Dodaj do ulubionych

Tempo pracy...

01.03.06, 17:47
Witajcie,

chciałam zapytać, tak z czystej ciekawości, jak szybko tłumaczy się wam
teksty literackie z obcego na nasze (w taki klasyczny amatorski sposób,
siedząc nad klawiaturą z otwartą książką przed nosem...) - ostatnio
sprawdzałam swoje możliwości i udało mi się osiągnąć ok. 7 stron / jakieś
4.300 znaków ze spacjami dziennie. Wliczając w to czas poszukiwań znaczeń i
kontekstów we wszelkich możliwych źródłach. Jak to rokuje na przyszłość?

Pozdrawiam serdecznie, Ala
Obserwuj wątek
    • donatta Re: Tempo pracy... 01.03.06, 18:55
      Moim zdaniem, nijak smile
      Tłumaczenie literatury to nie praca przy taśmie, tu się nie da ani uogólniać,
      ani określać dniówki. Wszystko zależy od szeregu czynników - weny, stopnia
      trudności tekstu, zrozumienia i wielu innych. Czasem przetłumaczę 10 lub 12
      stron dziennie, czasem z wielkim trudem trzy. Ogólnie rzecz biorąc, wielu
      tłumaczy literatury wychodzi z założenia, że 100 stron na miesiąc, to optymalne
      tempo. Wliczając, rzecz jasna, poprawki, kilkakrotne czytanie tekstu
      i "dopieszczanie".

      I jeszcze coś mnie zaintrygowało: jeżeli komputer plus książka jest dla Ciebie
      amatorskim sposobem tłumaczenia, jak wygląda w takim razie profesjonalne
      tłumaczenie?
      • enlightened Re: Tempo pracy... 01.03.06, 19:10
        > I jeszcze coś mnie zaintrygowało: jeżeli komputer plus książka jest dla
        Ciebie
        > amatorskim sposobem tłumaczenia, jak wygląda w takim razie profesjonalne
        > tłumaczenie?
        • donatta Re: Tempo pracy... 01.03.06, 19:19
          Jeżeli uważacie, że wspomaganie się programami translatorskimi przy tłumaczeniu
          literatury jest podejściem profesjonalnym, to ja wymiękam smile

          Z drugiej strony, to tłumaczy skąd tyle skuch w książkach ...
          • enlightened Re: Tempo pracy... 01.03.06, 19:30
            Brak czytania ze zrozumieniem... (to chyba bardziej tlumaczy te 'skuchy w
            ksiazkach')

            Moze wytlumaczysz mi swoja logike. Bo ja na przyklad nie widze powodu,
            tlumaczenia tego samego zdania 100 razy. Na pewno nie poprawia to jakosci
            tlumaczenia, chyba ze za jakosc uznajesz ile czasu zmarnowalas, na cos co moze
            byc zautomatyzowane. W tym wypadku komputer wyrecza nas z "copy and paste".
            • donatta Re: Tempo pracy... 01.03.06, 19:43
              To bardzo proste. Powtórzenie tego samego ekwiwalentu tłumaczonej frazy nie
              zawsze pasuje do polskiego zdania. Czasem konkretna konstrukcja użyta we
              fragmencie tekstu spowodowałaby, że dana fraza (skądinąd brzmiąca świetnie w
              innym kontekście) będzie psuła całe zdanie.
              Nie zapominajmy, że rolą tłumacza literatury nie jest zastępowanie słów i
              wyrażeń najlepszymi słownikowymi ekwiwalentami - to zadanie leksykografów.
              Tłumacz powinien przekładać także melodię jednego języka, na melodię drugiego.
              A w tym to już żaden program mu nie pomoże. Zostaje książka, komputer i ... to,
              co w głowie.
              • donatta I jeszcze ... 01.03.06, 19:47
                A "copy i paste" w przypadku tłumaczenia literatury sprawdza się tylko wtedy,
                kiedy w grę wchodzi powtórzenie słowa "rozdział". Ewentualnie "księga". W
                przeciwnym razie, lepiej zapomnieć o tłumaczeniu i znaleźć sobie jakiś inny
                zawód wink
              • enlightened Re: Tempo pracy... 01.03.06, 20:53
                Widze ze masz swoje prekoncepcje, i upierasz sie na sztywna definicje programu
                tlumaczacego. Porzadny program poda ci wszysktie frazy ktore uzylas wczesniej
                w danej sytuacji z tymi najczesciej uzywanymi na poczatku. Komputer po prostu
                zapamietuje TWOJE WLASNE tlumaczenia, a nie tlumaczy za ciebie. Ulatwia ci
                zycie, bo systematycznie porzadkuje twoja wlasna tworczosc. Ale jezeli jedyny
                powtarzajacy sie wzor jaki mozesz dostrzec w literaturze to "ksiazka"
                i "rozdzial", to rzeczywiscie ta dyskusja nie ma sensu. Kazdy ma swoje
                preferencje, ale ja nie chcialbym ponownie wynajdywac kola na kazdym kroku.
                • donatta Re: Tempo pracy... 01.03.06, 21:23
                  To nie żadne prekoncepcje, tylko doświadczenie. Sam przyznałeś, że nie jesteś
                  tłumaczem, a to tylko ilustruje odwieczną prawdę, że na wychowaniu dzieci znają
                  się najlepiej ci, którzy własnych nie mają.
                  Przetłumacz kilka książek, a wtedy możemy wrócić do rozmowy.

                  Autorkę wątku przepraszam za zaśmiecenie dyskusją nie na temat. Jeśli o mnie
                  chodzi, można ją wykasować.
                  • donatta Słowo "prekoncepcja" ... 01.03.06, 21:26
                    ... to typowa kalka językowa, wróg wszelkich tłumaczy wink
                    • enlightened Re: Słowo "prekoncepcja" ... 01.03.06, 22:11
                      > Słowo "prekoncepcja" ... to typowa kalka językowa, wróg wszelkich tłumaczy

                      Po polsku na codzien nie rozmawiam, wiec bezposrednio przenosze z
                      angielskiego. Jak wspomnialem, tlumaczem nie jestem, a na forum pomagam
                      ludziom jako hobby bo znam oba jezyki plynnie.
                      • anna-pia Re: Słowo "prekoncepcja" ... 07.03.06, 10:47
                        enlightened napisał:

                        > > Słowo "prekoncepcja" ... to typowa kalka językowa, wróg wszelkich tłumacz
                        > y
                        >
                        > Po polsku na codzien nie rozmawiam, wiec bezposrednio przenosze z
                        > angielskiego. Jak wspomnialem, tlumaczem nie jestem, a na forum pomagam
                        > ludziom jako hobby bo znam oba jezyki plynnie.

                        Płynnie? Powyższy błąd ("prekoncepcja") świadczy o czyms wręcz przeciwnym, a
                        płynnie to można jechać albo mówić.
                        A jak nie jestes tłumaczem, to lepiej idź stąd, bo tłumaczenie to cała sztuka,
                        w której znajomość języka jest sprawą konieczną, ale nie dostateczną.
              • pulbek Re: Tempo pracy... 05.03.06, 12:19
                donatta napisała:

                > Nie zapominajmy, że rolą tłumacza literatury nie jest zastępowanie słów i
                > wyrażeń najlepszymi słownikowymi ekwiwalentami - to zadanie leksykografów.
                > Tłumacz powinien przekładać także melodię jednego języka, na melodię drugiego.
                > A w tym to już żaden program mu nie pomoże. Zostaje książka, komputer i ...
                > to, co w głowie.

                Chyba troche zbyt surowo oceniasz programy tlumaczace, Donatto. One sie
                naprawde czasem przydaja. Jezeli masz do przetlumaczenia tysiac stron tekstu
                edukacyjnego i w pewnym miejscu autor podaje zabawny przyklad z panem Joe
                Schmoe w roli glownej, co nalezy jakos spolszczyc, to naprawde trzeba niezlej
                pamieci zeby sobie przypomniec, ze siedemnascie rozdzialow (i dziesiec
                miesiecy) temu juz byl jeden zabawny przyklad z Joe Schmoe i teraz trzeba to
                spolszczyc tak samo. Mozna sobie recznie prokurowac wlasny slowniczek, ale do
                tego trzeba wiedziec, ze Joe przyda sie za siedemnascie rozdzialow. Program,
                ktory takie rzeczy robi za ciebie, to czysta przydatnosc.

                Pulbek.
          • aga.p.p Re: Tempo pracy... 01.03.06, 23:44
            A dlaczego nie? Jedną z zalet CAT-ów jest usystematyzowanie terminologii - a to się przydaje nawet przy literaturze. Poza tym chodzi o "wspomaganie" nie "wysługiwanie się"smile)

            pzdr,
            Aga
            • hajota Re: Tempo pracy... 02.03.06, 00:45
              Ja się często wspomagam autotekstem z Worda, np. w przypadku powtarzających się
              nazwisk, nazw geograficznych itd. Nieźle się sprawdza.
        • silvermane Re: Tempo pracy... 01.03.06, 23:51
          > Sam nie jestem tlumaczem, ale z tego co wiem jest na rynku oprogramowanie ktore
          > wspomaga tlumaczenie. Na przyklad automatycznie przeklada zwroty/frazy ktore
          > juz wczesnie przetlumaczyles. Moim zdaniem, taka automacja, mogla by
          > zaoszczedzic sporo czasu.

          Owszem, CAT (i nie mylić mi tego z tzw. translatorami, zgiń przepadnij), ale
          tylko w przypadku tekstów sztampowych, w których dużo rzeczy się powtarza -
          różne instrukcje, umowy, regulaminy. W powieściach nie spotyka się raczej dwóch
          identycznych albo nawet podobnych zdań - zakres słownictwa jest dużo szerszy.
          • bisbal Re: Tempo pracy... 02.03.06, 00:17
            Powiedzcie mi, czy to prawda, że tłumaczenie literatury jest raczej
            zarezerwowane dla pracowników akademickich?
            • hajota Re: Tempo pracy... 02.03.06, 00:43
              ??? Skąd takie przypuszczenie? Znam paru tłumaczy literatury, żaden/żadna nie
              jest pracownikiem akademickim.
            • donatta Re: Tempo pracy... 02.03.06, 08:05
              Ależ skąd. Teoretycznie, każdy może to robić.
            • silvermane Re: Tempo pracy... 03.03.06, 21:46
              Teoretycznie nie, ale praktycznie najłatwiej tam znaleźć kogoś, kto będzie się
              znał na danym gatunku/autorze, i stąd może taka koncepcja. Oczywiście tłumaczyć
              może każdy, ale powinno to być podparte dogłębną znajomością danego dzieła, nie
              w stylu "czytałem 5 lat temu pożyczone od kolegi".
              • donatta dogłębna znajomość ... 03.03.06, 21:55
                silvermane napisał:

                > Teoretycznie nie, ale praktycznie najłatwiej tam znaleźć kogoś, kto będzie się
                > znał na danym gatunku/autorze, i stąd może taka koncepcja. Oczywiście
                tłumaczyć
                > może każdy, ale powinno to być podparte dogłębną znajomością danego dzieła,
                nie
                > w stylu "czytałem 5 lat temu pożyczone od kolegi".

                Co rozumiesz przez "dogłębną znajomość danego dzieła" w kontekście tłumaczy
                literatury?

                • silvermane Re: dogłębna znajomość ... 05.03.06, 13:43
                  Właśnie taką jak powyżej - że ktoś nie tylko przeczytał książkę, ale także
                  jakieś opracowania na jej/autora temat, studia nad danym gatunkiem literatury
                  itd. No i gdzie najłatwiej znaleźć taką osobę?

                  Jeżeli natomiast chodziło o literaturę popularną i naukową, to sprawa jest
                  prostsza, bo dziedzina jest raczej ściśle wyznaczona, więc możemy się ograniczyć
                  do specjalistów z tejże (również najłatwiej znaleźć ich w ośrodkach akademickich).
                  • hajota Re: dogłębna znajomość ... 05.03.06, 18:05
                    silvermane napisał:

                    > Właśnie taką jak powyżej - że ktoś nie tylko przeczytał książkę, ale także
                    > jakieś opracowania na jej/autora temat, studia nad danym gatunkiem literatury
                    > itd. No i gdzie najłatwiej znaleźć taką osobę?
                    >

                    Ale nie ma gwarancji, że dana osoba, choćby była specjalistą od danego gatunku i
                    autora, potrafi posługiwać się językiem polskim z elastycznością i elegancją
                    wymaganą od dobrego tłumacza literatury.
    • azm2 Re: Tempo pracy... 02.03.06, 09:38
      Niejaki Honoriusz Balzac (imię w spolszczonej wersji) podobno miał normę 8
      stron na dobę. On nie tłumaczył, lecz pisał własne teksty - i to gęsim piórem
      i inkaustem, bez komputera. Twoje wyniki są niezłe, lecz - po odjęciu czynnika
      wsparcia przez zaawansowane urządzenia techniczne - obawiam się, że do
      wydajności Balzaca jeszcze sporo ci brakuje, nawet z uwzględnieniem faktu, że
      ty tylko tłumaczysz, czyli jakby połowę roboty już masz za sobą.
      wink
      • donatta Re: Tempo pracy... 02.03.06, 10:19
        No nie wiem wink
        Autorom zwykle (wiem, uogólniam trochę) pisanie idzie szybciej niż tłumaczom
        tłumaczenie. A to dlatego, że piszą z serca i wiedzą, co chcą powiedzieć.
        Pozostaje im "tylko" ubrać to w słowa. Tłumacz nie tylko musi znaleźć słowa,
        ale jeszcze odszyfrować treść i przekaz, wczuć się w styl autora, zrozumieć, co
        autor miał na myśli i tym podobne. A to bywa bardzo praco- i czasochłonne.
    • lkish21 Re: Tempo pracy... 02.03.06, 10:43
      nie wiem czy podrecznik do historii jest wg. was tekstem literackim, ale jesli
      tak, to wyciagalem i 3.300 slow dziennie (11 godzin pracy). Bez tradosa
      oczywiscie, z tradosem podobne teksty wychodza mi i po 4.500-5.500 slow
      dziennie. z proofingiem oczywiscie.
      • akala Re: Tempo pracy... 02.03.06, 14:41
        Ależ się ślicznie dyskusja rozwinęła... wink
        Właśnie to miałam na myśli, pisząc o klasycznej pracy z książką przed nosem -
        wypatrzyłam w którymś z wcześniejszych wątków, że niektórzy pracują z tekstem
        skanowanym, przekształcanym komputerowo, wstępnie obrabianym przez tajemnicze i
        nieznane mnie - zupełnej amatorce - oprogramowanie. A mnie zależy na takiej
        pracy "od podstaw", że się wyrażę.
        Specyfiką tekstów literackich jest to, że forma jest w nich równie istotna, jak
        treść, a czasem nawet bardziej (poezja?). Dlatego wyobrażam sobie, że pewnie
        cyzelowania i szlifowania jest tu więcej. Zgadza się, nie można powiedzieć
        dokładnie, ile czasu to zajmuje, ale mnie chodzi tylko o widełki, ot tak - od /
        do smile
        Dziękuję Wam za informacje, i czekam na ciąg dalszy...
        Ala

        • donatta Re: Tempo pracy... 02.03.06, 14:54
          akala napisała:

          > Ależ się ślicznie dyskusja rozwinęła... wink
          > Właśnie to miałam na myśli, pisząc o klasycznej pracy z książką przed nosem -
          > wypatrzyłam w którymś z wcześniejszych wątków, że niektórzy pracują z tekstem
          > skanowanym, przekształcanym komputerowo, wstępnie obrabianym przez tajemnicze
          i
          > nieznane mnie - zupełnej amatorce - oprogramowanie. A mnie zależy na takiej
          > pracy "od podstaw", że się wyrażę.

          Ale to chyba nie odnosiło się do książki? Wydawnictwa przysyłają albo
          oryginalne wydanie obcojęzyczne (i domagają się odesłania po skończeniu pracy),
          albo jego kserokopię. Nie spotkałam się z tym, żeby ktoś obrabiał w jakikolwiek
          sposób tekst książki, a tłumacz potem pracował na czymś takim. Może chodziło o
          dokumenty lub teksty, które powstały na komputerze?

          > Specyfiką tekstów literackich jest to, że forma jest w nich równie istotna,
          jak
          >
          > treść, a czasem nawet bardziej (poezja?). Dlatego wyobrażam sobie, że pewnie
          > cyzelowania i szlifowania jest tu więcej. Zgadza się, nie można powiedzieć
          > dokładnie, ile czasu to zajmuje, ale mnie chodzi tylko o widełki, ot tak -
          od /
          >
          Uśrednione widełki to 5-10 stron dziennie, w zależności od rodzaju tekstu i
          ilości czasu, jaki tłumacz może poświęcić na pracę nad książką.
          >

          Pozdrawiam
          • azm2 Re: Tempo pracy... 02.03.06, 15:00
            W literaturze technicznej (instrukcja, opis, itp.) zdarza się przeznaczyć pół
            godziny na jedno zdanie, gdy autor postanowił dać upust swoim talentom
            literackim wink
          • aga.p.p Re: Tempo pracy... 02.03.06, 19:03
            > Ale to chyba nie odnosiło się do książki? (...) Nie spotkałam się z tym, żeby ktoś obrabiał w jakikolwiek sposób tekst książki, a tłumacz potem pracował na czymś takim. Może chodziło o dokumenty lub teksty, które powstały na komputerze?

            Ja tak robię - z czystego lenistwa. Jest mi łatwiej obrobić tekst do formy elektronicznej, niż potem pilnować, żeby mi się książka nie zamknęła, czy akapit nie uciekł. Fakt, jest to dodatkowa robota, ale dla mnie to i tak ułatwienie.

            pzdr,
            Aga


            • energeia Re: Tempo pracy... 07.03.06, 12:29
              > Ja tak robię - z czystego lenistwa. Jest mi łatwiej obrobić tekst do formy elek
              > tronicznej, niż potem pilnować, żeby mi się książka nie zamknęła, czy akapit ni
              > e uciekł.

              Mam na to patent: samoprzylepne żółte karteczki. smile
    • amatorski Re: 7 stron po 4300 znaków dziennie? 03.03.06, 19:32
      A co to za format?
      Jeżeli masz na mysli ok. 30,000 znaków dziennie to doskonały wynik, IMHO.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka