Dodaj do ulubionych

Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem!

02.02.08, 18:57
1)Lily i Petunia nie widziały się latami, Petunia udawała,ze nie ma
siostry. Skąd więc bożonarodzeniowy prezent?
2)Harry przymierał głodem? Przecież pisała, że go nie głodzili!
3)Co Petunia chciała powiedzieć Harry`emu?
4)Czy Teddy mieszkał z ojcem chrzestnym?
Obserwuj wątek
    • eeela Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 02.02.08, 19:07
      Odpowiedzi na dwa ostatnie pytania zostaly udzielone w wywiadach:

      3) Petunia chciala Harry'emu zyczyc powodzenia.
      4) Teddy mieszkal ze swoja babcia (jak Neville).


      --
      Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
    • ginny22 Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 03.02.08, 20:30
      1. Paetunia wysyłała prezenty także Harry'emu, widocznie na tyle
      starczało jej poczucia "rodzinności".
      2. Harry'ego nie głodzono, ale też nigdy nie miał jedzenia do syta,
      OIP.
      3. A tego nie wiem. Na pewno coś miłego, skoro nie przeszło jej
      przez usta.
      4. Nie mieszkał, przychodził cztery razy w tygodniu na obiad (tak
      jest napisane w epilogu).
    • waldemar_batura Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 12.02.08, 19:44
      marajka napisała:

      > 1)Lily i Petunia nie widziały się latami, Petunia udawała,ze nie ma
      > siostry. Skąd więc bożonarodzeniowy prezent?

      Udawała zapewne dopiero, gdy wyszła ze Vernona, a jej rodzice umarli (nie ma o
      tym wzmianki wprost, ale oczywiście tak musiało się stać) - gdy James i Lily też
      zginęli, wtedy mogła ostatecznie (nie licząc Harry'ego) zerwać ze światem
      czarodziejów.

      > 2)Harry przymierał głodem? Przecież pisała, że go nie głodzili!

      Kto pisał - JKR? Cały czas trzymała się jednej wersji - że dawali mu mało jeść -
      więc nie wiem, skąd wątpliwości.

      > 3)Co Petunia chciała powiedzieć Harry`emu?
      > 4)Czy Teddy mieszkał z ojcem chrzestnym?

      A na to już odpowiedziano.
      --
      "Nie jestem zwolennikiem bicia endeków. Nie uważam również, aby miało sens
      propagowanie specjalnej strefy osiadłości dla endeków lub zakazywanie małżeństw
      mieszanych, to znaczy krzyżowania endeków z normalnymi ludźmi." - Słonimski.
      • waldemar_batura Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 12.02.08, 19:45
        Ale to, że James nie walczył, podczas gdy sam Voldemort w pierwszym tomie skomplementował go, że walczył dzielnie, też wychwyciłem: to jedna z większych nieusuwalnych sprzeczności w fabule.
        --
        "Nie jestem zwolennikiem bicia endeków. Nie uważam również, aby miało sens propagowanie specjalnej strefy osiadłości dla endeków lub zakazywanie małżeństw mieszanych, to znaczy krzyżowania endeków z normalnymi ludźmi." - Słonimski.
        • ginny22 Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 13.02.08, 00:10
          W każdym razie James zrobił tyle, ile mógł zrobić facet bez różdżki
          naprzeciw faceta z różdzką i złymi zamiarami: bronił dostępu do domu
          własną piersią. Zawsze jakieś bohaterstwo.
          BTW - Voldemort nie należy do czołówki najbardziej prawdomównych
          czarodziejów świata.
          • waldemar_batura Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 14.02.08, 11:15
            ginny22 napisała:

            > W każdym razie James zrobił tyle, ile mógł zrobić facet bez
            różdżki
            > naprzeciw faceta z różdzką i złymi zamiarami: bronił dostępu do
            domu
            > własną piersią. Zawsze jakieś bohaterstwo.

            Jasne.

            > BTW - Voldemort nie należy do czołówki najbardziej prawdomównych
            > czarodziejów świata.

            No jak to? Przecież jak mówił, że kogoś zabije, to uczciwie
            zabijał. :-)
            A poważnie: tak czy owak raczej nie miał powodu, żeby zmyślać
            komplementy na temat Jamesa (szczególnie że sekwencja wydarzeń
            w "Kamieniu" była taka: najpierw Voldie kłamie, że James stchórzył,
            a potem przyznaje, jak było naprawdę).
            --
            "Nie jestem zwolennikiem bicia endeków. Nie uważam również, aby
            miało sens propagowanie specjalnej strefy osiadłości dla endeków lub
            zakazywanie małżeństw mieszanych, to znaczy krzyżowania endeków z
            normalnymi ludźmi." - Słonimski.
            • a_weasley Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 15.02.08, 17:45
              marajka napisała:

              > Właśną piersią? On krzyczał przerażony, nie
              > miał czasu na zasłanianie domu, ani na
              > cokolwiek innego.

              A co krzyczał, to może pamiętasz?
              "Ratunku!"?
              "Uciekajmy!"?
              "Litości, błagam, nie zabijaj mnie!"?
              Czy może jednak coś innego?


              --
              Wigilia w Norze
              Listy starego diabła do młodego
              • marajka Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 16.02.08, 11:28
                Pamiętam. "Ja go zatrzymam, Lily uciekaj". Nie twierdzę,że James nie
                był odważny, na pewno walczyłby, gdyby miał różdżkę. Może inna
                postawa przychodzi mi na myśl na słowo "osłaniać", a Tobie inna?
                Chciał osłonić,próbował, ale mu się nie udało, bo umarł;(. Może
                gdyby zaczął bagać o litość, Voldemort patrzyłby na to rozbawiony i
                Lily miałaby więcej czasu, żeby jakoś uciec...Teleportować się,
                sprowadzić pomoc...Cokolwiek.
      • marajka Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 14.02.08, 16:49
        1)Nie, w 1 tomie wyraźnie piszę, że nie miały kontaktu latami. Na
        początku powieści na pewno jest niedługo po ślubie, jest bardzo
        młoda. Nie była dużo starsza od Lily.
        2) Tak, JKR napisała w 7 tomie, że przymierał głodem, a w 1 tomie,
        że nie jadł do syta, ale go nie głodzili.
        Co do 3 i 4, to tak, już wiem.
        • waldemar_batura Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 12.03.08, 21:41
          marajka napisała:

          > 1)Nie, w 1 tomie wyraźnie piszę, że nie miały kontaktu latami. Na
          > początku powieści na pewno jest niedługo po ślubie, jest bardzo
          > młoda. Nie była dużo starsza od Lily.

          Co innego kontakt osobisty, a co innego posyłanie okazjonalnych prezentów.
          Uważasz, że Harry też był w kontakcie z Dursleyami podczas roku szkolnego, kiedy
          dostał od nich chusteczkę na święta?

          > 2) Tak, JKR napisała w 7 tomie, że przymierał głodem, a w 1 tomie,
          > że nie jadł do syta, ale go nie głodzili.

          Możesz przypomnieć, gdzie dokładnie napisali, że przymierał? Zresztą i tak
          dzielisz włos na czworo: jeśli nie dojadał, to oczywiste jest, że bywał głodny.
          Czy nazwiesz to "przymieraniem", to już tylko sprawa figury retorycznej.
          --
          A czy episkopat był kiedykolwiek polski? Nigdy nie był, tak jak nie był
          postępowy. Co najwyżej był kiedyś antykomunistyczny, ale przecież widział w tym
          interes. (...) To jest hańba dla Kościoła. Nic więcej. A jakimi metodami ta
          instytucja się posługuje, wiemy przecież nie od dzisiaj... - Marek Edelman.
              • anguaa Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 12.06.08, 18:21
                również uważam ze "przymieranie" głodem jest tu raczej tylko takim
                sformułowaniem ze poprostu czasem jadł bardzo mało ale mysle tez ze
                w obliczu całej książki to nie ma najmniejszego znaczenia, za to
                interesuje mnie co innego w 7 części w wspomnieniach Snape był taki
                momęt gdy ten sie dowiaduje od Dumbledora ze Harry ma zginąć i jest
                raczej wsciekły, wysyła gdzieś patronusa z wiadomościa i wtedy Dumb
                sie lekko zwiesza i pyta (nie wiem dokładnie bo pisze z
                pamięci):"wiec jednak?" ; a Snape na to: "zawsze" nie rozumiem tego
                fragmętu to znaczy odbieram to jako w sęsie ze ten patronus byl do
                LV lub jakichs śmierciozerców i to "zawsze" oznacza ze jednak to im
                zawsze był wierny ale ksiazka mówi zupełnie inaczej, ze do końca był
                po tej dobrej stronie więc w takim razie moze mi ktos wytłumaczyć co
                miała tamta scenka oznaczać?
    • ewamaja Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 08.03.09, 21:31
      Mam pytanie. W necie znaduję informację, że SS urodził się 9 stycznia. Nie mogę odnaleźc tego w książkach. Interesujenie to ponieważ mój syn urodził się sporo po terminie 9 stycznia. Nauczyciela eliksirów uwielbiam, czytając 5 część, szukałam w necie potwierdzenia że mimo wszystko jest bohaterem pozytywnym.
      • eeela Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 15.04.09, 01:48
        Wiele informacji niepodanych w książkach Rowling podawała później na swojej
        stronie albo w wywiadach, co było skrzętnie gromadzone przez autorów leksykonu o HP.

        Strona Rowling:

        www.jkrowling.com/

        Leksykon:

        www.hp-lexicon.org/


        --
        Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
        • nieprzygoda.only Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 17.07.09, 10:30
          Witam :) Jakiś czas temu przeczytałam wszystkie tomy, teraz przed premierą filmu
          powtarzam sobie cz.6. Zanotowałam kilka niejasności...może Rowling wspominała o
          nich albo przeoczyłam wyjaśnienie w książce?

          1.Czemu Voldemort nie użył nigdy Felix Felicis? Mógłby to zrobić np. podczas
          ataku na Ministerstwo albo w VII części.. Slughorn twierdził, że od nadmiernego
          używania eliksiru można postradać zmysły ale przecież Vold. nie wahał się
          okaleczać swojego ciała i duszy do granic możliwości..?

          2.Czemu Malfoy nie zabrał Harremu peleryny niewidki (pociąg, VIcz.)? Wiem, że go
          przykrył, żeby pociąg z nim odjechał do Hogwartu no ale i tak ktoś w końcu by
          się o niego potknął.. Ja bym skorzystała z okazji posiadania takiej rzeczy, tym
          bardziej jakbym miała w planach atak na Hogwart :D Na pewno by się przydała.

          3. Jak Snape zdołał okłamać Voldemorta, mistrza legilimencji???? I cały czas
          pracować dla Dumbledore'a???? Tego naprawdę nie jestm w stanie wyjaśnić :(

          z góry dzięki za pomoc!
          • eeela Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 17.07.09, 22:38
            > 1.Czemu Voldemort nie użył nigdy Felix Felicis?

            Po pierwsze, nie wiemy o wszystkim, co Voldemort używał, a czego nie.
            Po drugie, wydaje mi się, że używanie Felix Felicis nie pasuje do Voldemorta -
            osobnika zbyt pewnego swoich mocy, uważającego, że przekracza swoimi
            możliwościami wszystko i wszystkich.

            > 2.Czemu Malfoy nie zabrał Harremu peleryny niewidki (pociąg, VIcz.)? Wiem, że g
            > o
            > przykrył, żeby pociąg z nim odjechał do Hogwartu no ale i tak ktoś w końcu by
            > się o niego potknął.. Ja bym skorzystała z okazji posiadania takiej rzeczy, tym
            > bardziej jakbym miała w planach atak na Hogwart :D Na pewno by się przydała.


            Nie wiem za bardzo, jak miałaby mu się przyac peleryna-niewidka do sprowadzania
            śmierciożerców na teren Hogwartu. Moim zdaniem - do niczego. Chodziło mu o to,
            aby pozbyć się Harry'ego przynajmniej na jakiś czas, a odesłanie go do Londynu,
            zanim ktokolwiek się sposrzegł, było całkiem niezłym pomysłem. Tonks wpadła na
            niego przypadkiem, mógł tam leżeć tygodnie całe, gdyby go nie znalazła.

            > 3. Jak Snape zdołał okłamać Voldemorta, mistrza legilimencji???? I cały czas
            > pracować dla Dumbledore'a???? Tego naprawdę nie jestm w stanie wyjaśnić :(


            Bo sam był mistrzem oklumencji. Jasno wynika ze wszystkich książek, że mocy i
            umiejętności Snape'a nie należy nie doceniać. Jakimkolwiek by nie był parszywym
            draniem, miał bardzo silną osobowość i wolę, a to one właśnie czynią dobrego
            oklumenta.



            --
            It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
            • a_weasley Harry, Malfoy, peleryna... 18.07.09, 13:31
              Eeela napisała:

              >> 1.Czemu Voldemort nie użył nigdy Felix Felicis?

              > Po pierwsze, nie wiemy o wszystkim, co Voldemort używał,
              > a czego nie.

              Ale sądząc po efektach...

              > Po drugie, wydaje mi się, że używanie Felix Felicis
              > nie pasuje do Voldemorta - osobnika zbyt pewnego swoich mocy,

              Pasuje natomiast doskonale do jego ludzi, gotowych na wszystko, żeby
              uniknąć gniewu Szanownego i Kochanego Wielkiego Wodza.

              Toteż moja odpowiedź brzmi: Bo autorka nie pomyślała. Jedna z wielu
              rzeczy, które kiedyś się przydały w fabule, więc je wprowadziła, a
              nie pomyślała, że w innym momencie fabuły nieuchronnie powinna się
              pojawić.

              >> 2.Czemu Malfoy nie zabrał Harremu peleryny niewidki
              <ciach>
              >> Ja bym skorzystała z okazji posiadania takiej rzeczy,
              > tym bardziej jakbym miała w planach atak na Hogwart :D

              > Nie wiem za bardzo, jak miałaby mu się przyac peleryna-niewidka
              > do sprowadzania śmierciożerców na teren Hogwartu.

              Jak nie do sprowadzenia, to do uzyskania niezbędnych informacji, a
              przede wszystkim do zabicia Dumbla. Ponad wszelką wątpliwość przy
              samotnym wykonywaniu trudnego zadania na terytorium npla lepiej jest
              móc się idealnie zamaskować niż nie móc.

              > a odesłanie go do Londynu, zanim ktokolwiek się sposrzegł,
              > było całkiem niezłym pomysłem. Tonks wpadła na
              > niego przypadkiem, mógł tam leżeć tygodnie całe, gdyby go
              > nie znalazła.

              Jedno z dwojga: albo wagony szły do depo na parę miesięcy, nawet nie
              sprzątane (a po parogodzinnej jeździe z kompletem nastoletnich
              pasażerów bez kontroli dorosłych byłoby co sprzątać!) i w tym
              przypadku PN była zbyteczna, wystarczyłoby Harry'ego wsunąć pod
              ławkę i pozwolić mu umrzeć z głodu, albo ktoś by ten wagon
              posprzątał i i tak by się o Harry'ego potknął, i w tym przypadku PN
              nic nie dawała.
              To po pierwsze.
              Po wtóre po jakimś czasie, najdalej nazajutrz rano, zaczęto by
              Harry'ego szukać (mam nadzieję), i stopniowo udałoby się ustalić,
              gdzie go widziano po raz ostatni. I by się znalazł, w pelerynie czy
              bez.
              Tyle że... cała ta historia kupy się nie trzyma. Od samego początku,
              od wejścia w obszernej pelerynie do przedziału pełnego ludzi i
              wciągnięcia się na półkę, na której w dodatku leżą walizki. Autorka
              wymyśliła to tak, jakby w życiu nie jechała pociągiem na półce
              bagażowej. No i... jakże to tak? Wysiadają ludzie z pociągu, w
              którym był najbardziej strzeżony czarodziej w magicznej Anglii,
              Wunderwaffe i oczko w głowie, tego czarodzieja tam nie ma i nikt nie
              zwraca na to uwagi? Nikt nie pyta "Gdzie jet Potter?" Hermiona nie
              alarmuje McGonagall, że Harry w pociągu wyszedł z przedziału i tyle
              go widziano?

              • eeela Re: Harry, Malfoy, peleryna... 18.07.09, 15:48
                > Pasuje natomiast doskonale do jego ludzi, gotowych na wszystko, żeby
                > uniknąć gniewu Szanownego i Kochanego Wielkiego Wodza.
                >
                > Toteż moja odpowiedź brzmi: Bo autorka nie pomyślała. Jedna z wielu
                > rzeczy, które kiedyś się przydały w fabule, więc je wprowadziła, a
                > nie pomyślała, że w innym momencie fabuły nieuchronnie powinna się
                > pojawić.


                Ja się oczywiście zgadzam, że autorka mogła o tym nie pomyśleć. To nie było
                zresztą jej zadaniem, wymyslać wszystkie możliwe opcje, tylko poprowadzić akcję
                tak, jak ją sobie wyobraziła :-) A jeśli o czyms nie pomyślała, my, czytelnicy,
                możemy sobie różne rzeczy domyślić/dowyobrazić/dopowiedzieć :-) W tym przypadku
                domyślam sobie to, ze śmierciożercy mogli po prostu nie dysponować osobą o
                wystarczających umiejętnościach alchemicznych - no bo czemu niby tak by polowali
                na Slughorna, aby go zwerbować? Potrzebny był im mistrz mikstur :-) A Snape'a
                nie mogli pod tym względem spokojnie wykorzystywać, bo ten był ograniczony
                koniecznością niemal ciągłego przebywania w Hogwarcie i pozostawaniem pod
                kontrolą Dumbledore'a.


                --
                It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
                • nieprzygoda.only Re: Harry, Malfoy, peleryna... 18.07.09, 18:34
                  Dzięki za odpowiedzi! Ta pierwsza teoria odpowiadająca na pytanie "Czemu
                  Voldemort nie używał Felixa" wydaje się całkiem prawdopodobna. Chociaż
                  rzeczywiście, dla większości wątpliwości jedynym rozwiązaniem jest "bo tak sobie
                  wymyśliła autorka i już" :) Ciekawi mnie jeszcze, skąd taki "wygodny" i
                  stroniący od ryzyka profesor Slughorn wiedział o horkruksach!? Skoro nawet
                  Hermiona, mając do dyspozycji cały dział Ksiąg Zakazanych nie znalazła
                  dokładniejszego ich opisu...
                  • eeela Re: Harry, Malfoy, peleryna... 18.07.09, 19:39
                    'Wygodny' nie znaczy, że nie chce mu się zdobywać wiedzy :) Poza tym
                    przypominam, że za czasów, gdy Slughorn był głową domu Slytherin, dział Ksiąg
                    Zakazanych zawierał wciąż księgi, w których tę wiedzę można było wyczytać.
                    Dopiero Dumbledore później je stamtąd usunął.

                    --
                    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
    • belattrix Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 27.02.10, 19:55
      Wiecie co?
      ja tez mam pare pytan które nie dają mi spokoju...
      1] skoro to harry wypuscil patronusa nad jeziorem w czesci 3, to jakim cudem
      katowi udalo sie zabic dziobka? powiedzmy ze harry 1 jest świadkiem tego jak
      harry 2 wpływa na rzeczywistość... czyli to sie JUZ DZIAŁO, tak? to jakim cudem
      kat w scenie pokazanej po raz pierwszy nie zastał pustej grządki dyni ? przecież
      hary i hermiona tu tez zdążyli zmienic bieg wydarzen?
      2]czemu uzyczyli szalenie niebezpiecznego zmieniacza czasu 13 letniej smarkuli,
      a jak było zagrożenie sami wiecie kogo , czasy terroru i smierciożerców to nic
      tylko harry byl jedynym czlowiekiem ktory mu sie oparł? nie prosciej by było
      wziąć grupe aurorów,cofnąć sie do przeszłości , unieszkodliwić toma i wrócić z
      powrotem...? a potem? podobno wszystkie zmieniacze czasu zostaly zniszczone
      podczas akcji w ministerstwie ale chyba ktoś umiał je tworzyc? a jesli nie, to
      chyba hermiona nie byla jedyną osobą na świecie która uzyskała pozwolenie na
      pozyczenie go na caly rok? naciągane to wszystko.
      • noida Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 28.02.10, 18:37
        Mówisz o filmie, tak?
        No więc kat wcale nie zabił Hardodzioba w filmie. Zdaje się, że nawet jest pokazane, że on wbija ten swój topór w pieniek ze wściekłości, że Hardodzioba nie ma, bo Harry już go zdążył zabrać. I kat zastał właśnie pustą grządkę dyni, tylko bohaterom, którzy nie widzieli dokładnie, co zaszło, wydawało się inaczej.

        A zmieniacza czasu Hermiona używała wyłącznie do tego, żeby móc chodzić na lekcje z różnych przedmiotów, które odbywały się w tym samym czasie. Nie można było go użyć do zmienienia przeszłości, dlatego nikt nie mógł cofnąć się w czasie i wpaść z bandą aurorów i unieszkodliwić Toma. Zauważ, że Harry też nie zmienia przeszłości - on używa zmieniacza czasu, żeby wyratować z opałów Syriusza, który jeszcze nie zginął. Gdyby dementor zdążył go zabić - Harry nie mógłby nic zrobić i Dumbledore na pewno nie dałby mu tego urządzenia do ręki.



        --
        Dwie rzeczy są w życiu bardzo istotne: dobre łóżko i wygodne buty. Człowiek jest bowiem albo w łóżku albo w butach. (M. Achard)
        • belattrix Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 02.03.10, 13:41
          nie, noida, nie mówie o filmie, tylko o książce. Książce której jestem "fanką
          absolutną", można rzec.
          i faktycznie przyznac musze ze nie jest napisane [ własnie to sprawdziłam "u
          zródła":]] ze dziobka zabili. "A potem nagle wszystko ucichło i w tej ciszy
          rozległ sie najpierw swist, a potem głuche uderzenie topora. " to juz rozumiem.
          ale drugiej sprawy nadal nie kumam. gdyby nie harry, zostaliby pocalowani przez
          dementorów nad jeziorem. to nie jest zmiana przeszłosci, tylko biegu wydarzen,
          prawda?
          wiec teoretycznie "banda" aurorów mogłaby zmienic bieg wydarzen, jesli chodzi o
          toma :] to jest kurcze skomplikowane dopiero , no nie?

          • noida Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 02.03.10, 16:42
            Mogli zmienić, tylko że to by się niczym dobrym nie skończyło, bo o tym, że z Toma wyrósł potworny potwór i morderca okazało się dopiero w momencie, kiedy było już za późno. Mam wrażenie, że chodzi o to, że gdyby oni cofnęli się w czasie i zmienili wydarzenia, które już się wydarzyły, to stałoby się coś strasznego (nie wiadomo co, autorka nie mówi). Natomiast Harry & co de facto nie odwrócili biegu zdarzeń, tylko na nie wpłynęli.

            Poza tym jest też różnica długości czasu, który minął - w przypadku Voldiego to musiałby być wiele lat, podczas których wydarzyło się mnóstwo innych rzeczy, spowodowanych działalnością Lorda. A zatem trzeba by się zmierzyć z konsekwencjami faktu, że komuś nie zabito rodziny i przyjaciół, przez co nie wychowywał się u ciotki, przez co nie wybrał takiej drogi zawodowej, jaką wybrałby, gdyby rodzice żyli i cała układanka z faktów by runęła, gdyby zmienić ten jakże istotny element historii czarodziejów.

            A tutaj właściwie tych konsekwencji jako takich nie było, bo nic się jeszcze nie zdążyło zmienić. Nie wiem, czy wyrażam się jasno.

            Poza tym właściwie jedynym sposobem, żeby zniwelować rozmiar szkód spowodowanych przez Voldiego, to zabić go, zanim jeszcze zmienił się w potwora. Czyli zabić niewinnego człowieka. No owszem, można, ale czy to byłoby dobre rozwiązanie?

            I jeszcze kolejna rzecz - Voldi był najpotężniejszym czarodziejem od setek lat. Prawdopodobnie cała banda aurorów nie byłaby w stanie go zabić, kiedy już zapanował w pełni nad swoimi mocami. Potrzeba było do tego jednej specjalnej osoby - stąd cała afera z Harrym.


            --
            Dwie rzeczy są w życiu bardzo istotne: dobre łóżko i wygodne buty. Człowiek jest bowiem albo w łóżku albo w butach. (M. Achard)
    • malpa1985 Re: Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem! 27.10.10, 15:58
      Moim zdaniem końcówkę ostatniej części potraktowała na odpier.....
      Wiele niedomówień .... powinna dopisać dłuższy epilog

      -----------------------------------------------------------------------------------------------
      www.deco.pl/
      www.kursyinstruktorownurkowania.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka