0grzeczna0
17.06.14, 16:49
Dzień dobry, proszę uprzejmie o poradę. Przepraszam za długi tekst.
Sytuacja wygląda tak:
zostałam poproszona przez byłego kolegę o wykonanie tłumaczenia. Chodziło o polskie napisy do jego filmu. Ponieważ jest to produkcja niekomercyjna i niskobudżetowa, kolega nie mógł zapłacić mi zwyczajowej stawki. Zamiast tego zaproponował pewną (raczej symboliczną) sumę i opcję na wyrównanie kwoty w przypadku kiedy film wygeneruje jakieś zyski. Dodatkowo miałabym bardzo wygodny termin (ponad dwa miesiące).
Zgodziłam się. I tu od razu zaczęły się schody. Odpisał, że super, zaraz wyśle do mnie transkrypcję i link do filmu i... nie odezwał się przez trzy tygodnie. Na mój pierwszy mail z pytaniem, czy sprawa jest aktualna, odpisał, że jest w Paryżu i ma urwanie głowy. Zgrzytnęłam zębami i po odczekaniu kilku kolejnych dni napisałam, że jeśli mu zależy na tym tłumaczeniu, proszę o materiały. Tym razem wyraził zdziwienie, że materiały nie dotarły (podobno wysłał je wcześniej, w co aktualnie nie wierzę), oczywiście bardzo mu zależy i już wysyła...
Tłumaczenie wykonałam, chociaż okazało się wyjątkowo pracochłonne. Jednak wyłoniło się przy tym kilka problemów, które przed oddaniem tekstu wymagają wyjaśnienia. Tym razem poprosiłam go o kontakt telefoniczny, żeby nie pisać kilometrowych maili i omówić te kwestie bezpośrednio. Odpisał, że oczywiście, ale w tej chwili nie ma czasu i odezwie się w przeciągu trzech dni. Nie zadzwonił przez ponad tydzień, aż do wczoraj... Akurat byłam na basenie i nie mogłam odebrać. Po wyjściu, oprócz nieodebranego połączenia, znalazłam SMSa z bucowatym tekstem: „Co jest? Przecież mieliśmy się zdzwonić!” Krew mnie zalała. W głowie mi się nie mieści, że można tak traktować osobę, która wyświadcza mi przysługę. Szczerze mówiąc kicham na te psie grosze, które miałam zarobić i nie mam najmniejszej ochoty do pana oddzwaniać i cokolwiek mu wysyłać. Pytanie, czy mam możliwość wybrnąć w miarę elegancko z tej sytuacji.
Sama widzę dwa wyjścia:
- Nie odzywać się. Nie reagować na maile ani telefony. Niech się sam zastanawia, co poszło nie tak... Jednak czuję, że w ten sposób zniżę się do jego poziomu i przy okazji wyjdę na osobę nierzetelną.
- Kiedy odezwie się następnym razem, powiedzieć mu wprost, co myślę o jego zachowaniu i uważam naszą umowę za niebyłą. Jednak tu wychodzę z kolei na panne obrażalską i pouczalską. Wiem, że pan to tak zinterpretuje i sama siebie nie lubię w tej roli...
A może jest jakaś inna możliwość? Chciałabym zachować się w tej sytuacji możliwie z klasą. Czy sv ma jakiś sposób na buraka? Dziękuję za wszelkie sugestie.