helena474
29.05.07, 10:43
...lub nie lubi bo nie umie.
Syn kończy w tym roku 5 lat, od roku chodzi do przedszkola, co prawda z
dużymi przerwami (częste infekcje). Mimo tego fantastycznie odnajduje się w
grupie, ma wspaniały zasób słów, wyobraźnię przestrzenną - dużo konstruuje z
małych klocków, zdolności językowe, doskonałą pamięć. Jeżali zaś chodzi o
rysowanie ztrzymał się gdzieś między 2 a 3 rokiem życia (opinia
przedszkolanki). Rzeczywiście - ostatnio oglądałam prace dzieci z jego grupy
i kontrast był spory - u mojego syna głowonogi, brak jakichkolwiek proporcji,
źle rozpalanowane elementy, mało kolorów, nie pokolorowane przestrzenie,
kształty nieregularne świadczące o niewprawionej ręce. Zauważyłam, że źle
chwyta pisak. Opinia przedszkola całkowicie potwierdza moje spostrzeżenia
również co do niechęci - laurkę dla mamy robił w trzech podejściach wśród
wzdychania, stękania "o Matko Święta" itd w tym stylu (tu chylę czoła przed
Panią przedszkolanką, że jednak ślęczała z synkiem nad tą laurką).
Nie należę do matek, które przerzucają odpowiedzialność za rozwój
umiejętności dziecka na instytucje, miałam jednak cichą nadzieję, że w
przedszkolu synek połknie plastycznego bakcyla. Przed wysłaniem syna do
przedszkola byłam z nim w domu i zawsze znajdowałam czas na zabawy, w tym
plastyczne. Sama rysowałam, pokazywałam jak sie to robi, prowadziłam mu
rączkę, pozwalałam mazać plakatówkami rączkami, malowaliśmy na wielkich
arkuszach na podłodze, robiłam stemple z ziemniaków itp. Widziałam jednak, że
malowanie, niespecjalnie synkowi leży. Przez 3 miesiące chodziliśmy na
zajęcia plastyczne, które syna wcale nie interesowały, "odwalał" zadanie i
ruszał w kierunku zabawek. Dodam, że w domu mamy chyba wszystko czym da się
rysować, malować wyklejać, książeczki w stylu "uczę się rysować", znikopis.
Na wszystkie okazje rodzinne syn tworzy laurki, ale jest to okupione
dosłownie bólem ("jestem zmęczony, nudzi mi się"), nie jest dla niego
motywacją to że robi prezeznt np. dla taty. Wszelkie propozycje typu: a może
byś coś narysował, są kwitowane " to ja pobawię się autkami, klockami, itp"
Ostatnio stwierdził, że będzie konstruktorem motocykli, więc wykorzystałam
ten fakt, żeby go przekonać o tym że umiejętność rysowania dla konstruktora
jest niezbędna;-)
Jeszcze jedno - trochę zabawne - gdy syn coś rysuje i nie wychodzi mu tak jak
tego chce, błyskotliwie wychodzi z sytuacji mówiąc, że np, ten pana ma takie
wielkie oczy, bo jest zdziwiony, a ogon kota jest większy niż tułów, bo to
jest taki puszysty ogon. Super jak dla nas, ale widać, że ręka głowy nie
słucha.
Moje pytanie brzmą:
Czy może to być związane z jakimś deficytem koordynacji ( syn często rozlewa
napoje, upuszcza przedmioty, gubi rzeczy, uderza się, przy czym jest szybki,
z tych co to prędzej zrobią niż pomyślą)? Czy powinnam iść z nim do
specjalisty zanim pójdzie do zerówki i nie będzie się np. mieścił w liniach?
Czy jest coś co jeszcze mogę zrobić, bo narazie przychodzi mi do głowy tylko
pruski dryl i odbębnianie ćwiczeń?
Pozdrawiam
Helena