Dodaj do ulubionych

Moje Stany

    • jerzy_55 Re: Moje Stany 19.05.16, 23:56
      Kagan zastanawia się, jakie jest źródło tego oddania. "Mamy wierzyć, że poparcie dla Trumpa bierze się ze stagnacji gospodarczej i delokalizacji. Być może część stąd się bierze. Ale to, co Trump proponuje swoim sympatykom, to nie są rozwiązania gospodarcze - jego propozycje zmieniają się bowiem codziennie. To, co on proponuje, to postawa, aura rubasznej siły i machizmu, chełpienie się brakiem szacunku dla subtelności kultury demokratycznej, która według niego i jego zwolenników, jest powodem narodowej słabości i nieudolności" - zauważa analityk. Według Kagana "jego niespójne i sprzeczne wypowiedzi mają jedną cechę wspólną: prowokują i grają na uczuciach niechęci i pogardy, przemieszanych z odrobiną strachu, nienawiści i gniewu". "Jego dyskurs publiczny składa się z atakowania oraz ośmieszania szerokiego wachlarza 'innych' ludzi - muzułmanów, Latynosów, kobiet, Chińczyków, Meksykanów, Europejczyków, Arabów, imigrantów i uchodźców - których ukazuje jako zagrożenie albo jako przedmiot drwin" - zaznacza komentator. "To, że postawa twardziela przydaje mu coraz większą i bardziej entuzjastycznie nastawioną liczbę sympatyków, najprawdopodobniej zaskoczyła tak samo Trumpa, jak i innych" - zauważa Kagan. "Ale zjawisko, które stworzył, (...) stało się czymś większym od niego i czymś o wiele bardziej niebezpiecznym" - zaznacza. Tak właśnie faszyzm dociera do Ameryki, nie w oficerkach i przy salutach (...), ale w postaci telewizyjnego przekupa, fałszywego miliardera, podręcznikowego egomaniaka 'dobrze wykorzystującego' powszechne rozgoryczenie i poczucie zagrożenia Robert Kagan Kagan wskazuje, że politycy republikańscy dziwili się, jak Trump dotarł do grup wyborców, których preferencje dotąd nie były znane. Ale przy tym Trump dobrze wykorzystał to, czego najbardziej obawiali się założyciele republiki demokratycznej: uwolnienia populistycznych emocji, rządów tłumu (ang. mobocracy) - dodaje Kagan. Przypomina, że konserwatyści od kilkudziesięciu lat ostrzegali przed duszeniem wolności przez rząd. "Ale tu mamy do czynienia z innym zagrożeniem dla wolności, przed czym ostrzegał Alexis de Tocqueville i inni filozofowie: że ludzie w demokracji, rozgorączkowani, wściekli i niepohamowani, mogą sponiewierać nawet instytucje stworzone dla zachowania ich wolności" - podkreśla Kagan. I przywołuje Alexandra Hamiltona, jednego z założycieli Stanów Zjednoczonych, który obawiał się, że w Ameryce, tak jak we Francji podczas rewolucji, uwolnienie populistycznych nastrojów nie doprowadzi do większej demokracji, lecz przyjścia tyrana, który dojdzie do władzy na barkach ludu. "Tak właśnie faszyzm dociera do Ameryki" Analityk przywołuje przykład faszyzmu we Włoszech, który był "antyliberalny, antydemokratyczny, antymarksistowski, antykapitalistyczny i antyklerykalny", ale który nie osiągnął sukcesu dzięki swojej polityce, lecz silnemu przywódcy, jak Duce, któremu "mógł zostać powierzony los narodu". "Jakikolwiek byłby problem, on (przywódca) może go rozwiązać. Jakiekolwiek byłoby zagrożenie, wewnętrze czy zewnętrze, on może je przezwyciężyć i nie musi tłumaczyć, jak to zrobi" - dodaje Kagan. I zwraca uwagę, że obecnie w Rosji panuje "putinizm, który również nie ma nic wspólnego z przekonaniami czy polityką, lecz opiera się na silnym człowieku, który bez niczyjej pomocy broni swych ludzi przez zagrożeniami z zewnątrz i wewnątrz". Trump o Putinie: mówił o mnie miłe rzeczy, ale to mu nie pomoże W wywiadzie... czytaj dalej ? Gdy Trump dojdzie już do władzy, nic nie będzie winien ani poszczególnym członkom Partii Republikańskiej, ani samej GOP - podsumowuje Kagan. "Zostanie wyniesiony do władzy wbrew swej partii (...), a przez masy zwolenników oddanych tylko niemu" - wskazuje. I ostrzega, że w jego rękach znajdzie się "olbrzymia władza": resort sprawiedliwości, FBI, wywiad, wojsko. "Kto wówczas się mu przeciwstawi?" - pyta. "Tak właśnie faszyzm dociera do Ameryki, nie w oficerkach i przy salutach (...), ale w postaci telewizyjnego przekupa, fałszywego miliardera, podręcznikowego egomaniaka 'dobrze wykorzystującego' powszechne rozgoryczenie i poczucie zagrożenia" - ocenia komentator. Według niego faszyzm dociera również wraz z całą partią polityczną, która stanie za nim - albo z powodu "ambicji, albo ślepej lojalności partyjnej, albo po prostu ze strachu". Autor: mtom / Źródło: PAP (www.tvn24.pl)
    • jerzy_55 Re: Moje Stany 20.05.16, 20:46
      A Trump triumfuje...
    • rawik-is-me Re: Moje Stany 20.05.16, 22:29
      USA: strzelanina w okolicach Białego Domu

      Do strzelaniny doszło po godzinie 15. czasu lokalnego. Jak podaje amerykańska telewizja "ABC News", mężczyzna, który otworzył ogień, został postrzelony przez służby bezpieczeństwa.
    • seremine Re: Moje Stany 21.05.16, 16:25
      Donald Trump: Clinton chce pozbawić Amerykanów prawo do noszenia broni
      ? Republikański kandydat do prezydentury ostro zaatakował swoją demokratyczną rywalkę Hillary Clinton
      ? Trump oskarżył ją o chęć pozbawienia Amerykanów gwarantowanego przez konstytucję prawa do posiadania i noszenia broni palnej
    • seremine Re: Moje Stany 24.05.16, 13:41
      Muzułmanie na celowniku w USA. Coraz więcej antyislamskich incydentów w Stanach Zjednoczonyc
      W USA obserwuje się radykalny wzrost nastrojów antyislamskich
      To pokłosie antymuzułmańskiej retoryki Donalda Trumpa czy Teda Cruza
      Po zamachu w San Bernardino hasła trafiają na podatny grunt
      Muzułmanie w USA obawiają się roli kozła ofiarnego w imię ukarania "strasznego islamu"
      • seremine Re: Moje Stany 24.05.16, 13:43
        Jednak poza miejscami religijnego kultu wyznawcy islamu spotykają się z dużo mniejszym zrozumieniem. Tej wiosny na ulicach Austin częściej niż w latach ubiegłych, dochodziło do antymuzułmańskich pikiet i demonstracji. "Radykalny islam jest nowym nazizmem", "Jedzcie do domu, zabierzcie ze sobą Obamę", "Stany Zjednoczone strefą wolną od szariatu" - nosili na tabliczkach uczestnicy protestów.

        Na słowach się jednak nie skończyło. W listopadzie 2015 r. nieznani sprawcy posmarowali ekskrementami drzwi meczetu w Austin, rozrzucając przy okazji wyrwane z Koranu strony. Do innego meczetu na terenie Teksasu, wdarli się uzbrojeni uczestnicy antymuzułmańskich akcji terroryzując obecnych. Do sieci wyciekły personalia lokalnych wiernych razem z ich adresami domowymi. W grudniu w Austin uzbrojony mężczyzna wycelował broń palną w stronę dwóch kobiet w hidżabach. Dwie inne muzułmanki zostały obrażone w popularnej kawiarni. W maju w Dallas zabito uchodźcę z Iraku.

        Przestępstwa o religijnym i rasowym podłożu nie są bynajmniej teksańską specyfiką. W całych Stanach Zjednoczonych obserwuje się radykalny wzrost nastrojów antyislamskich. Wystarczy iskra, by doszło do ekscesów.

        To pokłosie retoryki, w której zasmakowali amerykańscy politycy, przede wszystkim Donald Trump i Ted Cruz. W tegorocznym wyścigu o prezydencką nominację od Partii Republikańskiej wszystkie chwyty zostały dozwolone. - Islam nas nienawidzi - przekonywał niestrudzony Trump, powtarzając przy okazji legendę o amerykańskim generale Johnie Pershingu, który na początku XX w. miał zabijać filipińskich muzułmanów, amunicją toczoną w świńskiej krwi. Miliarder zapowiedział też "zakaz islamskiej imigracji".

        Senator z Teksasu nie pozostawał w tyle: wezwał do patrolowania dzielnic zamieszkałych przez muzułmańską mniejszość. Postulował też o wdrożenie programu inwigilującego wyznawców islamu. - Potrzebujemy prezydenta, który nazwie to zło po imieniu. Poprawność polityczna kosztuje nas życie - perorował dziennikarzom.

        Po grudniowym zamachu w San Bernardino, gdzie z rąk dwójki zamachowców pakistańskiego pochodzenia zginęło kilkanaście osób, ksenofobiczne hasła trafiają na wyjątkowo podatną glebę.

        - Strach naszej wspólnoty, amerykańskich muzułmanów jeszcze nigdy nie był tak wielki - ostrzega Ibrahim Hooper, rzecznik Rady ds. Amerykańsko - Islamskich Relacji.

        - Amerykańscy muzułmanie stali się kozłem ofiarnym - ubolewa profesor Snehal Shingavi z Uniwersytetu Teksańskiego. - Medialna histeria sprawiła, że zwykli obywatele poczuli się zobowiązani, by chwycić za broń i bronić się przed "tym strasznym islamem".

        Zemsta za 11 września

        Podobnie było w 2001 r. Krótko po zamachu na World Trade Center, Mark Anthony Stroman, 41-letni biały kamieniarz z Dallas, zastrzelił Hindusa i Pakistańczyka, których wziął za Arabów.

        Trzecią ofiarą śmiertelną miał być 28-letni Rais Bhuiyan. W rodzinnym Pakistanie Rais był pilotem, w Stanach Zjednoczonych pracował na stacji benzynowej. - Skąd pochodzisz? - zapytał Stroman i zanim chłopak zdążył odpowiedzieć, wystrzelił mu w twarz. Raisowi cudem udało się przeżyć. Ponieważ nie miał ubezpieczenia medycznego, musiał wydać krocie na operacje i bolesną rekonwalescencję, przez co popadł w długi. Skutki ataku będzie odczuwał do końca życia - lekarzom nie udało się w pełni przywrócić uszkodzonego wzroku.

        Teksańskiego wymiaru sprawiedliwość nie wzruszył "patriotyzm" sprawcy - Stroman został skazany na śmierć. W 2011 r. wyrok wykonano. Nim do tego doszło, ruszyła szeroko zakrojona kampania w obronie życia zamachowca. Jej autorem był? Rais Bhuiyan. - Jestem synem nauczycieli - tłumaczył w wywiadach - Wychowanie, które otrzymałem i moja religia nakazują mi wybaczyć doznane krzywdy.

        Na krótko przed egzekucją rozmawiał przez telefon ze swoim dawnym oprawcą.

        "Bhuiyan to człowiek niezwykły" - pisał z celi śmierci Stroman. "Jego głęboka wiara muzułmańska dała mu siłę do wybaczenia niewybaczalnego. To było dla mnie prawdziwą inspiracją do zmiany życia i powinno być przykładem dla nas wszystkich. Nienawiść musi zostać powstrzymana. Dla nas wszystkich jest miejsce na ziemi".

        Dziś Bhuiyan ostrzega przed powtórką tragicznej historii z 2001 r., gdy ogłupieni strachem "prawowici Amerykanie" szukali zemsty na bezbronnych przybyszach za "arabski terroryzm" i sami stawali się terrorystami. - Nienawiść to najgorsza odpowiedź na zło - przekonuje Pakistańczyk...wp.pl
    • zamyslona_7 Re: Moje Stany 24.05.16, 15:28
      Nowa sieć taktyczna amerykańskiej marynarki

      Amerykańska marynarka pracuje nad "zabójczą siecią", która zostanie wykorzystana do zwiększenia precyzji namierzania i zwalczania jednostek wroga.
    • jutta_t Re: Moje Stany 24.05.16, 19:30
      Donald Trump, najpewniej kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta Stanów Zjednoczonych, wyraził głęboki sceptycyzm względem wartości amerykańskich sojuszy. Jego światopogląd jest bardziej dziewiętnastowieczny.

      Wtedy Stany Zjednoczone kierowały się radą Jerzego Waszyngtona, żeby unikać "wiążących sojuszy" i podążały za doktryną prezydenta Monroe'a, która koncentrowała amerykańskie zainteresowania na półkuli zachodniej. Pozbawione profesjonalnej armii, w roku 1870 posiadające marynarkę mniejszą od chilijskiej, USA grały niewielką rolę w światowej równowadze sił.

      Sytuacja uległa znacznej zmianie wraz z przystąpieniem do I wojny światowej, kiedy prezydent Woodrow Wilson zerwał z tradycją i wysłał amerykańskie wojska do walk w Europie. Ponadto, żeby uporządkować wspólne bezpieczeństwo na poziomie globalnym, zaproponował powołanie Ligi Narodów.


      Jednak w 1919 Senat odrzucił uczestnictwo USA w Lidze, wojska wróciły do domu, a Ameryka "wróciła do normalności". Mimo że właśnie zostały głównym graczem na arenie światowej, Stany Zjednoczone przyjęły pozycję zajadle izolacjonistyczną. Amerykańska nieobecność w sojuszach lat 30. utorowała drogę katastrofalnej dekadzie naznaczonej depresją ekonomiczną, ludobójstwem i kolejną wojną światową.

      W tym kontekście złowieszczo brzmi najbardziej szczegółowe przemówienie Trumpa na temat polityki zagranicznej, które sugeruje, że czerpie on inspirację właśnie z tego okresu izolacji, związanego z "America First" (organizacja antywojenna, wspierająca izolacjonizm USA - przyp. red.). Ten trend był zawsze obecny w polityce amerykańskiej, ale od końca II wojny światowej pozostawał poza głównym nurtem. Działo się tak z bardzo konkretnej przyczyny: ów nurt hamował pokój i dobrobyt tak w Stanach, jak i za granicą, zamiast je wspierać.

      Porzucenie izolacjonizmu i początek "amerykańskiego stulecia" w polityce światowej, już po II wojnie zostały przypieczętowane przez decyzje prezydenta Harry'ego Trumana, które doprowadziły do utworzenia trwałych sojuszy i obecności militarnej za granicą. USA potężnie zainwestowały w plan Marshalla w roku 1948, utworzyły NATO w 1949 i przewodziły koalicji Organizacji Narodów Zjednoczonych w walkach w Korei w 1950. W roku 1960 prezydent Dwight Eisenhower podpisał traktat o wzajemnej współpracy i bezpieczeństwie z Japonią. Wojska amerykańskie do dziś stacjonują w Europie, Japonii i Korei.

      Pomimo głębokiej różnicy poglądów między oboma partiami, zwłaszcza odnośnie tragicznych interwencji wojskowych w takich krajach rozwijających się jak Wietnam czy Irak, fundamentalna zgoda dla systemu sojuszy trwa w najlepsze - nie tylko pośród twórców i analityków polityki zagranicznej. Sondaże wskazują, że znaczna większość obywateli amerykańskich popiera NATO oraz sojusz Stanów z Japonią. Tym niemniej, po raz pierwszy od 70 lat kandydat na prezydenta USA podważa uznany konsensus.

      Sojusze nie tylko wzmacniają siłę Ameryki, lecz także zabezpieczają geopolityczną równowagę. Na przykład poprzez spowalnianie groźnego rozpowszechniania broni nuklearnej. Pomimo że prezydenci USA i sekretarze obrony czasami narzekali na niskie budżety obronne swoich sojuszników, to zawsze rozumieli, że sojusze najlepiej postrzegać w roli zobowiązań stabilizujących - jak przyjaźnie, a nie jak transakcje na rynku nieruchomości.

      W odróżnieniu od szybko zmieniających się dziewiętnastowiecznych sojuszy zawieranych ze względu na krótkotrwałe korzyści, nowoczesne amerykańskie alianse podtrzymywały stosunkowo przewidywalny porządek międzynarodowy. W niektórych przypadkach, takich jak Japonia, kraj goszczący dokłada się nawet do kosztów stacjonowania wojsk amerykańskich na tyle, że USA opłaca się to bardziej niż obecność jednostek w kraju.

      A jednak Trump wychwala cnoty nieprzewidywalności - taktykę potencjalnie użyteczną podczas targowania się z wrogami, ale katastrofalną kiedy trzeba wspierać przyjaciół. Amerykanie często narzekają na gapowiczów nie uznając przy tym, że to właśnie USA prowadzi autobus.

      To możliwe, że nowy pretendent - dajmy na to Europa, Rosja, Indie, Brazylia czy Chiny - prześcignie Stany Zjednoczone i przejmie kierownicę. Ale to niespecjalnie prawdopodobne. Jak twierdzi wybitny brytyjski strateg Lawrence Freedman, w porównaniu do "wielkich potęg dominujących w przeszłości", USA wyróżnia ta cecha, że "amerykańska siła, zamiast na koloniach, bazuje na sojuszach". Sojusze to aktywa, kolonie to zobowiązania.

      Narracje o schyłku Ameryki okażą się najpewniej nieprecyzyjne i mylące. Co ważniejsze jednak, zawierają groźne następstwa dla polityki zagranicznej, jeżeli zachęcą kraje takie jak Rosja do odważniejszych działań, albo Chiny do większej asertywności względem sąsiadów, czy wreszcie same Stany do wyolbrzymionej reakcji ze strachu przed utratą kontroli. Ameryka ma wiele problemów, ale nie chyli się ku upadkowi, najprawdopodobniej też w najbliższej przyszłości pozostanie silniejsza niż jakiekolwiek inne państwo.

      Prawdziwym problemem USA nie jest to, że zostanie prześcignięta przez Chiny czy innego pretendenta, ale raczej to, że wielu innych graczy - państwowych i nie - gromadzi zasoby władzy i stanowić będzie nowe przeszkody dla zarządzania globalnego. Prawdziwym wyzwaniem będzie entropia - niemożliwość załatwienia spraw.

      Osłabienie amerykańskich sojuszy - przypuszczalny rezultat polityki Trumpa - nie jest właściwą drogą, żeby "uczynić Amerykę znowu wielką" ("make America great again", hasło kampanii wyborczej Trumpa - przyp. red.). Ameryka będzie musiała zmierzyć się z rosnącą liczbą nowych ponadnarodowych problemów, które wymagać będą użycia siły zarówno wspólnie z innymi, jak i ponad innymi. A w świecie o rosnącej złożoności, najsilniejsze są te państwa, które są ze sobą najbardziej połączone. Jak stwierdziła Anne-Marie Slaughter, "dyplomacja to kapitał społeczny; polega na gęstości i zasięgu sieci kontaktów dyplomatycznych danego narodu".

      Stany Zjednoczone, według australijskiego Lowy Institute, są numerem jeden w rankingu krajów pod względem liczby ambasad, konsulatów i misji. USA respektuje około 60 traktatów sojuszniczych; Chiny ledwie kilka. Magazyn The Economist szacuje, że spośród 150 krajów na świecie, prawie 100 sympatyzuje ze Stanami, a tylko 21 jest im przeciwnych.

      Wbrew głosom wieszczącym nieuchronnie "chińskie stulecie", nie wkroczyliśmy jeszcze w świat post-amerykański. Stany pozostają kluczowe dla funkcjonowania globalnej równowagi sił oraz dla zapewnienia powszechnych dóbr publicznych.

      Jednak amerykański prymat militarny i ekonomiczny, jak również miękka siła, nie będą wyglądały tak, jak kiedyś. Udział USA w światowej gospodarce będzie spadał, a ich zdolność do wywierania wpływu czy organizowania działań będzie coraz bardziej ograniczona. W tej sytuacji, bardziej niż kiedykolwiek, zdolność Ameryki do podtrzymywania wiarygodności sojuszy oraz tworzenia nowych sieci stanowić będzie o jej globalnym sukcesie.

      Joseph S. Nye - były zastępca sekretarza w Departamencie Obrony USA i przewodniczący Narodowej Rady Wywiadowczej USA, jest profesorem na Uniwersytecie Harvarda. Autor książki "Is the American Century Over?".

      Tłumaczenie: Mikołaj Golubiewski
    • rawik-is-me Re: Moje Stany 25.05.16, 16:53
      Trump mnie przeraza...
    • black_jotka Re: Moje Stany 25.05.16, 21:18
      Niezależny wewnętrzny audyt w Departamencie Stanu wykazał, że ubiegająca się o fotel prezydenta USA Hillary Clinton naruszyła zasady, używając w celach służbowych prywatnej skrzynki mejlowej i prywatnego serwera, gdy była szefową amerykańskiej dyplomacji. (www.tvn24.pl)
      • black_jotka Re: Moje Stany 25.05.16, 21:18
        No to bedzie Prezydentem Trump.
    • black_jotka Re: Moje Stany 25.05.16, 21:20
      Donald Trump wygrał prawybory Partii Republikańskiej w stanie Waszyngton, umacniając tym samym swoją pozycję jedynego pretendenta partii do udziału w listopadowych wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Teraz będzie mu brakować głosów już tylko kilku delegatów do pewnej nominacji. Według CNN i NBC po przeliczeniu 67 proc. głosów, Trump ma 76-procentowe poparcie. Głosowano korespondencyjnie, a na kartach widniały też nazwiska trzech byłych już rywali nowojorskiego bogacza. (www.tvn24.pl)
    • black_jotka Re: Moje Stany 27.05.16, 16:39
      Bakterie odporne na antybiotyki stanowią w Stanach Zjednoczonych coraz większy problem. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), to obecnie jedno z największych zagrożeń dla zdrowia na całym świecie.

      Mimo, iż jest to pierwszy przypadek wystąpienia tej bakterii w USA, w najbliższej przyszłości możemy się spodziewać o wiele więcej przypadków zakażeń superbakteriami. Dyrektor CDC Tom Frieden, który często przestrzega lekarzy przed nadużywaniem antybiotyków, tym razem apelował do naukowców, by opracowali szybko nowe lekarstwa.

      W USA co roku co najmniej 2 miliony ludzi zostaje zakażonych różnymi bakteriami, których nie da się pokonać za pomocą większości antybiotyków. Według CDC, w wyniku tych infekcji każdego roku umiera co najmniej 23 tys. osób.

      - Dla niektórych pacjentów apteczka jest pusta - mówi Frieden. - Jeśli nie będziemy działać w trybie pilnym, to będzie koniec drogi - dodaje.

    • seremine Re: Moje Stany 29.05.16, 16:20
      Tropikalny sztorm na Atlantyku, zwany Bonnie, dotarł do Stanów Zjednoczonych. Żywioł generuje wiatr o prędkości do 70 km/h. Lokalnie może spaść nawet 120 l/mkw. deszczu, ...
    • jutta_t Re: Moje Stany 29.05.16, 18:15
      Donald Trump jest coraz bliżej uzyskania odpowiedniej liczby głosów delegatów potrzebnych do otrzymania nominacji Partii Republikańskiej, by stanąć do walki o fotel prezydenta USA. Czarny dla amerykańskiego bogacza scenariusz zakłada jednak, że ostatecznie partia wybierze kogoś innego. ? Wtedy nie tylko konwencja będzie burzliwa i gwałtowna. Trump może zachęcać swoich zwolenników do jawnej agresji na terenie całego kraju i doprowadzi do sytuacji, której w USA nie było od bardzo dawna ? mówi w rozmowie z Onetem Michael D'Antonio, biograf Trumpa, autor książki "Donald Trump. W pogoni za sukcesem".
    • jutta_t Re: Moje Stany 29.05.16, 18:28
      ~asdf : Trump ma to gdzieś. Jeśli nie dostanie nominacji Partii Republikańskiej, to otworzy nową partię, United America, i jego VP będzie Bernie Sanders, i wtedy dopiero zacznie robić to co lubi najbardziej.. show.

      Ale z plotek wiem coś innego. Szykuje się bid Bloomberg / Rice, którego celem będzie osłabienie oficjalnej kampanii republikańskiej Trumpa, tak by potem to Kongres wybierał prezydenta (w USA jeśli nikt nie dostanie 50% elektorów to tak jest - co jest cudem i tak będzie pierwszy raz od 1824 roku)... i Kongres już wie, że wybierze Bloombega / Rice.

      Szykuje się bardzo ciekawa batalia, w której Trump, mimo rewelacyjnego teatru, nie może być pewien wygranej. Naturalnie ta crooked hilary się już kompletnie nie liczy. Teraz jeszcze wychodzi afera, że Bill zrobił jakiejś murzyńskiej prostytutce nieślubne dziecko... ogólnie Hilary ma zerowe szanse nawet na poparcie kobiet czy mniejszości. Gdyby Billa zostawiła to może by jakieś szanse miała, ale nie jako zdradzana dżunia.
    • jutta_t Re: Moje Stany 29.05.16, 18:31
      ~Jajakobyły : Proszę Państwa, jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, że żyjemy w czasach ostatecznych to jest ślepcem. smile Konflikty zbrojne coraz bardziej przybliżają się do granic tzw "bastionu demokracji" czyli Europy. Bańdziory z ISIS, masowa imigracja, wojny...Sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że od listopada stery największego mocarstwa przejmie człowiek, delikatnie mówiąc, nieodpowiedzialny...Strach pomyśleć jak będzie wyglądał świat za 10 lat. Jedno jest pewne. Czasy pokoju powoli się kończą.
    • jutta_t Re: Moje Stany 29.05.16, 19:03
      Times": prezydent Trump byłby katastrofą dla liberalnego światowego porządku
      Prezydentura Donalda Trumpa oznaczałaby katastrofę dla liberalnego międzynarodowego porządku i zaszkodziłaby amerykańskiemu przywództwu na świecie - pisze "Financial Times". "Washington Post" apeluje o powstrzymanie miliardera.
    • jutta_t Re: Moje Stany 29.05.16, 19:06
      wszystkim co napisales i pozwole sobie na rozwiniecie:
      Sukces Trumpa, jak tez Sandersa (tyle, ze Demokraci okazali sie byc na tyle przewidujacy, ze ich system nominowania kandydata zapobiega niespodziankom wyboru kandydata ktory nie jest wystawiony przez kierownictwo partii) jest spowodowany niezadowoleniem spoleczenstwa ze swej sytuacji ekonomicznej. Podczas gdy amerykanska gospodarka ma sie dobrze to generalnie wszyscy poza ulamkiem 1% nietylko nie maja byc z czego zadowoleni ale obserwuja, ze ich standard zycia ulega erozii (80% pracujacych nie otrzymalo podwyzki od 40 lat). W tym samym czasie zarobki szefow firm osiagnely poziom stratosferyczny (W 1960tych srednie zarobki CEO byly 60cio krotnie wyzsze niz przecietna pensja pracownika, to w 1998 byly 180cio krotnie wyzsze).
      Przecietny Jozio utrzymywal, lub nawet zwiekszal swoj dochod pracujac dluzej, jak tez w celu wsparcia budzetu rodziny kobiety poszly do pracy (co w 1960tych bylo rzecza malo spotykana, co mozna zaobserwowac na filmach z tamtych czasow). Doprowadzilo to do sytuacji w ktorej dzisiejsi 30to letni nie maja mozliwosci osiagnac standard zycia swoich rodzicow (a koszt opieki lekarskiej powoduje, ze w USA dzieci nie moga spodziewac sie odziedziczyc czegokolwiek po rodzicach).
      Wybor Obamy na prezydenta byl pierwszym objawem niezadowolenia. Trudno bylo znalezc kogos ktory jest takim przeciwienstwem Busha Mlodszego - czarny, inteligentny, wyksztalcony, doskonale mowiacy w swym jezyku, elegancko zachowujacy sie w kazdej sytuacji. Mimo wielkich nadziei z nim zwiazanych okazalo sie, ze prezydent nie ma tak wielkiej wladzy jak moze sie wydawac.
      Jezeli Clinton zostanie prezydente(ka?) to niewiele sie zmieni, a wydaje sie ze spoleczenstwo zmian sie domaga. Jezeli natomiast Trump bedzie prezydentem to zapowiada sie rewolucja. Mowia o tym, ze reprezentuje on oligarchie do ktorej on i jego rodzina naleza - to absolutna bzdura. Czlowiek ten pienaidze mial zawsze, jsk tez zarobil "na wlasna reke" takie ich gory, ze przestalo go to bawic, zostal celebryta prowadzac popularny program w TV, jemu samemu wydaje sie, ze jest w stanie przesuwac kontynenty. Teraz zamierza byc wladca swiata i pozostawic takie pietno na historii, ze beda go wspominac przez stulecia. Aleksander Macedonski tez personalnie taki wielki nie byl, ale nie pozwolil zeby uwiklano go w szczegoly.
      Personalnie jestem socjalista, tak wiec powinienem byc jego przeciwnikiem, ale jezeli nie wybiora Sandersa to nie bedzie rewolucj
    • jerzy_55 Re: Moje Stany 30.05.16, 20:19
      Trump mnie przeraza!
    • jerzy_55 Re: Moje Stany 30.05.16, 20:57
      Według publicysty Berniego Quigleya, wybory prezydenckie w USA mogą być początkiem nowej politycznej ery, w którym do głosu mogłaby dojść "trzecia siła" w postaci Partii Libertariańskiej. - Jesteśmy na rozdrożu, ale mamy szansę, by zacząć wszystko od nowa. To byłby historyczny zwrot ? mówi Quigley Onetowi. Ale, jego zdaniem, największe szanse na prezydenturę ma obecnie Donald Trump. ? To nowy ruch polityczny, który bierze szturmem całą Amerykę; na naszych oczach dzieje się coś zupełnie nowego ? dodaje.
    • jerzy_55 Re: Moje Stany 30.05.16, 21:01

      ~STKiLM : Pewnie wielu czytelników onetu może pamiętać moje komentarze sprzed ponad miesiąca, jak to się nagle zmieni ton w mediach masowego rażenia. Przez pół roku lali całe cysterny pomyj na D. Trump-a, odsądzali go od czci i wiary, nawet pamiętam podały oskarżenia o jego niezrównoważeniu psychicznym. Jak tylko Trump zostawił całą konkurencje w polu, to nagle w tych samych mediach, które go jechały jak burą sukę, zmieniły się komentarze. Tak jak pisałem przed miesiącem , na początku będzie wyhamowanie z krytyką, potem będą się pojawiać neutralne artykuły ale już robiące oko do Trump-a i wreszcie ostatni etap pojawią się złotouści którzy będą nie tylko chwalić, ale i będą mówić o nim jako o mężu opatrznościowym. Szkoda, że wie o tym zwykły przeciętny, zdroworozsądkowo myślący człowiek, a wielcy "znawcy" od światowej geopolityki tak się mylą. Teraz zostało im tylko jedno założyć wór pokutny z włosiennicy i do Kanossy.
      • jerzy_55 Re: Moje Stany 30.05.16, 21:02
        ~brawo dla Trumpa . : Od samego poczatku mowilem wam ze Pan Trump zostanie Prezydentem Ameryki i tak dokladnie
        sie stanie . Po wysluchaniu jego pierwszego wystapienia zrozumialem to od razu ze nikt z tych POlitycznych
        marionetek nie ma przy nim szans i tak samo zdeklasuje Clintonowa gdyz ta baba to nic nie znaczacy pajac
    • zamyslona_7 Re: Moje Stany 04.06.16, 21:17
      Hrabstwo Holmes w stanie Ohio ma najwyższy odsetek amiszów i mennonitów spośród wszystkich amerykańskich hrabstw. Niemal połowa spośród 42 tysięcy mieszkańców tego regionu należy do tej konserwatywnej społeczności, żyjącej według starych zasad. Wielu z nich twierdzi, że ich wiara nie pozwala na udział w wyborach prezydenckich. Nie przeszkodziło to w powołaniu komitetu PAC (Political Action Committee), który chce przekonać amiszów mieszkających m.in. w stanach Ohio i Pensylwanii, by zagłosowali na Donalda Trumpa.
    • seremine Re: Moje Stany 06.06.16, 14:48
      coraz bliżej siebie. Zagrożenie ze strony Chin pogodziło dwóch dawnych śmiertelnych wrogów
      ? W ostatnich latach w relacjach USA i Wietnamu dokonał się historyczny przełom
      ? Ukoronowaniem tego procesu była niedawna wizyta Obamy w Hanoi
      ? Obama zapowiedział zniesienie wieloletniego embarga na broń dla Wietnamu
      ? Dwaj dawni śmiertelni wrogowie zacieśniają więzy w zakresie obronności
      ? Oba kraje mają wspólne interesy strategiczne, bo obawiają się zagrożenia ze strony rosnących w potęgę i coraz agresywniejszych Chin
      ? Aż 84 proc. Wietnamczyków jest przekonanych, że spory terytorialne z Chinami mogą doprowadzić do wojny
    • jerzy_55 Re: Moje Stany 07.06.16, 18:36
      Donald Trump, który prawdopodobnie uzyska oficjalną nominację Partii Republikańskiej, nadal budzi spore kontrowersje wśród wyborców. Z tego powodu jeden z kalifornijskich dzienników wezwał konserwatywnych Amerykanów do "symbolicznego protestu". Dziennikarze gazety zaapelowali, by wyborcy w Kalifornii nie oddawali głosów na miliardera, a zamiast tego na kartach do głosowania dopisywali nazwisko Ronalda Reagana.
    • jerzy_55 Re: Moje Stany 08.06.16, 17:10
      Meryl Streep, znana z wielu oscarowych ról, udowodniła, że potrafi zagrać każdego. Tym razem na nowojorskiej scenie wcieliła się w Donalda Trumpa. Streep otwarcie popiera kandydaturę Hillary Clinton, więc nowojorski występ aktorki nabrał podwójnego znaczenia.

      Cały tekst: wyborcza.pl/1,75399,20206856,meryl-streep-przebrala-sie-za-trumpa-doskonala-parodia-w-wykonaniu.html#ixzz4B08QMp00
    • jutta_t Re: Moje Stany 08.06.16, 19:44
      Hillary Clinton wygrała prawybory Demokratów w stanie New Jersey. Oznacza to, że będzie kandydatką tej partii w wyborach. Clinton jest pierwszą w Partii Demokratycznej kobietą walczącą o ten urząd.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka