jdutkowski
05.09.04, 13:56
Tydzień temu wróciliśmy z Egiptu. Byliśmy pięcioosobową rodzinką 2+3 na
programie Nefretete w wersji A I, czyli wylot z W-wy do Hurgady – 3dni, rejs
po Nilu – 4dni, Kair – 2dni, na koniec Sharm El Sheikh – 6dni.Mieliśmy
wykupioną opcję 5 gwiazdek HB.
To, co przeżyliśmy i zobaczyliśmy nie da się opisać słowami – po prostu
rewelacja. Rzeczywistość wręcz przerosła nasze oczekiwania. Piękny kraj,
cudowne zabytki. To, co można zobaczyć na filmach czy zdjęciach nigdy nie
odda tego, co się samemu zobaczy i przeżyje. Jeżeli ktoś chce zwiedzić Egipt
a nie tylko poleżeć na plażach to ta forma objazdu jest według mnie
najfajniejsza. Ale może po kolei.
Pierwsze miłe zaskoczenie już na lotnisku. Tyle ostatnio wałkuje się na temat
kosztu wiz. Znając już ten temat z forum po wejściu na halę przylotów
spokojnie udałem się do pustych okienek przedstawicielstw miejscowych bankow.
Wybrałem na chybił trafił Bank Cairo. Grzecznie podałem panu 100 $ prosząc o
wymianę i oddzielnie 75 prosząc o pięć znaczków wizowych. Miły pan podał mi
znaczki wizowe i na swoim kalkulatorku pokazał, że przelicza 125 $ po 6.17
LE. Wyszło na to, że za wizy zapłaciłem po 10 $. Udało mi się skierować kilka
osób z kłębiącego się tłumu wokół egipskiego przedstawiciela do pustych
okienek bankowych i mogliśmy wychodzić. Gdyby wszyscy turyści, choć na chwilę
trafili tu na forum to nie byłoby żadnego problemu, kto ile płaci za wizę. W
Eximie odbywa to się w ten sposób, że kto odbierze znaczki wizowe od
miejscowego przedstawiciela ma to zaznaczane na voucherze i potem rezydent
pobiera opłatę po zakwaterowaniu w hotelu. Nikt nam nie robił żadnych uwag
ani trudności przez to, że wizę wykupiliśmy sobie sami. Nie jest też prawdą,
że rezydent zajmuje się potem tylko osobami, od których pobrał haracz, ale o
tym za chwilę.
Wybierając program zwiedzania nie ma się wpływu na wybór hotelu w którym
będzie się zakwaterowanym. W autokarze dowiedzieliśmy się, że jedziemy do
hotelu Golden Five. Nie będę go opisywał, bo w części forum o hotelach jest
dokładnie opisany. Dodam tylko, że jednego z wieczorów obserwowaliśmy
naprawdę fajny pokaz „światło i dźwięk” w roli głównej - fontanna na
dziedzińcu hotelowym. Jedzenia wielka obfitość – komuś z naszej grupy się
nudziło i policzył pierwszego dnia desery – było ich 34.
Zakwaterowanie trwało stanowczo za długo w hotelu byliśmy po 13, a klucze do
pokoju dostaliśmy dopiero około 17. Przed rozdziałem pokoi pytałem rezydentkę
czy nie lepiej będzie jak włożę do paszportów jakieś załączniki , ale
stwierdziła, że nie widzi takiej potrzeby. Pokoje dostaliśmy na najniższym
poziomie 1 (recepcja jest na 2).U dzieci wszystko ok., niestety u nas zapach
nie do wytrzymania i przewracający się sedes. Tutaj podziękowania dla
rezydentek pani Kasi i Beaty, bo naprawdę widać było, że bardzo chcą nam
pomóc i mimo, że recepcjonista upierał się, że nie ma już wolnych pokoi, to
po wielu telefonach, uruchamiając swoje miejscowe znajomości spowodowały, że
pokój się znalazł. Kolejny pokój otrzymaliśmy na poziomie 4 i był, co
najmniej dwie klasy lepszy. Niestety to prawda, że w tym samym hotelu można
otrzymać pokoje jakby z dwóch innych światów. Zakupy spożywcze robiliśmy w
małym centrum handlowym kilkaset metrów od nas przy hotelu Reemavera po
wyjściu na drogę w lewo. Ceny były bardzo przystępne nikt nikogo nie próbował
oszukiwać i spotkało mnie tu kolejne miłe zaskoczenie raz robiąc zakupy
dostałem butelkę piwa extra. Z wniesieniem zakupów nie ma problemu, bo do
hotelu nie trzeba wchodzić przez recepcję tylko można przez sklepiki na
poziomie 1.
Niestety przez to, że zakwaterowanie trwało praktycznie do 21 straciliśmy
jedną z planowanych wycieczek.
Ze względu na to, że w Hurgadzie byliśmy tylko 3 dni planowałem, że
pierwszego dnia udam się do miejscowego biura turystycznego i na pierwszy
dzień zamówię quady a drugiego Giftun. Niestety przez zamieszanie z pokojami
do miasta udaliśmy się dopiero drugiego dnia rano. Wybrałem biuro Orbit
(myślałem też o Hannym, ale przeważyło to, że nie ma swojej siedziby i w
razie reklamacji gdzie ich szukać?) naprzeciw Sultan Beach. Niestety okazało
się, że jest za późno żeby zaliczyć obie wycieczki i zdecydowaliśmy się na
quady na następny dzień. Rozmawiałem też o zorganizowaniu wyjazdu do Abu
Simbel z Asuanu w trakcie naszego rejsu. Zaproponowano mi załatwienie busika
na miejscu z angielsko lub rosyjskojęzycznym przewodnikiem po 40$ od osoby,
czyli 200 za całą rodzinkę i odpuściłem sobie, bo w Eximie jadąc ze swoją
grupa miałem to z polskim przewodnikiem za 240$.
Wycieczki na quadach nie raz były tu opisywane, ale powtórzę - lepiej acz
niekoniecznie długie spodnie i pełne buty (gorący silnik),chusta i okulary
(wszechobecny pył).Trochę mieliśmy obaw jak któreś z dzieci poradzi sobie z
jazdą okazało się, że zupełnie niesłusznie, doszło nawet do tego, że to
dzieci prowadziły (14 i 15 lat a najmłodsza dwunastoletnia jechała ze mną) a
żona jechała jako pasażer. Generalnie wycieczka extra – w trakcie tradycyjnej
wizyty w wiosce beduińskiej jazda na wielbłądach, scenki z życia, zachód
słońca podziwiany z góry (przy okazji było widać kilka takich samych wiosek w
okolicy) mieliśmy jeszcze dodatkowe atrakcje jak całowanie się z młodziutkim
wielbłądem ( brało się do ust kawałek miejscowego chlebka a on delikatnie go
wyjmował), oprócz nocnych śpiewów i tańców w wykonaniu panów załapaliśmy się
jeszcze na taniec brzucha dla jakiejś dużej francuskiej grupy. Nocny powrót
urozmaicony postojem z paleniem ogniska i próba robienia z nas wariatów,
którzy modlą się do ognia,ale wszystko z humorem. W trakcie wycieczki grupie
towarzyszy cały czas kamerzysta, a po imprezie można kupić kasetę lub dvd.
Kupiliśmy kasetę, bo patrząc na sprzęt, jakim to było nagrywane (stara kamera
vhs) stwierdziłem, że nie warto przepłacać, a na dvd mogę potem zrzucić to
sobie sam. Jakość oczywiście nie jest powalająca, ale da się oglądać, i jest
to fajna pamiątka.
Teraz najpiękniejsza część naszej wyprawy, czyli rejs.
Trasa czterodniowego rejsu w naszym wykonaniu to w skrócie:
1.Luksor- żeby przeczekać największy tłum, który rzucił się po przyjeździe
konwoju na Karnak zaczęliśmy od instytutu papirusu (to ciekawe dowiedzieć
się, w jaki sposób jest on wytwarzany) papirusy bardzo ładne niestety ceny
wysokie, ale nikt nie był nawet w najmniejszym stopniu namawiany do zakupu.
Potem kompleks świątyń w Karnaku coś fantastycznego – wielka sala hypostylowa
robi naprawdę ogromne wrażenie. Po południu czas na zachodni brzeg Nilu:
Dolina Królów, – choć był środek sierpnia i było go naprawdę gorąco to dało
się przeżyć, choć przyznaję, że patenty pc_maniaka plecaczek termoizolacyjny
i spryskiwacz bardzo nam pomogły (niech żyje forum), następnie świątynia
królowej Hatszepsut a na koniec kolosy Memnona. Ze względu na dłuższy czas
poświęcony w innych miejscach na koniec po szybciutkim głosowaniu zarządzonym
przez przewodniczkę odpuściliśmy sobie wizytę w manufakturze alabastru. Tu
brawa dla niej w końcu z takich miejsc ma prowizję, jeśli ktoś coś kupi.Na
koniec dnia przeprawa łodziami motorowymi na wschodni brzeg gdzie zacumowany
był statek, na którym czekały już nasze bagaże. W trakcie przeprawy moja
kochana małżonka zostawiła na łodzi mały kuferek- kosmetyczkę, który miała w
autokarze jako bagaż podręczny. Na szczęście po telefonie naszego egipskiego
opiekuna, który zawsze jest przydzielany do grup przy kolacji trafił do nas z
powrotem i nawet nie dano mi szansy odpowiednio podziękować właścicielowi
łodzi, który go zwrócił mówiąc, że to żaden problem. Wieczorem poszliśmy
jeszcze na spacerek do centrum, które jest blisko portu a obok jest wspaniale
oświetlona w nocy świątynia w Luksorze. W porcie na nadbrzeżu jest rząd
sklepików (dość drogie wystarc