Rozpoczynam nowy wątek pod (mam nadzieję) prowokującym hasłem. Pewnie aż tak
źle to nie jest, ale czy zauważyliście, że słów na rzeczy złe, słów
obraźliwych, mamy dużo więcej niż dobrych? Że o zjawiskach złych można pisać
całymi ryzami, a kiedy przyjdzie do opisania czegoś dobrego, to po paru
zdaniach słownictwo zaczyna się wyczerpywać?
Pierwszy z brzegu przykład - ile jest wulgarnych słów na określenie stosunku
płciowego, a ile ładnych? Samego "stosunku płciowego" też bym do ładnych
określeń nie zaliczył, bo to nazewnictwo oficjalno-medyczno-fachowe.
Ale to był tylko pierwszy z brzegu przykład, i pewnie nieraz powoływano się
na niego w różnych sytuacjach. Ja bardziej chciałem o czym innym: taki łotr
- ile ma antonimów, ile synonimów? Łajdak, szubrawiec, kanalia, nikczemnik,
gadzina, skurwysyn, kreatura, bydlak, drań... długo by można ciągnąć tę
wyliczankę. A podajcie choć jeden rzeczownik określający człowieka, który
jest przeciwieństwem łotra, który jest dobry, szlachetny, prawy. Nic mi nie
przychodzi do głowy
Albo wygląd: obszarpaniec, łajza, niechluj, łachmaniarz, obdartus, dziad - co
możemy im przeciwstawić? Eleganta? Przecież nawet taki 'elegant' używany jest
dziś głównie w kontekście ironicznym, ewentualnie w inny sposób pejoratywnie.
Zaznaczam, że nie potrafię porównać rozmiarów tego zjawiska pomiędzy językami.
Być może tak samo jest na całym świecie, wtedy temat tego wątku należałoby
zmienić na "Język ludzki - język zawiści".