Dodaj do ulubionych

Czy zdajecie sobie sprawę...?

15.01.05, 17:05
...że mniej więcej co czwarta rodząca oddaje stolec w trakcie drugiej fazy
porodu? I nie ma na to wpływy wykonanie lewatywy. I na prawdę nie jest dla
was problemem zes.... się przy mężu???? Oczywiście dla personelu nie jest to
niczym dziwnym i nie zwracają na to uwagi, a rodząca często nie zdaje sobie z
tego sprawy ( chyba, że położna i stojąca obok salowa musi się lecieć
przebrać, bo jest od stóp po oczy w ... ).
Ale jak mówię dla nich to normalne - dla męża wątpię - chyba, że jest
lekarzem, ale nawet wtedy... Ostatecznie położnj się często drugi raz na oczy
nie widzi, a z mężem trzeba przeżyć kilkadziesiąt lat i być dla niego
atrakcyjną. Ja bym się obawiała, że potem będzie sobie TO przypominał, nawet
jeśli nic nie powie, żeby nie urazić. Nawet gdy siedzi "w głowach", to trudno
nie zauważyć co siostra pospiesznie sprząta i nie poczuć woni...
Obserwuj wątek
    • e_r_i_n Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 15.01.05, 17:07
      A skad wiesz, ze co czwarta? Ja nie wiem, czy mi sie zdarzyla taka 'wpadka'.
      Moj maz tez nie.
      Zreszta... trzeba miec pusto w glowie, zeby sie takimi rzeczami przejmowac w
      czasie porodu.
    • zaga25 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 15.01.05, 17:31
      Moja koleżanka zrobiła kupkę przy porodzie a jej mąż nawet tego nie zauważył.
      pPodczas porodu patrzył na nią a nie na jej tyłek. Więc może się nie trzeba
      przejmować.
    • kafreen Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 15.01.05, 18:46
      Uwierz mi: cała reszta wygląda tak ohydnie (mnóstwo krwi), że na to już mąż nie
      zwróci uwagi winkNas zapewniano, że mąż nie będzie nic widział (tzn. tej
      rzeźni), ale tak naprawdę widział wszystko i parę dni potem żartem powiedział
      mi, że
      szkoda, że tego nie widziałam tak jak on, bo od razu bym zemdlała i nic by mnie
      nie bolało wink
      Hmmm... a jaki wpływ to całe widowisko miało na mojego męża? Może trudno
      uwierzyć, ale wszelkie więzi między nami są od porodu o wiele silniejsze.
      Pozdrawiam
      Kasia z Maxem i lipcowym maluchem (uuff, znów to samo, tym razem NA BANK w
      znieczuleniu!!! smile
      • edyssia_k Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 15.01.05, 19:04
        Kiedys pracowałam w szpitalu jako położna i muszę przyznać że częsciej niż co
        czwarta oddaje stolec podczas porodu tyle, że jedna więcej druga mniej mężowie
        może tego nie widzą ale czują, dlatego ja już mam uszykowaną wlewczke i czekam
        jak tylko zaczna się skurcze badź odejdą wody to napewno ją zastosuje i polecam
        to każdej przyszłej mamusi!!!
    • coronella a po co to piszesz? 15.01.05, 19:00
      bez sensu jest ten post.
      Chcialas komus dokuczyc? dogadac? To chyba sie nie udalo.
      Zdajemy sobie sprawe, i co z tego? Korków w tyłek jeszcze nie wymyślili, może
      bedziesz pierwsza?

      Moze i jest problemem zrobienie tego przy mezu, wiec powiedz jak ten problem
      rozwiazac. mam wyrzucic meza z sali, bo moge zrobic kupe??
      dziewczyno...
      • cordata1 Re: a po co to piszesz? 15.01.05, 19:21
        nie bez sensu.. ja sobie zdaje sparwe i chociaz moj maz nie jest obrzydliwy i
        nic by to miedzy nami nie zmienilo, ja nie chce aby on przy tym byl i to czul,
        widzial...wiec lewatywa koniecznie a przy bolach miesiaczkowych zawsze mnie
        przeczyszczalo wiec mam nadzieje ze i teraz tak bedziesmile
        swoja droga dopuszczam mysl ze moglby byc na poczatku kiedy bede jeszcze "
        komunikatywna" i nie bedzie tak zle.. a pozniej druga faza to chyba praca nad
        ktora sie musze skupic i wysilic i jego obecnosc juz tu nic nie da.... to juz
        moja dzialka a trzymanie za reke moze pomoze wczesniej ale na pewno nie
        pozniej..
        • coronella Re: a po co to piszesz? 15.01.05, 19:38
          niby tak, tylko niestety nie wiesz ile bedziesz rodzic. Ja spędziłam w szpitalu
          ok 19 godzin, i nawet gdybym miala lewatywe na poczatku, to i tak organizm
          zdązył by wyprodukowac cos nowego.
          A lewatywy potem, gdy bóle juz sa nie do zniesienia, raczej sobie nie wyobrazam.

