Dodaj do ulubionych

Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzdur

20.09.08, 13:11
Nie wiem czy byl taki temat, ale spytam. Czy idąc do sredniej szkoły
np. nie wiedzieliscie z góry ze 60-70% programu nauczania was
kompletnie nie interesuje? Wiadomo np. szkola ogolnoksztalcąca
kształci powiedzmy ogólnie. Ale jaki sens jest uczyc się przez
większosc szkoly biologii czy fizyki, która dla wielu uczniów
kompletnie się nie przyda. Ja wiedziałem ze nauka o nibynóżkach czy
reakcjac chemicznych kompletnie mi się nie przyda bo miałem inne
zainteresowania. Dlaczego szkoła nie przygotowuje do życia?
Może to zabrzmi banalnie ale:
- czy zamiast uczyc sie o dżdżownicach nie lepiej uczyc się rodzajów
grzybów by nie zbierać trujących
- dlaczego PO (przysp. obronne) to smieszny przedmiot. Dlaczego nikt
nie wymaga by na 5 umieć pierwszą pomoc, ale umieć wyjąć kleszcza.
- np WF na basenie - nauka pływania, ale np. jak pomóc wyciągnąć z
wody tonącego nie uczy
- czy na geografii nie powinno się uczyc np. zachowania na wypadek
np. trąb powietrznych
- na technice np. poznac choc w zarysie budowę silnika samochodowego
zamiast wycinac bzdety z tekturek.
- dlaczego na historii człowiek wertuje lata Mieszka w sposob
dokladny ale najnowszej historii juz nie, bo program nauczania juz
nie zdąży
- po co komu na informatyce DOS (chyba ze juz nie uczą), nie lepiej
wymagac np. umiejetnosci formatowania dysku?
Ktos gdzies wspominał: czy nauka wypelniania PITA zaszkodzi? nie
warto poznac historię teatru, kina, historię religii (roznych) a nie
tej słusznej jedynej która jet szczerze mówiąc parodią lekcji?
Dlaczego nie ma nauki o Unii Europejskiej w stopniu rozbudowanym,
żeby zaprocentowalo w przyszłosci. Dlaczego nie ma podstaw
marketingu?
Wiem ze to duzo, ale czy nie powinno byc przedmiotow obowiazkowych i
przedmiotow do wyboru?
Szkoda ze człowiek wiedzac ze na nic pewne rzeczy mu sie w zyciu nie
przydadza zawracał sobie nimi głowę.
Obserwuj wątek
    • gdabski Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 20.09.08, 14:48
      Frazesy, albo jeszcze gorzej.

      /Gdabski
    • gobi05 Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 20.09.08, 15:16
      > Nie wiem czy byl taki temat, ale spytam.
      TAKIEGO tematu nie było, ale może wypowiesz się
      w założonym przeze mnie wątku
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115

      Podobne problemy pojawiają się mniej - więcej co miesiąc
      i przemijają bez echa. Czy masz jakieś konstruktywne
      pomysły?
    • randybvain Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 20.09.08, 16:49
      a.Jeżeli w gminie jest tylko 30 dzieci, które są zainteresowane
      nibynóżkami, a szkół jest dziesięć, to trzeba by zwolnić 9
      nauczycieli biologii, bo jeden dla tej trzydziestki w zupełności
      wystarczy. W ten sposób likwidujemy bezrobocie.
      b.Liczy się yntelygencja teleturniejowa, a nie praktyczna wiedza
      przydatna w życiu... No bo to będzie tragedia, jak lekarz nie będzie
      umiał wymienić wszystkich cieśnin pomiędzy greckimi wyspami,
      analfabetą się okaże i tyle.<sarkazm>
      • randybvain Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 20.09.08, 16:50
        "w ten sposób" - tzn. ucząc wszystkie dzieci o nibynóżkach.
        • claratrueba Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 21.09.08, 16:38
          Mój drogi, szkoła ma uczyć podstaw wszystkich nauk. Czy jej się to udaje to inna
          sprawa. Nibynóżki może Cię nie interesują, mnie też nigdy nie interesowały, ale
          niewielu licealistów rozpoczynających naukę ma tak sprecyzowane plany, że może
          dokonać wyboru przedmiotów świadomie. Wybierze raczej najłatwiejsze. A w klasie
          maturalnej- O, Jezuuuuuu! Mój mąż wybrał klasę mat. fiz. a potem zdecydował się
          na prawo, podobnie jego siostrzenica. Mieliby szansę gdyby pozwolono im
          wyeliminować historię z programu? Pytasz dlaczego szkoła nie uczy o rzeczach,
          które z łatwością znajdziesz w necie? Właśnie dlatego. Oczywiście, wiele
          elementów programu np. ten nieszczęsny DOS jest mocno zdezaktualizowanych,
          szkoła nie nadąża. A Twoje zastrzeżenia konkretne: historia- kiepski nauczyciel,
          nie umie rozplanować materiału, geografia- biorąc pod uwagę częstotliwość
          występowania trąb- Twoja propozycja jest fajna ale bez większego zastosowania
          praktycznego, basen- wyholowanie 80 kilogramowego manekina przekracza
          możliwości przeciętnego 16-18 latka. Szkoła jest nudna, żmudna i paskudna-
          zgoda. Ciekawe są książki i net. Nikt nie broni Ci pogłębiać wiedzy za ich pomocą.
          • dziwny_gosc Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 21.09.08, 22:34
            Przepraszam, że się wtrącam, ale gdzie to jest stwierdzone, że szkoła ma uczyć
            podstaw wszystkich nauk? No i jeśli faktycznie tak jest, to dlaczego nie uczy
            podstaw filozofii (matka wszystkich nauk), ekonomii, socjologii, psychologii itd?
            • danuta49 Jest jeszcze wiele nauk,których szkola nie uczy! 21.09.08, 22:46
              I slusznie-średnia"szkola ogólnoksztalcąca" to XIX-wieczna
              utopia.Dziś nauk jest dużo więcej i rozwinięte są znacznie
              bardziej,a Leonardów da Vinci coś mniej jest;-))))
            • claratrueba Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 22.09.08, 06:49
              Bo oprócz szkoły są studia. A filozofia- jest jej trochę na jęz. polskim i
              historii. I, niestety, bardzo nieliczni uczniowie są w stanie poradzić sobie z
              nią. Co gorsza, bardzo nieliczni nauczyciele.
              • randybvain Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 22.09.08, 19:25
                Na polskim jest głównie psychologia bohaterów literackich oraz nauki
                prekognitywne "co autor miał na myśli"...
          • randybvain Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 22.09.08, 19:35
            Nie udaje się, nie udaje się też nakłonić dzieci do korzystania z
            materiałów takich, jak internet czy książki w bibliotece (jeśli są
            dostępne). Co więcej, traktuje się uczniów jak druidów w
            starożytności (musieli przez dwanaście lat uczyć się na pamięć setek
            utworów), jak gdyby nie zauważono, że nie ma potrzeby pamiętania
            wszystkich tych faktów, które są w internecie na wyciągniecie ręki.
            Przez tę łopatologię nie starcza czasu na zasygnalizowanie takich
            rzeczy jak współczesna historia, literatura, kultura, prawo,
            filozofia, religioznawstwo itd, ani na naukę rzeczy praktycznych.

            Oczywiście, że współcześni licealiści a nawet i studenci nie mają
            sprecyzowanej drogi życiowej, ale to tylko dlatego, że upchnięto ich
            w sztywne ramy wiekowo-programowe. Twój mąż nie mógł w ostatniej
            klasie zająć się historią, którą się wtedy zainteresował/była mu
            potrzebna. Musiał się pewnie douczać sam. Całe szczęście, że zdążył.
            Ale wyobraź sobie, że zdałby maturę z matematyki i po ptakach, jakie
            miałby szanse rok później na pójście na studia prawa? Nawet nie ma
            możliwości, aby się tej historii douczyć i zdać egzamin!
            • genny1 Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 23.09.08, 07:10
              Randy, czy Ty na pewno wiesz, o czym piszesz? Czytasz to, co
              napisałeś? Tyle stereotypów w jednej wypowiedzi ...
              • gobi05 o czym ty piszesz? 23.09.08, 18:30
                Bardzo proszę: wymień trzy z tych stereotypów
                i uzasadnij, w czym myli się przedpiśca.
                Podyskutujemy.
                • monnie92 Re: o czym ty piszesz? 23.09.08, 20:13
                  Mój mąż wybrał klasę mat. fiz. a potem zdecydował się na prawo, podobnie jego
                  siostrzenica. Mieliby szansę gdyby pozwolono im wyeliminować historię z programu?"

                  Aktualnie jestem w identycznej sytuacji x/ jestem w I klasie w jednym z
                  lepszych bydgoskich liceów na profilu prawnym (humanistycznym, rozszerzony
                  polski, historia i wos) i choć interesuje mnie prawo, to dziś na 60% jestem
                  pewna, że chciałabym pójść na budownictwo. Jestem przygotowana, że musiałabym
                  zdać maturę z maty na dosyć wysokim poziomie, niestety, mam tylko 3 godziny
                  matematyki tygodniowo (wlasciwie, to 2, bo raz w tygodniu mam dwie godziny w
                  tygodniu), w poniedziałki i piątki, oczywiście uczą mnie z zakresu podstawowego.
                  Przy tym moja pani profesor to osoba przykra i raczej nie jest to nauczyciel z
                  powołania. Kazała mi samodzielnie realizować zakres rozszerzony, nie mówiąc ani
                  słowem o fakultetach w klasie maturalnej (czyżby ich nie organizowała?) wydaje
                  mi się, że powinni się tym bardziej przyłożyć do przygotowania nas do matury z
                  matematyki, gdyż od tego roku podstawowy egzamin z tego przedmiotu jest
                  obowiązkowy. Tym oto sposobem jest duże prawdopodobieństwo, ze uczniowie klas
                  humanistycznych po prostu obleją maturę, czyba, że są megawszechstronni, czego
                  wielu nauczycieli i ludzie, którzy już zapomnieli swoje czasy szkolne, od nas
                  oczekują.
                  Secundo, szkoły nie potrafią wykorzystywac talentów i zainteresowań uczniów i
                  kształcić ich w tych kierunkach - wiadomo, że łatwiej jest zrobić historyka z
                  osoby, która się tym pasjonuje, dlaczego więc jej nie pomóc? Istnieją kółka
                  teatralne, wokalne itp., a konstruktorskich nie ma zbyt wiele, a jak są, to
                  zrzeszają tylko mózgowców i laureatów olimpiad z fizyki i informatyki.
                  Tertio: JAK MYśLICIE, ILU MOICH RóWIEśNIKóW MA LUKI W WIEDZY? Jedno gimnazjum
                  drugiemu nierówne! Przychodzi do dobrego liceum dwoje uczniów - absolwent
                  gimnazjum autorskiego i absolwent rejonówki. Oboje zdolni i ambitny, ale... Jak
                  myślicie, który będzie sobie radził np. na fizyce? Oczywiście, że człowiek z
                  gimnazjum przy liceum, gdzie chodzą dzieciaki bystre i głodne wiedzy. Piszę to z
                  własnego doświadczenia - wyniosłam z gimnazjum (rejonowego, przy podstawówce)
                  jak mogłam najwięcej, a okazało się, że wiedzą i umiejętnościami i tak odstaję
                  od reszty. Czemu? Posłużę się już wcześniej nadmienioną fizyką - miałam lekcje z
                  wychowawcą, który miał dobry kontakt z uczniami, ale niebardzo potrafił nad nimi
                  zapanować. Oczywiście w gimnazjach rejonowych można spotkać przyszłym tapicerów,
                  murarzy, czy też po prostu osoby bez wyższych aspiracji, których fizyka mało co
                  obchodzi, no bo po co? Do zawodówki dostanie się "z palcem w d...", wystarczy mu
                  jedynie punktacja z ocen i jak troche "postrzela" na egzaminie. Takie typy na
                  lekcji przeszkadzają i nie dają skupić się nad zadaniami uczniom niekoniecznie
                  zdolniejszym, ale tym, którym na nauce zależy. W ten sposób przychodze do
                  drugiego liceum w mieście i jestem zmuszona udawac, że rozumiem, o czym mówi
                  nauczyciel.
                  Teraz nie zamierzam pisać matury z fizyki (a przynajmniej mam nadzieję, że nie
                  będę musiała, by dostać się na wymarzony kierunek studiów) bo pewnie i tak bym
                  jej nie napisała na 30%.
                • genny1 Re: o czym ty piszesz? 24.09.08, 07:20
                  Służę.
                  1. Cały czas młodzież pracuje na materiałach dodatkowych. Coraz
                  więcej kupuje się książek do szkolnej biblioteki, bo jest na to
                  zapotrzebowanie. Może nie wszędzie, ja mam doświadczenia z Warszawy.
                  2. Możliwość wyboru przez ucznia LO przedmiotów rozszerzenia to nic
                  innego, jak kreowanie własnej drogi edukacyjnej. Pewnie, że nie
                  wszyscy.
                  3. Uczenie się na pamięć? Bez tego ani rusz. Ale uczy się również
                  korzystania z innych źródeł, vide tablice na maturze.

                  Nie jestem fanką polskiego systemu edukacji. Przeciwnie, uważam, że
                  wiele w nim powinno się zmienić. Ale irytuje mnie potępianie
                  polskiej szkoły w czambuł, przekreślanie ogromnej pracy wielu
                  nauczycieli. Jasne, że nie wszystkich. Po tych "złych" polskich
                  szkołach młodzież świetnie odnajduje się na zagranicznych studiach.
                  I to też jest w jakiejś części zasługa szkoły. A olimpiady
                  międzynarodowe? To też polska szkoła. Wiem, że to ułamek, ale jednak
                  • gobi05 Re: o czym ty piszesz? 24.09.08, 15:05
                    > 1. Cały czas młodzież pracuje na materiałach dodatkowych. Coraz
                    > więcej kupuje się książek do szkolnej biblioteki, bo jest na to
                    > zapotrzebowanie. Może nie wszędzie, ja mam doświadczenia z Warszawy.
                    Tam, gdzie chodzą moje dzieci też kupuje się
                    trochę książek, ale niewiele pomocy naukowych.
                    Randy pisał też o wykorzystaniu Internetu, i to
                    nie "od święta" tylko regularnie. Tego naprawdę
                    nie ma, chyba że niektórzy szukają sobie ściąg
                    i streszczeń. To oczywiście wina marnej infrastruktury,
                    ale jednak fakt, a nie stereotyp.

                    > 2. Możliwość wyboru przez ucznia LO przedmiotów rozszerzenia
                    > to nic innego, jak kreowanie własnej drogi edukacyjnej.
                    O mój Boże! Trzy lekcje historii i dwie matematyki albo
                    dwie lekcje historii i trzy matematyki - to ma być
                    kreowanie własnej drogi edukacyjnej? Mój pomysł jest
                    zdecydowanie bardziej radykalny.
                    Zwróć też uwagę, że to kandydaci do szkół średnich
                    muszą sobie wybierać z tego co im system edukacji
                    proponuje, a nie system umożliwia naukę tego, czego chcą
                    ludzie. Stąd paranoje w rodzaju dziesięciu chętnych
                    na jedno miejsce. Przez ostatnie kilkanaście lat
                    obrodziło w szkoły hotelarskie, ale zobacz jakie
                    w tym roku były wyniki egzaminów zawodowych
                    z hotelarstwa :-(
                    System jest niewydolny.

                    > 3. Uczenie się na pamięć? Bez tego ani rusz. Ale uczy się również
                    > korzystania z innych źródeł, vide tablice na maturze.
                    Owszem, i z tego powodu niektórzy Polacy są zdania,
                    że polskie dzieci są lepiej wykształcone, bo np.
                    polscy licealiści znają rzeczy których w USA
                    uczą się dopiero studenci. Ale Randy pisze:
                    "Przez tę łopatologię nie starcza czasu na zasygnalizowanie
                    takich rzeczy jak współczesna historia, ... itd,
                    ani na naukę rzeczy praktycznych." Chyba do tego
                    się odniosłaś?
                    I to wcale nie jest stereotyp, bo mało kto zauważa,
                    że polskie szkolnictwo to raczej zagospodarowanie
                    przydzielonego czasu niż jego owocne wykorzystanie.
                    Ja uważam, że ten czas jest w większości zmarnowany,
                    bo nauka (mimo że tego samego materiału) w nauczaniu
                    domowym zajmuje o wiele mniej czasu, bo jest to wiedza
                    zbędna, bo nie pozwala uczyć się tego, co jest bardziej
                    ludziom potrzebne.

                    > Nie jestem fanką polskiego systemu edukacji. Przeciwnie,
                    > uważam, że wiele w nim powinno się zmienić.
                    Problem w tym, że zmiany ostatnich lat zmieniają
                    bardzo wiele, tylko nie tego, co należało.
                    Likwidacja zerówek nic tu nie poprawia oprócz
                    obniżenia kosztów przypadających na jednego ucznia.
                    Wprowadzenie gimnazjów to potworna lipa, choć może
                    też obcięła koszty kształcenia przez zebranie
                    wiejskich dzieci w molochach.
                    Drugi problem jest taki, że wiele krajów świata
                    podejmuje wyzwania współczesności, a Polska nie.
          • gobi05 Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 16.12.08, 12:18
            > niewielu licealistów rozpoczynających naukę ma tak
            > sprecyzowane plany, że może dokonać wyboru przedmiotów świadomie.
            To może by postawić ukierunkowanie zawodowe
            jako jeden z głównych obowiązków szkoły?
            Nie tylko nauczanie, pilnowanie frekwencji,
            ale też badanie zdolności i zainteresowań
            oraz poradnictwo zawodowe..

            > Wybierze raczej najłatwiejsze. A w klasie
            > maturalnej- O, Jezuuuuuu! (...)
            > Mieliby szansę gdyby pozwolono im
            > wyeliminować historię z programu?
            Mieliby, gdyby mogli elastycznie kształtować
            swoją ścieżkę edukacyjną.

            > Oczywiście, wiele elementów programu np. ten
            > nieszczęsny DOS jest mocno zdezaktualizowanych,
            > szkoła nie nadąża.
            Dlaczego więc "reformowanie" systemu edukacji
            nie ma nic wspólnego z >>nadążaniem szkoły<<
            tylko likwidacją klas zerowych? Bo w obecnym
            systemie nie jest to w ogóle osiągalne,
            pomijając fakt, że nie ma takiej potrzeby
            (bo uczeń - a nawet rodzic - jest przedmiotem
            w procesie edukacji, a nie jego podmiotem).
            Szkoła nie nadąża i stratne jest dziecko
            (uczeń/student), a minister edukacji mimo to
            ma się jak pączek w maśle.

            > praktycznego, basen- wyholowanie
            > 80 kilogramowego manekina przekracza
            > możliwości przeciętnego 16-18 latka.
            Nie próbowałem, ale wydaje mi się, że nie masz
            racji. Manekin przynajmniej nie łapie cię
            za szyję.

            > Szkoła jest nudna, żmudna i paskudna-
            > zgoda. Ciekawe są książki i net. Nikt
            > nie broni Ci pogłębiać wiedzy za ich pomocą.
            Ależ skąd - nie jest nudna, wciąż się coś dzieje,
            ktoś się pobił, ktoś dostał pałę, nauczycielka
            nakrzyczała itd. Tylko mało uczy.
            Żmudna jest, to fakt. Kolejny raz uczysz się o tym
            samym (zastosowanie perspektywy w malarstwie)
            i masz poczucie straconego czasu: kolejna godzina,
            kolejny poranek, kolejny rok).
            Paskudna - to pojęcie bardziej estetyczne. Co to ma
            wspólnego z użytecznością, satysfakcją, wzbogacaniem?

            > Ciekawe są książki i net. Nikt nie broni Ci pogłębiać wiedzy za ich pomo
            > cą.
            a) Nauczyciele twierdzą, że ich nauczanie jest
            ważniejsze niż to, co znalazłbym w necie lub
            bibliotece. Rodzice ich popierają. Do podbudowy
            technikum np. metalurgicznego wchodzi także
            historia, biologia, religia/etyka itd.
            b) Poszukując samemu różności (ważnych dla mnie)
            dużo czasu poświęcę na samo wyszukiwanie, a do tego
            wielu rzeczy mogę wcale nie znaleźć. Po to jest
            szkoła, zatrudnieni nauczyciele, wysokie komisje
            profesorów itd. żeby mi w tym pomogli.
            c) Powiedzmy sobie szczerze: czas stracony na
            lekcjach jest nie do odzyskania. Im więcej mam
            nauczania w szkole, tym mniej nauczę się sam.
    • truten.zenobi myślę że jest jeszcze gorzej... 22.09.08, 21:02
      bo tak naprawdę tylko w niewielkim stopnu szkoła uczy...
      zwykle to starania rodziców (czy osobiście czy poprzez korepetycje),
      i starania własne uczniów... szkoła tylko wymaga...
      • claratrueba Re: myślę że jest jeszcze gorzej... 23.09.08, 09:35
        Szkoła polska jest zła, z b. nielicznymi wyjątkami. Po tzw. reformie, zniesieniu
        egzaminów na studia jest gorzej niż było (mój mąż musiał zdawać matematykę na
        maturze a historię na wstępnych). Natomiast nie zgadzam sie absolutnie, że nauka
        rzeczy pozornie lub na razie niepotrzebnych jest zaśmiecaniem mózgu. Jest jego
        rozwijaniem, wszechstronnym. Mózg jest jak mięśnie- pracuje to się rozwija. Inne
        jego części odpowiadają za różne dziedziny- jedna półkula matematyka, druga
        pamięciowe, współpracują przy językach. Uczenie pamięciowe (poezji np) rozwija
        pamięć w ogóle. Jednostronne, ładnie nazywane specjalizacja, nauczanie nie
        sprawdziło się. Propagowali je Amerykanie i nagle okazało się, że nie dorastają
        do pięt Japończykom uczącym wszechstronnie włącznie z poezją samurajską i
        malowania na jedwabiu (przez tychże samurajów uprawiane dla ćwiczenia lekkości
        ręki). Najwybitniejsi naukowcy, wynalazcy nie byli kształceni "wybiórczo" o ile
        w ogóle byli. Einsteinowi nie przeszkadzała gra na skrzypcach, a Churchilowi
        malowanie niezłych akwarel i gra w polo. Nie ma wyizolowanych nauk. Włókna
        węglowe, kevlar, lycra powstały dzięki obserwacjom biologii- budowy kości,
        owadów. wielkie konstrukcje- budowy roślin. Tylko wszechstronny rozwój mózgu
        umożliwia analizę porównawczą. Tak jak harmonijnie zbudowane ciało ma rozwinięte
        wszystkie mięśnie a nie tylko np. bicepsy i łydki.
        • truten.zenobi Re: myślę że jest jeszcze gorzej... 23.09.08, 12:03
          ja myślę że trzeba znaleźć jakiś złotyśrodek a nie przeskakiwać z
          skarjnosci w skrajność. powinno się też zakres programowy
          dostosowywać do ucznia (jego potrzeb i zdolnosci) a nie na odwrót.

          bo co pozytywnego jest w uczeniu kogoś logarytmów jesli nie rozumie
          działań na ułamkach, jaki sens był czenia j. rosyjskiego
          jeśliniewielu korzysta z tego jezyka... ale z drugiej strony uczenie
          geometri algebry rozwija twórcze logiczne myślenie, nauka języków
          otwiera nas na świat i ludzi...

          powiem jeszcze tak "imagination is more important then knowledge"
          polska szkoła opiera się na pamieciówce i niszczy twórcze myślenie.
          OK warto ćwiczyć pamieć... ale ucząc się wierszy a nie regółek na
          fizyce czy matematyce!
        • gobi05 szkodliwe założenia 23.09.08, 18:22
          > (...) nie zgadzam sie absolutnie, że nauka
          > rzeczy pozornie lub na razie niepotrzebnych
          > jest zaśmiecaniem mózgu. Jest jego
          > rozwijaniem, wszechstronnym.

          Nauka w większości dotyczy rzeczy na razie
          niepotrzebnych. Nawet nauka jazdy jest na razie
          niepotrzebna, ponieważ kursant nie ma prawa jazdy,
          więc i tak nie może prowadzić samochodu.

          Jednak najważniejsze, co chcę powiedzieć, to to
          że nauka rzeczy niepotrzebnych to marnotrawstwo
          czasu i wysiłku. W swojej argumentacji zakładasz,
          że uczniowie którzy nie muszą uczyć się rzeczy
          niepotrzebnych - nie będą uczyć się niczego!
          To błąd.
          W istocie aktualny system szkolny nie pozwala
          wykorzystać potencjału umysłowego uczniów. To właśnie
          teraz uczniowie uczą się zbyt mało - tylko tyle ile
          wymaga nauczyciel, a nie tyle, na ile pozwalają ich
          zdolności.

          > Nie ma wyizolowanych nauk.
          Owszem są - w szkole, przedmioty nauczania. Tu matematyka
          świetnie się obywa bez pieniędzy, oszczędzania i zaciągania
          kredytów, geografia nie uwzględnia związków gospodarczych
          z Polską ani kosztów transportu, biologia dyskretnie
          ukrywa argumenty przeciw ewolucji. To w szkole nie ma
          antropologii i logiki a kultura przedstawiana jest jako
          wielki zbiorowy obowiązek, a nie to czym jest naprawdę,
          czyli rozrywka.

          > Włókna węglowe, kevlar, lycra powstały dzięki
          > obserwacjom biologii- budowy kości, owadów. wielkie
          > konstrukcje- budowy roślin. Tylko wszechstronny
          > rozwój mózgu umożliwia analizę porównawczą.
          Tutaj też dokonujesz milcząco bardzo ważnego
          założenia: że zadaniem szkoły jest rozwój nauki
          i technologii. To fałsz - zadaniem szkoły jest
          przygotowanie uczniów do szczęśliwego życia
          w przyszłości. Zapewne niektórzy Polacy będą zajmować
          się biotechnologią, genetyką itp., ale czy to jest
          powód, żeby 100% uczniów dowiadywało się jak
          przebiega nieszczęsna mitoza? Jest wiele rzeczy
          ważniejszych, np. pierwsza pomoc w wypadkach
          komunikacyjnych - po prostu dlatego, że więcej
          Polaków miałoby okazję takie umiejętności wykorzystać.

          Jesteśmy zakładnikami oświeceniowych teoretyków,
          którzy już dawno nie żyją!
    • karolinatasza Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 18.12.08, 15:19
      Fajny temat- czy szkoła uczy rzeczy potrzebnych nam w przyszłym życiu
      zawodowym... ostatnio byłam na konferencji organizowanej przez portal
      Edustacja.pl, i prowadzą oni też projekt poświęcony tej tematyce... Czy po
      ukończeniu Uczelni Wyższej możemy bez problemu odnaleźć się na wyuczonym przez
      nas stanowisku, czy może okazuje się, że musimy uczyć się wszystkiego od nowa,
      gdyż na uczelni wpajali nam rzeczy zupełnie jak się okazuje zbędne..... Jak
      myślicie??....
      • gdabski Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 18.12.08, 20:53
        Uczelnia nie jest od tego, żeby przygotowywać kogokolwiek na konkretne "wyuczone
        stanowisko".

        /Gdabski
      • jakw Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 18.12.08, 21:01
        Na jakimkolwiek stanowisku co najmniej 90% rzeczy wtłaczanych ci do
        głowy będzie zbędnych. Jeśli jesteś w stanie z góry ustalić te 10%,
        które starczy ci na resztę życia, daruj sobie szkołę.
      • gobi05 Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 19.12.08, 08:57
        To są dwie osobne sprawy:
        - czy szkoły/studia uczą tego, czego
        potrzebuje uczeń/student;
        - czy szkoły/studia zmuszają do nauki
        (ogromnych ilości) rzeczy doskonale
        obojętnych, zbędnych.

        Moim zdaniem:
        - nie uczą tego, co potrzebne;
        - uczą przede wszystkim tego, co niepotrzebne.
        Ponadto uczą w taki sposób, który jest dla ucznia
        skrajnie niekorzystny, a uniknąć tego praktycznie
        się nie da ponieważ działa "obowiązek szkolny".
    • saxo.grammaticus Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 29.12.08, 12:48
      Jeśli chcemy stworzyć program nauczania, który będzie dotyczył najbardziej praktycznych i przystawalnych do życia zagadnień, to wyrzućmy polski, matematykę, chemię, ekonomię i filozofię. Powinniśmy stworzyć dwa przedmioty:

      dla panów - "Jak zdobyć dużą kasę?"
      dla pań - "Jak stracić dziewictwo zanim umrzemy?"

      W programie można jeszcze zostawić języki obce, bo pomagają w praktycznym zastosowaniu obydwu głównych przedmiotów.
      • dopamina2 Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 29.12.08, 14:46
        I mnie się bardzo, to ale bardzo podoba. I może nie załapałabym sie
        na przedmiot dla pań ( za późno niestety :-), ale może dałoby się
        jakoś fakultatywnie chodzić na przedmiot dla panów ( mogę sobie
        doklejać brodę i wąsy).
      • gobi05 ja się ogłoszę jako korepetycjonista 30.12.08, 09:59
        Z prawdziwą przyjemnością będę udzielać
        korepetycji!
    • bkt Re: Polska szkoła. Po co nauka niepotrzebnych bzd 04.01.09, 23:45
      Autor wątku ma rację - ale dyskusja jak zwykle została sprowadzona
      do banału a sens wypaczony.
      Po co uczyć się z książki o wielu rzeczach z biologii skoro bardziej
      w pamięć zapadnie jedna lekcja - np. poszukiwanie i obserwacje żab
      (to tylko przykład)
      albo może zamiast wkuwać dwadzieścia tematów z chemii może lepiej
      wykuć jeden, ale taki po którym nastąpi samodzielnie wykonane
      doświadczenie, które zostaje w pamięci na całe życie.
      Może zamiast wkuwać o wszystkim ze starożytności, lepiej byłoby
      poprowadzić z kolegami projekt quasi badawczy - na jakiś jeden temat
      np. wykopaliska na Krecie. To tylko przykłady.

      Druga rzecz - tak naprawdę dla mnie dużo gorsze były studia.
      Wkuwałam całą masę bzdur które mnie kompletnie nie interesowały a
      nie dano mi możliwości zgłębiania tego, co mnie naprawdę interesuje.
      No i nie nauczono mnie przez pięć lat podstaw zawodu jaki wykonuję.
      Studiowałam filologię języka obcego, uczylam się mnóstwo o historii
      języka, o gramatyce opisowej, o lingwistyce, których to przedmiotów
      nie znosiłam, a nie dano mi szansy zajmowania się nowozytną
      literaturą na takim poziomie, jaki mnie by interesował. Nie uczono
      nas teorii i praktyki przekładu - bo zostawiono to sobie na płatne
      studia podyplomowe. Mnóstwo zmarnowanego czasu. A wszystko czego
      musieliśmy się uczyć, było po łebkach.
      • gobi05 która uczelnia? 05.01.09, 08:27
        czy można wiedzieć, jaka to uczelnia?
        Albo przynajmniej w jakim mieście?
        • bkt Re: która uczelnia? 05.01.09, 08:47
          Studiowałam na dwóch - a dotyczyło to wtedy wszystkich uczelni.
          Dużo informacji, dużo kawałków wiedzy, zero możliwości rozwijania
          pasji naukowych, twórczych.
          Na uczelniach zagranicznych, na których czasem bywaliśmy, koledzy
          studiowali wybrany fragment, wybierali przedmioty, specjalizację i
          ją szlifowali - u nas tego nie ma.
          Tak powinno być już w liceum - uczeń powinien mieć możliwość
          wybierania przedmiotów i ich dokładnego, samodzielnego poznawania, a
          nie kucia wszystkiego.
          Po co mi wiedza z encyklopedii w głowie - bardziej przydatna jest
          wiedza, gdzie szukać informacji jak jest potrzebna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka