Dodaj do ulubionych

Ola jest zdrowa, silna i wesoła a wg Lecha powinna

15.05.03, 09:53
Ola jest zdrowa, silna i wesoła a wg Lecha powinna być anemikiem albo już
nie żyć!
Olivia, nr 10, październik 1999


Agnieszka Drożdżyńska

Ola nie zna smaku mięsa


- Kiedy pierwszy raz usłyszałam o małej Oli, która jest wegetarianką, nie
bardzo mogłam w to uwierzyć. Jak to, dziecko nigdy w życiu nie jadło mięsa?
w ogóle nie zna jego smaku? Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, gdy usłyszałam,
że Ola nie jada też ryb ani jaj. Czy takie dziecko może się prawidłowo
rozwijać? Postanowiłam porozmawiać z rodzicami Oli.

Jesteśmy rodziną wegetariańską
Mała Ola mieszka wraz z rodzicami na jednym z warszawskich osiedli. Zanim
zastukałam do drzwi ich mieszkania, próbowałam sobie wyobrazić tę
dziewczynkę. Na pewno jest bardzo chuda, blada i chorowita myślałam. Już po
kilku chwilach okazało się, jak bardzo się myliłam. Ola, śliczna
blondyneczka z długimi warkoczykami, patrzyła na mnie ciekawie, a w jej
oczach błyskaty figlarne chochliki. - Wszystko ją interesuje, wszędzie jej
pełno - powiedziała Beata (26), patrząc czule na córkę. - Żywe srebro.
Siadamy przy stole. Obserwuję całą trójkę. Są pogodni i życzliwi. Widać, że
są sobie bardzo bliscy. Od razu mówię, że mam wiele pytań, wątpliwości, że
nie rozumiem, dlaczego pięcioletnie dziecko nie je mięsa.

- Rzeczywiście, Ola nie zna jego smaku, ale wcale nie cierpi z tego powodu -
mówi Robert (28). - Ona nie je mięsa dlatego, że my, jej rodzice, jesteśmy
wegetarianami. Po prostu wybraliśmy taki styl życia. To chyba normalne, że
każde dziecko, póki jest z rodzicami, żyje tak jak oni i je to samo. - Nie
robimy naszej córce krzywdy - dodaje Beata. - Ola rozwija się tak jak jej
rówieśnicy. Nie choruje, bardzo rzadko się przeziębia. Wszystkie badania
kontrolne i bilanse dziecka wypadają znakomicie.

A co Ola je w przedszkolu? Przecież tam nie podaje się potraw
wegetariańskich? - Nie mieliśmy z tym problemu - mówi Robert. - Po prostu
znaleźliśmy takie przedszkole, do którego dzieci chodzą z własnym,
przygotowanym przez rodziców, jedzeniem. Przypuszczaliśmy, że może Ola
zechce skosztować tego, co przyniosły ze sobą inne dzieci... Ale ona
konsekwentnie twierdzi, że nie będzie jadła zwierząt, bo je kocha i koniec.

W czasie ciąży też nie jadłam mięsa
- Kiedy zaszłam w ciążę, byłam wegetarianką od ośmiu lat. Robert od trzech.
Gdy otwarcie mówiłam lekarzom, że nie zamierzam jeść mięsa ani teraz, ani
gdy będę karmiła dziecko piersią, odmawiali prowadzcnia mojej ciąży. Kiedy
trafiłam do trzeciego z kolei lekarza, nie powiedziałam mu, że jestem
wegetarianką. Doszłam do wniosku, że lepiej to przemilczeć. Tym bardziej że
wszystkie wyniki badań były w normie, a ja czułam się doskonale. Czy nie
miałam żadnych wątpliwości? Ależ tak. Jak każda przyszła matka, bałam się o
swoje dziecko. Przeczytałam mnóstwo mądrych książek, ale nie znalazłam w
nich niczego niepokojącego na temat ciąż wegetarianek. W niektórych
publikacjach wręcz zakazywano włączania mięsa do diety kobiety ciężarnej,
która od lat jest jaroszką. Szukałam też kontaktu z innymi wegetariankami
spodziewającymi się dziecka. Znałam ich wiele.

- Moja ciąża przebiegała prawidłowo. Tak mówił lekarz, a mój organizm nie
dawał żadnych niepokojących znaków. Bardzo dbałam o dietę. Było w niej dużo
żelaza, witamin i mikroelementów. Wiem, że miałam rację, niczego nie
zmieniając w moim życiu. Ola urodziła się w terminie, zdrowa. W czasie
porodu też nie było żadnych komplikacji. Gdy po raz pierwszy przytulałam
moją maleńką córeczkę, już wtedy było dla mnie oczywiste, że ona, tak jak
my, będzie wegetarianką. Tego samego zdania był Robert.

- Znałem wiele publikacji chwalących wegetarianizm - mówi Robert. -
Słyszałem o badaniach amerykańskich lekarzy, którzy udowodnili, że dzieci,
które nie jedzą mięsa, są umysłowo sprawniejsze niż ich rówieśnicy. Ale i
tak nie pozwoliłbym, aby moje dziecko robiło coś, czego nie sprawdziłem na
własnej skórze. Skoro jednak sam od 8 lat nie jem mięsa, wykonuję pracę
fizyczną, a czuję się dobrze i jestem zdrowy, to znaczy, że taka dieta nie
może zaszkodzić mojej córce.

- Zastanawialiśmy się, jak nasze rodziny przyjmą tę decyzję opowiada Beata. -
Z moją nie było żadnego problemu, bo niemal wszyscy są wegetarianami:
siostra, cioteczne rodzeństwo, no i mama, która jest bardzo dumna, że od 5
lat nie je mięsa.

- Z moimi rodzicami było dużo trudnicj - mówi Robert. - Oni odżywiają się
tak jak wszyscy, więc musieliśmy ich przekonać, że nie robimy dziecku
krzywdy. A dziadkom niełatwo było zrozumieć, że naszej córce niepotrzebna
jest cielęcina, szynka i rosół z kurczaka. To było dla nich nie do pojęcia -
jak to, małe dziecko dostaje tylko warzywa i owoce? Dopiero kiedy zobaczyli,
że Ola rozwija się prawidłowo, chyba uwierzyli w słuszność naszego
postępowania. Na szczęście nigdy nie próbowali podkarmiać małej za naszymi
plecami, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni. Wytłumaczyli-śmy im, że kanapka
z szynką lub zupa na wywarze mięsnym mogły-by spowodować u naszego dziecka
co najmnicj ból brzucha, bo Ola nie jest do tego przyzwyczajona. Teraz już
nie mamy takich problemów - nasza córka sama zaczyna decydować, co chce, a
czego nie. I doskonale wie dlaczego.

Nie wolno zabijać zwierząt
- Kiedy robimy razem zakupy, Ola widzi w sklepie lady z mięsem i wędlinami -
mówi Beata. - Nie nęcą jej wcale te zapachy, przechodzi obok i mówi, że
biedne zwierzątka musiały zginąć, by ktoś mógł je zjeść. Takie głośne
komentarze płynące z ust dziecka robią wrażenie. Często ludzie
odpowiadają: "Tak, dziewczynko, właściwie masz rację".

- Od początku tłumaczyliśmy Oli, że mięso było kiedyś żywym zwierzęciem -
dodaje Robert. - Staraliśmy się nauczyć ją szacunku do każdej żywej istoty.
Widzimy, że ona naprawdę doskonale to rozumie.

- Ola ma swojego żółwia i królika, które bardzo kocha. Opowiadała o nich w
przedszkolu i tłumaczyła dzieciom, że jedząc mięso, zjadają takie same
zwierzątka, które kochają - mówi Beata.

- Kiedyś wybraliśmy się do te-atru dla dzieci - opowiada Robert. - Na scenie
barwna postać zachwalała Krainę Szczęścia: rzeki mlekiem i miodem płynące,
gdzie wszyscy ludzie żyją szczęśliwie, nikomu nie brakuje chleba i mięsa. Na
te słowa Ola wykrzyknęła oburzona: "Przecież mięsa się nie je, nie wolno
zabijać zwierząt!". Po spektaklu wytłumaczyliśmy jej, że taka kraina
szczęśliwości byłaby wtedy, gdyby ludzie i zwierzęta żyli w zgodzie i nikt
nikogo nie zjadał.

Jeśli nie mięso, to co w zamian?
- Na początku nie umieliśmy przyrządzać wegetariańskich potraw - opowiada
Rohert. - Przez pewien czas odżywialiśmy się więc głównie kanapkami z żół-
tym serem, ale byliśmy pewni, że mięsa nie chcemy. - Dla mnie ono nawet
brzydko pachnie, wręcz wywołuje mdłości - mówi Beata. - Niektórzy ogromnie
lubią aromat duszonego gulaszu czy smażonego kotleta. A mnie ten zapach po
prostu odrzuca.

- Teraz Beata jest mistrzynią kuchni wegetariańskiej - chwali Beatę Robert. -
Z owoców i warzyw potrafi wyczarować cuda. Wielu ludzi sądzi, że zmuszamy
się do wyrzeczeń, bo takie jedzenie jest niesmaczne. Jak udowodnić, że tak
nie jest? Najlepiej po prostu spróbować. - W mojej kuchni zawsze jest
kolorowo, bo podstawą posiłków są jarzyny i owoce - uśmiecha się Beata.
Białko zwierzęce zastępujemy nabiałem, i to w dużej ilości. Wie-le potraw
przygotowuję z ziaren zbóż, kasz, soi, roślin strączkowych, orzechów.
Posiłki są smaczne i zdrowe, a nasze organizmy dostają wszystko to, co do
życia niezbędne.

Chcemy być dla Oli tolerancyjni
- Bardzo ściśle przestrzegamy zasad wegetarianizmu, nie jemy nawet ryb i
jaj - mówi Robert. - Sama piekę chleb i ciasta, do których zamiast jajek
używam śmietany - mówi Beata.

- Kiedy idziemy z Olą na spacer, a ona ma ochotę na lody, to szukamy takich,
w których nie ma jajek. Mamy w Warszawie swoje ulubione lodziarnie. Ale
kiedy Ola wychodzi z dziadkami i oni
Obserwuj wątek
    • wojbus Re: Ola jest zdrowa, silna i wesoła a wg Lecha po 15.05.03, 09:54
      CD

      - Kiedy idziemy z Olą na spacer, a ona ma ochotę na lody, to szukamy takich, w
      których nie ma jajek. Mamy w Warszawie swoje ulubione lodziarnie. Ale kiedy
      Ola wychodzi z dziadkami i oni kupują jej coś słodkiego, nie robimy z tego
      tragedii, choćby nawet były w tym jajka. Nie jesteśmy tyranami. Wegetariański
      sposób jedzenia to świadomy wybór, a nie przymus.

      - To, że zostaliśmy wegetarianami, było wyrazem naszego poszukiwania wyższych
      wartości, młodzieńczego buntu przeciwko rodzicom, zasadom ich życia, w tym
      także przeciwko proponowanej przez nich diecie - opowiada Robert. - A
      później... Przekonaliśmy się, że taka dieta nam służy. Przestaliśmy chorować.
      Czuliśmy się znacznie lepiej, także psychicznie. Jesteśmy pewni, że wybraliśmy
      właściwą drogę. A Ola?

      - Kiedy dorośnie, sama będzie mogła wybrać sposób odżywiania - mówi Beata. -
      Myślę, że skoro ja i Rohert w pewnym sensie musieliśmy walczyć o nasz sposób
      jedzenia, to w przysztości będziemy dla naszej córki bardziej tolerancyjni niż
      kiedyś nasi rodzice dla nas.

      Obiad, który przygotowała Beata, bardzo wszystkim smakował. Nie była to breja
      z warzyw. Wszystkie potrawy podano bardzo elegancko na srebrzystych talerzach.
      Niektóre dania wyglądały jak bukiety kwiatów.

      Beata pracuje w barze wegetariańskim. Wszystkie ciekawe przepisy wypróbowuje
      najpierw w domu. W gotowaniu stała się prawdziwą mistrzynią!







Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka