Dodaj do ulubionych

Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :)

17.05.13, 23:08
Powinni to przeczytać zwolennicy trzymania gości za drzwiami smile
Mam koleżankę, znamy się od czasów dzieciństwa, mieszkamy w blokach obok, bywamy u siebie, lubimy się. Spotkałyśmy się przedwczoraj na ulicy i w rozmowie wyszło, że następnego dnia wybieram się w pewne miejsce. Koleżanka wyraziła chęć pójścia ze mną. Ja nie miałam nic przeciwko temu, więc umówiłyśmy się tak, że ja wstąpię po nią i pójdziemy razem. Kiedy? następnego dnia po południu. Bez ustalania godziny, po prostu dam jej znać za pomocą domofonu, że już jestem i ona zejdzie. No i tak zrobiłam. Nacisnęłam guziczek przy drzwiach do klatki schodowej i usłyszałam szczekanie jej psiaka. Przez uchylone okno usłyszałam, koleżanka mieszka na pierwszym piętrze i okna ma zaraz przy wejściu do bloku.
Pies szczekał dłuższą chwilę a ona nie otwierała. Zdążyłam sobie pomyśleć, że pewnie gdzieś wyszła skoro nie ustaliłyśmy godziny, gdy nagle usłyszałam, że koleżanka krzyknęła na psa, żeby przestał szczekać. Przyznam się, że na chwilę mnie zamurowało smile może nie słyszała domofonu... Nacisnęłam guziczek drugi raz, ale i tym razem nie otworzyła. Tylko pies zaczął głośniej szczekać. Poszłam sobie, bo co, miałam się drażnić z psem? Tak mnie to rozśmieszyło, że nawet się nie wkurzyłam. Sama chciała ze mną pójść, a skoro zmieniła plany, to mogła mi o tym zwyczajnie powiedzieć. Przecież to jej zależało, nie mnie.Dziś opowiedziałam to ludziom w pracy, jako humoreskę. Okazało się, że takie dzikie obyczaje praktykuje więcej ludzi. Jedna z koleżanek opowiedziała jak to będąc w pobliżu odwiedziła rodzoną siostrę. Często odwiedzają się bez umawiania. Zadzwoniła do drzwi, a tam cisza. Gdzie ona się podziała o tej porze, na pewno zaraz wróci - pomyślała koleżanka i nie odchodząc od drzwi wystukała numer komórki siostry. No i kto zgadnie co było dalej? Myślę, że wszyscy zgadli smile Tak, sygnał telefonu dobiegał z mieszkania. Krótko telefon dzwonił, bo zaraz połączenie zostało odrzucone. Gdyby siostrzyczka zachowała zimna krew, to dałaby sie temu telefonowi wydzwonić. Wtedy wyglądałoby, że wyszła, a telefon został w domu.
Tak wiec, Kochani, jeśli nie chcecie się ośmieszyć, to pozwólcie się wyszczekać Waszym pieskom, i wydzwonić Waszym telefonom wink
Obserwuj wątek
    • baba67 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 17.05.13, 23:53
      Naprawde Matyldo nie jest to zacheta do otwierania KAZDEMU.Chamstwo tej kolezanki jest absolutnie poza dyskusja. jesli spodziewam sie kogos zawsze otworze (inna rzecz ze umawiam sie od do na ogol w sposob od15 do 16).ZAWSZE odbieram domofonPo prostu ,znajomi wiedza ze razie jakiegos starsznego zbiegu okolicznosci typu pilna sprawa a telefon zdechl moga liczyc na domofon.
      • matylda1001 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 00:38
        To nie miała być zachęta do otwierania każdemu (trudno zmienić nawyki, nawet jeśli są na bakier z dobrym wychowaniem), ale sugestia, żeby nie robić z siebie błazna w oczach tych stojących za drzwiami. Koleżanka sprawiła mi kłopot, bo teraz nie wiem co powinnam zrobić... powiedzieć jej o tym, że wiem co zrobiła, czy raczej odpuścić - uznając ją za niewiarygodną. Po tylu latach znajomości! Gniewać się nie zamierzam bo mi się nie chce smile
        • engine8 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 02:17
          Nie, nic nie rob... czekaj na jej ruch.... Jakby nic sie nie stalo .. jesli ona nie zacznie to zostaw to tak na razie ... Czekaj na jej ruch.


          Skoro sie umwialyscie i ona jest niewinna to zapyta czemu nie przyszlas...albo przeprosi albo bedzie musiala z tym sie meczyc...
          Jak zapytasz - Ona moze powiedziec ze ci sie wszytko przyslyszalo i jej nei bylo w domu....i co Ty na to? Klotnia?
          Jak "kurz osiadzie" to przy okazji mozesz kiedys wspomniec aby wyjasniac do konca.
          • matylda1001 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 16:08
            engine8 napisał(a):

            > Nie, nic nie rob... czekaj na jej ruch.... Jakby nic sie nie stalo .. jesli ona nie zacznie to zostaw to tak na razie ... Czekaj na jej ruch.<

            Chyba tak właśnie zrobię - czyli nic nie zrobię. Nie przewiduję też z jej strony żadnego ruchu. Po prostu, pewnego dnia się spotkamy na ulicy, albo ona do mnie wpadnie na ploteczki. Ja pierwsza na pewno do niej nie pójdę. Będzie tak, jak dawniej, bo ja nie jestem pamiętliwa, ale jakiś niesmak we mnie pozostanie.
        • baba67 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 08:00

          Zdaje sie ze jestes osoba ktora zdania nie zmienia i swoje wlasne uwaza za najbardziejsze.
          Trudno zmienic nawyki nawet jesli sa na bakier ze zdrowym rozsadkiem,Osobiscie uwazam ze osoby przychodzace bez zapowiedzi za bardzo zle wychowane i nie zamierzam poswiecac im czasu.Tym bardziej komus kto usiluje zarobic pare groszy i czas na rozmowe ze mna bedzie dla niego stracony.
          W przypadku kolezanki mozesz przestac z nia sie umawiac bo jest niepowazna albo wyraz zal ze bylas jak SIE UMOWILYSCIE a jej nie bylo i jest Ci przykro.ja bym wybrala to pierwsze.
          • matylda1001 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 17:09
            baba67 napisała:

            > Zdaje sie ze jestes osoba ktora zdania nie zmienia i swoje wlasne uwaza za najbardziejsze.<

            Oj, Babo... Podobnie, jak Ty, przecież. Też jesteś stała w poglądach, i tych poglądów bronisz jak niepodległości smile Dyskusja nie jest po to, żeby rozmówcę przeciągnąć na swoją stronę, tylko, żeby poglądy wymienić.
            Zresztą ja tu nikogo nie mam zamiaru nawracać, nie dlatego napisałam o tym, co mnie spotkało. Napisałam dlatego, żeby ci, którzy są zdolni do takich numerów (których teraz nie oceniam), nie ośmieszali się w oczach swoich znajomych, bo to nikomu nie wychodzi na dobre.

            • baba67 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 17:59
              Szanuje Twoje zdanie i wyrazem mojego szacunku jest powstrzymanie sie od komentarzy typu "dzikie obyczaje".Te dzikie obyczaje od paru ladnych wiekow stosuja Anglicy nie klasyfikowani powszechnie jako dziki narod.
              Nie wiem gdzie widzisz smiesznosc w opisanych sytuacjach.ja dostrzegam wylacznie brak obycia -ze strony kolezanki i ze strony siostry nie potrafiacej uszanowac cudzej prywatnosci i po chamsku komentujacej sytuacje.Siostra w domu sie nie osmieszyla-siostra intruz za to daje o sobie jak najgorsze swiadectwo.
              Guzik mnie obchodzi co pomysli o mnie osoba zle wychowana(mnie zasadniczo guzik obchodzi co o mnie mysla, ale nie w tym rzecz).Czy u mnie cos szczeka czy gra to niczyjej babci interes.
              • matylda1001 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 19:37
                baba67 napisała:

                > Szanuje Twoje zdanie wyrazem mojego szacunku jest powstrzymanie sie od komentarzy typu "dzikie obyczaje"<

                No to szanujemy siebie wzajemnie, a wyrazem mojego szacunku niech będzie powstrzymywanie się od komentarza typu "prostackie zachowanie". No i lepiej będzie dla nas obu, jak poprzestaniemy na tej wyszukanej wymianie grzeczności, bo i tak zaraz się okaże, że nie jesteśmy zgodne co do tego, kogo można mianem prostaka obdarzyć smile

                >Te dzikie obyczaje od paru ladnych wiekow stosuja Anglicy nie klasyfikowani powszechnie jako dziki narod.<

                A w Japonii buty zdejmują za progiem...

                > Nie wiem gdzie widzisz smiesznosc w opisanych sytuacjach<

                Śmieszne, troche kojarzy sie z powiedzeniem, że nie wstyd kraść tylko dać się złapać wink

                >Siostra w domu sie nie osmieszyla-siostra intruz za to daje o sobie jak najgorsze swiadectwo.<

                Trochę moja wina bo od razu nie wyjaśniłam sytuacji, wydała mi się nieistotna, ale ręczę za to, że chciałabyś miec taka siostrę, jak ta moja koleżanka.

                >Guzik mnie obchodzi co pomysli o mnie osoba zle wychowana(mnie zasadniczo guzik
                obchodzi co o mnie mysla, ale nie w tym rzecz).Czy u mnie cos szczeka czy gra to niczyjej babci interes.<

                Chyba, że tak, ale większość ludzi dba o własną reputację, nawet za cene pozorów.
                • baba67 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 19:50
                  Nigdy nie nazwalam Twojego zachowania prostackim-mozesz odswiezyc moja pamiec na okolicznosc gdybym jednak miala z nia problem?GDZIE TO NAPISALAM?
                  Zaznaczylam tez ze w gronie osob zaprzyjaznionych moze obowiazywac taka zasada i wszystko jest w porzadku.
                  Prostackie jest nachodzenie kogos z kim sie takiej niepisanej umowy nie ma.
                  I jednak nie przekonalas mnie-cos mi sie wydaje ze przemilczenie bardzo istotnej informacji o chorobie siostry nie bylo takie niezamierzone...
                  • matylda1001 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 20:48
                    baba67 napisała:

                    > Nigdy nie nazwalam Twojego zachowania prostackim-mozesz odswiezyc moja pamiec na okolicznosc gdybym jednak miala z nia problem?<

                    smile NIE!!!

                    > Zaznaczylam tez ze w gronie osob zaprzyjaznionych moze obowiazywac taka zasada
                    i wszystko jest w porzadku.

                    Przecież głównie ludzi zaprzyjaźnionych problem dotyczy. Taki zwyczajny znajomy nie przyjdzie, ot, tak sobie, bo właśnie poczuł nagła potrzebę. Raczej się umówi, bo słabo zna rozkład dnia gospodarzy i nie będzie chciał się fatygować na darmo. Za to jeśli już pojawi sie za naszymi drzwiami bez zapowiedzi, to tym bardziej powinno sie otworzyć bo widocznie ma ważny powód. Ja tak to rozumiem.

                    > I jednak nie przekonalas mnie-cos mi sie wydaje ze przemilczenie bardzo istotnej informacji o chorobie siostry nie bylo takie niezamierzone...<

                    Już to wyjaśniłam w innym poscie. Dla mnie to nie była informacja istotna bo ta siostra nie otworzylaby też gdyby ktoś inny stał za drzwiami. Tylko, ze gdyby to był ktoś inny, to by nie dała plamy, bo nikt inny by do niej nie wydzwaniał w obawie o jej zdrowie.
                    • baba67 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 20:56
                      No wlasnie.A my tu caly czas tkwimy w przekonaniu ze prowadzisz cos w rodzaju domu otwartego.Bliscy przyjaciele to jest kwestia dogadania, trybu zycia czy moga wpadac tak sobie czy nie.A takze trybu zycia przyjaciol. Ludziom zwyczajnie szkoda czasu na fatygowanie sie do kogos nie wiedzac czy ta osoba jest w domu.
                      jesli wiem ze przyjaciele zawsze uprzedza a blok ma zawsze sprawny domofon, to otwieranie domokrazcom to czysta strata czasu dla nich i dla mnie.
                      • matylda1001 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 21:27
                        baba67 napisała:

                        > No wlasnie.A my tu caly czas tkwimy w przekonaniu ze prowadzisz cos w rodzaju domu otwartego<

                        Jak chodziłam do szkoły, to moja mama żartowała, że mój pokój to taka brama przechodnia, bo co zajrzała, to widziała innego gościa.

                        > Ludziom zwyczajnie szkoda czasu na fatygowanie sie do kogos nie wiedzac czy ta osoba jest w domu.<

                        Właśnie, a jak sie ktoś jednak pofatyguje, to jego strata wink Dostanie kruche ciastka na wagę zamiast wyśmienitej szarlotki "spod samiuśkich Tater" (przepis w tutejszej galerii potraw).
                        • baba67 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 19.05.13, 08:35
                          Lubisz gosci i to jest szczere.
                          Powiem szczerze-ja za goscmi nie przepadam.Nie dlatego ze nie lubie ludzi-gdyby tak bylo nie moglabym robic tego co robie.Po prostu wole spotykac sie na miescie.Nie znosze sprzatac, zamozna nie jestem zatem przy sprzataniu wylazi niedoinwestowanie,co mnie sama drazni (bo w sumie opinia innych mi wisi).
                          Ponadto moja praca to w pewnym sensie przyjmowanie gosci i rozmowa z nimi , tyle ze po angielsku.Siedzenie w jednym miejscu i gadanie kojarzy mi sie z praca-wole isc na spacer czy koncert z herbatka w kawiarni.
                          Upodobanie do przyjmowania gosci nie jest w zadnym razie wyznacznikiem zyczliwosci, przynajmniej dla mnie.
                          • matylda1001 Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 20.05.13, 01:13
                            Ano lubię gości, chociaż może nie wszystkich. Szczególny opór budzą we mnie wizyty takiego jednego kolegi, który od lat, uparcie usiłuje nawrócić mnie na "kaczyzm" wink Po jego wizycie czuję się trochę psychicznie sponiewierana, ale to w gruncie rzeczy sympatyczny człowiek.
                            Ty lubisz spotykać się na mieście i w Twojej sytuacji jest to normalne. Nie można przez 24 godziny na dobę patrzeć na te same ściany. Nawet, gdyby na nich wisiały "Słoneczniki" van Gogha, to mają prawo się znudzić. Ja jestem domatorką i wolę jak ktoś wpadnie na kawę lub małą kolacje do mnie, niż gdyby mnie zaprosił, a jeżeli mam już wyjść, to zdecydowanie wolę do znajomych, niż do restauracji.
    • claratrueba Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 18.05.13, 05:31
      Matyldo, nieotwieranie osobie, z którą było się umówionym to jest syt. jasna. Natomiast absolutnie nie zgodzę sie, że nieotwieranie komuś, komu nagle przyszło do głowy by tak sobie przyjśc bo ma ochotę i ma gdzieś czy jego gospodarzowi to pasuje jest brakiem wychowania owego "gospodarza na siłę". Jest wyłącznie brakiem wychowania owego nieproszonego gościa i, niestety, czasami jest to jedyna droga by mu uświadomić.On ma się źle poczuć, nie osoba, którą nachodzi, która ma się grzecznie poddać jego zachciance.Może go to nauczy szanować innych ludzi.
      Niestety, czasem jest jedyna droga by ustrzec się przed nachodzeniem.
      • kora3 Dokładnie - ta sytuacja ma się nijak do 18.05.13, 08:13
        nieotwierania NIEZAPOWIEDZIANYM osobom i nie udawajmy, że jest inaczej.
        Z załozenia nie otwieram drzwi, gdy się nikogo nie spodziewam i nie widze w tym nic dziwnego. I niech sobie najeźdźca mysli co chce
        • matylda1001 Re: Dokładnie - ta sytuacja ma się nijak do 18.05.13, 17:41
          Moje Drogie... Akurat przypadkiem tak wyszło, że mamy dwa przykłady różnych wizyt - zapowiedzianej i niezapowiedzianej. W obu rezultat taki sam - gospodyni wyszła na głupka.
          • baba67 Re: Dokładnie - ta sytuacja ma się nijak do 18.05.13, 18:05
            Na glupka wyszla tylko jedna gospodyni-Twoja kolezanka.Druga po prostu bronila prywatnosci przez nie majacym o niej pojecia intruzem.
            Nie chce Cie martwic Matyldo, ale konskie sily nie trwaja wiecznie, takie zycie.Pewnego pieknego dnia po zajrzeniu w wizjer moze sie okazac ze zamarzysz o tym aby sie zachowac...dziko.
            • matylda1001 Re: Dokładnie - ta sytuacja ma się nijak do 18.05.13, 19:47
              Obie wyszły na głupka, bo obie dały się złapać, a dalej to nie chodzi o końskie siły, tylko o życzliwość dla bliźnich.
              • baba67 Re: Dokładnie - ta sytuacja ma się nijak do 18.05.13, 19:55
                Jesli siostra bylaby zupelnie zdrowa i niesamotna jaki to obraz jawil sie na poczatku nie widze tu zadnego "dania sie zlapac".Zdrowy odruch.
                A w ogole nie rozumialabym tolerowania wpadania bez zapowiedzi .Do tego maja prawo wylacznie rodzice.
                • matylda1001 Re: Dokładnie - ta sytuacja ma się nijak do 20.05.13, 01:16
                  Rodzice... a teściowa też? wink
                  • baba67 Re: Dokładnie - ta sytuacja ma się nijak do 25.05.13, 13:31
                    Tak, rodzice to rodzice,oczywiscie jesli jest powod. Bardzo bym chciala zeby moja Tesciowa nalot mi zrobila,bo ja lubilam...ale to w przyszlym zyciu moze.
          • kora3 Nie, tylko Twoja kolezanka :) 19.05.13, 09:15
            matylda1001 napisała:

            > Moje Drogie... Akurat przypadkiem tak wyszło, że mamy dwa przykłady różnych wiz
            > yt - zapowiedzianej i niezapowiedzianej. W obu rezultat taki sam - gospodyni wy
            > szła na głupka.


            bo Twoja "wizyta" była zapowiedziana, a kolezanka zawsze mogła zwyczajnie zmienić plany i zwyczajnie Ci o tym powiedzieć. Trudno dociec dlaczego usiłowała udawać, że jej nie ma. Moze głupio jej było, ze najpierw sama chciała gdzieś tam iśc z Tobą, a teraz się rozmyśliła? Ale nawet jesli, to powinna normalnie odebrać domofon i poinformować Cię o tym.

            Natomiast w przypadku nr 2 (tym z siostrami) głupio zachowała się siostra odwiedzajaca. Odwiedzana odrzuciła połaczenie, bo jak wynika z opisu Twego później, wiedziała, że jesli zwyczajnie nie bedzie odbierać siostra moze uznac, ze coś jej się stało i mając klucze wejsc do mieszkania, a tego sobie najwyraźniej nie życzyła.

            Błędem jest uważanie, że jesli z kims jesteśmy blisko, to taka osoba nie moze mieć przed nami żadnych tajemnic i zawsze musi mieć ochjote na spotkaniesmile
            • matylda1001 Re: Nie, tylko Twoja kolezanka :) 20.05.13, 02:01
              kora3 napisała:

              >bo Twoja "wizyta" była zapowiedziana, a kolezanka zawsze mogła zwyczajnie zmienić plany i zwyczajnie Ci o tym powiedzieć. Trudno dociec dlaczego usiłowała udawać, że jej nie ma. Moze głupio jej było, ze najpierw sama chciała gdzieś tam iśc z Tobą, a teraz się rozmyśliła? Ale nawet jesli, to powinna normalnie odebrać domofon i poinformować Cię o tym<

              No właśnie, to się wydaje tak proste i oczywiste, że trudno zrozumieć dlaczego tak nie postąpiła.

              > Natomiast w przypadku nr 2 (tym z siostrami) głupio zachowała się siostra odwiedzajaca. Odwiedzana odrzuciła połaczenie, bo jak wynika z opisu Twego później, wiedziała, że jesli zwyczajnie nie bedzie odbierać siostra moze uznac, ze coś jej się stało i mając klucze wejsc do mieszkania, a tego sobie najwyraźniej nie życzyła.<

              Niezupełnie tak było. Napisałam, że ona do samego końca nie wiedziała, że za drzwiami stoi siostra. Siostrze na pewno by otworzyła. Gdy zadzwonił telefon i wyświetlił się numer siostry, spanikowała. Odrzuciła połączenie bo wydawało jej się, że osoba stojąca za drzwiami usłyszy, że ona rozmawia przez telefon i tym samym zdradzi swoją obecność w domu. Dopiero jak usłyszała kroki na schodach i wiedziała, że "intruz" sobie poszedł, to oddzwoniła do siostry, która właśnie zdążyła wyjść na ulicę. Z tego, co wiem, koleżanka ma klucze do jej mieszkania od lat. Nigdy z nich nie skorzystała, bo na szczęście nie było potrzeby, nawet ich nie nosi w torebce.

              >Błędem jest uważanie, że jesli z kims jesteśmy blisko, to taka osoba nie moze mieć przed nami żadnych tajemnic i zawsze musi mieć ochjote na spotkaniesmile <

              Tak, tylko że tu taka okolicznośc nie zachodzi.
              • kora3 Re: Nie, tylko Twoja kolezanka :) 20.05.13, 09:27
                matylda1001 napisała:

                > kora3 napisała:
                >
                > No właśnie, to się wydaje tak proste i oczywiste, że trudno zrozumieć dlaczego
                > tak nie postąpiła.



                Nie chcę jej Matyldo bronić, bo z punktu widzenia SV jej zachowanie było ponizej wszelkiej krytyki, ale sytuacje bywają rózne. Jako osoba empatyczna mogłabym pomysleć, ze moze w tym krotkim czasie od waszego spotkania po twoje zajscie po nią zdarzyło się coś, co kompletnie wytrąciło ją z równowagi (np. dowiedziała się o zdradzie meza, likwidacji swego stanowiska pracy, chorobie/smierci kogoś bliskiego) i nie miała ochoty nie tylko na wyjscie, ale i na widzenie się z kimkolwiek. Oczywiscie to tylko przypuszczenie i wcale nie jestem przekonana, ze tak własnie było, a jedynie, ze - mogło być teoretycznie.

                >
                > Niezupełnie tak było. Napisałam, że ona do samego końca nie wiedziała, że za dr
                > zwiami stoi siostra.


                Ano widzisz, paradoksalnie ten przyklad potwierdza tylko postawe na "nie" dla nieproszonych gosci. Pani wizyty nie oczekiwała, ale BLISKIEJ osobie by otworzyła. Tylko nie wiedziala, ze puka bliska, a telefon ją wytrącil z równowagi, bo
                - odebrać nie mogła - intruz słyszałby rozmowe
                - pozwolić się "wydzwonić" też nie mogła bo siostra mogłaby pomysleć, ze coś jej się stało, skoro nie odbiera. Inna sprawa, ze jednorazowe nieodebranie to raczej jeszcze nie alarm, nawet u chorego na cukrzycę. Moze być w toalecie, pod prysznicem itd. Alarm jest dopiero, gdy dłuzszy zcas nie odbiera i nie oddzwania, nie pisze.
                • matylda1001 Re: Nie, tylko Twoja kolezanka :) 20.05.13, 21:46
                  kora3 napisała:

                  >Nie chcę jej Matyldo bronić...<

                  Żadna taka okoliczność nie zaszła, na pewno, i wcale nie musiała się ze mną widzieć. Nie musiała mnie nawet zapraszać na górę, bo wiedziała, że nie wejdę, spieszyło mi się. Wystarczyło wziąć do reki słuchawkę domofonu i powiedzieć - nie idę. Ona mnie dobrze zna i wie, że nawet nie zapytałabym o powód. W gruncie rzeczy wcale mnie ten powód nie interesuje.

                  >Ano widzisz, paradoksalnie ten przyklad potwierdza tylko postawe na "nie" dla nieproszonych gości<

                  Gdyby nie wygłupiała się z tym nieotwieraniem, to nie byłoby całego zamieszania.

                  • kora3 Re: Nie, tylko Twoja kolezanka :) 22.05.13, 09:19
                    matylda1001 napisała:

                    Wystarczyło wziąć do reki słuchawkę domofonu i powiedzieć - nie
                    > idę. Ona mnie dobrze zna i wie, że nawet nie zapytałabym o powód. W gruncie rze
                    > czy wcale mnie ten powód nie interesuje.


                    alez to oczywiste - kolezanka zachowała się niegrzecznie, głupio i iracjonalnie i pisałam to juz pare razy

                    >
                    > Gdyby nie wygłupiała się z tym nieotwieraniem, to nie byłoby całego zamieszania


                    Gdyby tamta nie wygłupiała się z przychodzeniem bez zapowiedzi - nie byłoby calego zamieszania smile

                    Matyldo - pisałam Ci już - Twoja przygoda z kolezanką nijak ma się do tematyki nieproszonych gosci i nieotwierania im. Ty UMÓWILAŚ się z kolezanką, ze po nią przyjdziesz. Zasadniczo zmieniając plany powinna była wczesniej do Ciebie zadzwonić, zebyś sie nie fatygowała. Ale załozmy, ze nie miała numeru, albo jakas sytuacja zmusiła ją do pozostania w domu w ostatniej chwili - no mozliwe. Powinna Ci powiedziec, że nie idzie przez domofon i czesc. Naprawde oceniam jej zachowanie jako koszmarne (w zakresie SV) oraz irracjonalne (ogólnie). Ale to zaden przykład na to, że powinno się reagowac pozytywnie na nieproszonych gosci Matyldo.

                    Żyjemy w czasach, gdy dosc łatwo jest się bezkolizyjnie skontaktować.
                    Kiedyś panie z tzw. towarzystwa (nic zdroznegosmile) miały wyznaczone dni i godziny przyjęć popołudniowych (tzw. herbatek), czyli niezobowiazujących wizyt, na które w tym czasie mogły sobie wpadać panie powiadomione oficjalnie o tych terminach (zwykle przez bilet wizytowy). Poza tymi dniami przyjśc do kogoś do domu mozna było TYLKO na wyraźne zaproszenie, z pilnym interesem (o ile znajomośc miała charakter takze taki, że mozna było mieć interes) lub bedąc najbliższa możliwą rodziną, choć i tu zwykle po uprzedzeniu np. telefonicznym.
                    Kazde inne pojawienie sie w innym terminie było nie do pomyślenia.

                    Dziś jest inaczej - mamy taką łatwośc skontaktowania sie z innymi, że MOZNA umówic się na spotkanie (wszystko jedno gdzie) dosłownie na kilka minut przed nim.
                    Sama logika wiec nakazuje, by z tego dobrodziejstwa korzystać, prawda?

                    Tymczasem Ty usiłujesz pokazać, że źle robi i osmiesza się osoba, którą tak na serio w niezrecznej i niekomfortowej sytuacji stawia nieproszony gośc.
                    Jasne, najlepiej jest w takiej sytuacji otworzyć i niezaleznie od tego kto stoi za drzwiami powiedzieć: "Niestety, przykro mi, nie umawialiśmy się, wiec do widzenia" - tylko dobrze wiesz, ze nie zawsze z różnych przyczyn jest to mozliwe, czy zreczne.

                    Ja mam takiego kolegę, który blisko mieszka i czesto do mnie wpada. Niby bez uprzedzenia Matyldosmile Niby, bo ZAWSZE wczesniej dzwoni. Normalnie pyta "Jesteś Kora w domu? Mogę wpaść?" i dalibóg prawie zawsze, jesli jestem - możesmile
                    Prawie robi jednak róznicęsmile Np. gdy pracuję w domu, to nie moze, w paru innych sytuacjach też.
                    I naprawde układ mamy taki, ze mogę goscia tego przyjąc w pizamie prosto z łozka wstawszy, mając w domu remont (np.) itd. Rzecz w tym, że czasem zwyczajnie nie mam czasu na rozmowe przykładowo. I wtedy mówię "Sorki, teraz pracuję, za godzinę - wpadaj zdrowo". Pare dni temu była taka sytuacja, że odwiedział mnie znajoma z powazną sprawą osobistą, chciała pogadac. No i akurat wspomniany kolega dzwoni z propozycją "wpadki". Powiedziałam wprost "Przepraszam Cię, mam goscia" i tyle. Tylko, ze z tym facetem jestem w takich układach, że bez krępacji mogę przy nim być w pizamie oraz mogę mu powiedzieć "nie mam teraz czasu", "mam goscia" itd.
                    Paradoksalnie komuś , kto nas nachodzi a nie jest z nami w bliskich układach trudno wywalić prosto z mostu, że się teraz nie ma dlań czasu, ochoty/warunków na jego wizytę.
                    I to osoba przychodzaca bez zapowiedzi robi źle, a nie ten, kto jej nie otwiera, czy ją spławia - pojmij to.
    • kora3 Matyldo z uporem maniaka starasz się udowodnić, że 18.05.13, 08:45
      nie mamy prawa do prywatnosci, zapraszania do siebie kiedy chcemy i niespotykania się kiedy nie chcemy.

      Zachowanie kolezanki - ponizej krytyki, ale ta sytuacja zupełnie nie przypomina sytuacji, kiedy ktoś nas nachodzi niezapowiedziany. Umówiłaś się, ze wpadniesz po kolezankę, nie miała czasu, ochoty, zmieniła plany - było powiedzieć - tu pełna zgoda.

      Natomiast kobieta wydzwaniająca do siostry jest mało empatyczna. Moze siostra spała i odruchowo odrzuciła połączenie, może miała doła i nie chciała z nikim gadać, moze miała goscia - jej sprawa. Nieumowiona osoba to intruz i tyle. I intruz jeszcze prowadzi "dochodzenie" czy ktos jest i nieotwiera, a moze i dlaczego? Daruj, ale to bezczelnośc
      • kklekss Re: Matyldo z uporem maniaka starasz się udowodni 18.05.13, 09:08
        Interesujące jest to ,że znasz się z koleżanką od dzieciństwa i mieszkacie blisko siebie ale dopiero teraz dowiedziałaś się na którym piętrze w bloku mieszka.
        • beata_ Re: Matyldo z uporem maniaka starasz się udowodni 18.05.13, 16:49
          A gdzie wyczytałaś, że dopiero teraz Matylda dowiedziała się, na którym piętrze mieszka koleżanka? smile
          Jako żywo w jej poście nic na ten temat nie ma...
      • baba67 Re: Matyldo z uporem maniaka starasz się udowodni 18.05.13, 09:15
        No i wyrazenie "trzymanie gosci za drzwiami" mnie powalilo.
        Kominiarz usilujacy mi wlepic kalendarz "co laska " w marcu ,oraz Jehowici straszacy koncem swiata to niby MOI GOSCIE?
        Barbarzynskim obyczajem to jest nachodzenie ludzi w sytuacji kiedy sa komorki lub, w ostatecznosci, domofony.Oczywiscie dopuszczalne w gronie znajomych kiedy dziala to na wszystkie strony,ale moze powstrzymaj sie juz przed zawracaniem Wisly kijem bo bedziesz odbierana jak sekretarz SZymborskiej oburzajacy sie straszliwie na "witam".
      • matylda1001 Re:Nie, Koro... 18.05.13, 18:43
        ... nie staram sie udowodnić, że prawo do dysponowania własną prywatnością, to fanaberia. Po prostu tej prywatności można bronić w bardziej rozumny sposób, nie narażając się na opinię osoby nierozgarniętej. Nie uwierzę, że takiemu nieotwierającemu jest wszystko jedno, czy gość odkryje jego obecność w domu, czy nie. Gdyby tak było, to nikt by po usłyszeniu dzwonka nie zaczynał chodzić po mieszkaniu na paluszkach, nie milknęłyby nagle radia i telewizory, nie gasłyby światła w oknach. Czyli chcą ukryć, a jeśli tak, to znaczy, że sami czują, iż robią coś nie do końca stosownego. Jakoś nikt nie ma odwagi otworzyć drzwi i powiedzieć prosto w oczy- nie chcę cię.

        > Zachowanie kolezanki - ponizej krytyki,<

        Owszem, ale gdyby była bardziej ostrożna, to nie zdradziłaby swojej obecności w domu. Po prostu zapomniała, że ma uchylone okno a ja stoję jakieś 10 metrów w prostej linii od niej smile

        > Natomiast kobieta wydzwaniająca do siostry jest mało empatyczna. Moze siostra spała i odruchowo odrzuciła połączenie, może miała doła i nie chciała z nikim gadać, moze miała goscia - jej sprawa. Nieumowiona osoba to intruz i tyle. I intruz jeszcze prowadzi "dochodzenie" czy ktos jest i nieotwiera, a moze i dlaczego? Daruj, ale to bezczelnośc <

        Właściwie to ta siostra miała szczęście, że odrzuciła połączenie, co koleżance dało pewność, że jest w domu i tylko coś jej chwilowo odbiło. Gdyby tamta długo nie odbierała, a telefon by dzwonił, i dzwonił za drzwiami, to mogłoby się skończyć pruciem zamka. Ta siostra mieszka sama, choruje na cukrzycę i już dwa razy była w śpiączce hipoglikemicznej. Gdyby koleżanka nie szanowała jej prywatności, to nosiłaby przy sobie klucz od mieszkania siostry, który dostała od zainteresowanej "na wszelki wypadek", i wchodziłaby jak do swojego mieszkania.
        • baba67 Re:Nie, Koro... 18.05.13, 19:05
          Jesli siostra mieszka sama i jest chora to calkowicie zmienia postac rzeczy.To po protu inna sytuacja.Nie zastawiaj na nas pulapek tego typu z laski swojej.
          Jesli piszesz o zachowaniu domownikow ktorzy nie chca otworzyc-no coz cos w tym jest, jesli w przeszlosci obyczaje byly inne(nie znaczy lepsze - inne byly warunki zycia) to zmiany wsrod starszego pokolenia zwlaszcza przychodza opornie.Nie znam nikogo wsrod mlodych ktoby sie tak zachowywal.Ja sama choc niemloda niczego nie udaje ani nie sciszam. To naprawde nie jest zaden argument za milym anachronizmem jaqki prezentujesz w swoim domu.
          • matylda1001 Re:Nie, Koro... 18.05.13, 20:26
            baba67 napisała:

            >Nie zastawiaj na nas pulapek tego typu z laski swojej.<

            Przepraszam smile Wcześniej o tym nie napisałam, bo dla mnie nie ma to znaczenia w kontekście opisywanej sytuacja. No to w takim razie dodam jeszcze, że potem tłumaczyła, że nie otworzyła bo nie wiedziała kto jest za drzwiami, a jak telefon zadzwonił i wyświetlił sie numer siostry to odrzuciła połączenie żeby ten ktoś stojący za drzwiami nie słyszał że rozmawia przez telefon. Dla mnie to wszystko jedno komu nie otworzyła.

            > to zmiany wsrod starszego pokolenia zwlaszcza przychodza opornie<

            A tu właśnie powinny przyjść szybko. Ze względu na bezpieczeństwo.

            >To naprawde nie jest zaden argument za milym anachronizmem jaqki prezentujesz w swoim domu.<

            Mimo tego anachronizmu wink mało mam niezapowiedzianych wizyt, ale za to nie mam poczucia winy w stosunku do swoich znajomych. Nie zastanawiam sie też, czy zorientowali się, ze ich zlekceważyłam, czy nie. Mogę czuć się swobodnie a to bezcenne smile
            • baba67 Re:Nie, Koro... 18.05.13, 20:39
              No mozliwe.Choc w kontekscie dyskusji ten szczegol jest rzeczywiscie istotny.Wrecz kluczowy powiedzialabym.
              Masz taki uklad ze swoimi znajomymi i gitara.Zrob eksperyment i spytaj swoich znajomych czy do wszystkich ICH ZNAJOMYCH wpadaja bez zapowiedzi.Bardzo watpie ze tak jest. I czy rzeczywiscie czuja sie takim ukladem dotknieci.
              Nie sadze.
        • kora3 Tak Matyldo :) 19.05.13, 08:55
          matylda1001 napisała:
          . Czyli chcą ukryć, a jeśli tak, to znaczy, że sami czują, iż robią
          > coś nie do końca stosownego. Jakoś nikt nie ma odwagi otworzyć drzwi i powiedzi
          > eć prosto w oczy- nie chcę cię.


          Nie, nie robią niczego niestosownego, tylko ludzie z reguły nie reagują spokojnie na chamstwo i bezczelność.
          To tak, jak ktoś zadaje pytania, których zadawac nie powinien i wie o tym, ale zadaje, a zapytany zdumiony i zniesmaczony zaczyna się tłumaczyć.

          >
          > Owszem, ale gdyby była bardziej ostrożna, to nie zdradziłaby swojej obecności w
          > domu


          Rzecz cała w tym, że z opisu sytuacji wynika, iż kolezanka zupełnie irracjonalnie unikała kontaktu z Tobą.

          . Ta siostra mieszka sama, choruje na cukrzycę i już dwa raz
          > y była w śpiączce hipoglikemicznej. Gdyby koleżanka nie szanowała jej prywatnoś
          > ci, to nosiłaby przy sobie klucz od mieszkania siostry, który dostała od zainte
          > resowanej "na wszelki wypadek", i wchodziłaby jak do swojego mieszkania.


          Dość dziwne Matyldo, ze tak istotny szczegół podajesz teraz, a nie na poczatku wątkusmile Kiedy chodzi o uzasadniony niepokój o czyjes zdrowie czy życie, sytuiacja wygląda nieco inaczej.
          Ale też są granice i siostra postąpiła (ta przychodzaca) niedobrze. A to dlatego, że wybierajac się do siostry powinna zadzwonić wczesniej, a nie spod drzwi tamtej. Wówczas dowiedziałaby się, że z siostrą wszystko ok, ale np. wychodzi, oczekuje goscia, czy nie ma ochoty na spotkanie.

          To, ze ma się klucze do czyjegoś mieszkania, to nie znaczy, że mozna z nich korzystać bez ograniczeń kochana. One są na ogół na sytuację awaryjną. Klucze np. do mojego mieszkania ma poza domownikami (czyli mna i moim partnerem) mój eksfacet. Ma je na wypadek jakiegoś "wu" i na okolicznośc opieki nad kotami, gdy nas obojga nie ma. Poza tą opieką użył ich raz, gdy potrzebował ode mnie coś, a ja bylam poza domem i sama zaproponowałam, żeby skoro ma klucze, podjechał sobie i wziął.

          Z ludźmi, o których się troskamy TEZ trzeba być ostroznym. Pozwole sobie wspomnieć o 2 sytuacjach tego rodzaju, jakie znam "od podszewki".
          1. Pan po 60-tce, od kilku dobrych lat wdowiec, mieszka sam, ma dwie zamezne córki i wieńcówkę. Zasadniczo radzi sobie sam, ale z racji kłopotów z sercem córki mają klucze do jego mieszkania. No i kiedyś zdarzyła się taka sytuacja, że zieć tego pana, całkiem przypadkiem przejeżdżając koło jego mieszkania około południa zauważył, że u tescia są zaciągniete zasłony w sypialni. Zaniepokoiło go to, bo znał zwyczaje ojca swej żony i wiedział, że w zasadzie pierwsze czynności po wstaniu u tescia to odsłoniecie okna i ścielenie łozka.
          Zadzwonił do zony, ta się też zaniepokoiła i zazceła telefonować do ojca. Nie odebrał. Spanikowała i zadzwoniła też do swej siostry, czyli drugiej córki pana. Ta spanikowała jeszcze bardziej. Tymczasem do pierwszej córki przyszedł sms od ojca, że wszystko ok. Dziewczyna go w tym ferworze wydzwaniania przeoczyła. Kiedy obie córki dotarły do mieszkania ojca, pani, która goscił na szczescie była juz ubranasmile, a że zapukały najpierw otworzył im ojciec i nie uzyły kluczy. Strach pomysłeć, co byłoby, gdyby szybciej tam dotarły i kluczy tych od razu uzyły smile

          Trudno sie dziewczynom (obie i pana znam osobiscie) dziwić, że zaniepokoiły się o ojca, który ma kłopoty z sercem. Trudno się zieciowi dziwić, ze zaniepokoił się tymi zasłonami, skoro teśc ZAWSZE je odsuwał. A temu ojcu i tesciowi też się trudno dziwić, że chciał trochę prywatnosci.
          Pewnie najlepiej byłoby, gdyby odebrał telefon i spokojnie powiedział, że wszystko w porzadku. ale ma niewielkie lokum i siłą rzeczy jego gosc chcąc nie chcąc słyszałby tresc rozmowy ...

          2. W tej natomiast historii ja sama jestem niechlubną "bohaterką". Otóż kilka lat temu, na imprezie urodzinowej u naszego znajomego doszło do takiej sytuacji: jedna z zaproszonych pań, dośc dobrze mi znana kobitka złapała potwornego doła. Od dawna juz miała kłopoty i sytuacja się nie poprawiała- konkretnie jej maż miał skłonnośc do innej. Meza na tej imprezie nie było (rzekomo pracował w tym czasie). Dziewczyna zdołowana, nieco wypiła, zjadłą mało no i była lekko wstawiona. Alkohol pogłębił u niej doła, no i najpierw pochlipywała, potem się rozszlochała i zaczeła wspominac o samobójstwie. Jakkolwiek niejedno widziałam w życiu, to lekko się przestraszyłam - serio. No, ale rozmawiałam z kolezanką, starałam się uspokoic i w końcu się udało. Poprawiła makijaz, ogarneła się i stwierdziła, że w końcu przyszła się bawić, a nie płakać. Racja. Dodam, że nasza rozmowa odbywała się w takim pokoju, który na czas imprezy (była zima) gospodarze przeznaczyli na "szatnie", to znaczy tam były okrycia wierzchnie gosci.
          Wyszłysmy potem z tego pokoju i poszłyśmy na dół do reszty gosci i gospodarzy. Bawiłam się, ale dyskretnie obserwowałąm kolezankę. Humor jej się chyba poprawił, szczególnie w zwiazku z zainteresowaniem jednego z panówsmile No i ok.
          Po jakims czasie mój partner stwoerdził, że nie ma telefonu. Jako, ze powinien "pod telefonem" być uznał, że trza go czym predzej zlokalizowac. Pierwsza mysl - został w płaszczu. No to on hyc na górę, sprawdzic czy jest. Nieoczekiwanie zastał zamkiete drzwi od pokoju robiacego za szatnię. Zdziwiło go to. Kolega gospodarz też zdziwiony - w jego domu wszystkie pokoje na górze mają zamki, ale zasadniczo nikt ich nie uzywa, takze nocujący w tym domu niekiedy goscie. Klucze na ogół tkwią w zamkach i tyle. Kolega stwierdził, ze niemozliwe by coś tam się zatrzasneło. Klucz zapasowy pewnie kiedyś miał, ale gdzie, jaki to nie wie, bo przecieżnigdy tych zamków nie uzywano.
          Ogólna konsternacja. I ja wśród tej konsternacji zauważyłam nagle, ze nie ma tej kolezanki z dołem sad Mogła wyjśc niepostrzezenie? Mogła, impreza była duza, liczna i potem to zamieszanie z drzwiami. Ale jest jej torebka i dzwoniący w niej telefon. Pierwsza mysl - coś sobie zrobiła w tym pokoju- szatni. NAPRAWDE tak myslałam biorąc pod uwagę jej doła i to, co mówiła mi wczesniej. Powiedziałam to mojemu partnerowi i gospodarzom (tylko im). Poszliśmy na góre i zaczelismy nawoływać ją, stukać, pukać. Cisza, zero reakcji. Optymistyczna wersja to było: upiła się i zasnęła na amen, pesymistyczna: zrobiła sobie krzywdęsad W końcu gospodarz i mój facet doszli do wniosku, ze trzeba rozkręcić zamek w dzrwiach. Rozmawiali o tym pod tymi drzwiami po czym gospodarz wybrał się po narzedzia chyba do garazu. Ja i mój facet czekalismy. I zza drzwi usłyszałam cichy głos kolezanki "Jesteście tam Kora?" Mówie, że tak. Ona na to, zeby iśc i nie rozkrecać zamkasmile Pytam, czy wszystko w porzadku, no tak. Ok - poszlismy sobie po drodze zatrzymując gotowego do rozkrecania gospodarza. Kolezanka zjawiła się za jakieś 5 minut. Odwołała mnie na bok. Pytam dlaczego u licha nie otworzyła tych cholernych drzwi. a ona mi na to "Domyśl się, nie byłam tam sama" . No qrde to ostatnia rzecz, jaka w zwiazku z całą tą sytuacją przyszłaby mi do głowy smile NAPRAWDE stawiałam na to, że coś jej się stało. Braku adorującego ją wczesniej goscia nie zauważyłam, bo nie znałam go przed tą imprezą i ogólnie nie zwracałam na niego uwagi.

          Gdyby z nas byli wieksi panikarze, gdyby kolega - gospodarz był bardziej pedantyczny i miał komplet zapasowych kluczy....No właśniesmile
          • baba67 Re: Tak Matyldo :) 19.05.13, 09:11
            Ale to wszystko jest dziwne .
            Dlaczego pan nie odebral pierwszego telefonu przy pani.Wstydzi sie ze ma corki?
            Jesli byl zajety w danej chwili to pierwsze co powinien zrobic to oddzwonic.Swoja droga, 60 tka na karku klopoty z sercem i chojrak-no no
            W wypadku tej pani to nie mam slow-bzykanie sie po cudzych katach z przypadkowo poznanym facetem...I nie mogla sie odezwac?
            W obu wypadkach bohaterowie zachowali sie dziwnie co najmniej i sami sobie byliby winni tego co sie stalo.Malo tego przez swoj brak wyobrazni naraziliby innych na niemila sytuacje.Ta pani to juz przegiela.
            • kora3 Re: Tak Matyldo :) 19.05.13, 09:28
              baba67 napisała:

              > Dlaczego pan nie odebral pierwszego telefonu przy pani.Wstydzi sie ze ma corki?


              Wiesz, jak wspomniałam znam i pana (lepiej) i córki (przez niego, ale też dobrze) i np. wiem, jak pan mieszka. Ma funkcjonalne i bardzo przytulne, ale b. małe mieszkanie, które składa sie zasadniczo z jednego saloniku z aneksem kuchennym i łazienki (raze z WC) oraz minimalnego przedpokoju. Fizycznie nie ma tam mozliwosci pójsc gdzieś z telefonem. Nie sądze, zeby wstydził się ze ma córki, nie przypuszczam też, by to ukrywał. Sądze, że po prostu nie chciał za bardzo, zeby goszcząca u niego osoba usłyszała, ze ma kłopoty z sercem, albo odniosła wrazenie, że jest kontrolowany przez córki, a niestety wbrew temu co się wydaje bardzo czesto SŁYCHAC co mówi osoba, z którą się rozmawia przez komórkę.


              > Jesli byl zajety w danej chwili to pierwsze co powinien zrobic to oddzwonic.


              Jak wyzej, napisał za to smysasmile

              Swo
              > ja droga, 60 tka na karku klopoty z sercem i chojrak-no no


              Bardzo mnie drażni taka postawa Babo, nie pogniewaj się. Fakt, ze dotyczy ona najczesciej ludzi b. młodych, ale jak widać - nie tylko. Zdaniem niektórych seks, miłosć, przyjemnosci - są tylko dla młodychsmile A jak ktoś ma (zaleznie od wieku majacych takie zdanie) 40, 50, 60 lat to powinien odmawiac rózaniec i układać scenariusz swego pogrzebu, a nie mysleć o doczesnosciach... smutne, ze ludzie tak myslą, na szczescie nie wszyscy smile

              > W wypadku tej pani to nie mam slow-bzykanie sie po cudzych katach z przypadkowo
              > poznanym facetem...I nie mogla sie odezwac?


              TAk Babo, znam Twe podejscie do seksu, ale daruj - to nie moja sprawa, ze ktoś tak robi, nie? Nie robi niczego nielegalnego, a ja mogę sobie takie coś ocenić tylko na własny użytek.
              Mogła się odezwać - zwyczajnie powiedzieć, że wszystko ok i chce odpoczać i byłoby po sprawie. Tylko, że wówczas mój facet poprosiłby o wpuszczenie go po telefonsmile (bo serio nie powinien go zostawiać, w kazdej chwili mógł mieć pilną słuzbową rozmowę), a wówczas musiałąby mu otworzyć, a pana, który tam też był nie sposób byłoby nie zauważyć.

              Ta pani to juz przegiela.

              Ło matko Babo, to nie jest wątek o ocenie moralnej pani, nie? Wybacz, ale ja nie przepadam za takim "swietem oburzeniem". Kazdy robi, jak uwaza i tyle.
              Tu doszło do zwyczajnie niekorzystnego splotu wydarzeń - gdyby mój partner nie zapomniał z płaszcza tego tela, nikt pewnie by nie zauważył chwilowej absencji kolezanki i tamtego goscia na dole. Gdyby ona wczesniej nie wspominała o samobójstwie - nie spanikowałabym tak.
              • baba67 Re: Tak Matyldo :) 19.05.13, 09:52
                Przegiela w sensie ze sie nie odezwala od razu.
                Z kim sie zadajesz Korciu to nie moj interes.Wyglada na to ze malzenstwie pani trafil swoj na swego.
                Dalej nie rozumiem postawy pana.Uwazam ze elementarna uczciwosc wobec osoby z ktora sie bzyka majac problemy z sercem to poinformowanie jej o tym.
                Nie odnosze sie do wieku pana ani nieslubnego charakteru zwiazku tylko zwyczajnie sie dziwie, znalam osobe z podobnymi problemami ktora zeszla z tego swiata ...z radosci na wiesc o narodzinach wnuka. No ale wlasciwie to calkiem fajna smierc...
                Tylko trzeba moze pomyslec o tej drugiej stronie-jeli pani nie wie ze pan nie jest zdrowy moze nie wezwac karetki w razie klopotow czyli sie do zgonu przyczynic-wyobrazasz sobie takie obciazenie?
                Nie wszyscy katolicy sa tacy jak Twoj byly maz i jego znajomi-niektorzy sa calkiem normalni-mam nawet dobra kolezanke ateistke ktora postawe tej pani okreslilaby jeszcze dosadniej niz ja.Puszczalstwo jest oceniane jako puszczalstwo calkiem generalnie...
                • kora3 Re: Tak Matyldo :) 19.05.13, 10:05
                  baba67 napisała:

                  > Przegiela w sensie ze sie nie odezwala od razu.

                  No toż Ci napisałam Babeczko - pewnie też spanikowała. smile Gdyby zachowała zimną krew powiedziałaby do mego partnera "Daj mi 5 minut, muszę przypudrowac nos" i pewnie dałby smile
                  Ona się zwyczajnie bała, że on zechce zaraz wejsc po telefon, a w tym pokoju nie ma balkonu, ani szafy, w której mogłby skryć się pan z którym była smile

                  > Z kim sie zadajesz Korciu to nie moj interes.


                  No raczej - tylko wiesz, mozesz się kiedyś bardzo zdziwić, z kim TY się zadajeszsmile Ludzie znani tylko towarzysko, znajomi znajomych, czy współpracownicy to raczej nie jest bliskie grono i mozna o kimś czegoś, nawet prowadzac dokładny "wywiad" nie wiedzieć smile

                  Wyglada na to ze malzenstwie pani
                  > trafil swoj na swego.


                  Nie mam pojecia i to absolutnie nie jest moja sprawasmile

                  > Dalej nie rozumiem postawy pana.Uwazam ze elementarna uczciwosc wobec osoby z k
                  > tora sie bzyka majac problemy z sercem to poinformowanie jej o tym.


                  Babo, po pierwsze ja nie znam powodów nieodebrania tela przez pana, ja je tylko PRZYPUŚCIŁAM. Po drugie - bzykanie sie z kims nie zawsze oznacza trwały zwiazek kochana. Daruj sobie ocenę moralną takiego postepowania (raczej się jej domyslam smile), bo nie o to chodzi. Poza tym nie każdy wywala wszystko w poczatkowej fazie znajomości - to tak na marginesie.

                  > Tylko trzeba moze pomyslec o tej drugiej stronie-jeli pani nie wie ze pan nie j
                  > est zdrowy moze nie wezwac karetki w razie klopotow czyli sie do zgonu przyczyn
                  > ic-wyobrazasz sobie takie obciazenie?


                  Wiesz, no ja mysle, ze kazdy rozsadny człowiek widzac np. ze ktoś traci przytomnosc wzywa karetkę niezaleznie od tego, czy wie, że tracący na coś choruje, czy tez nie.

                  > Nie wszyscy katolicy sa tacy jak Twoj byly maz i jego znajomi-niektorzy sa cal
                  > kiem normalni


                  Przepraszam Babo, ale dalibóg nie widzę tu zadnego nawiazania do mego byłego meza, naprawdę. Nie, ze mi to nawiązanie jakoś przeszkadza, żeby jasne było, tylko naprawdę nie znajduję wspólnego mianownika z jego tematem w tej rozmowie.

                  -mam nawet dobra kolezanke ateistke ktora postawe tej pani okresli
                  > laby jeszcze dosadniej niz ja.Puszczalstwo jest oceniane jako puszczalstwo calk
                  > iem generalnie...


                  Aaaaa o to chodzi smile Babo, to z katolicyzmem nie ma nic wspólnego. Kolezanka o której napisałam to ...katoliczka, taka praktykująca dodam smile
                  Nie mam nic przeciw moralnej ocenie sytuacji jakiejkolwiek (na własny uzytek w realu, forum to inna sprawa), tyle, ze nie widze zwiazku tej oceny z tematem wątku. To wszystko
                  • baba67 Re: Tak Matyldo :) 19.05.13, 10:17
                    Alez co Ty mi wmawiasz ocene moralna pana jak dziecko w brzuch.Pan sie bzyka zejdzie ze szczescia, wiesz ze to mi sie nawet podoba?Ze pan nie dziadzieje ?
                    Tylko co ma staly zwiazek do rozsadnych zasad bezpieczenstwa?I to nieprawda ze kazdy nieuswiadomiony wzywa, zwlaszcza w takiej sytuacji zwlaszcza kiedy trudnio odroznic ekstaze od zapasci, a chlop czesto prawie natychmiast zasypia( tu byc moze na zawsze).
                    Kolezanka katoliczka hihi dobre.
                    • kora3 Re: Tak Matyldo :) 19.05.13, 10:21
                      baba67 napisała:

                      > Alez co Ty mi wmawiasz ocene moralna pana jak dziecko w brzuch.


                      Nie chodziło o moralną ocenę pana, tylko pani z historyjki nr 2smile

                      Pan sie bzyka ze
                      > jdzie ze szczescia, wiesz ze to mi sie nawet podoba?Ze pan nie dziadzieje ?


                      Wiesz Babo, gdyby wszyscy, którym cos dolega rezygnowali z seksu, to nasz gatunek rychło by chyba wyginąl. Pisałam Ci - to jest mit na ogół b. młodych ludzi, ze seks dotyczy tylko ich smile To, ze ktoś np. choruje na serce i nie moze bzykać się co godzinę, nie znaczy, ze nie moze wcale kochanasmile

                      I to nieprawda ze
                      > kazdy nieuswiadomiony wzywa, zwlaszcza w takiej sytuacji zwlaszcza kiedy trudni
                      > o odroznic ekstaze od zapasci, a chlop czesto prawie natychmiast zasypia( tu by
                      > c moze na zawsze).


                      No nie sądze, nie sadze. Ale skoro tak mówisz.

                      > Kolezanka katoliczka hihi dobre.
                      >


                      No z tego co mi wiadomo bywa w kosciele co niedziela, ochrzciła dzieci, posłałą na religię itd. chodzi do spowiedzi, wiec raczej katoliczka, nie?
                      • baba67 Re: Tak Matyldo :) 19.05.13, 10:32
                        Moze ja jestem troche przesadna w tej ocenie ryzyka sercowcow, ale jesli masz kogos wsrod znajomych kto umarl ze szczescia to po prostu masz optyke skrzywiona.
                        • kora3 Ale ja Ci wierze Babo 19.05.13, 11:03
                          Tylko zrozum jedną rzecz - ludzie są różniści i różnie reagują oraz różnie "sterują" swoim życiem. są takie osoby, które obficie, długo, namietnie i ze szczegółami potrafią mówić o swoich dolegliwosciach (róznych)a są tacy, którzy sie z tym nie afiszują.
                          I tak np. ja nie byłam zachwycona, gdy znajomy mnie "zasypał" ze miałam operację i niedosłyszę smile
                          • baba67 Re: Ale ja Ci wierze Babo 19.05.13, 13:22
                            No to niestety sami sie prosza o gafy i problemy.Choc Twoj znajomy byl nietaktowny akurat.
                            • kora3 Ale żadnej gafy by nie było Babo 19.05.13, 15:02
                              GDYBYM nie słyszała/nie rozumiała co ktoś mówi, to SAMA poprosiłabym o głosniejsze mówienie/powtórzenie i o ile by mi się chciało/sytuacja się powtarzała SAMA powiedziałabym, że mam problem ze słuchem. Chłopisko niepoptrzebnie wyrwało się, jak Filip z konopi
                              • baba67 Re: Ale żadnej gafy by nie było Babo 19.05.13, 16:03
                                No wlasnie-gafa byla bo chlop nie udawal ze nie wie.A powinien byl.
                                Ludzie dyskretni w sprawach uczulen lub przewleklych problemow zoladkowych sami prosza sie o sytuacje kiedy przyjda na przyjecie gdzie nie bardzo maja co jesc.
                                Po prostu dyskrecja to nie jest cos czego im wiecej tym lepiej.Trzeba uzywac rozsadku i zachowywac umiar, ale przeplyw informacji oraz byci w miare dobrze poinformowana to cos co bardzo sobie cenie.
                                • kora3 Re: Ale żadnej gafy by nie było Babo 19.05.13, 19:04
                                  baba67 napisała:

                                  > No wlasnie-gafa byla bo chlop nie udawal ze nie wie.A powinien byl.


                                  Nie, nie zrozumiałaś Babo - gosc z tym wyskoczył nagle, bez zadnego kontekstu. Nie było tak, ze np. nawijał do mnie, a ja nie słyszałam, czy dopytywałam co mówi. W takiej sytuacji naturalne byłoby nawet, gdyby powiedział "Przepraszam, czy ma pani jakiś problem ze słuchem? Powinienem mówić głosniej, wyraźniej?"
                                  Przecież to normalne, że jesli mówisz swoim normalnym tonem/dykcją i ludzie Cię rozumieją, to osoba, która nie rozumie najprawdopodobniej ma jakiś problem i nic złego w zapytaniu, jak mozna zaradzić sytuacji. Tu nie było tego - ja goscia dobrze słyszałam, bo ustawiłam się stroną, na której miałam sparwne całkiem ucho i nic nie zakłocalo komunikacjismile

                                  > Ludzie dyskretni w sprawach uczulen lub przewleklych problemow zoladkowych sami
                                  > prosza sie o sytuacje kiedy przyjda na przyjecie gdzie nie bardzo maja co jesc


                                  Widzisz Babo - ty chyba myslisz dyskrecję z robieniem z czegoś tajemnicy. Osoba mająca ograniczenia kulinarne i nie powiadamiajaca np. gospodarzy przyjecia, ze takowe ma jest sama sobie winna, ze głoduje na przyjeciu. Racja. Tylko ze ta info potrzebna jest GOSPODARZOM, zeby jej zorganizować menu, a nie WSZYSTKIM i jeszcze ze szczegółami.
                                  I tu tkwi sedno - np. gospodarze pewnego wesela wiedzieli dokładnie, że pan na nim goszczący (chrzestny młodego) tańcować nie bedzie i pewnie zmyje się wcześniej, bo parę tygodnio temu pochował zmarłą po długiej i bardzo ciezkiej chorobie córkę. Ale ta informacja była zupelnie zbedna jego współweselnikom - na pytanie dlaczego się nie bawi mógł odpowiedzieć np. "jestem w ciezkiej załobie" i taka info powinna każdemu wystarczyć bez znajomosci kto bliski temu panu zmarł, na co, jak dawno temu.
                                  > .
                                  > Po prostu dyskrecja to nie jest cos czego im wiecej tym lepiej.

                                  Wg mnie jest. Wychodze z załozenia, że o czyichś osobistych sparwach ktoś SAM moze mi powiedzieć, jesli zechce i nie musze się nigdzie informowac.

                                  Trzeba uzywac ro
                                  > zsadku i zachowywac umiar, ale przeplyw informacji oraz byci w miare dobrze poi
                                  > nformowana to cos co bardzo sobie cenie.


                                  Mnie interesuje bardzo przepływ informacji Babo, wszak z niego zyję smile Tylko zajmuje się informacjami, a nie PLOTAMI, a za ploty uwazam takze pRAWDZIWE informacje i zainteresowanie nimi w sytuacji, kiedy informującego sie NIE POWINNy interesować!
                                  Np.tych plotkar z piątku smile NIE POWINNO WCALE INTERESOWAĆ z kim sobie przyszłam na piwo, ile ten ktoś ma lat, czym sie zajmuje i jaka ma ze mną relację - nie?
                                  • baba67 Re: Ale żadnej gafy by nie było Babo 19.05.13, 21:04
                                    Mialam niejasne wrazenie, jak sie okazalo mylne, ze dla Ciebie wszystkie informacje to ploty, a przekazywanie jakichkolwiek to plotkowanie.ja po prostu lubie wiedziec o ludziach z ktorymi bede przebywac jak najwiecej i nic tego nie zmieni. Za dlugo bylam ta co nic nie wie podczas gdy wszyscy inni wiedza i zawsze cos chlapnie po czym nastepowala pelna zaklopotania cisza.Wszyscy jakos mysleli ze wiem albo byli tacy dyskretni jak Ty co to wiedza nie powiedza bo i po co.Mam traume.
                                    • kora3 Babo rozumiem, ze masz traumę 20.05.13, 09:18
                                      baba67 napisała:

                                      > Mialam niejasne wrazenie, jak sie okazalo mylne, ze dla Ciebie wszystkie inform
                                      > acje to ploty, a przekazywanie jakichkolwiek to plotkowanie.ja po prostu lubie
                                      > wiedziec o ludziach z ktorymi bede przebywac jak najwiecej i nic tego nie zmie
                                      > ni. Za dlugo bylam ta co nic nie wie podczas gdy wszyscy inni wiedza i zawsze c
                                      > os chlapnie po czym nastepowala pelna zaklopotania cisza.Wszyscy jakos mysleli
                                      > ze wiem albo byli tacy dyskretni jak Ty co to wiedza nie powiedza bo i po co.Ma
                                      > m traume.


                                      Ale rozważ czy ta trauma nie wynika czasem z tego, że przebywając z ww. ludźmi zwyczajnie bywałaś niedelikatna, moze zbyt ciekawska, moze za bardzo bezposrednia - znów bEZ URAZY (wiesz jak Cię lubię i cenię). Trzeba być otwartym i szczerym oraz spontanicznym, ale nie przekraczajac granic prywatnosci innych.

                                      Zrozum mnie teraz dobrze (bo mam wrazenie, że nie zawsze tak jest) - ja nie jestem osobą ukrywajacą swoje życiesmile Raz ze nie mam nic do ukrywania, dwa - zna mnie (takze z widzenia) tak wielu ludzi, że nie byłoby to mozliwe, żeby coś skutecznie ukrywać.
                                      Rzecz w tym, że jesli np. dobremu znajomemu panu X mówię w realu o prawdziwych powodach np. mojego rozwodu, to oczekuję, ze zachowa je dla siebie, a nie "rozniesie" po wszystkich znajomych. A przed pozostałymi NIE UKRYWAM, ze byłam mezatką i skończylam z tym, ale nie podaję szczegółów dot. rozwodu, bo wg mnie dla ogółu są zbyt osobiste.
                                      I naprawde nie omdleję, ani się nie obraze, gdy ktoś przy mnie opowie np. dowcip o wariatach. Takie dowcipy (pytanie, czy powinny) istnieją i tyle.

                                      Inaczej sprawa przedstawia się, gdy jakiś fakt jest POWSZECHNIE znany. Np. jakiś pan Y poinformował współpracowników, że się rozwodzi. I pojawia się nowy pracownik pani Z. - trudno, zeby przedstawiał się tak "Dzień dobry, jestem Janek y i jestem w trakcie rozwodu" - no bo wie, ze wszyscy wiedza, a pani Z nie, bo nowa. W takiej sytuacji, gdy ktoś SAM poinformował ogół nie ma nic złego w zapoznaniu z tą info także nowa czyli panią Z.

                                      Poniekąd (znów mnie dobrze zrozum) myslę, że czesc przynajmniej Twoich gaf o jakich wspominasz mogła być spowodowana tzw. jak to mówią niewyparzonym językiem. I nie chodzi zaraz o jakieś wulgaryzmy broń Boze, tylko o np. wyrazanie opinii wartosciujących.
                                      Oczywiscie, ja Ciebie znam tylko z forum, a na forum, inaczej się rozmawia - przede wszystkim dyskutuje dla samej dyskusji niejako, ale kilka razy już zauwazyłam, ze masz skłonnosc do wartosciowania bez potrzeby sytuacji. Np. z tą panią w pokoju - szatni. Mówiliśmy o niezrecznej sytuacji, w której trudno jest udawać, ze się nie zauwazyło zamknietych drzwi, a Ty już okresliłaś panią jako puszczalską i oceniłaś jej zachowanie w zakresie moralnym.
                                      Podkreslam, ze na forum to nic złego. Jednakowoż w realu mogłoby być tak, że wyraziłabyś te opinię np. do szefowej, która ma kochanka smile co pewnie nie przysporzyłoby Ci u niej pozytywnej oceny ogólnej smile

                                      I wcale kochana nie musiałabyś, nawet dokladając starań, dac rady dowiedzieć się o tej szefowej wszystkiego. I nie chodzi o to, ze nie masz prawa do swego zdania, a o to, ze w pewnych sytuacjach, gdy rozmowa jest o czym innym np. niekoniecznie musisz je wyrazać, albo wyrazać w pewien konkretny sposób.

                                      Jesli ktoś mówi: "Moim zdaniem wolny zwiazek to k...stwo" to raczej mu sympatii u ludzi w takowych bedących nie przysporzy, ale już zdanie "Nie widze się w wolnym zwiazku, dla mnie optymalny model to zwiazek po slubie" jest całkowicie NEUTRALNE. Bo każdy ma prawo swoje życie układać jak chce i sam na ogół najlepiej wie, czego chce (nie zawsze - wiem)smile.

                                      To sa takie subtelnosci" na które wielu ludzi nie zwraca uwagi, a potem dziwi się niecheci otoczenia. Wczoraj rozmawiamy w 3 kolezanki. Jedna gustuje w duzo młodszych od siebie panach. Pokazuje fote nowo poznanego goscia "Prawda, ze przystojny?" Ja: "Owszem, moze się podobac na pewno. Jakkolwiek o czym wiesz, JA w facetach duzo młodszych nie gustuje". Druga kolezanka: "No za 20 lat bedzie ok. Ty masz naprawde coś nie tak z tymi młodszymi facetami". Kolezanka nr 1 na kolezankę nr 2 się naburmuszyła i słusznie. Bo nr 1 nie pytała o to, czy to dobrze ze jej się podobają młodsi, tylko czy gostek przystojny.
                                      I o to idzie Babo - o delikatne i odnoszące się DO SIEBIE, a nie do całego swiata wyrazanie opinii. NIE ma szans, byś o kazdym dowiedziała się wszystkiego i tak unikała gaf i wpadek. Lepiej po prostu czasem słuchać zamiast mówic i unikac stwierdzeń wartosciujących zycie INNYCH i kategorycznych.
                                      >
                                      • baba67 Re: Babo rozumiem, ze masz traumę 20.05.13, 10:21
                                        Mozesz miec racje,jesli sie cos wypowiada neutralnie to trudno kogos obrazic.
                                        Co nie zmienia faktu ze traume mialam, dosiadanie sie do plotkarzy poskutkowalo, bo w ogole nie poruszalam tematu neutralnie czy nie, czyli zrobilam sie lepiej wychowanasmile.Ty sie nie poczujez urazona dowcipami o wariatach kto inny moze sie nie tylko poczuc dotkniety ale zaczac podejrzewac ze ja wiem i opowiadam zlosliwie.
                                        Teraz pracuje z ludzmi indywidualnie i jesli czegos nie powiedza moga miec tylko co siebie pretensje.
                                        • kora3 Re: Babo rozumiem, ze masz traumę 20.05.13, 12:06
                                          baba67 napisała:

                                          > Mozesz miec racje,jesli sie cos wypowiada neutralnie to trudno kogos obrazic.
                                          > Co nie zmienia faktu ze traume mialam, dosiadanie sie do plotkarzy poskutkowalo
                                          > , bo w ogole nie poruszalam tematu neutralnie czy nie, czyli zrobilam sie lepie
                                          > j wychowanasmile


                                          No widzisz - dyskusyjne. Bo jak mniemam, nie tylko sama zdobywasz informacje, ale je kolportujesz innym. I nie na zasadzie polotkarstwa, tylko życzliwosci. Np. w pracy pojawiła się pani Kasia nowa, to trza jej powiedzieć, ze pani Krysia jest bezpłodna, zeby gafy nie strzeliła.
                                          a pani Krysia moze sobie zwyczajnie nie życzyc, żeby wszyscy, z kazdą nową w pracy osoba wiedziały po kolei o jej problemie.


                                          .Ty sie nie poczujez urazona dowcipami o wariatach kto inny moze
                                          > sie nie tylko poczuc dotkniety ale zaczac podejrzewac ze ja wiem i opowiadam zl
                                          > osliwie.


                                          To już jakas szczególnie drazliwa i małostkowa osoba musiałaby być Babo. Nie watpię, ze takie istnieją, ale z pewnoscią nie stanowią wiekszosci.
                                          \
                                          > Teraz pracuje z ludzmi indywidualnie i jesli czegos nie powiedza moga miec tylk
                                          > o co siebie pretensje.


                                          Ale dlaczego zaraz pretensje Babo? Rzecz własnie w tym, że wiekszosc ludzi neutralne zdania/stwierdzenia traktuje neutralnie.

                                          Ostatnio byłam na pewnej charytatywnej imprezie na rzecz dzieci. Konkretnych. Dzieciaki znam i staram się pomóc, one mnie też znają i lgną do mnie, normalne. Był też pan z TPD, ale nieznajomy mi, jakiś nowy. Pogawedziliśmy trochę o tym, ze impreza udana. Pan był pełen współczucia dla sytuacji wspomnianych dzieci, mówił o tym, że nie zniósłby sytuacji, gdyby jego latorosle były w takim połozeniu. Wspomniał, ze ma synka 5 latek i córeczke 8-letnią. I zapytał "A pani w jakim wieku ma dzieci?". Pewnie wydawało mu się naturalne, ze osoba zaangazowana w pomoc dzieciom, lubiąca takowe i lubiana przez nie musi mieć potomstwo. Powiedziałam mu zgodnie z prawdą, ze dzieci nie mam i pan aż poszarzał na twarzy "Najmocniej przepraszam, palnałem głupstwo". Alez nie, akurat DO MNIE pan nic nie palnąłsmile Dla mnie fakt nieposiadania dzieci jest tak samo naturalny, jak dla tego pana - posiadania.
                                          Rzecz w tym, ze pan się pogrązał bardziej. Bo wydedukował, że mnie jest przykro z powodu nieposiadania smile i zaczał przepraszać "Nie chciałem sprawić przykrości" - NIE SPRAWIŁ.

                                          Polubiłam tego pana, choć jest źle wychowany (ma inne za to pozytywne cechy, młody jest, to moze jeszcze ogłady nabrać) i dlatego zal mi było, ze sam się nad sobą pastwi i wyjasniłam mu, ze dzieci nie mam z wyboru, a nie dlatego, ze nie dane mi było i przykrosci nijakiej nie sprawił, ale komuś innemu MÓGŁBY sprawić, wiec ...
                                          Na tym rzecz teżpolega - na niewyciaganiu wniosków pochopnych, a niezadawaniu pytań, odpowiedź na które do niczego się nie przyda itd. Bo do czego temu panu był potrzebny wiek moich ewentualnych dzieci? Do potrzymania rozmowy li tylko...
                                          • baba67 Re: Babo rozumiem, ze masz traumę 20.05.13, 13:26
                                            Na pewno bym poinformowala o problemach tej osoby z posiadaniem dzieci.
                                            Bo takie osoby niby sobie nie zycza a tak naprawde czuja sie urazone i uraze chowaja mimo ze zupelnie nieswiadomie ktos je urazil.
                                            Sama jestes wyjatkiem i nie wyobrazaj sobie ze inni tak maja.
                                            Ludzie rozmawiaja ze soba o czyms trzeba zatem kiedy temat pogody i Donka sie skonczy probuja nawiazac jakas bardziej osobista konwersacje.
                                            Ja wiem, jestes wyksztalcona,obrazcasz sie wsrod intelektualistow i sobie mozecie porozmawiac a to o malarstwie wspolczesnym, a to o Oscarach zatem temat dzieci nie musi byc poruszany.Ja takiego szczescia nie mialam, tematy osobiste byly poruszane i tak ma wiekszosc ludzi.Stad informacje o innych sa cenne i dla mnie i dla innych czlonkow grupy.
                                            Dla Ciebie pan jest zle wychowany bo zapytal w jakim wieku masz dzieci i sie zacukal bo mogl Cie urazic.Ciekawe, bardzo...

                                            Teraz mnie to nie dotyczy
                                            • kora3 Re: Babo rozumiem, ze masz traumę 20.05.13, 14:10
                                              baba67 napisała:

                                              > Na pewno bym poinformowala o problemach tej osoby z posiadaniem dzieci.
                                              > Bo takie osoby niby sobie nie zycza a tak naprawde czuja sie urazone i uraze ch
                                              > owaja mimo ze zupelnie nieswiadomie ktos je urazil.


                                              a moze chowają te uraze, bo ktos je nieswiadomie uraził zachowując się nietaktownie?

                                              > Sama jestes wyjatkiem i nie wyobrazaj sobie ze inni tak maja.


                                              Zupełnie nie jestem wyjątkiem Babo. Zwyczajnie nie rozumiesz. Ja nigdy nie chciałam mieć dzieci, wiec temat o ich "maniu", czy "niemaniu" nie jest dla mnie boleny, czy przykry z załozenia, jak to bywa u ludzi, którzy bardzo by te dzieci mieć chcieli, ale nie mogą z jakichś przyczyn. Ale to wcale nie znaczy, że pałam sympatią do ludzi, którzy wyrazają np. takie zdania: "Jesli ktos nie chce mieć dzieci jest nienormalny", "Ludzie nie majacy dzieci to wygodniccy egoisci". Natomiast nic nie mam do kogoś kto mówi "Nie wyobrazam sobie zycia bez moich dzieci" np. Rozumiesz wreszcie o co chodzi? O negatywne, albo neutralne wyrazanie zdania na jakiś temat.

                                              > Ludzie rozmawiaja ze soba o czyms trzeba zatem kiedy temat pogody i Donka sie s
                                              > konczy probuja nawiazac jakas bardziej osobista konwersacje.


                                              Owszem i to jest bardzo łatwe i bezpieczne Babo, po prostu nie należy uprzedzać faktów i oceniać INNYCH smile

                                              > Ja wiem, jestes wyksztalcona,obrazcasz sie wsrod intelektualistow i sobie mozec
                                              > ie porozmawiac a to o malarstwie wspolczesnym, a to o Oscarach


                                              Phi tam zaraz wykształcona - bez przesady, doktopratu nie skończyłam, bo mi czasu brakło. Obracam się w srodowiskach bardzo różnych Babo - w tym własnie rzecz. Potrafię pogadać i z kobietą ze spożywczaka i z gosciem odsiadującym wyrok, z wielodzietnymi rodzicami i z profesorem uniwersytetu. Taką mam pracę ale i lubię to zwyczajniesmile

                                              zatem temat dzie
                                              > ci nie musi byc poruszany.


                                              Ale JEST poruszany Babo, jak pokazałam Ci na opisanym przykladzie.

                                              Ja takiego szczescia nie mialam, tematy osobiste byly
                                              > poruszane i tak ma wiekszosc ludzi


                                              Jasne, ja też "tak mam" no i ?

                                              > Dla Ciebie pan jest zle wychowany bo zapytal w jakim wieku masz dzieci i sie za
                                              > cukal bo mogl Cie urazic.Ciekawe, bardzo...


                                              Co w tym ciekawego? Pan jest źle wychowany, bo po pierwsze nasza hmm znajomośc nie upowazniała go w żaden sposób do takich pytań, po drugie - wyciagnął wnioski ze swoich obserwacji zamiast poczekać na rozwój wydarzeń, pp trzecie popełniwszy gafę ciągnał temat.
                                              • baba67 Re: Babo rozumiem, ze masz traumę 20.05.13, 14:53
                                                Ludzie w wiekszosci chca miec dzieci i i na ogol temat to dla nich drazliwy.
                                                Duza czesc tych osob uznalaby twierdzenie ze nie wyobraza sobie zycia bez dzieci za tonkuju aliuzjiu, niezaleznie od tego czy prosily o dyskrecje czy nie. Ty masz sie na temat dzieci nie odzywac mimo ze nic nie wiesz o ich klopotach.
                                                Sytuacja w ktorej znalazl sie pan razem z Toba jakos go tam usprawiedliwia, Gdyby zadal pytanie nie wiadomo gdzie bez kontekstu , rzeczywiscie sytuacja niezreczna. I na pewno by pytania nie zadal gdyby cos o Tobie wiedzial.
                                                A to ze bylo mu glupio to jak najlepiej o nim swiadczy, mnie tak bardzo czesto bylo glupio dopuki nie odkrylam sposobu na plotkarza.
                                                My bysmy sie w realu nie polubily, o nie.
                                                • baba67 dopóki nt 20.05.13, 16:02

                                                • kora3 Babo, na litośc boską 22.05.13, 10:17
                                                  baba67 napisała:

                                                  > Ludzie w wiekszosci chca miec dzieci i i na ogol temat to dla nich drazliwy.


                                                  Owszem ludzie w wiekszosci chcą mieć dzieci. Są tacy, którzy chcą i nie mają. Temat dzieci moze być dla nich czasem przykry, ale nie przesadzajmy.
                                                  Trudno, zeby otoczenie ukrywało przed kazdym kto nie ma dzieci, ze ono takowe ma, chce mieć, bedzie mieć. To paranoja.
                                                  Wystarczy nie zadawać zbyt osobistych pytań - a to kiedy pytanie jest ok a kiedy zbyt osobiste wyznacza stopień zażyłosci miedzy ludźmi.
                                                  Przyklad: kilka lat temu poznałam zawodowo pewną kobietę, z którą juz po jakiejs godzinie znajomości umówiłyśmy się na kawę prywatnie, a po 3 dniach znałam jej meza i dziecismile Dziś jest moją przyjaciółką. Po jakimś miesiącu znajomosci, widząc mój z jej córkami kontakt zapytała wprost : "Kora, wybacz osobiste pytanie, ale dlaczego nie masz dzieci, tak je lubisz, a one Ciebie?". I to było całkiem spoko pytanie Babo. Bo z tą dziewczyną po miesiacu znajomosci byłam juz tak blisko, że wiedziałam jak poznała swego meza, ze jej tato choruje na prostate, że pierwsza córa jes z "wpadki" i przyszła na swiat siłami natury, a drufga zaplanowana co do dnia i przez CCsmile i inne takie. Ona o mnie tez wiedziała sporo i NIC złego w takim pytaniu nie było.

                                                  Nieco wczesniej poznałam pewnego pana, też zawodowo. Jesteśmy na "ty" obecnie, zawsze miło popgawedzimy prywatnie o duperelach, gdy sie spotkamy zawodowo, albo prywatnie przypadkiem. Pan wie, ze dzieci nie mam, ale do głowy by mu pewnie nie przyszło pytanie "dlaczego?", choć wie, że lubie dzieci, angazuję się czesto w pomoc tym potrzebującym.

                                                  Widzisz RÓŻNICE, czy nadal serio nie?smile


                                                  > Duza czesc tych osob uznalaby twierdzenie ze nie wyobraza sobie zycia bez dzie
                                                  > ci za tonkuju aliuzjiu, niezaleznie od tego czy prosily o dyskrecje czy nie. Ty
                                                  > masz sie na temat dzieci nie odzywac mimo ze nic nie wiesz o ich klopotach.


                                                  Wiesz, raczej watpię. Myslę, ze moznaby takie zdanie odczytać jak napisałaś, gdyby padło bez żadnego kontekstu, albo ktoś byłby monotematyczny.

                                                  > Sytuacja w ktorej znalazl sie pan razem z Toba jakos go tam usprawiedliwia, Gd
                                                  > yby zadal pytanie nie wiadomo gdzie bez kontekstu , rzeczywiscie sytuacja niezr
                                                  > eczna.


                                                  Nie Babo. Pan powiedział mi, że ma dzieci i w jakim wieku i to całkiem ok. Pytanie o wiek moich ewentualnych było niegrzeczne, bo ja się nie zrewanzowałam w zwiazku z jego opowiescią. Powinien zatem uznac, ze temat mnie nie kreci smile

                                                  I na pewno by pytania nie zadal gdyby cos o Tobie wiedzial.

                                                  Ale CO takiego miałby wiedzieć Babo?
                                                  To, ze nie mam dzieci z wyboru nie jest tajemnicą, ale z tgransparentem nie chodze i na czole nie mam wytatuowane. Nie mam też problemu z odpowiedzią na pytanie w temacie (fakt, wielu ludzi zdaje się nie rozumieć, gdy się powie, ze nigdy się nie czuło potzreby, ale to ICH problem smile), ale samo pytanie skierowane do kogokolwiek z kim zazyłosc nie jest duza uwazam z zasady za niegrzeczne i tyle.

                                                  > A to ze bylo mu glupio to jak najlepiej o nim swiadczy, mnie tak bardzo czesto
                                                  > bylo glupio dopuki nie odkrylam sposobu na plotkarza.


                                                  No dobra i Tobie plotkarz mówi np. ze Kora nie ma dzieci, bo nie moze - bo sam tak wymyslił. a tymczasem Kora nie ma bo nie chcesmile Albo mówi Ci, ze Kora ma faceta, ale go zdradza z młodym - a tymczasem prawda jest jaka jest smile

                                                  > My bysmy sie w realu nie polubily, o nie.

                                                  Nie polubiłabyś mnie, bo nie oplotkowałabym do Ciebie wszystkich znanych mi ludzi?smile
                                                  • baba67 Re: Babo, na litośc boską 22.05.13, 13:26
                                                    Nie, dlatego ze ze dla mnie pytania neutralne sa dla Ciebie bardzo osobiste.I Ty bys mnie nie polubila jako wscibskiej baby a ja Ciebie jako takiej co to slucha chetnie ale nic o sobie nie powie, Jesli uwazasz ze lubie tylko plotkarzy to sie mylisz.Lubie plotkarzy kiedy mi sa potrzebni(nowa osoba na horyzoncie)Ponadto nie lubie wysluchowac mrozacych krew w zylach sensacji pt Korcia poszla na kawe z kolega za pracy.
                                                  • kora3 Ale Babo pojmij, że 22.05.13, 13:56
                                                    pytania o osobiste sprawy pt. sytuacja życiowa, finanse, zdrowie itd. ZAWSZE są osobiste. To, czy i komu wypada je zadawać wynika własnie z tego o czym piszę - z relacji miedzy ludźmi, stopnia zażyłosci, poczucia taktu.

                                                    Co do "mrozenia krwi w żyłach" - no to własnie było nawiązanie do informowania - o prawdziwych zdarzeniach, które sobie informujący moze interpretowac róznie i w takiej formie je "sprzedawać" smile
                                                  • baba67 Re: Ale Babo pojmij, że 22.05.13, 17:27
                                                    Znam ludzi ktorzy nawet pytania o posiadanie rodzenstwa i samopoczucie kiedy jest niskie cisnienie traktuja jako zamach na swoja prywatnosc. Mysli ze wypytuje ludzi czy maja kamice zolciowa i ile zarabiaja?
                                                  • kora3 Rzecz w tym Babeczko, że MOZNA 23.05.13, 08:59
                                                    zapytać o wszystko niemal, tylko zalezy od osoby i okoliczności. Jesli ktoś mówi, że idzie na badania na kamicę żółciową, to nic złego w zapytaniu, czy te badania ją potwierdziły. Chodzi o to, że inicjatywa mówienia o tym wyszła od zainteresowanego.

                                                    Co jednak do pytań - nadal mam wątpliwośc - PO CO PYTAĆ?
                                                    Tak, wiem trzeba o czymś poza literaturą smile - ale do jasnej Anielki mozna wyczuć o czym osobistym ktos bedzie chciał mówić, mówiac o sobie. Przykład: "Bardzo udana impreza, prawda? Jestem tu dzięki mojej siostrze, jest współorganizatorką". "Doprawdy? A mnie zaprosił kolega z branży, zajmuję się agrotutystyką". I już masz temat do rozmowy - ktoś SAM mówi, czym się zajmuje, mozesz się zrewanzować, mozesz dowiedzieć czegoś o agroturystyce smile
                                                    Sądze, że osoba, która ma za złe pytania o rodzeństwo może mieć ku temu powód inny, niż straszne zamknięcie na innych, czy skrajną małostkowość. W rodzinach bywa róznie i niestety także tak, że ludzie bedąc rodzeństwem nie przepadają za sobą.
                                                    Kiedyś byłam świadkiem mniej wiecej takiej wymiany zdań:
                                                    Os. nr 1: "Pan się nazywa Iksiński? A czy Jan Iksiński to może pański brat?"
                                                    Os. nr 2: "Tak" - odpowiedź wskazuje na to, ze os. nr 2 nie przejawia szczególnej chęci kontynuacji tematu, pomimo to ...
                                                    Os. nr 1: "Ach, znam go, cudowny człowiek i swietny specjalista. Prosze go ode mnie serdecznie pozdrowić"
                                                    Os. nr 2: "Nie sądze, by była okazja. Od paru lat nie utzrymujemy z sobą kontaktu"

                                                    Miło? No nie. A to dlatego, że os nr 1 ucieszona ze spotkała brata znajomka olewała sygnały świadczące o tym, że os nr 2 nie chce kontynuować tematu swego brata.
                                                    I znów dochodzimy do tego, o czym piszę cały czas: wyczucie, takt, zażyłośc. Osoby blisko znające się z os. nr 2 pewnie nie tylko wiedzą, że z bratem się nie odzywa, ale na bank takze - dlaczego smile

                                                    Masz koleny przyklad niesłuchania.

                                                    Kol. nr 1 "Hej, kopę lat co u Ciebie?
                                                    Kol nr 2 "Hej, a w porzadku. Za miesiac wychodzę za mąż, własnie szukam sukienki (rzecz dzieje się w sklepie z sukniami wieczorowymi)
                                                    Kol nr 1 "Gratulacje! A w którym kosciele powiecie sakramentalne "tak"? Ja miałam ślub w katedrze, cudowny"
                                                    Kol nr 2 "To miło. Właśnie szukam sukienki, marzy mi się taka w miętowym kolorze, widziałam ją tu na wystawie, ale było już zamknięte"
                                                    Kol nr 1. "A to pewnie na poprawiny? Ja miałam na poprawiny rózową, a do slubu piękną z białej koronki. Ty masz ślubną białą, czy ecru"
                                                    Kol nr 2 "Jeszcze nie mam, szukam tej miętowej"
                                                    Kol nr 1 "Miętowa? Do kościoła?"
                                                    Kol nr 2 "Ale ja nie biorę kościelnego ślubu"
                                                    Kol nr 1 "Dlaczego"
                                                    itd.

                                                    Kol nr 1 zignorowała fakt, że kol nr 2 nie chce jej powiedzieć w którym kosciele bierze slub i kontynuowała w kierunku katastrofy.
                                                  • baba67 Re: Rzecz w tym Babeczko, że MOZNA 24.05.13, 12:37
                                                    Mozna i ja to wiem-w indywidualnyc kontaktach,ale jesli wchodzisz od razu w srodowisko 20 osob JEST ZA MALO CZASU.Nie zrozumiesz pokoju nauczycielskiego w malej podwarszawskiej miejscowosci.Plotkarz byl niezbedny.
                                                  • kora3 Wiarę mam, przekonania - nie:) 25.05.13, 08:36
                                                    Mam wiarę w to, że tak te sytuację postrzegałaś i uznałaś sposób "na plotkarza" za dobry. Przekonania co do tego, że tak nalezy robić - nie mam. Po prostu nie wydaje mi się konieczne wymienianie zaraz bardzo osobistych uwag z 20 osobami, z którymi sie pracuje na "dzień dobry"
                                                  • baba67 Re: Wiarę mam, przekonania - nie:) 25.05.13, 11:24
                                                    No bo to trudno sobie wyobrazic jesli sie nie jest w takiej sytuacji. I uwagi naprawde niekoniecznie musialy byc bardzo osobiste.
                                                    Nadal uwazam ze jest dobry i nie widze innego rozwiazania tak jak Ty w wypadku wypraszania gosci.Chociaz tak naprawde desperacja wynikala czesciowo z mojego przewrazliwienia.
                                                    W nowej pracy zostalam poinformowana ze pani Ania z pania Agnieszka chodzily razem do liceum , byly przyjaciolkami ale potem cos tam jedna drugiejnpowiedziala i przyjazn sie skonczyla(moje zrodlo nie wiedzialo o co poszlo). Dobrze sie czulam majac te informacje-nigdy nie wspomnialam imienia jednej pani przy drugiej pani zachowujac z obiema dobre stosunki.
                                                  • kora3 Babo, ja naprawdę ROZUMIEM Twoje przewrazliwienie 25.05.13, 11:44
                                                    Natomiast z kolei nie uwazam, by w normalnym gronie brak takich informacji był problemem.
                                                    Zwykle mozna dobrze wyczuć, że jakaś osoba o innej osobie, czy o czyms tam nie chce rozmawiać i zwyczajnie się nie kontynuuje tematu.

                                                    To jest lepszy sposób niz dowiadywanie się wszystkiego o wszystkich wg mnie.
                                                    Nawiasem mówiąc - zawsze mogłąś dostać się na "minę" w postaci własnej interpretacji wydarzeń i faktów przez plotkarza, nie pomysłałaś o tym?

                                                    Np. trafiłabyś hipotetycznie na taką babę, jak ta opisana przeze mnie plotkara. No i naopowiadałaby Ci, jak to Kora codziennie z innym gosciem chodzi, ma młodego kochanka i stałego chłopa na wyjeździe i Ty byś się usilnie starała nic nie chłapnąć przy mnie, a powodów nijakich by nie było naprawdęsmile

                                                    Przy oakzji przypomniała mi się taka dosc pouczająca histotoryjka. Otóż moja mama spotkała kiedyś na ulicy kolezankę z młodych lat, ze studiów, czy liceuma smile
                                                    Cześć, czesc - kolezanka w czerni, widać, ze to nie maniera, tylko żałoba. Wymieniły co słychać, nie widziały sie z 15 lat, kontaktu przez inne osoby też nie miały. Kolezanka sama mówi, że jest w załobie po meżu. Na co naturalnie moja mama "Serdecznie współczuje, przyjmij moje kondolencje". Od słowa do słowa łądują w kawiarni na kawce. No i kolezanka mówi mamie "Wiesz, ta załoba to tylko tak dla ludzi. Mój mąz był alkoholikiem, nieźle mi dał w kośc. Prawdę mówiąc odetchnełam, gdy odszedł na zawsze. Teraz mogę spokojnie żyć".

                                                    Od razu nadmieniam, że ja tej kolezanki nie znam i mama jej do mnie nie obgadywałasmile
                                                    Teraz pytanie: czy moja mama nie wiedząc o tym, ze kolezanka w gruncie rzeczy cieszy się z tego, ze mąż umarł składała kondolencje popełniła gafę? No nie - normalne jest, że kiedy ktoś informuje iz pochował bliska osobę, wypada wyrazić przykrośc i kondolencje złożyć.

                                                    Kolejne pytanie: czy gdyby moja mama wczesniej, od kogoś życzliwego wiedziała, ze owa kolezanka lekkiego zycia z mezem nie miała, powinna miast tych kondolencji powiedzieć "Moje serdeczne gratulacje z okazji uwolnienia się od pijaka" No TEŻ NIE. Nawet gdyby wiedziała pokatnie jak było, nie ma opcji by do kogoś tak powiedzieć.

                                                    Zatem niezaleznie od stopnia wiedzy mojej matce nie wypadało nic innego niz złożyć kondolencje. Dopiero, gdy kolezanka szczerze wyznała, co naprawdę czuje w zwiazku ze śmiercią meza, mogły sobie na ten temat pogadać szczerze i mama mogła jej powiedzie" Ach tak, rozumiem Cie. Życzę Ci wielu lat w spokoju i szczesciu jeszcze"

                                                    Ja doskonale pojmuję, że ta kobieta wdziała te załobę "dla ludzi". Trudno doprawdy, by w dzień po pogrzebie meza - pijaka zrobiła imprę, albo poeciała sobie na wczasy egzotyczne. Pewnie od wielu ludzi otzrymywała kondolencje i wyrazy współczucia, ale nie do wilu mogła powiedzieć prawdę, jak do kolezanki z dawnych lat.
                                                    Te kondolencje nieswiadomych sytuacji moze ludzi, brzmiały jej pewnie jak kpina i jaja, ale co miała zrobić?


                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • baba67 Re: Babo, ja naprawdę ROZUMIEM Twoje przewrazliwi 25.05.13, 13:28
                                                    A wiesz ze moja wlasna Mama miala kilka miesiecy temu podobny problem?
                                                    Tyle ze Mama wiedziala(bo to dalsza rodzina, nie uchowa sie nic w naszej rodzinie hehe).
                                                    I po pogrzebie owego meza z ktorym kuzynka miala trzy swiaty mowi do mnie tak
                                                    -No i nie wiedzialam co mam powiedziec-przecie wszyscy wiedza i wiedza ze ja wiem, no ale jakas dalsza rodzina tego meza byla tez.
                                                    No to ja objelam i powiedzialam "Zycze Ci zebys doszla o siebie jak najszybciej".
                                                    I Basia popatryla na mnie i jej sie oczy zasmialysmile
                                                  • kora3 No i ok Babo - te przyklady znów paradoksalnie 26.05.13, 07:21
                                                    potwierdzają moją tezę.
                                                    Bo nie ma sposobu na dowiedzenie się o każdym wszystkiego.
                                                    Jasne, inaczej jest w gronie znajomych, współpracowników, rodzinie itd. ale moja mama tej kolezanki nie widziała lata, spotkała przypadkowo na ulicy.
                                                    Ta kolezanka CHCIAŁA, zeby moja mama wiedziała jaki jest jej prawdziwy stosunek do smierci małzonka, ale najwyraźniej nie chciała eksponować tegoż stosunku do np. sasiadów, skoro wdziała czarną załobę i udawała pogrążoną w bólu. Czy to rozsadne, czy nie - to jej życie i jej sprawa.

                                                    Dlatego własnie Babo, ze nie sposób wiedzieć i przewidziećwszystkiego z pomocą idzie nam SV smile W takiej sytuacji używamy zwrotów neutralnych, adekwatnych do sytuacji - np. składamy kondolencje. A jesli ten, kto je przyjmuje zechce rozwinąc temat swej załoby, zawsze, jak widać, moze to zrobić.

                                                    I nie mysl Babo, ze ja teoretyzujęsmile Jak chyba juz pisałam, sama znalazłszy się w trudnej sytuacji małzeńskiej (i zyciowej) delikatnie mówiac, nie eksponowałam jej. Na tyle nie eksponowałam, że wiedziały o niej 3 osoby na krzyż. Nie skupiajmy się na tym teraz, czy to było mądre - po prostu tak było. I naprawdę oczekiwałam od tych osób, że nie rozchlapią tego dalej. Z różnych przyczyn ukrywałam fakty przed róznymi ludźmi, ale jesli chodzi o znajomych i współpracowników to tak Babo, przyznaję się, ze wstydu.
                                                    Wstydziłam się, ze jestem w takiej sytuacji i nie umiem z niej wyjśc i poradzić sobie z nią. Rozumiesz?

                                                    I naprawdę nie chciałam, zeby np. moi współpracownicy o niej wiedzieli. wołałam, żeby uwazałi, że mam normalnego meza, ba zakochanego po uszy i pantoflarza (na takiego pozował), niż wiedzieli prawdę. I gdyby te osoby, które wiedziały rozgadały prawdę (w dobrej wierze oczywiscie), to miałabym do nich żal.
                                                  • baba67 Re: No i ok Babo - te przyklady znów paradoksalni 26.05.13, 10:04
                                                    Nie ma , pewnie. Ale jesli mozna sie dowiedziec to ja sie zawsze dowiem.
                                                    Nic nie ma zlego w uprzejmym sluchaniu osob dobrze poinformowanych i rozmownych a zasadniczo ludziom zyczliwych.Oczywiscie tworzenie wlasnych interpretacji na temat faktow w celu przekazania dalej jest naganne.
                                                    Nie ma nic zlego we wprowadzaniu nowych osob w srodowisko pod warunkiem ze takie wprowadzanie ma sluzy uniknieciu naprawde niemilych sytuacji(por Ponczocha z ktoregos z watkow).
                                                    Oczywiscie nie oczekiwalabym od nikogo dobrze wychowanego opisu sytuacji z mezem pani Kasi.Nie moglam tej sytacji uniknac, ale sprawila ona ze docenilam wage informacji , pania Haneczker wspominam milo i nie mam ZADNYCH wyrzutow.
                                                  • matylda1001 Re: No i ok Babo - te przyklady znów paradoksalni 28.05.13, 12:28
                                                    kora3 napisała:

                                                    >Dlatego własnie Babo, ze nie sposób wiedzieć i przewidziećwszystkiego z pomocą
                                                    idzie nam SV smile W takiej sytuacji używamy zwrotów neutralnych, adekwatnych do sytuacji - np. składamy kondolencje. A jesli ten, kto je przyjmuje zechce rozwinąc temat swej załoby, zawsze, jak widać, moze to zrobić. <

                                                    To racja, tym bardziej, że reakcja ludzi na śmierć bliskich bywa nieprzewidywalna dla otoczenia. Miałam takich sąsiadów w dzieciństwie. Troje dzieci, najstarszy syn (chodził ze mną do jednej klasy) i dwie młodsze dziewczynki. Ojciec był alkoholikiem. Znęcał się nad żoną i dziećmi. Gdy wracał pijany bił ich, ubliżał, poniewierał. Jak im sie udało uciec, to nocowali na klatce schodowej albo w piwnicy. No, chyba, że zauwazył ich ktoś z sąsiadów i zabrał do swojego domu. U nas też czasami nocowali. Sąsiedzi dożywiali dzeci, bo tatuś całą wypłatę przepijał. Sąsiedzi często też wzywali milicję, ktora zabierała go do Izby Wytrzeźwień. Jak wracał, to najpierw się upijał, robił "porządek" z rodziną i brał się za sąsiadów. Walił pięściami w drzwi i ubliżał. Pewnego dnia zmarł, po prostu zapił się na śmierć. Cała kamienica odetchnęła z wielka ulgą, wszyscy cieszyli sie też, że koszmar tamtej rodziny się skończy. Finał był taki, że wdowa popadła w czarną rozpacz po stracie męża, bez mała, z żalu do grobu za trumną nie wskoczyła, przywdziała ciężką żałobę i wszystkim opowiadała jaka ich wielka tragedia spotkała, sierotki zostały bez ukochanego tatusia, no i taki jeszcze młody był człowiek, powinien żyć! ... może powinien, tylko po co?
                                                  • baba67 Re: No i ok Babo - te przyklady znów paradoksalni 28.05.13, 13:13
                                                    I ona tak szczerze czy dlatego ze wypadalo?
                                                  • matylda1001 Re: No i ok Babo - te przyklady znów paradoksalni 28.05.13, 14:20
                                                    baba67 napisała:

                                                    > I ona tak szczerze czy dlatego ze wypadalo?<

                                                    A kto ją tam wie! Miałam wtedy ze 12 lat i do osobistych przemyśleń w tym względzie nie byłam zdolna, ale chyba z nadmiaru szczęścia coś się kobiecinie w głowie poprzewracało. Gdyby wtedy ktoś powiedział do niej słowo prawdy o nieboszczyku, to chyba by do oczu skoczyła. Przeciez sąsiedzi wiedzieli jak było i przynajmniej przed nimi przedstawienia urządzać nie powinna. Dzieci miały zdrowsze podejście do sprawy. Ten mój rówieśnik często do nas przychodził bo razem ze mna odrabiał lekcje, w domu nie miał warunków. Mama mi dużo póżniej opowiadała, że zaraz po tym "nieszczęściu" pytał ją ile renty mogą dostać po ojcu.
                                                  • baba67 Re: No i ok Babo - te przyklady znów paradoksalni 28.05.13, 15:14
                                                    Jesli to bylo tak dawno temu, to byla inna mentalnosc.Wychowalam sie w malym miasteczku i pamietam lata 70 te.
                                                    Zasada byla jedna-ta co posiada chlopa jest lepsza od tej co nie posiada, obojetnie jaki ten chlop jest.Pani mogla rozpaczac z powodu przejscia z lepszej kategorii do gorszej przy czym powrot do stanu posiadania mogl rysowac sie zawile .Kobieta po 30 tce 40 lat temu to zupelnie inny kosmos niz teraz a z dziecmi to i teraz chetnych nie ma.
                                                  • kora3 To nie do końca tak Babo 30.05.13, 08:36
                                                    Owszem, zapewne mentalność (zalezna tez od srodowiska dodajmy dla porzadku) była trochę inna, ale nie nalezy zapominac o jeszcze innym w tej historii aspekcie. Otóż istnieje coś takiego, jak syndrom sztokholmski (na pewno słyszałas). Jest to sytuacja, w której ofiara nie umie zyć bez kata - najogólniej mówiąc.
                                                    Najogólniej, bo w psychologii zjawisko uzależnienia od osoby, która krzywdzi (mam na mysli uzaleznienie emocjonalne) znane było i badane grubo przed zanotowaniem i zanalizowaniem zachowania szwedzkiej ofiary.

                                                    Dośc czesto mozemy (niestety) obserwowac sytuację, kiedy ktoś jest krzywdzony na rózne sposoby przez współpartnera (nie mówię o podgladaniu czyjegoś życia, tylko wiedzy nabytej od krzywdzonej osoby np.) i jak to mówią człowiek zachodzi w głowę, dlaczego taka osoba zwyczajnie tego nie przerwie, nie odejdzie.

                                                    Dla wiekszosci ludzi racjonalnym argumentem jest, że nie moze bo jest uzalezniona materialnie. To smutne i brutalne, ale taki argument mozna jeszcze zrozumieć.
                                                    Niestety wcale nierzadko w toksycznym zwiazku z przemocą zarówno fizyczna, jak i psychiczną tkwią osoby NIEZALEZNE materialnie od krzywdziciela. Wówczas postawę ofiary trudno racjonalnie wytłumaczyć- tkwi, narzeka, płacze, cierpi, ale NIE ODCHODZI od kata, czy nie wywala jego ze swego życia, choć obiektywnie moze to zrobić niemal natychmiast.

                                                    W takich sytuacjach najczesciej mamy do czynienia z uzaleznieniem od partnera. Być moze nie wszyscy zdają sobie sprawę, że to jest rodzaj uzaleznienia, jak każde inne. Czyli niewiele w swej istocie rózni się ono od uzaleznienia od używek, czy zachowań ekstremalnych (np. zakupoholizm, czy uzaleznienie od zabiegów kosmetycznych). Róznica jest taka, że obiektem pożadania nie ejst substancja, czy zachowanie, a osoba. I chociaż uzalezniony wie, że ta osoba ją niszczy, nie umie sobie bez niej wyobrazic życia. Do kogoś takiego mozesz mówić wszelkie racjonalne argumenty i tak do niej nie dotrą. To znaczy ktos taki doskonale wie, ze masz rację, ale i tak nie umie sam z siebie przestać chciec być z krzywdzicielem (niekoniecznie zresztą zaraz musi być to krzywdziciel, np. do niektórych osob nie dociera, ze ktoś odchodzi i juz ich nie chce).

                                                    To jest choroba i pierwszym etapem zdrowienia jest ...uświadomienie sobie, że to stan anormalny własnie i szkodliwy.
                                                    Dodatkowo pojawia się przy tym czasem element syndromu sztokholmskiego - są osoby (czesciej kobiety, ale nie tylko), które wchodza w związki z mezczyznami, które je krzywdzą mając wszelkie podstawy na dzień dobry wiedzieć, ze tak własnie bedzie. Po prostu instynktownie poszukują takich mezczyzn, choć bez problemu mogłyby być w normalnym zwiazku.
                                                    Mam taką kolezankę wobec której wyczerpałam już wszelkie metody pomocy. Dziewczyna pochodzi z normalnej rodziny, jest wykształcona i samodzielna materialnie, spełniona zawodowo. Żyć nie umierać, nie? No i szkpuł w tym, że kolejne jej zwiazki z facetami, to sa zawsze zwiazki z jakimiś degeneratami: pijakami, nierobami i przemocowcami. Sama zwierza się dośc szerokiemu gronu ludzi z problemów z tymi panami (kolejnymi), ale chyba po to by pogadać sobie, bo żadnych racjonalnych rad nie wprowadza w życie. Kiedys do niej, ale w obecnosci innych kolega pół żartem powiedział, że ona chyba LUBI być w takiej sytuacji, skoro niczego nie zmienia itd. To było zartem, ale on ma rację - ona to LUBI, a raczej to ją kreci, choć przy tym cierpisad W jej zwiazkach musza być łzy, dzika zazdrosc, wyzwiska, ciągi alkoholowe faceta, opieka nad nim, gdy tzreźwieje itd. W zwiazku innym się nie spełniasad
                                                  • baba67 Re: To nie do końca tak Babo 30.05.13, 09:36
                                                    Ta dziewczyna ma prawopodobnie depresje endogenna, ale o psychiatry ne pojdzie.
                                                    Gdyby zaczela brac leki zwiazki z popaprancami by sie skonczyly od razu.
                                                    Pewnie ze jej nikt nie pomoze tylko leki wspierane psychoterapia.Ona sobie tak radzi z choroba. ktorej pewnie nie jest swiadoma.
                                                  • kora3 Re: To nie do końca tak Babo 30.05.13, 09:43
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Ta dziewczyna ma prawopodobnie depresje endogenna, ale o psychiatry ne pojdzie.
                                                    > Gdyby zaczela brac leki zwiazki z popaprancami by sie skonczyly od razu.
                                                    > Pewnie ze jej nikt nie pomoze tylko leki wspierane psychoterapia.Ona sobie tak
                                                    > radzi z choroba. ktorej pewnie nie jest swiadoma.


                                                    Miła Babo, jak dobrze wiesz, nie mozna u nas osoby chorej zmusić do leczenia (poza wyjątkami).
                                                    Kobieta ta sporo i licznemu gronu opowiada o swoich problemach z kolejnymi partnerami (pozal się Boże) i przynajmniej od kilku osób usłyszała "diagnozę" podobną do Twojej - to jest chore, to tzreba i da się leczyć i powinna to zrobić.
                                                    Rzecz w tym, że ta kobieta NIE CHCE tego leczyć - nie poszła na wizyte u terapeuty zamówiona przez kolezankę (i nawet przez te kolezankę opłaconą, żeby się nie wymigiwała brakiem kasy, której jej nie brakuje, ale jak dotuje pijaka, to zaczyna czasem brakować).

                                                    Nic nie mozna zrobić Babosad Nie odeszła od goscia, który złamał jej rękę i nawet tego nie zgłosiła na policję sad
                                                  • baba67 Re: To nie do końca tak Babo 30.05.13, 10:44
                                                    No niestety tak myslalam.Kiedys ja zabije.
                                                  • baba67 Re: To nie do końca tak Babo 30.05.13, 10:49
                                                    Przyszlo mi do glowy ze wysluchiwanie o problemach jest czyms w rodzaju sprzataniu po pijaku nie wiem jak sie nazywa.Gdyby wszyscy jej znajomi stanowczo ucinali kazda wzmianke -chora jestes lecz sie to moze po kilku latach cos by do niej doszlo.
                                                    Bo na razie ma sie komu pozalic to i nie jest tak zle.
                                                  • kora3 Wiesz moze i racja 30.05.13, 12:04
                                                    tylko, że ona zwierza się z tych spraw takze osobom np. nowo poznanym. Takiemu komuś głupio jest powiedzieć to co wyzej piszesz.
                                                    Owszem, te opowiesci to rodzaj uwolnienia się - powiedziała, wyraziła zal i zdanie i koniec
          • matylda1001 Re: Tak Matyldo :) 20.05.13, 22:27
            kora3 napisała

            > 1. Pan po 60-tce, od kilku dobrych lat wdowiec, mieszka sam, ma dwie zamezne córki i wieńcówkę<

            Zdaje się, że ten pan niezbyt dobrze zna własne dzieci, skoro nie przewidział reakcji. Wystarczyło, żeby odebrał telefon i powiedział, że teraz jest zajęty, oddzwoni później.

            >. W tej natomiast historii ja sama jestem niechlubną "bohaterką". <

            Twoja reakcja była jak najbardziej prawidłowa. To znajoma zachowała się źle. Można zrozumieć, że spanikowała, ale mogła ujawnić swoją obecność w tym pokoju i powiedzieć że zaraz wyjdzie. Kochasia ukryć by jej się nie udało, ale wiedziałabyś o przygodzie Ty i Twój partner, a nie "wójt i cała gromada". Swoją drogą seksić się po kątach w cudzym domu, to trzeba mieć tupet! Jeśli ktoś się na to decyduje, to powinien być przygotowany na wszystko.
            • kora3 Re: Tak Matyldo :) 22.05.13, 09:26
              matylda1001 napisała:
              >
              > Zdaje się, że ten pan niezbyt dobrze zna własne dzieci, skoro nie przewidział r
              > eakcji. Wystarczyło, żeby odebrał telefon i powiedział, że teraz jest zajęty, o
              > ddzwoni później.


              matyldo, zna czy nie zna. Te córki mozna usprawiedliwić istotnie. Rzecz w tym, ze pan wysłał sms-a, ze jest ok i zadzwoni później, ale córka już tak się nakreciła, że go przeoczyła. smile
              >

              >
              > Twoja reakcja była jak najbardziej prawidłowa. To znajoma zachowała się źle. Mo
              > żna zrozumieć, że spanikowała, ale mogła ujawnić swoją obecność w tym pokoju i
              > powiedzieć że zaraz wyjdzie.


              Moja reakcję mozna usprawiedliwić, jako tych ww. córek. Czy mogła kolezanka - mogła. Prawdopodobne motywy, dla których tego nie zrobiła - napisałam w innym poście.


              Kochasia ukryć by jej się nie udało, ale wiedziała
              > byś o przygodzie Ty i Twój partner, a nie "wójt i cała gromada".


              Poza nami wie tylko "wójt" czyli gospodarz i wie tylko, że tam była zamknięta, a nie z kim i dlaczego Matyldo, na tym polega owa "wstretna" dyskrecja. smile

              Swoją drogą se
              > ksić się po kątach w cudzym domu, to trzeba mieć tupet! Jeśli ktoś się na to de
              > cyduje, to powinien być przygotowany na wszystko.


              Ale co nas to obchodzi? smile
              Ja nie wiem czy się seksiła, czy przytulała czy np. rozmawiała - wiesz? Ja wiem tyle, że pani w tym pokoju była z tym panem i nie chciała, zeby inni o tym wiedzieli. Mnie ta wiedza wystarczy wyobraź sobie i ani zastanawiać się nad tym, co tam konkretnie zaszło i czy, ani pytac o to pania zamiaru nie miałam. Dziwna jestem smile
              • matylda1001 Re: Tak Matyldo :) 23.05.13, 00:01
                kora3 napisała:

                >matyldo, zna czy nie zna. Te córki mozna usprawiedliwić istotnie. Rzecz w tym, ze pan wysłał sms-a, ze jest ok i zadzwoni później, ale córka już tak się nakreciła, że go przeoczyła. smile<

                Pan wysłał sms-a, córka dzwoniła nadal a pan nie odbierał. Dziwne... czy pana nie zaciekawiło dlaczego tak uparcie dzwoni? Może miała do niego jakąś pilną sprawę, wcale nie związaną z troska o niego? Naprawdę nic by się nie stało gdyby odebrał telefon. Zyskałby tylko spokój.

                > Ale co nas to obchodzi? smile
                Ja nie wiem czy się seksiła, czy przytulała czy np. rozmawiała - wiesz? Ja wiem tyle, że pani w tym pokoju była z tym panem i nie chciała, zeby inni o tym wiedzieli. Mnie ta wiedza wystarczy wyobraź sobie i ani zastanawiać się nad tym, co tam konkretnie zaszło i czy, ani pytac o to pania zamiaru nie miałam. Dziwna jestem smile <

                A niby co w tym dziwnego? Ja też nie byłabym zainteresowana i z ulgą przyjęłabym fakt, że nic złego się nie stało. Cokolwiek tam robili, to chyba nie powinni. To był cudzy dom.
                • kora3 Re: Tak Matyldo :) 24.05.13, 06:13
                  matylda1001 napisała:

                  > kora3 napisała:
                  >
                  >
                  > Pan wysłał sms-a, córka dzwoniła nadal a pan nie odbierał. Dziwne... czy pana n
                  > ie zaciekawiło dlaczego tak uparcie dzwoni? Może miała do niego jakąś pilną spr
                  > awę, wcale nie związaną z troska o niego? Naprawdę nic by się nie stało gdyby o
                  > debrał telefon. Zyskałby tylko spokój.


                  Nie zawsze mozemy odebrać telefon i jesli wyslemy sms "U mnie ok, zadzwonię później" to ktoś wydzwaniający nawet z pilną sprawą powinein dać sobie spokój, nie?

                  >
                  > A niby co w tym dziwnego? Ja też nie byłabym zainteresowana i z ulgą przyjęłaby
                  > m fakt, że nic złego się nie stało. Cokolwiek tam robili, to chyba nie powinni.
                  > To był cudzy dom.


                  Ponawiam pytanie: co to ma do rzeczy?
                  • matylda1001 Re: Tak Matyldo :) 24.05.13, 11:17
                    kora3 napisała:

                    > Nie zawsze mozemy odebrać telefon i jesli wyslemy sms "U mnie ok, zadzwonię później" to ktoś wydzwaniający nawet z pilną sprawą powinein dać sobie spokój, nie?<

                    Nie, bo może akurat nie chodzi o to, jak ojciec się czuje. Pilne sprawy bywają różne, nawet takie nie cierpiące zwłoki. Tym bardziej w kontaktach rodzic - dziecko. Skoro sms poszedł i z jakichś powodów nie załatwił sprawy, to uważam, że ten pan powinien telefon od córki odebrać. Nie musiał opowiadać co robi i z kim. Wystarczyło umówić się na dłuższą rozmowę później. Tymczasem mam wrażenie, że pan spanikował, i zachował się jak nastolatek przyłapany z dziewczyną w sypialni rodziców wink

                    > Ponawiam pytanie: co to ma do rzeczy? <

                    To już zahacza trochę o inny problem. Wydaje mi sie, że będąc z wizyta w cudzym domu należy trzymac sie strefy oddanej przez gospodarza do dyspozycji gości. Nie należy "zwiedzać" pozostałych pomieszczeń, szwendać sie po całym domu. Rozumiem, że w tym przypadku pokój oddany na szatnię mieścił sie w tej strefie, ale nie należało się tam zamykać na klucz, ani z panem, ani z własnym mężem, ani samej. Gdyby koleżanka przestrzegała tej zasady, to nie byłoby problemu.


                    • kora3 Widzisz Matyldo, z telefonem się nie zgadzam 25.05.13, 08:33

                      matylda1001 napisała:
                      >
                      > Nie, bo może akurat nie chodzi o to, jak ojciec się czuje. Pilne sprawy bywają
                      > różne, nawet takie nie cierpiące zwłoki. Tym bardziej w kontaktach rodzic - dzi
                      > ecko. Skoro sms poszedł i z jakichś powodów nie załatwił sprawy, to uważam, że
                      > ten pan powinien telefon od córki odebrać.
                      > > Ponawiam pytanie: co to ma do rzeczy?


                      Ogólnie, bo we wspomnianej sytuacji, przyznaje Ci jednak trochę racji.
                      A nie zgadzam się ogólnie głownie dlatego, że sama mam sytuacje, w których musze zmagać się z natrętnymi wydzwaniaczami naprawdę nie mogąc w tym momencie odebrac telefonu.

                      I nie mam tu na mysli jakichś sytuacji szczególnie pikantnych. Ot, opracując jak pracuję dysponuję 3 telefonami na co dzień: stajonarnym i 2 komórkami. Zdarza się nierzadko, że rozmawiam porzez 1 z tych telefonów, a dzwoni któryś z pozostałych. NIE MOGE w tym momencie odebrać, a dzwonek mi przeszkadza, wiec odrzucam połączenie. ZAWSZE na odrzucone połączenia oddzwaniam najpilniej, gdy tylko moge - dodam. I takie osoby, jak np. moja siostra, czy moja mama oraz całą rzesza znajomków potrafią to pojąc, zaprzestają dzwonienia. Jest jednak grupa czarnych owiecsmile, która natychmiast po odrzuceniu połączenia ponawia je na ten sam, lub któryś z pozostałych telefonów. Bo ma kobito sprawe, na ogół, jak widać, niecierpiacą zwłoki. Zyskuje sobie tym kolejne odrzucenia oraz moją czasem chwilową li tylko niecheć.
                      Celuje w tym pewna moja kolezanka z branzy i przyznam, ze choć ogólnie to miła osoba, ja jej nie lubię. M.in. własnie przez to natrectwo i bezmyślnośc. "Bo ja tylko chciałam zapytać..."
                      Czasem naprawde sa sytuacje, kiedy człowiek nie może nawet na 3 sekundy odebrać i powiedzieć "Zadzwonię później" i jesli ktoś tego nie pojmuje, to jest chyba odpornt na wiedzę delikatnie mówiac.

                      Wydaje mi sie, że będąc z wizyta w cudzym
                      > domu należy trzymac sie strefy oddanej przez gospodarza do dyspozycji gości. N
                      > ie należy "zwiedzać" pozostałych pomieszczeń, szwendać sie po całym domu. Rozum
                      > iem, że w tym przypadku pokój oddany na szatnię mieścił sie w tej strefie, ale
                      > nie należało się tam zamykać na klucz, ani z panem, ani z własnym mężem, ani sa
                      > mej. Gdyby koleżanka przestrzegała tej zasady, to nie byłoby problemu.


                      Tu akyrat pełna zgoda z Tobą Matyldo miła. Rzecz w tym, że godzac się z Tobą w pełni co do powyższego pozwolę sobie przywołac inną zasadę SV, niemniej chyba ważną- na cudze błędy i niedopatzrenia uwagi nie zwracamy i nie komentujemy ich, nawet gdy są ewidentne. Mam na mysli oczywiscie real, a nie komentowanie tej sytuacji na forum - żeby jasnosc była.
                      Ja swoim spanikowaniem zwróciłam niestety uwagę na zachowanie kolezanki, na szczeście bardzo waskiego grona osób.
                      • matylda1001 Re: Widzisz Matyldo, z telefonem się nie zgadzam 25.05.13, 11:26
                        kora3 napisała:

                        > takie osoby, jak np. moja siostra, czy moja mama oraz całą rzesza znajomków potrafią to pojąc, zaprzestają dzwonienia. Jest jednak grupa czarnych owiecsmile, która natychmiast po odrzuceniu połączenia ponawia je na ten sam, lub któryś z pozostałych telefonów.<

                        A gdyby tak Twoja siostra ni z tego, ni z owego zaczęła dzwonić jak na alarm, to nie odebrałabyś? Nie zaniepokoiłabyś się, że skoro właśnie ona odstąpiła od swoich zwyczajów, to zdarzyło się coś wyjątkowego i kontakt z Tobą jest jej potrzebny natychmiast?
                        Kilka dni temu sama miałam taką sytuacje smile Jechałam samochodem i nagle zobaczyłam, ze spod maski wydobywa się biały dym, czuć było smród palonego plastiku. Zgasł mi silnik i stanęłam jak krowa w Bombaju, na samym środku tramwajowego torowiska. Wybiegłam, otworzyłam maskę, wypuściłam dym, i na tym sie skończyły moje możliwości. Jakichś dwóch chłopaków podeszło i pomogli mi zepchnąć samochód z torowiska. Z jezdni się nie dało, bo oba pobocza zastawione były samochodami (centrum, godziny szczytu). No i zaczęłam wydzwaniać do męża, żeby przyjechał i coś zaradził. Wiedzialam, że jest w pobliżu. Gdyby nie odbierał to dzwoniłabym do skutku. Gdyby nawet był na spotkaniu u samego prezydenta, to nie miałoby dla mnie wtedy znaczenia. Przyjechał i mnie odholował. ((Okazało się, że kluczyk mi nie odbił w stacyjce, przejechałam kilka kilometrów na rozruszniku i rozrusznik sie spalił. Jak jeżdzę od szesnastego roku życia, to nawet nie wiedziałam, że takie coś jest możliwe smile ))

                        > Tu akyrat pełna zgoda z Tobą Matyldo miła. Rzecz w tym, że godzac się z Tobą w pełni co do powyższego pozwolę sobie przywołac inną zasadę SV, niemniej chyba ważną- na cudze błędy i niedopatzrenia uwagi nie zwracamy i nie komentujemy ich, nawet gdy są ewidentne. <

                        Toteż, jak rozumiem, gospodarz spotkania nie robił z powyższego problemu. Najwyżej odnotował w pamięci fakt, że ta akurat pani nie za bardzo potrafi się zachować jako gość.
                        • kora3 Re: Widzisz Matyldo, z telefonem się nie zgadzam 25.05.13, 11:53
                          matylda1001 napisała:
                          >
                          > A gdyby tak Twoja siostra ni z tego, ni z owego zaczęła dzwonić jak na alarm, t
                          > o nie odebrałabyś? Nie zaniepokoiłabyś się, że skoro właśnie ona odstąpi
                          > ła od swoich zwyczajów, to zdarzyło się coś wyjątkowego i kontakt z Tobą jest j
                          > ej potrzebny natychmiast?


                          Nie, jesli nie mogłabym odebrać - nie odebrałabym Matyldo. Wiesz co to jest techniczna niemozliwosć? Natomiast na pewno rychło bym oddzwoniła, co zresztą czynię takze wówczas, gdy ktoś nie dzwoni "na alarm" tylko raz, a ja odebrać nie mogę.


                          Gdyby nawet był na spotkaniu u samego prezydenta, to nie miałoby dla
                          > mnie wtedy znaczenia. Przyjechał i mnie odholował.


                          Ok, ok - ale gdyby był np. na fotelu u dentysty, w rurze tomografu, albo w miejscu gdzie nie ma zasiegu, to nie odebrałby Matyldo.
                          Ja nie prowadzę godzinnych rozmów telefonicznych w godzinach pracy, wiec szansa na to, ze po odrzuceniu oddzwonię jest za jakieś 15 minut. A poza pracą - jasne, jesli gadam z mamą o pierdołach i widzę, że dzwoni kolezanka np. to mówię mamie zeby zaczekała (ma do mnie darmówkesmile) i odbieram od kolezanki. Ale czasem jest tak po prostu, ze nie mogę bezkolizyjnie przerwać rozmowy z aktualnym rozmówcą, ani poprosić go o zaczekanie. Rozumiesz?
                          >
                          > Toteż, jak rozumiem, gospodarz spotkania nie robił z powyższego problemu. Najwy
                          > żej odnotował w pamięci fakt, że ta akurat pani nie za bardzo potrafi się zacho
                          > wać jako gość.


                          Nie komentował faktu, ani my do niego - to i nie mam pojęcia smile
                      • baba67 Re: Widzisz Matyldo, z telefonem się nie zgadzam 25.05.13, 13:21
                        Ty zachowalas sie w porzadku ale rozumiem Twoje uczucia.
    • claratrueba Re: Wasz dom -wasza twierdza - ostrzeżenie :) 19.05.13, 06:41
      Po prostu tej prywatności można bronić w bardziej rozumny sposób, nie narażając się na opinię osoby nierozgarniętej.

      Matyldo, to jest tylko Twoja ocena.
      Dla mnie nieukrywanie swojej obecności przy pomocy jakiegoś udawania czyli po prostu okłamywania nieproszonego gościa nie jest żadnym "nierozgarnięciem" a uczciwym, odważnym postawieniem sprawy: "nie życzę sobie nieproszonych wizyt". Które jeśli jest oceniane jako niewłaściwe z punktu widzenia s-v oznacza tylko jedno- ze osoba tak oceniająca uważa te zasady za jakąś wyuczoną rolę- udawanie, sztuczność, fałsz.
      Oczywiście, są osoby, które rzeczywiście lubią mieć każdego gościa o każdej porze, zapowiedzianego czy nie. Wtedy otwieranie jest szczere.
      Natomiast jeśli tak nie jest, jeśli nie uznajemy takich wizyt, to robimy z siebie głupka, którego można zmusić do akceptowania czyichś reguł gry bo on się bardzo boi, że nie wyjdzie na osobę wystarczająco "miłą" w oczach osoby, która go nie szanuje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka