Pewną panią odwiedziła mieszkająca na stale gdzie indziej córka z męzem i swoim dzieckiem. Babcia jest wnukiem zachwycona i chętnie prezentuje go znajomym np. spotkanym podczas spaceru. Dziecko ma około 6 lat i jest opóźnione w rozwoju - dlaczego trudno dociec. Nie ma cech porażenia mózgowego, ani żadnej wady powszechnie znanej (np. zespołu Downa), ale opóźnienie gołym okiem widać: dziecko mówi b. nieskładnie jak na 6-latka, nie buduje pełnych zdań, w zasadzie wypowiada się na poziomie ok. 3-letniego dziecka. Nie potrafi się samo ubrać, nie umie samo jeść. Jest przy tym sprawne ruchowo. Babcia zdaje się nie zauważać problemu. Oczywiście otoczenie także udaje, że wszystko jest ok. Poza jedna osobą, która niepytana o zdanie, po zachwytach babci nad wnuczkiem podczas przypadkowego spotkania stwierdziła wprost do babci, z przykro, ale dziecko jest opóźnione. Stało się to w 4 oczy z babcią, ale ta innym osobom o tym powiedziała. W czym problem? Ano w tym, ze teraz babcia w obecności tej osoby powołuje się na opinię innych osób, które widziały jej wnuka i mają potwierdzać, ze on się normalnie rozwija. Wśród tyh osób jestem m.in. ja, ale ja mam łatwo: "Tak, widziałam Twego wnusia Kasiu, uroczy chłopiec" "No widzisz, a Basia mówi, że z nim coś nie tak!" "N wiesz, ja tam się na dzieciach specjalnie nie znam, jak wiesz swoich nie mam..." Ale w otoczeniu jest też pani, która jest specjalistka w dziedzinie pracy z dziećmi niepełnosprawnymi, także intelektualnie. No i jest ona w kropce, bo z jednej strony nie chce robić babci przykrości, a z drugiej zrobi ze siebie idiotkę, jeśli potwierdzi, że z dzieciakiem wszystko ok, bo przecież nawet laik typu ja WIDZI, że nieok

Znajoma się wykręca "Kasiu, ja jestem w temacie, ale taka diagnoza wymaga badań, obcowania z dzieckiem, a nie miałam okazji zbyt długo z Twoim wnukiem..." ale babcia nie odpuszcza: "Ależ Ani, nikt nie mówi o jakichś szczegółach. Po prostu powiedz Basi, że mój wnuk nie jest opóźniony, jak jej się zdaje..."
Jasne, ta znajoma babci nie powinna wcale wspominać jej o swoich spostrzeżeniach niepytana, ale babcia też robi źle wywlekając to i powołując inne osoby do wydawania opinii w jej pojęciu słusznej. Jak zachowalibyście się na miejscu tej znajomej - specjalistki?
- potwierdzili co chce babcia
- wykręcali się nadal (trudne, bo babcia bezpardonowo naciska)
- powiedzieli prawdę
- poprosili babcie na osobności, żeby zaprzestała tego, co robi - bezskuteczne, już było

?