połączeniu widzę sens. Jestem przekonana, że
same tabletki nie zdziałałyby cudów. Taka fantastyczna kumulacja wygranej :)
W dodatku nie równocześnie.
Po co ja o tym?
Bo coś za bardzo wierzymy tym pieprzonym tabletkom.
No jasne, że psychiatrzy nie będą piłować gałązki, na której siedzą :)
Psycholodzy o tym, że gupie jest walenie w poduszki (nie wiem, nie
waliłam :), ale przecież z tym gniewem COŚ trzeba zrobić!
Loo, możesz mnie olać, ale gotuj, tańcz, krzycz, pisz, mów, śpiewaj.
P r o s z ę !!!
Skończyłam :)