'Widownia w mroku'
Cały czas się zastanawiam, czy kryminał z skopanym totalnie finałem wart jest
polecenia, ale chyba jednak tak

więc pozwolę sobie polecić.
Czyta się to bardzo dobrze, głownie ze względu na dyskretnie złośliwy, czysto
brytolski humor, widoczny szczególnie w dialogach. Formalnie jest tekstem w
tradycji mocno holmesowskiej, czyli zbudowany na zasadzie wielki detektyw i
jego milczący przydupas (jak ktos kiedyś ładnie to okreslił), ale dość mocno
tę tradycję remixuje, bawi sie nią i wywraca na nice - choćby tym, ze obaj
panowie już na starcie maja ponad 80 lat, a jeden z nich nawet po prostu
niezyje. Tekst leci dwuwątkowo - jedno sledztwo, opowiadające o poczatkach
Wydziału Przestępstw Osobliwych toczy się w latach wojny, podczas niemieckich
nalotów na Londyn, drugie zaś, całkiem współcześnie w roku 2003. Rzecz cała
dotyczy tajemniczych zbrodni w jedynym czynnym podczas wojennych zmagań
londyńskim teatrze, w które zdają się być zamieszani greccy bogowie, postacie
z operetek, magowie, jasnowidze i cała grupa ezoterycznego tałatajstwa, co
pozwala autorowi nieźle poszaleć w temacie fałszywych tropów, zmyłek i
dziwnych kulminacji. Niestety, po 300 stronach lektury nastepuje kompletnie
zmasakrowany finał, nie trzymający się jakiegokolwiek sensu i bardzo słabo
wynikający z ukrytych w tekście przesłanek.
Ale w sumie polecam z dośc czystym sercem, bo te 300 stron czyta się całkiem
nieźle. W druku ponoć tomy następne.
A i jeszcze jedna fajna rzecz - ksiązkę zamykają tajemnicze notatki, będące
niczym innym, jak skrótowym szkicem najważniejszych zdarzeń i postaci w
tekście. Praktycznie gotowy przepis na to, jak zasiąść do pisania własnych
zbrodniczych opowieści.
P