Dodaj do ulubionych

"Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli...

12.12.05, 14:26
przepraszam, pomyłka.
Od dwóch dni mam niezamówione budzenie telefoniczne. Telefon wyrywa mnie z
błogostanu około godziny 7.30 i rozmowa wygląda mniej wiecej tak:
Ja, nie wiedząca jaki dzień, która godzina i jak się nazywam: - Słucham.
Baba z głosem, jak pęknięty, owczy dzwoneczek: - Helusia?
Ja: Pani wybaczy, pomyłka.
Baba, z lekką pretensją: Jak pomyłka? Ja dzwonię do Helusi!
Ja: Wiec proszę dokładnie wykręcić numer.
Baba: No co za ludzie!
Koniec rozmowy. Już zdecydowałam, że jeśli zadzwoni jutro, na pytanie czy ja,
to owa pożądana Helusia, odpowiem "TAK!". Z czystej ciekawości, co dalej.
Może być interesującobig_grin
Macie w pamięci jakieś ciekawe pomyłki, lub rozmowy telefoniczne? Telefon
bywa niewyczerpanym źródłem dowcipu smile
Obserwuj wątek
    • stara.gropa Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 12.12.05, 14:43
      Kiedyś zadzwoniła do mnie jakaś dziewczyna i zaczęła nawijać: Gośka? Cześć. Tu
      Anka. Kiedy oddasz mi moje głośniki? Są mi bardzo potrzebne! (krzyczała bardzo
      głośno). Odpowiedziałam: Za godzinę je przyniosę. Ona (uspokojona): No to
      czekam.
      Chyba nie muszę dodawać, że nie nazywam się Gośkasmile
    • eulalija Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 12.12.05, 14:52
      Już dawno, pewnie z 15 lat temu, tak mniej więcej co drugi dzień około 6.15
      dzwonił telefon, różne osoby, różnym tonem zadawały zasadniczo to samo
      pytanie: "Gdzie jest pieczywo?". Byliśmy już na nogach, więc średnio nas to
      ruszało, ale na usta, tak mniej więcej po miesiącu zaczęły się cisnąć różne
      odpowiedzi: "na stole, w chlebaku, w gębie ...".
      • edyta95 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 12.12.05, 15:01
        oj no jakieś 15 lat temu odziedziczyłam numer telefonu po kimś

        telefony do Siergieja miałam przez pół roku, dzwonili o różnych godzinach i w
        dzień i w nocy. Tłumaczenia że numer inny, że inforamcja itp nie pomagały. Aż
        raz wyrwana ze snu ok 4 rano powiedziałam, że Siergiej umarł, na pytanie kiedy
        odpowiedziałam - w zeszłym tygodniu. No i tak skończyło się, jakoś ci wszyscy
        którzy dzwonili i z Kanady i Związku Radzieckiego poinformowali się wzajemnie i
        nastąpił długo oczekiwany koniec.
    • xkropka Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 12.12.05, 15:01
      Dostawałam kiedys gorące smsy z wyznaniami podpisane "Królowa Niebiańska".
      Ponieważ były z netu, nie mogłam odpowiedzieć, że pomyłka...
    • groha Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 12.12.05, 15:36
      U mnie do anegdot rodzinnych przeszła pewna rozmowa telefoniczna,
      przeprowadzona przez mojego ojca. Było to w poprzednim ustroju, gdy brakowało
      wszystkiego, również gazu. A taki do butli, które wtedy były powszechnie
      stosowane w gospodarstwach domowych, to był rarytas większy niż szynka. Można
      sobie wyobrazić, że dla użytkowników takich kuchenek, permanentny brak gazu,
      był dość uciążliwy. I otóż, któryś z tych spragnionych gorącej strawy
      użytkowników, zamiast do stacji benzynowej zajmującej się dystrybucją towaru
      deficytowego, dodzwonił się do mojego ojca. Na pytanie, czy jest gaz, mój
      kochany, roztrzepany tatuś odpowiedział: - Zaraz zobaczę. Po czym poszedł do
      własnej kuchni, odkręcił kurek (z gazem sieciowym), czyli sprawdził rzetelnie,
      po czym wrócił do telefonu i uspokoił rozmówcę krótkim słowem: - Jest. Kiedy
      dotarło do niego, że oto wprowadził człowieka w błąd, naraził na niepotrzebną
      jazdę na stację, na której prędzej doczeka się awantury, niż gazu, spłoszony
      tatulek zaczął się tłumaczyć, że źle skojarzył, bo nie dalej, niż w czoraj gazu
      sieciowego też nie było, że nie pomyślał, a w ogóle, to żebyśmy mu dali święty
      spokój, bo co on jest, święty, żeby wiedzieć o co chodzi w tym całym kraju, w
      którym nie dadzą spokojnie człowiekowi żyć itd. itp. Awanturka przeniosła się
      na sprawy ustrojowe, a w tym czasie, biedny facet z telefonu pewnie zasuwał na
      stację benzynową. Pełen krótkotrwałej nadziei, że jest! Jest gaz!
    • white.falcon Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 12.12.05, 17:16
      26 listopada br., czyli w spokojną miłą sobotę zadzwonił telefon. No to
      odebrałam. Mało to kto co chce mi powiedzieć? I odbyłam następującą rozmowę
      (nie cytuję dosłownie, ale było mniej więcej tak):

      " Ja: "Słucham."
      Ktoś: "Jak ja już Ci mówiłam, Henryk sobie poszedł i potem Kaśka powiedziała,
      że ona jest wręcz pewna, że to on to zrobił, no jest przekonana, rozumiesz,
      bo ja myślałam inaczej, tym bardziej, że o tym było wcześniej mówione i
      wiesz, Kaśka powiedziała, że ona te faktury jeszcze raz obejrzy i jeszcze raz
      obliczy, bo jej dalej się wydaje, a wydawać się mogło, bo jak niby inaczej,
      przeciez sama wiesz, że ona na tym się zna, jak zna, że to Henryk te
      pieniądze pobrał, albo Marian albo razem wzięli, no i tego to na tych
      fakturach nie uwzględnili, no to te pieniądze na to drugie konto prześlij i
      koniecznie w poniedziałek. No! No to pa, lecę".

      Co to było? Nie znam jakichś Marianów, Henryków, Kasię znam jedną, ale jak
      żywo nigdy nie zajmowała się żadnymi fakturami. No i oczywiście nie zamierzam
      przesyłać nikomu na nieznane mi konto żadnych pieniędzy. Szkoda, że ta Ktosia
      nie poprosiła mnie o numer konta na które ona ma przelac jakieś tajemnicze
      pieniadze. ;-D
      • groha Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 12.12.05, 18:39
        Falconetto, to na pewno był czytelnik naszych obu powieści sensacyjnych! smile)
        Troszkę mu się pomieszały, co mnie nawet nie dziwi. Ale skąd, u licha, wziął
        Mariana?? smile)
        • white.falcon Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 12.12.05, 20:18
          I sądzisz, że ktoś postanowił w ten subtelny sposób wyrazić swój podziw? wink

          Najciekawsze jest to, że ta cała tyrada została wygłoszona jednym tchem i nie
          miałam jak - najpierw z racji zaskoczenia, a potem z braku możliwości wtrącenia
          słowa, wyjaśnienia, że jak żywo, nie wiem, o czym osoba mnie informuje. Ciekawa
          jestem, czy w poniedziałek ta Ktosia przelała pieniądze na drugie konto, czy
          nie. I czy była awantura, jak przelała je na to pierwsze, jak domniemuję,
          okradane przez spółkę hultajską Mariana i Henryka?
          • marrtawu Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 12.12.05, 23:12
            Taka całkiem świeża pomyłka to wczorajsza: "Cześć Marta, jest jeszcze Maciek u
            Ciebie?"
            Kobieta z telefonu zbiła mnie z tropu tym, że zwróciła się do mnie moim
            imieniem, a ja zaczęłam rozglądać się po pokoju w poszukiwaniu mojego szwagra i
            zachodząc w głowę, czy ja się z nim na dzisiaj w ogóle umawiałam. W dodatku w
            sobotę mojej siotrze ukradli telefon, więc nieznajomy numer, który się
            wyświetlił, wytłumaczyłam sobie na tysiąc sposobów od razu.

            Ale moje ulubione to:
            - Marta? Cześć, Paweł mówi!
            - yyy... czesć, Paweł (nie znam żadnego Pawła poza moim sąsiadem, ale nie
            telefonujemy do siebie)
            - Wszystkiego najlepszego!!!
            - To chyba pomyłka.
            - Pomyłka? - pyta Paweł podejrzliwie.
            - Tak.
            - Aha... (myśli, myśli) To przepraszam.
            Dwie minuty później.
            - Cześć Marta!
            - Cześć...
            - Tu Paweł, chciałem Ci złożyć najserdeczniejsze życzenia.
            - Ale to pomyłka, ja nie mam dzisiaj urodzin.
            - Hahaha! Niezłe.
            - No, ale naprawdę.
            - Dobra, to oni ci kazali tak powiedzieć?
            - Ja nie znam żadnego Pawła, to pomyłka!
            - Marta, już się nie wygłupiaj...
            - Do kogo dzwonisz?
            - Do Marty, mojej dziewczyny...

            Koleżanka mojej siostry byłą nękana telefonami w stylu:
            "Centraaaalaaaaaaa???!!!"
            Za którymś razem udzieliła odpowiedzi: "Tak, rybna!" i rzuciła słuchawkąsmile
    • asikx Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 13.12.05, 07:45
      Kiedyś moja mama miała numer telefonu różniący sie od korporacji taxi tylko
      jedną cyfrą. Więc telefonów chętnych na taksówkę bywało mnóstwo o
      najdziwniejszych porach dnia i nocy.
      Rekord pobił pewien pan:
      1.30 w nocy, dzień powszedni, dzwoni ten cholerny telefon budząc mnie, odbieram
      Pan: Koooochaanieńka, taksóweczkę bym chciał (głosik świadczący o duuuuuużym
      spożyciu)
      Ja: Pomyłka
      Pan: Przepraszam
      1.31, dzwoni, odbieram
      Pan: Dooobry wieczór, taksóweczkę
      Ja: Pomyłka
      Pan: A to przepraszam,
      1.32, dzwoni, odbieram
      Pan: Dzień dobry, taksówkę chciałem...
      Ja (mocno wk...): Ma pan zły numer, proszę kręcić xxx xx xx, tu pan taksówki
      nie zamówi,
      Pan: Ale ja chciałem taksóweczkę, szefowo, to gdzie mam dzwonić
      Ja: no to mówię panu na numer xxx xx xx
      Pan: A pani naprawde mi nie może przysłać?
      walnęłam słuchawką
      1.33 dzwoni, podniosłam i od razu odłożyłam i tak kilka razy, ale facet
      twardziel
      1.40 dzwoni, odbieram
      Ja: nie ma taksówek, szlag je wszystkie trafił, jazda do nocnego (miałam na
      myśli autobus)
      Pan: no to ja właśnie do nocnego chcę jechać - a pani taka nieżyczliwa.
      Rączki mi opadły i wyłączyłam telefon. Wszystkie swoje przemówienia pan
      wygłaszał głosem zaciągającym, bełkoczącym i generanie mocno zapijaczonym.
      Pozdrawiam,
      Aśka
      • goonia Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 13.12.05, 21:50
        Mnie neka po zmianie numeru jakas firma reklamowa, a przypuszczam, ze nawet
        kilka. Mianowicie usiluja na moj numer przeslac faks. Telefony zaczynaja sie
        ok. 8 rano koncza 1.30 nad ranem od pon do soboty. Czestotliwosc rozna. Ublizac
        moge do woli ale niestety to nic nie daje. Pani w telefonach powiedziala, ze
        nic nie poradzi, moge zalozyc blokade na przychodzace rozmowy z konkretnych
        numerow ale za kazdy numer sie placi. chyba sobie faks dla swietego spokoju
        kupiesad
        • g0p0s Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 14.12.05, 11:49
          Zainstaluj faks, tylko tak przerobiony, żeby dawał potwierdzenie odbioru bez
          drukowania naa papierze (chyba, że jesteś ciekawa, co Ci przysłali smile
          Do mieszkania kolegi jeszcze za czasów kartkowych dzwonili jacyś ludzie i
          namiętnie dopytywali się, ile jest wołowego z kością, innym razem ile smalcu
          itp. Ojciec kumpla po kilku razach miał dość wyjaśnień, że to pomyłka i dwa
          ostatnie (jak się okazało) telefony załatwił tak, że poszedł do lodówki,
          sprawdził ile jest produktu i powiedział szczerą prawdę. Telefony umilkły.
        • magdajeden Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 14.12.05, 12:39
          a propos faksu, to w poprzednim miejscu zamieszkania miałam faks i niestety
          ciągle byłam nękana zamówieniami z Auchana na różnego rodzaju plastikowo-
          jednorazowe utensylia. jak już zużyłam na nich prawie ryzę papieru a oni dalej
          słali, postanowiłam dotrzeć do osoby ślącej i uświadomić ją dlaczego od
          jakiegoś czasu ich zamówienia nie są realizowane. niestety - było to
          trudniejsze niż sie spodziewałam - kierownik na pewno nie był absolwentem
          wyższej uczelni (grohowink). odnalazłam firmę, do której te zamówienia słano -
          obiecano wyjaśnienie sytuacji - całe pół dnia mialam spokój. smile i potem od
          nowa.
          w końcu postanowiliśmy zając sie zaopatrzeniem w/w marketu w jednorazowy sprzęt
          plastikowy - na szczęście sie wyprowadziliśmy i teraz nękają kogos innego smile)
          • groha Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 14.12.05, 12:56
            Magdo, to Ty nie wiesz, że kierownik nie musi być absolwentem uczelni?
            Wystarczy, że jest kierownikiem z zawodusmile) I tu, od razu widzę scenę z aktorką
            Rylską, która mówi do aktora Pokory o aktorze Dobrowolskim: "Mój mąż jest z
            zawody d y r e k t o r e m!!" big_grin
            To ci od paleciaków i wykładania towaru muszą mieć tytuł magistra.
            Obowiązkowo!smile
            • magdajeden Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 14.12.05, 13:51
              bosz, jaka ja niedouczona jestem sad
              co ja bym zrobiła bez tych cennych informacji z forów wink
              jeszcze bym do kierownika panie magister powiedziała albo do operatora wózka
              w. "chłopcze"
          • bumbecki Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 14.12.05, 13:02
            muszę się Marzenki zapytać czy nie ma problemów z zamówieniami smile))
            • magdajeden Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 14.12.05, 13:53
              i jeszcze, świeża sprawa, odkąd trzeba kierunkowy wstukiwać przed numerem, to
              do mnie jakaś Wandzia z kierunkowym 025 dzwoni i Marylke chce i chce a ja nijak
              nie potrafię jej pomóc, bo ona nerwowa jakaś i jak tylko sie dowiaduje, że
              Marylki nie ma to rzuca sluchawką sad
      • edeka5 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 14.12.05, 23:26
        Mój numer telefonu różnił się niewiele od numeru pogotowia energetycznego na naszym terenie. Jak zgasło światło (co kiedyś dość często się zdarzało), to mogłam siadać koło telefonu i nie odchodzić aż do zreperowania linii.
    • krowa_w_kropki Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 25.01.06, 12:34
      Do mnie do pracy ciągle ktoś dzwoni i pyta czy to ZUS alo od razu chce
      połączenia z jakimś działem. Bywa różnie, czasem nawet zabawnie, ale kiedyś
      pani bardzo była na mnie zła, jak jej tłumaczyłam że źle zadzwoniła a ja nie
      mam z ZUSem nic wspólnego i oczekiwała że przynajmniej podam jej prawidłowy
      numer, no bo skoro jestem z Warszawy to mogę przecież w książce telefonicznej
      sprawdzić, bo ona ma daleko na pocztę.
    • groha Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 25.01.06, 12:47
      Wczoraj jakiś pan, smutnym głosem powiedział do słuchawki mojego domowego
      telefonu:
      - Chciałem zgłosić szkodę.
      Było mi go szkoda.
    • ida14 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 25.01.06, 17:59
      wczoraj na mojej siostry komórke ktoś dzwonił odebrałam:
      -tak słucham
      -(szepty) czy jest Weronika (moja siostra jest Ewa)
      -nie ma Weroniki.

      biedna dziewczyna prawdopodobnie pomyślała, ze Weroniki nie ma w domu. przez
      całe połączenie zastanawiałam sie co sie mówi jak ktoś pomyli numery bo wypadło
      mi z głowy słowo "pomyłka"
      • smitte Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 25.01.06, 23:15
        W zeszłym roku założyli mi nową linię telefoniczną, miałam też fajny, nowy
        aparat i przystąpiłam ochoczo do wypróbowywania urządzenia i połączeń. Nie
        miałam wtedy od jakiegoś czasu do czynienia z telekomunikacją i nie wiedziałam
        jak z nią postępować. Postanowiłam wypróbować nowy wynalazek poczty głosowej
        TPSA. Ustawiłam sobie telefon na głośniczek wstukałam co trzeba. Ku mojemu
        zdziwieniu słuchawka powiedziała radośnie: "Masz 1 nową wiadomość" (czy coś w
        podobie). Zdumiałam się ogromnie, bo telefon miałam od godziny i nie zdążyłam
        jeszcze nikomu podać numeru. Wcisnęłam co trzeba, a ze słuchawki wionęło grobowo
        (i mocno zachrypnięto):
        "Panie Xsiński... my do pana więcej dzwonić nie bedziem. Pan musisz w tej chwili
        wyjść i wiesz pan co ze sobą wziąść. Bo inaczy sobie pogadamy. Tu pana samochód
        na parkingu stoi, on bardzo ładny jest. On może nie być ładny jak pan zaraz nie
        wyjdziesz. Ja nóż mam i zapalniczkie. Panie Xsiński, 5 minut pan masz!"

        No i się nie na żarty przeraziłam, tym bardziej, że znałam jednego Xsińskiego, a
        nazwisko wcale nie było typowe, zadzwoniłam do niego czym prędzej i upewniłam
        się, czy żyje. A najgorsze było to, że ten cholerny głośniczek bardzo dobrze
        działał i pan chrypiał na całe mieszkanie. Swoją drogą ciekawe, kiedy Xsińskiemu
        zabrali numerwink
        • asia.sthm Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 25.01.06, 23:35
          O, az mi ciarki po plecach sie przelecialy.

          Do mnie od wielu lat rozni ludzie dzwonia i chca skladac zamowienia dostaw
          produktow spozywczych...najpierw ich grzecznie informuje, ze do mnie dzwonia a
          nie do Centrali ICA, a jak sie upieraja to roznie im idzie, czasem te
          zamowienia przyjmuje, czasem mi sie nie chce...

          Za to lubie opowiesc znajomej jak to strazak do niej zadzwonil zeby sie umowic
          na kontrole wyposazenia przeciwpozarowego w jej domu, wiec ona bardzo zalatana
          osoba, pyta:
          - czy to pilne ?
          a on: - nie pali sie.
          • anmanika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 26.01.06, 08:50
            Mój numer telefonu w poprzednim miejscu zamieszkania różnił się o cyfre od nr
            tel hurtowni i dzwięcznym imieniu "Anna", więc jak dzwoniono i pytano:"czy to
            Anna" z czystym sumieniem mogłam odpowiadać: tak, to jasmile)
            • anmanika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 26.01.06, 08:54
              P.S Teraz mi się przypomniało: strasznie się zdziwiła jedna Szwedka która
              zadzwoniła do mnie przez pomyłke ze Szwecji, długo dojść do siebie nie mogła,
              że w Polsce mówi się płynnie po szwedzkusmile))
            • berek_76 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 30.01.06, 11:09
              No, to była pomyłka akurat w drugą stronę.
              Moja mama wyjeżdżała gdzieś z biura podróży Anna Travel i tata miał tam
              zadzwonić coś załatwić. Dzwoni i słyszy:
              - Anna Travel, słucham?
              - Grzegorz taki-to-a-taki, dzień dobry - odpowiedział na to mój dobrze wychowany
              tata...

              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • anchan Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 26.01.06, 09:55
      Zamówiwszy budzenie telefoniczne obyłam następującą rozmowę:
      Telefonistka – Nazwisko!
      Ja – Czyje nazwisko?
      T. – Pani nazwisko.
      Ja – Jakiej pani?
    • anchan Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 26.01.06, 10:15
      Mój numer telefonu był odziedziczony po składzie materiałów budowlanych i
      różnił się jedną cyfrą od telefonu sklepu z częściami do Forda (nie wiem po co
      są filtry do Forda, ale kilkanaście lat temu mnóstwo ludzi chciało to kupować).
      Na dodatek czasem coś się psuło w centrali i łączono do nas dzwoniących do
      Centrum Kultury Żydowskiej czy czegoś takiego. Trzeba było wtedy zgłosić
      awarię, poprawiali coś i na jakieś 2 miesiące był spokój. Niestety awarię można
      było zgłosić po 9 rano.

      Pewnego ranka, kiedy odebrałam 10 telefon do szefa Centrum:
      Nieszczęśnik, na Którym Skrupiło się Moje Zniecierpliwienie – Dzień dobry, mówi
      xx, czy mogę mówić z panem Bruknerem.
      Ja, okrutnie uprzejmie – Z panem Arkadiuszem Bruknerem?
      NKSMZ – Tak.
      Ja – Pomyłka.

      Inna rozmowa, początkowo przypuszczałam, że dzwoni ktoś z administracji.
      Ktoś – Czy są u państwa drzwi wejściowe?
      Ja, niepewnie, usiłując zgadnąć o co chodzi, przecież chyba w każdym domu są
      drzwi wejściowe – Noo są.
      Ktoś – A jakiego typu?
      Ja, usiłując przypomnieć sobie wygląd wejścia do domu – Nie wiem, chyba stare.
      Aha, jedne są dwuskrzydłowe.
      Ktoś, niezrażony moją niekompetencją – Bo ja chciałbym zamówić....
      Ja, doznając olśnienia przerywam biedakowi – Wie Pan co, to chyba pomyłka....
    • lol21ndm Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 26.01.06, 11:44
      W 1994r. mieszkalam w Pewnej Nadmorskiej Miejscowosci. Byl taki okres, ze okolo
      czwartej nad ranem budzil mnie telefon (przez kilka nocy pod rzad). Amerykanska
      (wiem, bo akcent byl bardzo wyrazny) operatorka mowila moj numer, po czym
      stwierdzala, ze Pan X (zawsze ten sam) chce rozmawiac na moj koszt - czy
      zaakceptuje jego rozmowe? Dusilo mnie ze wscieklosci - no bo kto to widzial,
      nie dosc, ze zrywa mnie po raz kolejny ze snu o jakiejs niesamowitej porze, to
      w dodatku jeszcze mam za to placic!!? Malo tego, facet przeciez dzwonil z
      Ameryki! Odmawialam oczywiscie twierdzac stanowczo, ze faceta nie znam.
      Po kilku takich niedospanych nocach znow polprzytomna odebralam telefon. Tak,
      znow operatorka, i znow facet. Zapytalam, do kogo on dzwoni. Ona podala dalej
      moje pytanie, a po chwili nadeszla odpowiedz: do Roberta Smith'a. (Robert Smith
      (ten z The Cure) mieszkal dosc blisko, i dzielilismy jedna centrale. Numer
      widac mielismy podobny.) Stanowczo odpowiedzialam, ze zadnego Roberta Smith'a
      pod tym numerem nie ma.

      Telefony ucichly... ale tylko na kilka tygodni...
      • lol21ndm Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 26.01.06, 11:52
        Kolejne tygodnie mijaly spokojnie. Ale do czasu...

        Wlasnie wrocilam z Boxing Day party (drugi dzien Swiat Bozego Narodzenia) i
        polozylam sie bardzo pozno. Nie moglam zasnac, bo wlasnie tego dnia moj chlopak
        poprosil mnie o reke. Ja zas zgodzilam sie, i teraz przezywalam.

        Usnelam wreszcie gdzies kolo drugiej nad ranem. O piatej (bylo wciaz ciemno)
        wyrwal mnie ze snu telefon. Zwloklam sie z lozka i po drodze juz ukladalam
        sobie tekst, jaki puszcze temu facetowi od Robert'a Smith'a. W zamian uslyszlam
        w telefonie znajomy, kiedys bardzo kochany, ale nieslyszany od wielu miesiecy
        glos. To byl On. Blondyn mojego zycia. Powiedzial, ze dzwoni z pracy, wiec nie
        moze dlugo mowic, ale chcial zyczyc mi najlepszego z okazji Swiat i Nowego
        Roku, i zapytac, czy list dotarl. List nie dotarl, co zaraz Mu powiedzialam.
        Nie chcial uwierzyc, ale wreszcie zdradzil tylko, ze napisal mi ow list, i ze
        chce, bym jak tylko go dostane, koniecznie odpisala. Z powodu moich naciskow na
        wyjawienie zawartosci listu (w razie, gdyby zaginal, a ja skisla z ciekawosci)
        wreszcie sie przelamal i powiedzial o co chodzi... Prosil mnie o reke...

        List doszedl na drugi dzien. Oczywiscie Mu na niego odpowiedzialam, ale to juz
        inna historia.
    • daisy7733 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 26.01.06, 13:48
      u mnie natomiast notorycznie dzwonia ludzie probujacy sie dodzwonic do szpitala
      pewnego pieknego dnia odbieram i co slysze:
      pan strasznie przejety - prosze pani bo moja zona rodzi i co robic przyslecie
      karetke?!
      ja - prosze pana ale to pomylka
      pan - jak to pomylka moja zona rodzi co ja mam zrobic? to nie szpital??
      ja - niestety nie, prosze krecic kierunkowy
      pan - oooooooooooo.....!!!!!!!!!
      koniec rozmowy
    • lol21ndm Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 26.01.06, 15:50
      Dwa razy w ciagu ostatnich czterech lat zdarzylo mi sie odebrac niecodzienne
      wiadomosci zostawione na telefonicznej sekretarce...

      Pierwszy raz, byla to bardzo dluga wiadomosc zostawiona przez wkurzona matke,
      ktora zdzwonila do matki dziecka z klasy jej syna, by powiedziec, ze nie chce
      byc "tak" traktowana przy bramce szkolnej. Oczywiscie byla to pomylka, ale
      kobieta wylala na moja sekretarke wszystkie swoje zale - kolejno: tlumaczac,
      grozac, placzac, wsciekajac sie, i powtarzajac wszystko od nowa dla lepszego
      wytlumaczenia. Zostawila swoj numer telefonu, wiec oddzwonilam, by jej
      powiedziec, ze: 1. mam nadzieje, ze jej ulzylo, 2. ze musi to zrobic raz
      jeszcze - do wlasciwej osoby... wink
      Drugi raz byl niedawno. Kobieta dzwonila z T., by powiedziec "mi", ze dostalam
      prace. Tj., ze mimo jakichs tam wewnetrznych niesnasek, moja kandydatura
      zostala wzieta pod uwage, i mam od poniedzialku stawic sie do pracy w innym niz
      dotychczasowy dziale. Znow wiadomosc byla dosc dluga i zawila. I znowu
      oddzwonilam, by poinformowac o pomylce.

      Ach, wlasnie mi sie przypomnialo. Kiedys tez mialam chyba ze dwa razy wiadomosc
      o tym, ze mam stawic sie do pracy na inna niz zaplanowana zmiane. Ale w tym
      wypadku nie mialam kontaktowego numeru, wiec sie nie stawilam... wink
      • aganioq Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 03.07.06, 18:01
        ...odświeże wątek, bo też miała kilka przypadłości telefonicznych:

        1. przed przeprowadzką, miałam numer telefony różniący się od telefony
        administracji osiedla jedną cyfrą u mnie była to 8 a u administracji 3
        (niestety numer ten wypisany był w każdym bloku ręcznie z dużum rozmachem i ta
        3 w wielu przypadkach jak 8 wyglądała) no i po wielu próbach tłumaczenia różnym
        osobom, że administracja to nie tu cała rodzinka zaczęła przyjmować
        powiadomienia o braku prądu, gazu, pęknietych rurach itepede, a także
        tłumaczyć, że Pani Krysia akurat wyszła, a Pan Zdzisio ma urlop...

        2. przyjechała do nas babcia, w ciągu dnia siedziała sobie sama w domu, bo
        domowcnicy w szkole, pracy... no i dzwoni chłop, pyta o numer (podaje właściwy)
        ale babci coś się pokręciło i powiedziała, że pomyłka, sytuacja powtórzyła się
        parokrotnie, w miedzyczasie ktoś z domowników wrócił i babcia dopytała się o
        numer; za jakiś czas chłop dzwoni ponownie, babcia odbiera telefon, chłop pyta
        o numer, babcia chce mu wytłumaczyć, że to ten numer, ale ledwo zaczyna mówić
        chłop poznaje jej głos i sam mówi "o, przepraszam, znów pomyłka" i się
        rozłącza...następnego telefonu już babci odebrać nie pozwolono...

        3. około drugiej w nocy obudził mnie telefon, odbieram i słyszę:
        " Halo, budzimy, przerwa, na siusianie!!!"
        okazało się, że ciotka robiła w domu imprezę i było tak cokolwiek wesoło
        wszystkim, i tak sobie pomyślała, że zadzwoni...

        4. mój przyjaciel zwykle odbiera telefon słowami: "Kostnica miejska, słucham"
        a moje chłopie, jak jest po nocnym dyżurze i śpi, a ktoś go telefonem obudzi to
        z reguły rzuca tekstem: "Kotłownia, palacz Zdzisiek, słucham" dzwoniący z
        reguły głupieje i jest spokój...

        5. po przeprowadzce ma numer telefonu, który w kilku kolejnych książkach
        telefonicznym należy do przeróżnych instytucji i firm najrozmaitszego
        autoramentu, jak dzwoni, to z reguły nie do mnie, w związku z czym przyjmuję
        zamówienia na materiały budowlane, rezerwuję wizyty u fryzjera, a nawet
        panienki na wieczór kawalerski...
    • 36krzysiek Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 06.07.06, 13:57
      Szkorbut (gnilec) (łac. scorbutus) - choroba wielonarządowa wywołana niedoborem
      kwasu askorbinowego w pożywieniu. Główne objawy dotyczą tkanki łącznej,
      ponieważ witamina C jest koenzymem hydroksylaz prolinowej i lizynowej, które
      katalizują powstanie poprzecznych wiązań kowalencyjnych między cząstkami
      tropokolagenu. Brak kwasu askorbinowego oznacza brak aktywności tych enzymów a
      co za tym idzie brak dojrzewania kolagenu.
      • dorka_31 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" - do wszystkich 06.07.06, 14:03
        Czy on tak zawsze, czy tylko podczas upału?....

        36krzysiek napisał:

        > Szkorbut (gnilec) (łac. scorbutus) - choroba wielonarządowa wywołana
        niedoborem
        >
        > kwasu askorbinowego w pożywieniu. Główne objawy dotyczą tkanki łącznej,
        > ponieważ witamina C jest koenzymem hydroksylaz prolinowej i lizynowej, które
        > katalizują powstanie poprzecznych wiązań kowalencyjnych między cząstkami
        > tropokolagenu. Brak kwasu askorbinowego oznacza brak aktywności tych enzymów
        a
        > co za tym idzie brak dojrzewania kolagenu.
        • asia.sthm Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" - do wszystkich 06.07.06, 14:13
          no patrzcie taka chodzaca encyklopedia, a nie wie jak sie rosniecie ananasa
          nazywa
          tongue_out
          Krzysiek ratuj, eee tam , juz pewnie uciekl
          • 36krzysiek Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" - do wszystkich 06.07.06, 14:31
            Ananas jadalny jest byliną (do 60 cm wysoką) o łodydze z bardzo krótkimi
            międzywęźlami, wskutek czego liście tworzą układ rozetkowy. Są one długie (do
            120 cm), po brzegach kolczaste, sztywne, rynienkowate u nasady. Po około 12-20
            miesiącach życia roślina wykształca na szczycie kłosokształtny kwiatostan,
            osiągający długość 30 cm. Składa się on ze 120-180 kwiatów osadzonych
            skrętolegle na osi, jeden bardzo blisko drugiego. Kwiaty są małe, mają po trzy
            jasnofioletowe działki kielicha i trzy purpurowe płatki korony, wyrastają z
            kątów czerwonych lub zielonych przysadek. Ze względu na to, że zapylenie jest
            utrudnione i najczęściej do niego nie dochodzi, owoce rozwijają się
            partenokarpicznie (czyli bez wytworzenia nasion). W miarę dojrzewania
            poszczególne owoce (a są to jagody) zrastają się ze sobą oraz z osią
            kwiatostanu i mięśniejącymi przysadkami tworząc wielki (nawet do 5 kg),
            cylindryczno-owalny owocostan (czyli owoc złożony), o złocistym lub czerwonawym
            miąższu.
            • asia.sthm Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" - do wszystkich 06.07.06, 14:38
              _partenokarpicznie__ !!!!!!!!!

              to jest to ! wiedzialam ze bylo cos "picznie" ale wstydzilam sie glosno
              zgadywac :o)
              no teraz ide to uczcic kompotem z ananasa
              Dzieki Krzysiek, tys moj prawdziwy skarb od dzisiaj.
    • minerwamcg Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 06.07.06, 14:37
      ...czyli Cricoteka.
      Przed laty pracowałam w Ośrodku Dokumentacji Sztuki Tadeusza
      Kantora "Cricoteka". Najczęściej mylono nas z przychodnią, ale nie tylko:

      - Na kiedy można się zapisać do pani doktor?
      - Pomyłka, tu "Cricoteka".
      - Ja wiem, że kartoteka, ale na kiedy?
      ***
      Nagminne było:
      - jaki spektakl gracie dziś wieczorem?
      (Zespół "Cricot2" nie grał od ośmiu lat)
      ***
      Raz powiało spirytyzmem:
      - Czy można rozmawiać z panem Tadeuszem Kantorem?
      (nie żył wówczas również od ośmiu lat)
      ***
      Ale najlepsze było:
      - Czy wykonujecie "Te Deum"?
      (kolega miał na końcu języka, że owszem, jak jest okazja).
    • constelacja Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 19.07.06, 16:47
      Do mnie bardzo często dzwonił jakis dziwaczny człowiek, który koniecznie chciał
      rozmawiać z Andrzejem a gdy mówiłam, ze nikt taki tu nie mieszka to twierdził,
      ze klamie . W koncu powiedziałam mu , ze Andrzej wyjechał za granice i został
      aresztowany za przemyt narkotyków a ja urwałam z nim znajomosc. Przestał
      dzwonić . Za jakis czas dzwoni do mnie i mówi : Andrzej wrócił, widziałem go z
      jakaś pannica na mieście. DZwonię bo myślę , ze chciałaby pani wiedzieć
      • g0p0s Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 19.07.06, 16:54
        Konsekwentny gośćsmile
        Wczoraj zadzwoniła do mnie sekretarka jakiegoś burmistrza Iksińskiego. Może
        zamiast ją spławić należało pogadać na czyjeś konto?
      • fatalna.baba Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 19.07.06, 16:58
        W moim rodzinnym miasteczku otwarto knajpe i dostal sie jej numer rozniacy sie
        od naszego sasiednia cyferka. Ile razy mozna odpowiadac "pomylka"? Szczegolnie,
        ze nikt nawet sie nie przedstawial ani nie upewnial z kim rozmawia, tylko z
        mety zaczynal swoje. W koncu moj ojciec, niesamowity kawalarz, zapowiedzial:
        Koniec, od teraz nie ma pomylek.

        - Mozna prosic Zosie?
        - Prosze zadzwonic za pol godziny, Zosia teraz karmi dziecko.

        - Prosze z Marysią
        - Przykro mi, Marysia ma dzisiaj wychodne.

        - Na sobote ma byc na 24 osoby... i tu wymienia kalasznikowem cale bogate menu.
        - Chwileczke, zanotuje. Moze pan powtorzyc wolniej?
        Delikwent powtarza.
        - Przekaze kucharce.

        Po tygodniu skonczyly sie wszelkie pomyłki. smile
      • fatalna.baba Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 19.07.06, 17:10
        Kiedys odwiedzilam moich rodzicow, rano, jeszcze zaspana lapie terkoczaca
        sluchawke w drodze do lazienki...
        - ile ma pani dzisiaj samochodow?
        zgodnie z prawdą odpowiadam - żadnego.
        - Jak to zadnego?! I w tym momencie sypia sie na mnie gromy, jak to ja moge nie
        miec zadnego samochodu? Powinnam miec conajmniej pięć! Przemowienie
        kalasznikowem trwa dobre 5 min, w koncu baba bierze oddech.
        - No fakt, powinnam mieć. Pięć to może przesada, ale jeden chociaz by sie
        przydał. Glupio nie miec samochodu. Chyba trzeba zaczac zbierac na jakies
        autko. Co by mi pani doradzila? Jakis sportowy kabriolet moze? Tylko nie
        czerwony. Nie lubie czerwonego... może wiec bialy? Taak, bialy pasuje do
        wszystkiego! Albo takie srebrne cygaro w stylu retro?... nie, to zbyt
        pretensjonalne...
        W tym momencie słyszę cięzkie westchnienie, a potem mocno przyciszony i
        zwolniony glos:
        - Przepraszam, z kiiim ja rozmawiaaaam?
      • fatalna.baba Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 19.07.06, 17:24
        Kiedys moja mam odbiera telefon... Stoimy z siostra jak zamurowane wpatrując
        sie w szatańsko perwersyjny usmiech rodzicielki, wtrącającej jedynie monosylaby
        w w słowotok rozmowcy...
        - To bardzo miło z twojej strony... doprawdy?..... no, nie wiem... raczej
        nie... mam przeciez meza, dzieci, obowiązki... ach, to pan z corką chcial
        rozmawiac? I w tym momencie juz zupełnie sie skręcając mama oddaje słuchawke
        mojej siostrze. smile))))
        • lylika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 19.07.06, 20:54
          Jesli chodzi o pomyłki telefoniczne to przez kilka lat miałam worek bez dna.
          Pierwsza pomyłka była całkowicie wyjątkowa.
          Rok 1970, 15 pażdziernik, wprowadzamy sie do nowego mieszkania. Od razu składamy wniosek o przydział telefonu ze świadomością, że może... za kilka lat, jak dobrze pójdzie. 23 grudnia dzwonek do drzwi. Dwóch panów z manelami. My tu mamy założyć telefon. / Ci co mają osiemnaście lat jakiś czas temu skończone rozumieją, że to raczej mogło wyglądać na sen a nie jawę./ Zdębiałam tak, że bez słowa wpuściłam ich do środka. Panowie pytają grzecznie gdzie ma być gniazdko i przystępują do pracy. Po kilku minutach odzyskałam świadomość i zaczęłam podejrzewać, że to jakiś dowcip moich przyjaciół. No trudno, wytrwam do końca, niech się cieszą, że im się żart udał. Aparat może być tylko czarny jak pani chce inny założyć to możemy się postarać - ale za drobną opłatą. To jeden z panów do mnie, a do kolegi: mamy jeszcze jakiś biały? bo czerwone to już się całkiem skończyły? Mam jeden czerwony, jak pani ładnie poprosi. Nie, ja śnię, ale ładny ten sen i niech sobie trwa. A do panów mówię: może być biały, ja nawet wolę. Skocz Antek po ten biały, dwie stówki pani dopłaca. Pani dopłaciła. Dodała jeszcze dwie i pyta kiedy będzie podłączony. A zaraz, ta wydra miała zadzwonić o drugiej a już po drugiej 20, to zaraz. I faktycznie, telefon zaczął dzwonić.
          Pani zapisze numer. Pani zapisała. Za montaż i aparat przyjdzie w pierwszym rachunku za jakieś 2, 3 miesiące. Panowie jeszcze kazali podpisać jakiś papierek, zabrali graty i wyszli. Chociaż w ciężkim szoku rzuciłam się do telefonu sprawdzać. Dzwonię do mamy. Mamo, zadzwoń do mnie, numer taki a taki.
          Dobrze. Mama dzwoni, a gdzie ty jesteś i po co każesz mi dzwonić zamiast porozmawiać. W domu jestem mamo. W czyim domu? W swoim. Co ty bredzisz, chyba coś piłaś, skąd byś miała telefon? Zamontowali mi właśnie, zapisałaś numer?
          Pewnie, że zapisałam, jak bym zadzwoniła? Ty jednak coś musiałaś pić. Dziecko, tak w środku dnia? Rozłączyłam się i dzwonię dalej. Wszędzie to samo. Nikt nie wierzy, ale po usilnych prośbach zapisują numer i oddzwaniają, cały czas podejrzewając, że jestem u kogoś i robię głupie kawały. Dodzwaniam się do ojca.
          Dobrze, że dzwonisz, jutro będziesz miała wizytę Świętego Mikołaja z wielką niespodzianką. Niespodziankę to ja miałam dzisiaj. Właśnie zamontowali mi telefon, zapisz sobie numer. Numer znam. Ale niespodzianka miała być jutro.
          To ty to załatwiłeś? Jak?
          Przez pomyłkę!
          Potem okazało się, że byli z przyjacielem u kolesia, dyrektora departamentu w Ministerstwie Łączności, na imieninach i przy wodzie ognistej omawiali sprawę możliwości jakiegoś przyśpieszenia założenia u mnie telefonu ale nie spodziewali się uzyskać nic więcej niz zapewnienie że za dwa, trzy lata, jak uruchomią nową centralę, może się coś uda. Tymczasem sekretarka przyniosła wnioski przygotowane do podpisu. Pan dyrektor z rozpędu podpisał także i mój.
          Potem stwierdził, że skoro podpisał przez pomyłkę to już niech tak zostanie, jakoś to załatwimy. I załatwił. Przez pomyłkę.
          Pózniej miałam dziesiątki o ile nie setki pomyłek telefonicznych ale żadna nie była tak spektakularna.
          • dorka_31 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 20.07.06, 11:24
            Co prawda młodsza jestem, ale opisane przez ciebie uczucie rozumiem doskonale.
            Mnie też tata zrobił podobny numer...
            Rodzice zapisali się na przydział telefonu i czekali, czekali, czekali... W
            większych miastach to może była jakaś szansa, ale w małych to żadnej. Trwało to
            z kilkanaście lat albo i więcej. W końcu tata się poirytował i stwierdził, że
            wycofa to podanie, bo przecież to nie ma sensu. Szkoda mi było, bo właśnie
            zaczęłam studia i wiekszość znajomych miałam w Warszawie. Ale co ja tam mogłam,
            jak postanowił, tak poszedł do Telekomunikacji. Potem się już nie dopytywałam.
            No i przyszły ferie zimowe. Rodzice jeździli do pracy, a ja byłam w domu. Wtedy
            nie było wyjścia i któregoś dnia tata mi powiedział: "Wiesz... któregoś dnia
            bedą tu chodzić monterzy i telefony zakładać. Jakby zapukali do ciebie, to nie
            wyganiaj ich..." Patrzyłam na niego i nie rozumiałam co słyszę. No przecież
            zrezygnował! Okazało się, że jak poszedł rezygnować to dowiedział się, że
            właśnie budują nową centralę i będą przyznawane numery, więc nie zrezygnował.
            Tyle, że mnie o tym nie powiedział, bo sądził, że zdążą przed gwiazdką wink) No
            i przyszła ta wyczekana chwila w postaci dwóch panów z kabelkami. Jeszcze ich
            zapytałam czy mogą podłączyć dodatkowy aparat do mojego pokoju. Mogli, czemu
            nie. Dopłaciłam jakieś grosze i miałam telefon u siebie w pokoju. Jakież to
            było szczęście! W dzisiejszych, "komórkowych" czasach nie sposób tego
            zrozumieć...
    • krowa_niebianska Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 19.07.06, 20:56
      Troche może odwrotnie i z lekka makabrycznie... Kilka lat temu zmarła pewna moja
      ciocia (Bożena) i o jej smierci i pogrzebie zawiadamiał nas telefonicznie jej
      brat (majacy żonę Mariolę i 5 dzieci). Telefon odebrał mój tata. I tak jakoś
      dogdywał się z wujem, ze zrozumiał, że umarła jego żona, czyli ciocia Mariole.
      No i myśmy tę wiadomośc dalej podali, między innymi do innej ciocia, starszej
      juz nieco bo trochę po 80. Jeszcze się wspólnie pomodliliśmy za dusze cioci i
      tych biednych dzieciaczków (najstarsze były wtedy w podstawówce) A za jakiś czas
      (tego samego dnia) do tej 80-o letniej cioci dzwoni ciocia Mariola... pod ciocą
      kolana się ugięły, bo w pierwszej chwili myślała, że nieboszczka do niej dzwoni
      z zaświatów. Potem do nas zadzwoniła, zeby wyjaśnić pomyłke. Oczywiście ciocia
      Mariole nigdy się nie dowiedziała o tym, jak to ja mój tata usmiercił. A tata
      nigdy nie wyjaśnił jak sie z wujkiem dogadywał, że uśmiercił nie ta osobę...
      • maalza Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 20.07.06, 10:53
        Przewyborny wątek wink
        Mialam nie raz pomyłki z zabłąkanymi SMS-ami, niedawno dostalam wiadomośc w
        rodzaju: "Porozmawiajmy o tym, co sie stalo. Tak tesknie za Toba, nie tracmy
        takiej szansy. Buziaczki, M." - nie ma pojecia, o co chodziło, numer obcy, a
        ten ktos nawet się podpisał imieniemsmileByłam taka w szoku że nawet zapomniałam
        odpisac biedakowi, że pomylił numery. Pewnie czekał na odpowiedz od swojej
        ukochanej...

        W pracy tez miałam sto pociech, bo z biura obok dzwoniła kobitka non stop
        usiłując mi wepchac oferte na rynny i inne wyroby z blachy, za każdym razem
        mówiłam, że to pomyłka. W ciągu jednego dnia dzwoniła chyba 15 razy, po 10
        podejściach gdy odbierałam telefon w firmie i przedstawiałam sie jak zwykle
        tamta od razu odkładała słuchawkęwink)
        • groha Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 20.07.06, 11:48
          Maałżo, trzeba było napuścić tę od rynien na szefa, może wzięłaby go na jaki...
          ocynksmile)
          A w ogóle, im więcej Was czytam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że telefon,
          to świetne urządzeniesmile
          • maalza Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 20.07.06, 12:42
            Tak byłosmile W końcu ja straciłam cierpliwośc i przestałam odbierać. Odebrał szef
            i przeprowadził uprzejmą konwersacje z panią, że milo nam, że dzwoni, ale nam
            naprawde rynien nie potrzeba i niech sie skontaktuje z administratorem budynku,
            bo coś na kablach sie dzieje dziwnego - kobitka wcale nie wykrecała naszego
            numeru, tylko prawidłowy, do jakiejś innej firmy co ma do czynienia z blachami,
            a łączyło ja do nas! Ciekawe, prawda?
            Ja i tak go podziwiam za spokój ducha, bo mnie na usta cisnęły się tylko
            przekleństwa, li i jedynie.
        • dorka_31 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 20.07.06, 12:22
          Teraz trochę z innej strony (zasłyszane od taty)

          Mój tata kiedyś, w czasach kiedy to jeszcze pracował, słyszał, jak kolega przy
          biurku obok próbuje dodzwonić się do Państwowego Instytutu Techniki (skrót:
          PIT). Trzyma słuchawkę, wykręca numer i krzyczy:
          - PIT? PIT? PIIIIT?!!!
          Wreszcie ciężko oburzony mówi:
          - Odłożyli słuchawkę! No co im się stało!
          Na to tata zaczął się śmiać i mówi:
          - A może ty się do prywatnego mieszkania dodzwoniłeś? Wyobraź sobie, jakiś
          człowiek podnosi słuchawkę i słyszy "piit, piiit". No co byś pomyślał? - Że
          jakiś idiota dzwoni i głupie zabawy sobie urządza...
          Po czym obśmiali sie obaj smile))
          • edeka5 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 20.07.06, 14:59
            Historia podobna do PIT'a

            Dzwonię do pracy do pana X i słyszę, że go nie ma bo jest w górze. Rozłączyłam
            sie i się zastanawiam - chyba nie w górze ale na górze, jakaś bzdura. A może
            pojechał do Góry Kalwarii? A mówił, że cały dzień będzie w Warszawie.
            Wieczorem dowiedziałam się, że był w GURze czyli Głównym Urzędzie
            Radiokomunikacji (lub coś podobnego) smile
            • lylika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 20.07.06, 17:57
              Pomyłki telefoniczne cz.II
              Tatusiowy koleś z ministerstwa załatwiając dla mnie telefon miał jednak trudności i okrężnymi drogami wsyszukał instytucję, która właśnie zainstalowała centralę i mogła zwolnić kilka numerów bezpośrednich.
              Numer, który dostałam dla mojego telefonu był po Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Zaraz następnego dnia telefon się rozdzwonił. Instytut? Zanim zdążyłam powiedzieć, że pomyłka, nastąpiło: tu kapitan X z jednostki Y, podajcie stan wód na Warcie czy na Odrze - juz nie pamiętam. Tłumaczyłam spokojnie o pomyłce, zmianie numeru, dowiedziałam się jaki jest numer centrali do Instytutu i grzecznie podawałam codziennie panom o różnych stopniach wojskowych. Kiedyś jednak przestało mi się chcieć tłumaczyć i zaczęłam odpowiadać, że: "meteorolog wodny" poszedł do bufetu, jest w delegacji w USA, poszedł na macierzyński itp.
              Któregoś dnia odebrał mąż i na wydany rozkaz podania stanu wód na Nysie Kłodzkiej odparł: trzeba było słuchac radia, właśnie podawali o 12-tej.
              Oficer zaczął krzyczeć, straszyć konsekwencjami ale, o dziwo, od tamtej pory prawie już nie było pomyłek. Niestety, do czasu.
    • mzrr21 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 20.07.06, 12:39
      No cóż opowiem Wam tez cos. Że wtedy nie zeszłam na zawał to cud!
      Noc z niedzieli na poniedziałek. Godz. 12.45. dzwoni komórka. Odbieram i
      słyszę: "Matka jestem na Mogilskiej 109 jutro sie wszystkiego dowiesz".
      Zesztywniałam. Natychmiast wezwałam taksówke, ubrałam sie i na Policje. tam
      nikt nic nie wie. Pałętałąm sie tam do godziny 4-tej nad ranem. sprawdzili
      wszystkie jakieś oboczn komendy nic. Wracam do domu. Dziecię w domu "Mamo
      gdzieś ty była?" No przeciez dzwoniłeś, że Cie zamkneli" Ja!!!!
      Patrzę na komórkę, na rozmowy odebrane, a tam zupełnie obcy numer. Co przeżyłam
      to moje.
      • constelacja Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 21.07.06, 09:06
        smile)
        • migos Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 21.07.06, 15:08
          wracając do pomyłkowych sms-ów, otrzymałem niedawno cudo takiej treści:
          "Sorry, ale ta [rzeczownik rodzaju żeńskiego, wyraz powszechnie uznawany za
          obelżywy] to nie do ciebie". Bez podpisu, obcy numer. Uchachałem się setnie.

          Za to sms kultowy dostałem ze 4, 5 lat temu. Treści krótkiej, acz
          rzeczowej: "Jestem w kiblu"

          Do pracy za to nałogowo dzwonią do mnie z pomyłkami dwie grupy osób: jedna
          pożąda zapisania się na wizytę do lekarza, a druga kontaktu z pełonomocnikiem
          ds. zwierząt...

          wink
          wink
          • dorka_31 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 21.07.06, 15:23
            migos napisał:

            >
            > Za to sms kultowy dostałem ze 4, 5 lat temu. Treści krótkiej, acz
            > rzeczowej: "Jestem w kiblu"
            >

            Ja bym odpisała: "Powiedz mi jak Cię zwą, a będę o istotnym tym fakcie
            informować dalejwink)"
            • migos Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 21.07.06, 15:31
              Niestety, atak śmiechu zastsopował wówczas wszelkie funkcje myślowe... działało
              mi tylko oddychanie wink i to przez dłuższy czas.
          • lylika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 21.07.06, 15:50
            Pomyłki telefoniczne cz. III
            Skończyły się pomyłki związane ze stanem wód w Polsce ale zaczęły sie inne.
            Dużo bardziej uciążliwe. Mniej wiecej 2 lata póżniej nowe numery telefonów otrzymała duża przychodnia lekarska. Nasz numer kończył się na 82, numer przychodni na 81. Ten konkretny przydzielono do rejestracji. Od tej chwili codziennie od 7.00 rano dzwonił telefon. Rejestracja? Numerek do do doktora X
            poproszę. Od której przyjmuje laryngolog? Do rentgena to muszę mieć skierowanie?
            Wizytę domową chciałam zamówić. I tak dalej, i tak dalej. Wiele cierpliwości wymagało wytłumaczenie, że to jest pomyłka. Gdyby nie to, że chodziło o ludzkie zdrowie to nie wiem co bym odpowiadała o 7.00 rano tym wszystkim dzwoniącym.
            Jeden jednak telefon rozśmieszył mnie do łez choc pora była tak wczesna.
            Zadzwonił mężczyzna, z głosu sądząc młody i pytał czy trzeba się zapisać do lekarza skórno-wenerycznego. Tylko żeby koniecznie był skórno-weneryczny, bo on co prawda do wenerycznego potrzebuje ale nie może być sam weneryczny tylko skórno-weneryczny, bo to będzie przyzwoiciej wyglądało jak będzie czekał pod gabinetem.
    • groha Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 21.07.06, 15:36
      O! Constelacja, Migos, czy myśmy już Was witali? Jeśli nie, to witajcie, miło
      Was widziećsmile Zapraszamy, zapraszamy, bywajcie tutaj, bywajcie częstosmile
      • migos Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 24.07.06, 10:11
        Witali niegdyś, chyba w grudniu wink
        Miło zajrzeć czasem w wolnej chwili wink
        Jak widać mam ich niewiele ;-/
        • lylika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 24.07.06, 16:47
          Pomyłki telefoniczne cz.IV ostatnia.
          Połowa lat 70-tych.
          - Stefan, jest Zochna?
          - Nie, nie ma.
          - A gdzie jest?
          - Wyjechała do sanatorium.
          - Do sanatorium, kiedy?
          - Dwa tygodnie temu.
          - Co ty mi opowiadasz, przecież ja się z Zochną widziałem przedwczoraj.
          - To niemożliwe, babci nie ma od dwóch tygodni.
          - Ty chyba jesteś nieprzytomny. Wiesz co, poproś Krysię do telefonu, może ona mi powie co to za afera z tym sanatorium.
          - Krysia wyszła do sklepu.
          - Dobrze, nie chcesz poprosić to nie. Już tam do was jadę i sprawdzę co się własciwie dzieje.
          Wróciłam ze sklepu, mężydło zdaje relację. Wiesz, dzwonił Karol albo Romek,
          /bracia Zochny czli babci mężydła/ nie wiem który, oni maja podobne głosy, chciał rozmawiać z babcią ale był jakiś dziwny i powiedział, że przyjedzie sprawdzić co tu się dzieje.
          Karol ani Romek sie nie pojawili /obaj nie mieli telefonów/, zapomnieliśmy o sprawie ale po tygodniu czy 10 dniach kolejny telefon. Odebrałam ja.
          - Dzień dobry Krysiu, /kobiecy głos/ Zochna jest?
          - Nie ma, wyszła z Krzysiem /mój syn a Zosi prawnuk/ na spacer.
          - Dobrze że to Ty odebrałaś, powiedz mi czy Stefan dobrze się czuje? Bo wiesz doszły mnie słuchy że jakoś dziwnie się zachowuje. Nie chce łączyć telefonów z Zochną tylko opowiada o jakimś sanatorium.
          - Ale to prawda, babcia była w sanatorium.
          - Wy chyba wszyscy dostaliście fiksum dyrdum.
          Ponieważ głos nie wydawał mi się znajomy zaczęłam odpytywać o numer i tak dalej.
          Okazało się, że pod numerem zaczynającym się na 32 /nasz na 33/ mieszka pani
          Zosia z córką Krystyną, zięciem Stefanem i wnuczkiem Krzysiem. Później wszystkie tego rodzaju pomyłki kierowaliśmy pod własciwy numer telefonu i żylismy w telefonicznej przjaźni.
          • dorka_31 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 24.07.06, 17:18
            Świetne! smile))

            Cos w podobie miała moja koleżanka ze studiów (zresztą, moja imienniczka).
            Wybierała się w sobotę do kogoś na imieniny czy urodziny i jakieś 2 dni
            wcześniej odbiera telefon:
            - Cześć, Dorota?
            - Tak?
            - Idziesz na tą imprezę w sobotę o 19.00?
            - Idę.
            - A co bierzesz ze sobą?
            Dzwonił chłopak. Głos jej nieznany, ale wszystko się zgadza, więc zaczyna
            rozmawiać sądząc, że w trakcie się wyjaśni. Ponoć przegadali tak dobre parę
            minut zanim coś im się zaczęło nie zgadzać w imionach innych gości. Wtedy
            zaczęli uzgadniać szczegóły i okazało się, że to jakaś zupełnie obca osoba smile)
          • edeka5 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 24.07.06, 21:19
            U mnie to nie była pomyłka telefoniczna, ale brak wizji w telefonie.

            Kilka lat temu dziecko odbiera telefon, zamienia kilka kurtuazyjnych słów i oddaje mi słuchawkę ze słowami - "ciocia Ela dzwoni". Mam bratową Elę, więc zaczynam rozmowę, ale coś mi nie pasuje. Mam też cioteczną bratową Elę, ale dalej mi nie pasuje. Wreszcie kojarzę, że niedawno rodzina mi się powiększyła o następną cioteczną bratową Elę i to była ta wreszcie. Na dodatek ja też jestem Ela i jak tu się nie poplątać wink
    • groha Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 28.03.07, 14:13
      Odświeżam stary wątek, bo wczoraj temat do niego sam mi wlazł w ręce. A
      właściwie - w ucho. Przez moment zastanawiałam się, czy nie będzie bardziej
      pasował do scenariuszy, których człowiek sam nie wymyśli, ale niech będzie
      tutaj, w końcu wszystko działo się przez telefon. Komórkowy, dla ścisłości,
      który zadzwonił o godzinie 00.30 w nocy i odezwał się męskim, nawet przyjemnym
      głosem:
      - Dobry wieczór. Czy państwo wysłaliście już tę ekipę na naszą stację?
      Nie ukrywam, że telefon o takiej porze zawsze wzbudza lekkie kołatanie mojego
      steranego serca, bo po nocy, to raczej nikt z byle czym nie dzwoni. Pewnie
      dlatego pomyłki przyjmuję z wyraźną ulgą i pomyłkowiczów traktuję nader
      łagodnie. Tego też. Pardon, pomyłka i już. Za chwilę zadzwonił znowu.
      - O, przepraszam, znowu się do pani dodzwoniłem - jakby się troszkę zdziwił. Ja
      w końcu też, bo dlaczego w środku nocy uparł się na mój numer akurat? Okazało
      się, że nie wie - od kogoś taki dostał, czy sam niechcący pomyłkowo mu się
      wklepał, wsio rawno, grunt, że to na pewno nie ten o który mu chodzi. Przeprosił
      grzecznie, pożyczyliśmy sobie dobrej nocy i cześć. Myślałam, że koniec. Ale
      gdzie tam! Kiedy trzeci raz mi się wyświetlił, pomyślałam: a chała! Nie
      odbieram. Dzwoń sobie facet do usra... tego, do upojenia. Dziękuję, klina nie
      szukam, bo mi tak potrzebny, jak umarłemu kadzidło. Z drugiej strony, ciekawe,
      czego jeszcze może chcieć, grzeczny taki, i głos ma aksamitny... A co tam,
      odebrałam.
      - Najmocniej przepraszam, to znowu ja.
      No, raczej. Nikogo innego się nie spodziewałam przecież.
      - Jeszcze raz przepraszam, ale coś nie daje mi spokoju, więc pozwoliłem sobie
      zadzwonić celowo. Pani głos wydaje mi się znajomy...
      Ha, ha, ha, za stara jestem na takie sztuczki, Brunner.
      - O, przepraszam najmocniej! Nie przedstawiłem się. Nazywam się Iksiński. Czy
      nic pani moje nazwisko nie mówi?
      O jezuniu... Pewnie, że mówiło. Przez całe studia byliśmy na jednym roku.
      Dokładnie 30 lat temu. Potem gdzieś go poniosło i nigdy więcej się nie
      spotkaliśmy. I teraz, w tej słuchawce, to naprawdę był on. A mój numer w jego
      telefonie, to faktycznie była czysta pomyłka, jak się okazało. Wpisując numer
      firmy serwisowej czegoś tam, rąbnął się o jedną cyferkę, po prostu. Zdarza się, nie?
      • lylika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 28.03.07, 14:27
        Fantastyczna pomyłka. Też bym sobie takich życzyła. Żeby mi się dawno pogubieni znajomi w ten sposób odnaleźli.
        No... całkiem to było po chmielewsku.smile
      • dorka_31 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 28.03.07, 15:22
        Rewelacja! Też bym tak chciała... wink)
        Oznacza to tyle, że przez 30 lat głos Ci się nie zmienił i co więcej - osobnik
        wciąż ten twój głos pamiętał!

        • cytrynka6543 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 28.03.07, 19:46
          No to u mnie było na odwrót zupełnie. Zadzwoniła panienka przedstawiając się
          bardzo szybko,jak to mają w zwyczaju panienki z różnych instytucji,z całego
          słowotoku zrozumiałam tylko imię,którego już dziś nie pamietam i zapytała czy
          dodzwoniła się do państwa X? Na co ja,ze nie,że pomyłka i pożegnawszy się w
          obie strony odłożyłyśmy słuchawki.Po czym dotarło do mnie,że ja mam na nazwisko
          X. Tyle,że "państwo X" ze mną w składzie nie istnieje od paru lat,byłe napawa
          mnie obrzydzeniem z różnych względów,a obecne zwisa mi i powiewa nacią od
          pietruszki! Do dziś zastanawiam się z jakiej instytucji do mnie dzwoniono tym
          bardziej,że właśnie otrzymałam wezwanie do zapłacenia rachunków za mój były
          telefon będący od lat w użytkowaniu mojego exa(nie exia!). No,ciekawa jestem
          czy to było to,czy coś zupełnie innego?
    • lylika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 28.03.07, 21:01
      Mężydło pojechał odebrać butelkę "prawie Aksamitu" od mamusi Mkostki. Dostał w garść kartkę z adresem i numerem telefonu stacjonarnego, bo domofon nie zawsze działa. Dzwonił przed pół godziną, że jest na miejscu, rozmawiał z tą panią przez stacjonarny, bo domofon rzeczywiście nie działa, miała zejść na dół i przynieść butelkę. Czeka od 15 minut i nikt się nie zjawia. Dzwonię do Mkostki. Ona mi na to, że mamusia czeka pod klatką a tego pana nie ma. Wisimy na 4 komórkach i ustalamy rysopisy i wygląd klatki schodowej. Mężydło spojrzał jeszcze raz na kartkę. Mamusia stała przed klatką na Andersena a mężydło na Andersa.
      • lylika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 28.03.07, 21:08
        Część II
        Rozmawiając z mężydłem rzuciłam, że Andersena to tam gdzie mieszkała nasza koleżanka Jola. Mężydło dzwonił 10 minut temu ponownie, i zawiadomił mnie że objechał okolice ulicy Zgrupowania Żmija i tu Andersena nie widzi. Nic dziwnego, Jola KIEDYŚ mieszkała na Andersena a on pojechał pod nowy adres. smile))
        • dorka_31 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 28.03.07, 21:20
          O rany, to jest CUDNE! smile))))
          Tym razem to ja bym trafiła, bo na Andersena mieszka moja ciotka smile)
          • asia.sthm Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 28.03.07, 21:31
            Wiecie co ? Ten prawie Aksamit przypomina mi fikusa mojej przyjaciolki.

            Takiego pechowego kwiatka to ze swieca szukac.
            Najpierw narobil szkod w jej pracy i chcieli go wyrzucic na smietnik. Za
            uratowanie zycia, w podziece rozbil jej samochod, a potem zmiazdzyl palec.
            Nastepnie narobil szkod w mieszkaniu.
            Kolezanka spytala w pracy czy ktos inny go chce, bo ona ma juz go dosc. Ludzie
            podobno pluli przez ramie i zle uroki odczyniali na samo wspomnienie zarazy w
            postaci tego pieknie wyrosnietego fikusa.

            Ten Asamit tez jakis trudny do pokonania.
            wink
            • asia.sthm Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 28.03.07, 21:32
              Oj, dopiero teraz widze ze to watek o pomylkach telefonicznych, a nie o
              fikusach.
              Sorry za mieszanie.
              • lylika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 28.03.07, 21:34
                Fikusy zawsze pasowały do telefonów. Telefon stały pod fikusem. smile))
                • groha Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 29.03.07, 00:51
                  Wszystko pasuje, a już taka złośliwa bestia, jak ten fikus, to bezapelacyjnie.
                  No, i niech ktoś siądzie i wytrzepie z głowy takie historie, ha ha! Gurua ma
                  świętą rację - nikt nie wymyśli takiego wariactwa, jak samo życie. Przygoda
                  Mężydła, jak ze scenariusza świetnej komedii, słowo daję smile)
                  A ja, gdy ochłonęłam po tych telefonach, doszłam do wniosku, że może i był to
                  rzadki zbieg okoliczności, ale nie aż tak fantastyczny, jak mi się początkowo
                  wydawało. W końcu Kleryków, to nie metropolia i natknąć się przez przypadek na
                  znajomych, to nie taka znów wielka sztuka. Za to dzisiaj miałam okazję się
                  przekonać, że po upływie 30 lat, niektórym mężczyznom potrafi się zmienić tylko
                  głos i odrobinę stan owłosienia, natomiast niektórym kobietom... no dobra -
                  mnie, chyba jedynie głos się zmienił. I to, uważam, jest podle niesprawiedliwe.
                  • lylika Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 29.03.07, 08:17
                    Przygoda mężydła z Aksamitem, to wcale nie koniec zawirowań wczorajszego wieczoru. Zapoczątkował je incydent o pół godziny wcześniejszy. Kiedy w ciągu dnia zaanonsowałam mężydłu, że wieczorem jedzie po Aksamit, powiedział: dobrze, to zostaniesz na dyżurze, bo przyjedzie kurier po przesyłkę. Ok. 10 minut po jego wyjeździe dzwonek domofonu. Kurier! Proszę, już schodzę. Wpuszczam człowieka na dół do firmy i rozglądam się za paczką. Nie wie pan przypadkiem jaką paczkę miał pan odebrać? Nie odebrać, mam przesyłkę. ??? Tak, mam przesyłkę do firmy - i tu podaje nazwę różniącą się jedną literą. Dzwonię do mężydła: jest kurier z przesyłką. Ja nic nie zamawiałem. Ale mówiłeś... Tamto już odebrane. Pytam więc kuriera: to napewno do nas? Oglądamy zlecenie. Nazwa się różni jedną literą, ulica w porządku, numer 17/19 a u nas 17. Może pan zadzwoni do firmy i zapyta czy nie ma jakiejś pomyłki. Wiem, że w Pruszkowie jest też firma na ulicy o tej samej nazwie i dość często zdarzają się pomyłki w poczcie. Spoglądamy na samą przesyłkę. Wszystko tak samo jak na zleceniu, tyle, że CZĘSTOCHOWA! smile))
                    • edeka5 Re: "Halo, Szkorbut, Szkorbut!" czyli... 29.03.07, 08:27
                      Mieszkam na tzw. linii otwockiej i ulica o tej samej nazwie co moja jest też w
                      osiedlu 2 stacje dalej (co już oficjalnie nie jest Warszawą, ale nie różni się
                      zabudową od naszego osiedla). Moja uliczka jest krótka, numeracja kończy się na
                      6, a często ludzie szukają u nas numerów powyżej 10. Listy też już otrzymywałam
                      na tamten adres.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka