Dodaj do ulubionych

o kolorach

10.10.06, 09:46
znalazłam taki kawałek:
"Chiński [...] odznacza się pewną specyfiką. Między zielenią a błękitem
wyróżnia on w sposób ostry kolor zwany qing - rodzaj seledynu, który z naszego
punktu widzenia nie jest ani zielenią, ani błękitem, lecz barwą przejściową,
kolorem pośrednim. Chińczycy nie widzą natomiast potrzeby wyróżniania koloru
pomarańczowego jako pośredniego między żółtym a czerwonym i obywają się w
ogóle bez wyróżniania brązu. Jest to przykład innej analizy rzeczywistości,
innego pojmowania świata."
[Mieczysław Jerzy Künstler, Dzieje kultury chińskiej, str. 83, Zakład Narodowy
im. Ossolińskich, Wrocław-Warszawa-Kraków, 1994, ISBN 83-04-03773-4]

=====

zastanawialiście się kiedyś nad różnicami w postrzeganiu kolorów [pomijam
facetów, którzy z reguły odróżniają tylko dwa: niebieski i nieniebieski wink]?

ostatnio męczy mnie, czy polskie 'złoty', 'zółty' i 'zielony' mają wspólny
rdzeń - może ktoś wie? i czy w takim razie [jeśli tak] w językach germańskich
zaszły te same zmiany w np. 'zielony:green', co w 'złoty:gold' [z 'wiedzy i
życia' -> archiwum.wiz.pl/2001/01011300.asp ]

jeśli tak, to możnaby wysnuć przypuszczenie, że praindoeuropejczycy wrzucali
zieleń i żółć do jednego worka. i jakoś z tym funkcjonowali. co np. mnie
wydaje się dziwne, bo to przecież *dwie różne* barwy; z drugiej strony
podstawowym określeniem zieleni i błękitu w japońskim jest 'aoi' i jakoś sobie
radzą...
Obserwuj wątek
    • zakkahletz Re: o kolorach 10.10.06, 10:08
      Jak to dobrze, że widzę całą paletę niuansów zawartych między zielonym i
      niebieskim, znaczy nie jestem "z reguły" i purple_haze mnie nie "pominie", jak
      przypadkiem gdzieś się spotkamy nic nie wiedząc o swym zakkahltzostwie i
      purple_haze'ostwie.

      purple_haze napisała:
      zastanawialiście się kiedyś nad różnicami w postrzeganiu kolorów [pomijam
      facetów, którzy z reguły odróżniają tylko dwa: niebieski i nieniebieski wink]?
    • stefan4 Re: o kolorach 10.10.06, 11:08
      purple_haze:
      > zastanawialiście się kiedyś nad różnicami w postrzeganiu kolorów [pomijam
      > facetów, którzy z reguły odróżniają tylko dwa: niebieski i nieniebieski wink]?

      Istotnie, faceci rzadko zachwycają się ciuchami o cudnym kolorze ,,zgniłe ekri
      złamane ciepłą śliwką'' (czy jakoś podobnie...).

      purple_haze:
      > jeśli tak, to możnaby wysnuć przypuszczenie, że praindoeuropejczycy wrzucali
      > zieleń i żółć do jednego worka.

      Nie sądź praindoeuropejczyków po języku angielskim. Wielka Brytania jest wyspą
      na zadupiu i wszystko tam jest inaczej niż w realnym świecie.

      Zielony, żółty, złoty:
      o- po łacinie: viridis, gilvus lub flavus, aureus;
      o- po francusku: vert, jaune, doré;
      o- po hiszpańsku: verde, amarillo, àureo lub dorado;
      o- po litewsku: žâlias, geltónas, áukso;
      ...

      To są wszystko języki indoeuropejskie.

      - Stefan

      www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • purple_haze Re: o kolorach 10.10.06, 12:33
        > Istotnie, faceci rzadko zachwycają się ciuchami o cudnym kolorze ,,zgniłe ekri
        > złamane ciepłą śliwką'' (czy jakoś podobnie...).

        piękne smile))

        > Nie sądź praindoeuropejczyków po języku angielskim. Wielka Brytania jest wyspą
        > na zadupiu i wszystko tam jest inaczej niż w realnym świecie.

        nie sądzę po angielskim, zastanawiam się, czy żółty/zielony/złoty mają wspólny
        rdzeń i czy w np. angielskim też tak jest [jak to zostało opisane w zalinkowanym
        przeze mnie artykule]
        i czy, w związku z tym, nie jest tak, że praindoeuropejczycy uważali zieleń i
        żółć za barwy 'podobne', a być może pierwotnie nawet za tożsame; czyli czy nie
        odczuwali potrzeby rozróżnienia [jak chińczycy: czerwienie, brązu i pomarańczowego]

        >
        > Zielony, żółty, złoty:
        > o- po łacinie: viridis, gilvus lub flavus, aureus;
        > o- po francusku: vert, jaune, doré;
        > o- po hiszpańsku: verde, amarillo, àureo lub dorado;
        > o- po litewsku: žâlias, geltónas, áukso;

        *teraz* są rozróżniane (lub były - w łacinie)
        a czy mają różne pochodzenie, czy wspólny rdzeń

        > To są wszystko języki indoeuropejskie.

        obiło mi się jednakże o uszy (a raczej oczy), że np. starożytni grecy *tym
        samym* słowem określali żółć i zieleń (chloros? - nie znam greki, więc forma
        może być niepoprawna, ale słowo podobne było do 'chloru')
        • stefan4 Re: o kolorach 10.10.06, 12:57
          purple_haze:
          > obiło mi się jednakże o uszy (a raczej oczy), że np. starożytni grecy *tym
          > samym* słowem określali żółć i zieleń (chloros? - nie znam greki, więc forma
          > może być niepoprawna, ale słowo podobne było do 'chloru')

          Też nie znam greki. Ale w grece WSPÓŁCZESNEJ jest tak: zielony == ,,πράσινος''
          (prasinos); żółty == ,,κίτρινος'' (kitrinos
          • babcia.vveatherwax zielony i żółty mają jeden rdzeń PIE 10.10.06, 20:48
            miałaś, purple_haze, nosa, a także dobry przykład ("chloros", czy raczej
            "khloros" w grece rzeczywiście oznaczało żółtozielony i od tego też słowa wzięła
            się nazwa chloru, chlorofilu itd.)
            *ghel-/ghol-/ghl- > *zel-/zol-/zl- w j.indo-irańskich i bałto-słowiańskich (por.
            zelen, żółć, zloto)

            (ten sam źródłosłów (czyli z *ghl-) co "żółć" ma również słowo "gorzki")

            (w gr. *gh- > *kh (zapisywane literą "chi" czyli "x") stąd "khloros" ("chloros")
            • babcia.vveatherwax A w grece słowo "chloe" [khloe] 10.10.06, 20:49
              oznaczało "zioło"/"ziele" - zarówno w sensie koloru, jak i gorzkiego smaku.
              • purple_haze Re: A w grece słowo "chloe" [khloe] 13.10.06, 09:40
                babcia.vveatherwax napisała:

                > oznaczało "zioło"/"ziele" - zarówno w sensie koloru, jak i gorzkiego smaku.

                a w angielskim istnieje chyba pojęcie 'zielony jak trucizna'... a większość
                naturalnych trucizn (lub substancji szkodliwych), pochodzenia roślinnego jest
                zdaje się gorzkich właśnie
            • ard_juna Re: zielony i żółty mają jeden rdzeń PIE 10.10.06, 21:30
              Nasi przodkowie nie rozróżniali zielonego i żółtego, stąd od jednego pnia
              pochodzą i 'zielony', i 'żółty', i 'złoto' - chyba we wszystkich językach, nie
              tylko indo-irańskich i bałto-słowiańskich.
              • babcia.vveatherwax Re: zielony i żółty mają jeden rdzeń PIE 10.10.06, 22:44
                d jednego pnia
                > pochodzą i 'zielony', i 'żółty', i 'złoto' - chyba we wszystkich językach, nie
                > tylko indo-irańskich i bałto-słowiańskich.

                To właśnie napisałam. We wszystkich indoeuropejskich, ale tylko w indo-irańskich
                i bałto-słowiańskich *gh>*ż/z.

                Co do "rozróżniania" kolorów to nie sądzę, że chodzi o jakiś typ daltonizmu - po
                prostu traktowali żółty i zielony jako odcienie tego samego koloru, więc używali
                dla nich jednej nazwy ogólnej, a na odcienie pewnie też mieli specyficzne
                określenia - tak jak i my dziś.
                • purple_haze Re: zielony i żółty mają jeden rdzeń PIE 13.10.06, 09:38
                  > Co do "rozróżniania" kolorów to nie sądzę, że chodzi o jakiś typ daltonizmu -
                  > po prostu traktowali żółty i zielony jako odcienie tego samego koloru, więc
                  > używali
                  > dla nich jednej nazwy ogólnej, a na odcienie pewnie też mieli specyficzne
                  > określenia - tak jak i my dziś.

                  pewnie właśnie dokładnie tak samo jak japończycy i 'aoi'
    • randybvain Re: o kolorach 11.10.06, 18:46
      Zielony pochodzi od slowa ziolo < gh'el-, por. lac. helvus.
      Zloty to dawniejsze zolt- (przed przestawka) <gh'el-, por. ang. gold
      Zolty tymczasem nie moze miec zwiazku z poprzednimi, bo ma w naglosie ż a nie
      z, wiec pochodzi od ghel-, a nie gh'el, a to jest powazna roznica.
      Moim zdaniem zolty pochodzi od ghel-kh-t-, por. zolknac z litera k (niemozliwe
      pochodzenie tegoz od zolc), por. ang. yolk "zoltko" (mozliwe ze zoltko z zolkto
      sie wywodzi.).
    • ampolion Re: o kolorach 11.10.06, 19:02
      "nie jest ani zielenią, ani błękitem"
      Po angielsku cyan.
      • ampolion Re: o kolorach 11.10.06, 19:05
        Coś takiego:
        www.inkjetcartridges.com/_cyan-print-test.html
        • kubalan Re: o kolorach 11.10.06, 22:51
          Jesli mozna sie dolaczyc - biorac pod uwage fakt, ze nasz jezyk wyraza nasza
          rzeczywistosc, to, jak pisala purple_haze - poszczegolne slowa dopiero
          zaistnieja w jezyku w momencie powstania takowego pojecia u uzytkownika danego
          jezyka. Inaczej mowiac, jesli danego slowa brakuje, w porownaniu do innych
          jezykow oczywiscie, w jakims jezyku, to znaczy, ze pojecie nie istnieje w danej
          rzeczywistosci. Czyli dla omawianych ludzi zielony/blekitny nie byl rozrozniany
          i nie widzieli (!) potrzeby aby dany wyraz wprowadzac do jezyka.

          jesli dobrze pamietam, z kolorami bylo tak - chodzi mi o kolejnosc umieszczania
          ich w roznych jezykach - nie jestem w stanie powiedziec jakich - to chyba byla
          srednia jakas smile, to najpierw byly:
          -czarny, bialy
          potem dodano czerwony - krew, potem niebieski - niebo a potem nie w pamietam w
          jakiej kolejnosci niestety, zolty, zielony, brazowy, itd
          • stefan4 Na początku były słowa, słowa, słowa... 12.10.06, 08:54
            kubalan:
            > Jesli mozna sie dolaczyc - biorac pod uwage fakt, ze nasz jezyk wyraza nasza
            > rzeczywistosc, to, jak pisala purple_haze - poszczegolne slowa dopiero
            > zaistnieja w jezyku w momencie powstania takowego pojecia u uzytkownika danego
            > jezyka. Inaczej mowiac, jesli danego slowa brakuje, w porownaniu do innych
            > jezykow oczywiscie, w jakims jezyku, to znaczy, ze pojecie nie istnieje w
            > danej rzeczywistosci.

            To nie jest ,,inaczej mówiąc'', to są dwie różne tezy:
            (1) najpierw są pojęcia a potem być może słowa (,,słowa DOPIERO zaistnieją [...]
            w momencie powstania takowego pojecia'');
            (2) najpierw są słowa a potem pojęcia (,,jeśli słowa brakuje [...], to [...]
            pojęcie nie istnieje'').

            Teza (2) (że potrafimy pomyśleć tylko to, co potrafimy nazwać) jest dość
            rozpowszechnioną religią wśród humanistów, ale mam nadzieję, że nie przyjmowaną
            powszechnie i bezkrytycznie. Ścisłacy oczywiście wiedzą z codziennej
            działalności, jak wielka jest odległość między ,,dokładnie wiem'' czyli ,,mam w
            głowie'' a ,,opisałem starannie'' czyli ,,mam na papierze''.

            kubalan:
            > Czyli dla omawianych ludzi zielony/blekitny nie byl rozrozniany

            A dopiero wymyślenie odpowiednich słów uwrażliwiło siatkówki ich oczu na
            różnicę? Śmiem wątpić.

            - Stefan

            www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
            • pam75 Re: Na początku były słowa, słowa, słowa... 12.10.06, 14:25
              Czy pojawienie się tęczy nie stworzyło w każdym języku zapotrzebowania na
              określenie jej barw? Same nazwy rzeczywiście mogły powstać przez skojarzenia
              typu ziele – zieleń, niebo – niebieski. W angielskim green – greens(warzywa),
              ale już blue kojarzy się ze smutkiem, a nie z niebem. Ciekawe, jak jest w
              innych językach. Prawdopodobnie nie każdy kolor kojarzył się z powszechnymi
              sytuacjami i np. Eskimos nie często spotykał kolor żółty i, być może,nie
              wprowadził jego nazwy. Przy okazji:wg Breucknera - „żółty”- pierwotnie
              nazwa 'węża', co mimo swej wielkości miał być „barzo sonływyj i spyt barzo
              twerdo”cryingwedle małorys.tekstu z 17.wieku).
              • stefan4 Re: Na początku były słowa, słowa, słowa... 12.10.06, 19:47
                pam75:
                > Czy pojawienie się tęczy nie stworzyło w każdym języku zapotrzebowania na
                > określenie jej barw?

                No właśnie tak:
                NAJPIERW tęcza,
                POTEM słowo ,,tęcza''.

                A czy pojawienie się nowoczesnej fizyki nie stworzyło zapotrzebowania na
                słownictwo w pełni oddające jej twierdzenia? Może i stworzyło, ale to
                zapotrzebowanie pozostało niezaspokojone. Rzeczywisty świat znany fizykom można
                porachować, można sobie w pewnym zakresie wyobrazić
              • purple_haze tęcza... 13.10.06, 09:49
                a czy w polskim istniałą jakaś rodzima nazwa barwy pomarańczowej, fioletowej lub
                indygo?

                bo jeśli nie, to oznaczałoby to chyba, że potrzeba pojawia się poniekąd wybiórczo
          • sunimica Re: o kolorach 26.10.06, 15:20
            Tak mi się przepomniało: Węgrzy mają dwa określenia koloru czerwonego: vörös i
            piros. To pierwsze odnosi się tylko do krwi i wina. Ale barwy narodowe to:
            piros, fehér, zöld. U nich też można dostrzec związek pomiędzy zielenią i
            warzywami(zöld-zöldség)
        • purple_haze Re: o kolorach 13.10.06, 09:36
          ampolion napisał:

          > Coś takiego:
          > www.inkjetcartridges.com/_cyan-print-test.html
          ---
          > "nie jest ani zielenią, ani błękitem"
          > Po angielsku cyan.

          tego pewnie się już wszyscy domyślili sami...
          poza tym 'qing' = 'cyan' dość pobieżnie, bo w angielskim *nie ma* odpowiedniego
          słowa...
    • purple_haze grupy kolorów 13.10.06, 09:46
      ciekawe, że kolory były pierwotnie dzielone na grupy - niby odcienie jednej
      barwy wyjściowej
      żółty/zielony/złoty w j. pie
      a np. słowniki japońskie notują, że wzmiankowany już 'aoi' oznaczał pierwotnie
      całą gamę barw 'sinych': szary, niebieski, zielony, fioletowy, indygo, a nawet
      czarny i biały; co ciekawe w j. potocznym biały, szary i czarny doczekały się
      osobnych słów, a zieleń i błękit niekoniecznie. tzn. istnieje cały szereg
      wyrazów 'zielonych' i 'niebieskich', ale na codzień powiemy, że i niebo, i
      morze, i liście, i trawa są 'aoi'...
    • zettrzy Re: o kolorach 14.10.06, 23:55
      mnie zastanawia, czy eksperci jezykowi z tego watku znaja chinski i japonski na
      tyle dobrze aby wypowiadac sie z takim znawstwem o percepcji czerni i zieleni w
      obu kulturach
      eksperci od greki i "chlorosu" najwyrazniej przegapili roznice miedzy slowami
      pisanymi przez omikron - krotkie o - i slowami z omega, czyli dlugim o, niby to
      samo ale chloros omikronowy jest jasno-zielony, dzisiaj mowi sie na ten kolor
      limonka, chloros omegowy zolto-zielonawy, czyli kolor chloru
      no ale po polsku o to o, wiec nie ma o co rozdzierac szat
      • purple_haze czując się poniekąd wywołana 15.10.06, 21:30
        co do chińskiego - wiem tyle, ile przeczytam w mądrych książkach; o ile wiem
        kunstlera uznaje się za wybitnego sinologa

        co do japońskiego - jestem japonistką, więc jakieś tam pojęcie na ten temat mam wink

        na grece nie znam się - ale do tego już się przyznawałam; btw - czy różnica w
        'o' występowała też w grece starożytnej (bo o tym mówiliśmy)? poza tym, nadal
        można uznać, że słowa te (wywodzące się pewnie z jednego pnia) obejmują podobny
        zakres znaczeniowy

        ps1: uwaga dotycząca czerni odnosiła się do starojapońskiego i spotkałam się z
        tym poglądem w kilku słownikach japońskich uważanych za bardzo dobre;
        przytaczano tam konkretne fragmenty starych tekstów, które obrazowały takie a
        nie inne użycie słowa

        ps2: 'aoi' także obecnie oznacza i błękit, i zieleń; dodatkowo jest cały szereg
        słów oznaczających *wyłącznie* jedną barwę lub drugą, ale są stosowane rzadziej
        i raczej w wypadkach, w których szczegółowe określenie jest niezbędne (np. jedna
        pani opowiada drugiej o sweterku, który widziała) - przy takich okazjach 'aoi'
        zawęża znaczenie do 'błękitu' i odcieni z gamy seledynów i morskich, a zieleń
        zyskuje miano 'midori'
        • zettrzy Re: czując się poniekąd wywołana 15.10.06, 21:50
          no to kamien mi spadl z serca, bo zbyt czesto trafiam na forach na ludzi ktorzy
          prezentuja rozmaite opinie chociaz nie bardzo wiedza o czym mowia; a tak to
          przynajmniej mozemy ufac percepcji koloru przez Japonczykow wink
          co do greki, to roznica miedzy o i o jest wlasnie w grece antycznej, bo to ze
          slow antycznych wywodzi sie nasza nomenklatura naukowa
          a teraz pozwol ze Cie naduzyje - skoro znasz japonski, to jak przetlumaczyc
          tytul ostatniego rozdzialu "Opowiesci genji", ktory wlasnie brzmi Aoi? przyznam
          sie ze do tej pory w ogole o tym nie myslalam, ale tak mi sie skojarzylo kiedy
          przeczytalam o kolorach
          i drugie pytanie - czy murasaki to naprawde gleboki odcien czerwonawego fioletu,
          kolor grzybow murasaki? tak wyjasnia te nazwe tlumacz, ale czy jest on wiarygodny?
          z gory dziekuje, wyjasnienie tych spraw zdecydowanie ubarwiloby moj odbior
          "opowiesci genji"
          • purple_haze Re: czując się poniekąd wywołana 15.10.06, 22:32
            zettrzy napisała:

            > a teraz pozwol ze Cie naduzyje - skoro znasz japonski, to jak przetlumaczyc
            > tytul ostatniego rozdzialu "Opowiesci genji", ktory wlasnie brzmi Aoi?

            'aoi' to tytuł 9. rozdziału (z 54)
            w tym wypadku 'aoi' to kwiatek - 'malwa'; było to imię jednej z dam, głównej
            żony genjiego, ofiary ducha innej damy i kochanki księcia

            > i drugie pytanie - czy murasaki to naprawde gleboki odcien czerwonawego fioletu
            > ,
            > kolor grzybow murasaki? tak wyjasnia te nazwe tlumacz, ale czy jest on wiarygod
            > ny?

            na polski 'murasaki' tłumaczy się jako '(głęboki) fiolet' po prostu; znak
            używany do zapisu tego słowa występuje w całym szeregu wyrazów, które -
            tłumaczone na polski z fioletem - zwłaszcza głębokim, nie muszą mieć wiele
            wspólnego:
            purpura, dym papierosowy, drzewo sandałowe, drzewo różane
            • zettrzy Re: czując się poniekąd wywołana 16.10.06, 00:01
              > w tym wypadku 'aoi' to kwiatek - 'malwa';

              hi hi - to dopiero slowo bogate w znaczenia; az dziw bierze ze oni sie w tym
              wszystkim nie pogubia wink
              • purple_haze Re: czując się poniekąd wywołana 16.10.06, 10:56
                to są różne wyrazy
                japoński jest dość ubogi w głoski, do tego posługuje się wyłącznie ograniczoną
                liczbą sylab [wszystkie muszą być otwarte, jest tylko jedna spółgłoska
                'samodzielna'], więc w japońszczyźnie jest mnóstwo homonimów i homofonów; takie
                wyrazy zapisuje się różnymi znakami

                np.

                kami:
                神 [bóstwo], 守 [zwierzchnik], 上 [góra (kierunek)], 紙 [papier], 髪 [włosy]
                hashi:
                著 [pałeczki], 橋 [most], 端 [krawędź], 嘴 [ptasi dziób]

                itd.
      • babcia.vveatherwax W sprawie "o mega" i "o mikron" natomiast 24.10.06, 22:06
        > eksperci od greki i "chlorosu" najwyrazniej przegapili roznice miedzy slowami
        > pisanymi przez omikron - krotkie o - i slowami z omega, czyli dlugim o,

        Pisałam o rdzeniu PIE, który (nie tylko w grece zresztą) występował na różnych
        stopniach apofonii, stąd nic dziwnego, że były różnice w wymowie, a co za tym
        idzie - w ortografii.
        Co wszelako nie zmienia faktu, że jest to ten sam rdzeń i możemy mówić o jednym
        źródłosłowie żółci i zieleni w dialektach starogreckich.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka