magdya1
15.03.08, 01:33
Jestem niestety nową mamą Aniołka-Jasia.O pierwszego naszego
dzidziusia staralismy się pół roku, udało się dopiero po
clostilbegycie. Ciąża przebiegała książkowo, Jaś rósł zdrowo, a
lekarz prowadzacy chwalił, że jest ruchliwy i w dobrej kondycji. Ale
niestety, w 38 tc, pewnego dnia nagle przestałam czuć jego ruchy.
Spanikowana ale nie przeczuwająca niczego złego pojechałam do
szpitala na KTG, tak, żeby się uspokoić (bo przecież pod koniec
ciąży ruchy dzicka słabną...). Niestety okazało się, że serduszko
Jasia już nie bije...Następnego dnia, 21.02.2008 wywołano mi pród,
który był niezwykle cięzki i zakończony zabiegiem kleszczowym. Jasia
mogłam przytulić na chwilę, ale do dziś dnia próbuję przywołać w
pamięci jego twarzyczkę, ale niestety nie potrafię...Nie pamiętam
nawet jak wyglądało moje jedyne dziecko...Potem lekarz szył mnie
prawie 3 godziny, a potem dostałam silnego krwotoku i prawie
dołączyłam do Jasia. Czasem nachodzą mnie myśli, ze mo że właśnie On
nie chciał odchodzić sam i miałam iśc tam razem z nim...
Dokładnie tydzień temu pochowaliśmy Go i zostaliśmy znów sami.
Teraz trzeba dalej żyć, ale nie bardzo wiem jak. Czytając Wasze
posty poczułam, że nie jestem sama i że może kiedyś dane mi będzie
zostać mamą taką zwykłą, nie Aniołkową...
Teraz czekamy na wynki sekcji, mam nadzieję, że nie wykażą niczego,
co nie pozwoliło by na spełninienie mazrenia o dzidziusiu.
A teraz cały czas płaczę oglądając ubranka Jasia, wózek, wanienkę i
inne sprzęty, które dla Niego kupiliśmy. Mam nadzieję, ze tam w
Niebie niczego mu nie brakuje i bawi się razem z Waszymi Aniołkami.
Magda, mama Aniołka Jasia