Małymi krokami dochodzi do mnie cudowna świadomość, że rozwód i niepełna rodzina nie muszą być złem dla dziecka. Nie mam na myśli ucieczki od patologii ale chodzi mi o rezygnację ze związku, w którym mężczyzna jest przysłowiową kulą u nogi. Wróciłam z dziećmi z cudownych samotnych wakacji (już naszych czwartych od rozwodu). Wcześniej mieliśmy możliwości ale nie korzystaliśmy, bo przecież "po co, jak w domu też jest fajnie" - głosił były mąż. Teraz moje możliwości są dużo mniejsze ale za to ch...