Dodaj do ulubionych

pytanie do hijamadre i podobnych osób :)))

13.09.04, 22:41
własnie - jestem mam 5 dzieci, ale wyrosłam w rodzinie na dzisiejsze czasy bardziej "tradycyjnej", znaczy się 2+2. I takież są moje doświadczenia z dzieciństwa: ja i siostra. Siegam po te moje doświadczenia przy wychowaniu dzieci, ale są rzeczy, których nie potrafię sobie wyobrazić. Co poradziłybyście dzieci (już dziś dorosłe) z rodzin wielodzietnych nam mamom wielodzietnych. Dzisiaj, z perspektywy kilku, kilkunastu lat wstecz. Na co uważać, jakich błędów nie popełniać. Co szczególnie ceniliście w wychowaniu/ zachowaniu rodziców.
Doradźcie, podzielcie sięsmile)
Obserwuj wątek
    • maruda13 Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 14.09.04, 09:06
      Dla mnie jedno z najważniejszych - nie faworyzować żadnego dziecka (nawet jak
      dla jednego masz wiekszy sentyment)!!! U nas w rodzinie tato faworyzował jedną
      siostrę a mnie faworyzowała mama i bardzo źle to wspominam - zazdrość i złość na
      mnie rodzeństwa....
    • rhynox Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 14.09.04, 09:30
      obiecuję Ci odpisać, ale później. teraz lecę.
      Mam sporo przemyśleń. smile
      pozdrawiam
      rhynox-hijamadre
      • jol5.po Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 15.09.04, 11:08
        Kasiu dzięki, masz rację, czasami odczuwam, ze bardziej mi odpowiadają zainteresowania x, a y może czymś mniej ciekawym sie interesuje, znam te rzeczy i tym podobne odczucia, ale staram się nigdy tego po sobie nie pokazać, tak sobie już kiedyś postanowiłam... Mam nadzieję, że mi się udaje
    • dominikapoziomka Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 05.11.04, 02:40
      jol5.po napisała:

      > własnie - jestem mam 5 dzieci, ale wyrosłam w rodzinie na dzisiejsze czasy
      bard
      > ziej "tradycyjnej", znaczy się 2+2. I takież są moje doświadczenia z
      dzieciństw
      > a: ja i siostra. Siegam po te moje doświadczenia przy wychowaniu dzieci, ale

      > rzeczy, których nie potrafię sobie wyobrazić. Co poradziłybyście dzieci (już d
      > ziś dorosłe) z rodzin wielodzietnych nam mamom wielodzietnym. Dzisiaj, z persp
      > ektywy kilku, kilkunastu lat wstecz. Na co uważać, jakich błędów nie
      popełniać.
      > Co szczególnie ceniliście w wychowaniu/ zachowaniu rodziców.
      > Doradźcie, podzielcie sięsmile)

      Mogę się pod tym podpisać,(jol5.po-pzdrawiam serdeczniesmile), z tym,że ja mam
      brata, nie sistrę.
      Piszcie, dziewczyny.smile


      • jol5.po Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 05.11.04, 10:23
        Magda, a wiesz, że Rhynox odpisała i zrobił się z tego dłuższy wątek
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16714&w=15765538&v=2&s=0
        też pozdrawiam bardzo serdeczniesmile) Jola
        • dominikapoziomka Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 08.11.04, 11:32
          Dziękuję, przeczytam.
          Magda
    • przeciwcialo Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 07.11.04, 20:04
      Mam 4 siostry. Kiedys przeszkadzała mi ich ilosc. Moze dlatego że urodziłam sie
      jako trzecia. Starsze miały wówczas 7 i8 lat.Miały swój swiat. młodsze sa
      młodsze o 4 i 6 lat. Tak własciwie zawsze czułam sie jedynaczką- trudno to moze
      zrozumieć ale tak było. Może to wina charakterów? Długo nie mogłam sie
      porozumieć z siostrami.
      A w rodzinie meża było 7 dzieci, ale bez takich róznic i to wydaje mi sie
      wpłynęło na stosunki miedzy nimi. Bardzo serdeczne.
      A co dała mi wielodzietna rodzina- fajne swieta, siostrzeńców i siostrzenice, a
      przede wszystkim zaradnośc zyciowa.
      Jak cos mi sie jeszcze przypomni to sie dopisze.
      • glupiakazia Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 08.11.04, 12:20
        Nas bylo w domu troje, ja jestem najstarsza. I dopiero majac troje swoich
        zauwazylam, ze rzeczywiscie to trzecie jest takim oczkiem w glowie. Ja mam
        zdecydowanie najwiekszego fiola na punkcie najmlodszej, a i moj najmlodszy brat
        tez zawsze mial taryfe ulgowa i ma ja do tej pory, chociaz jest 20-letnim
        bykiem. Nigdy nie mialam o to pretensji, ale warto to sobie uswiadomic na
        przyszlosc, w ktorej bedziemy wychowywac nasze dzieci.
        Natomiast jesli chodzi o moja trojke, to czasami lapie sie na tym, ze jedna
        bardziej mnie denerwuje od drugiej, albo, ze z jedna rozumiem sie lepiej niz z
        druga itp... Mam wtedy wyrzuty sumienia i boje sie, zeby w przyszlosci ktorejs
        nie faworyzowac. Tez tak macie?
        • jol5.po Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 08.11.04, 14:08
          tak zdarza mi się, że wkurza mnie jakaś cecha jednego z dzieci. Jedna moja dziewuszka jest bardzo żywa, to czasami jest uciążliwe (tramwaj, pomęczone dzieci, tornistry, wózek i panna M. dochodząca do zenitu swoich mozliwości). Czasami zmęczenie powoduje, że dzieci działają na mnie bardzo denerwująco. Pojawia się u mnie uczucie niechęci, powiększa się im bardziej sie denerwuję. Próbuję wiec je uciszyć, tłumacząc sobie właśnie okolicznościami zewnętrznymi.
          A te cechy, które mnie denerwują w dzieciach, albo w jednym szczególnie, staram się nie zdradzić na zewnątrz. Powtarzam sobie, że one maja prawo być jakie są (dzieci), może mnie to denerwować, ale nie ma prawa dziecko po mnie poznać, że tak jest. Staram się, mam nadzieję, że mi sie udaje.
    • orla6 Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 31.01.05, 13:55
      No wiec nas bylo w domu 6-cioro. Moi Rdzice stracili 1-sze dzieckonw 6 m-cu
      ciazy i potem chcieli miec ich jak najwiecej, nie mogli przebolec tego
      pierwszego daramatu straty. Poza tym mama w latach 60-tych i 70 tych jezdzila
      do Anglii jako au-pairka i zachwycila sie tam dobrze sytuowanymi, czesto bardzo
      inteligenckimi rodzinami z 4 dzieci +. Mowi ze w Polsce za czasow socrealizmu
      cos takiego bylo nie do pomyslenia wlasciwie i to sie stalo jej marzeniem.
      Mam cudowne wspomnienia z dziecinstwa i uwielbiam moja Rodzine do salenstwa,
      ale nie bezkrytycznie. Bo nie ma rodzicow ktorzy by nie popelniali bledow.
      Nie wiem na ile mam prawo sie o bledach wlasnych Rodzicow wypowiadac tak w
      miare publicznie jak tu (choc wierze ze to zyczliwe gorno, no i w miare jednak
      kameralne), ale najogolniej mowiac moja Mam popelnila dwa, choc moj brat
      twierdzi ze jeszcze trzeci:
      1. Chciala zeby nas bylo jak Najwiecej. A wydaje mi sie ze w pewnym momencie
      trzeba wiedziec kiedy powiedziec: wystarczy juz. bo potem wkrada sie chaos, a
      ja jak bylam w liceum, to mialam taki okres ze czulam, ze juz tego chaosu nie
      potrafie zniesc. nie zrozumcie mnie zle: nie chcialam zeby nas bylo o
      ktorekolwiek z nas mniej, ale moja mama wciaz deklarowala, ze ona toby chciala
      jescze i ze tego z tata niewykluczaja, a ja i chyba nie tylko ja juz bedac w
      wieku jakis nastu lat modlilam sie po cichu zeby pan Bog jej to z glowy
      wybil smile)) Nie wiem czy wybil, czy po prostu Sam zadecydowal inaczej, czy
      nasze prosby blagalne: MAmo nieeeeeeeeee podzialaly, ale na 6 tce sie skonczylo.
      2. Blad drugi. Mama zrezygmnowala z pracy i sciezki naukowej (po doktoracie i
      czwartym dziecku), ale co jest calkowicie zrozumiale nie chciala zrezygmnowac z
      zycia spolecznego, ze sie tak wyraze. A ze przyciaga ludzi jak magnes... Nasz
      dom zmienil sie w miejsce publiczne. te tlumy ludzi, ktorzy wiecznie uwazali,
      ze fajnie do nas by bylo wpasc, o obojetnej porze, bo Ona przeciez jest w domu,
      albo potrzebujea od Niej pomocy... A mysmy (dzieci) zgodnie dostawalai szalu.
      Chcielismy regularnych por posilkow, porzadku (nie zebysmy byli szczegolnie
      kooperatywni, niestetysad , prywatnosci i zadbanej mamy, ktora na to wszystko
      nie miala czasu i miotala sie pomiedzy oczekiwaniami naszymi i naszych
      bliznich. Dzis gorzko przyznaje ze mielismy racje, ale ona wtedy tego nie
      widziala, ze tego sie nie da pogodzic. Co nie znaczy ze bylismy zaniedbani :
      zawsze miala dla nas czas, serca tyle, ze sie nie da powiedziec i tyle samo
      anielskiej cierpliwosci i bardzo duzo od nas w sensie szkolnym i etycznym
      wymagala.
      Moj brat zarzuca jeszcze, ze przez to ze mama zrezygnowala 9dla nas0 ze swojej
      pracy tata pracowal na 3 etaty i wiecznie Go nie bylo. jest w tym jakies
      ziarno prawdy, chcoc tata tez nam zawsze czas poswiecal, i co rzadkie, bardzo
      pomagal w domu: zmywala, gotowal w niedziele zawsze, sprztal, wszystko umial
      sam zrobic. Ale chlopcy twierdza ze mila za malo czasun na wspolne meskie
      sprawy, no bo przeciez zarabiac ktos musial...
      I jeszcze jedno: w penym momencie bylo na tyle cianko z forsa, ze Mama, dbajac
      o nas, przestala dbac o siebie. i nie widzial zupelnie jak bardzo bolesne to
      jest dla nas. tego nigdy swoim dzieciom nie robcie!!!! to jest moj apel:
      jesli planujecie kolejne malenstow, zastanowcie sie czy bedzie Was stac na to
      zeby byc ladna Mamą: bo ono bedzie tego potrzebowalo, na prawde, choc
      oczywiscie nie jest to najwazniejsza rzecz w zyciu, ale ja z doswiadczenia bede
      upierac sie, ze wazna.
      Najserdeczniejsze pozdrowionka dla Waszych Wspanialych Rodzinek! Dobrze, ze
      jestescie!
      • mama_kasia Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 31.01.05, 15:39
        Cieszę się, że to napisałaś.
        • andaba Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 31.01.05, 15:53
          Zaglądaj częściej, wiele nas możesz nauczyć!
          • orla6 Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 31.01.05, 21:11
            Dzięki za życzliwe przyjęcie!!!! ja często zaglądam, bo bardzo z Wami
            sympatyzuję i zawsze mi się na sercu cieplej robi jak sobie Was poczytam (ach,
            te wspomnienia!pokrewne dusze jesteście), tylko rzadko pisze, bo nie mam
            czasu, a jak juz pisze, to mi z reguły Młodzsza (20 mies.) siedzi na kolanach
            i manipuluje przy klawiaturze, a ja sie staram ją przechytrzyć, stąd te
            karygodne literówki, małe litery, itp. Mam nadzieję, że możecie na to spojrzeć
            z pewną dozą wyrozumiałości. Jak piszę wieczorem, to tez sie specjalnie
            poprawnością nie przjmuję, bo z reguły czeka jeszcze na mnie fura pracy do
            pracy winki pedze po tej klawiaturze jak mogę, a juz nie mam czasu tego drugi raz
            przeczytac i poprawic. Sorki!
            • glupiakazia Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 01.02.05, 09:08
              Fajnie, ze piszesz. daje do myslenia. pozdrawiam smile))
              • jol5.po Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 01.02.05, 10:28
                Orla, mi też dało do myślenia to co napisałaś, wiesz odnajduję niektóre cechy Twojej mamy u siebie.
                Dziękuję Ci za te słowa i pozdrawiam Ciebie i maluszka
                Bardzo cenne jest to co piszecie dziewczyny z wiekszych rodzin. Bardzo Wam za te słowa dziekuję, bo to osobiste no i o rodzicach, ale bardzo nam może pomóc
                bardzo Was pozdrawiam
                Jola
    • kachna0 Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 01.02.05, 13:19
      Chyba mogę się wypowiedzieć, bo było nas siedmioro dzieci. Moje spostrzeżenia,
      to doświadczenia bycia drugą w kolejności, ale pierwszą dziewczyną.za
      tym "przywilejem" poszły różne zależności:
      - byłam ukochaną córeczką Tatusia - dopóki nie podrosłam i nie odkryłam swej
      rogatej duszy (czyt. paskudnego charakteru - podobnie jak mój Tata); wtedy Taty
      ulubienicą (mała miła córeczką) stała się moja młodsza siostra
      - byłam - z racji starszeństwa - wychowawczynią, opiekunką młodszego rodzeństwa
      (teraz jestem nauczycielem z zawodu), które musiałam za sobą wszędzie niemal
      ciągnąć;
      - musiałam szybko dorosnąć, bo uwaga przechodziła na młodzsze rodzeństwo;
      szybkie usamodzielnienie się (dużo zadziałał mój charakter)- już w zerówce sama
      dojezdżałam na zajęcia popołudniowe (robiłąm karczemne awantury, gdy ktoś po
      mnie przyjechał, np. o 20.00!)

      Dziś potrafię odnaleźć dobre i złe strony tej sytuacji; wiem, co zawdzięczam ,
      co straciłam. Nie żałuję, że było nas wielu, możezmy na siebie liczyć; trzymamy
      sie razem (aż do przesady, jak na razie tylko ja wyszłam z domu, a najmłodszy
      ma 22 l.). Z racji przydziału lokalowego bardziej żżyta jestem z siostrami, ale
      i ze starszym bratem, z którym się wychowywałam - byliśmy my i młodzi. Nie
      uchronili sie rodzice przed rozpieszczeniem, rozpuszczeniem najmłodszego brata;
      o wielu rzeczach, które on robił , my nawet nie mysleliśmy, że są dopuszczalne.
      Cieszę się, że jestem z rodziny wielodzietnej. Sama narazie mam tylko dwoje ( z
      braku lokalu), ale...
    • kachna0 Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 01.02.05, 13:22
      I jeszcze jedno - zgadzam się zupełnie z orlą. Mama też po czwartym dziecku
      zrezygnowała z pracy i zaniedbała się fizycznie. Bardzo tego żałuję; dziś nie
      ma już Taty, a Ona nadal twierdzi, że nie zafarbuje włosów, nie zmieni fryzury,
      bo zawsze tak miała, a co powiedzą inni, że zaczęłą o siebie dbać, gdy Tata
      odszedł.
    • hongkonggabi Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 01.02.05, 16:19
      Nas była piątka, w tym ja - najstarsza. Mamy bardzo fajną i zżytą rodzinę.
      Rodzice oboje z wyższym wykształceniem, mama szczupła, ładna i zadbana. Nigdy
      nie klepaliśmy totalnej biedy, aczkolwiek bywały okresy kryzysowe i gdyby nie
      pomoc z zagranicy i stypendia byłoby ciężko. Mimo to gdy byłam mała (zwłaszcza
      w okresie podstawówki) co raz słyszałam „współczujące” komentarze dotyczące
      ilości dzieci w naszej rodzinie – zwłaszcza ze strony rówieśników (którzy
      zapewne powtarzali je po swoich rodzicach). Myślę, że dzieci są na tym punkcie
      bardzo czułe. Nie chcą się niczym wyróżniać. Nawet jeżeli rodzina nie
      jest „patologiczna” pod presją cudzych opinii mogą uwierzyć – że jest. Dlatego
      wydaje mi się, że bardzo istotne jest wpajanie dzieciom od małego poczucia, że
      posiadanie rodzeństwa to prawdziwy skarb. Że brat czy siostra – będą ich
      przyjaciółmi na całe życie. Oraz to, że o przyjaciół nie tylko TRZEBA ale
      przede wszystkim WARTO dbać.
    • zoe26 Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 02.02.05, 13:51
      Jakmjuż pisałam pochodzę z duuużej rodziny. Mam dwanaścioro rodzństwa. Najstarsz
      siostra ma 31 lat a najmłodsza 10. Teraz mieszkam juz osobno ale często jestem u
      rodziców. Mam duzo czasu bo jestem na wychwawczym.
      Moje dziciństwo było ciepłe. Ale dziś z perspektywy czasu powiem, że nie nalezy
      obarczac dzieci obowiązkami które tak naprawde nalezą do dorosłych. Moi rodzice
      ciężko pracowali żeby nas utrzymać. Różnica między dziećmi była rok najwyżej
      dwa, więc robota sie w rękach paliła. A zawsze jak sie urodziło nowe dziecko
      obowiązków przybywało i my starsze dziewczynki musiałysmy zabawiac te roczne
      dziecko żeby mama miała czas dla najmłodszego. I tu nie chodzi tylko o chwilę
      zabawy tylko o prawdziwe obowiązki. Pamietam, że miałm 14 lat i szłam sama z
      takim dzieckiem do lekarza. Rzadko chodziłam na dwór sama tylko zawsze z
      wózkiem. Ja jedno ziecko a starsza siostra jedno na nożkach i jedno w wózku.
      Mama wtym czasie gotowała albo sprzątala. dzisiaj tez wiem, ze tak naprawde ona
      nigdy nie odpoczęła.
      Kiedy byłam jeszcze w domu miałam w sobie ogromną złośc o to, że praktycznie nie
      mam czasu dla siebie tak jak normalna nastolatka ale dzisiaj wiem, że to
      doswiadczenie bardzo mi sie przydało. Potrafię oszczędnie prowadzić dom, wiem
      jak rozmawiać z ludźmi, i zajmować sie swoim dzieckiem. Umiem tez gotowac.
      Gdybym była jedynaczką nie umiałbym tego prawdopodobnie.
      Jestesmy wszyscy szczęsliwi i wciąz nas do siebie ciągnie. zawsze możemy liczyc
      na pomoc tego drugiego. Naprawde wspaniale jest mieć tak wielka rodzinę.
      I pomyśleć, że moji rodzice byli jedynakami.
    • praktycznyprzewodnik Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 02.02.05, 15:19
      To mi przypomina przezycia znajomej, równiez osoby z rodziny wielodzietnej,
      tyle, ze dzieci z tej rodziny rodziły sie w latach piecdziesiatych.
      Było ich piecioro, wszyscy sa dzisiaj zamoznymi, a nawet (jeden z synów)
      bardzo zamoznymi ludzmi.
      Niestety nie ma w rodzinie całkowitej zgody, sa rózne ciagania po sadach,
      problemy schedy po ojcu, bardzo pracowitym i zapobiegliwym człowieku.

      Otóz moja znajoma ma najwiekszy zal o chciwosc do najmlodszego (a dzis
      najbogatszego) brata.

      "To ja go w wózku godzinami po podwórzu jak rodzona matka woziłam, to ja mu
      tyłek z g... wymywałam, to on sobie studiował w luksusowych warunkach, bo na
      koszt starszego rodzenstwa, a teraz twardy,chciwy, mało podatny na negocjacje
      spadkowe sie zrobił. I to własnie ten "mój" wywożony i wylulany przez starsza
      siostre ! Kazikowi i Staszkowi bym darowała, ale Andrzejowi, którego jak matka
      chowałam darowac chciwosci wzgledem mojej osoby nie moge!"
      • zoe26 Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 02.02.05, 23:06
        No tak ale to sie nijak ma do tego co ja napisałam. ja nie mam do nikogo żalu.
        Nie jestem tez o nic zazdrosna. jak mówie żylismy i żyjemy wszyscy w zgodzie. A
        spory sie zdarzają w każdej rodzinie. Nie musi byc wielodzietna.
        • praktycznyprzewodnik Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 03.02.05, 15:07
          Nie chodziło mi o spory w rodzinie, ale o szczególna wiez, która wytwarza sie
          pomiedzy najstarszymi i najmłodszymi, wiez czesciowo typowa dla rodzenstwa,
          ale quasirodzicielską. Czegos takiego w rodzinie z dwójka a nawet trojka,
          która przychodzi na swiat w krótkich odstepach czasu, nie uswiadczysz.
          • jol5.po Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 07.02.05, 14:56
            właśnie, bardzo bym chciała, żeby moje dzieci się kiedyś wspierały, żeby trzymakly sie razem. Wiem, że możliwe sa warianty odwrotne, bo moja mama pochodzi z rodziny zasiedziałej z dziada pradziada w jednej wsi - oj tam to dopiero bywały coponiekiedy zostrzone stosunki miedzy rodzeństwem, co to miedza w miedze.
            A mi sie marzy takie klanowe wsparcie. Myslę, że nie przeszkodzą moim dzieciom dzisiaj prowadzone wojny podjazdowe - bo nie ma to jak dobrze się poznać, mam nadzieję.
            Fajnie, że prawie wszystkie dziewczyny piszecie o wzajemnym wsparciu (na stare lata - nie wymagajmy tego w wieku nastoletnimwink.
            jeszcze raz dziękuję na Wasze refleksje i pozdrawiam
            Jola
            • bacha33 Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 07.03.05, 11:59
              Witam! Ja również pochodze z wielodzietnej rodziny było nas siedmioro ja byłam
              6 za sobą mam brata, któremu wszystko uchodziło płazem - zresztą mi też.
              Przyznam się że u nas to były wieczne wojny o różne rzeczy ale w sumie
              utrzymujemy kontakt, każdy wyszedł na ludzi, dobrze zarabiają mają rodziny,
              tylko najmłodszy po świecie cieka ma już 32 lata i ani rodziny ani nawet żony.
              Tata odszedł pare lat temu, ale pamiętam że był dumny że ma tak dużo dzieci i
              miał oczywiście do mnie słabość bo widział tylko mnie przy porodzie - pogotowie
              nie zdążyło przyjechać i urodziłam się w domu tylko ja jedna. Chodząc do
              podstawówki chwaliłam się w szkole dzieciom, oni kazali mi wymieniać po kolei
              rodzeństwo, ja to robiłam i oni śmiali się, to było przykre a ja byłam taka
              dumna. Ale teraz jest fajnie jak każdy przyjdzie do mamy w święta ze swoją
              połówką i dziećmi. Co dziwne to to, że tylko ja i mój nastarszy brat mamy po
              troje dzici, reszta jedno. I tylko u mnie sprawdziła się regóła (2 chłopców,
              dziewczynka, 2 chłopców, dzieczynka), ja mam 2 chłopców i dzieczynke smile i
              jestem z tego dumna choć jest dużo pracy, ale siedząc w domu można wyrobić się
              ze wszystkim smile Ciesze się że jest tu takie forum napewno będe tu często
              zaglądać.
              • jol5.po Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 07.03.05, 12:50
                ojej, jakie fajne wspomnieniasmile))
                ciekawe z tymi jednynakami, które rodzą dzieci z wiekszych rodzin
                kiedyś był na forum podobny wątek, znaczy się cos jest na rzeczysmile
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16714&w=14133373&v=2&s=0
                bardzo pozdrawiam Jola
              • grrrrw Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 27.03.05, 18:32
                Ja mialam w klasie kolezanke z rodziny, gdzie bylo dziesiecioro rodzenstwa
                (rodzina niepatologiczna) i tez pamietam, ze najwazniejsze dla mnie byly imiona
                rodzenstwa.
                Bylo tam siedem córek i trzech chlopców.
                Byla Magda, Iza, Kasia, Joasia, Elżbitka, Jan, Stanisław ... Juz nie pamietam
                reszty imion.
                Ale cos w tym widac jest.
            • mamakini Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 07.03.05, 13:06
              Dopiero dziś znalazłam ten wątek, wogóle od niedawna zaglądam na Wasze forum i
              to tak trochę niepewnie, bo mam tylko jedno dzieciątko (narazie!). A tu proszę-
              okazuję się, że mam prawo się wypowiedzieć i to w swoim własnym imieniu! Mam
              pięcioro rodzeństwa, jestem trzecią dziewczyną z kolei, po mnie jeszcze jedna
              dziewuszka i dwóch chłopaków na koniec. Między naszą środkową czwórką są bardzo
              małe różnice wieku 1, 1.5 do 2 lat. Jako dzieci bawiliśmy się po prostu
              świetnie! Oczywiście biliśmy się też czasami, ale tylko do pewnego wiekusmile.
              Problemy moich rodziców związane z wielodzietnością? Przede wszystkim brak
              pieniędzy i czasu. Brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony rodziców, tzn. moich
              dziadków, którzy przeciwni takiemu modelowi rodziny postanowili swoją postawę
              zademonstrować poprzez nie udzielanie moim rodzicom pomocy w żadnej postaci
              oraz jawną dyskryminację ich dzieci a swoich wnuków (nas). Rzadko zapraszano
              nas gdzieś całą rodziną. Kiedyś siostra taty, matka jedynaka, jasno
              powiedziała, że nie chcę nas gościć, bo zdemolujemy jej mieszkanie. A my
              naprawdę nie zwykliśmy niczego demolować! Potem zamieszkaliśmy na wsi, gdzie
              więcej jest rodzin wielodzietnych i przestaliśmy tak się "wyróżniać". Jakie
              błędy popełnili moi rodzice? No cóż ja odczułam jeden szczególnie boleśnie.
              Chodziło o wybór szkoły średniej. Panowała u nas zasada, że średnia ok.4.0 w
              ósmej klasie upoważnia do samodzielnego wyboru szkoły (oczywiście w granicach
              rozsądku). Niestety, zasada ta przestała obowiązywać w roku, kiedy kończyłam
              podstawówkę. Powodem były kiepskie wyniki w nauce starszych sióstr (jedna nie
              otrzymała promocji do drugiej klasy). Rodzice uznali, że to najwidoczniej wina
              mieszkania poza domem, w internacie. I mimo, że marzyłam o dobrym liceum w
              dużym mieście (świetnie się uczyłam) zostałam posłana razem z siostrą do
              kiepskiego ogólniaka w pobliskiej mieścinie. Niby rozumiem argumenty rodziców,
              chcieli dobrze, liczyli, że "podcholuję" siostrę, bali się kolejngo
              eksperymentu z mieszkaniem poza domem...Ale jakieś uczucie żalu pozostało.
              Jeśli Wam się to uda, postarajcie się, aby młodsze dzieci nie płaciły za błędy
              starszych. Jeśli chodzi o opiekę nad młodszymi to wydawało mi się zawsze, że to
              coś naturalnego. Po urodzeniu najmłodszego dziecka (8 lat młodszego ode mnie)
              mama prawie natychmiast wróciła do pracy i to głownie ja zajmowałam się małym:
              kąpanie, spacery, przewijanie, karmienie, nawet spał ze mną. W szóstej i
              siódmej klasie dwa razy w tygodniu regularnie nie chodziłam do szkoły, bo w te
              dni oboje rodzice musieli być w pracy, a braciszek nie chodził do przedszkola.
              Niby nie taka wielka różnica, tych siedem lat, ale zawsze traktowałam go niemal
              jak swoje dziecko. Do dziś tak jest. Brat u mnie pomieszkuje (ma u nas swój
              pokój), chodzę na wywiadówki, pomagam mu w nauce, wysłuchuję zwierzeń o
              pierwszych miłosnych problemach. Wogóle jako rodzina jesteśmy bardzo zżyci
              (więc bądźcie dobrej myśli). Widujemy się nie rzadziej niż raz w tygodniu, z
              niektórymi częściej, wszyscy razem spędzamy wakacje i święta. Dwie starsze
              siostry z rodzinami mają mieszkania w tym samym bloku ok. 15 km od domu
              rodzinnego, młodsza siostra z mężem i córeczką mieszka w domku ok. 100 m od
              rodziców. No cóż my najdalej- całe 60 km. Mama i siostry to moje najlepsze
              przyjaciółki. Nasi mężowie też przypadli sobie do gustu i chadzają razem
              na "męskie wieczory". Być może negatywną stroną takiego układu jest to, że
              praktycznie nikt z nas nie nawiązuje kontaktów tawarzyskich z "obcymi". Kiedyś
              dużo o tym myślałam i doszłam do wniosku, że z jednej stony dobrze nam w swoim
              towarzystwie, a drugiej po prostu nie do końca ufamu "obcym". Wiem, że gdyby
              stało się mi i mężowi coś złego moje dziecko (dzieci) nigdy nie będzie (będą)
              same na żwiecie. To samo wiedzą wszyscy w mojej rodzinie. Wiem, że gdy będę
              miała kłopoty każdy z nich wyciągnie do mnie rękę. Kiedyś np. musieliśmy się
              wyprowadzić z dnia na dzień z wynajmowanego mieszkania. Tego samego dnia
              otrzymałam cztery niezależne propozycje przyjęcia gościny pod skromnym dachem
              któregoś z nich. Wiem, że nie może być i nie będzie znaczących różnic w
              statusie majątkowym i społecznym między mną a moim rodzeństwem. Nie wyobrażam
              sobie kupowania najleprzej szyneczki mojej kruszynce, podczas gdy np. dzieci
              siostry popijały by wodą chleb z margaryną. Wiem, że inni "u nas" myślą
              podobnie. Ale się rozpisałam. No trudno. Na zakończenie dodam tylko, że moi
              wielodzietni rodzice mają w wieku pięćdziesięciu lat już ośmioro wnucząt
              (najstarsza 2, druga 4, ja 1, młodsza 1), a jeszcze nikt z nas nie powiedział
              ostatniego słowa! Naprawdę jest bardzo wesoło! A i jeszcze jedno wsparcie w
              okresie ciąży i po porodzie: pierwsze dziecko najstarszej urodziło się tydzień
              po bliźniaczkach drugiej w tym samym szpitalu; drugie najstarszej, czwarte
              drugiej i pierwsze młodszej w odstępach co równe dwa miesiące. Ja się tam
              gdzieś w środku wyrobiłam. dobra, koniec pisania. Pozdrawiam wszystkie Mamy
              Wielodzietne. Jesteście naprawdę super! Basia.
              • jol5.po Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 07.03.05, 16:46
                następne podnoszące na duchu wspomnienia - wielkie dzięki Basiasmile)))
    • marzekal Re: pytanie do hijamadre i podobnych osób :))) 25.04.05, 10:25
      Kocham moją rodzinkę i mimo plusów i minusów nie zamieniłabym na inną. Jestem
      najstarsza i mam trzech braci. Tylko dwóch zostało jeszcze z rodzicami, bo
      najpierw była dwójeczka, później mała przerwa i znowu dwójka. Miszkaliśmy w
      mieście, w bloku na osiedlu a rodzice pracowali na zmiany. Z powodu
      starszeństwa spadało na mnie dość sporo obowiązków związanych z pilnowaniem
      najmłodszych. Nie miałam czasu na koleżanki (ale zostały najwierniejsze do
      spacerów z wózkiem), na dyskoteki, kino itp. Na spacer zawsze zabierałam
      książki i na osiedlowej ławeczce pochłaniałam ich całe mnóstwo (i to mi
      pozostało). Ale to moi bracia gdy wracałam z uczelni witali mnie najgoręcej.
      Gdy po ślubie przeprowadziłam się 25 km. dalej po 6 latach cała rodzinka
      przeprowadziła się za mną. Dzieli nas tylko 3 km. (to chyba o czymś świadczy).
      Pomagamy sobie różnie (słowem, czasem, pożyczkami) i mimo rożnic w poglądach
      szybko rozwiązujemy konflikty.
      Myślę, że przyczyna tkwi w tym co nam rodzice przekazali. Najważniejsze to
      kochać i szanować drugiego człowieka. Myślę, że wiele tu miała do naszego
      wychowania głęboka wiara rodziców. I co jeszcze ważne (i co kopiuję na własny
      grunt) niedziela i wakacje były nasze. Całą rodziną chodziliśmy na spacery
      (las, park, lody w mieście) lub jechaliśmy do Babci na wieś. Kiedy rodzice
      kupili starego dużego fiacika, ładowaliśmy się nieprzepisowo (czwórka na tylnym
      siedzeniu) i zwiedzaliśmy okolice. Wspólnie spędzany czas wolny niesamowicie
      zbliża i to najgłębiej zapada w pamięć. A chwilowe konflikty, bitwa o zabawki,
      walka o kolana rodziców i chleb z wychodowanym na oknie szczypiorkiem (zamiast
      kiełbaski) dodatkowo wyciskają po latach łzy wzruszenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka