21.12.17, 22:30

21 grudnia 1967 roku na ekrany kin wszedł "Absolwent" Mike’a Nicholsa
Niedoceniany, kameralny film zgarnął Oscara za najlepszą reżyserię i był nominowany w sześciu innych kategoriach
Kultowy dzisiaj film był dla Dustina Hoffmana i Nicholsa był początkiem wielkiej kariery w Hollywood

Na zamkniętych branżowych pokazach "Absolwent" był przyjmowany bez zachwytów. Jeden z hollywoodzkich rekinów miał powiedzieć, że to byłby dobry film, gdyby tak fatalnie nie obsadzono głównej roli.
Obserwuj wątek
    • rawik-is-me Re: Absolwent 21.12.17, 22:31
      Pierwowzorem filmu była powieść Charlesa Webba, którą ten napisał w 1963 r. Były w niej ślady osobistych doświadczeń autora: był w wieku zbliżonym do głównego bohatera, nie bardzo wiedział, co chce robić w życiu, związał się z dziewczyną, a gdy ta zaszła w ciążę, jej rodzice zmusili ją do aborcji i przenieśli na uczelnię do innego miasta (na szczęście Webb zdołał ją znów spotkać i skończyło się ślubem). Postać pani Robinson, kluczową dla fabuły, Webb ułożył sobie w głowie, kiedy fantazjował o bardzo ponętnej znajomej rodziców (grywali razem w brydża).

      "Absolwenta" dostrzegł niezależny producent Lawrence Turman. Ale w Hollywood odbijał się od drzwi – przedstawiwszy pomysł jednej z wielkich wytwórni usłyszał, że "Pani Robinson to potwór, Ben to fajtłapa, a wszystkie inne postaci to karykatury". Producent nie miał więc pieniędzy ani studia, ale zdołał zainteresować reżysera Mike’a Nicholsa, wschodzącą gwiazdę Broadwayu – Nicholsowi zaświeciły się oczy, bo skojarzył postać Benjamina Braddocka z Holdenem Caulfieldem, bohaterem "Buszującego w zbożu".

      Dla reżysera miał to być filmowy debiut, ale otrzymał jeszcze w międzyczasie propozycję nakręcenia "Kto się boi Virginii Woolf?" (od razu miał zgarnąć nominację do Oscara). Obsadę "Absolwenta" zaczęto kompletować dopiero pod koniec 1966 roku. Niezależna wytwórnia Embassy Pictures wyłożyła na film milion dolarów, co stanowiło budżet mniej niż przeciętny.
      • rawik-is-me Re: Absolwent 21.12.17, 22:34
        Nichols pomyślał o pewnym aktorze o Off-Broadwayowskim rodowodzie, który niedawno ubiegał się u niego o rolę w przedstawieniu. Reżyser nie wziął go wtedy na pokład, ale dobrze zapamiętał; zwłaszcza że w jednej z recenzji z tamtego czasu inną rolę aktora opisano jak "skrzyżowanie Ringo Starra z Busterem Keatonem". W ten sposób Nichols i Turman pojawili się w Nowym Jorku i złożyli propozycję Dustinowi Hoffmanowi.

        Hoffman od razu poszedł do swojego przyjaciela, reżysera Mela Brooksa, któremu chciał się pochwalić i wytłumaczyć jednocześnie. By jechać do Los Angeles na próbne zdjęcia do "Absolwenta", musiał zrezygnować z udziału w filmie Brooksa. Poza tym ten był od niedawna mężem… Bancroft, o której już wiedziano, że zagra panią Robinson – a ta przecież miała uwieść głównego bohatera.

        Brooks krzyknął, budząc sąsiadów: "Chcesz mi powiedzieć, że zostawiasz mój film, żeby spędzić lato w Hollywood i sypiać na planie z miłością mojego życia? Bardzo dobry wybór!".

        "A ja jestem małym Żydem"

        Hoffman od dziecka miał kompleks wyglądu. Mały, chudy, kostropaty, nosił na zębach aparat, miał wielki nos – wymieniał jeden z jego biografów. W domu rodzinnym Dustin słyszał, że nie wygląda dość dobrze, by być aktorem. Na kursach aktorskich w Kalifornii poznał Gene’a Hackmana, do którego dołączył potem w Nowym Jorku. Do szkoły aktorskiej Lee Strasberga przyjęto Hoffmana za szóstym podejściem, tyle że zanim zaczął naprawdę grać, jedynym z jego licznych zajęć związanych z teatrem była praca biletera (grywał jeszcze na pianinie, był dozorcą, kelnerem, nawet wypełniał papierki w miejskiej kostnicy).

        Hoffman zdołał zadebiutować w kinie jeszcze przed "Absolwentem", ale uważał, że do roli w filmie Nicholsa definitywnie się nie nadaje. "Benjamin jest typowym Anglosasem, wysokim, szczupłym, przystojnym facetem. A ja jestem małym Żydem" – mówił. Ale po prawdzie Webb nie nadał wyglądowi bohatera swojej powieści żadnych cech, a więc Nichols uznał, że mocniejszy efekt osiągnie, obsadzając w tej roli antyamanta.
        • rawik-is-me Re: Absolwent 21.12.17, 22:36
          Poza tym sam Nichols zmagał się z własnym żydowskim dziedzictwem (jego rodzina w latach 30. uciekła przed Hitlerem z Europy) i długo czuł się na amerykańskiej ziemi outsiderem. W "Absolwencie" chciał zobaczyć kogoś, kto trochę by jego samego przypominał.

          Hoffman na próbach wypadał z początku fatalnie. Katharine Ross wspominała pierwsze wrażenie: facet ma metr wysokości, nie ma poczucia humoru, jest niechlujny, ogólnie: katastrofa. Kiedy z kieszeni wypadły mu żetony do nowojorskiego metra, ktoś je podniósł i oddał mu ze słowami: "trzymaj, niedługo ci się przydadzą". Kiedy z obsady wyrzucono Gene’a Hackmana, Hoffman – który był jego przyjacielem – spodziewał się, że będzie następny. Tym bardziej że Nichols sprawiał wrażenie, jakby z niczego nie był zadowolony.

          Ale szybko się okazało, że między Hoffmanem a Ross powstaje ekranowa chemia. I to mimo iż od czasu do czasu szczypał i klepał ją po pośladkach. Podobno dlatego, że był "onieśmielony" – zresztą sam siebie z tamtego okresu określał jako "pożądliwego bałwana". (W kontekście całkiem aktualnych wyznań kobiet, które oskarżają aktora o molestowanie seksualne, trudno dziś brać takie eufemizmy za dobrą monetę).
          • rawik-is-me Re: Absolwent 21.12.17, 22:37
            Katharine Ross poczyniła interesującą obserwację: kiedy Webb tworzył literacki pierwowzór "Absolwenta", ludzie w Stanach mentalnie żyli jeszcze w bezpiecznych latach 50. Z kolei powstawanie filmu zbiegło się z dramatycznymi tąpnięciami politycznymi i społecznymi.

            Po sukcesach ruchu praw obywatelskiego wybuchły w 1967 roku w ponad 150 miastach zamieszki na tle rasowym; ginęły dziesiątki osób. Rosło zaangażowanie Amerykanów w Wietnamie i wraz z rozszerzonym poborem strach przed wojną zaczął zaglądać w oczy klasie średniej. Protestować zaczęli studenci, co jeszcze bardziej wzmocniło potencjał ruchu antywojennego. Jednocześnie w San Francisco trwało hipisowskie "lato miłości", a nowe granice swobody zachowań seksualnych wyznaczała szersza dostępność pigułki antykoncepcyjnej.

            W tym sensie wydaje się ciekawe, że w "Absolwencie" tak mało jest polityki i społecznego tła. Np. Benjamin wyleguje się na materacu w przydomowym basenie, zamiast martwić się, czy komisja poborowa nie pośle go do Wietnamu. Na uniwersyteckim kampusie jest aż za spokojnie. Oczy bohaterów filmu nie rejestrują żadnej społecznej zmiany, ich świat obejmuje niemal wyłącznie to, co osobiste. To filmowi Nicholsa pomogło.
            • rawik-is-me Re: Absolwent 21.12.17, 22:39
              Dwie rzeczy w tym filmie nadal, mimo jego wieku, wydają mi się zupełnie świeżymi. Jedna to nowatorska na owe czasy montażowa robota Sama O’Steena (Nagroda BAFTA). Druga to nierozłączne już z "Absolwentem" piosenki duetu Simon & Garfunkel, których część powstała przecież niezależnie od filmu. Nichols był nimi zachwycony (kultowego "The sound of silence" słuchał obsesyjnie) i uważał, że stanowią znakomitą ilustrację – i melancholii epoki, i tego, co się kotłuje w głowie Benjamina.

              Mniej może transgresyjnie wybrzmiewa po latach jedna z ostatnich scen. To Nichols dokonał zmiany w scenariuszu – Ben pierwotnie miał przybyć do kościoła w ostatniej chwili, co wpisywałoby się w sprawdzony motyw "ucieczki sprzed ołtarza". Reżyser poszedł o krok dalej – bohater przybywa o chwilę za późno i sądzimy, że klamka zapadła. Pokazać na ekranie "ucieczkę sprzed ołtarza" PO zawarciu ślubu – to ciągle był w drugiej połowie lat 60. akt odwagi. I to także publiczność doceniła. Podobnie jak pokazanie bez owijania w bawełnę, że łóżko służy ludziom do czegoś jeszcze oprócz spania.

              Kilka hollywoodzkich dogmatów "Absolwent" wywrócił do góry nogami. Pokazał, że sukces w Hollywood jest możliwy poza wielkim studiem. Uświadomił szefom wielkich wytwórni, że młodzi ludzie to także widownia. Rozprawił się z obowiązkowym wyglądem amanta – Steve MacQueen patrzył na Hoffmana i mówił: "No nie mogę uwierzyć, że taki facet może być gwiazdą". Wkrótce na ekranie pojawili się bohaterowie pierwszoplanowi o aparycji dalekiej od typu WASP, jak choćby Al Pacino czy Robert De Niro.
          • jutta_t Re: Absolwent 18.03.24, 16:29
            Dwie rzeczy w tym filmie nadal, mimo jego wieku, wydają mi się zupełnie świeżymi. Jedna to nowatorska na owe czasy montażowa robota Sama O’Steena (Nagroda BAFTA). Druga to nierozłączne już z "Absolwentem" piosenki duetu Simon & Garfunkel, których część powstała przecież niezależnie od filmu. Nichols był nimi zachwycony (kultowego "The sound of silence" słuchał obsesyjnie) i uważał, że stanowią znakomitą ilustrację – i melancholii epoki, i tego, co się kotłuje w głowie Benjamina.
    • seremine Re: Absolwent 15.11.20, 04:11
      Wspanialy to byl film...
      • mala200333 Re: Absolwent 23.12.20, 04:40
        Pamietam...
    • black_jotka Re: Absolwent 06.01.21, 22:39
      Dobry film..
    • mala200333 Re: Absolwent 30.06.23, 01:26
      Świetny film!
    • mala200333 Re: Absolwent 06.09.23, 07:05
      Wspaniały film…
    • jutta_t Re: Absolwent 19.02.24, 03:52
      Dobrze się go oglądało!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka