Dodaj do ulubionych

Zaczynam sie irytować...

08.07.10, 13:14
Witam!
Przypadkowo dotarłam na to forum. To świetna sprawa.
Przeczytałam niektóre wątki i stwierdziłam, ze nie jestem sama, macie różne:
większe i mniejsze problemy z teściami.
Ja nie mogę się pochwalić jakimiś "spektakularnymi" scenami kłótni czy
dziwnych zdarzeń z teściami.
To co mnie dotyka, to takie małe "szpileczki', które regularnie wbijane psują
mój układ z teściami. Zaczynam się irytować... Np. tym, ze moje zdanie często
nie jest brane pod uwagę, w różnych kwestiach. Zwracają uwagę mojemu mężowi
jak ma wychowywać dziecko, dodam, że jemu to nie przeszkadza:), mnie za to
strasznie denerwuje.
Wszystko chcą wiedzieć i wtrącają się, co prawda są to błahe sprawy, których
nie ukrywamy, ale :(
Teść jest "ekspertem' w każdej dziedzinie i zawsze ma rację.
Itd.. Przykłady mogłabym mnożyć bez końca. Boję się, że w końcu wybuchnę nawet
przy jakiej drobnej kwestii.


Obserwuj wątek
    • pelna_pytan123 Re: Zaczynam sie irytować... 09.07.10, 08:09
      He he piszesz o tym jak pioczątkowie podchodzili do mnie teście.

      I nie martw sie... powiedz im co myślisz a poczujesz sie lepiej:)
      Mi pomogło bardzo:)
    • katarinabeauty Re: Zaczynam sie irytować... 09.07.10, 08:42
      Witaj w klubie:)
      Ja właśnie też jestem na takim etapie kiedy to te słynne "szpileczki" wbijają
      się coraz bardziej.
      Musisz przejść pewien etap, mianowicie tego, że jak powiesz co Ci zwyczajnie nie
      podoba i czego sobie nie zyczysz to nic się nie stanie, świat się nie zawali,
      życie Ci się skończy jak teściowie nie będą się odzywać.
      Wierz mi ja właśnie przeszłam przez ten próg i zrozumiałam ten etap.
      Nie muszę siedzieć cicho, bo to mój mąż, moje zycie i moje widzi mi się:) postaw
      na swoim , pozdrawiam
      • jafryzjerka Re: Zaczynam sie irytować... 09.07.10, 11:42
        no wlasnie ...
        ciesze sie Katarina ze jestes juz na tym etapie bardzo duzo w
        krotkim czasie zrozumialas bo tu nie chodzi o o zeby traktowac
        tesciow jak wrogow i z gory zakladac ze sa zli tylko dac im do
        zrozumienia ze swoje zycie juz przezyli ich 5 minut minelo i teraz
        to wy idziecie wlasna droga
        jesli cos robisz zle to ok niechci o tym mowi niech daje te
        swoje "dobre" rady chociaz nie zawsze takie sa...
        ale nikt nigdy nie ma prawa kierowac naszym zyciem i nie moze nam
        kazac zyc po swojej mysli
        czesto nawet te mlode dziewczyny potrafia sobie radzic w zyciu
        swietnie a tez maja swoje matki i jesli potrzebowalyby rady to mysle
        ze zwrocilyby sie do matki
        no ale chyba taka rola tesciowej ;)
        • jafryzjerka Re: Zaczynam sie irytować... 09.07.10, 11:46
          aha jeszcze jedno...
          wlasnie od takich malych szpileczek sie zaczyna ty na wszystko sie
          godzisz udajesz ze jest ok i po jakims czasie budzisz sie lub tez
          nigdy sie nie ockniesz ze twoje zycie wyglada tak jak tesciowa tego
          chce wiec juz na poczatku w kulturalny sposob zwracaj uwage na to ze
          to twoje zycie i nie wszystkie rady sa potrzebne a moze nie tyle co
          rady a ingerencja w wasze malzenstwo
          • gomik1010 Re: Zaczynam sie irytować... 09.07.10, 13:16
            Macie rację!
            Ale to nie jest tak, że ja milczę i na wszystko się zgadzam, wręcz przeciwnie,
            jak mnie coś "boli", to reaguje od razu i stanowczo. Według mnie, jeśli tak
            postępuję, to powinna być jakaś reakcja z ich strony, tzn. poprawa zachowania.
            Niestety, mam wrażenie, że oni nic sobie z tego nie robią, niby na początku
            "pasują", ale niedługo potem sytuacja się powtarza. Niekiedy myślę sobie, że po
            prostu się czepiam, bo czasami denerwują mnie naprawdę małe rzeczy, ale czasami
            to już są poważne sprawy.
            Tak sobie myślę, że to różnica w wychowaniu. Oboje z mężem jesteśmy jedynakami.
            Moi rodzice dali mi wolna rękę (w granicach rozsądku), wychowywali jako
            samodzielnego człowieka, to ja przychodziłam coś opowiedzieć,a nie oni
            zasypywali gradem pytań. Było zaufanie i wspieranie w razie popełnienia błędu.
            Nigdy u nas nie było kierowania wszystkim przez rodziców. U mojego męża jest
            inaczej, rodzice wiedzą o wszystkim, wypowiadają się na dany temat, komentują ,a
            jeśli zrobi po swojemu i popełni błąd, to są usatysfakcjonowani, że mieli rację.
            Wy też tak macie?????????
            • jafryzjerka Re: Zaczynam sie irytować... 09.07.10, 14:41
              wlasnie tu chyba lezy problem w wychowaniu ..
              moj maz jest nauczony ze ma wszystko podobac sie mamusi a jesli jest
              cos co nie bedzie sie podobalo no to trzeba to zrobic po kryjomu tak
              zeby nie widziala
              rodzice czesto krzywdza swoje dzieci tym jak je wychowuja czesto
              widze u siebie w pracy jak przychodzi chlopak 19-20 letni z matka a
              ona powiedz pani jak chcesz sie ostrzyc nie wstydz sie
              ;( scyzoryk sie w kieszeni otwiera bo chlopak jak przychodzi sam to
              mowi jak chce zreszta strzyze sie bez zmian tak jak bylo na poczatku
              wiec na dobra sprawe nie musze pytac a ona robi z niego kaleke
              zyciowa a chlopak jest jedynakiem i tak bezdie go chciala prowadzic
              za reke przez cale zycie i kiedys bedzie z tym walczyla zona tego
              chlopaka o ile mama pozwoli mu ja miec ;)
              ja jestem nauczona samodzielnosci i dobrze sobie w zyciu radze a moj
              maz bez zapytania mamusi czy tatusia w powazniejszej decyzji nie
              wiem czy poradzilby sobie...
              uwaza ze jego ojciec jest wszechwiedzacy chociaz tak naprawde to
              wiele pytan niepotrzebnie do niego kieruje no ale co ja mu bede
              narzucac kogo ma pytac...
            • frog.1 Re: Zaczynam sie irytować... 09.07.10, 15:22
              Satysfakcja że własnemu dziecku się nie powiodło?!!!Chore to i przykre:( Niestety sadzę że to częsty przypadek.Moja teściowa najchętniej widziałaby nas na sprawie rozwodowej,najlepiej gdyby potem mąż mój do niej wrócił.Oj,miałaby radochę kobieta.Już słyszę teksty typu:ty nieudaczniku,nawet małżeństwo ci się rozwaliło....Bo to nawet nie jest nadopiekuńczość,to już zakrawa na jakąś chorobę psychiczną kiedy matka(rodzice)cieszą się z niepowodzeń dziecka.To jest CHORE!!!!Taka apodyktyczna matka myśli że jest pępkiem świata i że synuś nawet po ślubie będzie z nią wszystko uzgadniał,tłumaczył się i analizował.A synuś ma żonę z która powinien podejmować decyzje,a nie ze zgorzkniałą i zazdrosną mamuśką. Ale za jedno mojej teściowej jestem wdzięczna:wiem jaką teściową i matką nie będę.Nie będę taka jak ona!
              • deodyma Re: Zaczynam sie irytować... 09.07.10, 17:12

                frog.1 napisała:

                > Satysfakcja że własnemu dziecku się nie powiodło?!!!Chore to i
                przykre:( Nieste
                > ty sadzę że to częsty przypadek.Moja teściowa najchętniej
                widziałaby nas na spr
                > awie rozwodowej,najlepiej gdyby potem mąż mój do niej
                wrócił.Oj,miałaby radochę
                > kobieta.Już słyszę teksty typu:ty nieudaczniku,nawet małżeństwo ci
                się rozwali
                > ło....Bo to nawet nie jest nadopiekuńczość,to już zakrawa na jakąś
                chorobę psyc
                > hiczną kiedy matka(rodzice)cieszą się z niepowodzeń dziecka.To
                jest CHORE!!!!





                chore to chore, ale chore sa te kobiety, niestety.
                moja tesciowa podobna do Twojej.
                w tej chwili spodziewam sie drugiego dziecka i gdy maz dwa dni temu
                powiedzial jej, ze w ciazy jestem, chociaz ja nie chcialam, zeby
                cokolwiek na ten temat jej mowil, powiedziala "ze tym razem
                usidlilam go na dobre, ze go zostawie, zaloze mu sprawe o alimenty i
                bede urzadzona do konca zycia":D
                potem mowila, ze dziecko bedzie nienormalne, bo jakichs tam witamin
                nie lykam i w koncu stwierdzila, ze co ja to obchodzi:D
                dzis napisala mezowi smsa, ze ona cieszy sie z drugiego wnuka i
                dobrze by bylo, zeby byl trzeci, bo to skarb...
                wariatka.
                tak naprawde to twierdzila, ze nasz pierwszy syn to bachor z wpadki
                i dam sobie drugigo bachora zrobic a nawet gromade bachorow, byle
                tylko jej syn ze mna byl:D
                nie utrzymuje z ta kobieta kontaktow i nie mam takowego zamiaru.
    • thegimel Re: Zaczynam sie irytować... 10.07.10, 11:26
      Mój teść też jest ekspertem. Zna się na wszystkim, polityka, ekonomia, sztuka,
      piłka nożna, wychowanie dzieci, żywienie dzieci, etc. Mały jest uczulony na
      mleko, a do teścia nie może dotrzeć, że nie może serka jeść, bo przecież mleko
      to podstawa żywienia człowieka. Sama mam nietolerancję laktozy, nie jem nabiału
      od lat kilkunastu i żyję jakoś. Tak samo z butami, powinny być wg. szkoły sprzed
      30. lat: ze sztywną cholewką. A chodzenie boso jest niezdrowe, bo sobie można
      nogę skręcić. Jakoś nigdy sobie nie skręciłam nogi na bosaka, natomiast
      kilkakrotnie w butach. Aha, a czapkę trzeba dziecku zakładać cały rok,
      niezależnie od pogody, bo inaczej się przeziębi. I inne kwiatki tego typu. Ale
      najbardziej jest mi żal teściowej czasami. Naprawdę bystra babka, a musi znosić
      uwagi mędrca na okrągło. System mamy jeden: nie kłócę się, bo równie dobrze
      mogłabym się kłócić z fotelem. Serem podkarmiać nie pozwalał, raz podkarmił po
      kryjomu, pokazałam efekt (wysypka i śluzowata kupa) i chyba uwierzył. A czapkę
      zakładam jak wychodzimy od teściów i za rogiem ściągam. W dużym skrócie: puść
      różne uwagi i hasła mimo uszu i rób swoje.
      • gomik1010 Re: Zaczynam sie irytować... 12.07.10, 08:45
        Jej! Identyczny problem, moje dziecko też nie może jeść produktów z mleka
        krowiego , jajek i czekolady. Oczywiście, była notorycznie podkarmiana tym,
        wysypka na skórze nie była żadnym argumentem. Doprowadzili mi dziecko do stanu,
        kiedy "oskrzela złapał skurcz" i teść musiał zawieść nas do lekarza. Lekarka go
        "nie oszczędziła". od tego momentu mam spokój.
        • frog.1 Re: Zaczynam sie irytować... 12.07.10, 08:50
          Moja teściowa na porodówkę przywiozła małemu gorzka czekoladę i kubusia.Kiedy
          powiedziałam że mały jeszcze nie je takich rzeczy,stwierdziła że dobra czekolada
          jeszcze nikomu nie zaszkodziła.I nie myślcie że się pomyliłam,gdy dawała
          czekoladę wyraźnie zaznaczyła że to prezent dla małego.
          • gomik1010 Re: Zaczynam sie irytować... 12.07.10, 10:05
            To nieźle!Czasami zastanawiam się, skąd Ci ludzie czerpią takie idiotyczne
            pomysły?...
            Moi teściowie, zwłaszcza teściowa, mają w ogóle lekkiego bzika na punkcie
            jedzenia. Jeśli chorujesz, to znaczy, że za mało jesz. I tak np. gdy poważnie
            zachorowałam,(tarczyca), to byłam chora na anoreksję i bulimię, bo chudłam.
            Moje dziecko jest pod ciągłym obstrzałem:"zjedz to i zjedz tamto", robi to bez
            opamiętania i jest tak natrętna, że mała krzyczy "idź sobie". Wtedy teściowa
            znacząco spogląda na nas, żebyśmy zareagowali na "niegrzeczne" zachowanie
            dziecka. Przestałam zwracać małej uwagę, a teściowej nie tłumaczę, jest
            niereformowalna.
            Potrafi też tłumaczyć szczegółowo jak odgrzać obiad, jeśli go zrobi, lub jeszcze
            lepiej, jak rozcieńczyć soczek dziecku. Wkurza mnie takie matkowanie, ponieważ
            naprawdę jestem osobą zaradną i samodzielną i teściowie nie wychowują mi
            dziecka. Bojkotuję takie uwagi, ona gada a ja wychodzę, ale nie przestaje tego
            robić. Mi już się gadać i tłumaczyć nie chce, szkoda czasu i zachodu.
            • pluzek Re: Zaczynam sie irytować... 28.07.10, 12:34
              skąd ja to znam!!!! moja teściowa potrafi truć przez 15 minut co z
              czym należy ugotować i broń boże nie inaczej bo synuś pewnie nie
              zje!!! Po 18 latach małżeństwa to raczej umiem ugotować no nie??
    • katarinabeauty Re: Zaczynam sie irytować... 10.07.10, 11:47
      Ciekawe te wasze wszystkie historie. Włos się na głowie jeży.
      Ja radziłabym jak pisała jafryzjerka - kulturalnie ale stanowczo dawać do
      zrozumienia, że masz swoje zdanie.
      Kurde, tak tłumacze gomik1010 a zastanawiam się czy u mnie wogóle się tak da?
      Bo przecież moi teście mnie słuchają...phi phiihihi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka