j0204
30.05.04, 13:46
Witam drogie e-mamy i sympatyków tego forum.
Na prośbę Anuteczka, opisze w kilku zdaniach przebieg moich 2 ciąż. Mam
nadzieję,że nie "odstraszę" nikogo swym przeżyciem. Bo druga ciąża nie była
łatwa.
Od czego zacząć??? gubię się w myślach i staram się napisać słkadnie a
jednocześnie niebyt ostro. Zacznę od początku.
W 2001 roku zaszłam w ciążę, trochę nieplanowaną a trochę tak. wszystko było
ładnie i spokojnie do dnia plamienia. Po hospitalizacji w szpitalu łomżyńskim
wróciłam do W-wy. Był to 7 tydzień ciąży. Na USG (poszłam w 9 tyg )okazało
się że płód jest martwy i należy zrobić zabieg. czułam się strasznie, ale nic
nie mogłam zrobić. Zabieg wykonano na drugi dzień.
Nie będe opisywać jak było z moim samopoczuciem, bo każda z nas, która
przeszła przez coś podobnego mniej więcej wie. (osobiście nię zyczę nikomu
takich wrażeń)
Po odzyskaniu sił i wiary w lepsze jutro zaczęłam konsultacje medyczną z moją
gin i zaczęły się badania.
Najpierw krioterapia , później toxoplazmoza(by jeszcze raz wykluczyć
wszystkie złe bakterie), nastepnie cytomegalia, listerioza, szczepionka MMRII
(przeciwko odrze,śwince i różyczce) następnie pod okiem gin, planowanie
kolejnej ciąży. Wszystko zajęło mi 10 miesięcy od pierwszego poronienia.
I wielka radość - jestem w ciąży. Zapalnowanej niemalże co do minuty.
Nasze szczęście skończyło się w siódmym tygodniu ciąży, kiedy zaplamiłam.
Osiem dni spędziłam w szpitalu. Po wyjściu czułam się dobrze, ciąża nadal nie
budziła zastrzeżeń.
właściwie co 2 tyg miałam robione USG,by patrzeć czy serduszko fasolki bije.
Od początku ciąży brałam luteinę a dużo przed ciążą kwas foliowy(folik).
W dwudziestym tygodniu zrobiłam kolejne badanie USG i dowiedziałam się, że
główka dziecka jest trochę za mała do całej wielkości płodu. Usłyszałam, że
nie jest to duża różnica i nie powinnam się tym martwić. Serce jednak
podpowiadało inaczej.
Kolejny tydzień i kolejne rutynowe badanie USG. Okazało się, że główka naszej
córeczki nie jest proporcjonalnie rozwinięta do pozostałych części ciała. Nie
będę opisywać, co oboje wtedy czuliśmy. Nieświadomi, co dzieje się z naszym
dzieckiem dostaliśmy krótką informację, że być może jest to wodogłowie.
Natychmiast uzyskaliśmy telefon do specjalisty ginekologa dr Tomasza
Roszkowskiego.
Z badania USG wynikało, że ciąża jakby stanęła w miejscu, mój brzuch również
przestał rosnąć. Na podstawie pomiarów USG nie można było ustalić dokładnego
terminu porodu. Oboje jednak zdecydowaliśmy, że pozwolimy dziecku przyjść na
świat i spokojnie odejść. Wg.lekarza, mała nie miała szans na pzreżycie.
Wiedzieliśmy,że mała ma uszkodzenie OUN - tu:holoprozencephalia .
Zaczęły się dalsze badania. Echo serca płodu - dr J.Dangel. Trafiłam do
szpitala Czerniakowskiego, gdzie dr Roszkowski wykonał kordocentezę –
pobranie krwi z żyły pępowinowej płodu w celu oznaczenia kariotypu ( badanie
liczby i budowy chromosomów ). Po wynik udaliśmy się do Instytutu Genetyki na
ul., Sobieskiego, gdzie poznaliśmy profesora genetyki pana Jacka Zarembę,
który udzielił nam informacji dotyczących choroby naszego dziecka.
Profesor Zaremba skierował nas do profesora ginekologii dr Dębskiego, który
potwierdził, że płód jest zbyt duży, aby przerwać ciążę,(nie zdecydowaliśmy
się na to,chciałam by było normalnie i dać jej zycie) Termin porodu
wyznaczono na 4 czerwca 2003 r.
Do szpitala trafiłam 20 maja z bardzo dużym ciśnieniem. Na początku nic nie
wskazywało na to, że 23 maja przyjdzie na świat nasza córeczka. Urodziła się
siłami natury – waga 1,410 kg., długość – 41 cm. Słodki aniołek. Początkowo
otrzymała 3 pkt według skali Apgar, potem 7, na końcu 8 punktów. Zaraz po
porodzie została ochrzczona. Daliśmy jej na imię Sylwia. Stan był na tyle
stabilny, ę można było przewieźć ją do szpitala Akademii Medycznej przy ul.
Działdowskiej. Tam poznaliśmy prof. Korniszewskiego, który na wstępie
przeprowadził z nami rozmowę dotyczącą rokowań dziecka. Wiemy, że jest to
wada letalna, jednak Bóg pozwala nam każego dnia cieszyć się dzieckiem.
I tak jest do dnia dzisiejszego. Sylwia jest z nami w domu od 19*08*2003,
jesteśmy pod opieką Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci.
Nie wiem czy pomogłam komuś pisząc to, na ile mogłam opisac moją historię ,
tak zrobiłam. gdyby któras z mam, czuła się na siłach zapraszam do poczytania
dalszych naszych losów
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=11831658
i bardziej optymistycznie
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=12169332
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=12863767
Aniu, mam nadzieję,że nie zanudziłam Was zbyt długą lekturą,
ściskam Cię mocno i jesteśmy w kontakcie
A mamom życzę dużo wiary i sił na pokonywanie nieprawidłowości losowych.
Jola i Sylwia.