formaprzetrwalnikowa
16.05.06, 09:52
mecze te ksiazke od trzech tygodni, ale dzis podjelam decyzje, ze nie
skoncze. jestem gdzies w 2/3. wynudzilam sie okrponie: irytujacy bohater,
cienka akcja, co chwile przerywana wydarzeniami, ktorych zwiazku z nurtem
podstawowym mimo wysilku nie widze, grubymi nicmi szyta 'paralela' miedzy
zagubionym dzieckiem dorastajacym w czasie a przyjacielem - w sposob
maloprawdopodobny - cofajacym sie w rozwoju.
I to ma byc McEwan? ten sam, ktory napisal zapierajaca dech Sobote i
Atomnent, w ktorym wazne jest kazde zdanie?
ktos ma inne spostrzezenia?