znalazłam taki kawałek:
"Chiński [...] odznacza się pewną specyfiką. Między zielenią a błękitem
wyróżnia on w sposób ostry kolor zwany qing - rodzaj seledynu, który z naszego
punktu widzenia nie jest ani zielenią, ani błękitem, lecz barwą przejściową,
kolorem pośrednim. Chińczycy nie widzą natomiast potrzeby wyróżniania koloru
pomarańczowego jako pośredniego między żółtym a czerwonym i obywają się w
ogóle bez wyróżniania brązu. Jest to przykład innej analizy rzeczywistości,
innego pojmowania świata."
[Mieczysław Jerzy Künstler, Dzieje kultury chińskiej, str. 83, Zakład Narodowy
im. Ossolińskich, Wrocław-Warszawa-Kraków, 1994, ISBN 83-04-03773-4]
=====
zastanawialiście się kiedyś nad różnicami w postrzeganiu kolorów [pomijam
facetów, którzy z reguły odróżniają tylko dwa: niebieski i nieniebieski

]?
ostatnio męczy mnie, czy polskie 'złoty', 'zółty' i 'zielony' mają wspólny
rdzeń - może ktoś wie? i czy w takim razie [jeśli tak] w językach germańskich
zaszły te same zmiany w np. 'zielony:green', co w 'złoty:gold' [z 'wiedzy i
życia' ->
archiwum.wiz.pl/2001/01011300.asp ]
jeśli tak, to możnaby wysnuć przypuszczenie, że praindoeuropejczycy wrzucali
zieleń i żółć do jednego worka. i jakoś z tym funkcjonowali. co np. mnie
wydaje się dziwne, bo to przecież *dwie różne* barwy; z drugiej strony
podstawowym określeniem zieleni i błękitu w japońskim jest 'aoi' i jakoś sobie
radzą...