27.03.16, 22:19
osoby zginęły, a 21 zostało rannych podczas jednej z największych wielkanocnych tragedii ostatnich lat. Pożar budynku socjalnego w Kamieniu Pomorskim dostarczył Polakom wielu tragicznych obrazków, okrywając cały kraj żałobnym kirem.

Pożar budynku socjalnego w Kamieniu Pomorskim na zawsze zapisał się na czarnych kartach historii. Budynek, zamieszkiwany głównie przez pracowników Nafty i osoby skierowane tam przez opiekę społeczną, od dawna nie cieszył się dobrą opinią: wielokrotnie dochodziło tam do pijackich burd, zaprószeń ognia i drobnych podpaleń. Nikt nie przypuszczał, że te ostatnie mogą być zwiastunem zbliżającej się hekatomby.

Tuż po północy 13 kwietnia 2009 roku (poniedziałek wielkanocny) w wyniku zwarcia instalacji elektrycznej w budynku wybuchł pożar. Ze względu na użyte przy budowie materiały łatwopalne, ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, odcinając ludziom drogę ucieczki. Wielu z nich płonąc, niczym żywe pochodnie, skakało przez okna, łamiąc przy tym ręce i nogi. Na miejscu ginęły całe rodziny, a niektórzy musieli patrzeć na śmierć swoich bliskich. Bilans tragedii w budynku zamieszkiwanym przez 77 osób, to 23 zabitych i 21 rannych. Nie sposób opisać ich dramatu, lecz jego część oddają rozdzierające serce wspomnienia matki, która w rozmowie z Faktem mówiła o ostatnich chwilach swego małego dziecka.

- Wszystko stanęło w ogniu. Krzyknęłam do Dawidka, by wstawał. Ale on został w łóżku. Może się bał, może był podtruty. Odgradzało mnie od niego morze płomieni. Po chwili Dawidek palił się już na swoim łóżeczku. Tak strasznie krzyczał. Widziałam, jak płoną mu włoski. Na mnie płonęła już koszula. Gdy wyskoczyłam z okna i leżałam na dole ze złamaną nogą, jeszcze słyszałam jego głos. A wszystko otaczał ogień! - mówiła Faktowi przez łzy Iwona Zawadzka.

Po tragedii prezydent Lech Kaczyński ogłosił trzydniową żałobę narodową. Premier Donald Tusk obiecał pomoc państwa przy odbudowie ośrodka i deklarował wsparcie dla ocalałych. Przed sądem stanęło dwóch urzędników z kamieńskiego Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, którzy nie dopilnowali swoich obowiązków. Choć od tragedii minęło już siedem lat, dopiero niedawno zapadły pierwsze wyroki w sprawie odszkodowań dla pogorzelców. Nie sposób przemilczeć, że choć żadne pieniądze nie przywrócą życia zmarłym, to wysokość zasądzonych kwot była skandalicznie niska.
Obserwuj wątek
    • dunant Re: Kiedys 27.03.16, 22:20
      Horror
      • black_jotka Re: Kiedys 11.10.22, 23:58
        dunant napisał:

        > Horror


        Niestety
    • mala200333 Re: Kiedys 29.03.16, 02:33
      Straszne!
    • rawik-is-me Re: Kiedys 03.04.16, 20:45
      ...Zginąć miała cała inteligencja

      W polskiej historii są synonimem ludobójstwa, podobnie jak Katyń czy Oświęcim. Okolice Palmir, małej wioski liczącej obecnie zaledwie 200 mieszkańców, leżącej na obrzeżach Puszczy Kampinoskiej, były w okresie okupacji niemieckiej miejscem męczeństwa około dwóch tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej.

      Wśród zabitych przez Niemców w tym miejscu Polaków znajdowali się prawnicy, dziennikarze, biznesmeni, artyści, politycy, księża... Tu zginęli między innymi: poseł Mieczysław Niedziałkowski - działacz PPS, Maciej Rataj - były marszałek Sejmu i członek władz naczelnych Stronnictwa Ludowego, ksiądz Marceli Nowakowski - poseł i publicysta, Ignacy Solarz - założyciel Uniwersytetów Ludowych, Stanisław Piasecki - dziennikarz, twórca tygodnika literackiego "Prosto z Mostu", Adam Zamenhoff - esperantysta, wybitny okulista i oficer, a także najsłynniejszy przed wojną polski sportowiec - Janusz Kusociński - biegacz i olimpijczyk, zdobywca złotego medalu na olimpiadzie w Los Angeles w 1932 roku. Najprawdopodobniej także w Palmirach zakończył swoje życie Stefan Starzyński, bohaterski prezydent Warszawy.
      • samanta_ewa Re: Kiedys 05.04.16, 17:12
        To było straszne
      • jutta_t Re: Kiedys 19.06.24, 16:59
        Janusz Kusociński - biegacz i olimpijczyk, zdobywca złotego medalu na olimpiadzie w Los Angeles w 1932 roku.
      • jutta_t Re: Kiedys 16.04.25, 14:29
        Palmiry… horror
        • jutta_t Re: Kiedys 06.11.25, 23:56
          Najprawdopodobniej także w Palmirach zakończył swoje życie Stefan Starzyński, bohaterski prezydent Warszawy.
    • jerzy_55 Re: Kiedys 04.04.16, 22:38
      https://www.jüdische-gemeinden.de/images/NeumarktSchlesienSyn.jpg

      Zniszczona synagoga w Srodzie Slaskiej
      • samanta_ewa Re: Kiedys 05.04.16, 17:12
        Już nie istnieje
        • black_jotka Re: Kiedys 19.08.16, 20:04
          Szkoda...
          • jutta_t Re: Kiedys 29.01.24, 03:07
            Bardzo szkoda!
      • seremine Re: Kiedys 08.02.18, 17:03
        Wielka szkoda
      • black_jotka Re: Kiedys 12.02.19, 23:06
        Byla i juz jej nie ma...
      • mala200333 Re: Kiedys 06.12.20, 07:27
        Szkoda jej..
      • jutta_t Re: Kiedys 16.04.25, 14:29
        Zal
      • jutta_t Re: Kiedys 06.11.25, 23:57
        Zal
    • dunant Re: Kiedys 07.04.16, 00:49
      Większość kojarzy postać generała Włodzimierza Zagórskiego w związku z jego zaginięciem w 1927 r. W obiegu funkcjonuje - zbudowana głównie przez jego politycznych przeciwników - ''czarna'' legenda generała, jakoby był agentem austriackim i ''złym duchem'' Legionów. Ale jest też legenda ''biała'', stworzona przez środowiska oskarżające obóz piłsudczykowski o dokonanie zbrodni na generale. Przedstawia ona go jako wybitnego, nieskazitelnego i profesjonalnego wojskowego, w opozycji do politycznego warchoła i wojskowego dyletanta, jakim miał być Piłsudski. Taki trop podejmowała również historiografia PRL, która manipulowała sprawą Zagórskiego w celu kompromitacji pierwszego Marszałka Polski. Takie porównania były oczywiście formułowane na potrzeby bieżącej walki politycznej i nijak się mają do rzeczywistości.


      I wojna światowa w Polsce. Skutki krwawej kampanii roku 1914 odczuwamy do dziś

      Morderstwo w bojówce Józefa Piłsudskiego. Dlaczego Edmund Tarantowicz musiał zginąć?
      Reakcja świata na śmierć Józefa Piłsudskiego. Hołd złożył mu nawet Adolf Hitler
      Na początku tego roku wyszła książka, która po raz kolejny porusza temat sprawy generała Zagórskiego. Praca Andrzeja Ceglarskiego z sensacyjnym podtytułem ''Zabójstwo prawie doskonałe'' ewidentnie wpisuje się w ''białą'' legendę tej tragicznej i niejednoznacznej postaci. Jedno pytanie ciśnie się na usta: kim faktycznie był generał Włodzimierz Zagórski?

      Wierny poddany cesarza?

      W 1914 r. powołano Legiony Polskie. Środowiska, które tworzyły Legiony, uznawano w Wiedniu za niepewnych sojuszników. Dlatego też do nadzoru tej formacji wydelegowano oficerów wywiadu armii austriackiej. Byli oni niejako gwarantem lojalności i mieli strzec interesów monarchii. W takiej roli oddelegowano również Zagórskiego, który został szefem sztabu tej formacji. W austriackim wywiadzie zajmował się wcześniej rozpracowywaniem materiałów związanych z organizacją i zasobami armii rosyjskiej. Zapewne wtedy zetknął się po raz pierwszy ze sprawą współpracy agenturalnej Piłsudskiego. Zakładając legionowy mundur, Zagórski wszedł na arenę wielkiej polityki. Wkroczył na pole bitwy tajnego frontu, gdzie bój toczyły ze sobą różne zantagonizowane środowiska i ścierały się w bezwzględnej wojnie. Tutaj, jak w soczewce, skupiały się żywioły zainteresowane wpływem na przyszłe losy Polski. Dowódcą Legionów mianowano generała Karola Trzaskę-Durskiego. Zagórski był tylko kapitanem, ale to on faktycznie kierował formacją. O tym fenomenie, który był normą w armii austriackiej, pisał Walery Sławek, jeden z najbliższych współpracowników Piłsudskiego: ''Oficerowie sztabowi stanowili w Austrii coś swoistego, rodzaj mafii zgranej pomiędzy sobą; mieli uprawnienia specjalne komunikowania się ze swoim zwierzchnikiem sztabowym z pominięciem dowództwa pułku czy dywizji, do której byli przydzieleni [?] Otóż, jako taki, z tymi pełnomocnictwami Sztabu generalnego, tym właśnie opiekunem, który miał pilnować interesów Austrii [w Legionach] był Zagórski''. Zagórski zatem został wyznaczony do strzeżenia interesów monarchii naddunajskiej. Jak wywiązywał się ze swojej roli?

      Samodzielny gracz polityczny?

      Dowództwo austriackie miało zastrzeżenia co do jego aktywności. W armii austriackiej obowiązywał całkowity zakaz działalności politycznej. Tymczasem Zagórski, walcząc z ''politykierstwem'' w szeregach Legionów (argument wymierzony w Piłsudskiego), sam wykraczał poza swoje obowiązki i? politykował. Dobrym przykładem jest jego uczestnictwo w naradzie politycznej w Warszawie w sierpniu 1915 r. W obecności Władysława Sikorskiego i jego ludzi wychodził z wnioskiem, aby aresztować Piłsudskiego za samowolne opuszczenie szeregów legionowych. Wybito mu ten pomysł z głowy, gdyż oznaczał on rozbicie Legionów. Jak pisze Jerzy Gaul: ''paradoks całej sytuacji polegał na tym, że wyjazd Zagórskiego [do Warszawy] też nie był całkowicie w porządku. Wiele się mówiło o samowolnym ? bez zgody władz i bez urlopu ? wyjeździe Piłsudskiego. Pikanterii sprawie nadaje fakt, że wyprawa Zagórskiego, aczkolwiek za aprobatą Komendy Legionów, była niezgodna z wytycznymi Naczelnej Komendy Armii, zabraniającej oficerom zajmowania się sprawami politycznymi''. Podobne sytuacje zdarzyły się kilkukrotnie. Zagórski tłumaczył się z tych inicjatyw przed swoimi przełożonymi w oficjalnych pismach, natomiast w prywatnych rozmowach krytykował działania władz austriackich wobec Legionów.

      Według relacji miał ogromne wojskowe aspiracje: ''ambicji politycznych Zagórski nie ma żadnych ? wojskowe niezmierne''. Niemniej jednak politykę wykorzystywał do swoich celów, które ciężko sprecyzować. Miał bardzo wielu wrogów. Był w konflikcie z Piłsudskim oraz z Sikorskim. Grał na nosie swoim przełożonym. Musiał mieć również sojuszników, jak np. arcybiskupa Józefa Teodorowicza ? zapiekłego antagonistę Komendanta I Brygady. Jego kukiełką był dowódca Legionów. Próbował szukać oparcia w środowiskach Narodowej Demokracji. Ostatecznie przegrał ''swoją'' wojnę w Legionach, gdyż stracił zaufanie w austriackim dowództwie. W 1916 r. zdjęto go z funkcji szefa sztabu. Piłsudski wygrał. Jerzy Gaul wskazuje przyczyny tej przegranej: ''W oficjalnych enuncjacjach szlachetne intencje i podkreślanie swojej lojalności, w prywatnych wypowiedziach ? szczerość, z której przebijały osobiste ambicje i polityczne przekonania ? składały się na dwulicową taktykę, która nie przyniosła Zagórskiemu spodziewanych sukcesów''.
      • dunant Re: Kiedys 07.04.16, 00:50
        Nie można Zagórskiemu odmówić waleczności. Łatwo się nie poddawał. Po tym, jak odstawiono go na boczny tor, był oficerem liniowym w Legionach (późniejszym Polskim Korpusie Posiłkowym - PKP). W nocy z 14 na 15 lutego 1918 r. część oddziałów PKP przeszła front pod Rarańczą, tym samym wypowiadając lojalność Austro-Węgrom. Większość uczestników tego ''buntu'' została schwytana przez Austriaków i internowana w obozach. Jednym z nich został major Włodzimierz Zagórski, który był wtedy dowódcą pułku artylerii PKP. Jego rola w tej akcji pozostaje do dzisiaj niewyjaśniona. Pułk kierowany przez niego spóźnił się na umówioną zbiórkę ''zbuntowanych'' legionistów. Zagórski upierał się, żeby wziąć ze sobą armaty, które drastycznie spowolniły marsz. Czekano na niego godzinę, po czym ruszono dalej. Stracono jednak drogocenny czas. Gdyby zjawił się wcześniej, to z austriackiego kotła mogłaby wydostać się większa liczba legionistów. Z tego powodu powszechne były zarzuty skierowane pod adresem artylerzystów i ich dowódcy o opieszałe działanie tej nocy.

        Schwytanych organizatorów ''buntu'' Austriacy postawili przed sądem jako zdrajców. Publicznie relacjonowany proces w Maramros-Sziget elektryzował polską opinię publiczną przez kilka miesięcy 1918 r. Zagórski był jednym z głównych oskarżonych w procesie. Tym razem grał przed polskim społeczeństwem zupełnie inną rolę. Ustalał z obrońcami pytania, aby stawiały go w pozytywnym świetle: ''Obrońca zapytał się Zagórskiego, czy gdyby był wiedział, że przedarcie się nie uda, że będzie ujętym i postawionym przed sąd jako zdrajca i buntownik, byłby się cofnął. Na to Zagórski odrzekł grzmiącym głosem: 'Nein'. Po rozprawie pytałem się posła Löwensteina o cel takiego pytania, które przecie przed trybunałem mogło podsądnemu tylko zaszkodzić, i dowiedziałem się, że to było umówione z mjr. Zagórskim, któremu przede wszystkim chodzi o obronę przed polskim społeczeństwem'' - pisał Jan Hupka. Jego taktyka okazała się słuszna - był postrzegany jako główna ''ofiara'' Rarańczy. Po abolicji procesu w październiku 1918 r. był witany we Lwowie jak narodowy bohater. Czy Zagórski specjalnie dał się złapać pod Rarańczą, żeby zrobić z siebie męczennika? Tego nie wiemy.

        Człowiek-zagadka

        Przedstawione wybrane epizody z życia Zagórskiego nie pokazują go jako postaci krystalicznie czystej, choć taki jego wizerunek wyłania się z najnowszej książki o nim. Kim więc naprawdę był generał? Bohaterem, szpiegiem, bezwzględnym politykiem, profesjonalnym wojskowym, świetnym dowódcą, zdrajcą, awanturnikiem? Może rację miał Józef Dąbski, który pisał, że ''Zagórski w wielu względach pozostaje zagadką, ale sądząc z tego, co on nieraz mówi w rozmowach najpoufniejszych mam wrażenie, że Zagórski jest dobrym Polakiem i jeżeli kogo w błąd wprowadza, to więcej Austrię niż Polskę''. Myślę, że bardziej wyczerpującej odpowiedź udzieli w niedalekiej przyszłości autor solidnej naukowej biografii generała, na którą czeka wiele osób.

        Mateusz Staroń dla Wirtualnej Polski

        Podczas pisania tego tekstu korzystałem z książek Andrzeja Ceglarskiego "Sprawa generała Zagórskiego. Zabójstwo prawie doskonałe" i Ryszarda Świętka, "Lodowa ściana. Sekrety polityki Józefa Piłsudskiego 1904-1918" oraz artykułu Jerzego Gaula "Z działalności kapitana Włodzimierza Zagórskiego" ("Przegląd Historyczny", 1997, zeszyt 1).
        • dunant Re: Kiedys 07.04.16, 00:51
          Ciekawy postac
    • mala200333 Re: Kiedys 11.04.16, 02:50
      Pracę ''Wandy'' wspominał na kartach ''Monte Cassino'' Melchior Wańkowicz: ''Te audycje mają w sobie coś tragicznego. Rozpoczynają je dźwięki 'Pierwszej Brygady'. Bo zmarły Marszałek to był wielki człowiek: nie dopuściłby do wojny z Niemcami. Szpicle Gestapo nie judzą na dowódców, nie prześmiewają się z naszego wysiłku. Oni tylko nam współczują, serdecznie współczują... Oni ? wiedzą. Wiele wiedzą. O Katyniu. O rosyjskich konszachtach. O ustępliwości Polaków w Londynie. O oportunizmie Anglików [...]. Co dzień w gajach oliwnych przed namiotami zalega tłum żołnierzy. Słucha i zżyma się: kat pieje na cześć zadręczonych. Czasem jakiś sprytny łącznościowiec włączy się i nagle z głośnika w środku mizdrzeń się 'Wandy' huknie: 'Czekaj, stara kurwo! Będziesz wisieć!'''.

      W pierwszej fazie działalności rozgłośnia skoncentrowała się na propagandowej walce z postępującą ofensywą aliancką, której kulminacyjny punkt przypadł na bitwę pod Monte Cassino. Wieczorne audycje połączono z czynną akcją ulotkową w ciągu dnia, licząc na wywołanie dezercji w szeregach oddziałów polskich zdobywających klasztorne wzgórze. Rozrzucano ulotki z sugestywnymi antyalianckimi karykaturami, które miały gwarantować polskim żołnierzom bezpieczny powrót do kraju. Jak wspomina żołnierz 6. Kresowej Dywizji Piechoty Mieczysław Szylkiewicz: ''Wieczorem słychać było piękny radiofoniczny głos pani 'Wandy' [...]. Na hasło 'do domu' możemy przechodzić przez ich linie. Nic nam złego się nie stanie. Z przyjemnością dużą słuchaliśmy tych audycji, bo zawsze były upiększone częścią artystyczną''.

      Codzienne audycje na falach krótkich i średnich spowodowały pewną konsternację w dowództwie 2. Korpusu Polskiego. Stacja cieszyła się masową popularnością wśród Polaków na froncie włoskim ze względu na bogatą oprawę muzyczną i sposób prowadzenia. W odróżnieniu od fatalnego w odbiorze i treści radia polskiego z Moskwy, nadającego przemówienia drugiej Wandy - Wasilewskiej. Włoska ''Wanda'' nie atakowała polskich władz na obczyźnie i 2. Korpusu. Podkreślała natomiast, że to ''nasz rząd i nasza armia''. Program artystyczny przyćmiewał mierną publicystykę polityczną i podkoloryzowane wiadomości z frontu, na co i tak żołnierze polscy nie zwracali większej uwagi. Liczyły się polski głos i nastrojowość audycji.

      Chociaż w pismach 2. Korpusu wyśmiewano samą ''Wandę'', dowództwo nie zabraniało jej słuchać. Wsłuchiwano się jeszcze w komunikaty o naszych, którzy wpadli w ręce niemieckie. Tym bardziej że w czasie bitwy pod Monte Cassino wielu zaginęło. Wyniki końcowe niemieckiej propagandy okazały się jednak zerowe. Zdezerterowało zaledwie kilku polskich żołnierzy pochodzenia białoruskiego, ukraińskiego i jeden kryminalista. Co gorsza, kilku wziętych do niewoli oficerów i zdecydowana większość żołnierzy polskich odmówili wzięcia udziału w proponowanych im audycjach radiowych. Natomiast pośrednim efektem audycji był napływ do 2. Korpusu kilkuset dezerterujących żołnierzy niemieckich pochodzących ze Śląska i z Pomorza. Przymusowo wcieleni do Wehrmachtu dowiadywali się z fal eteru o istnieniu polskiej jednostki na polu walki.

      Po zdobyciu Rzymu przez aliantów rozgłośnia wraz z frontem często zmieniała swoje miejsce nadawania i ograniczała czas audycji do pół godziny dziennie. Podczas powstania warszawskiego radiostacja powtarzała jedynie oficjalne komunikaty niemieckiego dowództwa. Próba wykorzystania kapitulacji powstańczej Warszawy poprzez specjalną audycję połączoną z ponowną akcją ulotkową wobec polskich żołnierzy nie dała żadnego rezultatu. ''Wanda'' odtąd nie nawoływała już do dezercji.

      Wtedy właśnie paradoksalnie stała się dla Polaków na froncie włoskim poważnym źródłem informacji o bieżącej sytuacji politycznej w obliczu postanowień teherańsko-jałtańskich i cenzurowania wiadomości przez władze alianckie. W audycjach wskazywano na rozbieżności pomiędzy polską racją stanu a polityką mocarstw zachodnich współdziałających ściśle z ZSRS. Radiostacja mówiła o ''zachowaniu narodowej substancji i oszczędności polskiej krwi''. Szczególną rolę miał w tym odegrać właśnie ''Korpus [generała Andersa], który już i tak stopniał ? jest ostatnim przedstawicielem naszego tak ciężko doświadczonego narodu''. Oceniając po zakończeniu działań wojennych dywersyjną radiostację, jeden z oficerów śledczych napisał w raporcie: ''Audycje były redagowane bardzo zręcznie z uwzględnieniem szczególnym warunków uczuciowych i psychologicznych''.

      ... i druga
      ... i druga fot. Wikimedia Commons
      Wywiad 2. Korpusu Polskiego od pierwszych dni działalności ''Wandy'' nie ustawał w rozszyfrowaniu tożsamości spikerki. Wokół jej osoby narastało wiele żołnierskich mitów, które należało rozwiać. Gubiono się w domysłach, kreowano ją w tekstach prasowych na tajemniczą agentkę hitlerowską rzekomo już od 1939 r., kobietę o wielu personaliach (''Jedna żmija ? trzy imiona. Zofia Helena Wanda''). Wreszcie przypisano jej rolę Wandzie Oleśnickiej, pracownicy Urzędu Propagandy w Krakowie. Dopiero kres działań wojennych przyniósł rozszyfrowanie zagadki.

      Losy kolaborantów

      Zmieniający się front paraliżował działalność ''Wandy'', której już coraz krótsze i nieregularne audycje trwały z niemiecką konsekwencją do 23 kwietnia 1945 r., a więc niemalże do końca walk frontowych we Włoszech. Podczas częstych zmian zakwaterowania jej niektórzy polscy pracownicy niższego szczebla technicznego, korzystając z wojennego zamieszania, zwyczajnie zniknęli. Większość po wojnie zatrzymały organy bezpieczeństwa 2. Korpusu. Przeważnie jednak dobrowolnie oddali się w ręce żandarmerii polskiej. W zachowanych protokołach przesłuchań aresztowani umniejszali swoją rolę w dywersyjnej działalności, twierdząc, że byli do tej pracy zmuszeni. Wreszcie zasłaniali się swoimi przekonaniami antykomunistycznymi lub chęcią przetrwania, a nawet materialnego zysku. W niektórych zeznaniach pojawiły się informacje o zażyłych kontaktach żeńskiego personelu radiostacji z jej niemieckim kierownictwem.
    • jerzy_55 Re: Kiedys 01.06.16, 21:29
      Straszne...
    • zamyslona_7 Re: Kiedys 24.06.16, 18:46
      Tragedia!
    • jerzy_55 Re: Kiedys 06.09.16, 21:53
      Z notatek Sierowa wynikają dwa istotne tropy. Pierwszy: Wallenberg został zamordowany z bezpośredniego polecenia Stalina i Mołotowa (to wynikało z zeznań Abakumowa). Drugi: ciało Wallenberga skremowano bez przeprowadzania sekcji, a raport ze spopielenia miał w rękach sam Sierow.

      Wiadomo także, że w lipcu 1947 r. Abakumow wysłał do Mołotowa list, opisujący prawdopodobnie szczegóły śmierci szwedzkiego dyplomaty – w archiwach znaleziono ślady nadania i odebrania tej przesyłki, ale nie sam list. Grupa naukowców, która od lat próbowała rozwikłać zagadkę śmierci Wallenberga, zwróciła się w ubiegłym roku do rosyjskiej FSB z obszerną listą pytań o dodatkowe dokumenty w tej sprawie. Wniosek pozostał bez odpowiedzi.

      Od 1945 roku bank zarządzający majątkiem Raoula Wallenberga nie uruchamiał procedur spadkowych. Nie było wszak przekonujących dowodów na to, że posiadacza majątku można uznać za zmarłego. Uczyniono to dopiero w ubiegłym roku. Wallenberg miałby 103 lata.

      Ilu ludzi dokładnie uratował podczas swojej misji w Budapeszcie – nie sposób ustalić. Jeśli nawet zaufamy najostrożniejszym szacunkom, mówiącym o 20 tysiącach ocalonych (są i takie, które mówią o 100 tys.), wypada się zgodzić z prokuratorem Gideonem Hausnerem, który – podczas procesu Eichmanna – mówił o zapomnianym nieco bohaterze jako o "jednym odważnym człowieku, który miał dość siły, by działać w zgodzie ze swoim sumieniem". I ubolewał, że tak niewielu ludzi cywilizowanego świata zachowało się wobec Zagłady tak, jak Raoul Wallenberg.
      • seremine Re: Kiedys 08.02.18, 17:03
        Żal, wielki żal..
      • black_jotka Re: Kiedys 12.02.19, 23:07
        Smutna historia
    • jerzy_55 Re: Kiedys 19.09.16, 16:13
      Straszne!
    • black_jotka Re: Kiedys 07.02.18, 02:59
      Straszne
    • jane_doe_hej Re: Kiedys 21.06.18, 18:12
      Smutne...
    • jutta_t Re: Kiedys 21.08.18, 21:50
      Straszne...
    • seremine Re: Kiedys 10.02.19, 19:37
      Smutne
    • mala200333 Re: Kiedys 25.10.19, 15:01
      Straszne
    • jutta_t Re: Kiedys 20.05.20, 06:39
      Potwornosc wielka...
    • black_jotka Re: Kiedys 27.09.22, 23:14
      Smutne..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka