sevilla1974
08.06.07, 15:37
Dziewczyny, Pani Moniko, bardzo prosze o pomoc. Sledzę forum od jakiegos
czasu, ale informacje, ktore znajduje, przestaly wystarczac.
Moja coreczka ma 6 tygodni. Od poczatku karmie piersia. Na początku poszlo
gladko, nawal pokarmu miałam gdzieś w 6-7 dobie po porodzie, ale przeszlysmy
go bez problemow - wystarczylo czeste przystawianie do piersi i przylozenie
lodu ze dwa razy po karmieniu. Potem wszystko bylo ok. Problemy zaczely sie
jakies dwa tygodnie temu. Mala zaczela krztusic sie przy jedzeniu - przy czym
problem dotyczy tylko lewej piersi. Przy jedzeniu z prawej piersi zdaza sie
to bardzo rzadko.
Wiem, ze problem lezy w zbyt szybkim wyplywie pokarmu, bo sprawa wyglada tak:
mala zaciaga, po paru pociagnieciach uruchamia sie wyplyw bo ona zaczyna
polykanie (poza tym ja czuje mrowienie w piersiach), polyka coraz szybciej,
po czym odlacza sie od piersi ksztuszac sie, w najlepszym wypadku bez
krztuszenia ale niezadowolona. Ja wtedy widze, ze z tej piersi nie dosc, ze
kapie kropla za kropla, prawie strumien, to w dodatku z jednego kanalika
tryska jak z sikawki na lany poniedziałek. Jak sie ten wyplyw uspokoi to ona
jest w stanie normalnie jesc, no chyba ze sie bardzo wkurzy czekaniem, to juz
z jedzenia nici... Najwiekszy stres polega na tym, ze mala sie krztusi, poza
tym czesto jest juz tak wkurzona, ze trudno ja namowic do jedzenia dalej,
wszystko wokol mokre, bo zanim zdaze podlozyc pieluche pod ten "wytrysk" to
juz ona mokra, ja mokra, ona wkurzona...
1. Na poczatku, przez kilka dni, probowalam radzic sobie w ten sposob, że
odciagalam z tej piersi troche pokarmu przed karmieniem. Nie chcialam jednak
odciagac duzo, bo wiem, ze to moze uruchomic jeszcze wieksza laktacje i kolo
sie zamyka. Byc moze przez ta moja ostroznosc, nie zawsze to pomagalo i mloda
i tak sie krztusila.
2. Po lekturze forum przestalam odciagac, zeby tej laktacji jeszcze bardziej
nie pobudzic, a zaczelam karmic na lezaco - ja leze, mala na moim brzuchu -
wiadomo, zeby pokarm plynal pod gorke. To sie niestety nie zawsze sprawdza,
bo i tak wyplyw jest bardzo gwaltowny. Mloda i tak sie krztusi, wkurza,
odlacza od piersi itd. Juz sie tak bawimy jakies dwa tygodnie.
3. Od pieciu dni pije napar z szalwii - dwa razy dziennie, bo wyczytalam, ze
to pomaga wyhamowac laktacje. Nie widze zadnych zmian.
Powiedzcie, czy jestem malo cierpliwa? Czy moze cos robie nie tak?
Nie wiem co robic. Bardzo stresujace jest to, jak ona sie krztusi. Poza tym
przez te wszystkie akcje czesto z karmienia sa nici, bo mala jest juz tak
wkurzona tym, ze jej za szybko plynie i ze musi robic przerwe, ze nie chce
dalej jesc, wpada w ryk, trudno ja uspokoic... Mam wrazenie, ze funduje jej
niepotrzebny stres. No i to krztuszenie, ktore jest w tym wszystkim
najgorsze...
Pomijam juz moj bardziej egoistyczny problem, ze trudno w takiej sytuacji
wyjsc, no bo nie da sie karmic w ten sposob w towarzystwie...
Podpowiedzcie prosze, co dalej robic.
Dodam, ze w prawej piersi tez pokarmu jest wystarczajaco, albo nawet w
nadmiarze, bo i przy jedzeniu z prawej zdarza jej sie zakrztusic. Poza tym
przez caly dzien mi leci z obydwu piersi - po godzinie od ostatniego
karmienia pokarm sam wyplywa, a z lewej tryska strumieniem... W tej sytuacji
wykluczylam opcje czestrzego przystawiania do prawej piersi...
Uprzedzajac pytania: mloda jak na razie dobrze przybiera na wadze - waga
urodzeniowa 3150, po trzech dniach (wyjscie ze szpitala) 3000, po tygodniu od
urodzenia 3440, po miesiacu od urodzenia 4120. W tej chwili nie wiem, bo
wazymy sie w najblizszy poniedzialek.