Dodaj do ulubionych

Ta zwariowana Zofia Stryjeńska

08.05.11, 20:41
https://bialczynski.files.wordpress.com/2009/11/zs-fr_mpw4049_132371l.jpg
Obserwuj wątek
    • smieszka-on-line Re: Ta zwariowana Zofia Stryjeńska 08.05.11, 20:43
      https://austenetterespublica.files.wordpress.com/2011/01/stryjec584ska-by-paulina-orc582owska.jpg
      • smieszka-on-line Re: Ta zwariowana Zofia Stryjeńska 08.05.11, 20:44
        https://www.gallery-art.pl/sites/images/343.jpg
        • smieszka-on-line Stryjenska 08.05.11, 20:50
          W dwudziestoleciu międzywojennym jej nazwisko było w Polsce powszechnie znane. Tworzyła obrazy na wielkie wystawy za granicą, dekoracje dla statków "Batory" i "Piłsudski", a zamożni ludzie zamawiali u niej dekoracje ścienne.

          Po wojnie jej styl nadal był rozpoznawalny, motywy z jej tek litograficznych takich jak "Tańce polskie" pojawiały się na opakowaniach czekoladek firmy E.Wedel, potem 22 Lipca, na talerzach produkowanych w Fabryce Porcelany w Ćmielowie czy na pocztówkach.

          Jednak pamięć o niej powoli zanikała. Mało kto wiedział, że przez 30 lat po wojnie pracowała i tworzyła na emigracji w Szwajcarii i Francji.

          Otwarta wlaśnie wystawa Zofii Stryjeńskiej to ogromny pokaz całej jej twórczości - przedwojennej i powojennej. Widać jej skalę możliwości: rysunek, malarstwo olejne na płótnie, litografia, akwarela, plakat, fresk, tkanina, scenografia - poruszała się w tym wszystkim z łatwością, próbując ciągle nowych rzeczy.



          Marzyła o tym, by zrobić coś, co wykroczy poza obraz sztalugowy, poza dekoracje prywatnego mieszkania: urządzić masowy spektakl, wystawić balet, wznieść świątynię. Te marzenia czasem udawało się jej zrealizować. W pawilonie polskim na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu w 1925 r. pokazała duże ścienne kompozycje przedstawiające pory roku i tradycyjne polskie zwyczaje.

          Wystawa w pewnym sensie potwierdza to, co o Stryjeńskiej już wiemy - jej twórczość przedwojenna trzyma wysoką klasę, za to prace, które tworzyła w latach 40., 50. i 60. psują obraz "księżniczki polskiego malarstwa". To głównie sceny rodzajowe z życia polskiej wsi albo kompozycje religijne.

          Dziś nie jest aż tak trudno wydać wyrok - w emigracyjnym etapie swojej twórczości artystka rzeczywiście bardzo się rozdrobniła, obniżyła loty. Powojenna Stryjeńska w dużym stopniu odtwarza przedwojenną Stryjeńską. Ale dzisiaj to nie jest ważne.

          Ważne jest to, co ukazuje się poprzez tę twórczość - prawda o sztuce jej czasu i być może w ogóle o sztuce. Jak bardzo upraszczają sprawę ci, którzy sprowadzają ją do walki pomiędzy tym, co postępowe, a tym, co konserwatywne. Stryjeńska była i postępowa, i konserwatywna naraz.

          Zaczynała z awangardą. Kiedy zadebiutowała, w okolicach I wojny światowej, zbliżyła się do grupy Formistów działającej w Krakowie; w tym środowisku krążyły idee nowoczesnej sztuki. Jej styl nigdy nie był abstrakcyjny ani kubistyczny. Nosił ślady secesji i stylizacji właściwej dla drugiego pokolenia awangardy. Już nie przecierała nowych szlaków, powtarzała pewne formy odkryte wcześniej. Jednak jej poglądy na sztukę, chęć udziału w zmianie, pokazywały, że należy do plastyków nowoczesnych.

          Na wystawie jest gablota z zabawkami z drewna. Stryjeńska projektowała je ok. 1918 r. Pięknie pomalowany smok wawelski z ruchomym ogonem przypomina to, co dzisiaj w topornej formie sprzedaje się w Sukiennicach. Stryjeńska jako młoda artystka wstąpiła do ugrupowania o nazwie Warsztaty Krakowskie. Pomysł polegał na tym, by do rękodzieła wprowadzić dobre plastyczne wzorce. Twórcy Warsztatów postanowili połączyć dwie rzeczy - umiejętności zawodowych artystów z talentem twórców ludowych, np. malowaniem i zdobieniem tworzonych tam przedmiotów codziennego użytku zajmowały się kobiety z podkrakowskich wsi.

          Na wystawie zobaczymy także wykonane przez Stryjeńską projekty pisanek i tkanin, kilimy, a nawet ornat z haftem według jej projektu. To Stryjeńska nowoczesna.

          Ale ta sama artystka miała też inną twarz. Ze zbiorów rodziny w Szwajcarii przyjechał do Polski projekt niezwykły i nigdy wcześniej nie pokazywany. To wizja świątyni słowiańskiej - Witezjonu.

          Stryjeńska w czasie wojny mieszkała w Krakowie. Utrzymywała bliskich, zarobkowo malowała, a jednocześnie obmyślała swoją wielką ideę - słowiańskiego "chramu", który miał być miejscem "sympozjów oraz zjazdów cezarów Słowian" i odrodzenia się słowiańskiego życia duchowego. Stąd nazwa "Witezjon" od łacińskiego "vita" (życie).

          W jej wizji był połączeniem drewnianej konstrukcji znanej z ludowego budownictwa z bardzo nowoczesnym pomysłem doprowadzenia do jej podziemi autostrady. Wnętrze przypomina teatr i kościół, zamiast ołtarza stoi posąg słowiańskiego bóstwa stylizowany na sztukę prymitywu.

          Dziwną drogę przeszła Stryjeńska. Od współpracy z krakowską awangardą do pomysłów, których mógłby jej zazdrościć Stanisław Szukalski, słynny ekstremista narodowo-pogański, w swoich poglądach jednak od niej o wiele bardziej skrajny.

          A jednak jest coś, co wszystkie etapy jej życia bardzo silnie spaja - myśl o słowiańszczyźnie właśnie. Wiara w to, że wymyślenie na nowo polskiej sztuki jako wyrazu słowiańskiego ducha zapewni Polakom poczucie tożsamości, wzmocni ich jako naród i państwo.

          Taka myśl była u podstaw zarówno cyklów graficznych poświęconych ludowym strojom i tańcom, obrazów przedstawiających słowiańskie bożki (wracała do tego kilka razy w okresie dwudziestolecia), jak i malarstwa religijnego Stryjeńskiej, w tym ciekawych cyklów "Pascha" (1917) i "Sakramenty (1922). Myślała o tym, kiedy malowała smoka wawelskiego i kiedy projektowała monumentalną architekturę Witezjonu.

          Na jej wysiłki patrzeć można z podziwem, ale i smutkiem. Był to właśnie koniec takiego myślenia o narodzie, koniec wiary w to, że może on mieć zakorzenienie w słowiańskiej przeszłości i że słowiańszczyzna może być silnym spoiwem, które pomoże mu przetrwać. Taka myśl ze sztuki wkrótce całkowicie wyparowała, a jeśli się czasem odzywa, to zwulgaryzowana w politycznej propagandzie. Stryjeńska broni się dzisiaj jako forma. To na jej obronę zupełnie wystarczy.


    • rawik-is-me Re: Ta zwariowana Zofia Stryjeńska 08.05.11, 22:24
      Wart przypomnienia jest życiorys Zofii Stryjeńskiej, która mimo ogromnych zasług dla sztuki polskiej nie miała lekkiego życia. Pochodziła z Krakowa, miasta artystów. Jej wyobraźnię kształtowała mitologia słowiańska i mitologia grecka. Twórczość ta była niezwykle oryginalna. Artystka była wiedziona własną wizją i wypracowała sobie unikatowy styl. To niezwykłe, że mimo smutnego życia jej obrazy są pełne afirmacji życia i natury, wypełnione witalnością, optymizmem i bogactwem barw. Biografia Zofii Stryjeńskiej ucieleśnia wielkość, ale też nędzę. Z jednej strony już za życia stała się mitem, była sławna i osiągnęła sukces. Z drugiej jednak jej nieudane życie osobiste, ciągle nie zrealizowane pragnienie niezależności i przytłaczająca bieda, zapomnienie i niechęć ze strony środowiska, sprawiają, że historia malarki jest dramatyczna. Przez całe życie tworzyła z pasją maniaczki, bywały jednak okresy, że nic nie sprzedawała i nie mogła liczyć na niczyją pomoc. Była rozdarta pomiędzy miłością do dzieci, a potrzebą pracy twórczej. Żyła cygańskim życiem, często na walizkach, bez pieniędzy i własnego mieszkania, jednak cały czas tworzyła. Sztuka była jej przeznaczeniem. Dążyła do samodzielności, przez co skazana była na samotność. Musiała gonić za pieniędzmi i stabilizacją, która nigdy nie nadchodziła. Nieśmiała, nie potrafiła zadbać o swoją karierę i sympatię szacownego środowiska artystów i ludzi wpływowych. Opinia wariatki i czupiradła zrównoważona zostaje jej niezwykłym talentem, oryginalnością i wielkością dorobku artystycznego. Stryjeńska jest najsławniejszą polską malarką okresu międzywojennego. Wniosła do sztuki tego okresu więcej niż Witkacy. Niestety jest przykładem tego, jak szybko zapomina się o wielkich ludziach, odznaczając maluczkich".
    • mala200333 Re: Ta zwariowana Zofia Stryjeńska 08.05.11, 23:52
      https://www.agraart.pl/pics/dziela/112_stryjenska_99.jpg
      • rawik-is-me Re: Ta zwariowana Zofia Stryjeńska 10.05.11, 21:00
        Uwielbiała żywiołwe kolory.
    • mala200333 Polująca: Ta zwariowana Zofia Stryjeńska 10.05.11, 19:37
      https://www.niedziela.pl/gifs/n200851_023.jpg
      • mala200333 Re: Polująca: Ta zwariowana Zofia Stryjeńska 10.05.11, 19:39
        Na warszawskim Rynku Staromiejskim istnieje bardzo stara kamieniczka – ostatnio przebudowana – jeszcze z XVII wieku, która ocalała w czasie Powstania. Jest to kamienica na rogu Rynku i ul. Świętojańskiej – „Pod Lwem”. Ocalała mimo ognia, który ją strawił wewnątrz. Zofia Stryjeńska wykonała w latach 1927-28 na rynkowej elewacji tej kamienicy ornamentalną i figuralną radosną polichromię, którą podziwiali wszyscy. Polichromia ocalała (tylko straciła blask), podobnie jak i płaskorzeźba lewka z II połowy XVIII wieku.
        Po II wojnie światowej cały naród pragnął odbudować zrujnowane Stare Miasto; przysłowiowi murarze, a obok nich malarze artyści. Częścią tych malarskich zespołów kierował prof. Jan Sokołowski, uczeń Kowarskiego.
        Narożna kamienica „Pod Lwem” została zlecona do prac malarsko-konserwatorskich wybitnym artystom: Witoldowi Millerowi (uczeń Pękalskiego) i Janinie Czerwijowskiej – świetnej malarce i konserwatorce. Oni to przywrócili prawdziwy blask pociemniałej polichromii.
    • seremine Re: Ta zwariowana Zofia Stryjeńska 10.05.11, 20:18
      Barwna postać, co tu pisać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka