Dodaj do ulubionych

"Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdębiałam

08.12.04, 23:15
Hej,
No właśnie. Zapowiadała sie dobrze- autor Zdenek Miler, Krecik ten sam co w
dobranocce, a w środku poradnik wychowania seksualnego- DOSŁOWNIE!!!!
Zaczyna sie juz podejrzanie- Dwa zajączki nie bawią sie ze soba w chowanego
ale sie do siebie " zalecają", potem biora ślub i przytulaję sie do siebie
tak mocno"że wyglądaja nie jak dwa ale jak jeden zajaczek". Potem Kicuśce
rosnie brzuszek, a biedny Kicus poucza ja zeby jadla mniej bo"peknie".
Odpowiedz Kicuski:
"Oj Kicusiu brzuszek jeszcze mi urosnie, bo nosze w nim male zajaczki"
a potem poród, w trakcie ktorego sowa krzyczy "a teraz przyj" a Krecik
dopowiada" o juz mu widac nosek". Krecika tam tyle co kot naplakal, za to
ilustracje przedstawiaja wszystko dokladnie: wyobrazcie sobie scene porodu-
Kicuska lezy na kolanach Kicusia a ponizej pepka narysowana dziurka z ktorej
wystaje buzka malego zajaczka. Rysunek ten powtarza sie trzy razy, bo Kicuska
urodzila w sumie 3 zajaczki. Ksiazke kupilam w dobrej wierze, liczac na
fajna, troche naiwna opowiastke o kreciku, a dzieki "mamie zajaczkow" mam w
domu 2,5 letnie uswiadomione dziecko.
Ponadto nie obeszlo bez mojej cenzury - musialam przekreslic watek o
samobojczych myslach Kicusia "na zlosc zjem muchomor to zobaczy jak mocno ja
kocham" gdy ten myslal, ze Kicuska go odrzucila.
No coz, przynajmniej obeszlo sie bez bocianow. A ksiazke uwazam za pomylke
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • caca33 Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 09.12.04, 10:14
      Ciekawa jestem, dlaczego tę książkę uważasz za pomyłkę? dlaczego tak uważasz?
      Jeśli to możliwe, to proszę uzasadnij Twój sąd. Proszę o to, bo właściwie
      wydaje mi się, że wystarczy właściwie odczytać konwencję tej serii o Kreciku i
      znaleźć w niej miejsce dla takiej książki, o takiej tematyce. Podobnie przecież
      rzecz się ma z Janoshem i jego Tygryskiem i in. W Polsce jeszcze nie wydano,
      ale w Niemczech widziałam już kilka książeczek 'wychowania seksualnego'
      autorstwa Janosha i nic. Nic, to znaczy nie ma tam dzikich reakcji oburzenia,
      obrażenia się na Janosha, czy też bohaterów książki.
      Proszę więc, uzasadnij swój sąd. Fajnie zresztą byłoby poznać jeszcze opinię
      innych forumowych mamuś.
      Pozdro
      Ca.
      • qwsd Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 10.12.04, 22:42
        Hej, Drogie Mamy, przystopujcie troche!!!!
        Po pierwsze zadna z was nie czytala tej ksiazki (przynajmniej nic na ten temat
        nie napisala), a tylko niektore widzialy ja w wersji filmowej. Mysle, ze ta
        druga znaczaco rozni sie od wydania ksiazkowego, przede wszystkim dlatego , ze
        film, dzieki Bogu, jest w wiekszosci niemy.
        Tlumaczenie ksiazki : "Krecik i mama..." jest paskudne. Moje dziecko ma 2,5
        roku i uwaznie dobieram slownictwo, a tu nagle na drugiej stronie napotykamy
        wspomiane wyzej "zalecaja sie". I to dopiero poczatek. Wspomiana wzmianka o
        muchomorze jest nieco dluzsza niz napisalam wczesniej. Glowny bohater na zlosc
        chce sie otruc muchomorem "przynajmniej zobaczy jak bardzo ja kocham". Moje
        dziecko czerpie z bohaterow ksiazeczek bardzo duzo, wiec wizja pozbawienia sie
        zycia by zrobic komus na zlosc jest nie do przyjecia zapewne nie tylko dla
        2,5letniego dziecka , ale nawet dla starszego. Dalej jeszcze kilka fragmentow o
        zwariowaniu i tym podobnych no i wreszcie SEX.
        I tu od razu zaznacze - NIE OBURZAM sie DZIKO!!!!! Temat sexu nie jest w moim
        domu tematem tabu, wrecz przeciwnie. Moje dziecko bardzo lubi opowiaski o
        czasach gdy mieszkalo u mnie w brzuszku - zna historyjke swgo przyjscia na
        swiat oraz o tym co wtedy czulismy.
        Wracajac do sedna i do tresci traktujacych o sexsie, mysle, ze sam autor (a
        moze tlumacz?) nie postaral sie zbytnio. Sam temat mozna bylo przeciez
        przedstawic w sposob o wiele lepszy - same zreszta to wiecie omawiajac go ze
        swoimi dziecmi. Mysle takze ze ilustracje (ZWLASZCZA te z akcji porodowej)tez
        nie do konca autorowi wyszly.
        Wszystko to sklada sie na moja opinie, ze ksiazka jest pomylka. Nie pojmuje,
        skad nagle wziely sie rozwazania na temat mojego swaiatopogladu. Ja omawiam i
        powtorze to jeszcze` raz- OMAWIAM -ksiazke, ktora kupilam i ktora przez swoje
        dialogi i niektore obrazki nie podobala mi sie. Nie mam nic do tersci o ktorych
        traktuje.
        Caca 33- zanim napiszesz post - uspokoj sie!!! wez gleboki oddech i sie
        usmiechnij. A potem wyzuc z glowy wszystkie slowa, ktore atakują - a to co
        piszesz bedzie prowadzilo do fajnej dyskusji a nie do ataku. Starajmy sie
        sprawic by forum edziecko bylo miejscem spokojnej wymiany zdan.
        Pozdrawiam
        • agnieszka_azj Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 10.12.04, 22:59
          Ja również nie widziałam tej książki ;-)))
          Mamy natomiast inną książkę - o kreciku i spodenkach, prezent od kogoś. Po tym
          doświadczeniu wiem, że raczej będę się wystrzegać krecika w wersji książkowej,
          choć filmy uwielbiam. Tam nie było kontrowersji związanych z tekstem, bo ten
          był wiernie spisany z filmu. Ani słowa więcej, żednego opisu, komentarza -
          uznałam, ze lepiej jest obejrzeć film, bo czytanie tego niczemu nie służy.
          Niestety paradoksalnie lektura książek opartych na kreskówkach jest zubażająca.
          To co jest sensem czytania książek czyli uruchamianie wyobrażni nie ma tu
          miejsca. Poza tym za wydawanie takich książek biorą sie najczęście Ci, których
          nie stać na wymyślenie niczego wlasnego, orginalnego. Teksty są toporne i
          nudne.

          Przyznaję, że po lekturze tego wątku czuję się bardzo zainteresowana "Krecikiem
          i mamą zajączków". Mam nadzieję, że będzie w Empiku, to ją sobie obejrzę :-)))
    • rach_ciach_ciach Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 09.12.04, 10:57
      nie chcę za bardzo wgłębiać się, bo to dyskusja na temat światopoglądu i
      możnaby długo na ten temat;
      nie miałam w ręku tej książki niestety, ale chciałam powiedzieć tylko tyle, że
      sama jestem mamą prawie trzylatka i nie widzę nic niestosownego w opowiadaniu
      mu o tym skąd się biorą dzieci, tym bardziej, że sam jest zainteresowany;
      oczywiście dostosowując historię do jego poziomu;
      myślę, że takie różnice światopoglądowe wynikają z różnic w podejściu do seksu;
      jeśli się o nim myśli jako o czymś nieczystym to rzeczywiście słuszne jest,
      żeby chronić przed tym dzieci, ale jeśli się to łączy z miłością między
      rodzicami to dlaczego dzieci nie maja się o tym dowiedzieć (oczywiście kwestie
      techniczne można im jeszcze zaoszczędzić). A z porodem to już w ogóle nie widzę
      problemu; a jak mu się trafi rodzeństwo to trzymać to w tajemnicy i w pewnym
      momencie dostarczyć gotowego braciszka?
      podkreślam raz jeszcze, że nie miałam w ręku książki; być może ona rzeczywiście
      jest nieodpowiednia dla trzylatka; chętnie sama to sprawdzę;
      Lenka
      • kramla Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 10.12.04, 13:37
        Moja 3 letnia Dominika zna te bajkę tyle,ze w wersji filmowej gdzies od roku i
        na prawde nie widzę w niej nic nie stosownego.No ale jej mama uczy w
        szkole "seksu" no i może dlatego moje dziecko jest takie do przodu;)))
    • monidob Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 10.12.04, 14:23
      Moje dwu i pól letnie dziecie też zna to w wersji filmowej. Z opisu sadzac to
      filmik jest o tyle fajniejszy ze praktycznie niemy - wiec nie ma tekstów np. o
      muchomorze czy przestrzegania zeby mama zajaczkowa za duzo nie zjadła. Mozna
      dziecku dopowiedziec tyle ile uważa się za stosowne i w słowach jakie uważa sie
      za stosowne. Ja zreszta od zawsze "czytam" po swojemu wiec takie czy inne
      teksty sa dla mnie mało istotne . A moje zafascynowane zdjeciami dziecko
      (pasjami ogląda albumy z własnymi zdjęciami) od czasów Krecika zaczeło pojmować
      ze ono też było w brzuszku u mamusi i jak sie zrobilo za ciasno to wyszło.
      Powiem Wam ze mnie to rozczula jak pokazuje na zdjęcie mnie z wielkim brzuchem
      i oznajmia a tam w srodku jest Gonia.A potem Gonia kopneła nózką mamusie - puk
      puk ja chce wyjsc itd itp.
      Pozdr. M.
      • cubus1 Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 13.12.04, 16:44
        Ksiazeczki nie mamy ale to konkretnie znamy w wersji filmowej(bezdzwiecznej).

        Moj maluch lubi krecika i mamy kilka ksiazeczek z Grafagu z nim.No coz, krecik
        nigdy do konca nie jest poprawny np.czesto cos tam rozwala cieszy sie z tego
        itp rzeczy.
        W ksiazeczkach tez jest duzo dziwnych rzeczy ale to ja maluchowi przeciez
        czytam i omijam,zmieniam.
        Juz norma jest ze z Krecikiem wpierw ja sie zapoznaje a potem malec :)
        Ale przez to nie pozbawie malca Krecika bo naprawde dzien w ktorym moj maluch
        zrezygnowal z Teletubisiow na rzecz Krecika byl dniem wielce radosnym :)
        • amarika stołeczna mama 15.12.04, 12:06
          A proszę - Gazeta bardzo promuje krecika:
          miasta.gazeta.pl/warszawa/1,45628,2423560.html
          co o tym sądzicie?
          • mamalina Re: stołeczna mama 16.12.04, 00:17
            myślę, że różne są dzieci i ich wrażliwość
            a także wrażliwość Mam tychże dzieci ;)

            ps. wczoraj w Książeczce nie mieli "Mamy zajączków", a chciałam sobie wyrobić
            opinię :((( a pluszowe Kreciki i Muchomorki - boskie, choć nietanie (ręczna
            czeska robota, proszę Pań i Panów)
    • agnost Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 15.12.04, 22:43
      A propos książeczek "skąd się biorą dzieci?" - wyszły ostatnio dwie
      fantastyczne, mądre, dowcipne, subtelne i wspaniale zilustrowane. Jedna pod
      takim właśnie tytułem "Skąd się biorą dzieci" Brykczyńskiego, druga - "Mama
      zniosła jajko" Cole Babette. Żałuję, że jak sama byłam mała, nie było tak
      błyskotliwych pomocy rodzicielskich w tym temacie. Pamiętam, jak mama usiłowała
      mnie uświadomić, opowiadając o wędrujących od taty "robaczkach", a ja się
      popłakałam... Tutaj gwarantowany takt + dobra zabawa. Polecam gorąco!!!
      • mama_kasia Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 01.03.05, 11:35
        Czy ta książka Brykczyńskiego jest z takimi dosłownymi ilustracjami ;-)?
        Nie pamiętam dokładnie, co mi się w niej nie spodobało, ale wiem, że coś
        było nie tak - jakiś fragment tekstu, rysunek nagich rodziców w łóżku...
        W każdym razie mnie po jednym zerknięciu odrzuciło, ... i mojego męża też.
        Choć bardzo lubię ilustracje Pawła Pawlaka :-)
        • steffa Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 01.03.05, 16:29
          No jest rysunek nagich rodziców w łóżku ;). A do tego jest jeszcze tekst (o
          zgrozo! :)): "Chcą być razem, zwłaszcza w nocy, Przytuleni z całej mocy, Bo gdy
          tulą się wzajemnie, Wtedy jest im najprzyjemniej." Z kolei "Mama zniosła
          jajko" może być inspirująca nawet dla rodziców, che che che.
          • mamalina Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 09.03.05, 20:23
            Ha! Wreszcie się mogę wypowiedzieć na temat, bo po dłuższym polowaniu mam i
            "Mamę zajączków", i Brykczyńskiego... :D Dzięki Ci, Książeczko!

            Co do MZ: no jest, jest dziurka między nogami, na jednym obrazku malutka, na
            drugim - wielka, a potem zajączki wyskakują gotowe do kicania i korzystania z
            nocnika... Prawie jak w życiu, ale nie do końca, na szczęście. Choć nie wiem,
            może zajączki od razu korzystają z nocników???
            Bardzo podoba mi się, że jak się zajączki kochają, to przytulają się tak mocno,
            że czasem wyglądają jak jeden zając, nie dwa... i że tata się też przygotowuje:
            kupuje nocniki, wózek, butki - dla dzieci - i korale - dla mamy: zgadza się z
            tym, co zapodawali w naszej szkole rodzenia :D
            Nie podoba mi się motyw (już wzmiankowany) zjadania muchomora na złość!
            Ogółem: moim zdaniem, nieźle, dziś lepiłyśmy z córką zajączki z ciastoliny :D

            Co do Brykczyńskiego: jest tam mała dziewczynka-narratorka, która wiedzie nas
            przez całą książeczkę, a na koniec idzie z rodzicami i małym nowym braciszkiem
            na spacer. Pomysł - w zasadzie fajny, bo np. można przez "dziecięce rysunki"
            pokazać różnice płci fajnie. Wątpliwy jest ten moment, kiedy (przy tekście, że
            chcą być razem, zwłaszcza w nocy) pokazana jest para nago w łóżku (ale bardzo
            schludnie i zręcznie), a dziewczynka-narrator siedzi schowana za łóżkiem i
            porozumiewawczo kładzie palec na ustach...
            Poza tym: pięknie, naprawdę miło. I poród w kwiatach róż... ach, już się
            rozmarzam na sierpień :DDD
    • ewg Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 28.02.05, 22:44
      Dostaliśmy tę książeczkę w prezencie jakiś rok temu, a może nawet więcej. (Mój synek ma teraz 5 lat). Na początku rzeczywiście byłam zaskoczona, kiedy ujrzałam ilustracje porodu, ale przekonałam sie, że mój synek na nie reaguje ze spokojem. To chyba my jesteśmy bardzo wrażliwe na takie rzeczy. Dzieci raczej nie.
      No może mój synek jest trochę starszy, jakieś może większe doświadczenie w tej kwestii ma;-)

    • atonek Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 01.03.05, 11:05
      moim zdaniem nie ma w tej książce nic złego, moja znajoma tłumaczyła swojemu 3
      letniemu dziecku że ją boli brzuch bo tam jest dziecko i kiedyś jej wyskoczy,
      więc dzieciak czuł że ten w brzuchu robi jego mamie krzywdę. a moja sisotra
      opowiedziała swojemu małemu synkowi co to jest miłość i że dzieci to rodza się
      z brzuszka mamy. bo to nie o to chodzi co się mówi, tylko jak się mówi.
      wystarczy odrobina wyobraźni.

      ja też kupiła książeczki o kreciku i uważam że sa świetne - sztuką jest
      wytłumaczenie dziecku jak powstają dzieci ale nie ma co udawać ze maluchy
      przynosza bociany. lepiej wierzyć w Św. mikołaja.

      pozdrawiam
    • gzt Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 04.03.05, 10:42
      witam,
      zdradze wam tajemnice wydawnicza :) Czesi uwzięli sie, Zeby sami to tłumaczyć,
      a polska redakcja miała baaardzo ograniczone prawa ingerencji. Poza tym - jak
      to zwykle bywa niestety - handlowcy, którzy jadą na targi międzynarodowe w celu
      zakupu licencji książek do wydania na naszym rynku, często nie przegladaja
      ksiażek dokladnie, a czasem, chcąc kupić jeden tytuł, dostają lepszą oferte,
      jeśli wezmą inny z tej serii... jakistam :)
      Stad sie biorą potworki na półkach sklepowych, mad którymi załamuja wpierw rece
      redaktorki, a z którymi nie możma nic zrobić, bo w kontrakcie jest tak a
      tak... ech...
      • steffa Re: "Krecik i mama zajączków"-przeczytałam i zdęb 07.03.05, 00:57
        To widać, że Czesi tłumaczyli Krecika :-D
    • gopio1 dziurka? jaka dziurka? 10.03.05, 12:46
      My tez mamy tego krecika. Jak czytalismy pierwszy raz to, z kazda strona bylam
      coraz bardziej zdziwiona i zaciekawiona. Kwestia muchomora rzeczywiscie
      tragicznie nieodpowiednia, ale rysunki z porodu wspaniale. Jak bylam w ciazy
      bylam swiadkiem rozmowy rodzicow z z 5-letnia coreczka na temat tego skad sie
      biora dzici. Moj wielki brzuch sluzyl za rekwizyt. Mala Patrycja sluchala z
      zaciekawieniem i skupieniem. Tlumaczenie ze tatus zasadzil nasionko u mamy w
      brzuszku przyjela ze zrozumieniem, ale przez temat jak to dziecko stamtad teraz
      wyjdzie spedzalo jej sen z powiek. Nie mogla zrozumiec dodatkowej dziurki,
      pyatala czy brzuch mi nie peknie, a moze wyjdzie przez pepek. A pisze to
      wszystko dlatego, ze w ksiazeczce o kreciku bardzo sprytnie jest narysowany sam
      porod. Nie widac dokladnie czy maluchy wychodza dodatkowa dziurka, czy
      brzuchem, przez pepek. Po prostu wyskakuja przez dziure. A co to za dziura nie
      jest istotne. I to wystarczy. Jesli bedzie sie z tego robic wielka tajemnice,
      dziecko moze to zle odebrac, czuc sie oszukiwane, albo przynajmniej
      niewtajemniczane. A to sprawia mu ogromna przykrosc. Moj Kuba ma 2,5 roku.
      Porod mamy zajaczkow zrobil na nim wrazenie bardzo naturalnego. I mysle, ze
      wlasnie tak jest dobrze. Jak pojdzie od wrzesnia do przedszkola nie bedzie
      (moze?) zasmiewal sie po katach, skad sie biora dzieci wedlug wyobrazni 3
      latkow, tylko calkiem spokojnie i naturalnie podejdzie do tematu. Pozdrawiam.
      PS. W takich sytuacjach na dzieciach nie robia wrazenia rysunki czy zdania,
      lecz raczej nasza reakcja na nie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka