Gość: Gość portalu
IP: *.autocom.pl
13.04.07, 19:07
W skrócie: egzamin zdawałem wczoraj, już po zapadnieciu zmierzchu. W 43-ciej
chyba minucie jazdy po miescie stałem na pasie tylko do zawracania, przed
sygnalizatorem dla tego pasa (światło było czerwone). Zapaliło się zielone,
zawróciłem, zjechałem od razu na prawy pas, a egzaminator mówi "niestety, to
koniec egzaminu, proszę zjechac na prawo". Myśle sobie "niemożliwe". Co się
okazało ? Ze nie jest do końca zwolniony ręczny (o jeden szczebelek) i pali
się wciąż czerwona kontrolka, oraz przy manewrach, jakimś przypadkiem i nie
wiadomo kiedy (czy minutę wcześniej, czy minut 20) włączyłem drogowe swiatła.
Nie kwestionuję kompetencji egzaminatora - okazał się sympatycznym i rzeczowym
człowiekiem. sam jednak przyznał, że zauwazył to dopiero w tej samej chwili,
kiedy kazał mi zjechac na prawy pas (do kamery powiedział, ze jadę długo na
takich swiatłach i czekał aż to w końcu zauważe), ale potem w rozmowie
powiedział mi, ze zauważył to w tym samym momencie, kiedy to powiedział :).
Chciałem zapytąc, jak myślicie, czy mam jakieś szanse choćby na powtórne
przystapienie do egzaminu bez opłaty (niestety sytuacja finansowa moja i mojej
rodziny jest bardzo zła). Pewnie niewiele wskóram, ale może warto spróbowac ?
Nadmieniam, ze był to prawie koniec jazdy, wszystkie manewry na miescie mam
zaliczone.
Co o tym myslicie? Dzieki za kazdą wypowiedź.