Dodaj do ulubionych

Mój wątek był na forum ok. 300 sekund !!!!!!!

12.08.05, 14:28
Nawet ten [----] prezu bywa kilka razy dłużej.

A tylko cytowałem przeóbkę roty z 1945. To przecież historia literatury.

A jak dam Gałczyńskiego, Woroszylskiego, Jastruna, Polewkę, Szemplińską,
Brandysa, Andrzejwskiego, Tuwima, Barańczka, S.J. Leca, Brzechwę,
Miedzyrzeckiego, Lewina, Ważyka, Zagajewskiego, Jurandota, Różewicza,
Pasternaka, Słuckiego, Wirpszę, Drawicza, Wygodzkiego, Hertza, Minkiewicza,
Szymborską, Kubiaka, Prutkowskiego, Bocheńskiego, Dobrowolskiego, Urgacza,
Ficowskiego,Stryjkowskiego, to będzie OK.
Obserwuj wątek
    • giwi Re: Mój wątek był na forum ok. 300 sekund !!!!!!! 12.08.05, 14:38
      Ok, dawaj, tylko wybierz coś niepowtarzalnego :-). To akurat jest już w wielu miejscach.

      • ratatatam mozna prosic o odpowiedz dlaczego usuwane sa posty 12.08.05, 20:35
        nt Heleny Łuczywo?
      • homosovieticus Re: Mój wątek był na forum ok. 300 sekund !!!!!!! 12.08.05, 20:42
        giwi napisała:

        > Ok, dawaj, tylko wybierz coś niepowtarzalnego :-).

        bardzo proszę:

        IM Bocheński:

        KOBIETA.

        Wokół kobiet powstały dwa zabobony. Jeden z nich polega na tym, że uważa się ją
        za człowieka niższego rodzaju, czasem nawet (tak podobno w Koranie) za istotę
        pozbawioną duszy*. Drugi zabobon, przeciwny pierwszemu, uważa kobietę po prostu
        za mężczyznę i chciałby ją jak najbardziej do niego upodobnić. Pierwszy z tych
        zabobonów jest tak dalece sprzeczny z całym naszym doświadczeniem, że nie warto
        z nim nawet dyskutować. Kobieta jest całkiem oczywiście w pełni człowiekiem,
        obdarzonym w zasadzie tymi samymi władzami i możliwościami co mężczyzna. Co
        więcej, wydaje się, że natura ludzka osiąga swój szczyt właśnie w kobiecie, a
        mianowicie w tzw. matronie, tj. w kobiecie po klimakterium. Wówczas dzieje się
        coś, co wygląda na chęć wynagrodzenia kobiety za wszystko, co uczyniła dla
        gatunku w młodości: matrona jest rodzajem nadmężczyzny. Trzeba zupełnie nie
        znać historii i być ślepym na to, co się wokół nas dzieje, aby móc temu
        zaprzeczyć. Jedynym problemem, jaki się tu nasuwa, jest, jak było możliwe, by
        ludzie rozsądni przeczyli w ciągu długich wieków tej oczywistości i odmawiali
        kobiecie pełni człowieczeństwa.

        Drugi zabobon, to sprowadzanie kobiety do mężczyzny. Kobieta jest człowiekiem,
        ale nie jest mężczyzną - stanowi “drugą stronę" człowieczeństwa. Jej rola w
        życiu jest inna niż rola mężczyzny. Stąd domaganie się, by kobieta pełniła w
        społeczeństwie te same funkcje co mężczyzna jest zabobonem. Wypada stwierdzić,
        że kobieta jest / natury (wystarczy zwrócić uwagę na budowę jej ciała)
        przyporządkowana do dzieci, które są jej pierwszym i podstawowym powołaniem.
        Mniemanie, że młoda kobieta powinna się zajmować sprawami, które z natury
        rzeczy leżą poza jej głównym zadaniem, jest więc zabobonem. Społeczeństwa,
        które zmuszają kobiety np. do stałej pracy /arobkowej poza domem są
        prawdopodobnie skazane na zagładę. Ale sytuacja matrony jest zupełnie odmienna.
        Wydaje się, że jasne odróżnienie zadań młodej i starszej kobiety jest warunkiem
        przezwyciężenia tych zabobonów.

        • homosovieticus poprzedni mój post dedykuję Giwi 12.08.05, 20:56
    • kropka Re: Mój wątek był na forum ok. 300 sekund !!!!!!! 12.08.05, 14:47
      zależy od przeróbki. Jak się autor oryginału w grobie ma przewracać, to lepiej
      nie cytować :))
      • plopli Re: Mój wątek był na forum ok. 300 sekund !!!!!!! 12.08.05, 16:07
        Widzę, że pomoc ze Świata nadchodzi. ;-)
        • nielubiegazety2 Re: Mój wątek był na forum ok. 300 sekund !!!!!!! 12.08.05, 20:31
          Ze świata ?????
          Chyba nie z TAMTEGO ???????????

          A może dla Drogiej Opiekunki PLOPLI z turnusu drugiego jakiś utwór.

          ------------------------
          Postępowca nikt nie potrafi uzdrowić. Nawet powtarzająca się panika, w jaką
          wprawia go postęp.
          Mikołaj Gomez Davilla
    • bladatwarz Czy moge prosic o te przerobke. 12.08.05, 15:08
      NIe znam jej.
      A to, ze jest w wielu miejscach to nie jest argument.
      Tu wszystkie wpisy na forum sa powtarzalne.
      • nielubiegazety2 Re: Czy moge prosic o te przerobke. 12.08.05, 20:28
        Jasne.
        Poszło.

        Przepraszam za opóźnienie. Musiałem wziąć się do pracy.
        Nie chcę pracować jako wolontariusz. :))))))))))

        Najśnieszniejsze, że google wyrzuciło tylko dwa linki, w tym jeden gazetowy
        (archiwum).
        ROTFL



    • bladatwarz Doczekam sie? 12.08.05, 15:52

    • nielubiegazety2 Droga Giwi dla Ciebie Wszystko 12.08.05, 20:20
      Przyznajcie się drogie opiekunki.
      Poszło nie tyle o przeróbkę, ale o temat: "Tatusiowa Rota", jeśli dobrze
      pamiętam.
      Jeśli znacie, nie wycinajcie.

      Na początek na wesoło, a na dodatek mam z głowy trzech pisarzy.

      Fragment Szopki satyrycznej 1953 r. - pióra Juliana Brzechwy, Antoniego
      Marianowicza i Jana Minkiewicza)

      EMIGRANT
      śpiewa na melodię
      "Zdarzyło się raz Jadwidze"

      Jest naród polski rad, widzę,
      że poszły Becki i Rydze,
      i po mnie też nikt nie płacze -
      wszyscy się śmieją tam raczej.

      A mnie ze złości łzy płyną z ócz,
      kiedy mych włości wspominam klucz.
      Oj, oj, ojczyzno niedobra, oddaj, ach,
      oddaj me dobra.

      Kłaniano mi się wpierw nisko,
      bijałem chamów po pysku,
      lecz się zgadzałem uprzejmie
      siedzieć z ramienia ich w sejmie.

      Za tę uprzejmość, za tyle trosk
      spotyka mnie teraz taki los!
      Z ziemi, na której wyrosłem,
      mój fornal dzisiaj jest posłem.

      Gdy naszej zabraknie tam sfery,
      ach, jakież będą maniery?
      Robotnik, chłop, zetempowiec,
      a gdzie elita, gdzie, powiedz?

      Po emigracjach dziś tułam się,
      żem z panów pan, więc tytułam się.
      Oj, oj, ojczyzno niedobra,
      ach, kiedyż ujrzę me dobra?

      mówi do Hitlerowca

      Pan w czasie wojny często bywał w moich włościach,
      miewałem dawniej w panu najmilszego gościa.
      Ja u pana, pan u mnie, te sprawy mam za nic.

      Hitlerowiec
      Lecz się jednak dogadać trzeba w sprawie granic.

      Emigrant
      Po co się dogadywać? Nikt nie będzie łez lał,
      gdy Szczecin nazwiesz Stettin, a Wrocław znów Breslau.
      Zaraz, zaraz... Pan bodaj przeżył okupację
      jako okupant w Łodzi, to jest w Litzmannstacie?

      Hitlerowiec
      Tak jest. I pięknych wspomnień tkwią w mym sercu drzazgi.

      Emigrant
      Więc Łódź wasza! Nie mówmy o tym, to drobiazgi.
      (...)
      Emigrant
      Widzi pan, już granice uzgodnione ślicznie...

      Hitlerowiec
      Widzę. Pan mnie doprawdy kocha bezgranicznie!


      Wisława Szymborska

      ROBOTNIK NASZ MÓWI O IMPERIALISTACH

      Nienawidzą naszego węgla.
      Nienawidzą naszych cegieł i przędzy.
      Nienawidzą tego, co już jest.
      Nienawidzą wszystkiego, co będzie.

      Naszych okien i kwiatów w oknach.
      Naszych lasów i ciszy leśnej.
      Nawet wiosny, bo to nasza wiosna.
      Nawet szkoły z wesołymi dziećmi.

      Rozpruli atom jak pancerną kasę,
      lecz nic prócz strachu nie znaleźli w kasie.
      O, gdyby mogli, gdyby mogli tym strachem
      uderzyć w domy i fabryki nasze.

      W nasze okna i kwiaty w oknach.
      W nasze lasy i ciszę leśną.
      Nawet w wiosnę, bo to nasza wiosna.
      Nawet w szkoły z wesołymi dziećmi.

      O, gdyby mogli - gdyby mogli... Wiemy.

      Więc oczy mamy przenikliwe.
      Więc serca mamy niełamliwe.
      Więc czoła mamy nieustraszone.
      Więc ręce mamy niezwyciężone.


      Jan Brzechwa.
      GŁOS AMERYKI

      Fala czterdzieści cztery,
      Dwudziesta pierwsza trzydzieści.
      Słyszycie Głos Ameryki!
      Dobre lub złe, ale prawdziwe wieści!

      Ameryka! Ta ziemia szczęśliwa i wolna,
      Ojczyzna Waszyngtona, kolebka Lincolna,
      Zmieniona w kraj biznesu, kryzysu i reklam,
      Wprowadziła zasadę: chwal się, ale nie kłam!
      Chwal się gumą do żucia, chwal się Coca-Colą -
      Niektórzy Coca-Colę od wolności wolą,
      Niektórych wolność cieszy, a niektórych złości:
      Fast przez kraty spogląda na Posąg Wolności.
      Trudno. Truman i trumna - dwa podobne słowa,
      Zmieści się między nimi bomba atomowa.
      Za żelazną kurtyną nikt o niczym nie wie,
      A tu wie nawet Murzyn wiszący na drzewie
      I każdy bezrobotny, i największy tuman:
      Dobrobyt, prawda, wolność - to Marshall i Truman.
      O, key! Dziś za dolara można kupić szpiega.
      O, Queuille! Któż dolarowi chętnie nie ulega?
      W Departamencie Stanu nikt nie pragnie wojny.
      Acheson, jak wiadomo, człowiek bogobojny,
      Bogobojni Yankesi nie tracą nadziei,
      Że będą Coca-Colą handlować w Korei,
      Że z czasem znowu chiński opanują rynek,
      Bo rząd amerykański dba o szczęście Chinek,
      Dba także o Formozę Departament Stanu,
      Murzynów zaś poleca panom z Ku-Klux-Klanu.
      Murzyn wisi, Fast siedzi, Truman jeździ autem.
      Roosevelt mądry, że umarł. Dostałby za Jałtę!

      Fala czterdzieści cztery,
      Dwudziesta pierwsza trzydzieści.
      Słyszycie Głos Ameryki!
      Dobre lub złe, ale prawdziwe wieści!

      Leżą imperialiści na pokładach yachtów,
      Chcą agresji, chcą wojny, zyskownych konszachtów,
      A tu Apel Sztokholmski: stek złośliwych szykan!
      Kwakrzy i metodyści liczą na Watykan,
      Watykan cud uczyni i Hitlera wskrzesi,
      Wiedział Hitler, co warci Polacy i Czesi,
      Wiedział, jak trzeba walczyć z czerwoną zakałą.
      Truman jest za łagodny. Tito - to za mało.
      Gdyby Hitler zmartwychwstał, na rękę by szedł nam,
      Już by imperialistów przestał drażnić Vietnam,
      I ten Apel Sztokholmski, i Chiny Ludowe.
      Bodajby komuniści mieli jedną głowę,
      Jak to marzył przed laty cezar Kaligula:
      Na jedną głowę jedna starczyłaby kula,
      A czerwone sztandary poszłyby na ścierki!
      Tu mówi Nowy Jork! Słyszycie głos Ameryki!
      Głos tej Ameryki, co świat dolarem mierzy,
      Ameryki giełdziarzy, łgarzy i szalbierzy,
      Ameryki bezprawia, chamstwa i ucisku,
      Ameryki gangsterów żądnych krwi i zysku,
      Ameryki grożącej pałaszem Goliata,
      Ameryki zbrodniczych podpalaczy świata,
      Którzy głoszą, że wojna ludzkość uszlachetni.

      My - walczymy o pokój. Plan nasz - sześcioletni.


      Julian Kornhauser
      MOJA ŻONA ŚPI, ILJICZU

      Paryż, 1904 rok, Łunaczarski wita Lenina na dworcu,
      malarz Aronson wykonuje portret Sokratesa, szelest
      ogłupiałych poetów, panie z towarzystwa okazują się
      agentkami obcego mocarstwa, o co walczył Lef, Mierkułow
      rzeźbi gipsowe popiersie, żydowskie kawały podczas
      gry w szachy, Bóg z głową konia wyciera tłuste palce
      w fartuch, kwadratowe okienka partii, tu leży cieśla,
      towarzyszu, a tam dalej jakiś Serb, dębowy zegar z epoki
      fin de sieclu, w tym pomieszczeniu kilka rzek jeszcze
      bez nazw, może być Leta, ziemia dla chłopów, dla wszystkich
      Kruczonych walczy o żargonowe wyrażenia w rodzaju: bić
      w mordę, aby lepiej wyrazić rewolucję, nie je, ściska
      dłoń, nie ma czasu jak to, świeże mogiły robotników,
      Vallotton pisze cyrylicą na krzyżu: dureń jest ozdobą
      życia, a w nawiasie Górki, poemat "Lenin" jest ukończony
      i Majakowski dzwoni do huty szkła z zapytaniem o termin
      wieczoru autorskiego: niestety Włodzimierzu Włodzimierzowiczu
      - odpowiadają - na razie robimy rewolucję, w Paryżu
      jest marzec i ciepło, Lenin wychodzi z domu na palcach,
      aby nie zbudzić żony przyszłego ministra oświaty.


      Między nami poetami


      Antoni Słonimski po ucieczce Miłosza.
      Trybuna Ludu z dnia 4 listopada 1951 r.
      "ODPRAWA" wyimki:

      "Słowo twoje, jeśli tu dociera, przyjaźnie brzmi w szynkach szmuglerskich, w
      knajpach aferzystów, sprzymierza się z chuligaństwem, usprawiedliwia nierobów i
      awanturników, czekających na nową wojnę światową (...), rozgrzesza
      skrytobójców". "Cieszy cię każde zło, bo to twój żer, bo płatny jesteś, aby je
      odszukiwać i rozgłaszać".
      "Wrogiem jesteś naszej teraźniejszości, ale co cię przeraża najwięcej, to nasza
      przyszłość. Wiesz, że wykonanie sześcioletniego planu uczyni z Polski wielki i
      silny kraj socjalistyczny". "Nie chcesz, aby powstały na tej ziemi setki nowych
      uniwersytetów i laboratoriów" (...). "Czego chcesz?... Bądźmy szczerzy. Chcesz
      jednej tylko rzeczy. Chcesz wojny. Na trupach nowych milionów dzieci, kobiet i
      mężczyzn opierasz swoje nadzieje. (...) Sprzymierzeńcami twoimi są przywrócone
      do życia upiory hitlerowskie.


      Leon Pasternak
      FARBOWANY LISEK

      Wymknął się za kordon farbowany lisek,
      pociągnąwszy wpierw nieźle z państwowego cycka,
      taszcząc wytwornych asortyment walizek,
      bo go wabi kultura - super-atlantycka.

      Poczujesz ty kulturę - u stupajów z eMPi -
      w łapach, w których utkwiła upragniona wiza!
      Skomlącemu o azyl, wywiadowcy tępi
      nogi na stół wywalą, każąc but swój lizać!

      Byle jakich zdrajców nie kupują już zaraz,
      nie każdemu sądzone wyróść na... Krawczenkę!
      Kiedy zaś haniebny skończy się ambaras,
      dadzą ci Atlantyk - że ci rura zmięknie.

      Dadzą ci tę wolność, aż tak wytęsknioną!
      Wolność ścierki przy kuble, kundla na łańcuc
    • nielubiegazety2 Droga Giwi dla Ciebie Wszystko. Cz. II 12.08.05, 21:20
      Flekowania Miłosza ciąg dalszy.

      Leon Pasternak
      FARBOWANY LISEK

      Wymknął się za kordon farbowany lisek,
      pociągnąwszy wpierw nieźle z państwowego cycka,
      taszcząc wytwornych asortyment walizek,
      bo go wabi kultura - super-atlantycka.

      Poczujesz ty kulturę - u stupajów z eMPi -
      w łapach, w których utkwiła upragniona wiza!
      Skomlącemu o azyl, wywiadowcy tępi
      nogi na stół wywalą, każąc but swój lizać!

      Byle jakich zdrajców nie kupują już zaraz,
      nie każdemu sądzone wyróść na... Krawczenkę!
      Kiedy zaś haniebny skończy się ambaras,
      dadzą ci Atlantyk - że ci rura zmięknie.

      Dadzą ci tę wolność, aż tak wytęsknioną!
      Wolność ścierki przy kuble, kundla na łańcuchu.
      Dalej! Rozdrapywać zapocone łono!
      Nuże pisać paszkwile w atlantyckim duchu!

      Śmierdzi ci ojczyzna robotniczo-chłopska?
      Co duszyczkę ciasną (ale własną!) tłamsi?
      Będziesz miał dolarową, w drobny mak-arturowską,
      dezerterze idej, sumień defraudancie.

      A my, cóż - przeżyjemy. Doczekamy jeszcze...
      Tylko mamy po tobie obrzydliwą zgagę.
      Zgadza się rachunek - farbowany wieszczu:
      wczoraj folksdojcz, dziś zdrajca,
      a jutro już - agent.


      Konstanty Ildefons Gałczyński
      POEMAT DLA ZDRAJCY

      Tu gdzie szarą wiklinę iskrami
      stroi słońce, zaś wiatr ptakami;
      tu gdzie Wisła jak synogarlica
      grucha falą płynąc do księżyca;

      tu gdzie z dębu jemioła migotliwa
      silnie złoci się, gdy dnia przybywa,
      tu mój dom, w nim kos mój gwiżdże, drze
      jakby nadal był w wesołym lesie;
      tu mój czas jak syren włos schwytany,
      tu te lampy razem z instrumentami,
      tu łzy moje i architektura,
      cień od łez i promień z mrocznej szpary;
      tutaj wszystkie moje gałęzie i konary,
      pośród których odpoczywam jak chmura.

      A ty jesteś dezerter.
      A ty jesteś zdrajca.

      Okiem zdrajcy patrzysz na Rawennę,
      na mozaik kamyczki promienne,
      potem piórem, ręką dezertera
      chciałbyś myślom swym kształt nadać trwj
      ale oto litery powstały
      i splunęły ci w pysk. Wierszyk umiera.

      A tyś myślał, że ci będzie lepiej,
      a tyś myślał, że lutnia to sklepik,
      z którym można koczować przez bruki -
      byle tylko chleb i piżama -
      tak, mój panie, nowojorski kramarz
      rozumuje na temat sztuki.

      Uch, przebolałem ja tę sprawę,
      jakby mnie batem bili,
      klnę się na matkę i Warszawę,
      że to mnie jeszcze boli;

      a ja sądziłem: minie, przejdzie,
      że jakoś ból wypielę -
      a ty mi ciągle z dna pamięci
      wypływasz jak topielec -

      topielca wiatr i strach przegania,
      topielec spływa w nocy
      z martwą maszyną do pisania,
      zdziwiony, że nie tworzy.

      Nie tak, bratku, zrobił Kochanowski:
      on też jeździł, ale tutaj trwał -
      i wyciągnął swoje gałęzie
      aż po flagę czerwoną dni naszych -
      i pozłocił swe liściaste zgłoski
      wielkim światłem Południa i Wschodu;
      nie zamienił Polski na walizkę -
      i dlatego świeci tak jak laur,
      tak jak Morze Śródziemne, wstążka
      modra w złotych włosach kontynentu.

      Lasy moje olsztyńskie,
      jeziora mazurskie,
      sianokosy i śniegi, co je dzik zakrwawią,
      dziękuję wam za wszystko i pięknie pozdrawiam.

      Od Węgorzewa po Wiartel,
      od Ełku do Ostródy
      witam sikorki w brzasku, na sosnach dzięcioły
      i w lutym, choć mróz trzaska, kwitnące jemioły.
      Pokłon wam biję, chmurki,
      i wam, chyże pagórki,
      żeście mi ułożyły rękę do pisania
      i strunę odnalazłem, co srebrnie podzwania.
      Bo to jest właśnie ona,
      to jest ta srebrna struna,
      podług niej zdania stroję, by gwarzyły razem,
      by z robotnikiem zrosły się i z krajobrazem.

      A ty jesteś dezerter.
      A ty jesteś zdrajca,
      mrok -
      pleśń -
      strach -
      Architektur świetliste drżenia
      jak w myśl i światło rozrosła złota gałązka,
      róże z Pestum - które znam tylko ze słyszenia
      (opowiadała mi o nich Anna Żeromska);
      i ten gwarny blask oklep na chmurze,
      i ten laur, co go zefir rusza -
      i Rawenna, i znowu róże
      (takie same jak za Owidiusza);
      i fontanny rzymskie, i ich woda.
      Palermo i Taormina:
      cały ten kram chętnie oddam
      za jeden liść polskiego dzikiego wina.

      Trzeba tylko schylić się, liść podjąć,
      ziemię i horyzont, razem! w górę!
      aż ten ostry żwir stęknie melodią,
      w dali wiatr zaćwierka mazurkiem,
      aż pieśń buchnie ze zbóż i maszyny,
      aż tu błysną one Taorminy
      jakby dęby złote, gadające
      ciągle jedno słowo: słońce! słońce!
      aż się w tobie spotkają na wieki:
      twoja pieśń i robotnik, jak dwie rzel

      Oto nasza
      myśl szopenowska -
      oto nasza
      warta stalinowska.
      Truman światła
      nie zgasi nam;
      warta!
      warta!
      warta
      dniem i nocą:
      u Notre-Dame
      i u koncertów Bacha.
      Jak pancernik płynę.
      Pójdę! Dojdę!
      Ze mną Schiller
      z odą "An die Freude".

      Szerzej okna!
      Świat otwieraj! Wierszu mój, ognia!
      W pysk dezertera!

      Flagę do góry!
      Pracę! Pieśni!
      W słońce, o którym
      Michelangelo nie śnił.

      Dla waszych dzieci,
      dla naszej ziemi,
      ludzie prości,
      skarbów strzeżemy.
      Czas roziskrzymy.
      Pięść zaciśniemy. Strzeżemy.
      I ustrzeżemy.


      Na koniec Miłoszowi dołożył nasz przywiązany do Polski patriota
      Arnolda Słucki
      DEZERTER

      Podejmowaliśmy go życzliwie,
      choć ufać było trudno oczom,
      w których czaiła się zdrada,
      pieśni zatrutej źródło.

      Był tu, o łagodnej twarzy dziecka,
      lecz od nienawiści mowa mu rzedła
      nie smakował mu polski chleb
      i nasza pieśń powszednia.

      I Wisła była mu obca,
      syrena z twarzą robotnicy,
      młotów łomot i kielni
      błyskawica.

      I hejnał, który budzi miasta
      nowe za fosami wieków,
      prostująca się w trudzie
      duma i godność człowieka.

      I naszej młodzieży śmiech
      zaraźliwy, jak elektryczność,
      pieśń, która cegły nosi, radość,
      która każe bić się -

      o ziemi nowe oblicze,
      o budowy słoneczny rozmach,
      o pokój dla budujących,
      o śpiew na liniach i krosnach.

      Zimnym wystygłym wierszem cóż
      począć?... chyba skórę mrozić muzie
      niewczesnych wspomnień -
      kiedy w hutach i sztolniach historii
      bucha żywy płomień!

      Jest w ojczyźnie praca i chleb,
      żelazo w dłoniach nam chrzęści
      i pieśń dotrzymuje nam kroku
      w "marszu po szczęście".

      Dłoń nasza do młota nawykła
      pióro utrzyma łagodne,
      naszą przyjaźń tkliwą,
      i myśl, jak pozdrowienie pogodne.

      Lecz marnieć od naszej wzgardy
      tym, którzy pióro i łom
      rzucili, z wrogiem w zmowie,
      aby podpalić nasz dom!

      Wszystkie zamieszczone dzieła przytaczam za drugim tomem ksiązki Bohdana
      Urbankowskiego "Czerwona Msza czyli uśmiech Stalina", wyd. Alfa, Warszawa 1998
      • bladatwarz No i poszlo. Nie w czasie najwiekszej ogladalnosci 12.08.05, 21:35
        Puscili Cie, bo liczba forumowiczow po piatku spada na leb na szyje.
        Mniej osob przeczyta, mniejsza szkodliwosc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka