Z góry zastrzegam, że nie zamierzam przekonywać "dzietnych" do swoich racji,
prosząc jednocześnie o powstrzymanie się od podejmowania prób przekonania mnie
do obranej przez siebie drogi życiowej.
Nie lubię dzieci - to fakt.
Skłamałabym, twierdząc, że są mi obojętne...że znaczą dla mnie tyle, co
przysłowiowy "zeszłoroczny śnieg". Skoro mnie irytują i drażnią, to obojętne
nie są.
Nie muszę zastanawiać się, dlaczego tak jest, ponieważ jestem tego świadoma.
Wiem też, że przyczyny chwale...