          Po drugie- problemy, które teraz wydaja sie byc problemami, w rzeczywistości
          wcale nimi nie są. Gdy juz zacznie sie poród, bedziesz tak podniecona,
          zaaferowana, szczęśliwa, a może zmeczona, wykończona, obolała, itp itp... że o
          takich pierdołach nawet nie pomyslisz!!!
          dajcie spokój!! Polozne wiedzą co maja robic, i nie slyszalam jeszcze, zeby
          ktoras byla opryskana kałem! Okropnie sie to nawet czyta.

          A wyrzucic męża na sam koniec?? Gdy dzielnie towarzyszył Ci przez cały poród?
          To chyba bez serca... mój płakał jak dziecko, gdy pierwszy zobaczył główke,
          pierwszy ja dotkną, potem zobaczył dziecko... nie musiał mnie trzymac za rękę,
          nnie rozpraszał, po protu był, doświadczał bycia ojcem, widział jak rodzi sie
          jego dziecko! Widział ból, wysiłek, i przez to jeszcze bardziej to docenił.

          Oczywiście rózne sa osoby, rózne charaktery, i wszystko nalezy wczesniej
          przedyskutowac i przemyslec wspolnie.
          powodzenia!
          • true_blue Re: a po co to piszesz? 15.01.05, 19:40
            coronella napisała:

            > Oczywiście rózne sa osoby, rózne charaktery, i wszystko nalezy wczesniej
            > przedyskutowac i przemyslec wspolnie.
            > powodzenia!
            >

            Dokladnie. Wszystko trzeba przedyskutowac z mezem i zdecydowac z nim. Na pewno
            nie ma jednego modelu.
            Pozdr.
            • lolalilu Re: a po co to piszesz? 15.01.05, 22:06
              nam o tym mówiła położna ze szkoły rodzenia. Mówiła, że to się zdarza, ale jest
              zupełnie niezauważane. W szpitalu w którym rodziłam jest po 10 prodów na dobę i
              nie robi się tam lewatywy (chyba, że pacjentka wyraźnie prosi) i jakoś niegdy
              od nikogo ze znajomych - a wiele zaprzyjaźnionych par tam wspólnie rodziło nie
              słyszałam o takim problemie... To jest fizjologia. Mężczyźni też się
              wypróżniają - owszem w innych okoliczmościach, ale przecież to chyba nic
              strasznego. I chyba to my kobiety bardziej się tym przejmujemy. Oni będą tak
              przejęci w trakcie porodu, że nawet jesli coś małego się pojawi nie zauważą.
    • marzenas6 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 15.01.05, 19:34
      Pierwsze dziecko rodzilam z mezem i nawet jesli cos "popuscilam" to po pierwsze
      tego nie pamietam bo bylam skupiona na rodzeniu, a po drugie maz nie siedzial w
      moim tylku tylko trzymal mnie za reke i staral sie pomoc rodzic. Po porodzie
      stwierdzil, ze to najwspanialsza rzecz jaka go spotkala, bez wzgledu na krew,
      rozne niezbyt smaczne dzwieki i zapachy, widok dziecka pokrytego mazia i tak
      dalej. Nie wyobraza sobie, ze nie bedzie go przy urodzeniu drugiego dziecka. A
      to ze je bede miec najlepiej swiadczy o tym, ze nie stracilam na
      atrakcyjnosci smile))).
    • true_blue Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 15.01.05, 19:39
      Wcale nie jest to glupi post. Oczywiscie nie wszystkie sie tym przejmujecie, ale
      ja na przyklad tak. Chcialabym, zeby moj maz byl przy porodzie, ale wcale nie
      chce, zeby patrzyl na moje krocze. I nie dlatego, ze sie czegos wstydze przed
      nim, ale dlatego, ze nie sadze, ze sa to przesliczne i wzruszajace widoki. A moj
      maz w czasie porodu ma byc dla mnie, a po porodzie dla dziecka, zeby przytulic,
      ukochac malenstwo. No i zebym miala pewnosc, ze wszystko jest w porzadku. Nie
      widze w tym miejsca dla ogladania mojego rozrywanego czy przecinanego krocza,
      oddawania stolca i czego tam jeszcze. I tyle.
      Pozdr.
      • e_r_i_n Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 15.01.05, 22:39
        True_blue, ale przeciez pani halina mowi o tym, ze to widac i czuc tak czy
        siak. Moj maz (zapewne jak wielu innych) nie stal miedzy moimi nogami, tylko
        przy mojej glowie i nie wspominal ani razu o tym, ze cos go obrzydzilo czy
        zniesmaczylo. A byl przy mnie i dzieki mu za to. I przy kolejnym porodzie tez
        bedzie.
        A powiem Ci, ze znam jednego ojca, ktory przy narodzinach obu corek stal obok
        poloznej, bo chcial widziec, jak sie rodza. I nie ma to negatywnego wplywu na
        jego malzenstwo.
    • beata132 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 15.01.05, 20:43
      Witam! Rodziłam do wody więc lewatywę musiałam mieć zrobioną. Poród miałam
      wywoływany(po terminie)-po obchodzie na patologii pielęgniarka zrobiła mi
      pierwszą lewatywę ok. 9 rano. Później dostałam już na porodówce kroplówkę i
      przed pierwszym wejściem do wody moja położna zrobiła mi drugą lewatywę (cały
      czas moja położna była obok mnie, ja się jej pomimo bóli wstydziłam, ale ona
      pocieszała mnie mówiąc, że to normalna sprawa). W czasie gdy byłam w toalecie
      mój mąż czekał w sali. Sam poród nie był wg mojego lubego "obrzydliwy",
      ponieważ cały czas był przy mojej głowie a nie... W tym czasie tylko ja
      rodziłam więc zleciały się wszystkie piguły z porodówki i mi dopingowały
      (dziwiły się, że nie krzyczę). Mieliśmy aparat, ale mój mąż z wrażenia nie
      zrobił żadnego zdjęcia, za to wyręczyły go w tym panie pielęgniarki i mamy całą
      kliszę zdjęć z porodu(od wyboru do koloru). M.in ze zdjęć wiem, że nie było tak
      strasznie. Acha! Jak rodziłam łożysko to mój ąż zajęty był już naszym
      nowonarodzonym synkiem i nic nie widział. Poza tym żadnych innych
      niespodzianek nie było. Poród trwał 4h.
      • ewa4441 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 15.01.05, 22:36
        To jeden z owodów dla ktorych zrezygnowałam z porodów rodzinnych i o to chyba
        autorce chodziło - o porody rodzinne.
    • betina1973 W trakcie porodu... 15.01.05, 21:48
      W trakcie porodu to czy popuściłaś czy nie jest akurat najmniejszym
      zmartwieniem! Przy skurczach i parciu, nawet jeśli gdzieś tam zaświta taka
      myśl, że coś tam poszło, jest to zupełnie bez znaczenia. Kobieta skupia się na
      dziecku, oddychaniu, parciu, bólu... kolejność dowolna. Wiem z autopsji! Było
      mi wszystko jedno czy coś tam wyskoczyło... najważniejsze było dostarczyć
      dziecku tlenu i w miarę szybko urodzić, nie męcząc przy tym za bardzo ani
      dzidzi ani siebie samej. A swoją drogą to nawet nie wiem czy coś wyskoczyło
      (oprócz dzidzi, oczywiście) gdyż nikt na sali nie wrzasnął: "O zrobiła pani
      kupsko" smile
      Byłam zdecydowana na lewatywę lub czopek ale dojechałam do szpitala z
      rozwarciem 7 cm i o żadnej z tych rzeczy nie było mowy.

      Pozdrawiam,
      Niunia
    • niepytana Dziewczyny... 16.01.05, 06:05
      Osobiscie mialam dwie cesarki i teraz czeka mnie trzecia i w sumie temat mnie
      osobiscie nie dotyczy ale... Halinka pojawila sie tu niewiadomo skad (ja mam
      wrazenie ze wiem skad) i walnela tu takiego babola i poszla sizdu gwizdu nigdy
      nie wrocila. Denerwuje mnie taka prowokacja a jeszcze bardziej poglebianie i
      podbijanie watku co ja teraz niestety zrobie. Chcialabym jednak namowic stale
      forumowiczki o kompletna ignorke tego typu postow. Niedawno pokazal sie tu tez
      watek o jedzeniu lozyska - cos wstretnego. Mysle tak sobie ze jest to jakas
      nieszczesliwa i nadel wredna osoba ktora zwyczajnie zazdrosci Wam ze
      oczekujecie dzieciatka i bedziecie mialy honor doswiadczyc porodu i
      wychowywania potomstwa a nie wszystkim jest to dane z takich czy innych
      powodow. Niektore zgorzkniale bezdzietne ktore tu nawet nie powinny byc
      rozladowywuja tu swoje frustracje i chca Was albo obrzydzic albo przestraszyc.
      Ciesze sie ze sie nie dajecie ale jeszcze raz powtarzam ze najlepiej jest takie
      pomylone osoby poprostu ignorowac i dac im sie taplac we wlasnym gownie z
      wlasnymi problemami bezdzietnosci, zazdrosci czy nienawisci. Pozdrawiam
      wszystkie ciezarne i starajace sie smile))
      • halina25 Ale się ubawiłam! 16.01.05, 17:42
        niepytana napisała:

        > Osobiscie mialam dwie cesarki i teraz czeka mnie trzecia i w sumie temat mnie
        > osobiscie nie dotyczy ale... Halinka pojawila sie tu niewiadomo skad (ja mam
        > wrazenie ze wiem skad) i walnela tu takiego babola i poszla sizdu gwizdu
        nigdy
        > nie wrocila. Denerwuje mnie taka prowokacja a jeszcze bardziej poglebianie i
        > podbijanie watku co ja teraz niestety zrobie. Chcialabym jednak namowic stale
        > forumowiczki o kompletna ignorke tego typu postow. Niedawno pokazal sie tu
        tez
        > watek o jedzeniu lozyska - cos wstretnego. Mysle tak sobie ze jest to jakas
        > nieszczesliwa i nadel wredna osoba ktora zwyczajnie zazdrosci Wam ze
        > oczekujecie dzieciatka i bedziecie mialy honor doswiadczyc porodu i
        > wychowywania potomstwa a nie wszystkim jest to dane z takich czy innych
        > powodow. Niektore zgorzkniale bezdzietne ktore tu nawet nie powinny byc
        > rozladowywuja tu swoje frustracje i chca Was albo obrzydzic albo
        przestraszyc.
        > Ciesze sie ze sie nie dajecie ale jeszcze raz powtarzam ze najlepiej jest
        takie
        >
        > pomylone osoby poprostu ignorowac i dac im sie taplac we wlasnym gownie z
        > wlasnymi problemami bezdzietnosci, zazdrosci czy nienawisci. Pozdrawiam
        > wszystkie ciezarne i starajace sie smile))



        Nie wiem dlaczego zakładasz, że jestem bezdzietna.
        napisałam to pod wpływem doświadczenia, a także przypadku koleżanki, która
        właśnie miała taką "wpadkę" przy porodzie rodzinnym i do dziś to przeżywa, bo
        jej mąż ( sukinsyn nie mąż) opwowiada o tym wszystkim znajomym, strasznie
        rozbawiony. A przedtem też był cudowny, wspaniały i w ogóle najlepszy. Rozwodzą
        sie. Nie dziwię się jej. A zaczęło się od kupki przy porodzie.

        Napisałam to, bo wiem, że wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy z tej
        fizjologicznej możliwości i nie chcę, żeby któraś potem cierpiała.

        A post "niepytanej" rozbawił mnie do łez. Szkoda, że jeszcze nie napisała, ża
        zjadam dzieci na śniadanie. Własne oszczędziłam - mam pięcioro.

        Pozdrawiam.
        • niepytana Re: Ale się ubawiłam! 16.01.05, 21:18
          No i co halinko pojawilas sie dopiero po moim poscie. A wczesniej nic nie
          wyjasnilas tylko tak ni w 5 ni w 9 przykleilas to swoje g. A teraz co takiego
          madrego piszesz. Zeby sie niby kobiety mialy na bacznosci przed porodami
          rodzinnymi bo to moze grozic rozwodem? Ty dalej sobie tu ze wszystkich zarty
          robisz. Jezeli malzenstwo ma sie zakonczyc po czyms takim to fajne to
          malzenstwo. Twoi znajomi to jacys niezrownowazeni ludzie i i tak by sie
          rozeszli porod rodzinny czy nie. Pewnie lepiej ze stalo sie to teraz. Zastanow
          sie co bedzie gdy malzenstwo sie zestarzeje, czy nie daj Bog kobieta bedzie
          miala wypadek i bedzie sparalizowana i trzeba ja bedzie umyc i przebrac. Rozwod
          gotowy. Czy ty myslisz ze wiekszosc ludzi jest tak niedojzala emocjonalnie ze
          takie sprawy koncza sie rozwodem? Przed tym tu kobiety przestrzegasz? To chyba
          tylko w twoim chorym swiecie. Wszystkie powyzsze pytania potraktuj jako
          retoryczne bo wiecej pisania nie bedzie chora kobieto.
    • basiulka999 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 16.01.05, 07:57
      oj, moja droga, ty chyba do porodu nie dojrzałaś. A na pewno powinnaś
      zrezygnować z asysty męża, jeżeli takich przyziemnych spraw się obawiasz.
      z twojego postu w sumie wynika ze najardziej będziesz przeżywac fakt że moze
      zdrzyć ci cię oddać stolec a nie fakt ze na świat wydajesz swoje dziecko.
      Może warto się nad zastanowić?
      Basia z Synkiem
      • andaba NO WŁAŚNIE.. 16.01.05, 18:40
        Wiecie, zdające sobie z tego sprawę pielegniarki i położne rzadko rodzą z
        mężem... Ciekawe, czy to nie jeden z powodów. Ja nie znam żadnej, która
        zdecydowałaby sie na porod rodzinny, a siłą rzecz znam ich wiele.
        • kmyczek Re: NO WŁAŚNIE.. 16.01.05, 19:57
          mozecie mi wierzyc, ze jak macie kochajacego meza, ktory chce z wami byc przy
          porodzie to nie bedzie mialo dla niego znaczenie czy "zrobilyscie" cos czy nie,
          bo nawet nie bedzie mial czasu na myslenie o tym co zobaczył.
          Moj widzial i co z tego?? On sie przepraszam nie zalatwia??
          Dla niego najwaznejsza rzecza bylo uczestniczenie przy porodzie corki.
          Jesli chodzi o kobiety, to mysle ze nie bedziecie mialy czasu, a co wiecej sily
          na zastanawianie sie czy cos wam polecialo.
          PS.Pozatym znam osobiscie polozna ktora rodzila pierwsze dziecko z mezem teraz
          spodziewa sie drugiego i tez bedzie rodzila z mezem!!!
          pozdrawiam
          • true_blue Re: NO WŁAŚNIE.. 16.01.05, 20:23
            Dziewczyny opanujcie sie!!! Co z tego, ze podczas porodu nie bede miala sily o
            tym myslec i moj maz tez nie zwroci na to uwagi? Teraz o tym mysle i tak wlasnie
            czuje. Koniec i kropka. Nie chce, zeby moj maz to ogladal, a on sie ze mna
            zgadza, bo przeczuwa, ze porod to wystarczajaco ciezki moment i nie potrzeba mi
            dodatkowych stresow. Naprawde te zlosliwe uwagi nic nie wnosza... Lepiej
            opowiedzcie o swoich porodach i poradzcie niedoswiadczonym jak sie przygotowac.
            Ja chetnie poslucham.
            Pozdr.
            • kmyczek Re: NO WŁAŚNIE.. 16.01.05, 22:00
              moim zdaniem przygotowac do porodu sie nie da, bo bez wzgledu na to czego
              bedziesz sie spodziewala mozesz zastac na porodowce zupelnie cos innego.
              Ja nadal radze wszystkim kobietom porod z mezem badz inna osoba, obecnosc osoby
              towarzyszacej jest bardzo wazna. Jak nie masz sily na logiczne myslenie to
              wazne jest zeby ktos przywolal Cie do porzadku i pomogl dobrze oddychac, co
              jest naprawde bardzo wazne.
              Ja mialam skurcze co niecala minute, polozna kazala mi isc pod prysznic zeby
              zlagodzic bole no i owszem zlagodzilo to troche moje bole, ale gdyby nie moj
              maz padlabym pod tym prysznicem albo wyskoczyla z bolu przez okno!!!
              Polecam tez zneczulenie zzo mi bardzo pomoglo.
              A podsumowujac nie przejmujcie sie i najlepiej nie myslcie o tym naprawde porod
              jest do przezycia!!! (gorzej jest po porodzie to jest moje zdanie)
              pozdrawiam serdecznie
        • kalisa77 Re: NO WŁAŚNIE.. 16.01.05, 21:55
          ...jestem pielęgniarką i zdecydowaliśmy sie z mężem na poród rodzinny...
          świadomy wybór... i nie obawiam się jakoś tego o czym wątek traktuje. Mąż jest
          w miarę możliwości wyedukowanysmile i wie czego może się spodziewać. Mam
          przygotowaną już enemę i planuję ją przed wyjazdem do szpitala zastosować a i
          tak liczę się z tym, że stolec w czasie parcia mogę oddać- taka fizjologia...

    • mama5plus Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 16.01.05, 20:13
      O ZESZ!!! Ratuuunku! NAPRAWDE???? sad(
      NO to kleska! Zalamalam sie strasznie.
      Nie bede chyba spac tej nocy wink
      Moj malzonek towarzyszyl mi przy 5 porodach.
      U nas lewatywy nie robia wiec niechybnie sie ob....am po uszy!
      I niechybnie mnie lada dzien zostawi sad((
      To juz w koncu dwa lata od ostatniego ob...nia.
      Z litosci pewnie jest ze mna albo dla dobra dzieci sie poswieca
      Tylko kurde nie wiem czemu opedzic sie od niego nie moge wink
      A moze to dla niego afrodyzjak ?? hyhyhy
      Podnieca jak malo co wink
      On sie w takich ekstremiach swintuszych lubuje wink
      BOSZ kobiety!!
      A moje znajome polozne rodzily z mezami (lekarki takoz).
      I o czym to w takim razie swiadczy?
      Moze chca sie ich pozbyc wink ;-PPP
    • hobbito Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 16.01.05, 21:31
      Mój mąż dobrze wie że może się zdarzyć tak wpadka i jakoś ssię tym nie
      przejmuje, dalej chce ze mną rodzić. Ja może i troszkę się krepuję, ale myślę
      że jak już wszystko się zacznie to nie będę w ogóle pamiętać o wstydzie, tylko
      cieszyć się że mąż jest przy mnie. Jeszcze jedno, ja mam zamiar poprosić o
      lewatywę, albo sama zrobię ją jeszcze w domu, tak dla własnego samopoczucia.
      Pozdrawiam
    • szwedka_kredka Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 17.01.05, 09:52
      a dla mnie ważniejszym wątkiem z tej wypowiedzi jest to, że MIMO zrobienia
      lewatywy i tak dochodzi do oodania stolca
      tak chyba było u mnie w trakcie parcia, choć nie jestem pewna, ale zauważyłam,
      że położna jakoś błyskawicznie zmieniła podkład
      to, co dotyczy porodu, trudno nazwać za brzydzące, mój mąż niczego nie
      zauważył, bo był przecież z drugiej strony
      a swoją drogą do koleżanek przekonanych, że mężowie są tak wyczuleni na "ich
      zapachy", czy naprawdę nigdy nie zdarzyło Wam się (żyjąc z kimś kilka lat), że
      mąż wszedł tuż po Was do toalety albo odwrotnie i zapachy nie zawsze są
      przyjemne wink? i toaleta nie lśniła czystością?
      albo - naprawdę przepraszam za dosłowność, ale wprowadzający post też nie był
      delikatny - puścić bąka?
      no i pozostaje jeszcze sprawa stosunków analnych
    • agalubian Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 17.01.05, 10:10
      Dziewczyny, zero zdziwień! Halina25 jest osobą, która nie po raz pierwszy
      wchodzi na forum o ciąży z tego rodzaju rewelacjami. Ostatnio przyznała się że
      jest położną. Nie ma tylko chyba dość odwagi cywilnej, aby przyznać się, z
      jakiego szpitala. Omijać szerokim łukiem! Jej twierdzenie z poprzedniego
      wątku, to że dzisiejsze baby są tępe, bo potrzebują szkół rodzenia, a kiedyś
      rodziły bez tego i nic. A rodziły, rodziły. Całą młodość się nasłuchałam jak
      to wyglądało. Być może Halina25 żałuje odchodzących czasów, kiedy rodzącą
      zamykało się w szpitalu na tydzień i poddawało obróbce jak rzeźnego prosiaka:
      golenie krocza, lewatywa, przypiąć do łóżka na leżąco na jakieś 10 godzin,
      naciąć krocze, i urodzi, urodzi! W międzyczasie można iść na pięterko
      świętować imieniny siostry Ziuty, a jak która drze się, to rzucić na
      pocieszenie: 9 miesięcy temu nie wrzeszczałaś, to i teraz nie wrzeszcz. Potem
      jest trochę zamieszania, bo rodząca zemdlała, dziecku tętno spada, to się
      lekarz kładzie w poprzek brzucha i wyciska gó..arza na świat. A że coś się
      tam matce wzdłuż i w poprzek porozdziera, to szczegół. Zeszyje się. No i co:
      przeżyła? Przeżyła. No więc o co tyle szumu?
      • halina25 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 17.01.05, 10:25
        Nigdy nie pisałam, że jestem położną.

        Odzywać się więcej nie będę, mimo że wiem, iż są dziewczyny , które są
        zadowolone z takich wątków.
        • true_blue Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 17.01.05, 11:07
          O rany, od razu przestac pisac. Wiadomo, ze sa dziewczyny, ktore sa calkowicie
          pogodzone z sytuacja w czasie porodu, a sa takie co nie (ja na przyklad) i juz.
          Pare osob zawsze zaatakuje, tym bardziej, ze watek otwierajacy byl
          kontrowersyjny. Ja tam sie ciesze, ze zostalo to jawnie powiedziane. O goleniu
          krocza tez mysle i w ogole o wszystkich tych "okropnosciach" podczas porodu.
          Zaczynam sie zastanawiac nad cesarka. Moze bede musiala przez oczy? O, mam
          pytanie: a podczas cesarki tez sie oddaje stolec?
          Pozdr.
        • dazzle Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 17.01.05, 11:31
          Halino 25 - no to się nie odzywaj. A jeśli już to nie w taki sposób - wulgarny,
          ordynarny, prostacki. Żadna z nas nie idzie z mężem na porodówkę, żeby się przy
          nim, jak to określiłaś "zes..ć". Idziemy tam razem, bo potrzebujemy wsparcia,
          bo się kochamy i chcemy w porodzie uczestniczyć razem. I te, które rodzić będą
          rodzinnie i te, które wolą, żeby mąż został na korytarzu mają to przemyślane i
          wiedzą co je czeka - a wiesz skąd - z tak wyśmiewanej przez Ciebie SZKOŁY
          RODZENIA. Nie wiem czego jesteś zwolenniczką, wiem tylko, ze wylewa się z
          Ciebie jad i złość. Może poszukaj forum, gdzie ktoś pomoże Ci nauczyć się
          akceptować inność bez agresji, jadu i złości. Bo - rozumiem - Ty absolutnie
          optujesz za porodami bez osoby towarzyszącej.
      • dazzle Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 17.01.05, 11:25
        Agalubian - Dokładnie tak postąpiono z moją Mamą. 30 lat temu. Bo już 23 lata
        temu miała znacznie bardziej cywilizowany poród. Dobrze, że się w ogóle na
        drugie dziecko zdecydowała...
    • justa0103 ja uwazam inaczej 17.01.05, 11:15
      nie rozumiem w ogole tego watku ale uwazam ze jesli komus przeszkadzaja procesy
      zachdzace w organizmie w czasie porodu to niech lepiej nie rodzi dzieci...
      jestem pewna ze ani polozna ani moj maz ani ja nawet nie bede reagowac na to co
      sie moze wydarzyc smiechem czy inna reakcja a jesli ktoras z was ma takiego
      meza ktory stwierdzi ze to bylo na przyklad obrzydliwe - to go zmiencie!!!
      porod to proces......... pamietajcie o tym przeszly to nasze mamy i miliony
      kobiet dlatego ja uwazam ze wszystko co sie wydarzy na porodowce jest calkiem
      normalne
    • yola13 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 17.01.05, 11:19
      Po prostu są i zdarzają się różne rzeczy podczas porodu naturalnego, o których
      sie nie mówi, i to jest jedna z tych rzeczy.
    • koza1968 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 17.01.05, 11:50
      Większej bzdury dawno nie czytałam.
      kózka
    • atlantis75 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 17.01.05, 13:16
      Halinko, rodziłaś już, czy tylko zamierzasz?
      Jeżeli rodziłaś to trzeba było tyle nie jeść przed porodem, bo to szczyty
      obsr... od stóp do głów położną! I jeszcze pytanko: zgodziłaś się, by w trakcie
      twojego porodu ktos zasuwał na ścierce? Bo tylko tak tłumaczę sobie obecność
      obsr... salowej. Zresztą obecny mąż tez może się zesr... ze szczęścia.
      ;P
      Jeżeli jednak nie rodziłaś, uff..., to spieszę ci wyjaśnić, że w czasie porodu
      nikt g...em nie strzela. Może się coś takiego zdarzyć, ale to praktycznie
      niezauważalne. Lecą krew i śluz, podkłady są często zmieniane... Rodziłam z
      mężem i nie myślałam o tym, czy zrobię kupę, tylko o tym, ze rodze dziecko.
      Tak, tak... może powinnam się skupić w tym momencie na myśleniu o gów..., ale
      myślałam o dziecku.
      • sprezyna23 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 17.01.05, 13:27
        To co piszecie jest obrzydliwe.
    • anika27 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 19.01.05, 12:50
      To co sie tu rozpetalo to jakies nieporozumienie. na co sie czeka przez 9
      miesiecy? podpowiem: na dziecko malutka istotke ktora zmieni cale zycie. Co tu
      ma do rzeczy oddawanie stolca- to jest tak samo naturalne jak fakt ze robisz to
      codziennie/ jesli masz dobra przemiane materii/ zeby oczyscic organizm i nie
      umrzec. Halino to ze Twoja kolezanka ma /miala meza jak by to ujac zeby jej nie
      urazic niedorozwoja emocjonalnego nie moze byc przyczyna by w ohydny sposob
      odwodzic kobiety od porodow rodzinnych. Kazda kobieta zna swojego meza na tyle
      zeby wiedziec czy on da sobie rade ze wszystkimi dobrymi i zlymi/bol, krzyki.../
      rzeczami jakie sie beda dzialy na porodowce. Ja sie boje ze moj moze nie
      wytrzymac mojej reakcji na bol bo jest bardzo wrazliwy/ moze zemdlec czy cos/ale
      on chce i juz.
    • elza78 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 19.01.05, 13:03
      to przeciez fizjologia, ja tak sobie to tlumacze, aczkolwiek, dla niektorych
      moze sie to wydac dramatem, ze cos takiego moze sie wydarzyc, bo czlowiek
      zawsze i wszedzie chce miec nad wszystkim kontrole, a najbardziej nad swoim
      cialem, co do meza, mysle ze jesli zdecydowal sie na porod rodzinny to jest w
      100% swiadomy tego co moze sie dziac i do czego moze dojsc w trakcie tegoz,
      przeciez zawsze moze sobie wyjsc jakby mu sie slabo zrobilo, poza tym nikt nie
      kaze mu siedziec ze wzrokiem wbitym z twoje krocze smile
      mysle ze bedzie wiecej problemow w trakcie niz to smile

      pozdrowka
      elka
      • anika27 Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 19.01.05, 21:59
        Dzieki za slowa otuchysmile Jutro idziemy zalatwic porod rodzinny i ciesze sie w
        glebi ze maz sie zdecydowal, byle wytrwalsmile
    • annia-m Re: Czy zdajecie sobie sprawę...? 19.01.05, 23:44
      Uważam, że poród w obecności męża to współczesna moda - a różne to teraz
      pomysły bywają. Gdy byłam pierwszy raz w ciąży (miałam 20 lat) zastanawiałam
      się nad tym czy chcę aby mój mąż przy mnie był w trakcie porodu. Namawiały mnie
      zachwycone takim pomysłem już-mamusie. Moje wątpliwości rozwiała pielęgniarka w
      szpitalu, która powiedziała, że po takich porodach to panie są zachwycone - to
      fakt, ale nikt nie mówi o tych wszystkich panach, którzy już po nie mogą się
      pozbierać i potrzebują pomocy. W trakcie porodu mój mąż cały czas był w
      szpitalu... cały czas wiedziałam, że jest niedaleko... ale rodziłam w obecności
      położnej i lekarza. Ja sama nie chciałabym widzieć czyjegoś porodu!!! Pięknie
      to dopiero jest jak kochaniutki dzidziuś leży mamie na piersiach... i właśnie
      wtedy poprosiłam, aby zawołali do sali męża. Teraz mam już prawie 30 lat i
      znowu spodziewamy się dzidziusia. Zamierzam postąpic dokładnie tak samo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka