Dodaj do ulubionych

Dylemat specjalisty

22.03.15, 10:44
Pewną panią odwiedziła mieszkająca na stale gdzie indziej córka z męzem i swoim dzieckiem. Babcia jest wnukiem zachwycona i chętnie prezentuje go znajomym np. spotkanym podczas spaceru. Dziecko ma około 6 lat i jest opóźnione w rozwoju - dlaczego trudno dociec. Nie ma cech porażenia mózgowego, ani żadnej wady powszechnie znanej (np. zespołu Downa), ale opóźnienie gołym okiem widać: dziecko mówi b. nieskładnie jak na 6-latka, nie buduje pełnych zdań, w zasadzie wypowiada się na poziomie ok. 3-letniego dziecka. Nie potrafi się samo ubrać, nie umie samo jeść. Jest przy tym sprawne ruchowo. Babcia zdaje się nie zauważać problemu. Oczywiście otoczenie także udaje, że wszystko jest ok. Poza jedna osobą, która niepytana o zdanie, po zachwytach babci nad wnuczkiem podczas przypadkowego spotkania stwierdziła wprost do babci, z przykro, ale dziecko jest opóźnione. Stało się to w 4 oczy z babcią, ale ta innym osobom o tym powiedziała. W czym problem? Ano w tym, ze teraz babcia w obecności tej osoby powołuje się na opinię innych osób, które widziały jej wnuka i mają potwierdzać, ze on się normalnie rozwija. Wśród tyh osób jestem m.in. ja, ale ja mam łatwo: "Tak, widziałam Twego wnusia Kasiu, uroczy chłopiec" "No widzisz, a Basia mówi, że z nim coś nie tak!" "N wiesz, ja tam się na dzieciach specjalnie nie znam, jak wiesz swoich nie mam..." Ale w otoczeniu jest też pani, która jest specjalistka w dziedzinie pracy z dziećmi niepełnosprawnymi, także intelektualnie. No i jest ona w kropce, bo z jednej strony nie chce robić babci przykrości, a z drugiej zrobi ze siebie idiotkę, jeśli potwierdzi, że z dzieciakiem wszystko ok, bo przecież nawet laik typu ja WIDZI, że nieoksad
Znajoma się wykręca "Kasiu, ja jestem w temacie, ale taka diagnoza wymaga badań, obcowania z dzieckiem, a nie miałam okazji zbyt długo z Twoim wnukiem..." ale babcia nie odpuszcza: "Ależ Ani, nikt nie mówi o jakichś szczegółach. Po prostu powiedz Basi, że mój wnuk nie jest opóźniony, jak jej się zdaje..."

Jasne, ta znajoma babci nie powinna wcale wspominać jej o swoich spostrzeżeniach niepytana, ale babcia też robi źle wywlekając to i powołując inne osoby do wydawania opinii w jej pojęciu słusznej. Jak zachowalibyście się na miejscu tej znajomej - specjalistki?
- potwierdzili co chce babcia
- wykręcali się nadal (trudne, bo babcia bezpardonowo naciska)
- powiedzieli prawdę
- poprosili babcie na osobności, żeby zaprzestała tego, co robi - bezskuteczne, już byłosad
?
Obserwuj wątek
    • vi_san Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 10:58
      Chyba powiedziałabym coś w rodzaju "Przykro mi, ale jako specjalista nie mogę się wypowiadać bez szczegółowej analizy, badań itp. Właśnie dlatego, że jestem specjalistą. Nie zmuszaj mnie do zachowań nieetycznych, czyli wydawania nieprofesjonalnej opinii w nieprofesjonalny sposób. Laik może. Laik może powiedzieć "Kaszlę jak owca", lekarz ZBADA pacjenta i orzeknie "to bronchit". Ale nie powie tego na podstawie spotkania na klatce schodowej czy trzech minut rozmowy na spacerze." Albo coś w tym rodzaju.
      Inna kwestia, że owa "specjalistka od dzieci" WIDZĄC opóźnienie wspomnianego wnuczka mogłaby zaproponować spotkanie "w celu diagnozy" - nie z babcią a z rodzicami dziecka - bo może faktycznie ten maluch ma jakąś dysfunkcję a z tego co wiem w takich sprawach im szybciej się zdiagnozuje tym lepiej? Tak zupełnie abstrahując od problemu sv, a licząc się z autentycznym problemem dziecka i jego rodziców...
      • allegra1002 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 11:07
        No więc otóż to. Prawdziwy fachowiec nie będzie ani potwierdzał ani zaprzeczał, bo profesjonalizm mu na to nie pozwoli.I nawet nie trzeba się specjalnie "gimnastykować" z wymówkami.Nawet jak babcia będzie naciskać na diagnozę, nie da rady jej wymusić. Bo stwierdzenie "niestety nie jestem w stanie wydać opinii" jest nie do przebicia. Ta osoba może jedynie dać radę by dziecko przebadać, i tyle.
        A inna sprawa: skąd znajomi w około mają takie informacje, że to dziecko jest opóźnione w rozwoju? skoro dzieciak nawet u babci rzadko przebywa? skąd wiedzą że nie potrafi samodzielnie jeść, ubrać się itp.? Może ktoś "życzliwy" puścił w obieg złośliwą plotkę?
        • kora3 Do Allegry 22.03.15, 11:24
          Nie, niestety nie jest to żadna plotka Allegro. To, ze dziecko JEST opóźnione dostrzega nawet taki laki, jak ja. Mam siostrzeńca w adekwatnym wieku, moje koleżanki mają dzieci w zbliżonym do jego wieku, sama widziałam jak zachowywała się moja siostra w tym wieku, pamiętam jak ja. Dziecko mowi na poziomie średnio rozgarniętego 3 -latka. ( Monosylabami, piskami, nie umie sklecić poprawnie zdania, nie umie odpowiedzieć na proste pytania. Bywa z babcią np. w kawiarni i babcia musi je karmic - nie chodzi o konieczność pokrojenia czegos trudnego do pokrojenia, a o karmienie łyżeczkąsad Musi też je ubrać i rozebrać - z kurtki, czapki, szalika. Dziecko w tym wieku, mam na myśli standardowe, UMIE takie rzeczy robić samo
      • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 11:13
        No i właśnie kolezanka tak próbuje się "wykręcać", ale bezskutecznie, bo sytuacja się powtarza.
        Co do Twej uwagi - nie wiem na ile owa kolezanka zna rodziców dziecka, raczej chyba niewiele, bo nie jest z babcią blisko bardzo. Moim zdaniem rodzice ci sa świadomi problemu, bo trudno uwierzyć, ze ludzie wykształceni nie dostrzegają, iż dziecko nieprawidłowo się rozwija. Poza tym dziecko z tego co słyszałam chodzi przedszkola, wiec tam na pewno zwrócono im uwagę na opóźnienie syna. Dla mnie dziwne jest "zaćmienie" babci - przecież to osoba, która wychowała 2 dzieci i wie z doświadczenia jakie umiejętności powinno posiadać 6-letnie, przeciętnie się rozwijające dziecko. Jasne, nie widuje wnuka zbyt często, ale to jest raczej wiedza standardowa u osoby, która sama ma dzieci, a także ma styczność z innymi dziećmi np. wnukami swoich kolegów i koleżanek. Ja nie mam dzieci, ale przecież pamiętam, ze jako 6- latka chodziłam już do zerówki, sama się ubierałam, umiałam się wypowiedzieć skladnie itd. Pamiętam też, ze moja siostra podobnie. Widzę też po moim siostrzeńcu i dzieciach koleżanek jak mniej więcej zachowuje się przeciętnie dziecko w tym wieku.
        Pewnie, ze sa dzieci smielsze i mniej śmiale, sprawniejsze intelektualnie i mniej ale w normie, ale to dziecko w normie nie jest. To widać na pierwszy rzut oka po kilkuminutowym obcowaniu z nim sad
        • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 11:38
          W babci 'zacmieniu' nie ma nic dziwnego - babcia nie chce aby jej wnuk byl opozniony, chory, inny
          i odrzuca wszelkie sygnaly ze cos moze byc nie tak. to jest jak najbardziej zrozumiale zachowanie - denial - zanegowanie, zaprzeczenie.

          wrecz dowrotnie, babcia domaga sie potwierdzenia ze wnuk jej normalny i wszystko jest w porzadku. Ostatecznie to rodzice decyduja jak i co naprawde jest z dzieckiem, kto i co ma o tym do powiedzenia babci.
          Wiec ja bym sie zadnym wypadku nie wtracala co i jak ktokowliek poza nimi ma babci powiedziec, a juz na pewno ja nie uswiadamiac.
          gdy babcia mowi cos w stylu "prawda ze fajny?" odpowiadasz "tak, Mareczek jest bardzo fajny"
          "no widzisz, a Barbara powiedziala ze z nim jest cos nie tak" -mowisz - "nie wiem czemu Barbara tak powiedziala". i babci to wystarczy a ty raz ze nie klamiesz bo Mareczek jest fajny, i ty nie wiesz dlaczego Barbara tak powiedziala.

          W takich przypadkach SV wymaga zdecydowanie trzymac sie z ciekawoscia i ingerencja z daleka. takt, takt, takt i jeszcze raz takt, i nie wtracanie sie w nie swoje sprawy jest tu zasada.

          Minnie
          • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 11:46
            Minnie, a ja gdzies napisałam, ze mam zamiar ingerować, albo ktokolwiek taki zamiar ma? Na uwagi babci odpowiadam neutralnie "uroczy chłopiec", na jej naciskanie, bym postawiła "diagnozę" zgodną z jej oczekiwaniami odpowiadam, że ja tam się nie znam i cześc.
            To Vi zasugerowała, ze MOZE koleżanka specjalistka powinna zasugerować rodzicom przebadanie dziecka. Nie jestem przekonana, bo o ile ich zna to raczej słabo, a moim zdanie4m sa oni też swiadomi opóźnienia u syna. Babcia ma pewnie syndrom wyparcia, jak zauważasz.
        • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 11:53
          Dziwne byloby gdyby w takiej sytuacji chłopiec nie był jeszcze zdiagnozowany. Rzecz w tym, że rodzice nie muszą babci mowić wszystkiego. Zresztą niemożliwe, żeby babcia sama niczego nie zauważyła. Ona wie, ale nie chce, żeby wiedzieli wszyscy. Dlatego nie powinno sie robić takich uwag, na jaką pozwoliła sobie ta 'szczera' koleżanka. Gdyby dziecko było np. bardzo otyłe, to też powiedziałaby o tym głośno? Po co?
          • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 12:00
            Ależ to, ze tata osoba zachowała się niegrzecznie Matii nie podlega dyskusji. Nikt jej nie pytał o "zdiagnozowanie" dziecka, to i powinna jak reszta udawać, ze niczego nie dostrzega i czesc.
            Zrobiła to co prawda w 4 oczy z babcią, ale to bez znaczenia. Niemniej babcia to sama "wywlekła" - powiedziała o tym innym niepotrzebnie i teraz tych innych nagabuje w temacie.
            • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 12:13
              Babcia 'wywlekła' bo bardzo ją to dotknęło. Poza tym obawiała się pewnie, że koleżanka rozpowszechni wśród znajomych swoje spostrzeżenia. Woli, mieć nad tym kontrolę.
            • droch Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 20:21
              > Ależ to, ze tata osoba zachowała się niegrzecznie Matii nie podlega dyskusji.

              Podlega. Dobro dziecka jest cenniejszą wartością niż dobre samopoczucie babci.
              • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 10:48
                droch napisał:

                > Podlega. Dobro dziecka jest cenniejszą wartością niż dobre samopoczucie babci.<

                Tu nie chodzi o samopoczucie babci, ale o granice tego, co wolno osobom postronnym. Gdyby owa Basia widziała, że dziecku dzieje się krzywda, że jest np. bite, poniewierane, albo zaniedbane wychowawczo, to jej obowiązkiem byłoby zareagować. W tym przypadku nie ma powodu do żadnej interwencji, a "diagnoza" nie miała za cel zwrócenie uwagi Babci na problem, ale (moim zdaniem) wypłynęła z powodu bezmyślności albo złośliwości. Tu nie ma nawet mowy o dobru dziecka.
                • droch Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 15:02
                  Ja w głowie Basi nie siedzę, więc nie wypowiem się tak kategorycznie, co miała ona na myśli. Zazwyczaj zakładam, że ludzie mają dobre intencje.
                  Z zachowania babci Basia miała pewne przesłanki, aby wnioskować, że dziecko nie jest poddawane terapii. Co niewątpliwie byłoby zaniechaniem czyniącym krzywdę dziecku.
                  Uważam, że ignorowanie takich sygnałów to znieczulica. Może nie taka sama, jak zatykanie uszu na krzyki za ścianą, ale jednak - znieczulica.
                  • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 01:04
                    droch napisał:

                    > Uważam, że ignorowanie takich sygnałów to znieczulica<

                    Jakich sygnałów? Jak zobaczysz znajomego z krostą na nosie, to też go o tym poinformujesz, czy jednak nie, bo zdajesz sobie sprawę z tego, że krostę sam widział przy porannym goleniu?

                    > Z zachowania babci Basia miała pewne przesłanki, aby wnioskować, że dziecko nie jest poddawane terapii.<

                    Jakie przesłanki? Dziecko przyjechało do babci w odwiedziny. Na co dzien mieszka daleko, babcia nie przebywa z wnukiem ani stale, ani nawet często. Jeżeli dziecko jest poddawane terapii to babcia wcale nawet nie musi o tym wiedzieć, to sprawa rodziców, ktorzy może babci nie informują o problemie bo np. nie chcą jej martwić. A może powiedzieli o (ewentualnej) terapii, ale babcia nie czuje potrzeby informowania o tym znajomych? Jednego jestem pewna, jezeli dzieje się coś niepokojącego, to babcia to widzi. Sama jestem babcią od prawie pięciu lat. Zapewniam Cię, że od tego człowiek nie staje się zaślepionym, wręcz przeciwnie. Zwraca się większą uwagę na zachowanie dzieci w podobnym wieku, bo się cały czas mimowolnie porównuje - co moje potrafi, w czym jest 'lepsze czy gorsze'.

                    > Zazwyczaj zakładam, że ludzie mają dobre intencje<

                    Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane smile
                    • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 01:43
                      Nie jestem przekonana co do tego zdania: "Jednego jestem pewna, jezeli dzieje się coś niepokojącego, to babcia to widzi."
                      Jeśli tak jest to dlaczego babcia wciąż nagabuje znajomą specjalistkę by wszem i wobec, przy ludziach, potwierdzała, że z dzieckiem jest wszystko w porządku.

                      Zgadzam się z dużą częścią Twojej wypowiedzi, ale tutaj mam poważne wątpliwości.
                      • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 02:44
                        To, że musi widzieć, wydaje mi sie oczywiste. Przecież ma jakiś kontakt z dziecmi w tym wieku, chociażby na placu zabaw, więc nie może nie dostrzegać różnicy. Jeśli wierzyć Korze, a nie ma powodu nie wierzyć, to dziecko znacznie odstaje od rówieśników. Miłość do wnuka jest przeogromna, ale nie zaćmiewa rozumu.
                        Dla mnie wytłumaczenie tej dziwnej sytuacji jest jedno - babcia nie chce, żeby w kręgu znajomych rozeszło się, że jej wnuczątko jest 'gorsze' od innych dzieci. A tak mogłoby się stać, bo skoro Basia powiedziała jej w oczy, to co musi mówić do innych? Po to potrzebuje "słownego zaświadczenia" od koleżanki - fachowca, zeby zamknąć znajomym droge do spekulacji na ten temat. Liczy nie na diagnozę, ale na życzliwą pomoc w obronie wnuczątka. Przy tym ma nadzieję, że inni nie dostrzegli tego, co Basia, skoro się nie wypowiadają. Moim zdaniem nie stałoby się nic złego, gdyby koleżanka-specjalistka powiedziała coś w rodzaju: "ja nie dostrzegłam niczego niepokojącego" Jej autorytet w niczym by nie ucierpiał, ukoiłaby serce babci, a dziecko by na tym nie ucierpiało, bo nie babcia je wychowuje tylko rodzice, ktorzy jako jedyni wiedza dokładnie co i jak.
                        • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 02:48
                          Przeczytaj mój post niżej o ojcu 18 letniego syna, ciężko chorego od urodzenia.
                          Siła wyparcia rodziców jest tak ogromna, że trudno w nią uwierzyć, jak się nie widziało na własne oczy.
                          Babcię też może dotknąć.

                          Na miejscu pani fachowca nigdy bym nie powiedziała, że nie dostrzegam niczego niepojącego, gdyby było inaczej.
                          Takie kłamstwo może mieć naprawdę bardzo negatywne skutki.
                          • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 13:42
                            pani.jezowa napisał(a):

                            > Przeczytaj mój post niżej o ojcu 18 letniego syna, ciężko chorego od urodzenia.<

                            Czytałam i wierzę, że tak było. Co gorsza wiem, czym to mimo wszystko może się skończyć. W swoim bliskim otoczeniu mam mocny dowód na to, że nie zawsze działa tu mechanizm wyparcia. Przyjaciele moich rodziców mieli córkę, jedynaczkę, moją rówieśnicę. Dziewczyna niepelnosprawna intelektualnie w stopniu umiarkowanym, przy tym bardzo ladna. Rodzice byli w stanie zrobić dla niej wszystko, niestety niewiele się dało. Mieli dużo pieniedzy i nie żałowali na leczenie, nawet zagraniczne (w tamtych czasach!). Gdy dziewczyna dorastała i poczuła "wolę bożą" stała się okropna, biegała za chłopakami, znikała z domu na kilka dni a potem sie np. okazywało, że mieszkała w tym czasie u jakichś mężczyzn i była wykorzystywana seksualne. Nic dziwnego, że zdesperowani rodzice zgodzili się na ślub z pierwszym, ktory wyraził na to ochotę. Jak napisałam rodzice byli bardzo zamożni a dziewczyna bardzo ładna, więc kandydat sie trafił - chłopak wychowany w domu dziecka, odbywający służbę wojskową w jednostce, w której ojciec dziewczyny był pułkownikiem. Ten ślub, to było coś w rodzaju kontraktu - on zaopiekuje się żoną gdy rodziców zabraknie, za to będzie wiód życie w dostatku.
                            Nie przewidzieli tylko jednego, tego, że gdzie drwa rąbią, tam drzazgi lecą. W stosownym czasie dziewczyna urodziła synka. W chwili, gdy okazało się, że zamiast kaszką manną nakarmiła go gotowaną przez 10 minut kaszą jęczmienna, stało się jasne, że nie może sprawować opieki nad dzieckiem, bo mimo niewątpliwej miłości matczynej, jest dla synka zagrożeniem. Babcia musiała się ostro włączyć w życie młodych, niestety, zięć nie bardzo rozumiał dlaczego, więc zaczęły sie konflikty. Na dodatek nieszczęścia lubią chodzić stadami, więc to genetycznie obciążone dziecko, przed pierwszymi urodzinami zachorowało na ropne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Wszystko razem spowodowało, że (dziś 25-letni) chłopak ma IQ28. Dalej, żeby nie zanudzać, w wielkim skrócie - zięć nie wytrzymał, zrezygnował z wygodnego życia w pieknej willi na warszawskim Mokotowie, odszedł, gdy syn miał trzy lata, założył drugą rodzinę, ma drugie dziecko, zdrowe, ograniczył się do płacenia alimentów na chorego syna. Dziadek zmarł jakies 10 lat temu na raka, a matkę chłopaka trzy lata temu zabił pociąg. Chłopak został z babcią, która własciwie była mu matką. Babcia ma teraz ok. 80 i boi się umrzeć, nie wiedząc co stanie się z wnukiem. Jakies dwa lata temu zastrzeliła mnie pytaniem - jak mysle, czy Tomuś ma szansę na znalezienie żony, która w zamian za luksusowe życie zgodziłaby się zaopiekować nim po jej smierci.... Przyznam się, że mnie zamurowało, nie odpowiedziałam NIC! Tak więc to nie ogromna siła wyparcia powoduje, że rodzice, dziadkowie traca zdrowy rozsądek. Oni widzą i wiedzą, ale liczą na to, że jakoś się uda, że po ich śmierci ktoś się dzieckiem zaopiekuje. Byc może rodzice chłopaka, o którym wspomniałas, mięli podobne nadzieje.
                            • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 16:42
                              Strasznie smutna historia....
                              Co do przyczyn - bywa różnie. W historii opisanej przez Ciebie to nie jest wyparcie, w tej "mojej" było.
                              Tak czy inaczej to się na ogól nie kończy dobrze...
                              • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 22:41
                                Tak, strasznie smutna historia, tragiczna i niestety może nie mieć lepszego zakończenia. Babcia ostatnio jakby zrezygnowała z planów matrymonialnych ale wymysliła sobie, że musi poszukac kogoś, kto zaopiekowałby się wnukiem, w zamian za spory majątek. Jakikolwiek dom opieki nie wchodzi w grę, Tomuś powinien żyć w rodzinie. Dlatego rozgląda się za jakąś rodziną, a że własnej, bliskiej nie ma, więc szuka wśród obcych. Powinna to byc osoba młoda, żeby miała szansę przeżyć wnuka. Tomek jest ubezwłasnowolniony, jeśli babcia znajdzie odpowiednią osobe, to ta osoba przejmie całą władze nad chłopakiem, a babci już wtedy nie będzie, i nie będzie żadnej kontroli. Obawiam sie, że to się dobrze nie skonczy, domyślam się jaki może być finał takiej umowy. Bardzo mnie ta sytuacja niepokoi, nie raz już byłam zdecydowana na szczerą rozmowę, ale za kazdym razem zabrakło mi odwagi. Nie wiem co z tym zrobić.
                                • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 22:50
                                  nie wiem czy szukanie kogos kto sie nim zaopiekuje w rodzinie to dobry pomysl,
                                  moze zglosic sie ktos nieuczciwy kto poleci na pieniadze a potem i tak wywali do domu opieki - najtanszego, najgorszego.
                                  lepiej aby babcia zadbala zawczasu o dobry dom za swojego zycia,
                                  kiedy jeszcze ma kontrole sprawdzac czy dobrze sie nim opiekuja, oplacic extra pielegniarke
                                  tylko do niego.
                                  a tak, moze nagle umrzec i Tomek zostanie z majatkiem ale ubezwlasnowolniony i bez srodkow do zycia, zdany na laske i nielaske losu.

                                  Spisz sobie Matyldo co powinnas jej powiedziec, jakie masz argumenty i z taka lista porozmawiaj?


                                  Minnie
                                  • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 12:23
                                    Dokładnie tego się obawiam, o czym napisałaś. Wiem, ze najlepszym rozwiązaniem będzie dom opieki. Muszę się zorientować, popytać, żeby coś zaproponować jeśli dojdzie do rozmowy. Jakoś tak czuje się odpowiedzialna za to, co sie stanie z Tomkiem i nie daje mi to spokoju.
                        • vi_san Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 09:03
                          Rzadko kiedy się z tobą, Matyldo, nie zgadzam... Koleżanka - specjalistka absolutnie NIE MOŻE powiedzieć "Ja nie dostrzegłam niczego niepokojącego" - skoro DOSTRZEGŁA różne objawy, które mogą [acz nie muszą, być niepokojące. Nie może jako fachowiec. Może twierdzić, że właśnie dlatego, że jest fachowcem nie może wypowiadać się "ad hoc", bez badań itd. Może powiedzieć, że za mało czasu spędziła z dzieckiem, żeby się wypowiadać z pozycji autorytetu. Może powiedzieć, że najlepiej byłoby zrobić takie a takie badania i wówczas opinią lekarską zamknąć Basi buzię. Ale nie może powiedzieć, że nie dostrzega, iż dziecko "odstaje" od rówieśników...
                          • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 13:58
                            vi_san napisała:

                            > Rzadko kiedy się z tobą, Matyldo, nie zgadzam<

                            Ale zdaje się, że tym razem nie zgadzasz się słusznie. Może rzeczywiście nie powinna powiedzieć dokładnie w ten sposób. Tyle tylko, że jej opinia nie ma znaczenia innego, niż "towarzyskie". Babci chodzi nie o prawdę, ale o zamknięcie ust znajomym, którzy i tak swoje widzą. Chociaż, skoro nie badała dziecka, to i nie musiała dostrzec niczego niepokojącego. No, nie wiem... cokolwiek by powiedziała to i tak na stan dziecka nie wpłynie, a jako fachowiec zdaje sobie sprawę, że dziecko jest w tym wieku jest przebadane.
                            • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 16:45
                              Tylko wiesz, samo przebadanie nic nie daje.
                              na przykład skoro dziecko chodzi do przedszkola to miało badaną dojrzałość szkolną i być może była sugestia by rodzice poszli z nim do poradni psychologiczno pedagogicznej.
                              Tylko, że, nawet jeśli z tej poradni rodzice mają papier o odroczeniu nauki szkolnej, to jak chcą mogą go sobie na gwoździu powiesić. Nie mają obowiązku nikomu go pokazać, mogą zwyczajnie zapisać dziecko do szkoła i ta musi je przyjąć.

                              Więc jeśli (to tylko hipoteza) rodzice nie chcą widzieć, ze coś jest nie tak z dzieckiem to jeszcze jakiś czas mogą nie zobaczyć.
                              • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 21:37
                                To moze tak:
                                ~ dziecko z pewnoscia jest przebadane, niemozliwe aby do 6 lat w takim stanie nie bylo,
                                rodzice z pewnoscia wiedza co mu jest, jakie ma zlecone leczenie, terapie i jak sie nim trzeba zajmowac.
                                z pewnoscia tez w przedszkolu wychowawcy wiedza. poza tym, 6-letnie dziecko w przedszkolu? nie w zerowce, nie w normalnej szkole? i nikt by nic nie zauwazyl?, nie wiedzial? ejze.
                                cos mi tu nie pasuje.
                                w przedszkolu wnuczek pewnie ma specjalna asyste wychowawcza o czym nie wiemy, a nawet babcia moze nie miec pojecia.
                                Glownymi opiekunami dziecka sa rodzice - to oni decyduja o leczeniu, diagnozie, udzielaniu (lub nie) wszelkich informacji z tym zwiazanymi.

                                Babcia sie wnukiem tylko opiekuje, z opowiesci widac ze na temat kondycji i terapii wnuka nie wie nic a to co wie - wypiera.

                                natomiast Basia - ktorej nikt nie prosil - nie wiadomo po co wtraca sie w nie swoje sprawy, w dodatku nie do tej osoby co trzeba, zupelnie-nie-do-tej.
                                zrobila to na zasadzie ulicznego prostaka glosno pokazujacego na ulicy palcem
                                na kaleke: "o, zobaczcie jaki pokraczny karzelek!"

                                Jesli Basia juz koniecznie musiala "zyczliwe" "zadbac" o "dobro" wnuczka, powinna byla zwrocic sie do rodzicow dziecka, a nie rozstrajac nerwowo babcie, ktora i tak nic nie wie,
                                nie chce wiedziec, i tylko robi teraz krepujace zamieszanie.
                                to tylko ponowny i ponowny i ponowny dowod na to
                                jak rozwaznym trzeba byc KOMU i CO sie mowi. i PO CO.

                                Teraz, w zwiazku z zaistniala sytuacja, w dalszym ciagu nie wypada uswiadamiac ani mieszac w to jedynej osoby nie majacej zadnej kontroli nad leczeniem i terapia wnuka,
                                a ktora moze to cale wyjasnianie zle przezyc - czyli BABCI.
                                od tego sa rodzice, to do nich nalezy sie udac z wyjasnieniami (i to powinna zrobic owa nagabywana kolezanka),
                                (czyli zaczac od tego co zrobila Basia), zapytac czy wnuczek jest pod opieka lekarska
                                a jesli nie, to zasugerowac ze swojej profesjonalnej pozycji aby niezwlocznie to zrobic.
                                nawet mozna zaproponowac swoje uslugi.

                                A babcie, ktora juz to ogromnie przezywa, zostawic w spokoju.
                                Uswiadamianie babci co jest z jej wnukiem to zreszta obowiazek jej dzieci, nie obcych osob.

                                Minnie
                              • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 22:09
                                Wszystko prawda, ale w opisanej sytuacji nie ma najmniejszych podstaw żeby coś takiego zakładać. Dziecko wychowują rodzice, a ich opinii nie znanawet Korcia. Gdyby to oni twierdzili, że dziecko rozwija się prawidłowo, to inna sprawa, ale i tak nie dałoby się nic zrobić na siłę, podobnie jak z rodzicami, którzy nie chcą dzieci zaszczepić. Jeśli nawet udałoby im się umieścić dziecko w normalnej szkole, to życie natychmiast tę decyzję zweryfikuje. Tylko nie bardzo wiem dlaczego świadomie mieliby robic krzywdę własnemu synowi.
                                • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 00:15
                                  Dlatego napisałam, że to kwestia hipotetyczna, chodziło mi tylko o pokazanie, że to nie jest tak, że jak dziecko chodzi do przedszkola to na pewno jest zdiagnozowane, ma terapię, asystenta itd.
                                  Może tak nie być, chciałam to tylko pokazać.

                                  W opisanej sytuacji o tym jak jest z tym dzieckiem nie wiemy NIC.
                                  Znamy opis jego zachowania podany przez osobę postronną.
                                  I opis zachowania babci.
                                  I to wszystko, co wiemy.

                                  Nie mamy pojęcia co wiedzą rodzice, czy diagnozują, podają terapii, leczą, wożą na zajęcia czy wyparli, nie chcą widzieć, sami do tego doprowadzili, bo dziecko jest tylko rozpuszczone, a może problem leży w czymś innym zupełnie.
                                  Babcia może nie wie a może wie, ale nie chce by inni wiedzieli i stąd jej zachowanie.

                                  Mogę sobie na przykład wyobrazić, a z racji doświadczenia zawodowego bardzo łatwo mi takie coś do głowy przychodzi, że chłopczyk jest adoptowany, po traumie wczesnodziecięcej.
                                  Regres u takiego dziecka (nieumiejętność samodzielnego jedzenia, ubrania się, wymowa na etapie trzylatka itd) może być całkowicie zdrowym objawem wychodzenia dziecka z traumy. Bardzo pozytywnym.
                                  Choć dla laików to dziecko opóźnione.

                                  Oczywiście to tylko przykład, dość ekstremalny, ale chodzi mi o pokazanie, że my nie wiemy nic.
                                  Bo Autorka wątku takich informacji nie ma.
                                  Tylko gdybamy.

                                  Dlatego jedynie możemy doradzić co może zrobić nagabywana przez babcię specjalistka.
                                  O reszcie nie mamy pojęcia.
                                  • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 01:33
                                    pani.jezowa napisał(a):
                                    W opisanej sytuacji o tym jak jest z tym dzieckiem nie wiemy NIC.
                                    Znamy opis jego zachowania podany przez osobę postronną.
                                    I opis zachowania babci.
                                    I to wszystko, co wiemy.


                                    no, wiemy jeszcze tyle ze wnuczek u babci BYWA, nie jest pod jej stala opieka, to najwazniejsze.
                                    zatem babcia nie jest jego glownym opiekunem, i nie do babci nalezalo sie zwracac, jak widac, z uwagami na temat dziecka. to tylko ja zdenerowalo i zaburzylo jej spokoj, teraz jest roztrzesiona i jak rowniez widac naiwnie probuje "naprawic" sytuacje -"powiedz Basi".
                                    juz samo zachowanie babci wyraznie wskazuje ze nie jest odpowiednia osoba aby sie tym zajmowac (jak wyjasnianie co wnukowi jest i zaprowadzac go do specjalisty, )
                                    i tym bardziej nie powinno sie niczego babci tlumaczyc ani wyjasniac, tylko jesli juz to dostac sie do rodzicow a rodzicow obowiazkiem jest wyjasniac to babci - swojej wlasnej rodzinie.
                                    tez tylko tyle chcialam powiedzic.
                                    btw rozumiem ze moze i tak byc ze 'mimo ze w przedszkolu...' itd,
                                    ale to sa raczej rzadkie przypadki, na ogol dzieci z jakimikolowiek problemami jak najwczesniej sa badane i dagnozowane, no przeciez.

                                    Minnie
        • vi_san Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 12:57
          To poradź koleżance - specjalistce, żeby się nie wykręcała, tylko za każdym razem powtarzała jak mantrę, grzecznie i do skutku, że ona, jako specjalista i fachowiec nie może zachować się nieetycznie i wystawiać diagnozy bez badania, obserwacji czy jak to tam określić. Bo o ile laik może sobie oceniać "bo widzi", o tyle ona nie podważy swojego autorytetu, swojej zawodowej wiedzy wdając się w "diagnozy" cioci - kloci na kuchennych schodach. Bo byłoby to zachowanie nieetyczne i nieprofesjonalne. Koniec, kropka. Jeśli babcia powtarza prośbę - powtarzać do bólu zębów w kółko "apiać" to samo.
          Jak słusznie zauważyły dziewczyny - rodzice dziecka zapewne wiedzą o niewłaściwym rozwoju dziecka [skoro chodzi do przedszkola opiekunki na pewno poinformowały o zaobserwowanych nieprawidłowościach!] i zapewniają w miarę możności korektę [leczenie, terapia?], a ze strony babci to wyparcie i nie przyjmowanie do wiadomości złych faktów.
          • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 13:25
            Ale Vi - pisałam w 1 poście - ona się tak wykreca - że nie miała okazji poobcować z dzieckiem na tyle, by się na ten temat wypowiadać z pozycji zawodowej. To JEST wykręt, bo nie tylko osoba zawodowo z dziecmi obeznana, ale kompletny laik, jak ja np. WIDZI, ze dzieciak jest opóźniony.
            Jak wspomniałam, jestem przekonana, ze rodzic dziecka sa tego świadomi, a babcia także tylko ona to wypiera.
            T jest smutne i przykre, ale stawia innych w niezręcznej sytuacji
            • vi_san Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 13:52
              Babcia nietaktowna - trudno polemizować. Namolne domaganie się potwierdzenia własnej opinii nijak się nie mieści w sv.
              Natomiast ot nie jest wykręt - koleżanka jako specjalista nie może po króciutkim spotkaniu powiedzieć, czy dziecko jest opóźnione w rozwoju, czy ma jakąś konkretną dysfunkcję, z czego to wynika [bo może z przyczyn fizycznych - problemy tarczycowe, a może innych]... I właśnie laik WIDZI, że dziecko jest opóźnione w rozwoju, specjalista, występując niejako z pozycji autorytetu, musi swoją opinię czymś poprzeć. I nie "każdy widzi", tylko "na podstawie trwającej tyle a tyle obserwacji i wyników zleconych badań X, Y i Z mogę powiedzieć, że dziecko...". Jeśli by wydała opinię na podstawie "każdy widzi" to byłaby d... nie fachowiec.
              A babcię można też "przyhamować" stwierdzeniem - Basia myśli że Mareczek jest opóźniony w rozwoju? A czy ktoś poza nią tak twierdzi? Jak nie, to kichaj na opinię Basi. - i tyle. Może za jakiś czas babcia zapomni, albo pogodzi się z innością wnuka i wówczas "problem" upadnie?
              • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 14:05
                Vi - czy czytałaś post początkowy? Oczywiście, że kolezanka byłaby de a nie specjalista, gdyby stawiała jakieś diagnozy po krótkim widzeniu się z dzieckiem i tez babcia nijakiej diagnozy nie oczekuje. babcia oczekuje, iż kolezanka POTWIERDZI, że dziecko opóźnione nie jest. Tymczasem kolezanka tego potwierdzić nie może, bo dziecko opóźnione JEST - ewidentnie. Dlaczego, co jest tego przyczyną - czy problem jakiś neurologiczny, czy genetyczny, czy hormonalny, czy to jest odwracalne - to już faktycznie może ocenić tylko fachowiec po badaniach i sesjach z dzieckiem. Ale jak wspmniałam babcia nie diagnozy oczekuje jakiejś, tylko potwierdzenia, ze dzieciak nie jest opóźniony, a to nieprawda. Jest i nie trzeba być nijakim specem, by to stwierdzić. To jest tak, jakbyś WIDZIAŁA, że ktoś ma krótszą nogę - obiektywnie. Nie dochodzisz dlaczego- czy chorował na coś, czy miał wypadek, czy się taki już urodził - tego nie musisz wiedzieć,ani nie musisz być ortopedą, żeby widzieć, że jedna nogę ktoś ma krótszą, prawda?
                • vi_san Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 14:53
                  Czytałam nie tylko początkowy, ale i całą resztę. smile
                  Toteż koleżance doradziłabym do bólu zasłanianie się etyką i niemożnością oceny po zbyt krótkim kontakcie. Na zasadzie "Jako specjalista nie mogę się wypowiadać, bez badań, dłuższych obserwacji czy temu podobnie.". I wiem, że babcia nie oczekuje diagnozy, choćby dlatego, że jej zdaniem jest wszystko w porządku.Zamiast "diagnoza" wstawić "opinia" i też będzie dobrze.
                  Ja jako laik mogę powiedzieć "Adam kuleje, bo ma jedną nogę krótszą." Lekarz - do u...śmiechniętej śmierci może powtarzać, że "nie może wystawić opinii", że "wymagałoby to zbadania i poważnej diagnozy", że "być może wcale nie ma nogi krótszej a tylko skręconą pod nietypowym kątem stopę" itp.
                  • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 15:09
                    Vi, ale lekarz bez żadnych badań TAKZE widzi, ze ktoś kuleje - prawda? Na pytanie czy X kuleje trudno byłoby lekarzowi, który X widział odpowiedzieć "Nie mogę wydać opinii bez dokładnych badań i wywiadu z pacjentem"smile - to przecież absurdalne - albo ktoś kuleje, albo nie - dlaczego kuleje to już odrębna sprawa: lubi, symuluje, boli go, ma jakąś wadę nogi.
                    Tu jest sytuacja taka sama, ze dziecko jest opóźnione każdy widzi, dlaczego i jak bardzo odwracalnie mógłby ocenic tylko specjalista i to po badaniach/sesjach z dzieckiem. Ale od specjalisty babcia oczekuje właśnie opinii, ze nie jest, wiec specjalista zasłania się zbyt nikłym kontaktem z dzieckiem. Jednakowoż to babci nie zadowala - chce żeby specjalistka, która w temacie jest autorytetem potwierdziła wobec owej Basi, że dziecko nie jest opóźnione. Wykręty koleżanki sa na miejscu, ale chyba masz swiadomosc, ze nikogo łącznie z ta Basią nie przekonują, babcia doskonale zdaje sobie z tego sprawę i dlatego napiera na koleżankę, by wydała opinię w stylu "czy X kuleje" - oczywiście zbiezną z jej oczekiwaniami.
                    • vi_san Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 15:43
                      O tyle nie masz racji, że opóźnienie rozwojowe, w przeciwieństwie do kulawości, to cały zespół objawów, z których jedne mogą potwierdzać, inne wykluczać diagnozę opóźnienia. Ewentualnie mogą być wieloznaczne. I koleżanka specjalistka może dowolnie długo zasłaniać się nikłym kontaktem z dzieckiem, bo np. nieumiejętność ubierania - rozbierania - może wynikać z zaburzeń ruchowych, może być skutkiem np. wcześniejszej kontuzji, a może też być efektem wcześniejszego posiadania służby, która dziecko ubierała i rozbierała niby lalkę [przykład literacki panna Mary, z "Tajemniczego ogrodu"]... Nieumiejętność wysławiania - może wynikać z opóźnienia, a może być skutkiem nieśmiałości dziecka i np. dotychczasowym mieszkaniem za granicą i słabej znajomości języka polskiego? I tak właściwie z każdym opisanym przez ciebie symptomem. MOŻE świadczyć o jakimś opóźnieniu rozwojowym, ale wcale nie musi o nim świadczyć - specjalistka absolutnie nie powinna wdawać się z babcią w dyskusje, czy wnuk jest czy nie jest. Ucinać krótko, że jako fachowiec nie może się wypowiedzieć bez dokładnych i szczegółowych badań/dłuższego czasu spędzonego z dzieckiem/ obserwacji itd. Jeśli babcia będzie się upierać - koleżanka powinna to powtarzać dopóki babci się nie znudzi.
                      Argumenty nie mają przekonać Basi [która już udowodniła, że jest osobą dość gruboskórną wyrywając się z opiniami o które nikt nie prosił], tylko babcię. Chyba, że do męczącej babci dołączył drugi głos w postaci Basi, która domaga się potwierdzenia swojej wersji. Wówczas zaleca koleżance specjalistce trzaśnięcie drzwiami i wymianę znajomych na mniej męczących. smile
                      • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 15:57
                        No i powtarza Vi. Co natomiast do Twoich argumentów - dziecko jest jak pisałam sprawne ruchowo, nie korzystało ze służby, mieszka od urodzenia w Polsce z rodzicami Polakami. Nie jest też nieśmiałe, jest wręcz chwilami żywiołowe. ono po prostu nie potrafi się wysłowić. To nie jest niesmiałek w stylu znanym chyba nam wszystkim, kiedy dziecko unika rozmowy z nieznajomymi osobami, wstydzi się i mówi co ma do powiedzenia np. babci, mamie, tacie, czy wujkowi na ucho. To dziecko stara się cos powiedzieć, ale nie potrafi - zwyczajnie.
                        • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 20:08
                          Ale widzisz, samo to, co piszesz nie jest jasne.
                          Dziecko może mieć problemy z mową i nie być opóźnione w rozwoju.
                          To, że laikom wydaje się to jednoznaczne wcale nie znaczy, że takie jest.
                          Specjalista może to widzieć inaczej.

                          Ty sama w jednym miejscu piszesz, że dziecko jest całkowicie sprawne ruchowo a w innym, że jest karmione, ubierane.
                          A przecież przyczyną karmienia i ubierania może być nadopiekuńczość dorosłych, ale mogą nią być i problemy dziecka, na przykład z mała motoryką lub jakaś choroba powodująca drżenie rąk.

                          Tylko specjalista może to określić.

                          Wam się wydaje, że dziecko jest opóźnione "bo to każdy widzi".
                          Specjalista musi zbadać, nie zobaczyć.
                          • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 23:32
                            Pani Jezowa, to co piszę jest prawdą. dziecko jest sprawne ruchowo, potrafi chodzić sprawnie, biegać, pokazywać na przedmioty itd. Jeśli ma zaburzenia małej motoryki, to coś jest nie tak, prawda? Dziecko nie wykonuje czynności, które normalnie w tym wielu wykonuje, zatem jest opóźnione. Podobnie z mową - nieważne z czego to wynika, ważne, ze jest. Np. córeczka mojej koleżanki, która jest niewidoma od urodzenia jest całkowicie sprawna intelektualnie, ale OPÓŹNIONA w stosunku do rówieśników w rozwoju psychomotorycznym z racji tego, ze niepełnosprawność nie pozwala jej na pełne poznawanie otoczenia w stopniu, w jakim poznają je widzące dzieci.

                            - - Korcia
                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                            • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 23:46
                              Ależ ja Cię nie posądzałam o pisanie nieprawdy, przepraszam jeśli to tak zabrzmiało.
                              Chodzi mi o to, że dla niefachowca w danej dziedzinie bardzo często wiele rzeczy jest jasne i oczywiste. Fachowiec jednak musi zbadać, często skonsultować by wydać opinię wiarygodną.

                              Na przykład to, że dziecko samo nie je nie musi wynikać z opóźnienia.
                              Ono może umieć jeść. A babcia może to robić za nie z różnych powodów.
                              Znam siedmioletnią dziewczynkę, którą rodzice karmią.
                              Jak nie am rodziców doskonale sama je, potrafi, jest sprawna.
                              Ale manipuluje rodzicami a oni się dają.
                              Widząc sam pojedynczy objaw lepiej jest nie wyrokować.
                              • kora3 Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 15:15
                                Dobra, jeszcze raz. Pani Jezowa - WG MNIE 6-latek, który:
                                - nie umie sam jeść poprawnie - jeśli ma to robić sam robi to rekoma bez uzycia sztućców i ma problem trafic sobie do ust
                                - nie umie sam się ubrać - nie potrafi trafić reką w rękaw kurtki
                                - nie umie powiedzieć normalnie czego chce pełnym zdaniem tylko wydaje serię pisków i wskazań reka
                                - Nie umie powiedzieć jak ma na imię

                                JEST opóźniony. Wnoszę z obserwacji umiejetnosci i zachowań dzieci w adekwatnym wku - standardowych. Taka jest moja opinia. Niemniej zachowuję ja dla siebie w towarzystwie znającym dziecko i babcię a na naciski babci, bym zaprzeczyla iż jest opóźnione to dziecko wykręcam się nieznajomością dziecięcej tematyki.
                                • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 19:29
                                  Ale mnie masz pojęcia dlaczego, co się dzieje, czy dziecku coś dolega czy winne jest otoczenie. Widzisz tylko przejawy, samego problemu nie.
                                  Dlatego, o ile nie jesteś fachowcem w tej dziedzinie, nie wiesz co dziecku dolega.

                                  Babci odpowiadałabym, że się nie znam, a jeśli ma wątpliwości (skoro pyta to ma) to warto udać się do specjalisty.
                                • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 23:34
                                  kora3 napisała:
                                  Dobra, jeszcze raz. Pani Jezowa - WG MNIE 6-latek, który:
                                  - nie umie sam jeść poprawnie - jeśli ma to robić sam robi to rekoma bez uzycia sztućców i ma problem trafic sobie do ust
                                  - nie umie sam się ubrać - nie potrafi trafić reką w rękaw kurtki
                                  - nie umie powiedzieć normalnie czego chce pełnym zdaniem tylko wydaje serię pisków i wskazań reka
                                  - Nie umie powiedzieć jak ma na imię

                                  JEST opóźniony


                                  ale nie znasz sie na tym, prawda? pojecia nie masz w temacie.
                                  mimo to, zdecydowana opinie wydajesz.


                                  Rownie dobrze dla kogos niezorientowanego w temacie dyslektyk jest opozniony w rozwoju
                                  no bo ma 12 lat i jeszcze nie nauczyl sie czytac i pisac.

                                  Minnie
                                  • a.nancy Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 14:09
                                    > Rownie dobrze dla kogos niezorientowanego w temacie dyslektyk jest opozniony w
                                    > rozwoju
                                    > no bo ma 12 lat i jeszcze nie nauczyl sie czytac i pisac.

                                    OK, ale dyslektyka też warto jak najwcześniej zdiagnozować i zacząć nad nim pracować, prawda? więc sygnały od otoczenia, że dziecko odstaje od rówieśników, jakkolwiek nieprzyjemne powinny jednak zmotywować rodziców do wizyty w poradni. nawet jeśli to nic poważnego, dostaną wskazówki, jak dbać o jego rozwój.
                • a.nancy Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 14:03
                  na miejscu koleżanki zaproponowałabym wizytę w poradni - "tak na wszelki wypadek; jeśli zbada go specjalista i powie że jest OK, to Basi straci argumenty i będziecie mieli spokój".
    • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 11:48
      kora3 napisała:
      Ale w otoczeniu jest też pani, która jest specjalistka w dziedzinie pracy z dziećmi niepełnosprawnymi, także intelektualnie. No i jest ona w kropce, bo z jednej strony nie chce robić babci przykrości, a z drugiej zrobi ze siebie idiotkę, jeśli potwierdzi, że z dzieciakiem wszystko ok, bo przecież nawet laik typu ja WIDZI, że nieok

      Nie jest ani w zadnej kropce ani nie zrobi z siebie idiotki.
      ona w ogole nie ma obowiazku, a nawet absolutnie nie powinna tlumaczyc babci co za problem jest dzieckiem. raz ze to nieprofesjonalne jest diagnozowac dziecko ktore nie jest jej pacjentem, ktorego sie nie badalo, nie zna sie go jako pacjenta,
      dwa to nie jej zadna sprawa.
      jak juz pisalam, wymiguje sie od odpowiedzi taktownie, i tyle.

      Ale jesli az tak bardzo jej to przeszkadza ze babcia sie dopytuje, to niech zwroci sie do rodzicow aby porozmawiali z matka (babcia) , uswiadomili ja - ale po co starsza osobe, ktorej moze ciezko to bedzie przyjac, moze ja to zalamie - uswiadamiac?
      zeby znajoma nie miala klopotu?

      Minnie
      • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 11:57
        Minnie - nie wie na ile owa koleżanka zna rodziców dziecka. Obstawiam, ze raczej słabo, bo ja znając ową babcię lepiej niż ona córke jej znam z widzenia - wiem jak wygląda. Widziałam dziewczynę ze dwa razy z matką na miescie, wtedy już studiowała w innym, w którym po studiach została.

        Poza tym nie wiem skąd wzięłaś te "starsza osobę" Minniesmile Wg mnie kobieta, która ma 50 lat nie jest szczególnie sędziwa, może jednak ty uważasz inaczej smile
        Kolezanka specjalistka jest w zbliżonym wieku, więc sorry, ale mnie mocno rozbawiałaś w tym wcale niesmieszym ogólnie watku smile
        • allegra1002 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 12:30
          kora3 napisała:
          > Poza tym nie wiem skąd wzięłaś te "starsza osobę" Minniesmile Wg mnie kobieta, któ
          > ra ma 50 lat nie jest szczególnie sędziwa

          na hasło "babcia" pojawia się automatycznie skojarzenie.....starsza osoba wink . Tyle tylko że "starsza osoba" nie oznacza że to staruszka czy osoba w podeszłym wieku. Zależy też z jakiej pozycji kwalifikuje się "osobę starszą". Dla 15 latka, ktoś 50 letni , jest osobą starszą.wink .Teraz bywa, że w wieku 30 paru lat zostaje się dziadkiem i babcią wink . Kora nie sprecyzowałaś ile pani babcia ma lat , ale raczej "osoba starsza" nie jest jednoznaczne ze starawą babuleńką. wink
          • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 13:19
            Ale wiadomo, ze ani ja 15 lat nie mam, ani ta koleżanka specjalistka - to chyba oczywiste. Wiec dla nas pspa 50 lat nie jest osobą sędziwą, jak dla 15 latka. Pani babcia nie została też babcią w wieku 30 paru lat, a w wieku 40 paru. Niespecjalnie mnie dziwi coś takiego u osoby, która córkę urodziła w wieku 21 lat, a ta córka swoje dziecko w wieku 23 lat. Nie jest to może późny wiek na dzieci, ale nie jest jakiś ekstremalnie młody w obu przypadkach.
            Oczywiście Minnie nie mogła wiedzieć ile lat ma babcia, ale należałoby się spodziewać, ze raczej nie 70, zatem po prostu mnie ubawiło, że 52-letnia kolezanka - specjalistka powinna pomysleć o "starszej osobie"w postaci babci, która to starsza ehe osoba jest od niej 2 lata ...młodsza, a nie o swoje wygodziesmile
        • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 00:04
          kora3 napisała:
          Poza tym nie wiem skąd wzięłaś te "starsza osobę" Minniesmile Wg mnie kobieta, która ma 50 lat nie jest szczególnie sędziwa, może jednak ty uważasz inaczej

          no sorry Koro ale skad moglam wiedziec ze babcia 6-letniego wnuka jest tak mloda osoba?
          znaczy, zostala babcia w wieku 44 lat??? to nie tak znowu czesto sie zdarza.
          a nawet calkiem nieczesto.

          z opisu sytuacji spodziewalam sie ze ma co najmniej 60 lat. co w zasadzie ogolnie moze tez nie jest jakas strasznie starsza osoba a na pewno nie sedziwa,
          ale sposob w jaki piszesz o tej babci sprawia wrazenie ze to jakas nieporadna, prosta osoba. az sie pcha aby okreslic ja mianem wlasnie "starszej".

          co do dawania rad rodzicom - co z tego ze nie wiesz czy kolezanka zna rodzicow - ale zasugerowac jej taka rade mozna. znaczy, zaproponowac aby zwrocila sie do rodzicow itd a ona niech z tym robi co chce.
          btw, dla chcacego nic trudnego, zawsze moze babcie zapytac czy mozna poprosic o telefon do corki. w koncu chce czy nie chce aby babcia zaprzestala uciazliwych pytan?
          nie mowiac o "dobru dziecka, wyjasnieniu sprawy..." itd

          Minnie
          • kora3 Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 23:36
            Minnie, mam kupę koleżanek, które urodziły swe dzieci młodo - od 20 do 25 lat. W wieku lat 44 te pierwsze mają dzieci 24-letnie, te drugie 19-letnie. O ile obecnie dziewczyny 19-latnie poza wyjątkami rzadko zostają mamami, o tyle 24-letnia mama to żadne dziwo. Koleżanka córkę urodziła mając lat 21, a tamta syna gdy miała lat 23 - w obu przypadkach biorąc pod uwagę owczesne uwarunkowania społeczne nie był to czas szczególnie jakiś wczesny na dzieckosmile
            600 lat powiadasz osoba starsza smile Qrczaczek ,moja mama w tym roku będzie mieć 65smile W zyciu nie pomyslalabym o niej "osoba starsza" - serio. starsza to jest moja ciotka, ma 82 lata ...Pewnie, ze jak taka 65 latka jest schorowana, siedzi na emeryturze i nic nie robi ciekawego bo nie ma jak z racji zdrowia, to tak - można ja postrzegać, jako starsza. Tak czy owak - 44 letnia kobieta majaca wnuka to żadne tam dziwo smile
            • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 01:20
              kora3 napisała:

              600 lat powiadasz osoba starsza

              powiedzialabym nawet ze to juz eksponat muzealny..

              Minnie
              • kora3 Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 08:04
                hehe fajnie mi się napisało smile
          • stasi1 Re: Dylemat specjalisty 27.03.15, 08:42
            Jak bym przewertował swoje archiwum z mailami o bym znalazł z 5 w których znajome piszą że są babciami a nie mają 40 lat
    • posenerka Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 12:14
      A jak ty byś się zachowała na miejscu tej specjalistki?
    • koronka2012 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 12:15
      Zastanawiam się czy jest możliwe, żeby to dziecko było niezdiagnozowane? może nie tylko babcia stosuje mechanizm wyparcia? To, że chodzi do przedszkola o niczym nie świadczy. Trudno mi uwierzyć, że babcia do tego stopnia oślepła - być może to rodzice chłopca utwierdzają ją w przekonaniu, że wszystko jest ok.

      Ja jestem za szczerością, kłamstwo w żywe oczy nie jest szlachetne w tym wypadku (o ile w ogóle), bo być może należałoby skierować uwagę rodziny na lepsze możliwości leczenia.
      • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 14:43
        Też uważam, że nie ma opcji, żeby dziecko nie zostało zdiagnozowane Koronko. Owszem, to, ze chodzi do przedszkola ma ogromne znaczenie (teraz jest zresztą obowiązek przedszkolny od 5 lat - jak mi się zdaje), bo dziecko w przedszkolu nie tylko spedza czas na zabawie, ale także uczy się i przygotowuje do obowiązku szkolnego - stopniowo wdraza się je do zabaw także intelektualnych, skupiania uwagi na czynnościach np. manualnych, samodyscypliny koniecznej w szkole itd. Wychowawcy dziecka na pewno już dawno zauważyli, ze odstaje ono od grupy rówieśniczej poziomem zarówno intelektu, jak i samodzielności.
        Mam siostrzeńca w zbliżonym wieku - w przedszkolu uczą się liter i czytania prostych wyrazów, tudzież pisania takichż, prostych rachunków, mają zabawy testowe na spostrzegawczość umiejętnośc kojarzenia, a także uczą się prostych słow po angielsku.
        To dziecko po polsku (a boje rodzice sa Polakami i w Polsce mieszka) nie umie powiedzieć poprawnie zdania - nie do wiary, by to uszło uwagi wychowawców. O rodzicach nie wspomnę i o babci - również. To nie jakaś 80-latka z zapadłej wsi, tylko 50-letnia kobieta, pracujaca, po studiach, która sama jest matką 2 dorosłych już dzieci.
        • aqua48 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 16:55
          Koro, miałam w bliskim otoczeniu podobnie nieprawidłowo rozwijające się dziecko. Na wszelkie uwagi na ten temat zwracane rodzicom przez otoczenie (i zaprzyjaźnionych fachowców i innych rodziców) ci odpowiadali wykrętami - "ale ona jest taka inteligentna", "ale zna tyle wierszyków na pamięć", "bo wszyscy są źle do naszej niuni nastawieni", itp, itd. skończyło się to przykro, bo dziecko było źle i za późno diagnozowane i źle oraz niekonsekwentnie prowadzone przez rozmaitych przypadkowych lekarzy i faszerowane rozmaitymi silnymi lekami zamiast dobrej terapii, a zaburzenia zamiast z wiekiem minąć (inny wykręt - "wyrośnie z tego, ma czas, inne dzieci też tak mają") pogłębiają się. Ale niestety to rodzice są odpowiedzialni za rozwój i wychowanie dziecka i jeśli nie zechcą takich uwag wysłuchać spokojnie oraz pomóc dziecku to nic i nikt ich nie zmusi. Nawet specjalista, zwłaszcza złapany przygodnie na spacerze, czy znany towarzysko. Niemniej jednak i taki specjalista na pytanie na klatce schodowej czy z niunią jest wszystko ok, może i ma prawo odpowiedzieć, że nie jest pewien i radziłby dla uspokojenia sumienia i dobra dziecka zgłosić się fachową diagnozę w gabinecie.
          • kora3 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 17:58
            Zgadzam się Aquo, ze nie od rzeczy byłoby, gdyby kol - specjalistka tak zrobiła. Nie mam natomiast przekonania, ze powinna tak zrobić w obecności innych, a w ich obecności - konkretnie w obecności owej "Basi" i siła rzeczy wszystkich innych obecnych jest nagabywana o wydanie opinii, ze dziecko jest zupełnie standardowe jak na swój wiek.
        • koronka2012 Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 19:25
          Ale wykształcenie czy miejsce zamieszkania nie mają wpływu na stopień wyparcia. I mam obawę, ze w tym przypadku to wyparcie może być szeroko rozpowszechnione w rodzinie. Przedszkolanki być może zwracają uwagę, ale wiele osób takich informacji zwyczajnie nie przyswaja. Uważają, np. że dziecko "rozwija się w swoim tempie" i wcale nie chcą słuchać kogoś, kto "debila im z dziecka robi"

          Podejrzewam, że coś takiego może mieć tutaj miejsce, bo nie wierzę, żeby babcia przez tyle lat nigdy nie usłyszała od córki, że chodzi z dzieckiem do specjalisty.

          Sytuacja ma taki wymiar, że trzeba zadać sobie pytanie czy lepiej kierować się dobrem dziecka (i zwrócić jednak uwagę na nieprawidłowości) czy SV.
          • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 20:18
            Będąc studentką na praktykach znalazłam się między innymi z wizytą w ośrodku dziennej opieki dla dzieci ciężko upośledzonych.

            Był tam chłopka, lat prawie 18, z mózgowym porażeniem dziecięcym czterokończynowym ciężkim.
            Jeździł na wózku w takiej półleżącej pozycji, nie wstawał, nie jadł sam, wymagał pieluch. Nie mówił, bełkotał, ale stali opiekunowie potrafili go częściowo zrozumiał. Był upośledzony w stopniu głębokim.
            Chłopiec był w tym stanie od urodzenia a do tego ośrodka przywożono go codziennie odkąd skończył 3 lata. Jego stan się nie zmieniał.

            I byłam świadkiem jak ojciec rozmawiał z panią dyrektor ośrodka mówiąc: "To kiedy Maciek wstanie na nogi, bo wie pani, on zaraz pełnoletni będzie, żenić mu się trzeba". Tata nie żartował.
            Siła wyparcia rodziców bywa niemierzalnie ogromna.
            Wszyscy widzą. Rodzice nie.
            • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 20:19
              Zapomniałam dopisać, bo chodziło mi właśnie o to o czym piszesz, że wyparcie nie wiąże się z wykształceniem i zamieszkaniem. Rodzice mieli wyższe wykształcenie, ten ojciec był inżynierem po Politechnice, rzecz działa się w Warszawie.
          • hybriska Re: Dylemat specjalisty 22.03.15, 20:48
            Ja jednak jestem za tym, aby kierować się dobrem dziecka, ALE uważać, aby nie stać się jedną z tych osób która, zgodnie z poglądem "wszystkie dzieci nasze są", będzie się zanadto wtrącać.

            Nie powinno się prosić babci o kontakt do rodziców . Zakładam, że mają świadomość sytuacji a jeśli nie to osoby im bliższe powinny uwagę zwrócić.

            Natomiast myślę, że babci należałoby otworzyć oczy, bo może sama robi krzywdę dziecku karmiąc łyżeczką, ubierając, nie pozwalając na samodzielność? Albo pogłębia wady? Jeżeli babcia nie uznaje argumentu specjalistki, że aby ocenic stan dziecka potrzebna jest diagnoza, to następnym razem moze dialog powinien wygladać mniej wiecej tak (tylko subtelniej):
            -Ależ Ani, nikt nie mówi o jakichś szczegółach. Po prostu powiedz Basi, że mój wnuk nie jest opóźniony, jak jej się zdaje...
            - No a powiedz moja droga co on umie zrobić?
            - No wiesz tak ładnie sie do mnie usmiecha, pokazuje palcem co chce zjeść..
            - ...a jak wygląda ubieranie się? wiązanie butów? czy umie sam zjeść, opowiedzieć babci co działo się w przedszkolu? dzieci w tym wieku zwykle radzą sobie z tym i z tamtym

            Nawet jak babcia urwie temat, to cos jej zaświta...
        • chris1970 Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 10:00
          Mnie zastanawia w takim razie, jak dziecko sobie radzi w tym przedszkolu. Czy tam samo je, czy jest karmione. Czy to jest normalne publiczne przedszkole, czy może specjalny ośrodek dla dzieci z zaburzeniami.
          Mam w rodzinie dziecko, które ma autyzm. Chłopiec jest bardzo dobrze prowadzony, przez co postępy są ogromne. Rodzice dziecka dokładnie poinstruowali jak z dzieckiem należy postępować, dziadkom zabroniono rozpuszczania wnuka.
          Mam wrażenie, że rodzice dziecka chyba nie bardzo babci wytłumaczyli, że postępowanie babci to krok w tył w rozwoju dziecka. Wobec dziecka każdy musi się zachowywać konsekwentnie, a tu tak chyba nie jest.
          Odnośnie rozmów z babcią, sv sobie, a dobro dziecka sobie. Babci się należy zimny prysznic. Może nie mówić w prost, ale skoro babcia wymusza potwierdzenie, że z dzieckiem jest wszystko w porządku, użyłbym lekkiej konfrontacji. Dziecko jest fajne, ale każde dziecko jest fajne. A wnusio to pewnie do szkoły pójdzie. Czy już pisze literki, do ilu umie liczyć. Czy wiąże samo sznurówki? Zadając te pytania babci zmusza się ją do konfrontacji ze swoją postawą.
          Znajoma specjalistka też może uderzyć w ten deseń, czy dziecko ma odroczenie do pierwszej klasy czy też nie.
    • claratrueba jedyne rozwiązanie 23.03.15, 08:58
      Koro, myślę, że z zachwytów babci wyciągnęłaś błędny wniosek, że ona cyt: "nie widzi problemu". A to nie tak musi być- co tydzień spotykam i rodziców dziecka upośledzonego w stopniu większym niż ów chłopiec. I oni zachwycają się tym dzieckiem, i ja. Po prostu można zachwycać się też człowiekiem "niedoskonałym". A ze wspanialych rozmów z moja koleżanką pracującą z dziećmi upośledzonymi wiem, że te "ptaszki z połamanymi skrzydełkami" są kochane jeszcze bardziej, świadomośc ich bezradności to powoduje.
      Przypuszczam, ze stało sie co innego- babcia nie chciała i nie chce by jej koleżanki miały świadomośc problemu. Obawia się porad, dopytywania, współczucia, narzucania pomocy itd. (może były po tym jak "poszło info" od tej Basi) i własnie dlatego chce by specjalista powiedział, że jest OK. Co miałoby ukrócić sprawę.
      Jedyne rozwiązanie- niech specjalistka skontaktuje się z babcią bezpośrednio, bez towarzystwa. I porozmawia szczerze- że pewne problemy widzi (wymienić) i że babcia stawia ją w bardzo niezręcznej sytuacji domagając się przekonywania otoczenia, że problemu nie ma. I że zupełnie niepotrzebnie sama zwraca uwagę na problem. Natomiast jesli babcia powie, że poinformowane koleżanki podejmują jakieś działania (porady itp.) i że chodzi jej by to ukrócić, a dziecko ma opiekę terapeutyczną, to problem pozostaje. Tyle, że takie dopytywanie specjalisty w towarzystwie go pogarsza.
      To naprawdę nie są proste sprawy- rodzice dziecka, o którym wspomiałam robią wszystko by pomóc dziecku a jednocześnie po prostu musieli zerwac kontakty z pewnymi ludźmi, którzy ciągle dawali rady, informacje nie przyjmując do wiadomości, że rodzice i dziadkowie mają kontakt ze specjalistami, mają wiedzę o problemie nieporównanie większą niż "doradcy".
      • kora3 Re: jedyne rozwiązanie 23.03.15, 10:12
        Claro, także mam wiele do czynienia z dziecmi niepełnosprawnymi i wiem, że ich bliscy reagują na sytuację róznie.
        Tu jednak poruszam konkretny problem, a Ty zdaje mi się nie zrozumiałaś do końca. To nie owa "Basia" problem dziecka wyciagmeła ze tak powiem na swiatło dzienne, tylko babcia. "Basia" babci o swoim spostrzeżeniu powiedziała w 4 oczy Claro, to babcia wszystkich o tym co "Basia" powiedziała poinformowała i informuje domagając się zaprzeczaniu słowom Basi.
        • claratrueba Re: jedyne rozwiązanie 23.03.15, 13:46
          A to gorzej.Faktycznie nie zrozumiałam a raczej nie rozumiem zachowania babci. To jednak oznacza, że babcia wypiera fakty, z którymi nie może się pogodzić.
          Naprawdę ciężka sprawa, ale myślę, że mimo wszystko ta specjalistka powinna porozmawiać z babcią na osobności i szczerze powiedzieć co widzi, jednoczesnie uzmysłowić jej w jak niekomfortowej sytuacji ją stawia pytając przy innych. To może skończyć nagabywanie w towarzystwie. Może też, niestety, oznaczać, że babcia się obrazi. Ale skoro piszesz, że wymijające odpowiedzi kompletnie nie skutkują to raczej nie ma liczyć, że kolejna taka odpowiedź coś zmieni. W przeciwieństwie do owej Basi, która niepytana wyrywa sie ze swoimi spostrzeżeniami (choć pewnie z dobrymi intencjami, nie przypuszczając, że spowoduje taką sytuację) ja babcia uprawniła do rozmowy na ten temat swoimi pytaniami.
          • kora3 Re: jedyne rozwiązanie 23.03.15, 14:56
            Clara - jeszcze raz - babcia od WSZYTSKICH, którzy mieli styczność z jej wnukiem oczekuje, że PRZY owej "Basi" zaprzeczą, jakoby dziecko było opóźnione. Inni mają łatwiej, jak ja, bo powiem "Wiesz, ja tam się na dzieciach nie znam..." i mam spokój. Rzecz w tym, ze owa kolezanka wlasnie SIĘ ZNA i od niej babcia usiłuje, jako od autorytetu wydo9być te odpowiedź PRZY BASI. O ile mi wiadomo, to kolezanka prosiła już babcię na osobności, by jej nie nagabywała o to wciąż, ale rezultatu nie ma. Czy rozmawiały także szczerze na temat stanu dziecka - tego nie wiem.
          • minniemouse Re: jedyne rozwiązanie 24.03.15, 02:09
            claratrueba napisała:
            Naprawdę ciężka sprawa, ale myślę, że mimo wszystko ta specjalistka powinna porozmawiać z babcią na osobności i szczerze powiedzieć co widzi, jednoczesnie uzmysłowić jej w jak niekomfortowej sytuacji ją stawia pytając przy innych.

            Nie Claro, u babci wyglada na to ze ma na 99.99% syndrom wyparcia,
            ale babcia tez moze nie miec pojecia o stanie faktycznym wnuka bo tak sobie zycza rodzice.
            osoby trzecie nie sa od tego aby ja pod tym wzgledem uswiadamiac, szczegolnie ze
            lawina poleciala przez chamska uwage kogos kto wtraca sie z buciorami w cudze zycie.
            osobiscie sadze ze rodzice zdaja sobie sprawe co z synem jest,
            i jesli pozostawiaja babcie w "ciemnosci" to maja powod tego. lub sobie tak zycza, ich wybor i prawo.
            jak pisalam, moze dla babci to za duze przezycie to jakies zaburzenie dziecka - (moze to wlasnie spectrum autism disorders), moze go nie rozumie i rodzice jej tlumacza "Macius jest normalny tylko bardzo, wyjatkowo wrazliwy, trzeba z nim jak z jajkiem" i dlatego babcia uwaza ze jest OK.

            uswiadamianie babci przez osoby trzecie - (no i po co, w jakim celu?) - tylko zachwieja delikatna rodzinna dynamike i niepotrzebnie babcie zdenerwuja, i jeszcze moze cos popsuc miedzy babcia a wnukiem (moze np. zaczac go "naprawiac" co tylko pogorszy stan wnuka).

            to naprawde bardzo niefortunne ze jakas "zyczliwa" Basia do tego stopnia wytracila babcie z rownowagi ze ta teraz szuka uspokojenia u osob obcych.
            jakim w ogole prawem Basia wtracala sie w nie swoje sprawy?
            jesli juz musiala koniecznie wdeptywac buciorami w cudze zycie, powinna byla isc z tym do zrodla czyli RODZICOW dziecka,
            a nie dreczyc bogu ducha winna, prosta, nie majaca wplywu na leczenie i wychowywanie dziecka babcie.
            Teraz zaklocila babci eqilibrium, babcia z kolei ze strachu zakloca innym, to zrozumiale.
            ale to nie znaczy ze automatycznie inni sa upowaznieni do dyskutowania o dziecku z babcia!
            Opiekunami dziecka w pierwszym rzedzie i w dalszym ciagu byli i sa rodzice, to oni maja informacje co z nim jest i jakiemu leczeniu jest poddane (jesli jakiemus), nie babcia.
            babcia moze w ogole o niczym nie wiedziec.

            Babcia nikogo nie uprawnila do niczego swoimi pytaniami, natomiast Basia istotnie narobila smrodu swoim niezwykle nietaktownym, nieproszonym i niepotrzebym zachowaniem za ktore konsekwencje ponosi babcia i owa kolezanka.
            swoja droga, Basie powinien ktos uswiadomic ze tak sie nie robi.

            Minnie
    • milamala Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 14:21
      To czy dziecko jest opoznione czy nie to nie jest ani twoja sprawa ani nikogo z otoczenia rodziny. To wylacznie sprawa rodziny dziecka. Dziecko chyba jest otoczone opieka. Nie wiem jak to w PL wyglada, ale chyba chodzi do przedszkola(a moze szkoly), chodzi chyba do lekarza, miewa chyba jakies tam bilanse wiekowe. 6 lat to szmat czasu aby ktos sie dzieckiem zainteresowal i pokierowal. i pewnie tak jest (choc otoczenie moze o tym nie wiedziec, nawet zachwycona babcia). Babcia niech sie zachwyca, bo to jej prawo a nawet obowiazek, niech mysli, ze jest super, bo czemu ma sie dolowac, was to ma w ogole nie obchodzic, a rozwojem dziecka niech sie zajmuja rodzicie i specjalisci.
      To tyle co moge w sprawie powiedziec.
      • kora3 Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 14:52
        Milamalu - po raz kolejny upraszam, byś przed wypowiedzeniem się przeczytala post początkowy, bo niestety tego nie robisz i piszesz potem nie na temat.
        Stan dziecka to nie jest moja sprawa i nie zabieram na ten temat głosu, TAKZE nagabywana przez babcię tego dziecka bym wyraziła opinię, że nie jest ono opóźnione. Dyplomatycznie odpowiadam, ze ja się na tym nie znam.
        Co do całej reszty - przeczytaj post początkowy, tam jest wszystko nad czym się "Zastanawiasz"
      • traper_z Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 15:16
        Cztery razy napisałaś "chyba" i słusznie powątpiewasz bo przecież nie wiesz. Tylko skoro tyle razy powątpiewasz to czy na pewno nikomu nic do stanu dziecka?

        Osobiście znam przypadek dziecka opóźnionego z którym rodzice nic nie robili aż dziecko poszło do szkoły, a rodzina "inteligencka", zadbana ....
        "oj tam oj tam może zacznie później mówić" w stosunku do 4-5latka.

        Na szczęście wzięli się za niego gdy miał 7-8lat i dziecko wyszło z problemu ale czemu nie wcześniej, czemu nikt im wprost nie powiedział "marsz na rehabilitację" ?! (bo nie powiedział - wiem).
    • traper_z Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 14:40

      Skoro specjalistka jest wprost pytana to imho powinna delikatnie zasugerować że coś jest na rzeczy (jeśli oczywiście specjalistka podejrzewa problem), po kolejnym dopytaniu moim zdaniem powinna zasugerować "A przyjdź do mnie do gabinetu to zdiagnozuję dziecko".

      Niemniej tu jest pytanie:
      czy ważniejsze są odczucia babci - czyli okłamywanie babci "jest OK"
      czy ważniejsze szybsze zdiagnozowanie dziecka tym samym szybsza ewentualna rehabilitacja - czyli powiedzenie prawdy.
      • droch Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 15:08
        Można być w życiu jak zupa pomidorowa, którą prawie każdy lubi. Ale można spróbować coś dobrego zrobić dla kogoś bezbronnego, nawet jeśli spowoduje to zakończenie jednej czy drugiej znajomości.
        • traper_z Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 15:20
          Dokładnie to sugerowałem.
          Niestety życie pokazuje, że mówienie prawdy nie popłaca - ludzie wolą być okłamywani.
          • kora3 Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 15:30
            Rozumiem, ze macie większe doswadczenie w pomocy dzieciom w tym np. niepełnosprawnym, niż n. a - jestem pod wrażeniemsmile

            Tu jednak pytam o coś konkretnego: jak powinna zachować się kolezanka nagabywana PRZY LUDZIACH o wspomnianą rzecz. Cod o tego, że należałoby babcie uswiadomic w temacie - zgadzam się, aczkolwiek mocno wątpię, by rodzice dziecka nie byli swiadomi jego opóźnienia. Chodzi ono do przedszkola, a tam dzieci się nie tylko bawią, ale i przechodzą do starszych grup oraz są poddawane testom chociażby.Ten chłopiec ma blisko 6 lat, wiec już był, albo będzie poddany testowi na gotowość do nauki szkolnej. Poza tym obowiązek przedszkolny od 5 rż. dla dzieci ma na celu m.in. właśnie to, by w miare wcześnie ktoś poza jego rodzina mógł ocenic stopień rozwoju dziecka. Wg mnie nie jest możliwe by nikt łącznie z personelem przedszkola dotychczas nie zwrócił uwagi na opóźnienie dziecka. Chocby nawet z własnej wygody -dzieci w tym wieku już same jedzą, a tego chłopca trzeba karmić np.
            • pani.jezowa Re: Dylemat specjalisty 23.03.15, 19:38
              Skoro koleżanka próbowała już babcię prosić na osobności by jej nie stawiała przy ludziach w sytuacji "powiedz im, że mój wnuk nie jest opóźniony, no powiedz, bo się znasz" i nie odniosło to skutku i skoro koleżanka nadal chce babcię widywać to pozostaje jej:
              * za każdym razem odpowiadać, że jest tu prywatnie, nie jako specjalista i nie może postawić diagnozy bez badań ( i tak do znudzenia)
              * zapytać w odpowiedzi: to czemu go karmisz? Czemu go ubierasz?
              * powiedzieć bardziej stanowczo, że nie życzy sobie takiego nagabywania
              * powiedzieć babci (na osobności) wprost, że owszem jej też się wydaje, że z dzieckiem jest coś nie tak i może warto pójść do specjalisty, o ile rodzice nie byli.
              * nie reagować, ucinać wszelkie polecenia babci.

              Jak to nic nie da to uznać babcię za osobę zbyt niewychowaną by się z nią spotykać, tym bardziej, że babcia nie ma 80 lat i na demencję tego zachowania zrzucić nie można.

              P.S. Żadna z powyższych rozmów nie ma prawa odbywać się przy dziecku.
              To, że ono słabo mówi, nie znaczy, że nie rozumie.
            • aqua48 Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 09:06
              kora3 napisała:

              > Tu jednak pytam o coś konkretnego: jak powinna zachować się kolezanka nagabywan
              > a PRZY LUDZIACH o wspomnianą rzecz.

              Tak jak dotychczas się zachowuje.

              > Wg mnie nie jest możliwe by nikt łącznie z personelem
              > przedszkola dotychczas nie zwrócił uwagi na opóźnienie dziecka.

              Koro, uwierz mi, że widziałam i znam podobne sytuacje, kiedy personel ZWRACAŁ uwagę, rozmawiał, prosił, tłumaczył i kierował do specjalisty (w jednym przypadku chodziło tylko o skierowanie dziecka do okulisty i zlecenie noszenia okularów niedowidzącemu dziecku w XXI wieku!), a jedyną odpowiedzią rodziców było: nie, bo wszyscy mi z dziecka robią idiotę. I jako rada rodziców pytałam dyrekcję szkoły czy coś się da z takim faktem zrobić nawet wbrew opiekunom - odpowiedź była przecząca. Za dziecko odpowiadają rodzice. Można wystąpić do sądu z powodu złej opieki, ale placówki tego nie robią z zasady. Takie sprawy trwają długo, a rodzice mogą po prostu dziecko przenieść do innej szkoły, nawet na drugi koniec kraju i tak się dzieje jeśli szkoła naciska.
            • traper_z Re: Dylemat specjalisty 24.03.15, 09:27
              Doświadczenie, o którym piszesz nie ma tu nic do rzeczy.

              Ja na Twoje pytanie udzieliłem odpowiedzi.
    • nawojek Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 03:35
      Problem leży chyba nie w tym, czy dziecko jest, czy nie jestopóźnione, a w tym, dlaczego ktoś niepytany i nieproszony o radę (Basia) koniecznie musi uświadamiać babcię dziecka?
      Problem w tym, że zachowanie tej znajomej było fatalne. Taka prawdomówna kobietka, uświadamiająca wszystkich: "twój mąż jest nudny", "twoja matka złośliwa" itp itd.
      Wg wszelkich norm współżycia społecznego za takim uświadomieniem babci powinna iść chęć pomocy, a nie li tylko komunikat "niech się babcia tak nie cieszy", skoro żadnej oferty Basia mieć nie może. Tym bardziej, że może rodzice wiedzą, a matce/teściowej nie mówią?
      • kora3 Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 08:02
        Nawojko, upraszam o czytanie ze zrozumieniem - nikt tu, a na pewno już ja, owej "Basi" nie pochwala, a raczej jej zachowania. Nie pytano jej o zdanie, więc wcale nie powinna się wypowiadać, szczególnie, ze idzie o drażliwą rzecz.
        Niemniej ta babcia też zachowuje się nie hallo - wszystkich absorbuje tym co od "Basi" usłyszała w 4 oczy i stawia ich w niezręcznej sytuacji. Gdyby np. mnie nie ngabywała, żebym powiedziała, ze z dzieckiem jest ok, wcale bym nie wiedziała, ze owa "Basia" powiedzała, ze nie ok i wcale nie poruszała tematu stanu dziecka - proste.
        • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 12:06
          No ale widzisz, Korciu, że zachowanie Basi zrobiło na wszystkich większe wrażenie, niż zachowanie babci. Babcię większość z nas rozumie. Basia sprowokowała babcię, a ta staje tylko w obronie wnuka. Oczywiście, że nie powinna zamęczac otoczenia, ale ona NIE CHCE żeby stan chłopca był omawiany na towarzyskim forum. Basia powiedziała babci w cztery oczy (jeszcze tego brakowało, zeby publicznie!) Babcia widocznie doszła do wniosku, że skoro NAWET JEJ powiedziała, to co musi wygadywać jak ona nie słyszy.
          Sama często muszę przekazać komuś smutną, czasami wręcz okrutną prawdę. Zawsze przychodzi mi to z niebywałą trudnością, ale taki mój obowiązek. Nie mogę pojąć tego, że robi to ktoś, kto nie musi, że tak łatwo mu to przychodzi.
          • kora3 Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 12:41
            Matyldo, alez ja się zgadzam - co prawda nie słyszałam, by Basia z kims jeszze poza babcią poruszała tema, ale nawet z babcia w 4 oczy nie powinna.
            Tylko teraz z tego wszystkiego afere tak naprawdę obi właśnie babciasad Gdyby nie ona guzik bym wiedziała o opinii "Basi" na temat
            • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 12:55
              Przypuszczam, że babcia będzie robila aferę tak długo, jak długo nie usłyszy zaprzeczenia z ust specjalistki. Nie bardzo rozumiem dlaczego specjalistka tak się wzbrania wiedząc o co chodzi. Moim skromnym zdaniem odpowiedzialność zawodowa nie jest tu usprawiedliwieniem.
              • kora3 Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 13:00
                Wiesz, pewnie z tych samych przyczyn, dla których ja się wzbraniam zapewnić publicznie moja znajomą, ze jej syn zapowiada się na swietnego dziennikarza smile A wzbraniam się, bo nie tylko się na sietnego nie zapowiada, ale nawet na żadnego smile Pisze tak grafomańsko, że nie do strawienia to jest, pomijając braki warsztatowe, sztampowe myslenie itd. Chcąc być szczera powinnam powiedzieć, że ze taki z niego będzie dziennikarz, jak ze mnie kosmonauta smile Jako, ze staram się nie robić wiochy, to mówie, że za mało znam jego "twórczość", ze w tym wieku młodzież często zapala się do jakiegos zawodu, a potem jej to mija i temu podobne teksty...
                • matylda1001 Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 13:56
                  kora3 napisała:

                  > Pisze tak grafomańsko, że nie do strawienia to jest, pomijając braki warsztatowe, sztampowe myslenie itd.<

                  No to jak ulał pasuje do Onet.pl smile

                  >Chcąc być szczera powinnam powiedzieć, że ze taki z niego będzie dziennikarz, jak ze mnie kosmonauta smile<

                  Jeśli chłopak miałby brnąc w coś głupiego podbudowany Twoją opinią, to byłoby źle, ale w przypadku babci i wnuka opinia specjalistki nie ma najmniejszego znaczenia.
                  • kora3 Re: Dylemat specjalisty 25.03.15, 14:07
                    Wiesz, ja ja jednak rozumiem - to tak, jakby od wizażystki wymagac, by potwierdzała, ze czyjś makijaż jest ok, a jest okropny, od fryzjerki, ze czyjaś fryzura, od mechanika, ze samochód itd.
            • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 26.03.15, 02:25
              kora3 napisała:

              Tylko teraz z tego wszystkiego afere tak naprawdę obi właśnie babciasad Gdyby nie ona guzik bym wiedziała o opinii "Basi" na temat

              Koro, czy gdyby znajoma nagabywalo 5 letnie dziecko zeby pouczyla Basie iz jej wnuczek jest zdrowy i madry, to znajoma tez by sie poczuwala do wyjasniania 5-letniemu dziecku co i jak?
              zrozumze wreszcie ze owa babcia jest jak bezrozumne 5letnie dziecko,
              nieswiadome i nie chcace byc swiadomym co z wnukiem sie dzieje.
              ona tylko jak dziecko w piaskownicy chce "zeby pani Basi nakrzyczala", i taka osobe traktuje sie delikatnie i taktownie unikajac robienia przykrosci i denerwowania.
              powtarzam po raz nie wiem ktory, tym czyli nagabywaniem babci, i jesli juz koniecznie takze stanem wnuka, musza sie zajac rodzice i to do nich powinna zglosic sie znajoma i ich poprosic aby cos z babcia zrobili aby ta przestala ja nagabywac!

              Natomiast Nawojka ma 100% racji bo w prostych slowach zwraca uwage ze Basia zwrocila sie DO NIEODPOWIEDNIEJ OSOBY, i teraz ta niedopowiednia osoba szuka zadoscuczynienia, ale jest za naiwna i za malo zorientowana aby ja w to mieszac!

              tak sie dzieje jak sie ludzie wtracaja w nie swoje sprawy.


              Babcia nie byla i nie jest kompetentna aby jej cokolwiek wyjasniac pomimo jej zachowania- od tego sa rodzice- wiec babcie trzeba zostawic w spokoju co by nie wyprawiala i ZWROCIC SIE DO RODZICOW - czy jeszcze ktos tego nie rozumie?

              Minnie
              • kora3 Re: Dylemat specjalisty 27.03.15, 08:42
                Minnie, a możesz mi powiedzieć jak TECHNICZNIE ktoś miałby to rozwiazac? Np. pani specjalistka, albo ja? mamy poprosić babcię o numer do jej córki, którą znamy z widzenia - w sensie jak wygląda i usiłować się z nia umówic, czy jak? Przecież to absurd
                • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 27.03.15, 10:18
                  Koro, po prostu jak babcia tak molestuje znajoma to niech znajoma babci zasugeruje
                  ze potrzebowalaby zgody rodzicow aby zbadac wnuka, wiec jak babcia chce to niech ja skontaktuje z nimi - da ich tel email albo bardziej konretnie - dobrze, zbada wnuka ale musi do tego skontaktowac sie z rodzicami.
                  i tak!, zadzwonic i wyjasnic co sie stalo.
                  i tyle.
                  zrobic mozna tyle ile sie da.

                  i jeszcze rzecz w tym ze niby pobudki Basi byly "szlachetne" bo mialy na celu pobudzic babcie do dzialania, i co? i guzik.


                  Minnie
                  • kora3 Re: Dylemat specjalisty 27.03.15, 10:31
                    Minie, JA nie pisałam NICZEGO takiego, ze pobudki "Basi" były szlachetne i bardzo proszę mi tego nie wpieraj! Napisalam wyraźnie, ze oceniam zachowanie "Basi" jako złe. Tylko, ze zachowanie babci też uważam zle - trzeba było objechać "Basię" w 4 oczy, tak jak onja swe mądrości wygłosiła, a nie wywlekać sprawę i wciągać nachalnie innych - proste
                    • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 27.03.15, 22:03
                      kora3 napisała:

                      > Minie, JA nie pisałam NICZEGO takiego, ze pobudki "Basi" były szlachetne i bard
                      > zo proszę mi tego nie wpieraj! Napisalam wyraźnie, ze oceniam zachowanie "Basi"
                      > jako złe. Tylko, ze zachowanie babci też uważam zle - trzeba było objechać "B
                      > asię" w 4 oczy, tak jak onja swe mądrości wygłosiła, a nie wywlekać sprawę i wc
                      > iągać nachalnie innych - proste


                      zawsze na nowo zdumiewa mnie trudnosc z jaka nam idzie sie prozumiec smile

                      Minnie, a możesz mi powiedzieć jak TECHNICZNIE ktoś miałby to rozwiazac? Np. pani specjalistka, albo ja? mamy poprosić babcię o numer do jej córki, którą znamy z widzenia - w sensie jak wygląda i usiłować się z nia umówic, czy jak? Przecież to absurd

                      pytalas, to odpowiedzialam jak to widze.

                      Minnie
                      • kora3 Re: Dylemat specjalisty 27.03.15, 23:01
                        Minnie - no pisałaś cos o pisaniu o szlachetnych pobudkach "Basi" - ja niczego takiego jako autorka watku nie sugerowałam.
                        A o technike zapytałam serio - nie zna dziewczyny, ta kolezanka też - jak widzisz z punktu widzenia SV wydebiebnie od jej matki nr tela i rozmowe z nią o jej dziecku?
                        • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 29.03.15, 04:47
                          Minnie - no pisałaś cos o pisaniu o szlachetnych pobudkach "Basi"

                          oj, to byl sarkazm.

                          Minnie
      • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 26.03.15, 02:34
        nawojek napisał:
        Tym bardziej, że może rodzice wiedzą, a matce/teściowej nie mówią?

        no dokladnie w tym rzecz - rodzice moga sobie nie zyczyc z dziesiatkow powodow aby babcia wiedziala dokladnie lub wcale co wnukowi jest.
        moze jest za wrazliwa, moze za glupia, nie wiadomo, dosc ze to sprawa wylacznie tej rodziny.
        skoro babcia sprawia wrazenie ze nie widzi nic dziwnego, to na pewno nie jest sprawa byle Basi aby ja uswiadamiac, i nie znajomej -specjalistki - w wyniku prostactwa Basi.

        Calkiem co innego gdyby babcia zapytala znajoma "sluchaj, czasami mam wrazenie ze moim wnukiem jest cos nie tak..." - o, to calkiem co innego. ale tu mamy sytuacje gdzie z buciorami wlaza w cudze zycie nie wiedzac NIC.

        Minie
        • droch Re: Dylemat specjalisty 26.03.15, 12:21
          > moze jest za wrazliwa, moze za glupia, nie wiadomo,
          > dosc ze to sprawa wylacznie tej rodziny.
          > - o, to calkiem co innego. ale tu mamy sy
          > tuacje gdzie z buciorami wlaza w cudze zycie nie wiedzac NIC.

          Mam nadzieję, że nigdy nie zostaniesz wystawiona na próbę i nie będziesz musiała podtrzymywać swojego pryncypialnego stanowiska, gdy, hipotetycznie, ktoś da Tobie w papę w czterech ścianach / ciemnej ulicy. A ktoś inny nie wejdzie na czas z ubłoconymi buciorami w Twój prywatne życie.
          Coś, co rozumiesz jak "SV", zaślepia Ciebie. Zupełnie nie rozróżniasz sytuacji, gdy ktoś złośliwie krytykuje ubiór czy aranżację wnętrza od wyrażonej w cztery oczy troski, czy *innemu człowiekowi* nie dzieje się krzywda. Zwłaszcza, że ten człowiek nie ma żadnej możliwości obrony.
          • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 27.03.15, 00:17
            droch napisał:

            Coś, co rozumiesz jak "SV", zaślepia Ciebie. Zupełnie nie rozróżniasz sytuacji,
            gdy ktoś złośliwie krytykuje ubiór czy aranżację wnętrza od wyrażonej w cztery
            oczy troski, czy *innemu człowiekowi* nie dzieje się krzywda. Zwłaszcza, że ten człowiek nie ma żadnej możliwości obrony.


            Nie, to ty jestes slepy i to tak kompletnie ze pomimo iz wykladalam w czym rzecz kilkakrotnie to dalej nie pojmujesz w czym rzecz.
            w ogole nie rozpatruje sprawy pod katem SV (tzn tez, ale to tu akurat najmniej i malo tu wazne) a moralnym i oczywscie ze mam na uwadze przede wszystkim dobro dziecka.

            nie potrafisz zrozumiec, ze osobami do ktorych nalezy sie tu udac aby bronic dobra dziecka jest nie babcia ktora jest tu kompletnie niekompetentna (a to widac po jej naiwnym zachowaniu) a RODZICE tego dziecka.

            tu trzeba byc doroslym, i jesli sie rzeczywscie chce wyjasnic czy to dziecko jest zdiagnozowane i ma nalezyta opieke, to trzeba udac sie do jego rodzicow nie do babci.
            babcia?, babcia padla tu ofiara typowej "zyczliwej" ktora nie zastanawiajc sie nad konsekwencjami plotla co jej slina na jezyk przyniosla do byle kogo.
            bo jakby ta Basia rzeczywscie chciala zwrocic uwage ze z dzieckiem cos jest nie tak to by sie wpierw zastanowila i nie zwracala do jakiejs prostej babci tylko do osoby kompetentnej, czyli, ponownie, do rodzicow ktorzy sa nadzrednymi opikeunami dziecka i jedyni majacy cokolwiek do powiedzenia, zadecydowania, zatem INFORMACJE.
            a tak, Basienka rzucila uwage i co??, zrobila cos dobrego, pomogla dziecku? phhhft, lol jak widac tylko zrobila zamieszanie.
            tak samo znajoma, jesli zacznie cos tlumaczyc babci skonczy sie tylko na oburzeniu i dalszym wyparciu, i tyle.


            Minnie
            • droch Re: Dylemat specjalisty 27.03.15, 08:35
              > nie potrafisz zrozumiec, ze osobami do ktorych nalezy sie tu udac aby bronic d
              > obra dziecka jest nie babcia ktora jest tu kompletnie niekompetentna (a to wida
              > c po jej naiwnym zachowaniu) a RODZICE tego dziecka.

              Bzdura powtórzona 10 razy nie przestaje być bzdurą - w przypadku zauważenia potencjalnej krzywdy dziecka należy działać przede wszystkim skutecznie, a nie działać według jednego ślepego wzorca. O całej sprawie nie mamy pełnej wiedzy, poza tym, że rodzice powierzyli babci rolę opiekunki dziecka. I o ile babcia jest sprawna intelektualnie, to jak najbardziej jest uprawniona, żeby odbierać od otoczenia niepokojące sygnały dotyczące dziecka. Wtedy babcia ma także wręcz obowiązek podzielić się informacjami z rodzicami, nawet, jeśli uważa je za zupełnie absurdalne. To jest clou sprawy.
              A wyparcie może dotyczyć zarówno bliższej jak i dalszej rodziny, i czasem dalsza rodzina może zmusić rodziców do podjęcia działania. Nie ma jednej recepty.
              • minniemouse Re: Dylemat specjalisty 27.03.15, 09:50
                droch napisał:

                O całej sprawie nie mamy pełnej wiedzy, poza tym, że rodzice powierzyli babci rolę
                opiekunki dziecka


                role opiekunki dziecka?? czytaj uwazniej:

                . Jasne, nie widuje wnuka zbyt często,

                jest to rola okazjonalna.

                Bzdura powtórzona 10 razy nie przestaje być bzdurą - w przypadku zauważenia potencjalnej krzywdy dziecka należy działać przede wszystkim skutecznie, a nie działać według jednego ślepego wzorca.


                otoz to, i ty wlasnie upierasz sie przy tym slepym wzorcu - widze i dzialam bez zastanowienia, na slepo, bez wzgledu na konsekwencje. a konsekwencje w tym przypadku sa takie, ze babcia najwyrazniej nie ma zamiaru badac wnuka i szukac diagnozy tylko chce aby znajoma po prostu powiedziala wstretnej Basi ze wnuk jest sliczny i madry - tyle przyszlo z Basi "interwencji".

                nastomiast gdyby potraktowac to powaznie, to nalezaloby dotrzec do rodzicow.
                zauwaz, ze ja nie zachcam do bezczynnosci a wrecz odwrotnie - do wlasnie czynnego zainteresowonia sie losem dziecka. ale we wlasciwy sposob.
                znajoma powinna zaproponowac babci ze skontaktuje sie by porozmawiac o wnuku z rodzicami, tylko potrzebowalaby do nich email lub telefon. ona sama najlepiej powinna wiedziec jak do tego podejsc. w koncu jest specjalistka.

                coz, mozna konia przyprowadzic do zrodla ale nie zmusic aby sie z niego napil.
                uwazasz ze Basia, babcia i znajoma wnukowi pomogly, to sobie uwazaj.

                Minnie
    • trina.papisten Re: Dylemat specjalisty 28.03.15, 11:05
      Mnie tylko zastanawia,czy pierwotna rozmowa babci z Basią wyglądała tak jak to przedstawia babcia.
      Może po prostu Basia nagabywana jaki to wnuk cudowny nie chciała wdawać się w gierki typu nie mogę powiedzieć ani nie chciała kłamać bez potrzeby, tylko prosto z mostu stwierdziła co widzi.
      Może Basia miała tak jak wspomniana znajoma zaprzeczyć, że dziecko jest opóźnione - bo nie sądzę, że była pierwszą osobą która to babci powiedziała.
      Kora nie pisze nic negatywnego o Basi, typu Basia mi i innym powiedziała, że mały jest opóźniony.
      Zła opinia o Basi wzięła się z gadania babci. Oby nie była tak, że jak znajoma nie potwierdzi że z wnuczkiem wszystko w porządku, to babcia do innych osób będzie opowiadać o niej to samo co o Basi.
    • nine.l Re: Dylemat specjalisty 08.04.15, 13:18
      Odpowiem jako matka dziecka niepełnosprawnego. Synek ma 7 lat i jego dziadkowie (moi rodzice) nie akceptuja jego niepełnosprawności. Zupełnie ją wyparli. Uważają, że wnuk jest trochę inny, ale "to nie szkodzi". Uważają że ja się nim za dużo zajmuję, a to co wnuk umie jest cudem, a nie jego i naszą pracą. Prawde mówiąc nie wyobrażam sobie co by było gdyby osoba z zewnątrz powiedziała im o wnuku coś, czego nie chcieliby usłyszeć. Nie chcieli i nie chcą słuchać tego, co ja mówię: na jakie ich wnuk chodzi terapie, co lubi, czego sie nauczył. Nie wiedzą o wnuku wiele, w sumie wiedzą nic, bo nie przyswajają tej wiedzy.
      Nie jestem obiektywna, ale Babcia z postu sprawia wrażenie osoby, która wyparła informacje, które otrzymała od rodziców oraz własne spostrzeżenia i odczucia, więc szuka potwierdzenia na zewnątrz,zeby poczuć się lepiej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka