Dodaj do ulubionych

uprzywilejowanie - gdzie granica?

01.12.14, 13:38
Taka sytuacja z pracy, dzisiejsza. U kolegi był umówiony z nim wcześniej gość, gdy przyszła pani z małym dzieckiem. Pyta, czy zastała pana takiego a takiego - zastała. Dodam, że kolega ze swoim rozmówcą siedział w pokoju przeznaczonym do spotkań, który znajduje się za moim pokojem. Poprosiłam panią, by usiadła i zaczekała, bo kolega ma spotkanie, albo przyszła później. Niestety nie byłam w stanie sprecyzować jak bardzo "później". Pani postanowiła zaczekać. Ja zajęłam się swoja pracą, która była cicha i pani nie przeszkadzała. Po jakimś kwadransie dziecko pani (ok. pół roczku) zaczęło marudzić. Nie przeszkadzało mi to zupełnie, wiec nijak nie reagowałam. Po kolejnych 10 minutach pani mocno już poirytowana zapytała mnie kiedy kolega skończy spotkanie. Zgodnie z prawdą (i tym co wcześniej mówiłam) odpowiedziałam, że niestety nie wiem, acz podejrzewam, że nie później, niż za pół godziny. I pani się bardziej zirytowałasad Powiedziała, ze ona tu z dzieckiem czeka itd. Zapytałam, czy była umówiona z kolegą - nie była. Starałam się panią uspokoić, ale w końcu wstała z krzesła i wtargnęła bez pukania do pokoju spotkań. Mówiła głośno, wiec słyszałam, że podnosiła argument, że ona z dzieckiem czeka już pół godziny i ona prosi, by kolega przerwał spotkanie i zajął się jej sprawą. Niestety nie było to możliwe, wiec pani się bardziej jeszcze zdenerwowała. Wróciła do czekania w moim pokoju, ale nie omieszkała mi powiedzieć, że kolega wykazuje brak kultury i empatii. Pozwoliłam sobie zauważyć, że kolega był umówiony ze swoim rozmówcą i niegrzecznie byłoby teraz nagle, w połowie być może załatwiania sprawy przerywać i zmuszać rozmówce do czekania. Pani i mnie uznała za mało empatyczną, bo ona jest z małym dzieckiem ...

Jestem za przywilejami dla rodziców z małymi dziećmi, ale takie roszczenie wydaje mi się wygórowane. A wg Was gdzie jest granica uprzywilejowania?
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 14:32
      Jeżeli pani chciała odwiedzić kogoś w pracy, to powinna na ten czas zapewnić dziecku opiekę w innym miejscu. Jeżeli nie była w stanie, to powinna się umówić na określoną godzinę, żeby zminimalizować czas przebywania z dzieckiem w miejscu ewidentnie nieprzeznaczonym dla dzieci. Nie powinna była przeszkadzać komuś umówionemu i wpychać się ze swoją sprawą w środek spotkania.

      Ale niektóre osoby mają najwyraźniej przewrócone w głowie i uważają się za święte krowy.
      • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 15:06
        pani nie chciała odwiedzić kogoś - przyszła ze swoją sprawą, nieumówiona. Gwoli wyjaśnienia - w naszym zawodzie to się zdarza i to nierzadko, że przychodzą ludzie nieumówieni. Nie jest to z ich strony nietakt, czy złe zachowanie (specyfika branzy), ale muszą liczyć się z tym, że kogoś nie zastana, albo będą musieli poczekać, aż skończy to co ma pilnego do roboty.
        Zakładam, iż możliwe jest, ze pani dziecka nie miała np. z kim zostawić. Dla swojego własnego komfortu powinna była się umówić i to niekoniecznie u nas - przecież kolega mógł do niej podejść, czy podjechać. Mogła też przyjść, ale umówiona, wówczas nie czekałaby
    • majaa Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 14:38
      Dla mnie sprawa jest oczywista, Koro - pani nie miała racji i jej pretensje były bezpodstawne. Są oczywiście miejsca, gdzie mama z malutkim dzieckiem będzie traktowana w sposób uprzywilejowany, ale tak nie jest i nie ma powodu, żeby było wszędzie i w każdej sytuacji.
      Bywają po prostu ludzie, nie tylko matki z dziećmi, którym się z różnych powodów wydaje, że zawsze należą im się specjalne prawa i potrafią się o nie awanturować. Ale, moim zdaniem, nie należy się poddawać takiej presji, jeśli nie jest to niczym uzasadnione. Kolega postąpił słusznie, nie dał się sterroryzować, tylko grzecznie, acz stanowczo podtrzymał swoje stanowisko.
      • martialis Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 15:59
        Nawet GDYBY była w jakiś sposób uprzywilejowana, to nie powinna oczekiwać, że ktoś przerwie spotkanie/wizytę/rozmowę, by ją obsłużyć? "Bez kolejki" nie znaczy chyba wpychania się przed osobę już "obsługiwaną" (czy jak w tym przypadku będącą na spotkaniu)?
    • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 17:02
      1. Cóż: wiele zależy od tego JAK ta pani się umówiła z tym panem: bo, ze się JAKOŚ umówiła, to wiadomo: pytała o konkretnego pana - czyli wiedziała, że taki a taki pan ja przyjmie: mogła z nim wcześniej rozmawiać (bez ustalenia terminu) lub otrzymać informacje pośrednio: np ze strony internetowej lub współpracownika. Jeśli rozmawiała z nim wcześniej - powstaje niejasność, jak jej przedstawił sprawę:
      - z sugestią, by się umówiła wcześniej na konkretną godzinę
      - bez warunków wstępnych ("proszę przyjść w godzinach pracy")
      - czy pan wiedząc, że są kolejki uprzedził panią

      2. Dużo też zależy od organizacji pracy: czy pan został poinformowany, że ktoś jeszcze czeka - moim zdaniem wystarczyło, aby Kora3 widząc, że rozmowa się przedłuża - zajrzała do kolegi i go poinformowała.

      3. Co do empatii - zgadzam się, że Kora3 wykazała mało - matka zapewne zostawiłaby dziecko, gdyby miała taką możliwość a nie targała do urzędu. Kolejki nie widziała - podejrzewała, że pan, który ma ją obsłużyć lekceważy ją - pewnie ma takie doświadczenie z biurami. Tak czy owak można było ją zachęcić do wstąpienia za godzinę lub poinformowania, kiedy - dokładniej - kolega będzie wolny.

      Kornel
      • majaa Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 17:11
        kornel-1 napisał:

        > 2. Dużo też zależy od organizacji pracy: czy pan został poinformowany, że ktoś
        > jeszcze czeka - moim zdaniem wystarczyło, aby Kora3 widząc, że rozmowa się prze
        > dłuża - zajrzała do kolegi i go poinformowała.
        >

        To można było zrobić, z pewnością. Niemniej jednak nie wiadomo, czy zmieniłoby to sytuację i pani czekałaby krócej.
        • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 21:26
          Pewnie nie. Kolega zapewne miał jakiś plan na rozmowę z tym gościem i trudno, żeby w połowie np. ją przerwał.
          • turzyca Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 06.12.14, 00:52
            > Pewnie nie. Kolega zapewne miał jakiś plan na rozmowę z tym gościem i trudno,
            > żeby w połowie np. ją przerwał.

            Ale poinformowany mogl wystawic glowe na korytarz i powiedziec cos w stylu "do 15 mam poumawiane spotkania, gdyby mogla pani wpasc po 15 albo jutro do 10 rano" i problem bylby sie rozwiazal.
            • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 06.12.14, 10:03
              Jak by się rozwiązał? Pani przecież wtragneła w końcu do pokoju i kolega powiedział jej, że spotkania nie przerwie, czego się domagała. Pani nie miała pretensji, że nie wie ile ma czekać, tylko, ze w ogóle ma czekać - domagała się p0rzyjęcia "od ręki".
      • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 21:24
        kornel-1 napisał:

        > 1. Cóż: wiele zależy od tego JAK ta pani się umówiła z tym panem: bo, ze się JA
        > KOŚ umówiła,
        to wiadomo:


        Skad to wiadomo?

        pytała o konkretnego pana - czyli wiedziała, że taki a
        > taki pan ja przyjmie: mogła z nim wcześniej rozmawiać (bez ustalenia terminu)
        > lub otrzymać informacje pośrednio: np ze strony internetowej


        Mogła jeszcze dowiedzieć się od kogoś pocztą pantoflowa, ze taki pan się sprawami o jaką jej chodzi zajmuje - co to ma wszak do rzeczy
        Zapytałam pania czy była z kolegą umówiona - odpowiedziała przecząco - nie była.
        Nie mówiła, że "jakoś się umawiał", tylko, ze się nie umawiała smile

        > a. Jeśli rozmawiała z nim wcześniej - powstaje niejasność, jak jej przedstawił
        > sprawę:
        > - z sugestią, by się umówiła wcześniej na konkretną godzinę


        Gdyby się z nim umawiała to z pewnością nie tyle sugerowałby umówienie się na konkretna godzine, co wręcz to zaproponował - jest to normalna praktyka przy tym charakterze pracy. Umówiwszy się na konkretny termin bierze się jeszcze zawsze numer tela, żeby w razie gdyby cos "wyskoczyło" dać znac.

        > - bez warunków wstępnych ("proszę przyjść w godzinach pracy")

        wręcz niemożliwe, nie ma sztywnych "godzin pracy"

        > - czy pan wiedząc, że są kolejki uprzedził panią

        Kolejki? skad masz takie info?smile

        >
        > 2. Dużo też zależy od organizacji pracy: czy pan został poinformowany, że ktoś
        > jeszcze czeka - moim zdaniem wystarczyło, aby Kora3 widząc, że rozmowa się prze
        > dłuża - zajrzała do kolegi i go poinformowała.


        Nie miałam wrazenia, ze rozmowa się przedłuza, a nawet gdyby tak było, to nie powód do przeszkadzania koledze.
        >
        > 3. Co do empatii - zgadzam się, że Kora3 wykazała mało - matka zapewne zostawił
        > aby dziecko, gdyby miała taką możliwość a nie targała do urzędu.


        Nic nie wiem na ten temat, by pani ta targała, jak określiłeś dziecko do urzędu, a nawet gdyby to nic mi do tego.

        Kolejki nie wi
        > działa - podejrzewała, że pan, który ma ją obsłużyć lekceważy ją - pewnie ma ta
        > kie doświadczenie z biurami.


        Pani się nie umawiała, a kolega nie musiałby jej jak to określasz "obsługiwać", gdyby nie miał ochoty/uznal, ze nie/cokolwiek.


        Tak czy owak można było ją zachęcić do wstąpienia
        > za godzinę lub poinformowania, kiedy - dokładniej - kolega będzie wolny.
        >

        Nie miałam pojęcia kiedy kolega będzie wolny, być może po rozmowie z tym panem miał umówione inne spotkanie na miejscu, albo poza nim. Pani przyszłaby za godzine i go nie zastała. Nie mam zwyczaju dysponować czasem ani kolegi, ani ludzi, którzy nie do mnie przyszli. Zaproponowałam poczekanie, albo przyjście w innym terminie, pani wybrała poczekanie.
        • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 21:48
          Jeśli miałaś ochotę, by tłum Ci klaskał i potakiwał - już to dostałaś. Ja przedstawiam swoją ocenę sytuacji, krytycznie ustosunkowując się do Twoich wyjaśnień i zapatrywań.

          W wątku podnosisz kwestię roszczeniowej postawy klientki. W moim najgłębszym przekonaniu zachowałaś się - po prostu - fatalnie.

          Ja - widząc, że dziecko zaczyna się płakać a matka niecierpliwić, zapukałbym do pokoju kolegi, alternatywnie zadzwonił do sąsiedniego pokoju, przeprosił, poinformował o czekającej pani z dzieckiem i uprzejmie zapytał, kiedy będzie mógł ja przyjąć. Tego wymaga - znowu tylko moim zdaniem - elementarna uprzejmość i zrozumienie sytuacji. Czyli empatia.

          - Przepraszam panią, długo jeszcze muszę czekać?!
          - Nie wiem, kolega ma gościa.
          - Ale widzi pani, że dziecko płacze..
          - Chwileczkę, zapytam.
          ----
          - Przepraszam, że przeszkadzam, jest pani z dzieckiem w jakiejś sprawie do ciebie. Nieumówiona. Co jej przekazać?
          - Skończymy za 5 minut./Sorry, jeszcze muszę z panem porozmawiać. Trudno określić jak długo. Przeproś ją i poproś o kontakt telefoniczny.
          - Ok, dzięki.
          ----
          - Kolega skończy za 5 minut, poczeka pani?/Spotkanie się przeciągnie. Proszę skontaktować się z kolegą telefonicznie.
          - Dziękuję uprzejmie./Trudno. Przyjdę w inny dzień.

          Jak widać z powyższego sprawę można było załatwić bez problemów, wykazując zrozumienie dla interesantki.

          Kornel
          • madzioreck Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 22:02
            > - Kolega skończy za 5 minut, poczeka pani?/Spotkanie się przeciągnie. Proszę sk
            > ontaktować się z kolegą telefonicznie.
            > - Dziękuję uprzejmie./Trudno. Przyjdę w inny dzień.
            > [/i]
            > Jak widać z powyższego sprawę można było załatwić bez problemów, wykazując z
            > rozumienie dla interesantki
            .

            Nie pracowałeś nigdy z ludźmi, prawda? Jest pewien typ osób, które uważają, ze im się należy i koniec. Nikt inny nie jest ważny, tylko oni i wszyscy natychmiast powinni rzucić to, czym się pilnie czy nie zajmują i obsłużyć właśnie ich.
            Najmniejszą empatią wykazała się pani wobec siebie samej, przychodząc nieumówiona i ryzykując, że albo nie zastanie osoby, do której przyszła, albo, że będzie musiała czekać. Ale do wielu takich osób to po prostu nie dociera.
            • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 22:07
              Otóż to - wszelkie namiary na każdego z nas , służbowe rzecz jasna, sa ogólnie dostępne dla przeciętnego człowieka. Można zadzwonić, napisać mail - setki ludzi tak się z nami kontaktuje. Pozwala to na umówienie się, czy to u nas, czy gdzie indziej i wszystkim ułatwia zycie. Jednakowoż nie można powiedzieć, by przyjście nieumówionym było niegrzeczne - raczej mało rozsądne, szczególnie w sytuacji pani - małe dziecko.
            • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 23:43
              madzioreck napisała:
              > Nie pracowałeś nigdy z ludźmi, prawda? Jest pewien typ osób, które uważają, ze
              > im się należy i koniec.


              Wiem, jak ja bym się zachował. I koniec smile

              Kornel
              • milamala Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 20:26
                Ja cale zycie pracowalam z ludzmi a mimo to zgadzam sie z Kornelem. W tej sprawie mozna bylo zapukac do pokoju kolegi i powiedziec mu o czekajacej pani z dzieckiem. Nie bylby to wysilek a moglby rozwiazac sprawe, nawet jesli klientka bardzo wymagajaca.
                • vi_san Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 11:54
                  A z ciekawości: czy gdyby owa pani nie miała marudnego dziecka a spieszyła się twierdząc, że musi takowe odebrać z przedszkola [nie da się sprawdzić i potwierdzić] tez uważałabyś za usprawiedliwione przeszkadzanie we wcześniej umówionym spotkaniu? Bo wszak to samo dziecko marudzi, płacze i chce do mamy, tylko marudzi i płacze przedszkolance, a nie w pokoju biurowym...
                  Dlatego ja całkowicie rozumiem i popieram Korę. Zaproponowała pozostawienie informacji - pani mogła spokojnie na karteczce napisać "Mam kilka ważnych dla mnie pytań. Mój numer telefonu to 468464646, e - mail - niezorganizowananiunia@gazeta.pl. Proszę o kontakt. Anna Nowak" i z głowy - wraz z dzieckiem udać się na spacer czy gdzie bądź. Na pytanie, czy może poczekać Kora udzieliła zgodnej z prawdą odpowiedzi, że owszem, jednak nie jest w stanie przewidzieć ile czasu to potrwa. Pani zdecydowała się czekać [wiedząc, że może to potrwać pół godziny, godzinę, dwie], po czym z racji posiadania potomstwa zaczęła domagać się specjalnego traktowania. Roszczeniowa. A już jej wtargnięcie z awanturą do pokoju to kosmos.
                  • milamala Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 20:53
                    "> A z ciekawości: czy gdyby owa pani nie miała marudnego dziecka a spieszyła się
                    > twierdząc, że musi takowe odebrać z przedszkola [nie da się sprawdzić i potwier
                    > dzić] tez uważałabyś za usprawiedliwione przeszkadzanie we wcześniej umówionym
                    > spotkaniu? Bo wszak to samo dziecko marudzi, płacze i chce do mamy, tylko marud
                    > zi i płacze przedszkolance, a nie w pokoju biurowym..."
                    Zaspakajam ciekawosci. Dziecko w przedszkolu to dziecko w stosownym miejscu gdzie moze sie pobawic, czego nie mozna powiedziec o polskich biurach (w holenderskich prawie wszystkich sa kaciki dla dzieci, gdzie te moga sie pobawic, gdy rodzic zalatwia swoje sprawy-tez proste rozwiazanie).
                    Dziecko marudzilo na miejscu i Korze by korona z glowy nie spadla ani swiat sie jej koledze nie zawalil gdyby Kora poinformowala o przybyciu owej pani i zapytala co dalej. Calosc zajelaby jakies pol minuty.
                    Jak wyjechalam do Holandii to z radoscia odkrylam, ze mozna po prostu isc interesantowi na reke i po prostu pomoc, zamiast obruszac sie ,ze z dzieckiem przyszla, ze jakze to dziecko sie nudzi i marudzi a matka sie zaczyna denerowac. Po prost "dramat". W niektorych krajach da sie interesanta zrozumiec i starac sie mu pomoc.
                    Kora nic zlego nie zrobila, ale mogla zrobic wiecej, po prostu byc bardziej zyczliwa.
                    • vi_san Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 21:40
                      Ależ Kora wykazała się życzliwością! Poinformowała panią, że Zeus wie jak długo kolega będzie zajęty, że może zostawić namiary i kolega się skontaktuje telefonicznie/mailowo. Czy pani matce by się świat zawalił, gdyby wzięła kartkę z mailem "pana od interesów" i po prostu napisała w dowolnie wybranym przez siebie czasie? Albo też zostawiła swoje namiary, aby pan skomunikował się z nią w dogodnym dla siebie czasie? Nie, to by było za proste... Pani matka przyszła z dzieckiem [nie umawiając się wcześniej, a więc nie wiedząc nawet, czy zastanie owego pana], sama wyraziła chęć poczekania, aż ów pan skończy spotkanie trwające w tamtym czasie [Kora lojalnie uprzedziła, że nie wie ile może potrwać!], po czym po kwadransie pani matka zaczęła strzelać fochy, że jej dziecię marudzi i w związku z tym uznała, że ma prawo wparować do pokoju w którym odbywało się UMÓWIONE wcześniej spotkanie i domagać obsługi natychmiastowej, bo jej dziecię się nudzi! Pani w momencie rozpoczęcia nudów i marudzeń przez dziecko nie powiedziała czegoś w rodzaju "Oj, chyba się nie doczekam, mały zaczyna mieć humorki. Czy mogłaby mi pani, Korci, zapisać adres mailowy kolegi na którego czekam albo jego numer służbowy? Zadzwonię i umówię się, żeby w spokoju załatwić swoje sprawy..." Nie... Pani nie przyjęła do wiadomości, że fakt posiadania dziecka nie jest jednoznaczny z natychmiastową obsługa wszędzie.
                      Z tego co wiem Kora pracuje w "dziennikarstwie". Wyobraźmy sobie sytuację [wiem, koloryzuję, ale zakładam, że kontekst będzie zrozumiały] iż owa mama z dzieckiem to żona jakiegoś Baraniny czy innego mafiosa. A za drzwiami z kolegą rozmawia właśnie najbliższy współpracownik tegoż i śpiewa jak słowik. I wówczas wystarczy, że pani mamusia wróciwszy do domu powie "Wiesz, Baraninko, jak dziś byłam w redakcji Faktu to akurat Cielęcina rozmawiał z jednym z dziennikarzy,.." Następnego dnia w "Fakcie" ukazuje się duuuży artykuł o interesach Baraniny, Cielęcina zostaje sprzątnięty a z dziennikarzem nikt więcej rozmawiać nie ma ochoty...
                      Kora postąpiła słusznie, a pani z dzieckiem na prawdę bez problemu mogła zadzwonić i umówić się tak, by nie musieć czekać. Wystarczyłaby odrobina dobrej woli. I życzliwości. Z jej strony.
                      • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 22:25
                        vi_san napisała:
                        > Poinformowała panią, że Zeus wie jak długo kolega będzie zajęty, że może zostawić namiary i kolega się skontaktuje telefonicznie/mailowo.

                        Bądź uprzejma wskazać mi fragment, w którym Kora zaproponowała "że może zostawić namiary i kolega się skontaktuje telefonicznie/mailowo". Być może mi to umknęło, więc bardzo proszę.
                        > Pani matka przyszła z dzieckiem [nie umawiając się wcześniej, a więc nie wiedząc nawet, czy zastanie owego pana]

                        To jest domniemanie nie oparte na solidnych podstawach. Nie wiemy, czy pani miała kontakt telefoniczny z panem i jakie były ewentualne ustalenie między nimi. No, chyba że Kora sobie "przypomni" coś, co będzie, ehm, wygodne dla jej wersji. Mamy tylko informacje, że czas pobytu osób w miejscu pracy jest różny. Trudno określić, jaka jest szansa zastania pana: czy granicząca z pewności.ą, bo pan z rzadka umawia się w terenie, czy też loteria, bo pana "nigdy w pracy nie ma". Wersja Kory pojawi się, zapewne.

                        > po kwadransie pani matka zaczęła strzelać fochy, że jej dziecię marudzi i w zwi
                        > ązku z tym uznała, że ma prawo wparować do pokoju

                        W mojej ocenie Ty i inni (także Kora) nie wykazujecie zrozumienia, co było (najprawdopodobniej) przyczyną narastającego napięcia i wejścia do pokoju, w którym trwało spotkanie.
                        Otóż podstawowym motywem działania pani był brak informacji. W mojej ocenie pani nie chodziło o przerwanie spotkanie i wejście "bez kolejki" lecz o zorientowanie się, kiedy będzie mogła załatwić swoją sprawę. Historia biurokracji w Polsce uczy nas, że ONI traktują ludzi z góry|lekceważąco|jak bydło. Oczywiście indywidualne doświadczenia mogą być różne. Jednak "życie" uczy podejrzliwości względem ONYCH, niedowierzania ich intencjom, nieufania. Zapewnienie Kory, że pan ma spotkanie i że nie można określić godziny zakończenia, okazało się w tym momencie niewystarczające.
                        Najlepszym dowodem na to, że matce wystarczyła informacja od pana, kiedy zostanie przyjęta jest to, że wyszła z pokoju i zajęła swoje miejsce.

                        - Proszę pani, długo jeszcze będę czekać?
                        - Nie wiem
                        - Ale spotkanie już się kończy?
                        - Nie wiem.
                        - Dziecko mi płacze!
                        - .......
                        - Nie da się tego przyspieszyć?
                        - ........
                        - Przepraszam, nie może pani nic zrobić?
                        - Była pani umówiona? Nie? To niech pani czeka.
                        - Ale...
                        - Nie wiem.


                        Kornel
                        • vi_san Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 23:58
                          Proszę. "wszelkie namiary na każdego z nas , służbowe rzecz jasna, sa ogólnie dostępne dla przeciętnego człowieka. Można zadzwonić, napisać mail - setki ludzi tak się z nami kontaktuje", "Jest, ale ma zamknięte spotkanie. Czy coś przekazać?" - może się wszak zdarzyć, ze ktoś tylko chce podrzucić jakiś dokument i spokojnie może przecież zostawić na biurku tego kogoś. "Niestety nie umiem powiedzieć ile potrwa spotkanie" "Może pan/pani zaczekać. Jeśli pan/pani chce przekażę namiary na kolegę/koleżankę", "Pani zapytała czy kolega jest - powiedziałam, ze jest, ale ma zamknięte spotkanie i zapytałam, czy coś mu przekazać. Pani zapytała czy może poczekać - odpowiedziałam, ze może ale nie jestem w stanie dokładnie sprecyzować ile spotkanie może jeszcze potrwać i zapytałam czy była umówiona (bo kolega nic nie wspominał ze ktoś doń przyjdzie). Nie nie była", "Powiedziałam uczciwie, ze nie wiem kiedy spotkanie się skończy oraz zapytałam czy życzy sobie coś koledze przekazać. Coś to mogły być namiary na nią z prośba o kontakt, albo np. dokumenty, które miała donieść. Pani zapytała czy może zaczekać - znaczy chce i ma możliwość wiedząc, ze trudno przewidzieć jaki będzie czas oczekiwania" - to tak przejrzawszy wątek pobieżnie, nie chce mi się czytać szczegółowo każdej wypowiedzi. Ale wszystko powyższe to cytaty z wypowiedzi Kory.
                          Z tego co Kora napisała wynika wyraźnie, że pani wprost powiedziała, że umówiona w żaden sposób z panem nie była.
                          A w mojej ocenie - nie chodziło o brak informacji.
                          Pani od kolegi nie usłyszała żadnej konkretnej informacji - więc wróciła do czekania po zrobieniu afery i przerwaniu spotkania.
                          A co do przebiegu dialogu, równie dobrze mógł wyglądać np tak:
                          - Dzień dobry, jest pan Iksiński?
                          - Jest, ale na razie zajęty.
                          - A kiedy będzie wolny?
                          - Nie umiem powiedzieć, ale może pani zostawić swój numer telefonu/mail, to przekażę koledze. Albo jeśli pani woli zapiszę pani dane służbowe kolegi, to napisze pani mail lub zadzwoni w dogodnym terminie.
                          - A mogę poczekać?
                          -Oczywiście, ale nie wiem jak długo to potrwa.
                          ...
                          - Jak długo jeszcze mam czekać?!
                          - Nie wiem, proszę pani, uprzedzałam, że to może potrwać.
                          - Ale mi dziecko marudzi!
                          - Proszę pani, kolega omawia sprawy klienta, który wcześniej się umówił właśnie dlatego, że to może potrwać. Nic nie poradzę.
                          - Nie chce się pani nic zrobić?! To sama sobie załatwię! - po czym wejście pani mamy do pokoju, awantura i powrót do czekania z jędoleniem na brak empatii...
                          • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 00:55
                            vi_san napisała:

                            > Proszę. "wszelkie namiary na każdego z nas , służbowe rzecz jasna, sa ogólnie d [...]

                            Dziękuję. W tych cytatach brak przekazanej pani propozycji "zostawienia namiarów" i zapewnienia, że kolega "skontaktuje telefonicznie/mailowo." Mógł być domysł. ale słowa takie nie padły.

                            Generalnie chodzi tu o zderzenie dwóch spojrzeń: urzędnika i petenta (przypomina mi się wątek Kory o osobie niewyraźnie mówiącej). Chcielibyśmy być obsługiwani życzliwie, traktowani podmiotowo, zauważani. Często sytuacja w urzędzie/instytucji jest odczytywana przez petenta jako lekceważenie, niedostrzeganie jego racji ("biurokratyczna machina").
                            Czy sytuację z "nietypowymi" klientami można załatwiać lepiej? Nie doprowadzając do eskalacji napięcia?
                            Lubimy jasne reguły: gdyby zasadą było, że konieczne są zapisy na konkretną godzinę - pani zostałaby odprawiona z kwitkiem.

                            Wracając do kwestii uzyskiwania informacji: nikt nie lubi czekać "w nieskończoność". Znając spodziewany czas zdarzenia, łatwiej nam zarządzać własnym czasem. Postawa "niech sobie czeka, to jej wina" - nie podoba mi się.
                            Lekarz, prawnik itp zarządza swoim czasem rozpisując pacjentów lub klientów w swoim terminarzu. Na ogół wie, jak długo potrwa spotkanie/wizyta. Oczywiście zdarzają się poślizgi, nietypowe sytuacje. Czy w tym wątku mieliśmy do czynienia z taką niejasną sytuacją, jeśli chodzi o czas trwania spotkania? Moim zdaniem, sytuacja była w gruncie rzeczy banalnie prosta do rozwiązania: poprosić kolegę o deklarację czasu zakończenia spotkania i pozostawić decyzję o dalszym czekaniu matce z płaczącym dzieckiem.

                            Kornel
                            • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 09:29
                              Kora nie jest sekretarką owego Pana jak dobrze zrozumiałam ani innym chłopcem na posyłki. Jak dziecko płacze to się je uspokaja. A nie wyżywa na osobach trzecich.
                              • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 10:02
                                gazeta_mi_placi napisała:

                                > Kora nie jest sekretarką owego Pana jak dobrze zrozumiałam ani innym chłopcem n
                                > a posyłki.

                                Bardzo dobrze zrozumiałaś. Pozostaje zrozumieć pojęcia: współpraca, życzliwość, empatia.


                                > Jak dziecko płacze to się je uspokaja. A nie wyżywa na osobach trzecich.


                                Czy matka nie uspokajała dziecka?

                                Kornel
                                • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 10:08
                                  No właśnie, gdzie była życzliwość młodej matki i empatia? Chyba, że życzliwość i empatia obowiązuje wszystkich innych oprócz młodych matek.

                                  "Czy matka nie uspokajała dziecka? "

                                  Napisałeś wyżej jako przykład dialogu:

                                  - Ale Pani widzi - dziecko płacze.

                                  Dla mnie odpowiedź jest prosta:

                                  - Niech je Pani uspokoi.

                                  Dziecko nie płacze dlatego, że Pan ma klienta tylko dlatego, że się zsikało, narżnęło kupala lub chce być zabawiane albo coś je boli.
                                  Tu matka powinna coś zrobić (a nie obca osoba) by przestało płakać.
                                  Z Panem Bogiem.
                                • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 11:05
                                  Współpraca Kornelu polega na tym, że się nie dezorganizuje pracy innych, nie wchodzi w ich kompetencje i nie stawia się w pozycji ich szefa, albo sekretarki nimi nie będąc.

                                  Pracuję w tym zespole z niewielki zmianami personalnym już dobrych kilka lat i te zasady się sprawdzają. Nie życzyłabym sobie w kręgu współpracowników osoby opisanego tu "samozwańczego kierownika", który trafił się w zespole mego znajomego z branży.
                                  U nas zasady są proste: wychodzę, to z własnej inicjatywy informuję współpracowników "Jadę w teren, dziś już nie wrócę", "Idę do sądu" itd. - i każdy już wie, że jeśli pojawi się ktoś do mnie, to się go informuje: "Nie ma, proszę próbowac na komórkę, albo jutro" , "Wyszła, trudno powiedzieć kiedy wróci" "Jeśli pan/pani chce dokumenty można zostawić na biurku" itd. Nikt mi nie wydzwania na komórke, ze ktoś do mnie zaszedł, bo i PO CO? Co ja rzucę wszystko i przyjadę 50 km z powrotem, bo jakiś pan przyszedł, albo pani? Albo będę czekac w sądzie na telefon od kogos np.?


                                  zyczliwosc i szacunek należa się nie tylko komus z zewnątrz, ale także współpracownikom, nie uważasz?
                                  Ja pani okazałam życzliwość - chciała zaczekać (wiedzac, ze nie jestem w stanie określić ile czasu), mogła zaczekać w moim pokoju, choć wiązało się to dla mnie z ewentualną niedogodnoscią. Np. nie mogłam wyjść do kuchni/toalety, bo przecież nie zostawię obcej osoby samej w pokoju. Pani mogła zaczekać na korytarzu, ale nie jest to zbyt komfortowe, wiec wykazałam się empatią ...
                                  • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 11:26
                                    Jak już zostało to ustalone przed założeniem wątku - masz rację.

                                    k.
                                    • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 13:23
                                      No TY uważasz, ze nie mam - Twoim zdaniem powinno się zlewać zasady i dobre wychowanie wobec współpracowników, bo ktoś z zewnątrz jest wazneijszy i to jemu wyłącznie należy się kultura, życzliwość i empatia smile
                                      • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 05.12.14, 00:10
                                        kora3 napisała:
                                        No TY uważasz, ze nie mam - Twoim zdaniem powinno się zlewać zasady i dobre wychowanie wobec współpracowników, bo ktoś z zewnątrz jest wazniejszy i to jemu wyłącznie należy się kultura, życzliwość i empatia

                                        No ale chyba nie uwazasz Koro, ze kulturalniej jest pozwolic rozdraznionej babie z hukiem walnac sie do zamknietego, zajetego pokoju w czasie gdy kolega prowadzi jakas
                                        bardzo wazna rozmowe?,
                                        niz po cichu, spokojnie samej zapukac, przeprosic go i wyjasnic ze "osmielasz sie przerywac bo wyjatkowa sytuacja,
                                        gdyz na korytarzu kotluje sie kobieta z dzieckiem usilujac wedrzec mu sie do pokoju" - tyle ze moze nie w tych dokladnie slowach : )

                                        moim zdaniem, w ten sposob okazuje sie raczej koledze owa "wazniejszosc, zyczliwosc, kulture i empatie",
                                        nie kobiecie.

                                        Minnie
                                        • azm2 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 05.12.14, 12:47
                                          minniemouse napisała:
                                          "po cichu, spokojnie samej zapukac, przeprosic go i wyjasnic ze "osmielasz sie przerywac bo wyjatkowa sytuacja, gdyz na korytarzu kotluje sie kobieta z dzieckiem usilujac wedrzec mu sie do pokoju" - tyle ze moze nie w tych dokladnie slowach : )"

                                          I to by było bardzo dobre rozwiązanie.

                                          Rozumiem, że tutaj chodzi o "pokój zwierzeń" - coś jak konfesjonał - ale zdarzają się sytuacje, które usprawiedliwiają wtargnięcie i przerwanie nawet najbardziej tajnej narady.
                                          Taką sytuacją może być pożar, a na pewno jest półroczne (o ile pamiętam) dziecko.

                                          Uważam, że interesantowi nic by się nie stało, a koledze nie spadłaby korona z głowy, gdyby na minutę przerwał spotkanie, wyszedł do kobiety i uzgodnił z nią, czy ona zaczeka, czy on do niej zadzwoni, spotkają się później itp.

                                          To byłoby nie sztywne trzymanie się reguł i zwyczajów, ale elastyczne - i uspokajające sytuację - reagowanie na nieprzewidziane zdarzenie.
                                          • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 05.12.14, 13:23
                                            To nie żłobek, masz dziecko, nie przerzucaj odpowiedzialności za jego samopoczucie na inne osoby. Matki to nie święte krowy, choć współczesne media chcą nam wmówić co innego.
                                        • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 05.12.14, 13:21
                                          Kora to nie sekretarka owego Pana. A matka zachowała się jak burak. Jest tutaj broniona tylko ze względu na swoje sprawne właściwości rozrodcze, gdyby Kora powiedziała, że dokładnie tak samo zachował się np. 40 letni mężczyzna nikt by go nie bronił przypuszczalnie.
                                          • azm2 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 05.12.14, 14:09
                                            Jest jedna spora różnica między półrocznym(?) dzieckiem a czterdziestoletnim mężczyzną: mężczyźnie można wytłumaczyć, że nie powinien płakać i marudzić, dziecku nie wytłumaczysz. wink

                                            Dlaczego ta pani wybrała się w takie miejsce z dzieckiem zamiast zostawić je pod czyjąś opieką - nie wiemy i raczej się nie dowiemy.
                                            • vi_san Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 05.12.14, 15:01
                                              Nie wiemy i racczej się nie dowiemy.
                                              Jednak nie zgodzę się z tobą. Paniusia mamusia mogła, gdy dziecko zaczęło być marudne, poprosić Korę o zapisanie kontaktów służbowych do poszukiwanego kolegi Kory [typu telefon, mail] i skomunikować się z nim poprzez wspomniane, w celu umówienia na konkretną godzinę i dzień, mogła zostawić też namiary na siebie, by Kora przekazała, że "paniusia mamusia" prosi o kontakt. Nie musiała czekać! Zwłaszcza, że nie było żadnej gwarancji, czy po zakończeniu rozmowy ów pan będzie miał dla niej czas, czy też będzie miał umówione następne spotkanie i sam nie da jej jedynie namiarów.
                                              Niestety, ale w zachowaniu widać ogromną roszczeniowość poparta wyłącznie argumentem "bo ja mam dziecko".
                                              • azm2 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 05.12.14, 16:30
                                                Zgadza się.
                                                Kilka razy mogła, ani razu nie musiała.
                                                I co jeszcze można dodać?
                                                Nie wiadomo, czy ta pani czyta to forum. Jeżeli czyta, to czy skojarzy, że czyta o sobie? wink
                                              • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 06.12.14, 00:25
                                                vi_san napisała:
                                                Niestety, ale w zachowaniu widać ogromną roszczeniowość poparta wyłącznie argumentem "bo ja mam dziecko".

                                                ale nikt, ja tez nie, nie neguje niestosownego zachowania matki.
                                                ono bylo bezsprzecznie bardzo niegrzeczne.

                                                Minnie
                                            • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 05.12.14, 15:33
                                              A to niemowlę samo wtargnęło na salę czy matka (nie będąca niemowlęciem)?
                            • vi_san Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 11:52
                              "zapytałam czy życzy sobie coś koledze przekazać. Coś to mogły być namiary na nią z prośba o kontakt" - może czytaj uważnie, Kornelu? Zapewnienia, że kolega się skontaktuje Kora nie mogła udzielić, gdyż, o zgrozo!, nie dysponuje czasem kolegi! Mogła jedynie obiecać przekazanie mu informacji i to zrobiła.
                              Oczywiście, że nikt nie lubi czekać "w nieskończoność". Tyle, że pani matka od początku wiedziała, że NIE WIADOMO kiedy pan będzie mógł zająć się jej sprawami. Bo Kora nie mogła powiedzieć nawet, że po zakończeniu rozmowy z tym klientem kolega nie ma umówionej następnej gdzieś w terenie i nie będzie musiał wyjść. Kora zaproponowała klientce możliwość umówienia się z kolegą za pomocą telefonu/poczty. Pani zdecydowała się nie skorzystać tylko poczekać, mimo nieokreślonego nawet w przybliżeniu czasu oczekiwania, jak i mimo niesprzyjających okoliczności [małe dziecko].
                              Moim zdaniem zaś, podobnie jak twoim, sytuacja była banalnie prosta. Tylko, że odwrotnie niż ty uważam, że powinno się: nie zawracać głowy koledze, pani doskonale wiedziała, że albo chce czekać nie wiadomo jak długo [może pół godziny, może dwie] albo wybiera możliwość wcześniejszego umówienia się na konkretną porę.
                              • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 13:29
                                vi_san napisała:

                                > "zapytałam czy życzy sobie coś koledze przekazać. Coś to mogły być namiary na n
                                > ią z prośba o kontakt" - może czytaj uważnie, Kornelu? Zapewnienia, że kolega s
                                > ię skontaktuje Kora nie mogła udzielić, gdyż, o zgrozo!, nie dysponuje czasem k
                                > olegi! Mogła jedynie obiecać przekazanie mu informacji i to zrobiła.


                                Dokładnie Vi - nie dysponuje czasem kolegi, ani też nie ustalam mu co ma robic. Nie mogę zapewnić, ze kolega na bank się skontaktuje.
                                Nieco OT - swego czasu pewien biedny człowiek niespełna rozumu chodził gdzie się dało i domagał się załatwienia "jego sprawy". Sprawa polegała na tym, że zona go podobno zdradzała i on z tego powodu cierpiał. No zdarza się, że nikt jakoś kompetentny do załatwiania takiej sprawy się nie czuł. Tu ułatwienie było takie, ze wszyscy wiedzieli kto zacz i unikali jak mogli.
                                Tej pani z dzieckiem nie znam. Obiecałabym jej, że kolega się skontaktuje, a tu załóżmy kolega po opisie pani rzekłby "A to X-ńska, ta chora, co to każe wszystkim szukac ojca jej dziecka" - no i? Obiecałabym za kolegę cos, czego nie dotrzymałby. Obiecac mogę TYLKO za siebie, że przekazę.
                      • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 08:02
                        vi_san napisała:
                        nie wiedząc nawet, czy zastanie owego pana], sama wyraziła chęć poczekania,

                        nie sama - zaproponowano jej to.


                        Następnego dnia w "Fakcie" ukazuje się duuuży artykuł o interesach Baraniny, Cielęcina zostaje sprzątnięty a z dziennikarzem nikt więcej rozmawiać nie ma ochoty...
                        Kora postąpiła słusznie, a pani z dzieckiem na prawdę bez problemu mogła zadzwonić i umówić się tak, by nie musieć czekać. Wystarczyłaby odrobina dobrej woli. I życzliwości. Z jej strony


                        niesmialo wytykam, ze wlasnie przez propozycje zaczekania oraz pozniejszy brak Korowego zapukania kobieta osobiscie wtargnela do pokoju kolegi by na wlasne oczy obejrzec pana Baranine.

                        natomiast gdyby zamiast propozycji zaczekania padla sucha informacja ze spotkanie moze trwac dlugo, i ze lepiej zostawic nr telefonu itd
                        lub w trakcie narastajacej irytacji petentki Kora sama zajrzala do pokoju,
                        to anonimowosc goscia pozostalaby nienaruszona. chociaz tyle..


                        ps - "naprawde" : )

                        Minnie
                        • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 09:50
                          Minnie - Kora gościa widziała jak wchodził, bo Kora tam pracuje. Oczekująca pani mogłaby go zobaczyć bez wchodzenia nachalnego do pokoju, bo z tego pokoju nie ma innego wyjścia tylko przez ten, w którym pani czekała. Gdyby spotkanie miała charakter tajnego, to pewnie nie odbyło by się w firmie - to jasne.
                          Niemniej - w tej pracy, jak i w każdej innej chyba potrzebna jest dyskrecja - dla komfortu "interesanta" . Mnie by nię krępowała opowieśc jakiejś pani, ze np. maz ja gwałci, a tę panią może to krępować i nie chciałaby, żeby to słyszały osoby trzecie np.

                          Owszem, na pytanie pani, czy może zaczekać odpowiedziałam twierdząco. I wykazałam się Minnie życzliwością. Bo czekanie pani było dla mnie UTRUDNIENIEM. Nie znam kobiety, nie wiem co za jedna. W trakcie jej nieobecności nie mogłabym np., wyjść do toalety, bo przecież nie zostawię obcej osoby w pomieszczeniu. Mogłam powiedzieć: - Jeśli pani chce, proszę zaczekać na korytarzu.
                        • vi_san Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 12:04
                          No cóż, odniosłam inne wrażenie: "Pani zapytała czy kolega jest - powiedziałam, ze jest, ale ma zamknięte spotkanie i zapytałam, czy coś mu przekazać. Pani zapytała czy może poczekać - odpowiedziałam, ze może ale nie jestem w stanie dokładnie sprecyzować ile spotkanie może jeszcze potrwać".
                          Późniejszy brak korowego zapukania wynikał zapewne z tego, że na wstępie poinformowała panią, że pan jest zajęty i nie można mu przeszkadzać. Poczekać można, ale nikt [a już na pewno Kora] nie jest w stanie powiedzieć czy czekanie potrwa pół godziny czy dwie. I narastająca irytacja klientki nie ma tu kompletnie nic do rzeczy - pani zachowała się źle i tyle. Skoro jej dziecko obudziło się i zaczęło marudzić mogła w każdej chwili powiedzieć coś w rodzaju "Chyba się nie doczekam, bo mała/mały zaczyna być męcząca/y. Czy mogłaby pani zapisać mi kontakt do pana Iksińskiego? Najlepiej mail, napiszę i umówię się z nim." albo "[pierwsze zdanie jak wyżej] Czy mogłaby pani przekazać panu Iksińskiemu, że była Igrekowska i prosi o kontakt pod numerem telefonu ... lub mail na adres ...?". Myślę, że w tej sytuacji Kora by jej kajdankami do kaloryfera nie przykuła z szatańskim chichotem "A nie! Będziesz czekać!"? Wybór oczekiwania na pana - był wyborem pani z dzieckiem. Pomimo wiedzy, że spotkanie może się przeciągnąć, i pomimo obecności dziecka [chyba matka sama wie, że półroczniak może się nudzić i marudzić?] postanowiła posiedzieć i poczekać. Jej wybór, jej wola. Ale nie ma żadnych powodów, dla których ów kolega miałby przerywać spotkanie. Ciekawe, czy gdyby sprawa miała miejsce w poczekalni u psychoterapeuty tez byłabyś tak skłonna do zgody na przerywanie sesji jednego pacjenta, bo pani z dzieckiem koniecznie musi wiedzieć ile to jeszcze potrwa?
          • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 22:03
            A wpadłeś na to, ze ktoś może sobie nie zyczyć, żeby mu przeszkadzać w rozmowie? Ludzie spotykają się z nami w różnych sprawach - czasem b. banalnych, a czasem b. skomplikowanych i też osobistych. PO TO jest pokój spotkań, by człowiek nie musiał przy osobach trzecich wyłuszczać swoich spraw, nie przeszkadzało mu wchodzenie kogoś, telefony. W tym pokoju nie ma tak nawiasem mówiąc telefonu - bo pokój służy do spotkań. i do niczego więcej. Jeśli komus nie jest potrzebna ta intymność, to może porozmawiać z kimś z nas przy biurku tego kogoś. Skoro wybiera spotkanie w 4 oczy, to widać ma powód.
            • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 23:43
              Kolejny wątek, kiedy masz rację smile

              Ciao.

              Kornel
              • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 00:13
                Oczywiście, ze mam racje, dlatego rejterujeszsmile
                życzliwość i empatia wobec jednych nie powinna owocować obcesowością wobec drugich i naruszaniem zasad danego miejsca/społeczności.
                Ciekawe, jakbyś się czuł, gdybyś był np. u lekarza, albo prawnika i co parę minut wchodziła pielęgniarka/recepcjonistka/kolezanka/kolega po fachu tychże z pytaniami kiedy skończy spotkanie z Tobą, bo ktoś czeka i się niecierpliwi...

                Co natomiast do mojej branży - mój kolega miał kiedyś u siebie w pracy takiego gościa, który właśnie taki "życzliwy" był. Jak ktoś do kogoś przyszedł, a go nie zastał to wydzwaniał do tego kogoś z pytaniami gdzie jest i kiedy wróci, albo umawiał takiego kogoś na inny dzień bez uzgodnienia z tym, z kim ta osoba chciała się spotkać i "radośnie" o tym informował. Dodam, że typ ten nie miał do takich działań żadnych plenipotencji, po prostu tak chyba lubił. W sporej liczbie przypadków ludzie się starali dostosować do tych "umówień", bo przecież ktoś umówiony przez kogoś, kto do tego nie miał kompetencji nie był niczemu winien. To tylko nakręcało typa, któremu wielokrotnie na to zwracano uwagę.
                Przykrócił go dopiero facet, który pojawił się nowy w zespole i nie znał samozwańczego "kierownika". Szybko wyczuł, ze bezczela można zwalczyć tylko będąc równie bezczelnymsmile Telefonów odeń nie odbierał będąc w terenie, a gdy zadzwonił z ogólnego na pytania gdzie jest i kiedy będzie odpowiadał: "Nie wiem, a na co ci to, a po co mnie pytasz, a co cie to obchodzi?" Umawianie go poza plecami z kimś konsekwentnie ignorował "Był tu gość do ciebie i umówiłem go na dziś na godz...", "A to przykro, bo mnie nie będzie." "jak to? Ja umówiłem..." "A nie przypominam sobie byś był moja sekretarka, albo przełożonym. Umowiłes to odwołaj, bo mnie nie będzie i więcej mnie nie umawiaj, bo nie masz takich kompetencji". Facet nie był miły, ale postępował słusznie
                • robeenek Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 00:51
                  kora3 napisała:
                  "Był tu gość do ciebie i umówiłem go na dziś na god
                  > z...", "A to przykro, bo mnie nie będzie." "jak to? Ja umówiłem..." "A nie przy
                  > pominam sobie byś był moja sekretarka, albo przełożonym. Umowiłes to odwołaj, b
                  > o mnie nie będzie i więcej mnie nie umawiaj, bo nie masz takich kompetencji".


                  O właśnie! Pomijając już to że pani była wybitnie i niesłusznie roszczeniowa, to potraktowała Ciebie jak sekretarkę/asystentkę kolegi. Bo właśnie do takiego poziomu zostałaś przez nią sprowadzona z tego powodu, że nie "raczyłaś" przerwać służbowej rozmowy kolegi, z wyrzutem że pani z dzieckiem (nieumówiona) czeka i czeka.
                  • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 01:01
                    Wiesz, ja się nie poczułam jakos upokorzona takim potraktowaniem - pani nie musi wiedzieć kim jestem - współpracownicą kolegi, sekretarką, podwładną, przełożoną. Nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że pyta mnie o kolegę i nawet czas za jaki będzie wolny - nie musiała wiedzieć, ze ja tego nie wiem. Pani też nie wyraziła wobec mnie roszczenia, bym zapytała kolegę kiedy skończy. Po prostu powinna przyjąć do wiadomości to, co powiedziałam oraz moje zachowanie w postaci nienagabywania kolegi podczas spotkania - skoro wiem gdzie jest i nie wchodzę zapytać go kiedy skończy, czy też powiadomić, ze ktoś nań czeka, to znaczy, ze takie mamy zasady - firmowe albo wzajemne
                • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 06:24
                  kora3 napisała:

                  > Oczywiście, ze mam racje, dlatego rejterujeszsmile


                  Dyskusja z kimś, kto uważa o sobie, że zawsze ma racje a przedstawia swoje opinie tylko dla poklasku jest nużąca i niewdzięczna.

                  > życzliwość i empatia wobec jednych nie powinna owocować obcesowością wobec drug
                  > ich i naruszaniem zasad danego miejsca/społeczności.

                  W życiu waży się racje. Ustąpienie kalece miejsca w autobusie wiąże się z własną niedogodnością. W sytuacji opisywanej w wątku obcesowość byłaby problematyczna a życzliwość - oczywista.

                  > Ciekawe, jakbyś się czuł, gdybyś był np. u lekarza, albo prawnika i co parę min
                  > ut wchodziła pielęgniarka/recepcjonistka/kolezanka/kolega po fachu tychże z py
                  > taniami kiedy skończy spotkanie z Tobą, bo ktoś czeka i się niecierpliwi...

                  Manipulujesz. W opisywanej sytuacji nikt nie przychodziłby "co chwilę". Brak kolejek w swojej instytucji sama sugerowałaś. Ja wykazałbym zrozumienie, gdyby pielęgniarka weszła do lekarza i o coś zapytała przy mnie.

                  Kornel
                  • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 09:45
                    W "instytucji", w której pracuje nie sposób przewidzieć czy mogą się pojawić "przeszkadzacze" co 5 min. czy wcalesmile
                    Pokój do spotkań został specjalnie wydzielony po to, by można było z kimś porozmawiać spokojnie i bez osób trzecich. Osobiście korzystam z niego rzadko, bo wolę w sytuacjach tego rodzaju rozmawiać poza miejscem pracy - w kawiarni, restauracji, domu "interesanta" - nie zawsze jest to jednak możliwe z różnych względów. Moje osobiste preferencje nie mają tu jednak nic do rzeczy - pokój jest i należy traktować go tak, jakby był poza firmą - człowiek w nim rozmawiający jest chwilowo nieobecny i cześc. Każdy z nas może pozostałym powiedzieć, że rozmowa potrwa godzinę, czy iles tam, ale nie musi się opowiadać i stąd normalne jest, że współpracownicy nie wiedzą np. gdzie ktoś jest i kiedy wróci.
                  • bialeem Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 18:55
                    "Dyskusja z kimś, kto uważa o sobie, że zawsze ma racje a przedstawia swoje opinie tylko dla poklasku jest nużąca i niewdzięczna."

                    Kornelku czy ty się czasem czytasz przed wysłaniem? Przecież to TY masz zawsze racje.
            • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 10:26
              kora3 napisała:
              PO TO jest pokój spotkań, by człowiek nie musiał przy osobach trzecich wyłuszczać swoich spraw, nie przeszkadzało mu w
              chodzenie kogoś, telefony.


              Koro, tak naprawde nie ma takiej mozliwsci w miejscu pracy - rozmawiac bez przeszkody.
              jesli interesant chce rozmawiac naprawde bez przeszkody to musi umowic sie w restauracji albo w kawiarni, wyglada na to ze charakter waszej pracy akurat swietnie do takich spotkan na zewnatrz sie nadaje.
              a tak to kazdy, nawet lekarz czy prawnik czy sprzataczka - kazdemu potrafia przerwac w robocie. takie jest zycie, nawet sluzbowe.
              Poza tym, gdy juz przerywaja, przeciez nie trzeba a nawet zwyczajnie nie da sie przy osobach trzecich wyluszczac o sobie, bo trzeba z kolei sluchac co ma do powiedzenia ta trzecia osoba.
              jak ja jestem u lekarza, to zdarza sie ze nieraz przerwa nam ze dwa, a nawet trzy razy.
              rzadko, ale zdarza sie. i co zrobisz...

              Nie mam zwyczaju dysponować czasem ani kolegi, ani ludzi, którzy nie do mnie przyszli. Zaproponowałam poczekanie, albo przyjście w innym terminie, pani wybrała poczekanie.

              ano wlasnie. i na tym polega twoj podstawowy blad, i tym samym faux pas Koro.
              nie jest to jakas bardzo ogromna gafa, ale i nie wyslililas sie z pomoca.
              Bo skoro nie dysponujesz czasem kolegi to nie mozesz proponowac czekania ani przyjscia
              w innym terminie.
              bo nie masz pojecia przeciez ani jak dlugo spotkanie bedzie trwalo, ani czy kolega bedzie w innym terminie,
              a jesli bedzie to czy nie bedzie znowu zajety jakims Bardzo Waznym Spotkaniem!

              Co powinnas byla zrobic Koro to od razu jak tylko kobieta wyluszczyla co chce - zapukac cicho, przeprosic kolege, wyjasnic mu o co chodzi
              i zapytac ile mniej wiecej, sadzi, bedzie jeszcze zajety,
              i jesli byloby to dlugo to czy moze wobec tego przyjac telefon od kobiety zeby do niej zadzwonil i sie pozniej umowili.
              Wrocic, przekazac co trzeba kobiecie, wziac od niej nr telefonu a po skonczonej wizycie klienta dac koledze kartke z zapisanym telefonem. albo od razu polozyc mu ja na jego biurku z mala notka
              o co chodzi.

              Kobieta zdecydowanie nie zachowala sie kulturalnie, mocno "pojechala po bandzie" ale tu nie chodzi o "gdzie granica uprzywilejowania" tylko po prostu puscily jej nerwy ztego marudzenia dzieciaka i czekania.
              bo i w rzeczywstosci mozna bylo zalatwic to lepiej - od razu zapukac, zapytac co i jak
              i czasu by nie marnowala, i dziecko by nie marudzilo...

              Minnie
              • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 10:52
                Minnie - jak napisałam - ja osobiście preferuję spotkania poza firma, jeśli tego wymaga problem, niemniej ten pokój jest i jeśli komus bardziej odpowiada spotkanie w nim (z dowolnych względów) to wypada to szanować. Przyjście w innym terminie mogłam zaproponować - może pani mieszka blisko i akurat będzie przechodzić, może bywa w tej okolicy częściej np. u kogoś. Poczekanie TEŻ mogłam zaproponować, bo przecież wiedziałam, ze kolega nie wyfrunie przez okno, tylko po skończonym spotkaniu będzie musiał pojawić się w naszym pokoju (innej drogi nie masmile). Nie wiedziałam rzecz jasna czy kolega od reki zajmie się sprawa tej pani, ale przecież osobiste ich spotkanie mogło zaowocować umówieniem się na inny termin, wymianą krótkich informacji koniecznych do przyjrzenia się sprawie itd.

                Wracając do tego pokoju Minnie - chyba z racji tego, ze dla mnie to oczywiste nie podałam ważnego szczegółu. otóż spotkanie w TYM pokoju oznacza z grubsza coś takiego, jak wywieszka "Proszę nie przeszkadzać" na hotelowych drzwiach. Dla nas wszystkich to jest oczywiste . Nie spotkałam się dotychczas z przypadkiem, by komuś zakłócano przebieg rozmowy w tym pokoju, serio. Nawet gdy dzwoni przełożony i słyszy "Ma zamkniete spotkanie" nie żada przekazania "wywoływanemu" przezeń jakichkolwiek informacji teraz zaraz tylko prosi o kontakt po spotkaniu.
                Nie kazda rozmowa wymaga aż takiej atmosfery, ale czesc spraw jej wymaga - z jednej strony dla komfortu rozmówcy, z drugiej także dla dyskrecji. Są ludzie i sprawy takie, ze niekoniecznie ktoś chciałby, żeby przypadkowa osoba "z ulicy" - a każdy wszak może wejść - widziała się ktoś tam był, czy słyszała przypadkowo strzępek rozmowy.

                Z uwagi na powyższe z mojego punktu widzenia wykluczone było wchodzenie nawet najcichsze do tego pokoju w celu zawiadomienia kolegi, że czeka nań pani. Z racji doświadczenia domyślałam się, ze skoro zaczął rozmowe mniej więcej pół godziny wcześniej, to dłużej niż kolejne pół godziny ona nie potrwa (i nie potrwała)
                • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 11:07
                  kora3 napisała:
                  . Nawet gdy dzwoni przełożony i słyszy "Ma zamkniete spotkanie" nie żada przekazania "wywoływanemu" przezeń jakichkolwiek informacji teraz zaraz tylko prosi o kontakt po spotkaniu.
                  Nie kazda rozmowa wymaga aż takiej atmosfery, ale czesc spraw jej wymaga - z jednej strony dla komfortu rozmówcy, z drugiej także dla dyskrecji. Są ludzie i sprawy takie, ze niekoniecznie ktoś chciałby, żeby przypadkowa osoba "z ulicy" - a każdy wszak może wejść - widziała się ktoś tam był, czy słyszała przypadkowo strzępek rozmowy.


                  Tu juz konfabulujesz Koro. nie wierze w to po prostu, wiesz dlaczego? bo takich istotnych detali sie nie zapomina po pierwsze i podaje sie zaraz na poczatku, po drugie uslyszy jakie "strzepki rozmowy"? do tak waznych drzwi sie PUKA. chyba nie chcesz mi wmowic ze takie wazne rozmowy sie kontynuje po czyims pukaniu?
                  po trzecie i ale bynajmniej nie najmniej wazne, chyba juz tobie lepiej zapukac niz dopuscic do tego co sie stalo - czyli aby w trakcie Bardzo Waznej Rozmowy wtargiwala rozwscieczona niepowolana osoba
                  i dopiero robila zamieszanie w obecnosci jakiejs "przypadkowej osoby z ulicy"?
                  a na dokladke otworzywszy drzwi bez pukania, uslyszala strzepek rozmowy nieprzeznaczony dla jej uszu i zobaczyla twarz nieprzeznaczona dla jej oczu?
                  a dokladnie to sie stalo....

                  na koniec- bez przesadyzmu, zapukac na kilka sekund zawsze mozna.

                  Minnie
                  • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 11:16
                    minniemouse napisała:
                    >
                    > Tu juz konfabulujesz Koro. nie wierze w to po prostu, wiesz dlaczego? bo takich
                    > istotnych detali sie nie zapomina po pierwsze i podaje sie zaraz na poczatku
                    > , po drugie uslyszy jakie "strzepki rozmowy"?


                    Strzepek rozmowy mógłby usłyszeć ktoś przypadkowy, gdyby rozmowa toczyła się w mniej intymnej atmosferze, np. przy biurku tego, kto rozmawia. Mnie się zdarza b. często słyszeć takie rozmowy moich współpracowników - nie przeszkadza mi to, ale słyszeć słyszę:smile
                    Natomiat ten szczegół jak wspomniałam - dla nas jest oczywisty, tak samo jak to, że na rozmowy prywatne ZAWSZE wychodzimy z "biura".

                    do tak waznych drzwi sie PUKA. c
                    > hyba nie chcesz mi wmowic ze takie wazne rozmowy sie kontynuje po czyims pukani
                    > u?


                    jak wyżej ...

                    > po trzecie i ale bynajmniej nie najmniej wazne, chyba juz tobie lepiej zapukac
                    > niz dopuscic do tego co sie stalo - czyli aby w trakcie Bardzo Waznej Rozmowy
                    > wtargiwala rozwscieczona niepowolana osoba
                    > i dopiero robila zamieszanie w obecnosci jakiejs "przypadkowej osoby z ulicy"


                    Powiedziałam kobiecie, ze tam nie wolno wchodzić.... Miałam ja siła powstrzymać?

                    >
                    > na koniec- bez przesadyzmu, zapukac na kilka sekund zawsze mozna.

                    Ale w zasadzie PO CO? Jeśli ja mam ważną rozmowę i zostanę poinformowana, że przyszedł ktoś "z ulicy" - nie wiem z czym i po co, to i tak rozmowy nie przerwę. Kolega to samo
                    • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 11:35
                      kora3 napisała:
                      Powiedziałam kobiecie, ze tam nie wolno wchodzić.... Miałam ja siła powstrzymać
                      Ale w zasadzie PO CO? Jeśli ja mam ważną rozmowę i zostanę poinformowana, że przyszedł ktoś "z ulicy" - nie wiem z czym i po co, to i tak rozmowy nie przerwę. Kolega to samo



                      Juz pisalam ze
                      mialas Koro zapukac wlasnie po to, aby kobieta tam na sile sie nie wdarla to jedno
                      a po drugie przede wszystkim po to aby zapytac kolege jak dlugo jeszcze bedzie i czy wziac dla niego tel. kobiety
                      a kobiecie powtorzyc co dowiedzialas sie od kolegi i stosownie zalecic albo dalsze czekanie
                      ale tym razem wiadomo jak dlugo,
                      albo zasugerowac/zlecic powrot do domu bo bedzie jeszcze niestety dlugo ale za to
                      z obietnica ze kolega sie skontaktuje zaraz po spotkaniu i wtedy sie umowia.

                      Minnie
                      • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 11:42
                        Czyli MIAŁAM w tym przypadku złamać ustalone zasady, który wszyscy się trzymamy?
                        Dlaczego akurat w tym przypadku?

                        To Minnie nie była pierwsza i pewnie nie ostatnia także sytuacja, gdy do kogos przychodzi ktoś niezapowiedziany, a ten do kogo przyszedł ma właśnie zamknięte spotkanie. Zawsze dobrze funkcjonowało szczere przedstawienie sprawy: "Jest, ale ma zamknięte spotkanie. Czy cos przekazać?" - może się wszak zdarzyć, ze ktoś tylko chce podrzucić jakiś dokument i spokojnie może przecież zostawić na biurku tego kogoś. "Niestety nie umiem powiedzieć ile potrwa spotkanie" "Może pan/pani zaczekać. Jeśli pan/pani chce przekazę namiary na kolegę/koleżankę" itd. - nigdy nie było sytuacji, by ktoś domagał się natychmiastowego przyjęcia.
                    • minor.revisions Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 18:37
                      bez jaj, jaki strzępek rozmowy? Sam akt pukania nie sprawia, że człowiekowi wyrasta dodatkowa para uszu, a dla ludzi po drugiej stronie drzwi oznacza, że ktoś chce wejść, więc lepiej na chwilę przerwać rozmowę.
                • azm2 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 12:03
                  kora3 napisała:
                  "chyba z racji tego, ze dla mnie to oczywiste nie podałam ważnego szczegółu. otóż spotkanie w TYM pokoju oznacza z grubsza coś takiego, jak wywieszka "Proszę nie przeszkadzać" na hotelowych drzwiach. Dla nas wszystkich to jest oczywiste ."

                  Pięknie dozujesz szczegóły w każdej opisywanej sprawie. Napięcie wzrasta prawie jak u Hitchcocka. Aż do spodziewanego finału: znowu TY miałaś we wszystkim rację.

                  Mogłaś podać ten "drobny szczególik" na samym początku.

                  I znowu wychodzi, że masz oczywiście oczywistą rację.
                  • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 12:13
                    jak wspomniałam - dla mnie, jak i dla moich współpracowników to OCZYWISTE - po to jest ten pokój, żeby w spokoju w nim móc porozmawiać, zatem oczywiste jest, że się przebywającym tam rozmówcom NIE PRZESZKADZA - WCHODZENIEM, PUKANIEM, WYWOŁYWANIEM ITD.
                    Gdyby takowy pokój nie był potrzebny, to by się go wykorzystało na normalny pokój do pracy - nie?
                  • milamala Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 20:33
                    "> kora3 napisała:
                    > "chyba z racji tego, ze dla mnie to oczywiste nie podałam ważnego szczegółu. ot
                    > óż spotkanie w TYM pokoju oznacza z grubsza coś takiego, jak wywieszka "Proszę
                    > nie przeszkadzać" na hotelowych drzwiach"

                    Nawet w sadzie podczas rozprawy mozna wejsc i o cos zapytac,a co dopiero podczas zalatwiania spraw urzedniczych w gabinecie twarza w twarz.
                    Wyobrazam sobie, ze chyba tylko na sale operacyjna ze wzgledow higienicnzych nie mozna wchodzic, ale i to nie na pewno.
                    • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 09:35
                      Wiesz wszędzie teoretycznie MOZNA wejść - tylko nie wszędzie będzie kulturalnie. a propos sądu - nie widziałam jeszcze przypadku (a stosunkowo nierzadko w sadach bywam), by ktoś tam wszedł zapytać jak długo jeszcze potrwa oczekiwanie jakiegoś świadka np. choć świadkowie sa wzywani na konkretną godzinę smile - jednakowoż każdy ma swiadomosc, ze t jest godzina orientacyjna, a nie "betonowa". Nie spotkałam się z sytuacja, by ktoś wszedł na salę sadową zapytać ile jeszcze zejdzie adwoikatowi, czy prokuratorowi smile
                      • milamala Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 20:56
                        Zdradz zatem jakaz to instytucja pracuje w tak dyskretny sposob, ze nawet na pare sekund w ramach zyczliwosci dla interesanta przedszkodzic urzednikowi nie mozna.
                        Jesli powiesz to wtedy bedziemy mogli Ci ewentualnie przyznac racje. Bo jak narazie niestety nic a nic nei wskazuje, ze zrobilas wszystko co w twojej mocy zeby okazac sie po prostu zyczliwa/pomocna urzedniczka.
                        • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 09:32
                          ale dlaczego ja miałabym podawać się za urzedniczke, którą nie jestem ...?
                          Moim zdaniem ja wykazałam się życzliwością - poinformowałam na miarę swoich wiadomości na temat obecności kolegi na miejscu i orientacyjnym czasie spotkania, zaproponowałam czy cos przekazać
                          Ostatnio sobie zadzwoniłam do pewnego lekarza, do pokoju lekarskiego. Potrzebowałam pilnego kontaktu z tym panem, a komórki nie miałam doń. Przedstawiłam się, poprosiłam gościa do tela i dostałam odp., że wyszedł na konsultacje na inny oddział. Pozwoliłam sobie zapytać za jaki czas mogę spróbować dzwonic raz jeszcze. "Trudno mi powiedzieć, nie wiem co to za konsultacja tam ma być. NA OGÓŁ jednak nie trwa takie coś dłużej niż godzinę, więc może proszę spróbować za godzinę" - drugi lekarz nie proponował mi, żebym zostawiła namiar, a on przekaze koledze i nawet o to nie prosiłabym, bo przy tej specyfice pracy panowie mogli się zwyczajnie minąć, albo kolega mógł się poczuć urazony, ze tamten "dyktuje mu", gdzie ma zadzwonić. Nie oczekiwałam też, że ów lekarz zadzwoni na ten inny oddział i będzie się dla mnie dowiadywał kiedy skończy konsultacje jego kolega.
                          Lekarz okazał się mi pomocny na tyle, na ile MÓGŁ
          • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 11:29
            - Przepraszam panią, długo jeszcze muszę czekać?!
            - Nie wiem, kolega ma gościa.
            - Ale widzi pani, że dziecko płacze..
            - To proszę je uspokoić.

            No chyba, że informacja, że kolega skończy rozmowę za np. 10 minut uspakaja niemowlęcy płacz big_grin

            -Przepraszam, że przeszkadzam, jest pani z dzieckiem w jakiejś sprawie do ciebie. Nieumówiona. Co jej przekazać?
            - Że w sprawie o alimenty prosiłem ją o kontakt przez mojego adwokata.
    • vi_san Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 01.12.14, 17:39
      Zasadniczo popieram uprzywilejowane młode matki [nie w sensie wieku młode, a stażu]. Ale... W sklepie jeśli mi się nie spieszy, mam pełny wózek i widzę mamę z dwulatkiem i dwiema rzeczami w koszyku - chętnie przepuszczę - niech ona już sobie pędzi z małym szkodnikiem a nie stoi przy kasie i użera się, że "nie, nie weźmiemy gumy/cukierków/czegokolwiek." Podobnie w wielu innych sytuacjach, nawet tam, gdzie nie ma "przepisu" o przywileju. Ale w tej sytuacji którą opisałaś - pani nie miała racji. Przyszła nieumówiona, fakt, że pytała, czy ten kolega w ogóle jest, świadczy o tym dobitnie. Skoro na prawdę nie miała z kim zostawić malucha - mogła się albo wcześniej skontaktować telefonicznie/mailowo i umówić na konkretną godzinę, albo, niestety, przyjąć do wiadomości że nie jest ona centrum wszechświata w twoim zakładzie pracy i ów pan nie porzuci wszystkiego by ścielić się do nóżek łaskawej pani.
    • kol.3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 07:10
      A jakież tu jest uprzywilejowanie? Kobieta przyszła do instytucji załatwić sprawę, nie dość że nieumówiona (a jest to praktyczne rozwiązanie), to jeszcze zabrała ze sobą dziecko, którego obecność w załatwianiu spraw nie pomaga. Jej zachowanie (wtargnięcie do pokoju podczas spotkania i wymaganie aby ją obsłużono poza kolejnością) było absolutnie nie do przyjęcia.
      • horpyna4 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 07:36
        No właśnie. To interesantka wykazała się brakiem empatii - wobec swojego dziecka.

        Jeżeli musiała mieć je z sobą, to należało się telefonicznie umówić, żeby oszczędzić dziecku pobytu w miejscu, które nie jest dla dzieci przeznaczone.

        Pewnie jakby przyszła do szpitala po konsultację chirurgiczną (dla siebie, nie dziecka i oczywiście bez wcześniejszego umówienia się), to zażądałaby, żeby chirurg przerwał właśnie wykonywaną operację, bo ona jest z dzieckiem i nie może tak długo czekać.
        • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 07:51
          horpyna4 napisała:

          > Jeżeli musiała mieć je z sobą, to należało się telefonicznie umówić, żeby oszcz
          > ędzić dziecku pobytu w miejscu, które nie jest dla dzieci przeznaczone.


          Och, miejsce półrocznego dziecka jest przy matce, zapomniałaś?

          Kornel
          • mim_maior Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 09:45
            Ale po co to ciągnąć? Właściwa odpowiedź już padła. Miała brzmieć mniej więcej "No, strasznie roszczeniowe te matki, przyjdzie taka z dzieckiem i myśli, że wszystko jej wolno. Co za krowa bez wychowania!".
            Podsumowawszy tak sytuację zdobywamy uznanie autora wątku i zamykamy sprawę. Wszak chodzi o to, żeby autora utwierdzić w przekonaniu, że uczynił słusznie. Po co mu jakiś dysonans poznawczy wprowadzać?
            Nie sądzicie, że większość dyskusji na tym forum nie polega na ustaleniu, jak sv nakazałby się zachować w danej sytuacji, a raczej na tym, żeby autorowi przyklasnąć, że zachował się kulturalnie i z klasą w zetknięciu z pospólstwem?
            • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 09:50
              Zupełnie się z Tobą nie zgadzam - nie chodzi o to, ze pani była roszczeniowa, choć była. Roszczeniowe bywają różne osoby, nie tylko matki z dziecmi. Chodzi bardziej o to, że ktoś zarzuca innym brak kultury i empatii, bo "patrzy" tylko ze swojego punktu widzenia.
              • azm2 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 12:14
                Może pani była roszczeniowa, a może była w sytuacji krytycznej dla przyszłości jej i dziecka. Ten szczegół może być ważny dla oceny całej sytuacji. Nie wiadomo, w jakim urzędzie pracujesz, więc nie ma możliwości wypowiadania się w tym aspekcie.
                Ja na twoim miejscu starałbym się jej zasugerować, że powinna nie czekać, ale zostawić swój numer telefonu z prośbą o bardzo pilny kontakt telefoniczny.
                Uważam, że gafy nie zrobiłaś, s-v nie naruszyłaś, ale poradziłaś sobie gorzej niż można było.
                • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 13:07
                  azm2 napisał:

                  > Może pani była roszczeniowa, a może była w sytuacji krytycznej dla przyszłości
                  > jej i dziecka.


                  Bardzo możliwe, często spotykam się z takimi sytuacjami u ludzi, ale nie widziałam jeszcze, by kogos "zbawiło" w takiej sytuacji pół godziny ...

                  Nie wiadom
                  > o, w jakim urzędzie pracujesz, więc nie ma możliwości wypowiadania się w tym as
                  > pekcie.


                  a to akurat nie jest tajemnica - w żadnym.

                  > Ja na twoim miejscu starałbym się jej zasugerować, że powinna nie czekać, ale z
                  > ostawić swój numer telefonu z prośbą o bardzo pilny kontakt telefoniczny.


                  Pani zapytała czy kolega jest - powiedziałam, ze jest, ale ma zamknięte spotkanie i zapytałam, czy cos mu przekazać. Pani zapytała czy może poczekać - odpowiedziałam, ze może ale nie jestem w stanie dokładnie sprecyzować ile spotkanie może jeszcze potrwać i zapytałam czy była umówiona (bo kolega nic nie wspominał ze ktoś doń przyjdzie). Nie nie była
                  > Uważam, że gafy nie zrobiłaś, s-v nie naruszyłaś, ale poradziłaś sobie gorzej n
                  > iż można było.


                  twoim zdaniem "można było" złamać obowiązujące zasady i wejść podczas spotkania do pokoju, bo...?
                  • azm2 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 14:00
                    kora3 napisała:
                    "twoim zdaniem "można było" złamać obowiązujące zasady i wejść podczas spotkania
                    do pokoju, bo...?"

                    Tego nie napisałem, proszę mi nie wmawiać.

                    Napisałem wyraźnie i jednoznacznie: "Ja na twoim miejscu starałbym się jej zasugerować, że powinna nie czekać, ale zostawić swój numer telefonu..." i tylko to. Może ta pani uznałaby mnie za chama, która spławia kobietę w potrzebie, ale, gdyby dla mnie było oczywiste, że nie mogę przerwać spotkania, to tak bym się zachował. Płaczące dziecko było mocnym argumentem za takim rozwiązaniem.

                    Nie wiem, co to za instytucja, w której pracujesz, czym się zajmujesz - może redakcja gazety, może bank (nie czytam wszystkich wątków, więc mogę czegoś nie wiedzieć). W każdym razie, jeżeli w swojej korespondencji służbowej "kapiesz" szczegóły, uzupełnienia i wyjaśnienia w taki sposób, jak w swoich wpisach na tym forum, to podejrzewam, że załatwianie spraw z tobą może długo trwać. wink
                    • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 14:19
                      Azmie - może ocene mojej pracy zostaw tym, którzy maja ze mną stycznośćsmile Nie chce się chwalić, ale uchodzę za osobe b. skuteczną w tym co robię. Tego rodzaju osobistye wycieczki uważam za niegrzeczne.

                      Natomiast co do twej propozycji postępowania z panią - sugerowanie, że nie powinna czekac uważam za spławianie. Powiedziałam uczciwie, ze nie wiem kiedy spotkanie się skończy oraz zapytałam czy zyczy sobie coś koledze przekazać. Coś to mogły być namiary na nia z prośba o kontakt, albo np. dokumenty, które miała donieść. Pani zapytała czy może zaczekać - znaczy chce i ma możliwość wiedzac, ze trudno przewidzieć jaki będzie czas oczekiwania.
                      Mnie to, że pani czekała w moim pokoju w niczym nie przeszkadzało, wiec dlaczego poza uczciwym komunikatem ze nie wiadomo ile zejdzie koledze miałabym jej sugerować, żeby nie czekała?
                      • azm2 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 15:00
                        kora3 napisała:
                        "Azmie - może ocene mojej pracy zostaw tym, którzy maja ze mną stycznośćsmile Nie chce się chwalić, ale uchodzę za osobe b. skuteczną w tym co robię. Tego rodzaju osobiste wycieczki uważam za niegrzeczne."

                        Ależ oczywiście, jakżeby inaczej smile.
                        Niemniej zechciej przyjąć do wiadomości, że wmawianie mi wypowiedzi, których nie napisałem, też może być uznane za niegrzeczne. Ale nie jestem wyrywny do obrażania się. smile
                        • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 16:54
                          Czyli Twoim zdaniem powinnam pani na pytanie czy może zaczekać odp: "nie, bo to nie ma sensu, niech pani zostawi nr tel."?
                          • minor.revisions Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 18:46
                            > Czyli Twoim zdaniem powinnam pani na pytanie czy może zaczekać odp: "nie, bo to nie ma sensu, niech pani zostawi nr tel."?

                            no raczej, przecież nei wiedziałaś, czy czekanei ma sens (mógł mieć jakeiś następne spotkanie umówione zaraz potem).
                          • azm2 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 21:31
                            Właśnie coś w tym rodzaju: To spotkanie może potrwać jeszcze bardzo długo, a ja naprawdę nie mogę przeszkadzać koledze, więc szczerze pani radzę.....
            • kol.3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 13:44
              W tej sprawie są 2 komponenty:
              1. Kompletny brak organizacji u młodej matki
              2. Zachowanie Kory w aspekcie czy mogła w tej sprawie zrobić więcej, co już zostało omówione.
              Jeśli chodzi o punkt 1 to zdumiewa mnie brak umiejętności załatwiania spraw w urzędach i instytucjach. Dobrze jest najpierw zadzwonić, zasygnalizować, co mamy do załatwienia, wypytać kto te sprawy załatwia, jak się nazywa , w którym pokoju, tel. kontaktowy, jakie papiery/dokumenty trzeba ze sobą przynieść i inne przydatne szczegóły. Pogadać trzeba, przygotować sobie wizytę a potem iść i sprawnie i szybko załatwić sprawę. To działa, naprawdę.
              • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 13:56
                Kol. jak wspomniałam - pani wiedziała z kim chce rozmawiać (ktoś jej kolege polecił? sama uznała, ze on będzie najlepszy do jej sprawy?). Skontaktowanie się z kimkolwiek z nas nie jest trudne - namiary sa ogólnodostępne. Jednakowoz zdarza się, choć obecnie już rzadziej niż kiedyś, że ktoś zachodzi niezapowiedziany. Jeśli nie zastanie wybranej osoby (co się zdarza często), to proponuje mu się na ogół kontakt telefoniczny, mailowy podając bezpośrednie namiary (rzecz jasna służbowe), dzwoni/pisze umawia się i cześć. Idąc niezapowiedzianym trzeba się niestety liczyć z tym, ze poszło się na darmo, bo kogos nie ma, albo trzeba będzie czekac. Czasem ktoś po prostu przyjdzie nieumówiony, bo akurat był w pobliżu na zasadzie "a dobra, zajde, zastanę, to ok, nie zastanę - trudno" i tez nie ma w tym nic złego. Czasem jest tak, ze taka osoba kogos zastanie, ale mocno zajętego, nie na tyle jednak, by nie móc przy swoim biurku pogadać 5 min. "Ok, zatem proponuję jutro o 17. u pana, proszę przygotować dokumenty o jakich była mowa" - i też taka osoba już cos załatwila - umówiła się, wie, ze ktoś się sprawa zajmie, wie co i jak przygotować. Mogła to samo uzyskać przez tel. ale przecież jeśli zaszła sobie tak ryzyk-fizyk to też dobrze.
                Tylko jeśli już sobie tak zaszła, to nie powinna oczekiwać, że ktoś rzuci wszystko i z mety zajmie się jej sprawa, albo ktoś inny będzie działac wbrew przyjętym zasadom - tyle.
                • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 23:00
                  Koro, tlumaczysz rzeczy oczywiste, niepotrzebnie.

                  Ta kobieta zapytala czy moze zaczekac - ty potwierdzilas.
                  I w tym momencie zaczal sie konflikt ktorego nie potrafilas? nie chcialas? rozwiazac.


                  I teraz, poniewaz nie poradzilas sobie w krytycznej sytuacji probujesz cala wine zwalic na "roszczeniowa matke" i swiete prawo "zamknietych drzwi".

                  A tu widzisz, to po pierwsze tobie zabraklo wyobrazni ze oto moze pojawic sie ktos komu beztrosko mowiac
                  ze "tak, moze sobie zaczekac" wnerwi sie po 10 minutach przez marudzace dziecko
                  po drugie moze okazac sie osoba z tzw lokciami i wtargnie do tego swietego pomieszczenia.

                  A kto winien? Oboje jestescie winni Koro. Oboje.

                  Minnie
                  • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 09:40
                    Minnie - dla mnie to, że pani wtargnęła do pokoju kłopotem nie było. Kolega nie miał do mnie żadnych pretensji z tego tytułu. Mgłby mieć, gdyby był moim szefem, a ja jego sekretarką smile - a ja jestem współpracownicą.
                    • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 10:02
                      Młode matki są nakręcane przez współczesne media, które wciskają im że niby są kimś więcej niż innymi śmiertelnikami i że z małym dzieckiem u boku należy im się coś więcej (zawsze i wszędzie) niż innym klientom.
                      Trzeba im pokazać (oczywiście kulturalnie) miejsce w szeregu. Pozdrawiam.
                      • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 10:49
                        Wiesz, ja bym tak surowa nie była w stosunku do matek. W każdej niemal grupie społecznej i zawodowej zdarzają się ludzie roszczeniowi.
                        Opisywałam tu przypadek pana niepełnosprawnego, który domagał się koniecznie ustnego kontaktu z urzędnikiem, choć mógł swobodnie kontaktować się pisemnie. Nie mogłam wyjść z podziwu, dlaczego ten człowiek się przy tym upiera, bo to opóxniało załatwienie jego sprawy. dziś już wiemsad - pan ma już 2 wyroki za stalking (innych niż urzędnik osób) i smieje się, bo nikt go do wiezienia nie posle. Po prostu tak lubi, lubi dreczyc innych
                        • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 11:08
                          Zgadza się, ale matki są grupą najliczniejszą. Niepełnosprawni są dużo mniejszą grupą.
              • kornel-1 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 14:19
                kol.3 napisała:

                > Jeśli chodzi o punkt 1 to zdumiewa mnie brak umiejętności załatwiania spraw w u
                > rzędach i instytucjach. Dobrze jest najpierw zadzwonić, zasygnalizować, co mamy
                > do załatwienia, wypytać kto te sprawy załatwia, jak się nazywa , w którym poko
                > ju, tel. kontaktowy, jakie papiery/dokumenty trzeba ze sobą przynieść i inne pr
                > zydatne szczegóły.


                Ja niestety nie mam wiedzy na temat tego, co jest wymagane w omawianej instytucji.
                Bo w różnych instytucjach bywa różnie. Na przykład zgłaszając na policję jakąś sprawę, nie trzeba się wcześniej umawiać, dopytywać, kto sprawę będzie załatwiać, prowadzić itp. Podobnie idąc do ZUS-nie trzeba się umawiać na konkretną godzinę ani do konkretnej osoby - liczy się okienko/pokój, którego lokalizacja jest zazwyczaj wskazana w odpowiednim miejscu (ale trzeba wiedzieć, jakie dokumenty są niezbędne). W takich instytucjach jak biblioteki właściwie nic nie trzeba wcześniej robić - jedynie przyjść z dokumentem tożsamości/kartą.

                Z tego, co wiemy, do omawianej instytucji można przyjść bez umawiania się, z ulicy (na własne ryzyko).

                Kornel
                • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 14:34
                  Kornelu, masz nieco nieścisłe informacje ogólnesmile
                  Otóż tam, gdzie obsługa interesanta odbywa się na bieżąco masz prawo oczekiwać, że przychodząc w godzinach urzędowania zostaniesz obsłużony, w sumie lata ci przez kogo konkretnie. Przykład: chcesz zarejestrować samochód - idziesz do właściwego urzędu, do wydziału komunikacji z "papierami" na ogól jest kilka, albo i więcej stanowisk, przedstawiasz sprawę, dajesz dokumenty i heja.
                  Jeśli jednak chce np. spotkać się z naczelnikiem tego wydziału (bo masz z ni mcos do wyjaśnienia), to powinieneś się umówić wcześniej, albo liczyc z oczekiwaniem, tym, ze go nie zastaniesz, albo zostaniesz odesłany z terminem spotkania w innym czasie.
                  To jest przykład, bo "instytucja" w jakiej pracuje nie jest urzędem i działa na innych zasadach, ale to tak gwoli sprawiedliwości smile
                  • minor.revisions Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 19:08
                    Generalnie jest tak, że jeśli mimo wszystko ludzie przychodzą niedoinformowani, bez potrzebnych dokumentów/ zachowania procedur/whatever, to należy założyć, że szwankuje komunikacja ze strony urzędu. Ludzie nie spędzają życia w urzędach i nie mają obowiązku wiedzieć, jakie wy tam macie wewnętrzne, święte zasady.
                    • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 09:39
                      Co wy ludzie z tym urzędem?smile W żadnym urzędzie nie pracuję!
                      Natomiast mam nierzadka styczność z tymiz i bywa - jak wszędzie - róznie. Natomiast na pewno lepiej jest idąc z konkretna sprawą do urzędu, ale nie taką "do okienka" umówic się np. telefonicznie, dopytać jakie dokumenty przynieść itd. - dla własnej, a nie urzędnika wygody. W zasadzie urzędnikowi to lito że czegos nie masz, powie ci, żebyś przyszła z tym np. za tydzień i tyle, a to TWOJA sprawa pozostaje niezałatwiona.
                      Dla własnego więc komfortu lepiej się dowiedzieć zawczasu
                • kol.3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 16:22
                  A ja bardzo często wysłuchuję tyrad typu: "Poszłam do urzędu/instytucji, pól godziny szukałam właściwego pokoju, potem się okazało ze nie miałam dokumentu x ze sobą, skąd mogłam wiedzieć trzeba go mieć itd itd."
                  Jak się nie ma wiedzy to się dzwoni. Ja do ZUSu dzwonię i chwilowo na tę instytucję nie narzekam. Jak i na wiele innych.
        • milamala Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 20:35
          "> Pewnie jakby przyszła do szpitala po konsultację chirurgiczną (dla siebie, nie
          > dziecka i oczywiście bez wcześniejszego umówienia się), to zażądałaby, żeby chi
          > rurg przerwał właśnie wykonywaną operację, bo ona jest z dzieckiem i nie może t
          > ak długo czekać. "

          Chirurg to prawie jak urzednik, choc jak wiadomo prawie czyni wielka roznice.
          • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 09:40
            Co wy z tym urzędnikiem ?smile
            • milamala Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 20:58
              > Co wy z tym urzędnikiem ?smile

              Piszesz o biurze, o interesantach, nijak nie chcesz przynac sie gdzie pracujesz (nie wiedziec czemu) a dziwisz sie, ze ludzie intepretuja Twoja prace jako prace urzednika w biurze.
              • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 09:22
                wcale nie jest tak, ze nie chce się przyznaćsmile
                A nawiasem mówiąc, czy np. biuro nieruchomości, kancelaria adwokacka, to są urzedy? Nie, a ludzie pracują tam w BIURACH i przyjmują INTERESANTÓW. smile
    • asia.sthm Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 14:54
      Koro, moim zdaniem w tej sytuacji kompletnie zabraklo ci wyczucia.
      Wyczucie plus wrazliwosc jest doskonala cecha w kazdym zawodzie, twoim rowniez.
      Wiec zamiast tu udowadniac, ze zrobilas jedyna sluszna rzecz, sprobujcie rozwazyc w pracy w jakich przypadkach mozna jednak te zamkniete drzwi na kilka sekund otworzyc i spytac kolege co dalej? Zasady zasadami, ale tu jest kwestia dobrej woli. Zrobilas wszystko niby zgodnie z waszymi zasadami a wyszlo f a t a l n i e.
      • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 16:42
        czyli powinnam złamać zasady? pytanie - dlaczego?
        • asia.sthm Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 18:08
          ..dladego ze pokoj spotkan za zamknietymi drzwiami to nie sala operacyjna lub przyslowiowa arka przymierza, ktorej nie mozna dotkac nawet w wypadku ratowania jej przed zawaleniem sie.

          Zasugerowalam ci ponowne rozpatrzenie tych zasad, wspolnie z kolegami...po to aby ulatwic sobie zycie, ulatwic wizytujacym zycie a nie kazac lub pozwolic komus czekac piorun wie po co.
          No ale skoro wszystko funkcjonuje tam u was jak powinno, to powodzenia zycze.
          • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 09:16
            Wiesz, skoro przez dobrych kilka lat funkcjonowania tego pokoju taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy, bo każdy inny interesant rozumiał co znaczy pojecie "spotkanie zamknięte" to raczej znaczy, że nie zasady sa złe, tylko zdarzyła się 1 (słownie: jedna osoba) na kilka lat, która te zasady uznała za niedobre. Nie sadzisz, ze trudno byłoby zmienaic zasady, które wszyscy akceptują pod jedną osobę?
            • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 11:23
              Pokłosie dziwacznego współczesnego podejścia do młodych matek, przyrost naturalny jest tak niski, że niektórzy myślą, że przywilejami na każdym kroku spowodują jego wzrost, a to tak nie działa. Kto chce to się rozmnoży nawet w czasie niesprzyjającym, kto nie chce to pierwszeństwo z dzieckiem wszędzie gdzie tylko to możliwe czy inne bonusy go nie przekonają.
              Z Panem Bogiem.
            • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 00:26
              kora3 napisała:

              że nie zasady sa złe, tylko zdarzyła się 1 (słownie: jedna osoba) na kilka lat, która te zasady uznała za niedobre. Nie sadzisz, ze trudno byłoby zmienaic zasady, które wszyscy akceptują pod jedną osobę?

              no wlasnie Koro, no wlasnie!!
              zaczynam miec nikla nadzieje ze sie zrozumiemy... (bijace serce wink )
              otoz Koro, od kazdej reguly sa wyjatki, i w tym przypadku byla sytuacja wyjatkowa usprawiedliwiajaca wyjatkawa zmiane zasad - bo wiadomo bylo ze kobieta bedzie sie wdzierac koledze do pokoju:

              Zapytałam, czy była umówiona z kolegą - nie była. Starałam się panią uspokoić, ale w końcu wstała z krzesła

              dodam ze obliczylam ile pani juz czekala:
              Po jakimś kwadransie dziecko pani (ok. pół roczku) zaczęło marudzić. Nie przeszkadzało mi to zupełnie, wiec nijak nie reagowałam. Po kolejnych 10 minutach

              zatem co najmniej 25 minut juz uplynelo, wcale nie malo z malym dzieckiem.

              no ale wracajac do rzeczy - pani sie zaczela denerwowac, ty sie ja staralas uspokoic
              az w koncu wstala i wtargnela do pokoju.
              to znaczace slowa, poniewaz wyraznie wskazuja iz bylo okno aby powiedziec - "prosze zaczekac, ja zapukam i dowiem sie jak dlugo jeszcze bedzie trwala rozmowa".

              nie uwierze Koro ze nie zgodzisz sie ze mna ze lepiej by bylo abys to ty zapukala i dyskretnie, jak najzwiezlej wytlumaczyla koledze w czym rzecz, i przekazala kobiecie na czym stoja sprawy.
              a tak, zrobilo sie nieprzyjemnie, spotkanie zostalo gwaltownie i glosno przerwane,
              dyskrecje diabli wzieli, jeszcze was obsobaczono.

              Inna mozliwosc byla taka, powiedziec damie ze spotkanie moze potrwac pol godziny do godziny i nic wiecej nie dodawac, czekac co ONA postanowi. jesli zapyta czy moze czekac powiedziec (grzecznie) ze owszem moze, ale wylacznie na swoja odpowiedzialnosc bo spotkanie jest zamkniete i w zadnym wypadku przerywac nie wolno, wiec czekanie moze byc dlugie. ale mozesz zaproponowac zostawienie numeru telefonu, i jak tylko kolega bedzie wolny to przedzwoni, i jesli pani nadal bedzie w okolicy to moze uda sie tego samego dnia spotkac.
              po prostu -psychologicznie polozyc silny nacisk ze decyzje podejmuje ona i wylacznie ona,
              i rowniez ona ponosi konsekwencje wlasnej decyzji.
              Zadnego proszenia aby usiadla i zaczekala - to byl twoj blad:

              U kolegi był umówiony z nim wcześniej gość, gdy przyszła pani z małym dzieckiem. Pyta, czy zastała pana takiego a takiego - zastała. Dodam, że kolega ze swoim rozmówcą siedział w pokoju przeznaczonym do spotkań, który znajduje się za moim pokojem. Poprosiłam panią, by usiadła i zaczekała, bo kolega ma spotkanie, albo przyszła później. Niestety nie byłam w stanie sprecyzować jak bardzo "później". Pani postanowiła zaczekać.

              Na przyszlosc, jak ktos tu dobrze radzi, powinniscie pomyslec o lepszym rozwiazaniu jak zalatwiac takich wpadajacych klientow.
              moze np umowic sie ze razie grozacego wtargniecia jednak przerywacie, czy to pukaniem, czy telefonem.

              A tak w ogole Koro, to kazdy madry po biedzie wink


              Minnie
              • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 09:19
                Minnie - ja się zgadzam, ze czekanie jest niekomfortowe. Natomiast są sytuacje, gdy niezależnie od położenia czekającego MUSI poczekać, albo zrezygnować ze spotkania/wizyty. Jasne, gdzie się da, można próbować precyzować czas oczekiwania. Ja na pytanie pani po owym kwadransie odpowiedziała raz jeszcze, ze nie wiem, kiedy spotkanie kolegi się skończy, ale przypuszczam, ze nie dalej niż za pół godziny. Nie zachęcałam je wcale by czekała, albo - nie czekała - to był jej wybór.
                • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 09:27
                  Dziś ludzie chcą mieć od razu wszystko załatwione, tu i teraz, w przypadku matek małych dzieci powyższe stwierdzenie mnożysz razy dwa smile
                • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 23:25
                  Ale ja nie przecze ze pani nie powinna byla spokojnie czekac - powinna byla.

                  Nie zgadzam sie tylko z twoim wypierajacym wyobrazeniem ze nie zachecilas kobiety do czekania bo niestety Koro ale zachecilas - zaraz na poczatku, proponujac zaczekanie.
                  To sa widzisz ledwo uchwytne niuanse a owocuja - czasem- jakze wielkimi skutkami.
                  Gdybys Koro tylko podala suche informacje zostawiajac decyzje "czekac lub nie" samej pani z dzieckiem, to by bylo co innego, to wtedy nie mozna by bylo czepiac sie ciebie ze niezbyt zgrabnie zalatwilas interesantke i w ogole cala sprawe nie pukajac pozniej do kolegi sama gdy kobieta zaczela sie denerwowac.

                  Kobieta wybrala czekanie bo jej czekanie zaproponowalas. i tyle.

                  Minnie
                  • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 06.12.14, 10:07
                    Tak Minnie - pani też wybrała wdzieranie się bez pukania do zamkniętego pokoju, choć nikt jej tego nie proponowałsmile
                    Minnie - jeśli mnie ktoś pyta, czy MOZE zaczekać, a może (w sensie nie przeszkadza mi jego obecnośc i poczekanie ma sens, bo osoba, na którą czeka NA pewno jest na miejscu i wyjdzie z tego pokoju), to odpowiadam, że MOZE. Nie było "RADZĘ poczekać, kolega pewnie skończy za 10 min.", tylko Może pani poczekać, ale nie wiem kiedy kolega skończy to spotkanie" ...
                    • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 06.12.14, 11:12
                      Koro wybacz - w pierwszym wpisie napisalas wyraznie ze to ty zaproponowalas czekanie wiec kobieta powiedziala hmm, wobec tego zaczeka.
                      z tego raczej jasno wynika ze proprozycja wyszla wpierw od ciebie.
                      oczywiscie nie winie cie za zachowanie pani, raczej wytykam ogolny blad na przyszlosc jak taka niewinna i calkiem naturalna propozycja moze zaowocowac nieoczekiwanymi skutkami,
                      i ze lepiej takich ofert nie skladac - zostawic to interestantowi.

                      najbardziej jednak uwazam za nie do wiary iz w momencie gdy kobieta zaczela sie denerowac do tego stopnia ze az wdziera sie do zamknietego pomieszczenia to wczesniej nie widac bylo przeslanek iz cos takiego moze sie stac - jakies sygnaly maximu vqrimus z podnoszeniem glosu itd,
                      i ty w tym momencie nie potrafisz wyczuc sytucaji i odpowiednio zaregaowac? dziwne.
                      no prosze cie, a niby masz prace wymagajaca wielkiego wyczucia pisma nosem itd.

                      Minnie
                      • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 06.12.14, 11:42
                        Cytat ze mnie - post założycielski: "Poprosiłam panią, by usiadła i zaczekała, bo kolega ma spotkanie, albo przyszła później. Niestety nie byłam w stanie sprecyzować jak bardzo "później". Pani postanowiła zaczekać."

                        Minnie, no chyba jasne, ze nie powiedziałam pani "Ma pani siadac i czekac"smile - Zastałam? - Zastała pani, ale ...- Można zaczekać? - Można, ale ...
                        Co do Twego pytania: nie, pani nie wrzeszczała, siedziała na krześle. Nie obserwowałam jej jakoś wnikliwie, jak wspomniałam - zajęta byłam SWOJĄ pracą. W pewnym momencie pani powiedziała, że ona jest z dzieckiem i już długo czeka. Odpowiedziałam, że mi przykro, no, ale tak to bywa i zajęłam się znów swoim zajeciem.

                        Minnie, nie chciałabym być źle zrozumiana, ale jak już pisałam - nie jestem ani przełożonym kolegi , ani jego sekretarką. gdybym była tym pierwszym mogłabym teoretycznie kazać koledze przerwać spotkanie i przyjąć pania (teoretycznie!), gdybym była sekretarką miałabym obowiązek "zając" się nia na czas oczekiwania na kolegę.

                        Gdy pani wstała i szybko poszła do drzwi tamtego pokoju powiedziałam głośno "Przepraszam, tam nie wolno wchodzić!", ale mnie zignorowałasmile - jak pytała Gazeta - miała się z nia szarpać, zagrodzić jej drogę (pomijam, ze nie zdążyłabym - zanim wyszłabym zza biurka, ona już zdążyłaby wejść. )

                        udzielać porad, czy czekac, czy nie, precyzować czas oczekiwania, albo czas spotkania w innym terminie mogłabym TYLKO na wyraźną prośbę kolegi: - Korcia, przyjdzie tu do mnie taka kobitka, poproś by poczekała kwadrans/daj mi znać, ze już jest (wówczas wysłałabym smys na komórkę kolegi).
                        • minniemouse Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 07.12.14, 00:55
                          kora3 napisała:

                          Koro, po raz enty i mam nadzieje ostatni powtorze - twoj blad polegal na poproszeniu pani aby usiadla, lub zaczekala.

                          Inaczej sprawa by sie miala gdybys grzecznie poinformowala kladac nacisk ze spotkanie bedzie trwalo do godziny i decyzje czekania przerzucila na barki samej pani:
                          "kolega X jest ale ma zamkniete spotkanie, ktore moze trwac do godziny, czy cos przekazac, czy zyczy sobie pani czekac bo to bedzie dlugo trwalo?"
                          - bylaby calkiem inna informacja. wynik czekania zapewne tez...

                          Minnie, nie chciałabym być źle zrozumiana, ale jak już pisałam - nie jestem ani
                          przełożonym kolegi , ani jego sekretarką.


                          nie, nie jestes ale w koncu pracujesz tam w waszym miejscu pracy, czy nawet tylko udzielajac informacji jego klientce niejako podjelas sie za nia pewnej odpowiedzialnosci.
                          poza tym, to albo bronisz swietosci waszego miejsca spotkan ze nie wolno tam przeszkadzac,
                          albo ciebie to nie dotyczy, wiec niech sobie tam kolegi klientka wtarguje,
                          i nic sie nie stalo bo ty ani jego sekretarka ani podwladna czy przelozona.

                          albo -albo Koro.

                          Minnie
        • minor.revisions Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 02.12.14, 19:05
          skoro ten pokój taki święty, że równie dobrze można uważać, że osoba, która w nim jest, nie istnieje dla świata - mogłaś równie dobrze pani powiedzieć, że kolegi nie ma i nie wiesz, kiedy będzie. Tak naprawdę to doskonale wiesz, że dałaś ciała i szukasz usprawiedliwienia, nikt normalny, gdy wie, że postąpił właściwie, nie leci pisać o tym na forum. (no, jest jeszcze opcja, że nei jesteś normalna, oczywiście).
          • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 09:41
            Dlaczego miałabym kłamac ze kolegi nie ma - nie rozumiem. To co proponujesz to jakiś absurd.
            • mim_maior Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 10:46
              Zatem może wróćmy do potwierdzenia: tak, zrobiłaś dobrze, trzeba te roszczeniowe osoby (matki szczególnie, wiadomo, że to się hormony babom na głowę rzucają) jakoś przykrócić, żeby kulturalnych ludzi w konfuzję nie wprowadzały, bo potem człowiek godziny na forum sv musi spędzać, żeby sobie z tym jakoś poradzić. Amen.
              • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 14:09
                Zaraz tam amensmile - zamiast mi tu opowiadać o hormonach, może pokus się o informacje CO, w którym miejscu zrobiłam źle. Np. Azm uważa, że złe było umożliwienie pani poczekania i nalezało jej grzecznie poradzić co innego.
                Czy Twoim zdaniem złe było niezakłócanie spotkania koledze zgodnie z obowiazujacym zwyczajem, a jeśli to dlaczego można koledze i jego rozmówcy qw ten sposób okazywać lekceważenie?
    • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 11:20
      A ja nie jestem za przywilejami dla rodziców małych dzieci. Jeżeli taki rodzic jest zdrowy i dziecko jego również jest zdrowe niby dlaczego ma być bardziej uprzywilejowany od innych? Ani stary ani chory ani nie niepełnosprawny?
      Babsko opisane przez Ciebie pewnie z tych mamulek co uważają, że cały świat ma klękać z tego tytułu, że raczyły się rozmnożyć.
      Swoją drogą jaki to dział urzędu? Nie kojarzę bym załatwiając różne rzeczy w urzędach mogła się umówić na konkretną godzinę a tym bardziej aby to urzędnik przyjechał do mnie lub do kawiarni smile
      Nie trollujesz tu aby?
      • mim_maior Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 14:06
        A starzy i chorzy, i niepełnosprawni to niby czemu mają być uprzywilejowani? Nie lepiej ich gdzieś upchać, gdzie nie będzie ich widać i nikomu obrazu świata nie będą zaburzać? Sawuarwiwru naruszać?
        • mim_maior Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 14:14
          Sama sobie odpowiedź napiszę: starzy, chorzy i niepełnosprawni spotykają się z ludzką życzliwością (usankcjonowaną prawem lub normą społeczną), ponieważ niektóre niezbędne życiowe czynności przychodzą im z większym trudem. To samo dotyczy rodziców małych dzieci. Funkcjonowanie z maluchem bardzo zmienia życie i szczególnie na początku jest związane z ogromnym wysiłkiem fizycznym. I psychicznym zwykle też. Szczególnie dotyczy to kobiet, które są słabsze fizycznie i więcej czasu poświęcają opiece nad dziećmi. Wie to każdy, kto opiekował się małymi dziećmi - spocone plecy, rozwiany włos, bolący krzyż, jeden biceps jak u Pudziana i jeszcze te baby (ciekawe: płeć męska jest bardziej wyrozumiała), co łypią złym okiem i pozwalają sobie na uwagi "To nie mogła dziecka w domu zostawić? W domu siedzieć, a nie z takim wrzeszczącym bachorem do urzędu/sklepu/szkoły!".
          • asia.sthm Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 14:49
            Tak, bardzo przykro czyta sie ten watek.
            Widac jak spora czesc spoleczenstwa lubi blizniemu dokopac, a szczegolnie kiedy mozna usprawiedliwic swoje ohydne zachowanie panujacymi ZASADAMI - to dla zachowania dobrego samopoczucia oraz przeswiadczenia o wlasnej kulturze. No przeciez zasady sa najwazniejsze, a szczegolnie w stosunku do bezczelnych roszczeniowcow.
            • kora3 Do Asi 04.12.14, 10:18
              Jak wspomniałam - ja jestem za przywilejami dla rodziców z małymi dziećmi, ale i za zachowaniem zasad Asiu. I dziwię się, że to wzbudza tak negatywne uczucia.
              Czy matka z małym dzieckiem, kobieta w ciąży, osoba niepełnosprawna ma prawo być obsługiwana poza kolejnością np. w sklepie? MA!
              Zatem taka osoba może oczekiwać, że nieuprzywilejowani kolejkowicze ją przepuszczą, a jeśli będą mieli z tym problem zareaguje obsługa sklepu? No tak, prawidłowo - takie sa ZASADY.

              Ale co w sytuacji, gdy do kasy, w której już ktoś nieuprzywilejowany jest obsługiwany podchodzi osoba uprzywilejowana i chce być obsłużona poza koleją? Teoretycznie ma prawo do takiej obsługi ZAWSZE, ale przecież nikt z mózgiem nie oczekuje, że kasjerka przerwie "kasowanie" Twoich zakupów, zawoła kierownika, żeby anulował rozpoczętą operację, ten anuluje i rozpocznie się obsługa osoby uprzywilejowanej. Podobnie np. przy okienku kasowym w banku- osoba uprzywilejowana ma prawo do przyjęcia przed innymi, ale nie ma prawa oczekiwać, że zostanie obsłużona, gdy obsługa innej osoby już trwa.
              • gazeta_mi_placi Re: Do Asi 04.12.14, 10:31
                >Czy matka z małym dzieckiem, kobieta w ciąży, osoba niepełnosprawna ma prawo być obsługiwana poza kolejnością np. w sklepie? MA!

                Nie ma, chyba że konkretny regulamin konkretnego sklepu mówi co innego. Bodaj w Carrefour są kasy z pierwszeństwem, ale są to tylko nieliczne wybrane kasy, w pozostałych zaś (w obrębie tego samego sklepu) tego pierwszeństwa nie ma.
                Nie ma też (dotyczy kobiet z dziećmi) także na poczcie, taki regulamin był, ale gdzieś do lat chyba 90-tych, potem uległ zmianie
                A serio w banku mamulki mają pierwszeństwo? W każdym jednym czy tylko wybranych?
              • asia.sthm Re: Do Asi 04.12.14, 19:32
                Nie wiem Koro po co ten dlugi wywod - az sie cisnie mi pod palce "ni przypial ni przylatal" chociaz pozornie podobnie.
                Trzymasz sie swoich zasad jak tonacy brzytwy by nijak nie dopuscic do przyznania sie: trudno, nawalilam. To bym chetnie zrozumiala.

                > i za zachowaniem zasad Asiu. I dziwię się, że to wzbudza tak negatywne uczucia.

                Wzbudza! Nie umiem sobie wyobrazic, ze ktos kto wykonuja twoja prace, i jak tu czesto przedstawiasz, zglaszaja sie do was ludzie z najrozniejszymi problemi, pewnie czesto po ostatnia deske ratunku, na zasadzie niech to dziennikarz w prasie opisze, cos doradzi - moze pomoze. Dziwie sie ze spotykajac tych, czesto skrzywdzonych ludzi nie przychodzi ci glowy nic oprocz zasady swietych, zamknietych drzwi. Dziwie sie, ze nie napisalas nic o desperacji tej kobiety, nic ci nie podszepnelo, ze moze ona jest bardzo trudnej, dramatycznej sytuacji.
                Nic, tylko mur beton i zasady.
                Mnie to zniesmaczylo.

                Jesli zrobilas wszystko jak nalezy to spij spokojnie w poczuciu dobrze wypelnionego obowiazku ....zamiast mietolic tu temat do upadlego.
                • kora3 Re: Do Asi 05.12.14, 19:57
                  Asiu - wielokrotnie miałam do czynienia ze sprawami naprawdę dramatycznymi, wielokrotnie udawało mi się je, wcale nie bez trudu rozwiązać. Zdarzały mi się sytuacje zawodowe, gdy ktoś potrzebował interwencji teraz, zaraz. rzadko po to przychodził, częściej dzwonił, ale to bez znaczenia. Taka osoba po prostu mówiła co jest i ze to pilne, na teraz.
                  Tu natomiast pani miała najwyraźniej sprawę mogącą poczekać - niekoniecznie tydzień, ale pół godziny. Bo gdyby miała niecierpiącą zwłoki (np. ciężko chorego dziecka nie chcą odwieźć karetka do szpitala gdzie można mu pomóc), to nie siedziałaby z nim w redakcji czekając na kogoś, tylko dzwoniła na alarm.
                  Gdyby sytuacja była taka, ze kolega na którego pani czekała powiedział, ze sprawa dlań za trudna, to podjęłabym się jej. Ale pani nie mówiła o co biega. Może np. o to, ze jej 3 dni później niż liczyła zasiłek rodzinny wypłacono, a może o to, ze za długo czeka na mieszkanie socjalne. Przykładowo, ale jeśli o cokolwiek takiego kalibru, to nie jest cito Asiu i pół godziny nikogo nie zbawi.
                  • minniemouse Re: Do Asi 06.12.14, 00:22
                    kora3 napisała:

                    Tu natomiast pani miała najwyraźniej sprawę mogącą poczekać - niekoniecznie tydzień, ale pół godziny. Bo gdyby miała niecierpiącą zwłoki (np. ciężko chorego dziecka nie chcą odwieźć karetka do szpitala gdzie można mu pomóc), to nie siedziałaby z nim w redakcji czekając na kogoś, tylko dzwoniła na alarm.

                    nieistotne, Koro.


                    Minnie
                    • kora3 Re: Do Asi 06.12.14, 08:19
                      Istotne Minnie i to bardzo. Ta praca, jak kazda inna wymaga ustalenia sobie priorytetów. Na ogół zgodnie z logiką głównym kryterium są w takich przypadkach czas, w jakim trzeba zorganizować np. pomoc oraz stopień ważności sprawy.

                      Wyobraź sobie taką sytuację, że dzwoni co Ciebie rodzic ciężko chorego dziecka i niemal płacze, że nie ma czym do szpitala odległego o 200 km go zawieźć. Dziecko jest ciężko i przewlekle chore i ma mieć konsultacje w klinice. Cały czas zapewniano rodziców, że dziecko pojedzie karetką z miejscowego szpitala, ale 2 dni przed konsultacją okazuje się, że nie - jechałoby, gdyby aktualnie leżało w szpitalu, a że nie leży, to ten szpital transportu karetką nie zapewni. Klinika zapewni, a jakże, ale powrót od nich, dojazdu - nie.
                      Masz praktycznie jeden dzień na znalezienie sponsora na karetkę (bo sama karetka to pikus, umówisz w ciągu 5 min.). Co robisz? Sprawdzasz skrupulatnie kto i dlaczego wprowadził rodziców w błąd coi do transportu z tego szpitala, czy szukasz sponsora? Rodzice dziecka brzmią rozsądnie i raczej jest b. prawdopodobne, że istotnie ktoś w szpitalu wprowadził ic w błąd. Powinno się zbadać kto i dlaczego - przepisu nie znał/ niezrozumiale dla nich wyjaśniał?
                      Na ten moment - wszystko jedno - należy upewnić się, czy na serio transport z tego szpitala nie jest możliwy i jeśli nie jest szukać szybko sponsora. Czas na "dochodzenie" kto i czy zawinił przyjdzie później.
                      Czy mając taka sytuację Minnie zajmowałabyś się w pierwszej kolejności sprawą pani, która straciła cierpliwość oczekując na mieszkanie socjalne? Bo ja - jednak sprawa tego dziecka i karetki.
                      • minniemouse Re: Do Asi 06.12.14, 10:06
                        Koro, ja rozumiem o co ci chodzi. A historia sama w sobie piekna,
                        ale nijak sie ma do twojej sytuacji z tematu watku, ktora wymagala wyjatkowego rozwiazania - o to mi chodzilo.
                        Przy tym powtarzam, ze mama z dzieckiem zachowala sie bardzo niegrzecznie i w tym momencie cala sprawa oparla sie na tobie - jak ty to ostatecznie zalatwilas.

                        Nadal stoje na stanowisku ze powinnas byla zapobiec wtargnieciu, ty, nie swiete zasady czy swiety pokoj.
                        i dla kolegi i dla kobiety i w sumie dla ciebie lepiej bylo abys ty kontrolowala sytuacje
                        a nie obrala bierna role "ja swoje zrobilam".

                        Minnie
                        • kora3 Re: Do Asi 06.12.14, 10:29
                          Wiesz, ja zwyczajnie nie wpadłam na to, ze ta kobieta będzie tak bezczelna, żeby wchodzić.
                          Byłam kiedyś świadkiem takiej sytuacji u lekarza, ginekologa konkretnie. Prywatny gabinet, za kontuarem w poczekalni pani recepcjonistko-pielęgniarka (pielęgniarka, która pełniła także obowiązki recepcjonistki). D gabinetu weszła pacjentka, ja i jeszcze jedna pani oczekujemy na swoją kolej. Wchodzi jakiś facet, młody i od progu mówi, ze on po receptę. Recepcjonistka przekonana, że kobieta, dla której ma być ta recepta "obgadała" to z lekarzem i ten pozostawił receptę u niej pyta o nazwisko. Okazuje się, ze sprawa nieobgadana, pan musi poczekać, spytac lekarza, czy wypisze. No dobrze. Pan siada - oznajmia mnie i oczekującej pani, ze on tylko po receptę, zamiast zapytać, czy można wejść bez kolejki, poprosić. No ok. Pan czeka z 2 kwadranse i zaczyna się niecierpliwić. - Pani tam wejdzie, zapyta jak długo jeszcze mam czekać i czy w ogóle pan doktor wypisze - zwraca się do recepcjonistki. - Nie mogę proszę pana, trwa wizyta - odpowiada mu recepcjonistka. - Może pani, przecież pani tu pracuje! - Owszem, ale nie można przerywać wizyt...- To ile mam czekac? - Musi pan poczekać, az wyjdzie pacjentka i wówczas zapytać, o ile oczekujące panie się zgodzą, nie był pan umówiony...- Ale to Bóg wie jeszcze ile! - Przykro mi, rozsądniej było porozmawiać z panem doktorem przez telefon i poprosić o pozostawienie tej recepty u mnie. - Ale przecież pani może wejść i powiedzieć lekarzowi o co chodzi. - Nie, nie mogę. - A jakby się tu paliło tez by pani nie wchodziła? - Ale przeceiz się nie pali...- Ale ja się spieszę. -Przykro mi. Ten dialog trwał z 10 minut. Gosc na szczęście nie wtarnał do gabitetu, ale jakby chciał, to recepcjonistka nie zdołałaby go powstrzymać - nim wybiegłaby zza kontuaru - wszedłby. Tam jest przedsionek przed gabinetem, wiec pewnie nie zastałby pacjentki z rozłożonymi na fotelu nogami, ale na pewno nie byłaby to sytuacja komfortowa...
                          Chodzę tam od dawna i znam zwyczaje. Lekarz o ile potrzebuje pomocy pielęgniarki podnosi słuchawke telefonu i ja wzywa. Nie zdarzyła mi się przez 8 lat chodzenia do tego gabinetu, by pielegniarka weszła nie wzywana! Pewnie gdyby jakaś pacjentka zasłabła, zaczęła rodzić, to weszłaby - ale takiej sytuacji nie było, wiec nie wchodziła pytać, czy lekarz przyjmie kogoś niezapisanego, wypisze receptę, ani nie dzwoniła doń w takich sprawach. Dla mnie to normalne i profesjonalne...
                          • asia.sthm Re: Do Asi 06.12.14, 15:49
                            Koro, to jest tak idiotyczne, ze az smieszne i tragiczne jednoczesnie.
                            piszesz:
                            > Do gabinetu weszła pacjent
                            > ka, ja i jeszcze jedna pani oczekujemy na swoją kolej. Wchodzi jakiś facet, mło
                            > dy i od progu mówi, ze on po receptę.....

                            Po czym facet czeka 2 kwardanse nastepnie jeszcze 10 minut sie wykloca z recepcjonistka. Ty zas, przepisowo umowiona na wizyte do swojego ulubionego od 8 lat ginekologa, nadal czekasz na swoja kolej.
                            O kant potluc te umawianie, znaczy.
                            Jestes widocznie wychowana w kulcie czekania. Prosze czekac! I nie piknac!

                            Wszystko co napisalas w tym watku zle o tobie swiadczy. Widocznie wogole tego nie widzisz, czyli mialam racje, ze brak ci wyczucia. Brak.

                            Niech cie nie dopinguja posty Gazetamiplaci, ktora cierpi na wybitna alergie na dzieci tak jakby nigdy sama nie byla dzieckiem, ani jej matka tez nigdy dzieci nie miala. Zastanow sie czy warto nadal ciagnac ten watek. Ja jestem zdania, ze temat jest juz rozmaglowany na smierc big_grin
                            • minor.revisions Re: Do Asi 06.12.14, 16:32
                              To juz nawet nie chodzi o alergie na dzieci tylko o famt, ze kora ze swoim kolega jest wazna, jak pani z dziekanatu, a tymczasem gdyby nie ci wszyscy ludzie, od ktorych wymaga czyrania w myslach, to by nie miala swojej superwaznej pracy. A poza tym istnieja narzedzia typu kalendarze, w kazdej wiekszej firmie, w jakiej pracowalam, kazdy mial swoj kalendarz w intranecie, widoczny dla innych, wiec wystarczyloby zajrzec do kompa i powiedziec , ze kolega ma zabukowany czas do tej i do tej godziny.
                              • kora3 Re: Do Asi 07.12.14, 09:22
                                Znam dobrze te organizatory czasu w firmach, ale u nas by się to nie sprawdziło. Co znaczy "zabukowany"? Jak zabukować czas na wyjście w teren, na rozprawę sądową? To wszystko może być tylko orientacyjne.
                                Uwazam, ze niewłaściwie interpretujesz okazywanie ludziom szacunku - szacunek należy się każdemu - tej pani, memu koledze, mnie i rozmówcy mego kolegi. A nie TYLKO tej pani - w przypadku kolegi szacunek powinien objawiać się z mej strony nieprzeszkadzaniem mu w pracy, tak samo w stosunku do jego rozmówcy, któremu on przez szacunek właśnie powinien poświecić czas, bo tak się umówili, pani należy się rzetelna informacja na miarę mojej wiedzy w temacie oraz propozycja przekazania czegos koledze, zgoda na poczekanie, jeśli chce, mnie należy się szacunek w postaci zrozumienia, ze nie mam wpływu na czas kolegi, mam swoje zajęcie i zajmowanie się panią nie należy do mych obowiązków
                                • minor.revisions Re: Do Asi 07.12.14, 15:27
                                  Niesprawdzilo sie? Wszystkim sie sprawdza, a wam nie? Moze nie umiesz korzystac, nie wiem... jak zabukowac czas na wyjcie na rozprawe? Najnomalniej: zaznaczasz w kalendarzu, ze od tej do tej godziny jestes niedostepna i opisujesx to "rozprawa" albo "teren". Poniewaz nie wiesz, ile porwa, na wszelki wypadek zaznaczasz wiecej czasu, moze nawet do konca dnia, jako zajety.
                                  • kora3 Re: Do Asi 07.12.14, 15:53
                                    minor.revisions napisała:

                                    > Niesprawdzilo sie? Wszystkim sie sprawdza, a wam nie?

                                    Nie, nie wszystkim się sprawdza Minor - jest cała masa zajęc, w których trudno przewidzieć kiedy ktoś cos skończy, wróci itp. W związku z tym nie ma sensu wprowadzania informacji "nie wiem", albo co gorsza nieścisłej.

                                    Moze nie umiesz korzystac
                                    > , nie wiem... jak zabukowac czas na wyjcie na rozprawe? Najnomalniej: zaznaczas
                                    > z w kalendarzu, ze od tej do tej godziny jestes niedostepna i opisujesx to "roz
                                    > prawa" albo "teren". Poniewaz nie wiesz, ile porwa, na wszelki wypadek zaznacza
                                    > sz wiecej czasu, moze nawet do konca dnia, jako zajety.


                                    Wiesz, ja naprawdę znam te programiki i naprawde mają się do naszej pracy nijaksmile W tak małym zespole całkowicie samodzielnych pracowników (poza stazystami czy praktykantami) nikt nie będzie siedział na miejscu, żeby w razie czego poinformować kogoś kto z doskoku "wpadł". Poza tym co to jakąś panią obchodzi, ze Kowalski poszedł do sadu? Może wrócić za 15 min. - bo np. sprawa zostanie odroczona, gdyż nie stawił się głowny świadek, a może i za 3 godziny. Jesli już obecny jest ktoś, kto jest w stanie udzielić jakiejś informacji, to udziela bez nijakiego systemu. Ja np. pani udzieliłam "ma zamknięte spotkanie, nie wiem ile potrwa, nie sadze, ze dłużej niż ..." i czesc.
                            • kora3 Re: Do Asi 07.12.14, 09:15
                              asia.sthm napisała:

                              > Jestes widocznie wychowana w kulcie czekania. Prosze czekac! I nie piknac!

                              Asiu, z reguły u lekarza jest tak, że umówiona godzina jest godzina orientacyjną. I tak - trzeba poczekać. Nie chodzi o to, ze lekarz to jakiś półbóg, tylko o zwyczajny rozsądek - przyjdzie kobieta np. w ciąży umówiona na 16 i już wchodzi z 15 minutowym poślizgiem, bo poprzednia pacjentka "liczona była" na kwadrans, a wyszło pół godziny, gdyż miała problem, potrzebowała dodatkowej porady. Ciezarna miała też być kwadrans, ale coś tam wyszło doktorowi w USG, musiał się dokładniej poprzyglądać itd. Wystarczy dwie, trzy "poślizgowe
                              " pacjentki przed Twoją umówioną godzina i masz już prawie godzinę opóźnienia
                              >
                              > Wszystko co napisalas w tym watku zle o tobie swiadczy. Widocznie wogole tego n
                              > ie widzisz, czyli mialam racje, ze brak ci wyczucia. Brak.


                              Żle o mnie swaidczy iż rozumiem, że lekarz nie wylicza do minuty czasu wizyty i nie wyprasza pacjetki w trakcie badania? Osobliwe
                              >
                              > Niech cie nie dopinguja posty Gazetamiplaci, ktora cierpi na wybitna alergie n
                              > a dzieci tak jakby nigdy sama nie byla dzieckiem, ani jej matka tez nigdy d
                              > zieci nie miala.


                              Ale co tu mają do rzeczy dzieci, tym bardziej Gazety?

                              Zastanow sie czy warto nadal ciagnac ten watek. Ja jestem zdan
                              > ia, ze temat jest juz rozmaglowany na smierc big_grin


                              O tym czy warto wypowiadać się w watku decydują forumowicze, a nie założyciel. ty się wypowiedziałaś smile
                            • gazeta_mi_placi Re: Do Asi 07.12.14, 15:32
                              Gdy ja byłam dzieckiem matki znały swoje miejsce w szeregu, tak samo dzieci. Żadna z w/w grup nie była tzw. świętą krową. Z Panem Bogiem.
                        • gazeta_mi_placi Re: Do Asi 06.12.14, 10:47
                          Miała się szarpać z agresywną babą w dodatku mającą niemowlaką na rękach?
                  • minor.revisions Re: Do Asi 06.12.14, 06:38
                    Chyba, ze pani przyjechala z prowincji autobusami z przesiadka i pol godziny mialo znaczenie, zeby zdazyc, albo, co jeszcze bardziej prawdopodobne, zblizal sie czas drzemki dziecka i wiedziala, ze jak go zaraz nie polozy spac, to bedzie mega marudne, placzliwe i rozeali dzien sobie i jej. A jest tez mozliwe, ze pani karmila piersia i po prostu zaczely jej puchnac, pani ryzykowala, ze zaraz jej przecieknie ubranie, a do tego ja to bolalo.
                    • kora3 Re: Do Asi 06.12.14, 08:31
                      Jakoś nie chce mi się wierzyć, że intelektualnie sprawna osoba w dobie telefonii szeroko stosowanej i ogólnodostępnej, jedzie "w ciemno" z małym dzieckiem do gościa, z którym się nie umówiła i może go najzwyczajniej w świecie nie zastać.
                      Poza tym, gdyby pani az tak się spieszyła, jak piszesz, to najpewniej nie czekałaby, tylko widzac sytuację i słysząc, że czas oczekiwania jest bliżej nieokreślony skorzystałaby z możliwości pozostawienie namiarów na siebie/wzięcia namiarów na kolegę i sobe poszła. Tym bardziej nielogiczne sa Twe argumenty, że przecież nawet gdyby kolega był wolny i przyjął pania natychmiast, nie ma zadnej pewności, ze skończyliby w jakims czasie, np. w godzinę. Czy autobus pani jakoś "wiedziałby", że ona nie czeka po próżnicy, tylko załatwia sprawę i zmienił godzinę odjazdu? Czy puchnące piersi pani wiedziałyby, że teraz mają nie puchnąć, bo ona rozmawia z kolegą, a nie czeka na niego? Czy dziecko nie marudziłoby, bo trwa rozmowa, a nie czekanie?
                      W Twej przyznaję dramatycznej, acz niezbyt prawdopodobnej ocenie sytuacji umknęło Ci zdaje się cos bardzo ważnego. Otóż kolega rozmawiał z kimś umówionym, kto najpewniej zwrócił się doń ze sprawą dla siebie wazną i obiektywnie pewnie też wazną, skoro spotkanie było zamknięte i nie trwało krótko. Może ta osoba przyjechała z daleka z 3 przesiadkami i właśnie po to się umówiła wcześniej, żeby zmieścić się w czasie? Może jest np. chora/ ma chore dziecko? Może ja coś boli?
                      Czy naprawdę uważasz, że kolega powinien przerwać rozmowe z tą osobą? Kazać jej zaczekać, bo pani przyszła?
                      • minor.revisions Re: Do Asi 06.12.14, 14:35
                        Nie, uwazam, ze sposob komunikacji z kluentem u was lezy. I nie, nie mozna zakladac, ze gdyby umieli myslec, to by zrobili to, co sie tobie wydaje, ze powinni, bo wam sie tak wydaje optymalnie. Tak po prostu nie jest. Dalas pani mglista informacje, ktora mozna zinterpretowac ("mozna czekac" mozna zrozumiec albo tak, ze zakazu nie ma, albo tak, ze jest sens, bo czas czekania nie jest zbyt dlugi).
                        • kora3 Re: Do Asi 08.12.14, 10:39
                          Piszesz po prostu nieprawdęsmile - dałam pani informację na tyle konkretna, na ile sama byłam zorientowana. pani nie była moja "klientką", tylko przyszła z interesom do mego kolegi.
                      • minor.revisions Re: Do Asi 06.12.14, 14:41
                        Gowno prawda. To, ze inny gosc byl umowiony, nie ma zadnego znaczenia. Zwlaszcza, ze ta pani nie zna tych wszystkich szczegolow o niuansach waszej pracy, o ktorych sie tu rozpisujesz.
                        • kora3 Re: Do Asi 08.12.14, 10:43
                          Pani niczego nie musi znac i nawet nie powinno jej to interesować moja droga. Pani przyszła nieumówiona i wstrzelia się w zamknięte spotkanie kolegi. Mogła zaczekać, przyjść kiedy indziej, pozostawić namiar na siebie, wziąć namiary na kolegę. Postanowiła zaczekać otrzymawszy zgodną z prawdą info, ze NIE WIEM ile może potrwać spotkanie. Nie trwało jakos ekstremalnie długo, raczej standardowo. skoro pani nie mogła poczekać pół godziny, to nikt jej nie trzymał przecież. "Oj widzę, ze to się przedłuża, a ja już czekac nie mogę. Proszę mi zapisać kontakt do pana X zadzwonię do niego/napiszę i umówię się na inny termin" - co w tym trudnego?
                    • gazeta_mi_placi Re: Do Asi 06.12.14, 10:49
                      Tym bardziej dojeżdżając z daleka lepiej umówić się telefonicznie. A cycki Pani to jest jej prywatna, można powiedzieć intymna sprawa, podobnież jak okres itp.
                      • minor.revisions Re: Do Asi 06.12.14, 14:38
                        Nie chodzi o to czy prywatna czy nie tylko o to, ze wbree temu, co sie pani wybitnej dziennikarce cmi, pol godziny moze miec spore znaczenue. To nie musza byc cycki, to moze byc 15 innych powodow.
                    • majaa Re: Do Asi 08.12.14, 13:30
                      Acha, i pani, będąc w takiej sytuacji i mogąc przewidzieć konsekwencje beztrosko wyrusza w podróż "w nieznane'... A Kora ma być jej niańką i usuwać wszelkie przeszkody z jej drogi, a najlepiej o wszystkim za nią pomyśleć, bo ona przyjechała z dzieckiem i oczywiste jest, że czekać nie może.
                      Ludzie to mają pomysły...
                      • kora3 Re: Do Asi 08.12.14, 13:39
                        Maju, ja raczej mam wrazenie, że pani tak sobie zaszła...Nie w ciążę smile, tylko do kolegi - może była w pobliżu akurat i pomysłała, ze przy okazji zajrzy. Nie wydaje mi się, by pani wybrała się z odległego miejsca, z malutkim dzieckiem w ciemno. Pani nie sprawiała wrażenia osoby poniżej normy intelektualnej, ani osoby ze tak powiem "z buszu"smile

                        Jak wspomniałam - to nic złego, ze tak sobie zaszła nieumówiona, ale niestety musiała się liczyć z tym, że kolegi nie zastanie, albo zastanie, ale będzie zajęty. Niańczyć jej nie musiałam, ale mogłam powiedzieć jej, jak się sprawa ma z kolegą i to zrobiłam. Nie zachęcałam jej bynajmniej do czekania, a jedynie przedstawiłam to, jako jedną z możliwości.
                        • majaa Re: Do Asi 08.12.14, 14:06
                          kora3 napisała:

                          Nie
                          > wydaje mi się, by pani wybrała się z odległego miejsca, z malutkim dzieckiem w
                          > ciemno. Pani nie sprawiała wrażenia osoby poniżej normy intelektualnej, ani oso
                          > by ze tak powiem "z buszu"smile
                          >

                          No mi też się nie wydaje... tak sobie pozwoliłam poironizować troszkę ze względu na te skomplikowane historie, które Minor wymyśla o tej pani smile
                          Co do opisanej przez Ciebie sytuacji już się wypowiedziałam wcześniej.
          • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 15:57
            Jak trzeba - to słabsze biedulki takie, którym się należą przywileje wszelakie smile
            Jak trzeba - wyszczekane małpy, które mają siłę wparować do środka z niemowlakiem.
            Czasy się zmieniły niestety i teraz wszędzie ciągają swoje potomstwo czy trzeba czy nie trzeba, a potem sfrustrowane bo wbrew obiegowej opinii nie wszędzie wepchną się z dzieckiem pierwsze.
            I wtedy zaczyna się ujadanie - jakie to społeczeństwo paskudne i antyrodzicielskie, mamcia jak każdy inny klient musiała czekać na swoją kolej, zgroza!
          • kol.3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 16:15
            Kobieto spora część pań z tego forum wychowywała dzieci w czasach socjalizmu gdy było zero pralek automatycznych, zero pieluch jednorazowych, zero soczków, słoiczków, zero zaopatrzenia, zero telefonów komórkowych itp. Miały dzieciaki do ogarnięcia i sprawy urzędowe do załatwienia. Nikt mi zatem nie wmówi że pani, która dziś ma to wszystko podane na tacy, nie może się zorganizować. Po prostu łatwiej się na kogoś wydrzeć, że jej się należy, niż się samemu ruszyć.
          • kora3 Mim_maior 04.12.14, 10:31
            Twoje uwagi jak rozumiem nie do mnie, bo wszak wspomniałam, ze jestem za przywilejami dla rodziców z małymi dziećmi (nie tylko dla nich - żeby jasność była).
            To nie mnie przeszkadzało dziecko pani - ja się skupiłam na swej pracy, a kiedy się skupię mało co mi realnie przeszkadza. To pani powoływała się na dziecko i jego marudzenie.
            Czy pani mogła przyjść z dzieckiem? Mogła, być może nawet musiała, bo nie miała go z kim zostawić i nikomu to nie przeszkadzało. Natomiast słuszna jest uwaga Kol. - dla samego siebie, niezależnie od tego, czy się jest z dzieckiem, czy bez nogi, czy całkiem sprawnym - w dobie ogólnodostępnych telefonów i maili lepiej jest i wygodniej UMÓWIĆ się z kimś. Szczególnie tam, gdzie nie ma "obsługi" na bieżąco "w okienku" - można kogos nie zastać, może być zajęty. Nikt mi nie wmówi, ze kobieta nie znalazła czasu na telefon do kolegi, żeby się umówić, bo ma ona małe dzieckosmile
            Nie umówiła się i musiała się liczyć z konsekwencjami.
            • minor.revisions Re: Mim_maior 06.12.14, 06:45
              Byc moze dzwonila i nigdy nie trafila na zywego czlowieka, zawsze na automatyczna sekretarke, wiec sie nie miala jak umowic. Byc moze miala z panem wczesniej kontakt i jej powiedzial, zeby "wpadla jak bedzie w okolicy". Naprawde to, ze twoim zdaniem info jest ogolnodostepne, nie znaczy, ze wszyscy petenci beda wiedziec, ze ono w ogole jest i gdzie go szukac.
              • kora3 Re: Mim_maior 06.12.14, 09:53
                "Wpadnij/proszę wpaść, jak będziesz/będzie pani w okolicy" - to nie jest umówienie się smile
                Nie ma opcji, żeby pani zawsze trafiała na automatyczną sekretarkę, a jeśli nawet było tak, że raz trafiła i nagrała się, to na pewno by do niej oddzwoniono. Tak czy owak - pan się nie umówiła i gościa mogła nie zastać, albo zastać, jak zastała, ale zajętego w sposób uniemozliwiajacy zajęcie się nią w tym momencie. Miała opcję - poczekać, którą wybrała, albo skontaktować się kiedy indziej, ewentualnie zostawić namiar na siebie.
      • kol.3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 16:08
        Gazecia, to nie jest urząd to jest raczej chyba redakcja albo coś w tym rodzaju. Matka dziecka wiedziała że ma się zgłosić do pana X w swojej sprawie, bo ktoś jej go wskazał. Co szkodziło zadzwonić do gościa i umówić się na ustaloną godzinę, naprawdę nie wiem.
        • gazeta_mi_placi Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 16:16
          Jak to co? Przekonanie, że z małym dzieckiem u boku wciśnie się wcześniej, po trupach innych smile Bo ona taka biedna poszkodowana biedulka.
          Poszkodowana oczywiście przez posiadanie dziecka.
          Dzisiaj posiadanie zdrowego dziecka to jak ciężkie kalectwo i niepełnosprawność.
    • vivi86 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 03.12.14, 14:41
      A dziecko nie ma ojca i nie było z kim go zostawić? Bo rozumiem, że jego ojcem nie był gość kolegi. Babeczka przesadziła. Gość był umówiony-ona nie. Może gość też się spieszy/musi coś załatwić/żona ma rodzić za 3 godziny? Moim zdaniem można by babeczkę puścić ale taka propozycja może paść tylko ze strony kolegi. Sama wiem, że jak z kiś coś załatwiasz, a tu jakiś gość/telefon-delikwent rzuca sprawe, którą omawiacie w połowie-i czekaj sobie pół godziny- to potrafi wkurzyć uncertain
      • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 04.12.14, 10:22
        Nie wiem kto jest ojcem tego dziecka, ale argumentacja, żeby pozostawić dziecko z nim w opisanej sytuacji do mnie nie trafia. Po to m.in. kobieta jest na macierzyńskim, żeby nie musiała sobie kombinować opieki nad dzieckiem na każde wyjście z dzieckiem niezwiązane.
        Inna sprawa, że całkiem na logikę zabieranie małego dziecka wszędzie gdzie się człowiek musi/chce udac mając je z kim pozostawić jest bezsensowne. Mogło jednak być tak, ze kobieta nie miała naprawdę z kim go zostawić i czesć.
      • minor.revisions Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 06.12.14, 06:41
        Coz wy tak podkreslacie, ze gosc byl umowiony? Jakie to ma znaczenie? Czy dyby nie bl, tylko po prostu udalo mu sie trafic na chwile, w ktorej pan wybitny dziennikarz jest wolny, to w jakikolwiek sposob by to cos zmienilo?
        • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 06.12.14, 10:00
          Zmieniłoby to sytuacje o tyle, że ktoś kto jest umówiony ma prawo oczekiwać, że jego rozmówca poswieci mu czas potrzebny do dokładnego wyłuszczenia sprawy. Osoba nieumówiona nie ma prawa tego oczekiwać. Ot wczoraj wpadł do mnie nieumówiony pan. Zastał mnie, ale za pół godziny musiałam wyjść na umówione spotkanie. Pan zdążył mi powiedzieć jaki ma problem i umówić się na poniedziałek u niego. Powiedziałam mu jakie dokumenty ma przygotować, zadzwoniłam sobie też do rzecznika instytucji, z którą pan ma konflikt z prosbą o przesłanie mi ich stanowiska do godz. 10 w poniedziałek.
          Pan nie miał prawa oczekiwać, że poświecę mu więcej czasu, bo właśnie był nieumówiony, za to ja - tak, z kims innym. Tylko, ze ten pan - starszy człowiek dodam i z poważną sprawą przychodzący nie domagał się tego, bym zawaliła inne spotkanie, bo on przyszedł
          • minor.revisions Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 06.12.14, 14:44
            Nie moge uwierzyc, ze tak bredzisz. Gdyby koles w srodku byl nieumowiony, to co by to zmienilo? I czy powiedzialas pani to wszystko, czy zalozylas, ze ma szklana kule?
            • znana.jako.ggigus no wlasnie - kora3 nie uprzedzila, 06.12.14, 23:37
              ze bedzie trzeba dluzej czekac.
              • kora3 Re: no wlasnie - kora3 nie uprzedzila, 07.12.14, 09:46
                Kora3 powiedziała, ze NIE WIE ile potrwa spotkanie - skoro nie wiedziała to co miała powiedzieć?smile

                Pozornie ort przypomniał mi się dowcip: przychodzi facet do gabinetu lekarskiego. - Dzień dobry, można..? - Proszę, proszę rozbierać się szybko, bo czasu jest mało! - Ale, panie doktorze...- Żadnego "ale"! Musze pana zbadać, żeby cos powiedzieć! Rozbierać się! - Ale ....- No już!. Facet z ociąganiem się rozbiera, lekarz przystępuje do badania. Po chwili. - Mam dobre wieści, pan jest całkiem zdrów! Zlecę jeszcze badania, ale mogę pana zapewnić, że nic panu nie dolega. Cieszy się pan? - Owszem, choć spodziewałeś się tego. A teraz jeśli pan doktor pozwoli chciałbym już podłączyć panu ten Internet, bo mi się troszkę spieszy...

                smile Kompletnie nie rozumiem dlaczego zakładacie, że owa pani jest osobą niepełnosprawną intelektualnie i niezdolna do komunikacji. Idąc waszym tokiem myślenia sytuacja mogła wygladac tak: - Dzień dobry, czy zastałam pana X? - Tak, zastała pani, ale ma zamknięte spotkanie, które może potrwać od 15 minut do dwóch lat włącznie, może pani zaczekać, ale nie wiem jak długo, jeśli powyżej tygodnia musi się pani tu zameldować, może pani też oflagować się, założyć komitet protestacyjny, wystąpić o odszykowanie, wezwać policję. W czym jeszcze mogę pomóc? - Sama nie wiem, bo ja chciałam tylko zostawić dokument dla pana X...
                • znana.jako.ggigus moglas powiedziec, ze NIE wiesz 07.12.14, 10:59
                  jesli ktos mi proponuje poczekanie na kogos, zakladam, ze on WIE mniej więcej, że X się tak do kwadransa zjawi.
                  • vi_san Re: moglas powiedziec, ze NIE wiesz 07.12.14, 11:51
                    Ggiguś, czytaj uważnie. Kora wyraźnie poinformowała panią, że NIE WIE ile potrwa spotkanie kolegi. Skoro nie wie, to znaczy, że może to być równie dobrze kwadrans jak dwie godziny. I decyzję o czekaniu pani podjęła na własne życzenie, wiedząc, że może to potrwać. Po czym z racji posiadania dziecka zaczęła się domagać obsłużenia natychmiast.
                  • kora3 Re: moglas powiedziec, ze NIE wiesz 07.12.14, 12:41
                    A ty mogłas prtzeczytac co piszę, to wiedziałabyś, że powiedziałam babce, iż nie wiem ile to potrwa i zaproponowałam poczekanie ALBO przekazanie czegoś koledze, ALBo przyjście kiedy indziej.
                    Zauważam, ze często nie zcytasz co ktoś pisze - to nie jest zbyt grzeczne
                    • znana.jako.ggigus czytałam, co napisałaś i w takiej sytuacji 07.12.14, 14:33
                      zaporponowałaś jej czekanie. NIE powiedziałaś tego, co napisałaś tutaj i jestem entą osobą, która ZWRACA na to uwagę.
                      W tej sytuacji ona mogła oczekiwać, że tak do kwadransa to potrwa. Twoje nie wiem oznaczało - kolega wyszedł gdzieś na chwilę.
                      Twoje wycieczki osobiste pomijam milczeniem.
                      • znana.jako.ggigus nie powiedziałaś tej pani wszystkiego, co 07.12.14, 14:41
                        napisałaś tutaj. Wg mnie zła kolejność.
                        Proponowanie czekania, nawet pod hasłem "nie wiem" oznacza dla mnie, że osoba mówiąca nie wiem, oczekuje, że pan X zara tu sfrunie.
                        Bo możesz powiedzieć nie wiem i dodać, że spotkanie może potrwać nawet godzinę. Wtedy ta kobieta by raczej nie czekała.
                        Z Twoich postów można wyczytać irytację sytuacją matki z dzieckiem. Ale to Twoja sprawa, co Cię w matce z dzieckiem irytuje.
                        • kora3 Re: nie powiedziałaś tej pani wszystkiego, co 07.12.14, 14:50
                          P9iszesz od rzeczy - nie czytałaś. W matce z dzieckiem nic mnie nie irytuje, to pani była poirytowana, a nie ja - jak wspomniałam, mnie dziecko pani nie przeszkadzało wcale
                          • znana.jako.ggigus parę postów Twoich było na temat opieki nad dzieck 07.12.14, 14:53
                            iem, pe pżrzecież mogła je komuś zostawić, że w socjalizmie ludzie też wychowywali jakoś dzieci itepe.
                            Mogłaś od razu uprzedzić, że czekanie może się przeciągnąć do godziny. Z dośw. chyba wiesz, że jeśli w takiej sytuacji zawyżysz czas czekania, osoba spłynie i wróci umówiona.
                            • znana.jako.ggigus już sam temat wątku! 07.12.14, 15:03
                              uprzywilejowanie.
                              Zmuszasz kogoś do czekania pół godziny, nie mówiąc od początku, że ta osoba tyle być może będzie czekać.
                              Po pół godzinie czekania każdy by się mógł wściec, tym b. kobieta z dzieckiem.
                              • vi_san Re: już sam temat wątku! 07.12.14, 15:57
                                Ggiguś, to, że TY, gdy ktoś mówi "nie wiem kiedy kolega będzie wolny, bo ma zamknięte spotkanie" rozumiesz, że "za pięć minut będzie w lansadach do ciebie frunął" - to wyłącznie twój problem. Wg opisu, Kora ZGODNIE z prawdą poinformowała panią, że kolega jest zajęty i to może potrwać. Pani przyznała, że nie była umówiona - Kora zaproponowała podanie numeru telefonu adresu mail aby się umówić. Pani nie chciała. Pani zdecydowała się zaczekać - Kora wyraziła zgodę, podkreślając uprzednio, że NIE WIE ile czasu kolega będzie zajęty. Pani mimo tej wiedzy "zrozumiała to" tak jak ty... Może czas nauczyć się znaczenia słów, które się słyszy?
                                • znana.jako.ggigus no nie, enta ilość osób w dyskusji 07.12.14, 17:49
                                  zwracała uwagę na to, że Kora wywarła inne wrażenie.
                                  Nie tylko ja to pisałam, że powinna uprzedzić od razu, że to może być dłużej. Już pisałam, że w takich sytuacjach lepiej zawyżyć czas, a pacjelnt/klient/petent bez zapowiedzi zmywa się sam.
                                • kora3 Re: już sam temat wątku! 08.12.14, 10:14
                                  Vi - naprawdę nie ma sensu smile
                            • kora3 Piszesz ewidentna nieprawdę Ggigus 07.12.14, 15:45
                              Nigdzie nie pisałam nt. opieki nad dzieckiem, ani o tym, ze miałaby ta pani gdzies je zostawiać. Pisała coś wręcz przeciwnego w odpowiedzi na posty innych osób to sugerujące - że pani być może jest w takiej sytuacji, ze nie ma dziecka z kim zostawić.
                              Ponieważ od jakeigos czasu piszesz na mój temat ewidentne kłamstwa wnoszę, że robisz to złośliwie, bo az tak nieuwazna chyba nie jesteś. W związku z powyższym kończę z Tobą wszelkie dyskusje i pozdrawiam smile
            • kora3 Re: uprzywilejowanie - gdzie granica? 07.12.14, 09:26
              To raczej ty z całym szacunkiem bredzisz, bo nie znasz chyba pojęcia "umówić się" służbowo. Umawiasz się i masz mieć czas dla umówionej osoby, a ona na wyłuszczenie swej sprawy - po to się umówiłaś Ty i ta osoba.
              Pani usłyszała, ze kolega jest, ale ma zamknięte spotkanie, które nie wiem ile potrwa, acz sadze, ze nie dłużej niż ...
    • kora3 Scena z banku - podobna? 08.12.14, 13:56
      Miałam dziś okazję być w banku. poza stanowiskami obsługi kasowej jest tam takie pomieszczenie dla klientów - co istotne - oszklone. Z tego co się zdążyłam zorientować w tym pomieszczeniu sa załatwiane sprawy wymagające dłuższych formalności niż wpłata/wypłata kasy, czyli np. kredyty. W tym pomieszczeniu ktoś był, ale już wychodził, po tym kimś weszła następna osoba. Dosłownie chwilkę po tym pojawił się jakiś pan - bez dziecka, na oko zdrowy, nie sędziwy. Zapytał kogoś czy ta osoba tam obsługiwana dawno weszła i dowiedział się, ze przed chwilą. Nie wyglądał na zachwyconego, ale usiadł i czekał. Trwało to troszkę, widać było przez oszklone ściany, ze pracownica banku coś tłumaczy klientowi, z którym rozmawia, pokazuje coś na kompie. Pan był coraz bardziej poirytowany, krecił się, chrząkał, w końcu skomentował, że b. długo to trwa. No długo, widać tyle czasu potrzeba klientowi i pracownicy na tę sprawę. W końcu pan poinformował innych kolejkowiczów, że on jest inwalidą i ma prawo do obsługi poza kolejnością. Bardzo możliwe, ze jest, choć nie miał tego widocznych oznak. Pozwoliłam sobie poinformować pana, że do tego pokoju nikt poza nim nie czeka, to i nie musi korzystać ze swego przywileju, bo tak czy tak jego kolej po obsługiwanym kliencie. Pan na to odrzekł, ze on nie może tyle czekać, ze się spieszy i w końcu całkiem irracjonalnie zagadnął kasjerkę z najbliższego stanowiska o przewidywany czas dalszej obsługi klienta w tamtym pomieszczeniu. Kasjerka powiedziała najpewniej zgodnie z prawdą, ze nie ma pojęcia ile to jeszcze potrwa. Pan się bardziej zirytował zaczął komencić, że kolejka jak za komuny, że on musi czekać. Nie wiem jak się to skończyło, bo mnie przekazano dokumenty, na które czekałam i poszłam sobie, ale ta sytuacja przypomniała mi te z moim kolega i panią.

      Waszym zdaniem któraś z kasjerek powinna wejść do tego pokoju i powiedzieć pani obsługującej klienta ze jest kolejny - zdenerwowany inwalida i ....?
      • minor.revisions Re: Scena z banku - podobna? 09.12.14, 01:00
        U nas w banku, jesli chodzi o te oszklone okienka, to jest tak: ludzie sie wpisuja na liste i siadaja sobie w westybulu, po czym podchodzi do nich pracownik banku i mniej wiecej okresla, jak dlugo czekanie potrwa. Dawno nei bylam, wiec nei pamietam, czy sie na te liste wpisywalo powod, czy wynikalo to z tego, co powiedzieli poprzedni, ale dzialalo. Znaczy, jak sie chce, to sie da.
        Dzisiaj dzwonilam w sprawie sprzetu oddanego do naprawy, odebrala pani, mowie, o co chodzi, pani mowi, ze zaraz zapyta, po czym po chwili mowi "za pare godzin X do pani zadzwoni, bo bedzie dokladnie wiedzial". Zapytalam, czy to "pare godzin" to bardziej dwie, czy bardziej piec, wiec pani - i tobie ten sposob polecam - odparla, ze niewykluczone dwie, ale lepiej, zebym sie nastawila na piec, tak na wszelki wypadek,
        Wtedy mozna sie zdziwic tylko przyjemnie, jak sprawa pojdzie szybciej. Jak to mowia, jak chcesz cos zrobic, szukasz sposobu, jak nei chcesz, szukasz powodu. Ty szukasz powodu.
        BTW, ja, podobnie jak ggigus, uwazam, ze mowiac, ze moze poczekac, dalas do zrozumienia, ze czekanie potrwa ta 10-30 minut maks. No po prostu nikt przy zdrowych zmyslach by nie zaproponowal czekania, wiedzac, ze moze potrwac godzine albo w ogole do konca dnia.
        • ten_azorek Re: Scena z banku - podobna? 09.12.14, 02:44
          Nie wiem, Koro gdzie pracujesz, ale wszystko zrobiłaś nie tak...
          Powinnaś była:
          -zachwycić się dziecięciem
          -wywlec gości/interesanta za łeb od kolegi, bo ona Z DZIECKIEM
          -przeprosić, ją, że w ogóle czekała
          -absolutnie przerwać swoją pracę, nawet jeśli była cicha. Ostatecznie mogła dziecięciu przeszkadzać.
          smile

          Nie była umówiona, ktos był przed nią, ma czekać i cześć. Jej potomstwo nikogo nie musi interesować.
          Nie przesadzajnmy z tym uprzywilejowaniem, bo to się pomału robi terror. Ludzkość od zawsze miała dzieci i nikt matkom za to nie stawiał pomników. Radziły sobie, a miały gorzej.

          Ja miałam dwie sztuki naraz i nikt nigdy z tego powodu nie ucierpiał, nie żądałam przepuszczania, rzucania się przed nami na kolana itp. Jak trzeba było coś załatwić, organizowałam opiekę. Kiedy byłam jeszcze w ciąży - a brzuch miałam monstrualny, bo jestem drobna, więc te dwie sztuki już w piątym miesiącu zrobiły ze mnie słonia - odmawiałam wszelkich przywilejów, zawsze się uśmiechałam, dziękowałam i mówiłam, że nie jestem chora, chwała Bogu. Pewnie, że trudno mi się stało, ale - wierzcie mi - teraz, po kilkunastu latach, stoi mi się dużo trudniej, ze względu na uraz kręgosłupa (nie nabawiłam się go w ciąży...), ale trudno, nikt nie obiecywał, że w życiu będzie tylko lekko smile Są też miłe chwile,kiedy nikogo przede mną po prostu nie ma smile

          Pzdr
          • kora3 Re: Scena z banku - podobna? 09.12.14, 07:22
            smile
            ja nie tyle zachwyciłam się dziecięciem, co zwróciłam na nie uwagę, ze śliczne (ładne - fakt) smile
            Cała reszta .... współczuję urazu kręgosłupa i zyczę dalszej pogody ducha oraz ulgi w cierpieniu, wiem z doświadczenia bliskiej mi osoby, co to znaczy mieć problem z kręgosłupem sad
        • kora3 Re: Scena z banku - podobna? 09.12.14, 07:18
          Minor - może ci to umknęło, ale ja na pytanie pani "A ile jeszcze potrwa to spotkanie?" - odpowiedziałam, ze nie wiem, ale sądze, e nie dłużej, niż pół godziny. I nie trwało dłużej niż pół godziny, tylko, ze pani "zawory" puściły przed tym czasem smile
          • minor.revisions Re: Scena z banku - podobna? 09.12.14, 13:58
            No i mowie, ze to blad, jak nie wiesz, to nie wiesz, albo podajesz na wszelki wypadek gorny margines, nie dolnt. W pierwszym poscie stoi jak byk, ze poprosilas, zeby zaczekala albo costam, czyli dalas jej sygnal, ze czekanie ma sens. No wtopilas i tyle. Ani ty nie wiedzialas, ile ona moze czekac i na ile wazna jest jej sprawa, ani ona, sorki, nie ma obowiazku zbac waszych wewnetrznych procedur zwiazanych z drzwianu do tajnego pokoju.
            • kora3 Re: Scena z banku - podobna? 09.12.14, 14:11
              znasz może znaczenie słowa "albo"? ono oznacza alternatywę - można zaczekać, ALBO przyjść później, ALBO cos przekazać. Tak, uważałam ze czekanie ma sens - jeśli ktoś chce poczekać, bo kolega BYŁ na miejscu i nie mógł opuscic tego pokoju nie pojawiając się w naszym wspólnym, wiec nie mogło się zdarzyć, że wyszedłby niepostrzeżenie nie zauważywszy babki nań czekającej. Uwazałam, ze ma sens, bo spotkanie już trwało chwilę i z doświadczenia wiem, że dłużej niż godzinę takowe nie trwają jednorazowo, co zresztą się sprawdziło smile Natomiast wyraxnie powiedziałam, ze NIE WIEM dokładnie ile jeszcze możne potrwać - mogło 10 min. mogło 30. Jesli ktoś nie może poczekać pół godziny, to nie może i ma inne opcje do wyboru, którego dokonuje sam.
              Gdyby kolega pojechał w teren, poszedł na sesję RM np. to na pytanie pani, czy może zaczekać powiedziałabym, ze może, ale sensu to nie ma, bo kolega może przyjść za 3 godz. albo już w tym dniu wcale.
      • minniemouse Re: Scena z banku - podobna? 09.12.14, 07:21
        ale ta sytuacja przypomniała mi te z moim kolega i panią.

        Waszym zdaniem któraś z kasjerek powinna wejść do tego pokoju i powiedzieć pani obsługującej klienta ze jest kolejny - zdenerwowany inwalida i ....?


        no ale temu panu nikt nie proponowal aby usiadl i czekal, Koro.
        pan sam usiadl i czekal.
        inna sprawa ze pan zachowywal sie irracjonalnie, podobniez jak i 'twoja' pani ,
        co wielokrotnie i wiele osob podkreslalo (niezaleznie od tego jak ty zalatwilas z nia sprawe).

        poza tym, wybacz - ale nie ma porownania miedzy wasza redakcja a bankiem.


        Minnie
        • kora3 Re: Scena z banku - podobna? 09.12.14, 07:26
          dlaczego nie ma p[orównania ?
          ja ppowiedziałam, że kolega ma zamknięte spotkanie, a tu pan sam widział, ze pracownica banku obsługuje klienta.
          jak idziesz do banku i nie możesz być obsłuzona od reki, to bank proponuje ci ...zaczekanie - po to sa m.in. siedzenia w tymze banku. Jak z każdej propozycji możesz z tego skorzystać, albo - nie
          • ten_azorek Re: Koro, 09.12.14, 11:01
            Koro...mnie tam zaimponowałaś...Wszystko spokojnie - i z tą babą i tu na forum, gdzie rozmaite mądre główki dość obcesowo tłumaczą ci co POWINNAŚ BYŁA zrobić.

            Dziękuję za życzenia zdrowia smile Mój kręgosłup wytrzymał w życiu wiele - konie, upadki, wypadek samochodowy...Nie wytrzymał rowerzysty, który sobie jechał po przejściu dla pieszych, manewrował między ludźmi i wjechał mi w plecy. Po czym zwiał...
            Było ciężko,ale każdemu, kto miał jakiś taki problem dam radę - chodzić. Płakać i chodzić. Kilometry.
            Pzdr
            smile
            • kora3 Re: Koro, 09.12.14, 11:11
              Dzięki smile
              Mój śp. Tato miał problemy z kręgosłupem, który w jego przypadku też wiele przeszedł sad stąd wiem, co to jest. Będzie dobrze!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka