zamyslona_7
27.11.13, 03:46
Jeśli powieść debiutującej autorki nosi tytuł „Suka” i takie też jest imię jej bohaterki, to nie można między okładkami oczekiwać kolejnej historyjki z krainy literackiej łagodności w stylu – powiedzmy – „Domu nad rozlewiskiem”. To musi być ostra jazda. I to jest ostra jazda.
Bohaterka powieści Katarzyny Grygi to pewna siebie singielka, która żyje jak chce i twardo kieruje swoim losem konsekwentnie, odcinając się od mężczyzn, którzy – jeśli się w powieści pojawiają – to są „rozmazani”, słabi, nie potrafią podejmować decyzji, a jeśli już są na stanowiskach, które wymagają od nich podejmowania decyzji, to są beznadziejnymi pozerami, dziwakami albo po prostu szujami. Gwoli sprawiedliwości przyznać trzeba, że zdarzają się też tu postaci głupkowatych dziewczyn – infantylnych, albo zwyczajnie poddających się męskiej dominacji. Męska, biseksualna bohaterka nie akceptuje takiej kobiecości, co dokładnie widać w sposobie, w jaki traktuje i jak myśli o swojej dziewczynie. Zresztą autorka wielokrotnie tę jej męskość podkreśla, choćby wtedy, gdy opisuje to, w co i jak się ubiera, gdy opisuje, że zakupy robi „jak stuprocentowy mężczyzna” itd., itd. Właściwie to jej główną cechą jest wewnętrzny konflikt pomiędzy wyglądem, roztaczanym i obezwładniająco działającym na facetów zewnętrznym powabem, a głęboką potrzebą wewnętrzną odgrywania w życiu „męskiej” roli. Jest piękna i atrakcyjna, ale myśli o sobie jako o „samcu alfa”. Mocne? Mocne. Niezwykłe? No jasne.
Już sam sposób pisania Katarzyny Grygi robi powalające wrażenie. Język tej prozy to ciosy zadawane temu, jak gęgają te wszystkie Kasie i Mariole z powieści (i telewizyjnych seriali) o współczesnych kobietach i dziewczynach. Jej powieść jest czymś w rodzaju antytezy całego tego kobiecego bajdurzenia literackiego, którego tak mocno broniła niedawno na łamach „Gazety Wyborczej” Małgorzata Kalicińska. Oczywiście, wywiązała się polemika, ale ośmieszanie tego „nurtu” to zajęcie tyleż łatwe, co jałowe intelektualnie. Gryga więc się tym nie zajmuje, ale stworzyła zupełnie inną, nową i niejako modelową bohaterkę, którą pewnie pokochają młode czytelniczki, które się nie identyfikują z tamtymi „ciepłymi kluchami”. Taka powieść musiała powstać jako zdrowa reakcja młodej pisarki na myśl, że jej inteligencję obraża tzw. nurt literatury kobiecej.