Dodaj do ulubionych

Jak jej pomóc???

10.04.09, 10:35
Prosze o pomoc.
Zdecydowalem sie byc bardzo szczery w rozmowie z dziewczyna, prosila mnie o to
zebym jej wiecej nie oszukiwal. Chodzi o moje zainteresowanie innymi
kobietami, ktore wlasciwie przerodzilo sie w jakas obsesje. Porozmawialismy w
koncu o tym szczerze, moja dziewczyna poczula sie gorzej niz zdradzona, no to
po prostu FATALNIE. Po tym rozstalismy sie, ale caly czas razem mieszkamy ze
wzgledu na to ze jestesmy za granicą i niemozliwe byloby to zmienic. Gdy po
pewnym czasie usilowala dociec dlaczego ja tak sie ogladalem i w czym ona jest
gorsza od tych innych dziewczyn. I ja powiedzialem ze to przez to ze nie ma
,,idealnej" twarzy (nie bardzo rozwazalem to, ze te ,,inne" dziewczyny tez nie
maja, tylko potrafia to ukryc przez dobranie fryzury, jakis super makijaz czy
nawet operacje plastyczne). Tym stwierdzeniem dalem wyraz swojej totalnej
glupocie. Bardzo jej zniszczylem poczucie wlasnej wartosci. Powinienem byl to
powiedziec w inny sposob, ale teraz tlumaczenia nic nie pomagają. Bo naprawde
to moje ogladanie spowodowane jest latami przyzwyczajen
poszukiwania,,idealu",pornografia itd. a to bardzo wypacza psychike i zdrowe
podejscie do kobiety. ALe moja byla dziewczyna jest osoba piekna, tylko ja
bylem taki glupi. Jak ją przekonac ze jest naprawde piekna i wartosciowa? Jak
moge jej pomoc. Ona jest naprawde bardzo zalamana i wydaje jej sie ze jest do
niczego. Nie chodzi mi o to ze chce sie teraz jej przypodobac ale o to zeby
jej naprawde pomóc i naprawić to co narozrabialem. Bardzo prosze o rady.
Obserwuj wątek
    • kinkygirl Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 10:39
      wyprowadz sie?
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 10:44
        kinkygirl napisała:

        > wyprowadz sie?

        To nie wchodzi w grę ze względów finansowych, poza tym Ona nie ma tu za granicą
        żadnych przyjaciol i rodziny...
    • histeryczka Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 10:50
      jeśli dziewczyny poczucie własnej wartości runęło w gruzy po tym, jak jej facet
      skrytykował jej wygląd, to i tak zbyt wysokie i stabilne nie było i prędzej czy
      później miałaby z tym problem.

      Jeśli naprawdę chcesz jej pomóc i nie chcesz się wyprowadzać - zafunduj jej
      terapię mającą na celu odbudowanie pewności siebie i poczucia własnej wartości.
      Ze 2 lata, paręnaście tysięcy i będzie jak nowa. I nie dołuj jej więcej.

      • kinkygirl Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 10:52
        /zaraz sie dowiemy, ze nie ma pracy (albo ma za stawke minimalna) i nie zna jezyka/
        • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 10:58
          kinkygirl napisała:

          > /zaraz sie dowiemy, ze nie ma pracy (albo ma za stawke minimalna) i nie zna jez
          > yka/

          Ma prace ale tylko w weekendy, my tu razem studiujemy i prace tylko dorywcza
          mamy oboje.
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 10:57
        Masz racje, zawsze miala niskie poczucie wlasnej wartosci, ale to zmienia faktu,
        ze to ja je zupelnie podkopalem.
        Niestety terapii za granica nie moge jej zafundowac...Tutaj byloby to kilka
        tysiecy miesiecznie i to nie w ojczystym jezyku. Nie stac mnie na to. Jedynie
        podczas wyjazdów do Polski moze chodzic do psychoterapeuty. Takze rozwiazanie
        musze znalezc jeszcze jakies inne.
        Co powinienem jej powiedziec. Jak jej to wytlumaczyc, ze jest cudowną osobą, że
        Bóg na nią caly czas patrzy i to nie w ludziach powinna szukac potwierdzenia
        swojej wartosci, ale w Bogu. Tylko czy da sie to zrobic bez psychoterapii, bez
        powrotu do przezyc z dziecinstwa? Chyba to niemozliwe, ale po to tutaj pytam,
        zeby poznac jak najwiecej sposobow i pomyslow co mozna zrobic. Bardzo Wam
        dziekuje za odpowiedzi
        • histeryczka Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 11:11
          sprawdź - po 1) skoro studiuje, być moze jej ubezpieczenie obejmuje też opiekę
          psychologiczną. po 2)- skoro studiuje w obcym języku - doprawdy, terapię w nim
          też może prowadzić, to nie jest fizyka atomowa. po 3) byc może w okolicy są
          terapeuci mówiący po polsku - można się dowiedzieć.

          > Co powinienem jej powiedziec. Jak jej to wytlumaczyc, ze jest cudowną osobą, że
          > Bóg na nią caly czas patrzy i to nie w ludziach powinna szukac potwierdzenia
          > swojej wartosci, ale w Bogu. Tylko czy da sie to zrobic bez psychoterapii, bez

          Się nie da. Nie 'w Bogu', tylko w sobie. I nie Ty - jest od Ciebie zależna
          finansowo, pewnie uważa, że ja skrzywdziłeś i naprawdę nie jesteś najlepszą
          osobą do zabawy w jej terapeutę.

          Opcjonalnie znajdź jej fajnego chłopaka, na jakiś czas powinno pomóc, ale
          problemu nie rozwiąże. Tylko, że to już nie będzie Twój problem ;)
          • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 11:24
            dowiadywalem sie i niestety opieka psychologiczna jest tylko w przypadkach
            skrajnych (typu proby samobojcze itp.) - oszczednosc systemu. Jesli komus jest
            zle to bierze leki antydepresyjne i tyle.
            Zgadza sie terapie mozna jak najbardziej prowadzic w innym jezyku, napisaelm
            tylko ze to jaks tam przeszkoda jest.
            Dalej bede stal przy zdaniu, ze w Bogu, oczywiscie w sobie tez, ale przez Boga,
            z Jego pomocą.
            A co do ostatnich Twoich 2 zdan. Ja nie chce zeby to nie byl moj problem, bo
            jest i zawsze bedzie, to ja ją skrzywdzilem. i szukanie chlopaka w niczym tu nie
            pomoze, chlopak nie moze byc ,,lekarstwem". Ogromna rzesza ludzi sie tak
            ,,leczy" ale to zupelnie nie tedy droga. To slepa uliczka.
            • kinkygirl Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 11:32
              Karol: mam dla ciebie nowine, stary, swiat sie nie kreci wokol ciebie.
              dziewczyna studiuje i nie ma przyjaciol?
              niech sobie jakichs znajdzie.
              ty nie jestes ani jej rodzina, ani przyjacielem, wiec nic sie w jej sytuacji nie
              zmieni.
              a skoro facet to slepa uliczka, to nie wiem co ty wlasciwie robisz? pies
              ogrodnika.
              laska jest mloda, jeszcze sobie chlopa znajdzie. nic w tym dziwnego nie ma, ze
              zlapala dola po tym jak jej wybranek sie okazal dupkiem i idiota.
              ale im predzej jej zejdziesz z oczu tym lepiej dla niej.
              a jesli sie naprawde nie bedzie mogla pozbierac przez kilka miesiecy to niech
              bierze te antydepresanty.
              • histeryczka Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 11:47
                kinkygirl świente słowa :)

              • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 11.04.09, 10:06
                Nie twierdze ze swiat sie wokol mnie kreci, ale nasz sytuacja jest dosc
                specyficzna teraz. Uwierz mi ze to nie taka prosta sprawa znalezc przyjaciol za
                granica.
                Facet jest slepa uliczką jesli ma byc pocieszeniem, najpierw trzeba dojsc do
                ładu sam ze samemu ze sobą, a nie probowac to zrobić przez nowego faceta. To
                jest teraz wielki błąd ludzkości - ludzie są bardzo nieszczesliwi gdy są sami i
                jedynym lekarstwem dla nich staje sie zwiazek, pozniej zawsze sie okazuje ze
                zwiazek nie moze byc lekarstwem, trzeba to lekarstwo znalezc w Bogu.
                Tak jak pisalem nie moge zejsc jej z oczu. Taka sytuacja w tej chwili jest
                niemozliwa.
                • kinkygirl Re: Jak jej pomóc??? 11.04.09, 10:16
                  nic nie jest niemozliwe, po prostu nie chcesz.
                  ja tez mieszkam za granica :P

                  szukanie przyjaciol moglaby zaczac od wprowadzenia sie do mieszkania studenckiego.

                  skoro masz na wszystko odpowiedz, nie wiem czego tu szukasz.

                  a tak na marginesie, jak sie Bog, do ktorego masz goraca linie, zapatruje na
                  twoje obsesyjne zainteresowanie kobietami i pornografia?
                  • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 13.04.09, 10:18
                    nie mieszkamy sami, tylko z kolegą. Oboje mamy troche problemu zeby
                    zaaklimatyzowac sie z nowymi ludzmi. Tu jestesmy troche ,,odludkami".
                    Nie mam absolutnie odpowiedzi na wszystko, tylko jesli slysze odpowiedzi na
                    ktore juz dawno wpadlem sam i np nie mam mozliwosci ich zrealizowac to nie bede
                    sie nimi zachwycal i cieszyl sie ze sie czegos dowiedzialem. Szukam tutaj nowych
                    rozwiązan, bo teksty typu wyprowadz sie itp. są w tej chwili nie do
                    zrealizowania. Na najprostsze rozwiązania moge wpasc sam ;)
                    Jak sie zapatruje Bog na zainteresowanie, to oczywiste:
                    ,,A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim
                    sercu dopuścił z nią cudzołóstwa", ,,Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego"
                    To oczywiste, dlatego bardzo z tym walczę, trafiłem na świetną ksiązke o tym
                    problemie napisaną przez męzczyzn (jesli ktos trafi na ten wątek z podobnym
                    problemem to polecam: S. Arterburn, F. Stoeker i M. Yorkey - ,,Bitwa każdego
                    mężczyzny") Teraz okazuje się ze to mozliwe nie gapic sie i ciagle nie pożadac,
                    tylko potrzeba wielkiej pracy nad sobą teraz, albo wlasciwego ukierunkowania od
                    dziecinstwa.
                    pozdrawiam :)
        • glamourous Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 11:20
          karol22222 napisał:

          > Co powinienem jej powiedziec. Jak jej to wytlumaczyc, ze jest
          cudowną osobą, że Bóg na nią caly czas patrzy i to nie w ludziach
          powinna szukac potwierdzenia swojej wartosci, ale w Bogu.


          O rany...;-))))
          Facet, jezeli chcesz pomoc kobiecie odbudowac jej poczucie wartosci,
          to ZDECYDOWANIE NIE TAKICH argumetow powinienes uzywac ;-))

          PS. Po tym poscie zakielkowalo we mnie podejrzenie, ze ten watek to
          podpucha...
          • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 11.04.09, 10:08
            Uwierz mi, że jestem zbyt leniwym z natury czlowiekiem, zeby sie bawic w jakies
            podpuchy i tracenie czasu w Welki Piatek i Sobote na pisanie na forum dla
            zabawy. Az takim idiotą nie jestem.
    • glamourous Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 11:16
      Pisala tu niedawno dziewczyna, ktora narzekala ze jej facet
      obsesyjnie oglada sie za innymi w poszukiwaniu "laski idealnej" i
      wpedzil ja w straszne kompleksy ze wzgledu na jej duzy nos. Czyzbys
      byl wlasnie tym facetem?
      Coz, doigrales sie i dostales wlasnie lekcje zycia. Moze dzieki tej
      lekcji troche dorosniesz, zaczniesz odrozniac ekranowy photoshop od
      rzeczywistosci i zejdziesz na ziemie - zwlaszcza, ze idealne,
      poprawione przez chirurga i wystylizowane boginie raczej nie wiaza
      sie ze zwyklymi, szarymi facetami. Moze wiec warto docenic wrobla
      ktorego ma sie w garsci i nie ganiac za niezbyt osiagalnymi
      golebiami na dachu?
      • efi-efi Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 11:21
        A TY jak wyglądasz?
        Jak Banderas czy jak młody Redford?
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 11.04.09, 10:15
        To niestety ja jestem tym facetem.
        Dostalem lekcje zycia, masz racje.
        Moja byla dziewczyna nie jest wroblem - jest łabędziem, ale ja przez porno itp
        ogladalem i pożądalem łabędzi ,,poprawianych" w photoshopie i tony kosmetykow. A
        tak naprawde to nie chcialbym sie wcale związac z taką ,,idealną" - pociąg byl
        do seksu tylko. Takie dziewczyny są w przewazającej ogromnej większosci albo
        b.malo inteligentne, wrecz glupiutkie, albo mają WIELKIE problemy ze sobą i
        poprawiaja sobie poczucie wlasnej wartosci poprzez wyglodniale spojrzenia
        facetow, albo poprzez lata (juz od dziecinstwa) bycia podziwianymi przez
        wszyskich(bycie najladniejsza w klasie itp.) są bardzo wyniosłe i mają ogolnie
        bardzo spaczony charakter.
        • kinkygirl Re: Jak jej pomóc??? 11.04.09, 10:58
          oj synku, nic o zyciu i ludziach nie wiesz, i wyjezdzasz z taka lista
          stereotypow, ze nie wiem czy smiac sie czy plakac.
          nic dziwnego, ze jak tym podobne madrosci dziewczynie sprzedajesz, to ona ma
          poczucie, ze jest z kims, kto jej nie pozada.
          bo tak jest.
          daj jej spokoj, naprawde. ona zasluguje na kogos, kto nie bedzie miedzy
          wierszami nieustannie dawal jej do zrozumienia, ze nie jest idealna.

          a tak na marginesie:
          widzisz, ludzie albo sie rodza z rozumem w glowie, albo trzeba im troche pomoc
          poprzez trening.
          zazwyczaj chlopcy lecza sie z wyglaszania denerwujacych kobiety tekstow w kilka
          miesiecy: lekki das, krzywe spojrzenie, zachniecie sie, czasem mozna sie i
          rozplakac i ani sie obejrzysz chlopiec chodzi jak w zegarku.
          wiec albo twoja dziewczyna jest taka sierota, ze jeszcze cie w ogole nie
          wyszkolila, albo jestes wyjatkowo oporny na wiedze i juz tak zostaniesz...
          • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 13.04.09, 10:22
            Nie mów do mnie synku. Nie życzę sobie tego.
            Masz rację, niewiele wiem o zyciu i ludziach, bo nigdy sie ,,tym" nie
            interesowalem, teraz zaczynam nadrabiac stracone lata.
            Rowniez masz racje ze nie zasluguję na nia i powinna miec pozadnego wspanialego
            mezczyzne. Ale ja tu nie o to pytam. Pytam jak moge jej w chwili obecnej pomoc?
            Ja bylem zawsze wyjątkowo oporny na wiedze. Jak osiol!!!
    • ravny Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 12:16
      Tak bywa. Laski o niskim poczuciu wartości własnej wybieraja sobie na partnerów
      dupków , którzy jeszcze bardziej je dołują i traktują jak byle-co.

      Zejdź jej jak najszybciej z oczu. To najlepsze co DLA NIEJ możesz zrobić. Ale
      znając dupków twojego pokroju to będziesz nadal się jej czepiał i chciał być w
      jej pobliżu i dorabiał do tego pokrętną ideologię.
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 13.04.09, 10:25
        Czy tak cięzko pojąc ze nie moge jej zejsc teraz z oczu. Prosze przeczytaj
        najpierw co napisalem a pozniej odpowiadaj.
        Nie dorabiam do tedgo zadnej ideologii. Ludziom czest tak ciezko jest pojąc
        skomplikowaną sytuację, przez swoj brak myslenia proboją wszystkich wcisnąc w
        pewne ,,matryce" i mowic tylko ze cos jest czrne albo biale...! Zycie nie jest
        takie proste niestety.
    • avide Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 13:00
      Tobie będzie piekielnie ciężko.

      Inny, przystojny facet, któremu wpadnie w oko.... seria komplementów +
      uwielbienie każdej części ciała powinno pomóc.
      ;-)
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 13.04.09, 10:26
        Obawiam sie wlasnie ze to jedyny ratunek :(
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 13.04.09, 10:26
        ale nie trace nadzieji ;)
    • triss_merigold6 Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 13:54
      Wyświadcz jej przysługę i zniknij z jej życia.
      Jest szansa, że pomoże jej nowy facet.
    • skarpetka_szara Re: Jak jej pomóc??? 10.04.09, 21:07
      Po prostu ZNOWU porozmawiaj szczerze tylko tym razem powiedz jej
      szczeze ze tak napawde ogladales sie za innymi bo:

      "naprawde> to moje ogladanie spowodowane jest latami przyzwyczajen
      > poszukiwania,,idealu",pornografia itd. a to bardzo wypaczapsychike
      i zdrowe> podejscie do kobiety"

      Potem jej powiedz ze ona:
      " jest osoba piekna, tylko ja> bylem taki glupi."

      Wiesz... moj chlopak tez ogladal sie za innymi laskami ... az wkoncu
      zobaczyl jak ja sie zaczelam ogladac za facetami. U la la! Nagle
      zrozumial ze to wcale nie takie przyjemne i z dnia na dzien
      przestal. I mysle ze gdybys ty zrozumial ze ona tez moze sie
      ogladac za dupa fajnego chlopaka lub sobie wyobrazac co sie kryje w
      jego spodniach - to bys mial wiecej do niej szacunku ze tego "tobie
      w twarz" nie robi. I wtedy ty byc moze bys sie odwzajemnil.
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 13.04.09, 10:33
        Dziekuje, w koncu ktos pisze odpowiedz na moje pytanie :)

        Powiedzialem jej to wszystko, ale ona nie chce w to uwierzyc. Uwaza,ze tamto co
        powiedzialem wczesniej bylo w przyplywie szczerosci, a teraz sciemniam.
        Na mnie niestety nic nie dzialalo, bylem tak cholernie glupi! ja naprawde
        myslalem ze nie moge powstrzymac patrzenia sie, pożadania, mysli. Teraz widze ze
        moge! To bylo ciagle otwieranie furtki innym kobietom do swojej zagrody. Teraz
        wiem ze mozna inaczej zyc. Niestety to juz za pozno, zepsulem zycie wspanialemu
        czlowiekowi. Nienawidze siebie za to.
        Widzisz, Twoj chlopak byl mądry, ja glupi.
        Mam wielki szacunek do niej, ale teraz widze ze jej go nie okazywalem,
        zachowywalem sie jak skonczony idiota.
        Staram sie Ją teraz codziennie przekonywac o tym jak jest wpsaniala. Ale nie
        jest to latwe po tym co tak namieszalem. Niektorzy ludzie latwo o czyms
        zapominaja, a niektorzy nigdy nie zapomną.
        pozdrawiam
    • zlosnica100 Re: Jak jej pomóc??? 11.04.09, 14:00
      No ale jak ona faktycznie jest brzydka to co tu można "wmówić", moze niech zadba
      bardziej o siebie ale na cuda niech nie liczy.Nie jest prawdą żę nie ma
      brzydkich kobiet bo są.Co nie znaczy ze nie maja one związków bo maja i często
      bardzo udane.
      A jeśli jest tylko "ładna inaczej" i tobie sie tylko nie podoba niech szuka
      kogoś w kogo typie będzie.
      Ja np; jestem wysoka i mam spore stopy /41/ moj eks zawsze mowił; masz stopy jak
      Yeti :) - sam gigantem nie był wiec moze tak leczyl swoje kompleksy.Generalnie
      malo to na mnie działało.Zlewka i tyle.
      Moj obecny partner jest masywny, kawał chłopa i uważa moje stopy za delikatne i
      zgrabne- a przeciez palców sobie nie obciełam.Po prostu przy jego wielkich
      gickach moje faktycznie wyglądają subtelnie i delikatnie :))) Wniosek; czas /dla
      niej/ zmienić faceta :-DDD
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 13.04.09, 10:35
        Absolutnie nie jest brzydka.
        Jest piękna, ale trafila na palanta z jakimis fantazyjnymi wymaganiami rodem z
        porno i photoshopu...
        Masz racje, ze powinna zmienic faceta.
        Tylko jak ja teraz moge jej pomoc?
        • stary.kawaler Re: Jak jej pomóc??? 13.04.09, 10:54
          Przyznaj się wobec niej do głupoty. Rozum Ci odjęło, nie pierwszemu
          i nie ostatniemu :D. Nie ma co dorabiać jakichś teorii do tego.
          Większym problemem bedzie dla niej nie uwierzenie w to, ze może sie
          komus podobać, bo sądzę, że z tym nie powinno być kłopotu. A to, że
          po sposobie przedstawiania swojego problemu i reakcjach na zdanie
          innych przypuszczam, że jesteś nieco ograniczony :). I ty nie
          podkopałeś jej wiary w swoją urodę, tylko zasiałeś w niej
          watpliwości co do twojej głupoty. A brak głupoty jest najtrudniej
          udowodnić :).
          • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 14.04.09, 10:52
            Oczywiscie ze juz sie przyznalem co do swojej glupoty.
            Masz racje, ze jestem ograniczony, bo przez cale swoje zycie
            interesowalem sie raczej przede wszystkim kariera i wygoda, a
            dojrzewanie, nabywanie doswaidczenia i wiedza byly kompletnie
            zaniedbane.
            Co do przedostatniego stwierdzenia, to nie moge sie z Toba zgodzic.
            Niestety jej brak wiary w siebie ma zrodla w jej dziecinstwie - brak
            zainteresowania odpowiedniego ze strony rodzicow, faworyzowanie
            innych dzieci itp. A ja zamiast jej pomoc to odbudowac to tylko
            zniszczylem w niej te resztki ktore miala, albo ktore jej samej
            udalo sie zbudowac.
    • dobra_droga słuchaj Karol! 13.04.09, 18:35
      Piszę z pozycji kobiety, która ma męża z taką ,,przypadłością,, jak Ty. Wydaje
      mi się, że jej nie pomożesz. Co byś nie powiedział, nie uwierzy Ci już teraz.
      Szczerą prawdę powiedziałeś wtedy. To co mówisz teraz ona odbiera jako bajer.
      Twoja historia mnie poruszyła, bo jakbym o sobie i mężu czytała. Jesteśmy 18 lat
      po ślubie, a ja nadal nie wierzę w jego komplementy. Dowartościowania szukam w
      oczach innych mężczyzn...i znajduję. Nie zdradzam go...wystarcza mi znaczący
      wzrok innego faceta, miłe słowa...Całe szczęście dla mnie, że zawsze miałam
      poczucie własnej wartości i atrakcyjności i dość szybko się podniosłam i
      uświadomiłam, że to z nim coś jest nie tak.
      Kiedy otrząsnęłam się i skończyłam użalać nad sobą po dawce szczerości
      zafundowanej przez mojego męża, zaczęłam próbować go zrozumieć... było mi go
      naprawdę żal... on cierpiał...starałam się wczuć w jego sytuację...on szukał
      ratunku dla siebie, dotarło do mnie, że to on potrzebuje pomocy, a nie ja...
      ...to była jakaś obsesja, męcząca fobia, żeby nie powiedzieć dobitnie choroba
      psychiczna...zaczęłam mu współczuć, chciałam pomóc...choć nie powiem, cały czas
      mnie to bolało...i boli do dziś...nigdy nie zapomnę tych jego szczerych
      wyznań...którym teraz zaprzecza, tak jak Ty...jakby chciał to naprawić...
      Nie mów o sobie, że jesteś głupi i nic nie wart... to nie Twoja wina, że tak
      masz.. może przyczyna leży gdzieś w dzieciństwie (jak u mojego męża)...nie bierz
      sobie do serca słów osób nazywających Cię dupkiem itp... czytając Cię, uważam,
      że jesteś bardzo wrażliwym, dobrym, ale i nieszczęśliwym człowiekiem, który
      potrzebuje pomocy i zrozumienia...
      Nie dziwię się forumowiczom, którzy Cię obrażają i potępiają...pewnie sama bym o
      Tobie źle myślała, gdybym nie przeżyła tego co Ty i Twoja dziewczyna.
      Dodam, jeszcze dla zaciekawionych, że mimo wszystko, jesteśmy o dziwo
      szczęśliwym małżeństwem, bo wspólne zmaganie z problemem zbliżyło nas do siebie,
      rozmowy, zrozumienie wytworzyły silną więź psychiczną i przyjacielską...
      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      PS.: przeczytaj książkę ,,Zen współczesnych,, Chrisa Prentinsa.
      • dobra_droga Re: słuchaj Karol! 13.04.09, 18:37
        www.dobreksiazki.pl/b11616-zen-wspolczesnych.htm
      • karol22222 Re: słuchaj Karol! 14.04.09, 11:01
        bardzo Ci dziekuje za Twoj wpis.
        Mam dokladnie to samo co Twoj maz. TO wrecz mozna odbierac jak jakas
        chorobe psychiczna. Samopoczucie jest okropne. ALe dowiedzialem sie
        ze mozna to zwalczyc, naprwade to mozliwe!
        Z Twojej wypowiedzi wnioskuje, ze Twoj maz nadal sie oglada. Nie
        wiem czy dobrze zrozumialem. Ale jesli tak to koniecznie niech
        przeczyta ksiazke:
        S. Arterburn, F. Stoeker i M. Yorkey - ,,Bitwa każdego
        mężczyzny"
        Tylko tu naprawde znalazlem pomoc i wyjasnienie problemu, a
        probowalem i seksuologa i psychologa i ksiedza, i wlasciwie nikt nie
        potrafil mi pomoc.
        A tutaj dopiero znalazlem zrozumienie problemu i metody walki.
        Ksiazka napisana prostym jezykiem, tak zeby do facetow trafila ;)
        Co do winy, to masz racje ze problem lezy w dziecinstwie i to
        napewno nie moja wina w calosci, ale mam 25 lat i powinienem byl juz
        bardzo dawno cos z tym zrobic i nie poglebiac tego. W tym lezy moja
        najwieksza wina i tego nie mozna na nikogo zrzucac. To po prostu
        wielka ogromna glupota. Dziekuje Ci, ale nie przejmuje sie ze mowia
        tu na mnie dupek ;) Maja racje :) Jak inaczej nazwac takie
        zachowania faceta.
        Nie mam w tej chwili czasu pisac.
        Odpisze jeszcze pozniej. Pozdrawiam Cie serdecznie dobra_droga
        • dobra_droga Re: słuchaj Karol! 15.04.09, 00:13
          Rozumiem Twoje samopoczucie doskonale. Wyjść z tego jest bardzo trudno, ale
          myślę, że jeśli wierzysz, że to możliwe, to tak się stanie. Nie napisałam
          rzeczywiście jasno. Mój mąż już się nie ogląda, nie wyszukuje z tłumu lasek w
          sposób nałogowy. To znaczy ogląda się w normie, jak każdy facet, ale nie cierpi,
          nie jest to już jego obsesją. Jednak lata tego skrzywienia psychicznego w
          znaczący sposób się na nim odcisnęły. Ma doły, chwiejne nastroje, czuje się
          niedowartościowany, ma poczucie, że do niczego w życiu nie doszedł, nic nie
          osiągnął, zwłaszcza w sensie zawodowym. Jest bardzo inteligentnym człowiekiem,
          ale nie był w stanie tego wykorzystać, bo to dziadostwo nie pozwalało mu skupiać
          się na czym innym, jak tylko na swoim problemie.
          U nas też był seksuolog, psychiatra, psycholog i bóg wie co jeszcze... pomógł
          sobie sam...
          Każdy ma inną drogę i musi ją znaleźć, dla każdego jest inna, indywidualna
          recepta...
          Mój mąż postawił na samodzielną pracę nad swoim umysłem... właściwie to była
          wspólna nasza praca...praca z umysłem, kontrola myśli, medytacje, książki
          psychologiczne, rozwój duchowy, metoda Silvy, potęga podświadomości i tego typu
          rzeczy...a ja często pełniłam rolę terapeutki. Obecnie sytuacja jest opanowana.
          Odwalił kawał dobrej roboty...
          Nadal twierdzę, że nie powinieneś się obwiniać. Jesteś młody i najważniejsze, że
          już dotarło do Ciebie i wiesz, że trzeba działać... szukać swojej drogi,
          rozwiązania dla siebie...
          Jeśli się winisz i nazywasz głupkiem za to, że według Ciebie za późno się
          otrząsnąłeś, to jak nazwać mojego męża? On skrywał swoją tajemnicę i cierpiał w
          samotności jeszcze 4 lata po ślubie!! To był dla mnie szok!!! Przez to
          straciliśmy dużo czasu...
          Jestem pewna, że masz mnóstwo pozytywnych cech tak jak mój mąż. Z rozmowy z Tobą
          już wyłowiłam co najmniej kilka:))) Dlatego wierzę, że Ci się uda...
          Dzięki Ci za namiar na książkę. Na pewno ją kupię.
          Trzymaj się. Jeśli masz pytania to wal śmiało.
          Pozdrawiam. A.
          • karol22222 Re: słuchaj Karol! 15.04.09, 09:43
            Kurczę. Pisałem godzinę odpisując na Twoj post i wlasnie i gdy kliknąlem wyslij
            okazalo sie ze sesja zalogowania wygasla i sie caly skasował :(
            No nic sproboje jeszcze raz, ale musze sie streszczac juz teraz ;)
            Dziekuje Ci za komplement. Oczywiscie mam troche pozytywnych cech, moji rodzice
            tez mają ;) Ale to trzeba miec ich wiele zeby byc dobrym czlowiekiem.
            To prawda, ze najwazniejsze ze teraz dzialam, a nie siedze z zalozonymi rekami,
            ale pewnych bledow juz nie da sie naprawic.
            A pisal o sobie glupek będę, bo byłem glupkiem. Przez tyle czasu nic nie
            zorbilem tylko poglebialem w sobie problem!
            Twoj mąz nie mial kilka lat temu dostepu do wielu ksiązek, do internetu, chyba
            nie było tak wiele literatury na temat ,,naszego" problemu, wiec nie mial takich
            latwosci w zdobywaniu wiedzy co ja miałem, a nie korzystalem.
            Otrząsnąć się powinienem był juz bardzo dawno. Tylko ja naprawde myslalem ze to
            normalne, wszyscy moji koledzy (chyba z wyjatkiem jednego) tak mieli. Moj ojciec
            sobie zawsze porno po nocach ogladal. Wiedzialem ze to wszystko zle ale myslalem
            ze po prostu nie da sie tego zwalczyc.
            Piszesz, że Twoj mąż ogląda się w normie. Nie istnieje coś takiego! To faceci
            wyrobili taki pogląd zeby sie mogli pogapić. Żonaty mężczyzna nie powinien
            wogóle zwracac uwagi na zadne kobiety poza swoją zoną. Jesli jakąs zobaczy ktora
            go pociaga to powinien od razu odwrocic wzrok, OD RAZU! To powinien byc nawyk
            tak jak nawykiem stalo sie to, ze facet od razu spuszczal wzrok na piersi, pupę
            czy nogi. Jesli facet dopuszcza zerkanie na kobietę to tak jakby otwierał jej
            furtkę do swojej zagrody. Gdy facet nawet tylko zerknie sobie na chwile (czyli
            niby w normie) na jakies mlode piekne dziewczyny to zona ktora juz 20 lat nie ma
            zawsze wypadnie blado pod wzgledem urody, co by jej facet nie opowiadal. Wiec
            nie powinno byc zadnego ogladania sie, tylko tyle jesli sie kobieta ,,napatoczy"
            prosto przed nim, ale wtedy od razu odwraca facet wzrok i po klopocie!
            Piszesz ze Twoj mąz ,,Ma doły, chwiejne nastroje, czuje się
            niedowartościowany, ma poczucie, że do niczego w życiu nie doszedł, nic nie
            osiągnął, zwłaszcza w sensie zawodowym". Czyli znaczy to chyba ze umierzyliscie
            tylko ,,oblawy choroby", a przyczyny dalej są skoro ma doly itp. Czy Twój mąż
            nie mial przypadkiem zawsze braku poczucia wlasnej wartosci i nie myslal
            podswaidomie ze jesli bedzie miala jakąś dziewczynę ktora wygląda ,,idealnie" to
            wtedy bedzie sie czul prawdziwym mężczyzną? Czy przypadkiem nie mial ,,zbyt
            dobrego" kontaktu z matką? Czy OJCIEC odciął w porę pępowinę, czy raczej synuś
            zostal przy cycu? A wreszcie czy mial odpowiedni wzorzec ojca?
            Skroro pisalas o ksiązkach psychologicznych i o tym ze moj problem lezy w
            dziecinstwie to na pewno wiesz ze problem Twojego męza rozwniez, dzisiejsza
            psychologia o tym mowi, ale nie pomaga sie uporac z tymi problemami. Wszyscy
            mielismy w ajkis sposob (tak popularnych) toksycznych rodzicow. Ale teraz chodzi
            o to zeby przypomniec sobie te stlumione uczucia skrzywdzonego dziecka i przezyc
            je na nowo, uporac sie z nimi, przypomniec sobie jak bardzo zostalismy
            skrzywdzeni ( oczywiscie wybaczyc) ale zdawac sobie z tego sprawe. Mam troche
            ksiazek na ten teamt, moge Ci podac tytuly jesli bedziesz zainteresowana.
            A czy probowaliscie sie zwrocic w strone Boga z tym problemem?
            Widze ze problem caly czas jakis istnieje skoro mąz ma doly itp.
            Co do potęgi podswaidomosci to podkopala ona kiedys bardzo moją wiare w Boga, do
            tej pory z tego powodu cierpie. Dopiero niedawno znalazlem odpowiedz na to
            dreczace mnie pytanie, dlaczego tak pozytywna swietna idea moze tyle zniszczyc.
            i znalazlem w koncu. Idea ta stawia nas w roli Stworcy i nas za tych wiedzacych
            najlepiej co jest dla nas dobre i przyjemnosc na pierwszym miejscu, najgorsze ze
            np.Murphy popierał to cytatami z Biblii (ale oczywiscie wyrwanymi z kontekstu).
            Ty wklejam link ciekawy o tym:
            www.jp2w.pl/index.html?id=35648&site_id=45600
            Oczywiscie wszystko co tu pisze to są moje poglądy i nie chce Ci nic narzucac,
            tylko skoro piszesz ze jakis problem ciagle istenieje to chce sie podzielic
            swoimi spostrzezeniami. Przepraszam jesli odbierzesz ze sie tu wymadrzam.
            A co do ksiązki co podałas, to wolę jej nie czytac bo wydaje mi sie ze nie
            zgadza sie ona z moją wiarą. (nie czuję sie jeszcdze na tyle silny zeby moc
            sobie pozwolic na czytanie ksiazek wywodzacych sie z roznych religii) Boje sie
            zburzyc moj jeszcze slaby fundament.
            Bardzo Ciebie podziwiam, ze potrafilas poradzic sobie z tym wielkim problemem i
            jeszcze pomoglas mężowi. Jak sobie ze sobą poradzilas w tej calej sytuacji?
            Dizekuje ci bardzo za wpis i pozdrawiam serdecznie zycząc milego dnia!!!
            • dobra_droga Re: słuchaj Karol! 15.04.09, 23:30
              No po prostu po Twojej odpowiedzi czuję się jak idiotka... :))) To ja się tu
              usiłuję wymądrzać, a Ty, okazuje się, że zapędziłeś mnie w kozi róg!!!! :))))
              Człowieku!!! Czego Ty tu szukasz na tym forum? Ty??? Ekspert w swojej sprawie???
              Kto Ci tu ma pomóc??? To Ty możesz pomagać innym!!! Raczej tu zrozumienia nie
              znajdziesz, ani pomocy nie uzyskasz. Wiesz wszystko, co powinieneś. Jesteś na
              bardzo dobrej drodze!! Masz rację, że my z mężem nie mieliśmy skąd czerpać
              wiedzy na ,,nasz,,temat. Dopiero od kilku lat nadrabiamy stracony czas. Dlatego
              Ty masz większe szanse i lepszy start. Nie wiń się, że niby późno!! Przecież to
              normalne, że myślałeś, że to norma, że jesteś normalnym, młodzikiem napalonym i
              niewyżytym:)
              Wiesz co, nie wiem, czy mam rację, ale mam trochę inne zdanie na temat oglądania
              się facetów za laskami. Uważam, że każdy normalny, zdrowy samiec powinien
              oglądać się za ładnymi kobietami, podobnie zresztą jak kobieta za
              przystojniakiem:))) Pod warunkiem, że nie jest to związane z cierpieniem,
              rozrywaniem od środka, obsesyjnym myśleniem tylko o jednym... No chyba, że
              chciałeś mi powiedzieć, że z tą przypadłością jest jak z
              alkoholizmem...alkoholik nie może wziąć do ust ani kropli alkoholu...a
              chorobliwy wielbiciel lasek nie może natomiast nawet spojrzeć i musi szybko
              odwracać wzrok... ??? to trochę dla mnie nienaturalne... psychologia i biologia
              mężczyzny mówi co innego... już sama nie wiem...
              nawet nie widzę nic złego w tym, że po 20 latach małżeństwa żona(mąż zresztą
              też) wypada blado, jak piszesz, w porównaniu z jakąś laską... przecież to
              normalne... Takie 20-letnie małżeństwo łączy po tylu latach coś innego, znacznie
              silniejszego, trwalszego niż ,,zwykłe,,pożądanie.
              Już dziś nie mogę dłużej pisać. Jutro napiszę jeszcze o moim podejściu do
              religii, o książce, o dzieciństwie męża i jak sobie radzę obecnie. Pozdrawiam i
              podziwiam Cię. A.
              • dobra_droga Re: słuchaj Karol! 15.04.09, 23:33
                aha, ja też do Ciebie długie posty piszę i serwer zdąży mnie wylogować, ale
                przecież ta wiadomość się nie kasuje... wystarczy się zalogować ponownie i
                wiadomość jest zapisana i wysyłasz jeszcze raz...:)))))) no przynajmniej ja tak
                mam...
                • dobra_droga Re: słuchaj Karol! 17.04.09, 07:48
                  przepraszam, obiecałam, że napiszę więcej, ale różne przyczyny się złożyły, że
                  nie miałam czasu... może jutro...A.
                  • karol22222 Re: słuchaj Karol! 17.04.09, 12:22
                    Ależ nie przepraszaj. Bardzo Ci dziękuję, że w ogóle znajdujesz czas żeby do
                    mnie napisać.
                    Zauwazylem juz, że wiadomosc sie nie kasuje, ale wtedy tego nie widzialem :( No
                    ale czlowiek uczy sie na bledach ;) Teraz juz zawsze jednak na wszelki wypadek
                    bede kopiowal to co napisalem.
                    To co udało mi się dowiedzieć zawdzięczam przede wszystkim Bogu i mojej bylej
                    dziewczynie. Sam pewnie niewiele bym sie dowiedzial. Zgadza się ze wiem teraz
                    sporo o swoim problemie i wierzę w to że jakoś uda mi się z tego wyjsc. A pomocy
                    na forum szukam nie w sprawie swojego problemu, tylko tego jak w obecnej
                    sytuacji się zachowac, jak pomóc mojej byłej dziewczynie, bo jak zdążyłas na
                    pewno zauwazyc sytuacja jest bardzo skomplikowana. Może gdybyśmy byli
                    małzenstwem sytuacja byłaby pod pewnymi wzgledami prostsza, nie byloby odwrotu,
                    trzeba byloby odbudowac to co zniszczone. Ale w naszej sytuacji jest wybór, Ona
                    może ułożyc sobie zycie z kims innym (chociaz nie bardzo w to wierzy, Ona ma 28
                    lat i twierdzi że już w tym wieku pożadnego faceta cięzko poznac, troche w tym
                    prawdy, bo taki facet juz albo, przepraszam za wyrazenie ,,przebzykal" kilka
                    dziewczyn, albo bedzie po rozwodzie, albo jesli nie mial kobiety to sie
                    onanizowal przez kilkanascie lat, aha i jeszcze jedno, że Ona nie wierzy ze
                    bedzie się mogla tak naprawdę spodobac z samego wyglądu facetowi, że zawsze
                    poleci na inną jesli chodzi o wygląd, a na nią tylko wtedy gdy Ją lepiej pozna).
                    Ja uwazam, ze to bardzo dobrze ze nie polecialem na sam Jej wyglad tylko Jej
                    osobowość byla dla mnie bardzo wazna, bo za 20 lat z wyglądu kobiety niewiele
                    pozostaje, a wnętrze za to kwitnie. Ona twierdzi ze od początku facet musi
                    poleciec na wygląd bo pozniej bedzie mu brakowac tego.
                    Napisałem na forum z nadzieją uzyskania rad w tej naszej sytuacji, bo sam już
                    nic nie mogę wymyslic. Aha dodam jeszcze ze obydwoje bylismy dla siebie
                    ,,pierwszymi" jesli chodzi o seks. Poza tym czuję sie za Nia bardzo
                    odpowiedzialny, to ze mną spedzila 3,5 roku swojego zycia (mogla w tym czasie
                    poznac jakiegos super faceta) i to ja Jej odebralem dziewictwo.

                    >Nie wiń się, że niby późno!! Przecież to
                    > normalne, że myślałeś, że to norma, że jesteś normalnym, młodzikiem napalonym i
                    > niewyżytym:)

                    Dla Nas moze byc zbyt pozno niestety. Dla mnie samego może nie. Jestem temu
                    winny, mam 25 lat, powinienem byl wczesniej cos z tym wszystkim zrobic, ale
                    rzeczywiscie chyba nie potrafilem (a moze to tylko moje tlumaczenie sie)

                    > Uważam, że każdy normalny, zdrowy samiec powinien
                    > oglądać się za ładnymi kobietami, podobnie zresztą jak kobieta za
                    > przystojniakiem:))) Pod warunkiem, że nie jest to związane z cierpieniem,
                    > rozrywaniem od środka, obsesyjnym myśleniem tylko o jednym... No chyba, że
                    > chciałeś mi powiedzieć, że z tą przypadłością jest jak z
                    > alkoholizmem...alkoholik nie może wziąć do ust ani kropli alkoholu...a
                    > chorobliwy wielbiciel lasek nie może natomiast nawet spojrzeć i musi szybko
                    > odwracać wzrok... ??? to trochę dla mnie nienaturalne... psychologia i biologia
                    > mężczyzny mówi co innego... już sama nie wiem..

                    Nie wiem jak to jest po kilku latach, na razie jestem dopiero na początkowym
                    odwyku :) i wiem ze teraz ,,ani kropli alkoholu" mi nie wolno.
                    Z tego co dowiedzialem sie z ksiązki, o któerj Ci pisalem to facet który wpadnie
                    w tą obsesję seksu i oglądactwa nie powinien już sobie nigdy pozwalać na choćby
                    ,,kroplę tego alkoholu". Myślę ze coś w tym jest, bo to jest nałog tak samo jak
                    alkoholizm czy narkomania, może nie zawsze sie wpadnie od razu w ciąg, ale
                    niezdrowy pociąg zawsze pozostanie. Ja miałem problem z alkoholem, z ktorym rok
                    temu uporalem się. Od tego czasu nie bylem pijany i wlasciwie wogole nie pije,
                    tylko czasami (jesli juz gdzies wypada) zamocze usta w kieliszku wina i czy
                    wezme 2 lyki piwa, oczywiscie nie powoduje to wpadania w ciąg alk i upijania sie
                    od razu, ale caly czas mam bardzo niezdrową ochotę na alkohol, szczegolnie w
                    sytuacjach gdy zwykle pilem. Czasami nawet potrafie ,,miłośnie" spojrzeć na
                    butelkę dobrego wina. Nie wiem jak to się wszystko bedzie mialo w przyszlosci
                    do obsesji ogladania, ale wydaje mi się ze definitywnie trzeba zrezygnowac z
                    jakiegokolwiek podziwu dla innych kobiet oprócz swojej żony. Nie wiem jak to się
                    ma do nieżonatych, ale z tego co zrozumialem to taki osobnik jak ja to rezygnuje
                    z calkowitego ogladania sie za wszystkimi kobietami.
                    I przyznam szczerze, ze nie wiem czy mozna wierzyc facetowi, ktory sie ogladnie
                    za dziewczyną , ze nie bylo w tym zadnego podtekstu ( no chyba ze taki facet
                    otrzymal naprawde wspaniale wychowanie i nigdy nie wpadl w szpony niezdrowej
                    pożadliwości). Zaznaczam, że to tylko moje przemyślenia na podstawie ksiązki i
                    prawda może być inna. Ale jeśli dobrze się zastanowie, to miałem w swoim zyciu
                    tylko trzech kolegów (niestety to nie bylo moje najblizsze grono) ktorzy nie
                    oglądali się niezdrowo za dzieczynami

                    > nawet nie widzę nic złego w tym, że po 20 latach małżeństwa żona(mąż zresztą
                    > też) wypada blado, jak piszesz, w porównaniu z jakąś laską... przecież to
                    > normalne... Takie 20-letnie małżeństwo łączy po tylu latach coś innego, znaczni
                    > e
                    > silniejszego, trwalszego niż ,,zwykłe,,pożądanie.

                    Ale po co ta żona ma wypadać blado pod względem wyglądu. Jesli facet nie bedzie
                    sobie porownywal to bedzie wypadac wspaniale.
                    Kobietom podobno nie wystarcza to ,,cos silniejszego, trwalszego niż zwykle
                    pozadanie". Moja byla dziewczyna mowi, ze chcialaby być tą pożadaną do seksu
                    przede wszystkim a nie tylko wileką miloscią.
                    Jeszcze raz bardzo Ci dziekuje za Twoje wpisy. Bede zagladal na forum i jesli
                    kiedys znajdziesz czas to bardzo jestem ciekaw Twojej szerszej wypowiedzi.
                    Pozdrawiam i zycze milego dnia
    • misyjka Re: Jak jej pomóc??? 14.04.09, 12:25
      Jak jej pomóc ? To proste, daj jej spokój, nie udowadniaj ,że jest
      taka wspaniała, piękna , a ty głupi. A po co to komu ? Mleko się
      wylało, nic już nie naprawisz. Skoro musicie razem mieszkać , to po
      prostu bądz miły , uprzejmy,ale nie manifestuj juz tego swojego
      błędu, bo to zupełnie sensu nie ma. Jak przestaniesz się tak na tym
      skupiać , to i ona przeboleje problem .Na wszystkie problemy
      najlepszym lekarstwem jest czas - wiadomo leczy rany:) Wyluzować
      więc i tyle , w życiu zaliczysz jeszcze niejedno ...ale takie lekcje
      są potrzebne , na przyszłość jak sie to mówi.
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 17.04.09, 10:45
        Jak to po co to komu??
        Po to, żeby Ona się tak fatalnie nie czuła! Mam nadzieję, że czas wyleczy rany.
        Nie mogę się pogodzić, że Jej jest tak źle.
        Zgadza się, że takie lekcje są potrzebne na przyszłosc, tylko dlaczego kosztem
        drugiego czlowieka. Zebym to ja mial tylko cierpiec to byloby ok.
        • kachna79 nawet rozstać się porządnie nie umiesz:/ 17.04.09, 11:21
          Nie umiałeś docenić dziewczyny - nie umiałeś z nią żyć, a teraz
          nawet rozstać się normalnie nie umiesz. O kosztach jakie ponosi
          Twoja znajoma myślisz grubo po czasie i właściwie nie wiem czemu to
          ma służyć - może chcesz się poczuć lepiej...
          Im dłużej będziesz się jej narzucał ze swoją pomocą, tym gorzej ona
          będzie się czuła. Zrozum wreszcie, że jesteś ostanią osobą, która
          może pomóc jej odbudować poczucie własnej wartości. Daj jej spokój,
          zejdź z oczu - to najlepsze co możesz zrobić.

          P.S. Mam pewien dyskomfort, że karmię trola, ale co tam - jest
          piątek...
          • karol22222 Re: nawet rozstać się porządnie nie umiesz:/ 17.04.09, 11:41
            To co mam Ją samą zostawić z tymi wszystkimi problemami?? Niestety z oczu Jej
            nie mogę zejsc.
            Nie wyglupiaj się z pisaniem o trolu. Uwierz mi, że jestem ostatnią osobą ktorej
            by sie chcialo wypisywac takie rzeczy dla zabawy. Do glowy by mi to nie przyszlo
            nawet.
            • kachna79 Re: nawet rozstać się porządnie nie umiesz:/ 17.04.09, 12:00
              > To co mam Ją samą zostawić z tymi wszystkimi problemami??

              Ty jesteś jej głównym problemem.

              P.S. A opinię żeś trol podtrzymuję.
              • karol22222 Re: nawet rozstać się porządnie nie umiesz:/ 17.04.09, 12:26
                Jestem Jej problemem. TO podaj mi sensowne rozwiazanie z sytuacji jesli wszystko
                tak dobrze wiesz.
                W sumie nie dziwie wlasciwie Ci sie, że myslisz żem jest trolem. W dzisiejszych
                czasach wszystkiego po ludziach się mozna spodziewac.
                Ale moze Cie przekonam swoim lenistwem. Jestem zbyt leniwy aby bawic sie w takie
                glupie gierki w internecie ;)
                • kachna79 Re: nawet rozstać się porządnie nie umiesz:/ 17.04.09, 12:37
                  TO podaj mi sensowne rozwiazanie z sytuacji jesli wszystk
                  > o
                  > tak dobrze wiesz.

                  Ale po co Ci sensowne rozwiązanie? Przecież nie zastosujesz. Jedynym
                  sensownym rozwiązaniem po rozpadzie związku jest rozłąka fizyczna,
                  czytaj: wyprowadzka jednej lub drugiej osoby.

                  > Ale moze Cie przekonam swoim lenistwem. Jestem zbyt leniwy aby
                  bawic sie w taki
                  > e
                  > glupie gierki w internecie ;)

                  Taa, leń a elaboraty takie wypisuje. Naprawdę daj spokój...
    • yenna_m Re: Jak jej pomóc??? 14.04.09, 12:50
      karol, pomozesz jej wynoszac sie z jej zycia
      i prosze cie, nie pisz, ze sie nie do bo "ble ble".
      Chciec to moc. Widac ewidentnie nie chcesz (tylko chodzi tobie o zagluszenie
      prywatnych wyrzutow sumienia z nie o dobro dziewczyny).

      Zreszta - nie rozumiem sytuacji, gdy ludzie sie rozstaja i nadal ze soba
      mieszkaja. Nie rozumiem motywacji - sklonnosc do masochizmu czy jak?
      • yenna_m Re: Jak jej pomóc??? 14.04.09, 12:52
        napisalam "ze sie nie do"
        że się nie da - mialo byc

        literowka :(
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 17.04.09, 11:09
        Jesli nie rozumiesz to przeczytaj poczatkowe wpisy.
        Nie ma mozliwoscie finansowej zebysmy sie przeprowadzili, kazdy w inne miejsce!
        A poza tym Ona nie ma tu zadnych przyjacioł, tutaj tylko ze mną może
        porozmawiac. Wiem, że ta sytuacja jest niezle chora i skomplikowana! Cieżko to
        zrozumiec komus kto nie znalazl sie w takiej sytuacji.
    • zakletawmarmur Re: Jak jej pomóc??? 15.04.09, 01:15

      > gorsza od tych innych dziewczyn. I ja powiedzialem ze to przez to
      ze nie ma
      > ,,idealnej" twarzy

      Powinienem byl to
      > powiedziec w inny sposob, ale teraz tlumaczenia nic nie pomagają.

      Jakie to typowe... Ludzie najpierw walą taką gafę a później w kółko
      powtarzają, że to nie prawda.
      Nienawidzę tego:-)

      Najlepiej od razu zareagować z poczuciem humoru i na luzie
      powiedzieć o co nam chodziło (zmiana uczesania, makijaż, bla bla
      bla). Nie zawsze jednak jesteśmy tak kumaci wtedy gdy trzeba... W
      takich chwilach przeprowadzam jedną rozmowę. Przepraszam, mówię
      dlaczego coś takiego się stało i o co mi chodziło a następnie kończę
      temat. Ostatecznie. Ludzie złoszczą się jeszcze jakiś czas, na różne
      sposoby "domagają" się przeprosin ale rozsądniej jest w miarę
      możliwości po prostu nie reagować. Trzeba dać dziewczynie czas na
      przetrawienie trudnego tematu. Nasz system obronny sprawia, że w
      końcu oswajamy się ze sprawą, znajdujemy bardziej korzystnego dla
      nas wytłumaczenia ("ten facet to kretyn") i żyjemy dalej jakby nigdy
      nic...

      Szczerze mówiąc to zmartwiłam się bardziej o Ciebie. Skojarzyłeś mi
      się z pewnym moim kolegą... Ma w sobie coś z masochisty. Trwałe,
      dłuższe związki potrafi stworzyć jedynie z kobietami bardzo
      dominującymi. Takimi, które go źle traktuje. Tylko one są w stanie
      na dłużej utrzymać jego zainteresowanie...
      Ale to tylko takie skojarzenie i pewnie nie mam racji:-)
      • stary.kawaler Re: Jak jej pomóc??? 16.04.09, 02:09
        Ale nie sadzisz, ze on chce nia manipulowac? Wciaz powtarza, ze on CHCE jej pomagac, ze jest slaba, trudne dziecinstwo, itd...On ja dominuje, ale przegial z kijem, az przemknelo jej przez mysl, ze moze sie od niego uwolnic i to go przerazilo? Stad to dosc rozpaczliwe poszukiwanie wyjscia z sytuacji. Oczywiste, ze dla niej najlepsza by byla zmiana mezczyzny na innego. Detoks :-). Byloby od razu na kogo zwalic wine za wiecej niepowodzen. Ale mozliwe, ze dlugo i starannie sie dobierali i uklad dawca/biorca jest trwaly, a obecny konflikt ma na celu poglebienie tej relacji. Trzeba by poczekac z kilka m-cy na rozwoj sytuacji :-).
        • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 17.04.09, 11:28
          > Ale nie sadzisz, ze on chce nia manipulowac? Wciaz powtarza, ze on CHCE jej pom
          > agac, ze jest slaba, trudne dziecinstwo, itd...On ja dominuje, ale przegial z k
          > ijem, az przemknelo jej przez mysl, ze moze sie od niego uwolnic i to go przera
          > zilo? Stad to dosc rozpaczliwe poszukiwanie wyjscia z sytuacji. Oczywiste, ze d
          > la niej najlepsza by byla zmiana mezczyzny na innego. Detoks :-). Byloby od raz
          > u na kogo zwalic wine za wiecej niepowodzen. Ale mozliwe, ze dlugo i starannie
          > sie dobierali i uklad dawca/biorca jest trwaly, a obecny konflikt ma na celu po
          > glebienie tej relacji. Trzeba by poczekac z kilka m-cy na rozwoj sytuacji :-).

          Uwierz mi że bardzo Ją kocham i nawet pogodzilbym się gdyby poznala jakiegos
          wspanialego faceta ktory by dal Jej szczescie. Tylko na tym mi zalezy!
          Ja sobie jakos sam poradzę, już mam za sobą okres mysli samobojczych itp. teraz
          wiem, ze sam dam radę, znalazlem pomoc w Bogu i nic mnie juz nie zlamie
          (przynajmniej taką mam nadzieję).
          Nie usiłuję wcale Jej zatrzymac. Chce tylko zeby Jej bylo lepiej, zeby jakos
          sobie poradzila z sytuacją. Nie jestem juz taki glupi zebym mial cos komus
          obiecywac bo nagle sie zmienilem, musze poobserwowac jak moj proces zmian bedzie
          sie posuwal, aby poznac siebie i zobaczyc czy to mozliwe abym byl na trwale
          innym czlowiekiem (choc glęboko w to wierze ze tak bedzie).
          Inna sprawa, że uzaleznilismy się od siebie. Poza tym Ona znalazla we mnie cechy
          ojca, a ja w Niej matki.
      • stary.kawaler Re: Jak jej pomóc??? 16.04.09, 02:09
        Ale nie sadzisz, ze on chce nia manipulowac? Wciaz powtarza, ze on CHCE jej pomagac, ze jest slaba, trudne dziecinstwo, itd...On ja dominuje, ale przegial z kijem, az przemknelo jej przez mysl, ze moze sie od niego uwolnic i to go przerazilo? Stad to dosc rozpaczliwe poszukiwanie wyjscia z sytuacji. Oczywiste, ze dla niej najlepsza by byla zmiana mezczyzny na innego. Detoks :-). Byloby od razu na kogo zwalic wine za wiecej niepowodzen. Ale mozliwe, ze dlugo i starannie sie dobierali i uklad dawca/biorca jest trwaly, a obecny konflikt ma na celu poglebienie tej relacji. Trzeba by poczekac z kilka m-cy na rozwoj sytuacji :-).
        • zakletawmarmur Re: Jak jej pomóc??? 16.04.09, 09:43


          > agac, ze jest slaba, trudne dziecinstwo, itd...On ja dominuje, ale
          przegial z k
          > ijem, az przemknelo jej przez mysl, ze moze sie od niego uwolnic i
          to go przera
          > zilo? Stad to dosc rozpaczliwe poszukiwanie wyjscia z sytuacji.

          Bardzo możliwe... Tym bardziej, że są odludkami, ona nie ma
          przyjaciół. Ja też jestem mam w życiu okresy totalnej aspołeczności
          ale w przypadku kryzysu związku zawsze znajduje się jakaś bratnia
          dusza, która mnie wesprze...
          Ciekawe, czy facet nie stara się izolować dziewczyny? Wystarczy, że
          wmawia jej brak akceptacji ze strony "obcych". Jeśli dziewczyna jest
          wrażliwa, to można łatwo ją wmanewrować...
          • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 17.04.09, 11:32
            > Ciekawe, czy facet nie stara się izolować dziewczyny? Wystarczy, że
            > wmawia jej brak akceptacji ze strony "obcych". Jeśli dziewczyna jest
            > wrażliwa, to można łatwo ją wmanewrować...

            Nie staram sie izolowac. Naprawde. Wlasnie namawiam ją zeby utrzymywala kontakt
            z ludzmi ktorych tu znamy. Ale ona nie bardzo moze sie dogadac z kolezankami
            ktore tu mamy, a faceci niestety w kraju w ktorym jestesmy są beznadziejni i do
            polskiej gorącej duszy pasują jak...
            No wiec sprawa jest trudna, bo Ona wlasciwie z nikim teraz nigdzie nie
            wychodzi. Tylko pozostaję Jej tu ja.
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 17.04.09, 11:19
        Moja była dziewczyna nigdy nie traktowala mnie zle. Nawet chyba traktowala mnie
        za dobrze w stosunku do tego co ode mnie otrzymywala.
        Gdyby Ona nie miala tak słabego poczucia wlasnej wartosci to na pewno sposob
        ktory podalas by poskutkował, ale Ona teraz naprawde jest zalamana, ze Jej sie
        juz nic w zyciu nie uklada i do tego teraz mysli ze jest brzydka. Ona jest
        bardzo ladna, moze ja ciągle się jakos zle wyrazam swoje mysli, a moze nie umiem
        rozmawiac z kobietą, ale wydaje mi sie ze Ona nie potrafi zaakceptowac, ze są
        kobiety ładniejsze od niej i że są brzydsze. Chociaz pewnie nawet w tym
        momencie za forum zle precyzuje to co chcę powiedziec. Ale ja np. widze ze jakis
        facet jest przystojniejszy ode mnie, mądrzejszy, dojrzalszy itp, ale nie bede
        sie z tego powodu zalamywal, ja jestem taki jaki jestem i swojego wyglądu nie
        zmienie, ciesze sie ze nie jestem brzydki, i cieszy mnie to co mam, a nie
        zastanawiam sie jacy to faceci są wokolo przystojni. No ale podobno facet ma
        inaczej niz kobieta i kobieta chce byc po prostu najpiekniejsza. Nie wiem juz
        sam. Pewnie cos zle mysle.
    • jedenon Re: Jak jej pomóc??? 16.04.09, 09:23
      chcesz Jej pomóc? Czy sobie?

      Jeśli Jej to mam pytanie czy dba o siebie nie wiem maluje się kiedy była
      ostatnio u fryzjera? Może zafunduj jej taki "odnawiający dzień" Może wtedy sama
      spojrzy na siebie innym okiem ?
      • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 17.04.09, 11:37
        Niestety tutaj dobry fryzjer to rzecz dla nas na razie niemozliwa (koszt 1000zl
        ), ale jesli będzie jechac do Polski to sproboje cos zorganizowac. Mysle ze masz
        dobry pomysl. Moze np. weekend w SPA?
        A u fryzjera ostatnio byla chyba z miesiac temu w PL. Zaczela sie troche
        bardziej malowac niz kiedys. Uwazam ze naprawde wygląda super (szczegolnie gdy
        sie usmiecha). Robi na mnie naprawde wielkie wrazenie, tym bardziej ze sie juz
        wogole nie ogladam za kobietami. Zaczalem w niej dostrzegac coraz wiecej piekna.
        • kinkygirl Re: Jak jej pomóc??? 17.04.09, 14:50
          HA! HA!

          dobry fryzjer 1,000 PLN?
          chyba jak cie w Tony&Guy 'u strzyga Tony i Guy jednoczesnie :)))

          gdzie wy dokladnie mieszkacie? po jakim to kursie i w jakim kraju?



          • kinkygirl Re: Jak jej pomóc??? 19.04.09, 01:31
            domagam sie odpowiedzi. tez chce fryzjera za 1,000PLN!
            • karol22222 Re: Jak jej pomóc??? 19.04.09, 20:30
              Skandynawia
    • kachna79 świadomie karmicie tego trola? n/t 17.04.09, 11:32

      • karol22222 Re: świadomie karmicie tego trola? n/t 17.04.09, 11:42
        Nie wyglupiaj się z pisaniem o trolu. Uwierz mi, że jestem ostatnią osobą ktorej
        by sie chcialo wypisywac takie rzeczy dla zabawy. Do glowy by mi to nie przyszlo
        nawet.
        • kmoczar Re: świadomie karmicie tego trola? n/t 28.04.09, 00:59
          > Nie wyglupiaj się z pisaniem o trolu. Uwierz mi, że jestem ostatnią osobą ktore
          > j
          > by sie chcialo wypisywac takie rzeczy dla zabawy.
          :D oczywiście, że nie piszesz dla zabawy. piszesz dla pieniędzy. próbujesz
          bełkotem sprzedawać szmelc jak domokrążca. też pracuję w reklamie - powodzenia.
    • dzi-ki Re: Jak jej pomóc??? 17.04.09, 12:12

      Żaden psycholog, terapie itd.
      Wyjazd za miasto i ostre r.....ańsko.
      Będzie jak nowo narodzona ;-)
      Uśmiech dookoła głowy gwarantowany.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka